czwartek, 1 kwietnia 2021

EPILOG - Como Quieras

 

EPILOG

Como Quieras

Sadie

 

 

„Jezu, Trish, płacę za alkohol, powinienem móc się nim upić” - warknął (głośno) Herb Logan, ojciec Roxie.

„Nie mów ciszej, Herb” – syknęła w odpowiedzi Trish Logan, matka Roxie (również głośno) – „Czy chcesz, aby ślub twojej córki został zepsuty przez wspomnienia jej głośnego, pijanego, wieśniaczego ojca?”

Spojrzałam na Jules, Vance’a, Stellę i Mace, którzy stali ze mną, Herb i Trish w naszej małej (ale głośnej) grupie.

„Roxie to nie obchodzi, chce, żeby wszyscy dobrze się bawili. Cholera, spójrz na Ally, jak się ciska” - odpowiedział Herb.

Wszyscy odwróciliśmy się zgodnie, by spojrzeć na Ally.

Ona, podobnie jak Jules, Stella i ja (a także Annette, Daisy, Indy, Ava, Jet i siostra Roxie, Mimi, bycie Rockową Laską oznaczało, że urządza się ogromne przyjęcie weselne) miała na sobie efektowną, ciemnozieloną, długą, aksamitną sukienkę bez ramiączek, dopasowaną do sylwetki, z seksownym rozcięciem z przodu i eleganckim skrętem materiału przy staniku. Wszystkie miałyśmy idealne, owalne rubiny (prezent dla druhny Roxie, połączenie zielonego i czerwonego koloru ze względu na to, że była to Wigilia) mrugające w dekoltach i pasujące kolczyki w uszach, które pięknie się prezentowały, ponieważ nasze włosy były spięte do tyłu.

Wydawało się, że Ally i Ren Zano prowadzą bardzo intensywną rozmowę. Ren miał stwardniałą twarz i zaciśniętą szczękę. Twarz Ally była czerwona, oczy błyszczały.

Potem nagle krzyknęła - „Idź do diabła, Renie Zano!” - cofnęła się o krok i uniosła rękę, zacisnęła pięść, jakby miała zamiar go uderzyć.

„O mój Boże” - westchnęła Jules, gdy Ally wyrzuciła ramię, ale Ren złapał pięść Ally, wykręcił ją w dół i za jej plecami, tak że jej ciało uderzyło w jego. Jego usta powędrowały do jej ucha i powiedział coś, co sprawiło, że zaczęła się szamotać. Odwrócił ich oboje, trzymając swoje i jej ramię wciąż za plecami, i wyprowadził ich z eleganckiej sali balowej Donalda R. Seawella w Denver Performing Arts Complex.

„O co chodziło?” - Stella oddychała, kiedy wszyscy wpatrywaliśmy się w pustą przestrzeń, w której kiedyś byli Ren i Ally.

„Powinniśmy jej pomóc?” - zapytałam, a Stella i Jules spojrzały na mnie i lekko potrząsnęły głową.

Nie podobało mi się, że Ally była tak zdenerwowana, ale pomyślałam, że Jules i Stella mają więcej praktyki w tym biznesie Rockowych Lasek, nie wspominając o tym, że wiedziałam, że Ren był dobrym facetem, nigdy nikogo by nie skrzywdził. Więc odpuściłam.

„Jeśli ona może krzyczeć idź do diabła w tej eleganckiej sali balowej, to ja będę mógł wypić kolejnego pieprzonego drinka, za który, kurwa, płacę”- oznajmił Herb i podszedł do baru.

Trish obrzuciła wzrokiem Jules, Vance’a, Stellę, Mace’a i mnie. Następnie zapytała - „Która z was jest mężatką? Zapomniałam.”

„Tylko ja, pani Logan” - odpowiedziała Jules.

Oczy Trish powędrowały do mnie, a potem do Stelli - „Nie róbcie tego”.

Potem rzuciła się w stronę Kitty Sue, Malcolma i Toma. Mace i Vance uśmiechnęli się do siebie. Stella, Jules i ja zaczęłyśmy chichotać.

Poczułam ciepło, a potem poczułam dłoń Hectora na moich plecach. Przesunął dłonią wzdłuż mojej talii, a jego usta dotarły do mojej szyi. Zadrżałam, przekręciłam głowę na bok i uśmiechnęłam się do niego.

Jego twarz się rozgrzała, kiedy złapał mój uśmiech, ale jego oczy powędrowały na Mace’a i Vance’a.

„Co słychać u Zano?” - zapytał ich.

Cisza.

Ale odniosłam wrażenie, że nie dlatego, że nie wiedzieli, tylko dlatego, że nie mówili przy gadatliwych Rockowych Laskach.

Stella poczuła to samo i odwróciła się do Mace’a – „Wiesz coś?”

„Kurwa” - mruknął.

„Gadaj” - odparowała.

„Kociaku” - odparł Mace (chociaż zauważcie, że nie odpowiedział).

Uśmiechnęłam się.

Podobało mi się, że Mace nazwał Stellę „Kociakiem”. To było bardzo urocze. Było wiele rzeczy, w których Mace był (był gorący, był wysoki, był przystojny, mógł być trochę przerażający i nastrojowy, potrafił też być zaskakująco słodki), ale była jedna rzecz, której nie był i to było urocze.

Z wyjątkiem sytuacji, gdy był w pobliżu Stelli.

„Kai” - odpowiedziała Stella i bardzo mi się podobało, gdy Stella zwracała się do Mace’a właściwym imieniem. Nikt inny tego nie robił, ale ona tak, a kiedy to robiła, było to również bardzo słodkie (z wyjątkiem teraz, kiedy zrobiła to ze zmrużonymi oczami).

Moje oczy przeniosły się na drzwi, kiedy Indy i Lee przez nie przeszli. Ona poprawiała stanik. Lee miał na ustach szminkę.

Zachichotałam.

Jules pochyliła się i szepnęła - „Co jest zabawne?”

Pochyliłam głowę do Indy i Lee. Lee wycierał teraz usta grzbietem dłoni.

„Myślę, że Indy trochę dostała” - szepnęłam do Jules.

Jules uśmiechnęła się.

„Wesela robią to ludziom” - powiedziała mi - „Luke wyniósł Avę chwytem strażaka na naszym przyjęciu. Zabrał ją do domu, dał jej trochę, a jak sprowadził z powrotem, usta miała opuchnięte, twarz była zarumienioną, a włosy rozczochrane.”

Zrobiłam wielkie oczy – „Bez żartów?”

Potrząsnęła głową.

Musiałam przyznać (prywatnie przed sobą), że się nie myliła. Kilka miesięcy temu na ślubie Jet i Eddiego Hector „dał mi trochę” w stogu siana.

To było o wiele lepsze niż pianki.

„Co tam?” - Zapytał Indy, ona i Lee dotarli do naszej grupy.

„Niewiele. Herb jest nawalony. Trish ostrzegła Sadie i mnie, żebyśmy nie szły za mąż. Ally prawie uderzył Rena w twarz po tym, jak krzyknęła głośno idź do diabła, a chłopcy wiedzą, co się dzieje i nie chcą powiedzieć.” - odpowiedziała Stella.

Indy zwróciła się do Lee - „Ally prawie uderzyła Ren? O co w tym wszystkim chodzi?”

Lee potrząsnął głową.

Indy zmrużyła oczy.

„Może nie powinnaś okazywać mu nagiej wdzięczności w szatni pięć minut temu. Zostawić to na później” - wyrzuciła Jules, twarz Indy poczerwieniała, jej ciało powoli zwróciło się do Jules, a Lee zaczął chichotać.

„Nie rozumiem, co jest zabawne” - warknęła Indy do Lee.

Jego usta powędrowały do jej ucha, jego ręka powędrowała do jej brzucha i powiedział do niej coś, co sprawiło, że jej oczy stały się leniwe, a ciało się rozluźniło.

„No dobra” - szepnęła i przewróciła oczami.

Uśmiechnęłam się. Nie miałam pojęcia dlaczego, po prostu to zrobiłam.

„Co się dzieje z Ally?” - zapytała Roxie, trzymając rękę w dłoni Hanka, kiedy oboje dołączali do naszej grupy.

Ślub Roxie i Hanka nie mógł być bardziej inny niż ślub Eddiego i Jet.

Tak jak chciała Jet, miała swoją pieczeń wieprzową przed stodołą, z przejażdżką na sianie, z większym przyjęciem. To było fantastyczne. Wszyscy stukali obcasami na drewnianych deskach w stodole, był rock and roll i country, upijając się piwem i koktajlami, jedząc pieczoną wieprzowinę, robiąc sobie pianki marshmallow na zewnątrz wokół ogromnego ogniska z dużymi kłodami pokrytymi puszystymi wełnianymi kocami ustawionymi dookoła, gdzie siedzieli luźno, rozpuszczając włosy.

Jedyną rzeczą, która nieco zepsuła uroczystość, było to, że Ally rozpoczęła walkę na siano podczas przejażdżki na sianie, zrobiło się trochę hałaśliwe (Tex był na tym wozie) i groziło nam zrzucenie z wozu ze strony zirytowanego przewoźnika.

Ale poza tym przyjęcie było najlepsze.

Jet wyglądała wspaniale. Niezgodna z otoczeniem, które wybrała, poszła na pełną, szeroką spódnicę, mnóstwo tiulu, koronek i koralików, ogromną sukienkę ślubną, naprawdę wyglądając jak księżniczka z bajki.

Nie byłam jedyna, która tak myślała.

Stojąc w kościele, kiedy Jet miała wejść w przejście, spojrzałam na Eddiego. W chwili, gdy ją zobaczył, zmieniło się całe jego ciało. Znieruchomiał, a potem jego oczy (bez żartów) stały się płynne i (nadal bez żartów) złamał tradycję i poszedł od ołtarza prosto w jej kierunku. Na oczach wszystkich. Jakby nie mógł się doczekać, aż ona do niego podejdzie (czego oczywiście nie mógł). Ray, jej ojciec, który odprowadzał ją do ołtarza, wybuchnął śmiechem, ale Eddie go zignorował. Skończyła z Eddiem po jednej stronie, Rayem po drugiej, zarówno jej ojciec, jak i narzeczony prowadzili ją przejściem.

Blanca, o której myślałam, że wpadnie w szał po tym pokazie, zamiast tego wybuchnęła głośnymi, radosnymi łzami.

To była najbardziej romantyczna rzecz, jaką w życiu widziałam.

Do tego dnia.

Spojrzałam na Roxie.

Miała na sobie satynową suknię w kolorze kości słoniowej, dopasowaną na piersi, brzuchu, w talii i na biodrach, z rozkloszowaną spódnicą uciętą na ukos, a dekolt wycięty w głębokie V, materiał na ramionach podnosił się i zbierał punktami w maleńkie, paski spaghetti, które unosiły się i opadały na plecy, przysięgam, cudem podtrzymując materiał sukienki na dole. Jej plecy, jeśli patrzyło się z daleka, wyglądały na całkowicie odsłonięte. Sukienka była jednocześnie wyrafinowana i niezwykle seksowna. Po prostu zapierała dech w piersiach. Najbardziej niezwykła i fantastyczna suknia ślubna, jaką w życiu widziałam. Jej włosy były wymyślnie upięte, a na szyi i uszach były diamenty, które były jej „czymś pożyczonym” (ode mnie).

To był nocny ślub, zaczynający się o wpół do szóstej wieczorem, ceremonia, która odbyła się w Cheesman Park Pavilions, pośród ogromnych bukietów chryzantem z kremowymi pomponami i tysięcy migoczących, białych lampek bożonarodzeniowych.

Było mroźno, więc wszyscy mieliśmy aksamitne peleryny, ale Roxie przeszła przez tłum w kierunku Hanka ubrana tylko w sukienkę, buty, moje diamenty, niosąc chryzantemy, oparta na ramieniu Herba.

Potem zaczęła iść szybciej, Herb (niższy od jego córki) z trudem nadążał.

Potem szybciej.

Potem (nie można tego inaczej ująć) biegała na wysokich obcasach w kierunku Hanka, ciągnąc za sobą ojca. Hank stał z przodu, kręcąc głową i śmiejąc się, a kiedy do niego dotarła, ona też się głośno śmiała. Pocałowała go, gdy tylko zbliżyła się na tyle, by go dotknąć.

„Jezu. Nie myślisz, że mógłbym cię najpierw oddać, zanim go pocałujesz? Cholera” - mruknął Herb (głośno). Potem zwrócił się do Trish. – „Trish, to to potwierdza. Ona jest twoją córką.”

Wszystkie Rockowe Laski stały z boku, chichocząc.

Roxie wcale nie była zawstydzona. Po prostu pochyliła się, pocałowała ojca w policzek, odwróciła się i splotła ramiona z Hankiem. Patrzyłam, jak oparła cały swój ciężar na jego boku, jakby stali w kolejce do filmu, na który nikt nie patrzył, a nie stała przed tłumem rodziny i przyjaciół, czekając na ślub.

„Gorąca Drużyna wie, ale nic nie mówi” - powiedziała Roxie Stella, zabierając mnie z podróży po Zaułku Niedawnych Wspomnień.

Roxie zwróciła się do Hanka - „Czy wiesz?”

„Nie mam pojęcia” - odparł Hank.

„Nie okłamujesz mnie w dniu naszego ślubu?” - zapytała Roxie, ale to było raczej ostrzeżenie.

„Przepraszam Słoneczko, Ally nie kontaktuje się ze mną w sprawie swojego życia miłosnego. Ona jest moją siostrą. Nie chcę wiedzieć. Nigdy nie zrobię. Nigdy” - odparł Hank.

Oczy Roxie zaokrągliły się – „Życie miłosne? Ren i Ally? Whisky, wiesz coś!”

Oczy Hanka przesunęły się na Lee, a potem powiedział - „Cholera”.

Vance wybuchnął śmiechem.

Jules uderzyła go w ramię.

Wtedy ja wybuchłam śmiechem. Hector nacisnął moje biodro i zwinął mnie w swój przód. Odchyliłam głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć, wciąż się śmiejąc. Patrzył na mnie ze swoim przystojnym uśmiechem na miejscu, dopóki nie skończyłam. Potem pochylił się do przodu i jego usta dotknęły moich.

„Czy ty wiesz?" - zapytałam cicho, moje ramiona objęły jego talię.

Nie wahał się odpowiadając - „Mężczyźni mówią, a ja niewiele słucham. Wiem, że Ally ma jakiś interes. Zano jest zaangażowany. Oni mają historię. To wszystko co wiem.”

Spojrzałam na miejsce, w którym Ally i Ren zniknęli i wymamrotałam - „Ona to czarny koń. Sprawia, że każdy ujawnia swoje sekrety, ale zachowuje swoje.”

„Znam Ally Nightingale, odkąd skończyłem sześć lat. Jest drugą najbardziej skomplikowaną kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem”- odpowiedział Hector - „Jedna rzecz w Ally jest taka, mamita, że nigdy nie dostajesz tego, co widzisz”.

Przytuliłam się bliżej, wygięłam łokcie tak, by przesunąć ręce po jego plecach do łopatek - „Teraz jestem zaintrygowana”.

Potrząsnął głową - „Będziesz musiała tylko patrzeć, jak to się rozegra, tak jak reszta z nas”.

Następnie dodał - „I mam w Bogu nadzieję, że nikt nie zostanie skrzywdzony”.

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Tex (ubrany w smoking i niezadowolony z tego) huknął z drugiego końca sali - „Roxanne Giselle Lo… to znaczy, Nightingale! Kiedy te pieprzone harfy zamkną się, kurwa, żebyśmy mogli dostać trochę rock'n'rolla?”

*****

Oparłam głowę o okno Bronco i patrzyłam, jak Denver przemyka obok, gdy Hector zabierał nas z wesela do domu.

Byłam przyjemnie upita szampanem i totalnie wyczerpana po całym dniu obowiązków druhny (gdybym już nigdy więcej nie zobaczyła światełka bożonarodzeniowego, to by mnie to nie obchodziło aż do jutra) i ostatnich dwóch godzin tańczenia rock and rolla jak dzika kobieta (przeważnie z Avą i Daisy).

Moja dłoń została zdjęta z kolan, palce Hectora połączyły się z moimi i położył grzbiet mojej dłoni wysoko na swoim twardym udzie.

„Miałaś dobry dzień?” - zapytał cicho.

„To było wspaniałe. Ślub był piękny. Ale jestem zmęczona, a moje stopy mnie dobijają.”

„Wkrótce będziemy w domu, mi corazón.”

„Wiem.”

„Powiedziałem ci po ślubie Eddiego i Jet, żebyś nie nosiła tych pieprzonych butów” - przypomniał mi - „Narzekałaś wtedy, wiedziałem, że znowu będziesz narzekała.”

„Nie założę brzydkich butów do sukni druhny, Hector”.

„Czy nie istnieje coś takiego jak nie brzydkie buty, które są wygodne?”

„Nie” - powiedziałam krótko (i szczerze).

Zachichotał.

Przewróciłam oczami. Hector, nawet po miesiącach spędzonych razem, nadal uważał, że jestem zabawna. Nadal nie rozumiałam.

„Jet jest w ciąży” - powiedział nagle.

Moja ręka zacisnęła się w jego.

„Co?”

„Eddie powiedział mi dziś wieczorem. Jest wcześnie. Zatrzymują to dla siebie przez jakiś czas. Cokolwiek zrobisz, nie mów Mamá.”

„O mój Boże” – szepnąłem - „Są z tego powodu szczęśliwi?”

Jego ręka ścisnęła moją – „Nie wiem o Jet, ale Eddie szaleje z radości.”

Sądząc po tym, co wiedziałam o Jet, byłam pewna, że również szaleje z radości.

„To świetnie” - powiedziałam cicho.

„Tak” - odpowiedział równie cicho.

To była moja kolej, żeby ścisnąć jego dłoń - „Wujku Hectorze”.

Cisza.

Następnie - „Cholera”.

Potem przyszła moja kolej na śmiech.

*****

Podeszliśmy do domu, trzymając się za ręce.

Hector nas wpuścił.

Pstryknęłam przełącznikami i zapaliły się światła.

Potem schyliłam się, zdjęłam szpilki i rzuciłam je przez oparcie kanapy do salonu. Odbiły się od kanapy i usłyszałam, jak uderzają o podłogę.

Rzuciłam torebkę w tym samym kierunku. Odbiła się na siedzeniu i tam została.

Remont domu nie przebiegał tak, jak w moich marzeniach (dokładnie).

Hector i ja walczyliśmy zębami i pazurami o wszystko, co w domu.

Kiedy skończyliśmy z podłogą, kominkiem i listwami przypodłogowymi, Hector oznajmił, że chce mieć pokój dzienny obok kuchni, żeby mieć lepszy dostęp do piwa podczas gier. Wyjaśniłam (początkowo cierpliwie), że jadalnia musi być obok kuchni.

Wpadliśmy w impas, który oznaczał tygodnie ułożonych w stosy mebli pokrytych folią.

Pewnej nocy byłam kreatywna z bielizną i namówiłam go do tego (około dwie sekundy przed osiągnięciem orgazmu). To było niesprawiedliwe, w rzeczywistości to było naprawdę niesprawiedliwe, ale ta lekcja dobrze mi się przydała w nadchodzących tygodniach.

Hectorowi nie przeszkadzało.

Po prawej stronie stał antyczny, orzechowy stół do kompletu jadalnego dla 12 osób, który znalazłam na Antique Row[1] na Broadwayu. Odnowiłam stół, siedzenia krzeseł dostały obicia w kolorze ciemnoszarym z ciemnoszarymi szaro niebieskimi paskami. Teraz miał na sobie duży okrągły wazon wypełniony liliami kalii. Dopasowany kredens stał pod ścianą prowadzącą do kuchni, eksponując kryształy Waterford mojej mamy, które wzięłam ze schowka z jej rzeczami, rodzinne zdjęcie mamy, taty i mnie oraz inne zdjęcie Hectora i jego taty zrobione, gdy Hector miał dziewiętnaście lat. Na kominku były białe lampki bożonarodzeniowe wplecione w prawdziwą sosnową zieleń.

Po lewej stronie znajdowały się ciemno niebieskie meble wypoczynkowe Hectora, ale dodałam kilka poduszek w niebieskie, szare i czekoladowo-brązowe wzory. Telewizor z sypialni został zainstalowany w rogu, wszystkie meble ustawione tak, aby zapewnić maksymalne możliwości oglądania. W innym kącie stała ogromna, prawdziwa jodłowa choinka ozdobiona niebiesko białymi światełkami i niebiesko srebrnymi i białymi ozdobami. Było więcej zieleni i światełek na kominku, wijących się wokół oprawionych w srebrną ramkę zdjęć rodziny Hectora i mojej mamy, babci i dziadka. Ogromna biała poinsecja w lśniącym niebieskim pojemniku stała pośrodku stolika do kawy.

Z tyłu salonu, za francuskimi drzwiami, znajdował się pokój z dużym biurkiem, krzesłem na kółkach i komputerem stacjonarnym Hectora.

Pokoje z przodu były idealne.

W kuchni był teraz remont. Wszystko zostało wyrwane przez Hectora, Buddy’ego i Eddiego kilka tygodni temu i wywiezione ciężarówką firmy porządkowej. Moje lekcje gotowania były wstrzymane. Z taką kuchnią zdecydowanie nie byliśmy gospodarzami świątecznej kolacji (Blanca była).

Weszłam, ściągnęłam pelerynę, zarzuciłam ją na poręcz, po czym weszłam po schodach i prosto do sypialni, gdzie upadłam twarzą na łóżko.

Dawniej nie byłam osobą, która rzucała swoje buty przez pokój (lub torebkę) i zostawiła moje płaszcze na poręczy.

Kiedyś byłam czysta i schludna. Obsesyjnie.

Byłam też osobą, która budziła się na najdrobniejszy dźwięk.

Nie byłam już żadną z nich.

Prawdziwa Sadie była dużo bardziej zrelaksowana. Spała lepiej i nie nakręcały jej głupie rzeczy. Lubiłam Prawdziwą Sadie. Przez większość czasu.

Poczułam, jak łóżko się porusza, kiedy Hector usiadł na nim, a zamek błyskawiczny na moich plecach zaczął opadać.

„Zamierzam spać tutaj” - poinformowałam go.

„Como quieras” - powiedział cicho Hector i, słysząc te słowa, uśmiechnęłam się do łóżka.

Nie musiałam otwierać oczu, żeby zobaczyć pokój.

Hector uczynił sypialnię swoim następnym projektem (po salonie i przed kuchnią). Wziął wolne i spaliśmy przez tydzień na rozkładanej kanapie, podczas gdy on odświeżał podłogi, wymieniał listwy przypodłogowe i malował ściany (chciałam pomóc, ale galeria była w trakcie remontu, a plany ślubne Roxie nabierały tempa, więc Ralphie i ja byliśmy trochę zajęci). Ściany były ciepłe, szaro-zielone i pojawiły się nowe, lśniące klonowe listwy przypodłogowe. Hector kupił nowe łóżko, szafki nocne i dwie nowe komody, jedną niską z lustrem na górze, drugą wysoką i szeroką z sześcioma szufladami.

Kłóciliśmy się o meble, ponieważ chciałam pomóc w ich opłaceniu.

Odmówił.

Pchnęłam to.

Doszliśmy do impasu.

Kilka dni później, w łóżku, wstrzymał się, nie pozwalając mi dojść, dopóki go nie błagałam, po czym zażądał, abym się zamknęła w sprawie mebli i zgodziłam się.

Przypuszczam, że odwrócenie ról było fair play.

Nie narzekałam.

Suwak opadł do samego końca, Hector wstał z łóżka, sukienka została ściągnięta do kostek i usłyszałam, jak ciężki materiał ląduje gdzieś w pokoju.

To powinno mnie zaniepokoić. Sukienka była aksamitna, była przepiękna i droga.

Nie podniosłam głowy.

Zamiast tego położyłam na łóżku tyłek w szmaragdowozielonych majtkach o francuskim kroju. Usłyszałam, jak buty Hectora, potem ubranie uderzają o podłogę, a potem wrócił do mnie. Zostałam podciągnięta, wtoczona na niego, kołdra wyrwała się spod mnie, a potem opadła na mnie. Położyłam głowę na jego klatce piersiowej, obejmując ramieniem jego mięśnie brzucha.

„Sadie, szpilki w twoich włosach wbijają mi się w skórę.”

„Do jasnej cholery” - mruknęłam, przeturlałam się z ciężkim westchnieniem na plecy i zaczęłam wyciągać szpilki z moich włosów.

Hector podniósł się na łokciu i obserwował mnie.

Następnie zapytał - „Co kupiliśmy Hankowi i Roxie z okazji ich ślubu?”

Moje dłonie we włosach znieruchomiały i tylko moje gałki oczne potoczyły się, by spojrzeć na Hectora.

Hector i ja kupiliśmy Eddiemu i Jet zupełnie nową kuchnię z okazji ich ślubu. Jet uwielbiała gotować, Eddie naprawiał ich dom, ale ze względu na budżet pracy gliniarza i dodatkowe obowiązki wobec Rockowych Lasek, które zajmowały mu większość czasu, nie zabrał się do tego, by dać jej nową kuchnię. Słyszałam, jak Jet (przy kilku okazjach) kapie poetycko o tym, że pokochałaby coś „supernowoczesnego”.

Więc Hector i ja jej to daliśmy.

Kosztowała dwadzieścia tysięcy dolarów i sprawiła, że dwóch gorącokrwistych meksykańsko-amerykańskich mężczyzn chwilowo ześwirowało.

Na początku Jet była w szoku. Potem, kiedy jej to wyjaśniłam, była wyrozumiała, doceniająca, a potem radosna.

Blanca od razu się rozradowała i zaczęła sugerować (ogólnie), że ona też potrzebuje nowej kuchni (Hector jeszcze o tym nie wiedział, ale to był jej prezent pod choinkę).

Jet rozmawiała z Eddiem. Zajęło to trochę czasu, ale przekonała go.

„Um…” - odpowiedziałam na pytanie Hectora.

Upadł na plecy, spojrzał w sufit i mruknął - „Kurwa”.

Podniosłam się na łokciu i spojrzałam na niego, włosy na wpół opadały, na wpół wciąż w szpilkach.

„Hector! Jestem dziana! Co mam zrobić z moimi pieniędzmi, ale wydać je na przyjaciół?”

Podniósł się na łokciu, Pan Zmienny Nastrój całkowicie przekształcił się w złość i stanął twarzą do mnie - „Nie wiem” – uciął – „Oszczędzać? Umieścić za to nasze dzieci w college’u? Jeśli dzisiejszy wieczór był dla nas ważny, będziemy potrzebowali tego, by zapłacić za ich cholerne wesela. Kurwa, znając cię, będziemy potrzebować każdego grosza, żeby zapłacić za nasze.”

Mój oddech opuścił mnie ze świstem. Potem wrócił z gwałtownym haustem. Potem szepnęłam - „Co?”

„Słyszałeś” - odparł.

Usiadłam i spojrzałam na niego – „Czy prosisz mnie o rękę?”

Usiadł i spojrzał na mnie – „Robisz ze mnie jaja?”

Mrugnęłam.

Wtedy powiedziałam – „Nie”.

„Jak myślisz, co my tu robimy? Bawimy się w dom?”

Znowu zamrugałam.

„Chryste, Sadie” – uciął – „Spójrz na moje pieprzone ramię.”

Spojrzałam, ale nie musiałam. Wytatuował tam różę kilka miesięcy temu, w ciągu kilku tygodni od mojego wprowadzenia się.

To było niezwykłe: łodyga, liście, płatki były cudownie narysowane i wypełnione żywymi kolorami. Zajęło to dwie wizyty, najpierw zarys, potem tygodnie później, po zagojeniu, wypełnienie.

Moje serce zatrzepotało się, potem mój brzuch się stopił, a potem wyszeptałam - „Hector …”

„Co daliśmy Hankowi i Roxie?” - mruknął, przerywając mi.

Postanowiłam po prostu odpowiedzieć i mieć to za sobą.

„To nie kosztowało tyle, co kuchnia” - powiedziałam.

„Co daliśmy?” - powtórzył.

„Nigdzie w pobliżu kuchni” - powiedziałam na wszelki wypadek.

Dał mi Spojrzenie.

Westchnęłam - „Kupiliśmy im pełny zestaw porcelany Mikasa”.

Hector wciąż dawał mi Spojrzenie.

„Na dwanaście osób” - ciągnęłam.

Kontynuował Spojrzenie.

„I… hmmm… zestaw do serwowania potraw.”

Więcej Spojrzenia.

„I ich srebro”.

Jeszcze więcej Spojrzenia.

„Zestaw na przyjęcia”.

Więcej Spojrzenia.

„To wszystko” - dokończyłam.

Opadł na plecy, mamrocząc - „Dios mio”.

Zaciągnęłam usta, a potem moje ręce wróciły do włosów i wyszarpnęłam resztę szpilek. Kiedy to robiłam, Hector położył przedramię wewnętrzną stroną do góry, tatuaż z różą był w pełni widoczny. Potrząsnęłam palcami przez włosy, po czym oparłam się o niego, sięgając do szafki nocnej, upuściłam na nią szpilki i położyłam się na jego klatce piersiowej.

„Hector” - zawołałam.

Cisza i brak ruchu.

„Może powinniśmy…” - zawahałam się, nie wiedząc, czy teraz jest odpowiedni czas - „porozmawiać o tym, co zrobiłam na Boże Narodzenie.”

Nagle poruszył się, jego ramiona owinęły się wokół mnie i ja byłam na plecach, a on był na górze.

„Mam nadzieję, że odzyskałaś energię, mamita, ponieważ jesteś mi za to coś winna” - oznajmił, ponownie pokazując bardzo dziwaczną Logikę Hectora, po czym jego twarz zniknęła na mojej szyi.

Jego język dotknął mojego ucha i wykonałam swobodny ruch do tyłu w cudownych ciepłych wodach, gdzie teraz w swoim życiu błąkałam się jako szczęśliwa syrena, moje ramiona otoczyły go i uśmiechnęłam się do sufitu.

*****

Wczesnym rankiem w Boże Narodzenie zadzwonił dzwonek do drzwi.

Ponieważ czekałam na to przez ostatnią godzinę, obudziłam się i natychmiast wytoczyłam się z łóżka.

„Zajmę się tym, mamita” - mruknął Hector, staczając się na drugą stronę.

Zignorowałam go i włożyłam majtki.

„Sadie, mam to” - powtórzył Hector i spojrzałam na niego, gdy wzruszyłam ramionami w jednej z jego flaneli. Miał na sobie parę rudych, sznurowanych spodni dresowych, z luźnymi nogawkami zamiast ze ściągaczem wokół kostek.

Wciągnęłam parę ciepłych szarych, puszystych szortów z nacięciami na biodrach, podczas gdy Hector szarpał czarną koszulkę.

I także, nawiasem mówiąc, wciągnęłam usta. Hector przestał się ubierać i spojrzał na mnie. Potem położył ręce na biodrach.

„Co zrobiłaś?” - zapytał.

Dzwonek zadzwonił ponownie. Wyskoczyłem z sypialni.

Hector podążał za mną znacznie wolniej, ale, ponieważ jego nogi też były dłuższe, dogonił mnie u stóp schodów i wyprzedził. Zbliżyłam się, gdy podszedł do drzwi, odblokował je z klucza i szarpnięciem otworzył.

Zerknęłam dookoła ciała Hectora. Stał tam Jack.

„Cześć, Jack” – powiedziałam – „Wesołych Świąt.”

Jack spojrzał na mnie, a potem (bez żartów!) mrugnął.

Potem jego ręka podniosła się i wyciągnął zestaw kluczyków do Hectora. Hector spojrzał na klucze, a potem na Jacka. Jack wskazał głową na ulicę, gdzie za Bronco Hectora zaparkował nowiutki, lśniący, czarny GMC Yukon.


Kiedy Hector nie wziął kluczy, Jack podrzucił je w powietrze, a ręka Hectora wystrzeliła i złapała je.

Jack uśmiechnął się do mnie, odwrócił, przeszedł przez ganek, zszedł po schodach i do samochodu zaparkowanego za Yukonem. Dziewczyna Jacka, Melinda (jedna ze striptizerek Smithiego, Jack był jedynym Facetem Nightingale’a, którego nie obchodziło, czy jego dziewczyna się rozbiera), siedziała na przednim siedzeniu, machając do nas z dużym, głupkowatym uśmiechem na twarzy.

Odmachałam.

Jack wsiadł po stronie kierowcy i odjechał.

Hector zamknął drzwi.

Potem powoli odwrócił się do mnie. Spojrzałam na jego twarz i zaczęłam się cofać, przez platformę.

„To tak naprawdę dla mnie” - powiedziałam mu.

Szedł naprzód. Kontynuowałam cofanie się.

„Wiem, że to samolubne, ale nigdy nie bierzesz jednego z Explorerów Lee. Chcę mieć pewność, że jesteś bezpieczny ”.

Szedł dalej. Tył mojej stopy uderzył w schody.

„Wesołych Świąt!” - krzyknęłam głupio.

Przestał powoli się zbliżać i rzucił się na mnie. Odwróciłam się i wbiegłam po schodach.

Potknęłam się prawie na samym końcu, a złapał mnie w talii, zanim upadłam, podniósł mnie w ramiona i moje kończyny wymknęły się spod kontroli.

„Hector!” - krzyknęłam, ale on poszedł długimi krokami do sypialni i rzucił mnie na łóżko.

Odwróciłam się, stanęłam na czworakach i czołgałam się. Złapał mnie za kostki, wyszarpnął moje kolana spod mnie, więc znalazłam się na brzuchu, a on wylądował na mnie.

Wiłam się.

Zsunął się na bok, ale jedno z jego ciężkich ud było na moich, jego twarz przylegała do mojej szyi, jego ręka weszła prosto w moje szorty i majtki, przesuwając się po moim tyłku do miejsca między moimi nogami.

Uspokoiłam się. Jego ręka szła dalej, aż jego palce wygięły się i uderzyły w to miejsce.

Jęknęłam i przekręciłam głowę. Jego usta były tam i pocałował mnie, gorąco, głęboko, mokro, pilnie i ognisto. Nagle przeszliśmy dalej i wszystkie ręce, usta, zęby i języki (potem inne części naszej anatomii) zostały zajęte.

To było dzikie.

To było piękne.

Potem byłam na górze, wciąż z nim połączona, z twarzą w jego gardle, z ciężkim oddechem. Obie jego dłonie obejmowały moje pośladki.

„Po prostu nie możesz się powstrzymać, prawda?” - zapytał, odnosząc się do Yukona.

Pokręciłam głową, pochyliłam się bliżej i ścisnęłam go rękami (i innymi częściami mnie). Jego palce zacisnęły się na moim tyłku.

„Miałem oko na jeden z nich przez długi czas, mamita” - mruknął, wciąż odnosząc się do Yukona.

„Wiem” - odpowiedziałam cicho. Potem, z jakiegoś powodu, do jego gardła, bardzo cicho, wyszeptałam - „Kocham cię, skarbie.”

Jego ciało znieruchomiało.

Potem się potoczył, więc ja byłam na dole, on był na górze. Podniósł głowę i zobaczyłam, że jego twarz była ciepła, ale jego oczy były gorące.

Dotknął moich ust i mruknął – „Yo te amo también, mi cielo.”

Z lekcji Blanki wiedziałam, że to oznacza I ja też cię kocham, moje niebo.

Mój brzuch trzepotał i uśmiechnęłam się do niego. Odpowiedział mi uśmiechem.

Jego usta zbliżały się do moich, kiedy ponownie zadzwonił dzwonek. Zamiast mnie pocałować, jego czoło opadło na moje i wymamrotał - „Jezu”.

Znowu wstawaliśmy i wkładaliśmy ubrania, po czym zeszliśmy na dół, ramię w ramię; on obejmował moje ramiona, a ja trzymałam moją rękę wokół jego talii.

On otworzył drzwi.

Stali tam Buddy i Ralphie. Ralphie trzymał wijącego się, dyszącego szczeniaka owczarka niemieckiego z jasnym pyskiem i czarnym tułowiem, z dużą czerwono-zieloną wstążką na szyi.

„O mój Boże!” - pisnęłam, szczeniak podskoczył na mój pisk, jego oczy powędrowały do mnie, wyskoczył z ramion Ralphiego w moje - „Buddy, wspaniały człowieku, kupiłeś szczeniaka Ralphiemu!”

Przytuliłam szczeniaka do piersi i weszłam do salonu, muskając nosem jej miękki pyszczek i obwisłe uszy szczeniaka, wyczuwając słodki zapach szczeniaka, kiedy ona lizała mnie po całym ciele. Zachichotałam i przytuliłam jej miękkie szczenięce ciało.

Spojrzałam na Buddy’ego - „Jesteś najwspanialszy. Chcę takiego, jak ona.”

„Hmmm… słodycze?” - zawołał Ralphie, a ja spojrzałam na niego.

Widziałam stojących tam wszystkich trzech mężczyzn. Buddy i Ralphie uśmiechali się ogromnie. Hector miał ręce skrzyżowane na piersi, a jego usta robiły tę walkę-z-szerokim-uśmiechem.

„Co?” - zapytałam.

„Buddy nie dał mi tego psa” - odpowiedział Ralphie.

Moje brwi się złączyły - „Kupiłeś ją sobie?”

Buddy zachichotał. Hector przegrał walkę z uśmiechem i uśmiechnął się, pełnym i czarującym uśmiechem.

„Co jest zabawne?” - zapytałam.

Buddy odpowiedział - „Ona jest dla ciebie, kochanie”.

Mrugnęłam.

„Od LC” - dodał Ralphie.

Moje oczy powędrowały do Hectora.

„To samolubne” – powiedział – „Chcę wiedzieć, że jesteś strzeżona, kiedy mnie nie ma w domu”.

Poczułam, jak łzy zatykają mi gardło.

Wtedy krzyknęłam - „Nie będę płakać!” - tuż przed tym, jak się rozpłakałam.

W mgnieniu oka szczeniak i ja byliśmy w ramionach Hectora. Trzymał mnie, ja płakałam, szczeniak wiercił się i lizał, a Ralphie wyjął aparat i zrobił zdjęcie naszej trójki.

Wyszło pięknie. Ramię Hectora wokół moich ramion, jego palce w sierści na karku psa, jego głowa pochylona do nas, moje czoło schowane w jego gardle, a szczeniak wyglądał, jakby uśmiechał się do nas obojga (ale tak naprawdę dyszała).

Nazwałam psa Gretel (cóż, była Niemką).

Postawiłam to zdjęcie na kominku w jadalni.






https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL 








[1] Historyczna dzielnica Antique Row w Denver, obejmująca 1200 do 1800 bloków Południowego Broadway.

dwa słowa

Zanim dam Wam ostatnia część - epilog - jak to bywa u Kristen Ashley, happy end, chcę się z Wami podzielić dwiema rzeczami.

Po pierwsze - dziękuję Wam za obecność na moich blogach. to przyjemne mieć świadomość, że nie jestem świruską, jedyną lubiącą tego typu lekturę. Fajnie jest wymienić się z kimś opiniami i informacjami o Rockowych Lakach i Gorącej Drużynie. 

Po drugie - idą Święta, więc: Wszystkiego najlepszego! Ale to, niestety, oznacza, że będę trochę bardziej zajęta i nie dam Wam codziennie dwóch nowych rozdziałów z "Rock Chick 8" na https://monique-romans-4.blogspot.com/

Proszę, abyście uzbroiły się w cierpliwość. 

pozdrawiam i ... Rock on

Monika


p.s. poszukuję pdf lub epub Quiet Man Kristen Ashley (jest o Lottie)

29 - Gardenie

 

ROZDZIAŁ XXIX

Gardenie

 

Sadie

 

 

Hector i ja staliśmy razem w małym, szarym pokoju.

Moje ciało było napięte i wyprostowane, wyglądałam przez kraty w oknie, ale nic nie widziałam.

Hector stał za mną blisko, jego niezwykłe ciepło biło w moje plecy, jego ramię wokół mojej talii, jego broda muskała włosy na czubku mojej głowy.

Z jakiegoś dziwnego powodu martwiłam się tym, co mam na sobie.

Daisy, Ralphie, Roxie, Tod, Stevie i ja spędziliśmy pięć wyczerpujących godzin w centrum handlowym, próbując znaleźć właściwy strój na Pierwszą Wizytę u Uwięzionego Ojca. Mimo że zapewniali mnie, że jest to absolutnie doskonałe, nie byłam pewna.

Potrzebowałam, żeby mój ojciec wiedział, kim jestem ja. Prawdziwa Sadie.

Ta, która była właścicielką własnej galerii.

Która wprowadziła się do Hectora O mój Boże Chaveza w przedostatnią niedzielę, dzień po oficjalnym zakończeniu mojej męki.

Która spędzała całe dnie, kręcąc się w Fortnum z dziewczynami i Ralphiem, przeprojektowując swoją wypaloną galerię.

Która, dzięki Blance, potrafiła teraz gotować tamales[1] od podstaw i były smaczne.

Która błagała swojego chłopaka, aby zabierał ją na swój motocykl po kolacji, co robił, ale dopiero po tym, jak zmusił ją do kreatywności, zarabiając na przejażdżkę na wiele pysznych sposobów.

I która w zeszły weekend, u boku swojego chłopaka, wyremontowała podłogę w jego salonie.

Ale mimo to nie chciałam mówić mu o tym zbyt bezpośrednio. To byłoby niegrzeczne.

Miałam na sobie nową parę dżinsów Lucky, dopasowaną bawełnianą bluzkę w kolorze wielbłąda, która przylegała i pokazywała ślad dekoltu przy rozpiętych guzikach (to sprawiło, że usta Hectora zacisnęły się, co było dobre, ponieważ trzymał zamknięte), czekoladowo-brązowy zamszowy pasek z ciężką srebrną sprzączką, parę ciemnobrązowych zajebistych kozaków (słowa Daisy), które były jednocześnie stylowe, ale także rock'n'rollowe i czekoladowo brązowy, zapinany na dwa guziki blezer.

Moje włosy były rozpuszczone i dzikie, opadały mi na ramiona, na plecy, a czasami na twarz (mój ojciec nienawidził rozpuszczonych włosów, powiedział, że dama nosi włosy do tyłu lub do góry, wszystko inne było wulgarne). Miałam na sobie długie, duże, złote kolczyki w kształcie koła (niespodzianka od Hectora, którą dał mi tej nocy, kiedy się z nim wprowadziłam, jak udało mu się robić zakupy, nie wiem, ale to zrobił), a dawny naszyjnik mojej matki w dekolcie. Strój wyglądał zwyczajnie, ale kosztował cholerną fortunę. Uwielbiałam go, to byłam ja, ale wiedziałam, że mój ojciec będzie tego nienawidził.

„Boję się śmiertelnie” - szepnęłam do okna.

Ramię Hectora zacisnęło się, podbródek opuścił moje włosy i poczułam, jak jego usta docierają do mojej szyi. Całował mnie tam, kiedy drzwi się otworzyły.

Podskoczyłam i odwróciłam się.

Hector nie podskoczył ani nie opuścił ramienia, ale odsunął głowę z mojej szyi i poruszył się tak jak ja.

Stał tam mój ojciec, ubrany w więzienny uniform, ale poza tym wyglądał zaskakująco dokładnie tak samo jak mój ojciec. Opalona twarz, zadbane włosy, dopasowany do ciała więzienny błękit sprawiał, że wyglądał jak kolejna wielka rzecz w modzie męskiej.

Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co. Ćwiczyłam wiele możliwości rozpoczęcia, z których żadnej nie pamiętałam w decydującym momencie i z wahaniem dostrzegłem zabójcze spojrzenie, jakie mój ojciec rzucał Hectorowi.

To oczywiście pozbawiło mnie mowy, nie żebym wiedziała, co powiedzieć, ale jednak.

„Nie sądzisz, że mógłbym spędzić trochę czasu z moją pieprzoną córką bez ciebie stojącego tam z rękami na niej?” - mój ojciec zapytał Hectora.

O rany.

To nie był dobry początek.

„Tatusiu” - powiedziałem, ale mój głos brzmiał cicho.

Mój ojciec nawet na mnie nie spojrzał. Niespodziewanie Hector się poruszył. Stanął przede mną, złapał mnie za rękę, ścisnął i wiedziałam, że zamierza iść.

Spojrzałam na niego, zaczynając panikować i wypaliłam - „Nie chcę, żebyś poszedł”.

„Będę na zewnątrz.”

„Hector …”

Kolejny uścisk dłoni, a potem „Tuż za drzwiami”, zanim dotknął ustami moich ust i bez spojrzenia na ojca wyszedł.

Tak zrobił też strażnik.

Mój ojciec i ja byliśmy sami.

Do jasnej cholery.

„Podoba ci się to, Sadie? Sprowadzić go tutaj i wepchnąć mi w twarz?”

Gapiłam się na niego.

Poczułam, jak moje serce zaczyna bić szybciej i czekałam, aż to się stanie. Czekałam, aż ktoś, kogo Hector nazywał Stepford Sadie, wślizgnie się na miejsce. Czekałam na przybycie obowiązkowej córki, która będzie przepraszać i ukrywać fakt, że Hector był w moim życiu, albo obieca się go całkowicie pozbyć.

Zamiast tego Stepford Sadie, teraz dobra i martwa, się nie pojawiła.

„Przepraszam, jeśli to cię zdenerwowało, ale już wiesz, że on jest w moim życiu” - odpowiedziałam cicho.

„Nie potrwa to długo” - odparł mój ojciec.

Moje ciało zesztywniało - „A to dlaczego?”

„Dowiadywałem się o Hectorze Chavezie” - odpowiedział zimnym tonem – „Ma kolejne laski, Sadie, jesteś tylko ostatnią.”

Wypuściłam oddech i pokręciłam głową - „Wiem o innych kobietach”.

„W takim razie nie jesteś tak mądra, na jaką cię wychowałem.”

„Mieszkam z nim.”

„Więc naprawdę nie jesteś taka mądra, jak ja cię wychowałem.”

Gapiłam się na niego. Odwzajemnił spojrzenie.

Trwało to chwilę.

Nie zamierzałam się poddać. Wiedziałam, że on też tego nie zrobi.

Trwało to trochę dłużej.

Ku mojemu zdziwieniu skończył wpatrywanie się, pytając - „Skończyliśmy?”

Ku mojemu zdziwieniu, odpowiedziałam doskonale - „Nie wiem, tato, skończyliśmy?”

Było jasne, że nie spodziewał się tej odpowiedzi, a także jasne, że jej nie rozumie. Postanowiłam wyjaśnić.

„Masz dwie możliwości. Po pierwsze, pozostajesz taki, jakim stałeś się po zamordowaniu mamy przez Mickey’a Balducci, a to oznacza, że idziemy różnymi drogami. Nie będę stroną w tego rodzaju związku z moim ojcem. Albo druga…” - przerwałam i podeszłam do winylowej kanapy, gdzie była moja torba, wyciągnęłam duże zdjęcie, kopię zdjęcia, które wzięłam z szafki mamy (oryginał znajdujący się teraz w pudełkach na dole w wolnym pokoju Hectora i czekający do wykończenia). Odwróciłam się do ojca, podeszłam do niego, tym razem bliżej, ze zdjęciem zwróconym w jego stronę - „Możemy do tego wrócić. Rodzina. Nawet bez mamy z nami.” - Pchnęłam w jego stronę zdjęcie, a jego oczy nie oderwały się od niego – „Weź to” – powiedziałam - „Pozwolono mi ci to dać”.

Powoli jego oczy przeniosły się ze zdjęcia na mnie. Zrobiłam oszołomiony krok w tył na to, co zobaczyłam.

Ból.

Całkowity, dewastujący, nieukrywany ból.

Co było w jego twarzy tak głęboko we mnie, że wyszeptałam niepewne - „Tatusiu?”

„Gdzie to znalazłaś?” - wyszeptał w odpowiedzi.

„Jeden z przyjaciół Hectora znalazł rzeczy mamy.”

Nie słuchał, jego oczy były utkwione na mojej szyi i patrzyłam z przerażeniem, jak kolor odpłynął z jego twarzy. Nagle oderwał oczy od mojego gardła, przeszedł obok mnie, nie patrząc na mnie do okna, w którym się zatrzymał.

Odwrócony plecami do mnie, spojrzał przez szybę. Potem powiedział - „Wynoś się”.

Moje ciało drgnęło, jakby mnie uderzył – „Co?”

„Wiem, co robisz, Sadie. Jest jasne, że jesteś tu z Chavezem, z tymi rzeczami, żeby dostać kawałek mnie. Weź to, pielęgnuj to i wypierdalaj.”

Stałam oszołomiona przez sekundę, po czym moje serce zaczęło bić, moja krew zaczęła pulsować, a ja podeptałam do stołu w pokoju, położyłam na nim zdjęcie i podeszłam do okna, tuż przed moim ojcem.

„Nie wyjdę” - warknąłem.

Jego oczy się nie poruszały, ale włożył ręce do kieszeni spodni i spojrzał ponad moją głową.

„Spójrz na mnie” - zażądałam.

Nie patrzył. To było tak, jakbym nie istniała.

Popchnęłam jego ramiona obiema rękami i krzyknęłam - „Tato! Spójrz na mnie!"

Tylko jego zimne oczy przechyliły się, by móc spojrzeć na mnie z góry.

„Wiem wszystko. Wszystko”- powiedziałam mu, a on tylko patrzył na mnie z góry, więc powtórzyłam - „ Wiem o tobie wszystko.”

Patrzyłam, jak jego wargi się wykrzywiają, zanim powiedział - „Ty nic nie wiesz”.

„Wiem, że ją kochałeś” – odpaliłam - „Wiem, że twoi rodzice nie byli dla ciebie mili. Wiem, że ona też cię kochała. Wiem, że byłeś jej światem. Wiem, że kiedyś byłeś mój, zanim odeszła. Wiem, że karmiłeś mnie w nocy, kiedy byłam dzieckiem …”

„Zamknij się, Sadie.”

„Wiem, że zrobiłam sobie krzywdę, szłam do ciebie …”

„Sadie, zamknij się!”

„Wiem, że kiedy wstawałam senna, gdy byłeś w domu, szłam prosto do ciebie …”

Jego ręce wyskoczyły z kieszeni, chwycił mnie za ramiona i mocno mną potrząsnął, krzycząc - „Zamknij się!”

„Nie zamknę się i nie wyjdę!” - wrzasnęłam mu w twarz - „Dziesiątki lat temu miałam ojca! Chcę go z powrotem!”

Odepchnął mnie, cofnęłam się o dwa kroki, wyprostowałam się i znów ruszyłam naprzód, chwytając jego koszulę pięściami i trzęsąc nią - „Kiedyś całowałeś mnie w głowę i kładłeś do łóżka …”

Jego ręce owinęły się wokół moich nadgarstków i pociągnął, ale ja trzymałam się mocno.

„Dlaczego mnie zostawiłeś? Kiedy odeszła, potrzebowałam cię!”

Jego ciało znieruchomiało, a broda opadła, żeby mógł na mnie spojrzeć.

„Nie potrzebowałaś mnie” - powiedział.

„Tak” - odparłam.

„Nie, nie potrzebowałaś.”

„Potrzebowałam! - krzyczałam.

„Zabiłem ją.”

Nadeszła kolej na uspokojenie się mojego ciała.

„Co?”

„Nie pociągnąłem za spust, ale to, co zrobiłem, ustawiłem ją w tej pozycji, więc równie dobrze mogłem być tym, który odstrzelił jej głowę.”

Jego słowa przeszyły mnie i mocno zamknęłam oczy.

„To właśnie zrobił, Sadie, Mickey zrobił jej dziurę w głowie.”

„Cicho” - szepnęłam.

Zbliżył się, jego usta zbliżyły się do mojego ucha i szepnął - „Zanim zrobiłem mu to samo, zmusiłem go, żeby zabrał mnie do niej. Bernie i ja mamy jej ciało …”

„Proszę, nie rób tego”.

„Dużo zapłaciliśmy, żeby ją umieścić w marmurowym grobowcu …”

„Nie”

„Różowy marmur, jej ulubiony kolor.”

„Przestań.”

Szeptał mi do ucha - „Nawet teraz, kiedy tu jestem, wiem, że gardenie są umieszczane na stopniach tego grobowca każdego niedzielnego popołudnia.”

Nie mogłam nic na to poradzić. Walka wyszła ze mnie, puściłam jego koszulę i wpadłam w niego, obejmując ramionami jego talię. Łzy były ciężkie w gardle, spływały mi po twarzy, słyszałam własny, duszący szloch, ale on nie objął mnie ramionami, nie obejmował mnie.

„Ale jeszcze nie skończyłem, prawda?” - zapytał cicho.

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na jego zamazaną twarz.

Dopiero wtedy mnie dotknął. Zamrugałam i skupiłam się, łapiąc jego wzrok wpatrzony w mój policzek, po czym jego ręka znalazła się z boku mojej głowy, wyciągając kciuk i śledząc tamtą bliznę.

„Zostałaś zgwałcona. Ty. Moja słodka Sadie. Przez te wszystkie lata chronienia cię, żeby nikt nie mógł cię skrzywdzić, nikt nie mógł się do ciebie dostać tak jak Lizzie. Potem, kiedy zostałem skazany, cofnąłem się, chcąc dać ci twoje życie, takie, jakiego pragnęła dla ciebie twoja matka, dobre, czyste beze mnie. I nadal to ja sprawiłem, że cię pobito i zgwałcono.” - Jego głos stał się głęboki i szorstki, zanim powiedział - „Moje kochane dziecko”.

„Tatusiu” - wyszeptałam, świeże łzy spływały po moich policzkach.

Patrzyłam zafascynowana, jak oczy mu się oczyściły, jego głowa przechyliła się i zapytał prawie od niechcenia - „Jak możesz w ogóle na mnie patrzeć?”

Zamrugałam jeszcze raz, a potem powiedziałam - „Ponieważ zostałam stworzona z miłości, oto kim jestem. A Hector mówi, że jeśli kogoś kochasz, wybaczasz dużo gówna. Więc…” - zniżył mi się głos – „… zgaduję, że mogę na ciebie patrzeć, bo cię kocham.”

Patrzył na mnie, a ja czekałam, moje ciało było spokojne, łzy płynęły, sekundy płynęły powoli, a każda z nich zajmowała godziny.

Potem jego ramiona otoczyły mnie i wciągnął mnie głęboko w siebie. Poczułam, jak jego usta całują mnie w czubek głowy i stanęłam na palcach, moje ramiona zacisnęły się, moja twarz weszła w jego szyję.

Trzymaliśmy się przez chwilę, aż moje łzy ustały, aż siły wróciły do moich nóg, a potem szepnąłem mu do ucha - „Czy możesz wziąć to zdjęcie?”

Jego ramiona mnie ścisnęły - „Wezmę zdjęcie, Sadie”.

Pchnęłam to.

Co mogłam powiedzieć?

Mój ojciec nauczył mnie wiedzieć, kiedy mam przewagę i kiedy ją naciskać.

Zrobiłam więc tak, jak nauczył mnie mój ojciec.

„Nie masz nic przeciwko, jeśli będę nosiła naszyjnik?”

To dało mi kolejny uścisk, nie odpowiedział, ale uznałam to za tak.

Potem, ponieważ musiałam, bo to było ważne, poszłam dalej.

„Jeśli wstanie przede mną, otula mnie kołdrą, żeby mi nie było zimno”.

Ciało mojego ojca stało się napięte.

„Nie wiem dlaczego, ale po gwałcie poszłam do niego. Zabrał mnie do szpitala. Kiedy personel próbował oddzielić go ode mnie, potrzeba było dwóch mężczyzn, aby go odciągnąć.”

Uścisnął mnie w inny sposób, taki, który kazał mi być cicho.

Nie posłuchałam niewerbalnego polecenia, kontynuowałam - „Dzięki niemu czuję się bezpiecznie”.

Wreszcie się odezwał. „Sadie …”

Mój głos był tak cichy, że ledwo się słyszałam - „Myślę, że go kocham”.

Znowu cisza. Potem głębokie westchnienie.

„Byłoby o wiele łatwiej nienawidzić tego człowieka, gdyby nie był takim sprytnym draniem”.

Zamrugałam w szyję mojego ojca.

Potem odsunęłam się i spojrzałam na niego.

„Co to znaczy?” - sapnęłam.

Jego ręka powędrowała do mojego policzka, jego kciuk ponownie prześledził bliznę, po czym jego oczy przeniosły się na moje.

„Czy mogę po prostu znać moją córkę chwilę, zanim będę musiał znosić jej nowego pieprzonego chłopaka?”

Moje ciało opadło na jego z ulgą.

Potem skinęłam głową.

Ponieważ wiedziałam, to trochę potrwa, ale to się stanie.

„Nie przegapię kolejnego dnia odwiedzin” - obiecałam.

„Dobrze” - odpowiedział.

„Chcę wiedzieć, gdzie ona jest. Chcę sam zabrać tam gardenie.”

Wciągnął powietrze, wstrzymał je, po czym puścił i skinął głową – „Upewnię się, że to będzie załatwione.”

„Chcę, żebyś był grzeczny, żebyś mógł szybko wyjść.”

To sprawiło, że się uśmiechnął, nie był to ogromny uśmiech, ale jego usta się uniosły. Więc też się uśmiechnęłam.

Potem szepnęłam - „Cieszę się, że wróciłeś, tato”.

Jego ręka wsunęła się w bok moich włosów, ujął moją głowę i przechylił ją w dół.

Pocałował mnie w czubek głowy.

„Dziękuję za sprowadzenie mnie z powrotem, Sadie” - powiedział do moich włosów.

Wtedy po raz pierwszy od osiemnastu lat przytuliłam ojca.

 

 


 



[1] jedno z najstarszych dań dzisiejszego Meksyku. Jest to rodzaj gotowanego ciasta kukurydzianego, zazwyczaj nadziewanego mięsem, serem, warzywami i/lub owocami.