Hej, jakby ktoś nie zauważył - zwykle zamieszczam DWA posty (rozdziały) dziennie. No chyba, że są długie, albo coś mi wypadnie.
Monika
ROZDZIAŁ VII
Okej
Sadie
Po obiedzie Blanki, kiedy Hector i ja
wróciliśmy do domu z piaskowca, mój umysł był skupiony na innych rzeczach,
wielu innych rzeczach. Dlatego nie protestowałam, kiedy podprowadził mnie do drzwi,
wyjął klucze z moich rąk i otworzył drzwi, a następnie, ponownie kładąc mi dłoń
na plecach, wprowadził mnie do środka.
Automatycznie odwróciłam się do
panelu alarmowego i wcisnęłam kod, pstryknęłam włącznikiem światła w korytarzu,
a potem zwróciłam się z powrotem do Hectora.
Z jakiegoś dziwnego powodu patrzył na
schody.
Potem spojrzał na mnie - „Zostań
tutaj, przy drzwiach, aż wrócę”.
Miałam tylko czas, żeby mrugnąć,
zanim odszedł, wchodząc po dwa stopnie naraz.
Co on, u licha, robił?
Zrobiłam, co mi kazano, stojąc przy
drzwiach, czując się jak idiotka, kiedy wrócił. Otworzyłam usta, żeby coś
powiedzieć, ale zanim wydałam dźwięk, przeszedł obok mnie przez korytarz z
podniesioną ręką, wskazując palcem w niebo i mruknął - „Jeszcze minutka”.
Patrzyłam jak odchodzi, a potem
usłyszałam, jak chodził po parterze. W salonie zapaliło się światło i pojawił
się Hector. Poszedł na koniec korytarza, otworzył drzwi do toalety, zobaczyłam,
że światło się zapaliło, a potem zgasło, po czym wyszedł, zamknął drzwi i
wrócił do mnie.
„Okej” - powiedział, sięgnął za mnie,
przekręcił klucz w drzwiach, a potem złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu.
„Co to było?” - zapytałam jego plecy.
Zatrzymał się i odwrócił do mnie. Zdjął
kurtkę i rzucił ją na fotel - „Obchód. Upewniałem się, że nikogo tu nie ma.”
Potrząsałam lekko głową, gdy rzucałam
torbę na krzesło, zdjęłam trencz i rzuciłam go na krzesło razem z torbą.
„Ale” - przypomniałam mu - „był
włączony alarm”.
Podszedł bliżej, uniósł rękę i
odsuwając moje włosy z ramienia, wyjaśnił - „Nigdy za wiele ostrożności.”
„Och” - powiedziałam, ponieważ nie
miałam nic więcej do powiedzenia, a zresztą dochodziłam do siebie po tym, jak
odgarniał mi włosy z ramienia.
Hector wciąż na mnie patrzył.
Co teraz? Co miłe dziewczyny robią po
obiedzie ze swoimi chłopakami, po poznaniu ich mamy i wyborze bliskich
przyjaciół?
Przeszukałam swój mózg. Wreszcie,
zawsze dobra gospodyni, przyszła do mnie.
„Coś do picia?” - zaoferowałam.
„Ile mamy czasu, zanim twoi
przyjaciele wrócą?” - zapytał w zamian.
Osobiście uważałam, że to dziwne
pytanie, ale nie powiedziałam tego Hectorowi.
Zamiast tego wzruszyłam ramionami -
„Nie wiem, odkąd się tu przeprowadziłam, nigdy nie wychodzili beze mnie”.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że Ralphie
i Buddy nigdy nie wyszli i nie zostawili mnie samej w domu. Od ponad miesiąca.
Prawdopodobnie naruszyłam ich życie towarzyskie. I nawet tego nie zauważyłam.
Jaki prawdziwy przyjaciel nawet by
nie zauważył, że narusza życie towarzyskie swoich przyjaciół?
Ojej, najwyższy czas zadzwonić do
pani agentki nieruchomości i wyprowadzić się. Gdybym tego nie zrobiła, mogliby
mnie już nie lubić. A nie mogłam ich tak szybko stracić.
Hector wdał się w moje myśli o
nieruchomościach oraz życiu towarzyskim Buddy’ego i Ralphiego i powiedział - „W
takim razie nie, nie chcę nic do picia”.
Jego odpowiedź zdezorientowała mnie.
Nie rozumiałam, dlaczego czas powrotu Ralphiego i Buddy’ego miał cokolwiek
wspólnego z czymkolwiek, ale nie miałam okazji zapytać. Hectora położyły dłonie
na moich biodrach i powoli przyciągnął mnie do siebie. Jego ramiona otoczyły
mnie luźno, a jego broda opadła, żeby mógł na mnie spojrzeć.
„Musimy porozmawiać."
O mój.
Z tym wszystkim zapomniałam o naszej
rozmowie.
W porządku, to było w porządku. Mogłam
to zrobić. Mogłam zrobić wszystko. Przeżyłam obiad w domu jego matki, prawda?
„Okej” - powiedziałam, mentalnie przygotowując
się do naszej rozmowy.
Nic nie powiedział, zamiast tego
pochylił głowę i dotknął swoimi ustami moich. Moje serce się zacisnęło i
natychmiast straciłam napięcie. W porządku, może nie mogłam tego zrobić. Nie
mogłam nawet pozostać mentalnie przygotowana przez całą sekundę!
„Właśnie mnie pocałowałeś” - oskarżyłam
go.
Jego usta poruszyły się, jakby
walczył z uśmiechem (znowu).
„Tak” - odpowiedział.
„Całowanie to nie mówienie” -
poinformowałam go pomocnie, gdyby już nie wiedział o tym fakcie.
Więcej walki z uśmiechem - „Nie” -
zgodził się.
Przyciągnął mnie bliżej, więc moje
ciało było lekko przyciśnięte do jego.
„Cóż, będziemy rozmawiać?” - zapytałam.
Obserwował mnie uważnie i z jakiegoś
powodu nie było już walki z uśmiechem.
Następnie odpowiedział - „Tak”.
Czekałam.
Przyciągnął mnie bliżej, żeby moje
ciało było lekko przyciśnięte do jego. Właściwie byłam tak blisko, że musiałam
podnieść ręce i położyć je na jego klatce piersiowej, tuż pod jego ramionami.
„Czy chcesz, żebym zaczęła?” - zapytałam,
ponownie próbując być pomocnym, ponieważ pomyślałam, że mili ludzie chcieliby
być.
„Czy masz coś do powiedzenia?” - zapytał.
Myślałam o tym.
Przypuszczam, że miałam milion rzeczy
do powiedzenia. Nie ćwiczyłam jeszcze nic z tego, ponieważ byłam zbyt zajęta
ćwiczeniem tego, co miałam powiedzieć Lee. Rozmowa z Lee miała pierwszeństwo,
ale na pewno chciałam, poćwiczyć to, co mam do powiedzenia Hectorowi.
„Dam całą pieprzoną mennicę, żeby
wiedzieć, co się dzieje w twojej głowie” - mruknął Hector, włamując się do
moich myśli.
Zignorowałam go i powiedziałam - „W
tej chwili nie mam nic do powiedzenia. Zastrzegam sobie jednak prawo do
powiedzenia czegoś później.”
Na to Hector zaczął się śmiać. Był
cicho, ale czułam, jak jego ciało się porusza. To jeszcze bardziej mnie zdezorientowało.
„Co jest zabawnego?” - zapytałam.
„Ty” - odpowiedział.
JA? Byłam zabawna? Nigdy nie byłam
zabawna.
Nigdy.
Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy
ostatni raz byłam zabawna.
Nie, nie było ostatniego razu.
Po prostu nie byłam zabawna.
„Co jest we mnie zabawne?” - zapytałam
z zaciekawieniem.
Potrząsnął głową i przybliżył mnie
jeszcze bliżej, tak że moje ciało było głęboko w jego, jego ręce mocno mnie
obejmowały, a moje dłonie musiały zsunąć się na jego ramiona.
„Wyjaśnienie tego zajęłoby zbyt dużo
czasu i mamy ważniejsze rzeczy do omówienia”.
„Och” - powiedziałam, rozczarowana,
ponieważ wciąż chciałam wiedzieć, co jest we mnie zabawne – „Okej”
Nagle zmienił temat – „Co sprawiło,
że zeszłej nocy wyszłaś na tył baru?”
Znowu wzruszyłem ramionami - „Jakiś
barman podszedł do mnie i wręczył mi kartkę. Tam było napisane, że to od mojej
mamy, szukała mnie, w końcu mnie znalazła, była na zapleczu i powinnam ją
poznać. Podejrzewam, że Harvey zapłacił komuś, żeby mi to dał.”
Natychmiast i niewytłumaczalnie atmosfera
w pomieszczeniu zmieniła się. Przepłynął przez nią prąd silny i niebezpieczny,
a ramiona Hectora zacisnęły się jeszcze bardziej.
Moje ciało się napięło.
„Czy ty, kurwa, kpisz?” - zapytał,
wyraźnie wypowiadając każde słowo spomiędzy zębów.
„Nie” - wyszeptałam, ponieważ zmiana
w nim trochę mnie przestraszyła.
Nagle mnie puścił. Poczułam utratę
ciepła jak uderzenie i patrzyłam, jak odchodzi, przeczesując dłonią włosy.
Zatrzymał się przy oknie, odsunął zasłonę i spojrzał na ulicę. Gapiłam się na
niego, niepewna, co robić. W jednej sekundzie wydawał się być spokojny i
rozbawiony. W następnej nie wydawał się być spokojny i rozbawiony, a mowa jego
ciała kazała mi trzymać się z daleka. Z tego powodu mój mózg kazał mi uciekać.
Zamiast tego zawołałam z wahaniem -
„Hector?”
„Daj mi chwilę, Sadie” - powiedział
do okna.
Uznałam, że rozsądnie jest dać mu
chwilę, bo z jakiegoś dziwnego powodu wydawał się trochę zdenerwowany (co było
niedopowiedzeniem). Następnie, po około stu minutach, przemówił.
„Tracę do tego cierpliwość.”
„Do czego?” - zapytałam.
Ciągle wyglądał przez okno -
„Wykorzystał twoją pierdoloną matkę, żeby się do ciebie dostać. Jak cholernie
nisko. Kurwa!” - Eksplodował.
Znowu byłam zdezorientowana. Z mojego
doświadczenia wynikało, że ludzie mogli robić rzeczy dużo gorsze.
„Mówimy o Harveyu Balducci” -
powiedziałam Hectorowi, jakby to wyjaśniało wszystko, bo, jak mi się zdawało,
wyjaśniało.
Oczy Hectora zwróciły się do mnie.
„To znaczy, on jest palantem” –
ciągnęłam – „I jest szalony. I cóż… on jest kretynem.”
„Ludzie nie robią takiego gówna” -
powiedział mi Hector.
Wtedy się zaśmiałam. To znaczy,
poważnie, ludzie robili to „gówno” przez cały czas.
„O tak, robią” - odpowiedziałam
mądrze.
Hector opuścił zasłonę, odwrócił się
do mnie, z twarzą twardą i powiedział – „Sadie, nie. Tak nie jest.”
Mój śmiech natychmiast umarł – „Wiesz,
że tak, Hector, żyłeś wśród nas. Ludzie tacy jak ja sprzedają narkotyki i broń,
zabijają ludzi, porywają ich i gwałcą…” - Przerwałam, bo Hector ruszył w moją
stronę.
Uniosłam rękę, żeby go powstrzymać, w
końcu zdając sobie sprawę, co mam do powiedzenia, wszystko przyszło do mnie w
mgnieniu oka. Chciałam mu powiedzieć, że jesteśmy inni, to nigdy nie zadziała.
Nie należałam do jego świata. Proste.
Ale to było tak, jakby Hector nie
widział mojej dłoni. Szedł na mnie, dopóki do mnie nie dotarł. Moja ręka
uderzyła go w klatkę piersiową, ponownie wziął mnie w ramiona i powiedział -
„To nie są ludzie tacy jak ty.”
„Tak, są. Nie pamiętasz …?”
„Pamiętam, jak podawałaś mi informacje
o swoim ojcu.”
Moje ciało zesztywniało i sapnęłam (z
opóźnieniem sobie uświadomiłam, że była to reakcja, a nie powinnam reagować, kiedy
starałam się utrzymać swój status informatora w tajemnicy).
Próbowałam to ukryć – „Nie wiem, o
czym mówisz.”
„Sadie, widziałem, jak to robiłaś.”
Zamrugałam do niego.
O mój Boże.
Widział, jak to robię? Jak mógł
zobaczyć, jak to robię? To było po prostu szalone. To też było niemożliwe.
Kłamałam – „Musiałeś się pomylić.”
Potrząsnął głową – „Mamita,
podszedłem prosto do drzwi i patrzyłem, jak robisz swoje, i, z jakiegoś
szalonego powodu, robiłaś to, trzymając szeroko otwarte drzwi do biura ojca.”
„To było tak, żebym mogła usłyszeć,
czy ktoś nadchodzi!”
O nie!
Jak głupia mogłam być? Wygadałam się.
Do jasnej cholery!
Przyciągnął mnie bliżej,
niebezpieczny prąd wypłynął z pokoju i wyglądał, jakby znowu walczył z
uśmiechem. Gapiłam się na niego. Naprawdę ciężko było nadążyć za jego wahaniami
nastroju.
„Twój plan się nie powiódł. Nie
słyszałaś, jak ja nadchodzę.”
O cholera.
Obserwowałam jego twarz i zdałam
sobie sprawę, że rzeczywiście widział, jak to robię. Co teraz miałam zrobić?
Położyłam drugą rękę na jego
ramieniu, tym razem próbując się odepchnąć. To nie zadziałało. Poddałam się i odwróciłam
wzrok na bok.
„No cóż, więc wiedziałeś.” - próbowałam
udawać, że to nic.
„Cholernie dużo zaryzykowałaś” -
powiedział.
Wzruszyłam ramionami.
„Każdy mógł zobaczyć, jak to robisz.
Miałaś szczęście, że to byłem ja.”
Z pewnością nie mylił się co do tego.
Kontynuował - „Mogłaś dać się zabić”.
Zagryzłam wargę, ponieważ on też się
nie mylił.
„Dlaczego to zrobiłaś?” - zapytał
cicho.
Wciągnęłam obie wargi do ust, ugryzłam
je, puściłam i odpowiedziałam po prostu - „Nie był miłym człowiekiem”.
„Nie” - zgodził się Hector, a moje
serce podskoczyło. Zignorowałam szarpnięcie i spojrzałam na niego. Swoją łatwą
zgodą dał mi okazję. Mój ojciec zawsze powtarzał, że nie wolno marnować okazji.
Więc nie zrobiłam tego.
„Właśnie tak. To dlatego to: ty, ja i
wszyscy pozostali, twoja mama i to wszystko, całość tego, to nie zadziała” -
powiedziałam mu.
Jego podbródek odskoczył, gdy
skończyłam mówić, a potem jego twarz pociemniała w kolejnej szalonej huśtawce
nastroju – „Zechcesz mi wyjaśnić, jak doszłaś do takiego wniosku?”
„Tak” - powiedziałam mu zgodnie z
prawdą, prostując plecy - „Nie jestem taka jak ty i ludzie tobie podobni.
Jestem Sadie Townsend. Mój ojciec to Seth Townsend. Nie należę do twojego ludu,
nigdy nie będę należała.”
Jego ramiona znów się zacisnęły, straszny
prąd powrócił do pokoju i zbliżył twarz – „Mamita, myślę, że jesteś trochę
szalona.”
Potrząsnęłam głową – „Nie szalona. Po
prostu wiem, kim jestem, czym jestem i gdzie należę. Cała twoja rodzina i
przyjaciele są bardzo mili i mili i wszystko, ale wiesz, oni wiedzą tak dobrze
jak ja, że tam nie pasuję. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli to się tutaj
skończy.”
Właśnie. Zrobiłam to. Było ciężko,
ale zachowałam spokój. Wyłożyłam sens. Nie wzruszyłam się.
Chciałam się wzruszyć. Właściwie,
prawdę mówiąc, chciałam, żeby znów mnie pocałował. Chciałam, żeby trzymał mnie
na swoich kolanach, bym czuła się przytulona i bezpieczna oraz bym czuła, jak
uderza mnie jego ciepło. Chciałam znowu zjeść obiad w domu jego matki. Chciałam
znowu zmywać naczynia i śmiać się w kuchni z Jet i Indy. Chciałam, żeby Lee
znowu ze mnie żartował.
Ale wiedziałam, że nie mogę mieć tych
rzeczy.
Mogłam zaakceptować prawdziwą
przyjaźń od Buddy’ego i Ralphiego, ponieważ… cóż… nie wiedziałam dlaczego. Może
dlatego, że jeśli coś by się wydarzyło (a to się stanie) i straciłabym ich, po
prostu straciłabym dwoje ludzi, a straciłam już więcej niż to w moim życiu.
Pokochałam ich wystarczająco i poczułam się na tyle silna, by unieść się na tej
fali… aż się skończy. Gdybym zaakceptowała to, co oferował mi Hector, straciłabym
całą gromadę ludzi.
Naprawdę, tylko tyle dziewczyna mogła
znieść.
A mój ojciec zawsze mówił mi, żebym
grała na swoje mocne strony, ale, co ważniejsze, poznała swoje ograniczenia. I
znałam swoje ograniczenia.
„Czy to, co zastrzegłaś sobie do
powiedzenia?” - zapytał Hector, włamując się do moich myśli.
Skinęłam głową i odsunęłam się.
Należy jednak zauważyć, że tak
naprawdę nie uciekłam. Pochylił się do mnie i jednym z jego ramion owinął się
wokół mojej talii, a drugą rękę wśliznął po moich plecach, po szyi i we włosy.
Odniosłam wyraźne wrażenie, że powinnam
znów zacząć zbierać siły.
„W porządku, teraz powiem, co mam
powiedzieć” - oznajmił Hector.
O mój.
Powinnam zebrać siły.
Znowu nie spodziewałam się, że
otrzymam odpowiedź. Myślałam, że po prostu się zgodzi, wyjdzie, a potem cóż… to
by było na tyle.
Nie zgodził się. I zanim mogłam go
powstrzymać, zaczął mówić. A to, co powiedział, pozbawiło mnie zdolności robienia
czego innego jak stania przyciśnięta do niego i gapienia się.
„Masz kamery w swojej galerii, przy
wejściach z przodu i z tyłu, na zapleczu i w sklepie. Masz więcej kamer na tym domu
z piaskowca, przy wejściach z przodu i z tyłu. Twój samochód ma urządzenie
śledzące. Twoja torebka też. Twój alarm został ponownie okablowany, aby wysłać
jednoczesne ostrzeżenie do pokoju kontrolnego, jeśli ktoś się włamie. Całe to
gówno jest monitorowane w pokoju kontrolnym w Nightingale Investigations.”
Widzisz co mam na myśli? Nie ma nic
do roboty, tylko gapić się.
Hector mówił dalej.
„Wiem, że wiesz, że obserwowaliśmy
dom. Chcieliśmy być widoczni i nie próbowaliśmy się ukrywać. Chodziło o to, aby
pokazać Balducci, że to nie jest bezpieczne miejsce, aby się do ciebie dostać i
pokazać im, od razu, że jesteś chroniona. W chwili, gdy Ralphie wyjechał i
zostawił cię samą w twojej galerii, Monty, który zarządza inwigilacją, zobaczył
cię samą i zadzwonił. Nikt nie był na tyle blisko, by szybko się do ciebie
dostać, ale Lee wiedział, że Marcus był. Lee zadzwonił do Marcusa, Marcus
rzucił wszystko, wyszedł ze spotkania, poszedł do galerii i został do powrotu
Ralphiego.”
O mój Boże.
Wiedziałam, że było coś dziwnego w
tym, że Marcus tam był!
„Ally umieściła urządzenie śledzące w
twojej torebce, kiedy odwiedzały twoją galerię. Lee usłyszał, że dziewczyny
planowały tam się z tobą spotkać i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Wziął
Ally na stronę, dał jej urządzenie i powiedział, co ma robić. Zadaniem Shirleen
było odwrócenie twojej uwagi. Kiedy patrzyłaś na Shirleen, Ally złapała jedną z
twoich szminek i włożyła urządzenie pod zakrywkę.”
Nie mogłam w to uwierzyć. Przede
wszystkim dlatego, że było niewiarygodne.
A Ally wyglądała, jakby była trochę
jak Veronica Mars!
„Śledziliśmy cię, obserwowaliśmy i
chroniliśmy, odkąd opuściłaś pieprzony szpital” - powiedział Hector - „Jeśli
chodzi o mnie, oczywiście nie dostrzegłaś tej sytuacji, ale ostatecznie zrobię
wszystko, co w mojej mocy, abyś była bezpieczna. Co oznacza, że coś się musi
zdarzyć z Balducci. Nie mogą wybierać, jak to będzie, już zdecydowałem.
Spieprzą po drodze, tak jak Harvey zeszłej nocy, a potem ja to wykorzystam.
Pracujemy z Marcusem i rodziną Zano …”
„Z rodziną Zano?” - westchnęłam,
przerywając mu po raz pierwszy, zbyt zszokowana tą wiadomością, żeby milczeć.
Vito Zano był przyjacielem mojego ojca. Nie wiedziałam, czy był brudny, czy
nie, ale był zabawny i lubiłam go. Ren Zano, jego siostrzeniec, był bardzo
przystojny i bardzo miły (i nie wiedziałam, czy był brudny, czy też nie).
Zawsze trochę podkochiwałam się w Renie, ale, jak zwykle, nie pokazałam tego.
Oczywiście, trochę podkochiwałam się
w Renie, dopóki nie pojawił się Hector.
„Z rodziną Zano” - potwierdził
Hector, po czym kontynuował - „Kiedy wniesiesz oskarżenie przeciwko Ricky’emu i
Harveyowi, to po tym, co ci zrobił Ricky, on zniknie na długi czas. To byłby
trzeci wyrok dla Harveya, ponieważ nie jest najmądrzejszy z całej bandy i
został już wcześniej złapany. Jak go zamkną ponownie, nie będzie go na wolności
przez chwilę. Marty i Donny nie są tak głupi jak Harvey. Oni są po prostu
szaleni. Przypuszczam, że jak Ricky upadnie, Marty przejmie tron, ale Donny
sprawi mu kłopoty. Rywalizacja Ricky-Marty-Donny to legenda i jesteś w nią
wciągnięta, więc oni też muszą zostać uziemieni. Pracuję nad tym, tak jak Lee,
Marcus, Vito i Ren. Pomogłoby, gdyby Ricky i Harvey byli zamknięci, co oznacza …”
W końcu go powstrzymałam - „To znaczy,
że będę musiała znowu zobaczyć Ricky’ego”.
Milczał. Zamknęłam oczy. Potem
zacisnęłam zęby.
Potem otworzyłam oczy i, nie pytaj
mnie dlaczego, podzieliłam się:
„Nie mogę, Hector” – to wyszło jak
szept – „Chcę wnieść oskarżenie, ale nie mogę.”
Puścił mnie, opuściło mnie jego
ciepło i uderzyła mnie fala zimna, wytrącając mnie z odrętwienia wywołanego
wszystkim, co powiedział, wszystkim, co zrobił, wszystkim, co wszyscy zrobili. Ale nie podszedł znowu
do okna. Wziął mnie za rękę i poprowadził do kanapy. Potem (nie żartuję) zanim
się zorientowałam, co zamierza, usiadł, jego ręce powędrowały do mojej talii,
wciągnął mnie na swoje kolana i objął mnie ramionami.
Potem powiedział cicho – „Możesz to
zrobić Sadie, wiem, że możesz.”
Mylił się.
Potrząsnęłam głową – „Nie mogę.”
„Podawałaś mi informacje o swoim
ojcu.”
„Wiem”
„Ryzykowałaś życiem, żeby pomóc w tym
śledztwie.”
„Wiem.”
„Jak mogłaś robić tamto, a tego nie możesz
zrobić?”
Ponownie pokręciłam głową – „Nie
wiem.” – I nie wiedziałam.
Hector spojrzał na mnie, a ja na niego.
Potem musiałam coś powiedzieć, żeby
nie pomyślał, że jestem całkowitym tchórzem.
„Nie jestem totalnym mięczakiem” -
zapewniłam go, próbując otrząsnąć się z niespokojnych uczuć, które zaczęły
pełzać po mojej skórze, że rozmawiałam o tym z Hektorem ze wszystkich ludzi – „Mam plan. Widzisz, jeśli nie wniosę
oskarżenia …”
Hector przerwał mi, nawet nie próbował
wysłuchać mojego planu – „Nie możesz pogrywać z tymi facetami.”
„Ale …”
„Sadie, mi cielo, znasz to znacznie
lepiej niż ja. Jak będziesz pogrywać z tymi facetami, przegrasz.”
Poczułam, jak charakterystyczna gula utkwiła
mi w gardle. Przełknęłam. To nie zadziałało. Ponownie przełknęłam. Nadal nie
działało.
Potem, zanim mogłam to powstrzymać,
ku mojemu przerażeniu, zaczęłam płakać.
Naprawdę! Gdzie była moja Lodowa Księżniczka?
Dlaczego pojawiła się, kiedy nie była potrzebna, i zniknęła, kiedy jej
potrzebowałam? Zaczęła mnie naprawdę wkurzać.
Kiedy Lodowa Księżniczka się nie
pokazała, nie mając innego wyboru, żeby nie widział, jak płaczę, wepchnęłam
twarz w jego szyję. Upadł na bok na plecy, zabierając mnie ze sobą. Obrócił nas
tak, że leżeliśmy na kanapie, ja przytuliłam się między jego ciepłem a miękkim
oparciem kanapy. Jedno z jego ramion trzymało mnie blisko w talii; druga ręka
objęła tył mojej głowy i przycisnęła moją twarz do jego gardła.
„Pozwól, że się tobą zaopiekuję” -
szepnął przez moje szlochy.
„Okej” - wyszeptałam też przez
szloch, już zbyt zmęczona, żeby z tym walczyć.
„Przyjadę po ciebie jutro, zabiorę
cię na komisariat.”
Wzięłam urywany wdech. Wtedy, mimo że
mnie to przerażało, zgodziłam się. – „Okej” – powtórzyłam.
„Eddie tam będzie. Chcesz Ralphiego
albo kogokolwiek innego …”
„Bex” - powiedziałam natychmiast.
„Bex?”
„Ona jest p… p… p… przyjaciółką
Buddy’ego. Przedstawił mnie jej” - powiedziałam, ale zajęło to dużo czasu,
ponieważ mój głos wciąż się załamywał – „Pracuje w cen… centrum kry… kryzysowym
dla of… ofiar g… g… gwałtów.”
Ramiona Hectora zacisnęły się mocniej
- „Okej, zadzwonimy po Bex.”
„I Daisy” - ciągnęłam.
Jego ramiona zacisnęły się bardziej i
przytuliłam się bliżej.
„I Shirleen” - powiedziałem, chociaż
nie miałem pojęcia, dlaczego.
„Shirleen?”
„Wygląda na miłą kobietę” - wyjaśniłam
jemu, ale także sobie.
„Jest” - powiedział cicho Hector.
Leżeliśmy tak, a Hector mnie trzymał.
Trwało to długo. Wiedziałam, że powinnam położyć temu kres. Wszystkiemu.
Ale tego nie zrobiłam.
Jak dziwne to było?
W końcu, gdy łzy przestały płynąć,
zawołałam - „Hector?”
„Tak?”
„Dlaczego?”
„Dlaczego co?”
„Dlaczego chcesz się mną
zaopiekować?”
Znieruchomiał na kilka sekund, po czym
pocałował mnie w czubek głowy - „Zachowamy to na inną rozmowę”.
Nie sądziłam, że chcę odbyć jeszcze jedną
rozmowę z Hektorem. Ten raz nie wyszedł mi za dobrze.
Dowiedziałam się, że wiedział, że
jestem jego informatorem (co było trochę żenujące). Dowiedziałam się, że mnie
śledził i robił więcej, by mnie chronić, niż to, że on i jego kumple siedzieli
w samochodach przed domem. Zupełnie nie słuchał, kiedy wyjaśniałam, dlaczego nam
się nie uda. I namówił mnie, żebym zgodziła się na wniesienie oskarżenia
przeciwko dwóm Chłopcom Balducci, rzucając mój plan zagrania moim asem znacznie
szybciej, niż zamierzałam.
Nie, ta rozmowa mi się nie udała.
Ale, ponieważ robiłam się trochę senna,
bo łzy zawsze mnie męczyły, a mnie dopadł wielki, stary płacz. Ponadto byłam pełna jedzenia Blanki. Wreszcie,
co najważniejsze, ciepło i bliskość Hectora sprawiły, że poczułam się ciepło,
przytulnie i bezpiecznie, a nigdy nie
czułam się ciepło, przytulnie i bezpiecznie.
Tak więc, zamiast protestować
przeciwko samemu pomysłowi kolejnej rozmowy, która również mogłaby się dla mnie
bardzo źle skończyć, powiedziałam - „Okej”.
Potem przytuliłam się jeszcze bliżej,
nie dbając nawet o to, co robię, i robiłam to, ponieważ lubiłam czuć, jak
ramiona Hectora zaciskają się coraz mocniej, a potem mocniej, aż trzymał mnie
bardzo blisko.
A kiedy już byłam bardzo blisko,
przytulnie, ciepło i bezpiecznie w jego ramionach, zasnęłam.
Ooo dobrze wiedzieć, że dodajesz dwa 😊😂 Dziękuję 😊 Sadie ( wolę nie krakać ) wydaje się najbardziej rozsądna z dziewczyn a przynajmniej że zrobi co należy😉
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że Sadie jest trochę podobna do Josie z "Testamentu" (wejdź na mój profil to znajdziesz). Tak samo słabo "łapie" żarciki i jest prostolinijna.
UsuńCzytałam 😊 Ogólnie jestem sceptycznie nastawiona do bohaterek które są sporo starsze ode mnie ( nie jestem pewna czy mogę dobrze zrozumieć ich problemy ) ale ta książka przypadła mi do gustu, chociaż faceci w książkach Kristen są bardzo specyficzni i nie wiem czy bym z nimi wytrzymała w prawdziwym życiu 😂 dobrze ze można to czytać 😊
UsuńMoże ci faceci są macho, ale są też monogamiczni, dbający i przejmujący się, jak można się było przekonać w "Porachunkach" (pierwotnie nazwałam to "Rozrachunki") w rozdziale "zdecydowaliśmy". Myślę, że każda z nas marzy o takiej miłości i niektóre ją mają.
UsuńI na kazdy post czekam z niecierpliwoscia !!! Dziekuje 😍
OdpowiedzUsuńJesteś najlepsza
OdpowiedzUsuń