niedziela, 21 marca 2021

7 - Okej

 Hej, jakby ktoś nie zauważył - zwykle zamieszczam DWA posty (rozdziały) dziennie. No chyba, że są długie, albo coś mi wypadnie. 

Monika


ROZDZIAŁ VII

Okej

Sadie

 

 

Po obiedzie Blanki, kiedy Hector i ja wróciliśmy do domu z piaskowca, mój umysł był skupiony na innych rzeczach, wielu innych rzeczach. Dlatego nie protestowałam, kiedy podprowadził mnie do drzwi, wyjął klucze z moich rąk i otworzył drzwi, a następnie, ponownie kładąc mi dłoń na plecach, wprowadził mnie do środka.

Automatycznie odwróciłam się do panelu alarmowego i wcisnęłam kod, pstryknęłam włącznikiem światła w korytarzu, a potem zwróciłam się z powrotem do Hectora.

Z jakiegoś dziwnego powodu patrzył na schody.

Potem spojrzał na mnie - „Zostań tutaj, przy drzwiach, aż wrócę”.

Miałam tylko czas, żeby mrugnąć, zanim odszedł, wchodząc po dwa stopnie naraz.

Co on, u licha, robił?

Zrobiłam, co mi kazano, stojąc przy drzwiach, czując się jak idiotka, kiedy wrócił. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale zanim wydałam dźwięk, przeszedł obok mnie przez korytarz z podniesioną ręką, wskazując palcem w niebo i mruknął - „Jeszcze minutka”.

Patrzyłam jak odchodzi, a potem usłyszałam, jak chodził po parterze. W salonie zapaliło się światło i pojawił się Hector. Poszedł na koniec korytarza, otworzył drzwi do toalety, zobaczyłam, że światło się zapaliło, a potem zgasło, po czym wyszedł, zamknął drzwi i wrócił do mnie.

„Okej” - powiedział, sięgnął za mnie, przekręcił klucz w drzwiach, a potem złapał mnie za rękę i pociągnął do salonu.

„Co to było?” - zapytałam jego plecy.

Zatrzymał się i odwrócił do mnie. Zdjął kurtkę i rzucił ją na fotel - „Obchód. Upewniałem się, że nikogo tu nie ma.”

Potrząsałam lekko głową, gdy rzucałam torbę na krzesło, zdjęłam trencz i rzuciłam go na krzesło razem z torbą.

„Ale” - przypomniałam mu - „był włączony alarm”.

Podszedł bliżej, uniósł rękę i odsuwając moje włosy z ramienia, wyjaśnił - „Nigdy za wiele ostrożności.”

„Och” - powiedziałam, ponieważ nie miałam nic więcej do powiedzenia, a zresztą dochodziłam do siebie po tym, jak odgarniał mi włosy z ramienia.

Hector wciąż na mnie patrzył.

Co teraz? Co miłe dziewczyny robią po obiedzie ze swoimi chłopakami, po poznaniu ich mamy i wyborze bliskich przyjaciół?

Przeszukałam swój mózg. Wreszcie, zawsze dobra gospodyni, przyszła do mnie.

„Coś do picia?” - zaoferowałam.

„Ile mamy czasu, zanim twoi przyjaciele wrócą?” - zapytał w zamian.

Osobiście uważałam, że to dziwne pytanie, ale nie powiedziałam tego Hectorowi.

Zamiast tego wzruszyłam ramionami - „Nie wiem, odkąd się tu przeprowadziłam, nigdy nie wychodzili beze mnie”.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że Ralphie i Buddy nigdy nie wyszli i nie zostawili mnie samej w domu. Od ponad miesiąca. Prawdopodobnie naruszyłam ich życie towarzyskie. I nawet tego nie zauważyłam.

Jaki prawdziwy przyjaciel nawet by nie zauważył, że narusza życie towarzyskie swoich przyjaciół?

Ojej, najwyższy czas zadzwonić do pani agentki nieruchomości i wyprowadzić się. Gdybym tego nie zrobiła, mogliby mnie już nie lubić. A nie mogłam ich tak szybko stracić.

Hector wdał się w moje myśli o nieruchomościach oraz życiu towarzyskim Buddy’ego i Ralphiego i powiedział - „W takim razie nie, nie chcę nic do picia”.

Jego odpowiedź zdezorientowała mnie. Nie rozumiałam, dlaczego czas powrotu Ralphiego i Buddy’ego miał cokolwiek wspólnego z czymkolwiek, ale nie miałam okazji zapytać. Hectora położyły dłonie na moich biodrach i powoli przyciągnął mnie do siebie. Jego ramiona otoczyły mnie luźno, a jego broda opadła, żeby mógł na mnie spojrzeć.

„Musimy porozmawiać."

O mój.

Z tym wszystkim zapomniałam o naszej rozmowie.

W porządku, to było w porządku. Mogłam to zrobić. Mogłam zrobić wszystko. Przeżyłam obiad w domu jego matki, prawda?

„Okej” - powiedziałam, mentalnie przygotowując się do naszej rozmowy.

Nic nie powiedział, zamiast tego pochylił głowę i dotknął swoimi ustami moich. Moje serce się zacisnęło i natychmiast straciłam napięcie. W porządku, może nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam nawet pozostać mentalnie przygotowana przez całą sekundę!

„Właśnie mnie pocałowałeś” - oskarżyłam go.

Jego usta poruszyły się, jakby walczył z uśmiechem (znowu).

„Tak” - odpowiedział.

„Całowanie to nie mówienie” - poinformowałam go pomocnie, gdyby już nie wiedział o tym fakcie.

Więcej walki z uśmiechem - „Nie” - zgodził się.

Przyciągnął mnie bliżej, więc moje ciało było lekko przyciśnięte do jego.

„Cóż, będziemy rozmawiać?” - zapytałam.

Obserwował mnie uważnie i z jakiegoś powodu nie było już walki z uśmiechem.

Następnie odpowiedział - „Tak”.

Czekałam.

Przyciągnął mnie bliżej, żeby moje ciało było lekko przyciśnięte do jego. Właściwie byłam tak blisko, że musiałam podnieść ręce i położyć je na jego klatce piersiowej, tuż pod jego ramionami.

„Czy chcesz, żebym zaczęła?” - zapytałam, ponownie próbując być pomocnym, ponieważ pomyślałam, że mili ludzie chcieliby być.

„Czy masz coś do powiedzenia?” - zapytał.

Myślałam o tym.

Przypuszczam, że miałam milion rzeczy do powiedzenia. Nie ćwiczyłam jeszcze nic z tego, ponieważ byłam zbyt zajęta ćwiczeniem tego, co miałam powiedzieć Lee. Rozmowa z Lee miała pierwszeństwo, ale na pewno chciałam, poćwiczyć to, co mam do powiedzenia Hectorowi.

„Dam całą pieprzoną mennicę, żeby wiedzieć, co się dzieje w twojej głowie” - mruknął Hector, włamując się do moich myśli.

Zignorowałam go i powiedziałam - „W tej chwili nie mam nic do powiedzenia. Zastrzegam sobie jednak prawo do powiedzenia czegoś później.”

Na to Hector zaczął się śmiać. Był cicho, ale czułam, jak jego ciało się porusza. To jeszcze bardziej mnie zdezorientowało.

„Co jest zabawnego?” - zapytałam.

„Ty” - odpowiedział.

JA? Byłam zabawna? Nigdy nie byłam zabawna.

Nigdy.

Próbowałam sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłam zabawna.

Nie, nie było ostatniego razu.

Po prostu nie byłam zabawna.

„Co jest we mnie zabawne?” - zapytałam z zaciekawieniem.

Potrząsnął głową i przybliżył mnie jeszcze bliżej, tak że moje ciało było głęboko w jego, jego ręce mocno mnie obejmowały, a moje dłonie musiały zsunąć się na jego ramiona.

„Wyjaśnienie tego zajęłoby zbyt dużo czasu i mamy ważniejsze rzeczy do omówienia”.

„Och” - powiedziałam, rozczarowana, ponieważ wciąż chciałam wiedzieć, co jest we mnie zabawne – „Okej”

Nagle zmienił temat – „Co sprawiło, że zeszłej nocy wyszłaś na tył baru?”

Znowu wzruszyłem ramionami - „Jakiś barman podszedł do mnie i wręczył mi kartkę. Tam było napisane, że to od mojej mamy, szukała mnie, w końcu mnie znalazła, była na zapleczu i powinnam ją poznać. Podejrzewam, że Harvey zapłacił komuś, żeby mi to dał.”

Natychmiast i niewytłumaczalnie atmosfera w pomieszczeniu zmieniła się. Przepłynął przez nią prąd silny i niebezpieczny, a ramiona Hectora zacisnęły się jeszcze bardziej.

Moje ciało się napięło.

„Czy ty, kurwa, kpisz?” - zapytał, wyraźnie wypowiadając każde słowo spomiędzy zębów.

„Nie” - wyszeptałam, ponieważ zmiana w nim trochę mnie przestraszyła.

Nagle mnie puścił. Poczułam utratę ciepła jak uderzenie i patrzyłam, jak odchodzi, przeczesując dłonią włosy. Zatrzymał się przy oknie, odsunął zasłonę i spojrzał na ulicę. Gapiłam się na niego, niepewna, co robić. W jednej sekundzie wydawał się być spokojny i rozbawiony. W następnej nie wydawał się być spokojny i rozbawiony, a mowa jego ciała kazała mi trzymać się z daleka. Z tego powodu mój mózg kazał mi uciekać.

Zamiast tego zawołałam z wahaniem - „Hector?”

„Daj mi chwilę, Sadie” - powiedział do okna.

Uznałam, że rozsądnie jest dać mu chwilę, bo z jakiegoś dziwnego powodu wydawał się trochę zdenerwowany (co było niedopowiedzeniem). Następnie, po około stu minutach, przemówił.

„Tracę do tego cierpliwość.”

„Do czego?” - zapytałam.

Ciągle wyglądał przez okno - „Wykorzystał twoją pierdoloną matkę, żeby się do ciebie dostać. Jak cholernie nisko. Kurwa!” - Eksplodował.

Znowu byłam zdezorientowana. Z mojego doświadczenia wynikało, że ​​ludzie mogli robić rzeczy dużo gorsze.

„Mówimy o Harveyu Balducci” - powiedziałam Hectorowi, jakby to wyjaśniało wszystko, bo, jak mi się zdawało, wyjaśniało.

Oczy Hectora zwróciły się do mnie.

„To znaczy, on jest palantem” – ciągnęłam – „I jest szalony. I cóż… on jest kretynem.”

„Ludzie nie robią takiego gówna” - powiedział mi Hector.

Wtedy się zaśmiałam. To znaczy, poważnie, ludzie robili to „gówno” przez cały czas.

„O tak, robią” - odpowiedziałam mądrze.

Hector opuścił zasłonę, odwrócił się do mnie, z twarzą twardą i powiedział – „Sadie, nie. Tak nie jest.”

Mój śmiech natychmiast umarł – „Wiesz, że tak, Hector, żyłeś wśród nas. Ludzie tacy jak ja sprzedają narkotyki i broń, zabijają ludzi, porywają ich i gwałcą…” - Przerwałam, bo Hector ruszył w moją stronę.

Uniosłam rękę, żeby go powstrzymać, w końcu zdając sobie sprawę, co mam do powiedzenia, wszystko przyszło do mnie w mgnieniu oka. Chciałam mu powiedzieć, że jesteśmy inni, to nigdy nie zadziała. Nie należałam do jego świata. Proste.

Ale to było tak, jakby Hector nie widział mojej dłoni. Szedł na mnie, dopóki do mnie nie dotarł. Moja ręka uderzyła go w klatkę piersiową, ponownie wziął mnie w ramiona i powiedział - „To nie są ludzie tacy jak ty.”

„Tak, są. Nie pamiętasz …?”

„Pamiętam, jak podawałaś mi informacje o swoim ojcu.”

Moje ciało zesztywniało i sapnęłam (z opóźnieniem sobie uświadomiłam, że była to reakcja, a nie powinnam reagować, kiedy starałam się utrzymać swój status informatora w tajemnicy).

Próbowałam to ukryć – „Nie wiem, o czym mówisz.”

„Sadie, widziałem, jak to robiłaś.”

Zamrugałam do niego.

O mój Boże.

Widział, jak to robię? Jak mógł zobaczyć, jak to robię? To było po prostu szalone. To też było niemożliwe.

Kłamałam – „Musiałeś się pomylić.”

Potrząsnął głową – „Mamita, podszedłem prosto do drzwi i patrzyłem, jak robisz swoje, i, z jakiegoś szalonego powodu, robiłaś to, trzymając szeroko otwarte drzwi do biura ojca.”

„To było tak, żebym mogła usłyszeć, czy ktoś nadchodzi!”

O nie!

Jak głupia mogłam być? Wygadałam się.

Do jasnej cholery!

Przyciągnął mnie bliżej, niebezpieczny prąd wypłynął z pokoju i wyglądał, jakby znowu walczył z uśmiechem. Gapiłam się na niego. Naprawdę ciężko było nadążyć za jego wahaniami nastroju.

„Twój plan się nie powiódł. Nie słyszałaś, jak ja nadchodzę.”

O cholera.

Obserwowałam jego twarz i zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście widział, jak to robię. Co teraz miałam zrobić?

Położyłam drugą rękę na jego ramieniu, tym razem próbując się odepchnąć. To nie zadziałało. Poddałam się i odwróciłam wzrok na bok.

„No cóż, więc wiedziałeś.” - próbowałam udawać, że to nic.

„Cholernie dużo zaryzykowałaś” - powiedział.

Wzruszyłam ramionami.

„Każdy mógł zobaczyć, jak to robisz. Miałaś szczęście, że to byłem ja.”

Z pewnością nie mylił się co do tego.

Kontynuował - „Mogłaś dać się zabić”.

Zagryzłam wargę, ponieważ on też się nie mylił.

„Dlaczego to zrobiłaś?” - zapytał cicho.

Wciągnęłam obie wargi do ust, ugryzłam je, puściłam i odpowiedziałam po prostu - „Nie był miłym człowiekiem”.

„Nie” - zgodził się Hector, a moje serce podskoczyło. Zignorowałam szarpnięcie i spojrzałam na niego. Swoją łatwą zgodą dał mi okazję. Mój ojciec zawsze powtarzał, że nie wolno marnować okazji. Więc nie zrobiłam tego.

„Właśnie tak. To dlatego to: ty, ja i wszyscy pozostali, twoja mama i to wszystko, całość tego, to nie zadziała” - powiedziałam mu.

Jego podbródek odskoczył, gdy skończyłam mówić, a potem jego twarz pociemniała w kolejnej szalonej huśtawce nastroju – „Zechcesz mi wyjaśnić, jak doszłaś do takiego wniosku?”

„Tak” - powiedziałam mu zgodnie z prawdą, prostując plecy - „Nie jestem taka jak ty i ludzie tobie podobni. Jestem Sadie Townsend. Mój ojciec to Seth Townsend. Nie należę do twojego ludu, nigdy nie będę należała.”

Jego ramiona znów się zacisnęły, straszny prąd powrócił do pokoju i zbliżył twarz – „Mamita, myślę, że jesteś trochę szalona.”

Potrząsnęłam głową – „Nie szalona. Po prostu wiem, kim jestem, czym jestem i gdzie należę. Cała twoja rodzina i przyjaciele są bardzo mili i mili i wszystko, ale wiesz, oni wiedzą tak dobrze jak ja, że tam nie pasuję. Myślę, że najlepiej będzie, jeśli to się tutaj skończy.”

Właśnie. Zrobiłam to. Było ciężko, ale zachowałam spokój. Wyłożyłam sens. Nie wzruszyłam się.

Chciałam się wzruszyć. Właściwie, prawdę mówiąc, chciałam, żeby znów mnie pocałował. Chciałam, żeby trzymał mnie na swoich kolanach, bym czuła się przytulona i bezpieczna oraz bym czuła, jak uderza mnie jego ciepło. Chciałam znowu zjeść obiad w domu jego matki. Chciałam znowu zmywać naczynia i śmiać się w kuchni z Jet i Indy. Chciałam, żeby Lee znowu ze mnie żartował.

Ale wiedziałam, że nie mogę mieć tych rzeczy.

Mogłam zaakceptować prawdziwą przyjaźń od Buddy’ego i Ralphiego, ponieważ… cóż… nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego, że jeśli coś by się wydarzyło (a to się stanie) i straciłabym ich, po prostu straciłabym dwoje ludzi, a straciłam już więcej niż to w moim życiu. Pokochałam ich wystarczająco i poczułam się na tyle silna, by unieść się na tej fali… aż się skończy. Gdybym zaakceptowała to, co oferował mi Hector, straciłabym całą gromadę ludzi.

Naprawdę, tylko tyle dziewczyna mogła znieść.

A mój ojciec zawsze mówił mi, żebym grała na swoje mocne strony, ale, co ważniejsze, poznała swoje ograniczenia. I znałam swoje ograniczenia.

„Czy to, co zastrzegłaś sobie do powiedzenia?” - zapytał Hector, włamując się do moich myśli.

Skinęłam głową i odsunęłam się.

Należy jednak zauważyć, że tak naprawdę nie uciekłam. Pochylił się do mnie i jednym z jego ramion owinął się wokół mojej talii, a drugą rękę wśliznął po moich plecach, po szyi i we włosy.

Odniosłam wyraźne wrażenie, że powinnam znów zacząć zbierać siły.

„W porządku, teraz powiem, co mam powiedzieć” - oznajmił Hector.

O mój.

Powinnam zebrać siły.

Znowu nie spodziewałam się, że otrzymam odpowiedź. Myślałam, że po prostu się zgodzi, wyjdzie, a potem cóż… to by było na tyle.

Nie zgodził się. I zanim mogłam go powstrzymać, zaczął mówić. A to, co powiedział, pozbawiło mnie zdolności robienia czego innego jak stania przyciśnięta do niego i gapienia się.

„Masz kamery w swojej galerii, przy wejściach z przodu i z tyłu, na zapleczu i w sklepie. Masz więcej kamer na tym domu z piaskowca, przy wejściach z przodu i z tyłu. Twój samochód ma urządzenie śledzące. Twoja torebka też. Twój alarm został ponownie okablowany, aby wysłać jednoczesne ostrzeżenie do pokoju kontrolnego, jeśli ktoś się włamie. Całe to gówno jest monitorowane w pokoju kontrolnym w Nightingale Investigations.”

Widzisz co mam na myśli? Nie ma nic do roboty, tylko gapić się.

Hector mówił dalej.

„Wiem, że wiesz, że obserwowaliśmy dom. Chcieliśmy być widoczni i nie próbowaliśmy się ukrywać. Chodziło o to, aby pokazać Balducci, że to nie jest bezpieczne miejsce, aby się do ciebie dostać i pokazać im, od razu, że jesteś chroniona. W chwili, gdy Ralphie wyjechał i zostawił cię samą w twojej galerii, Monty, który zarządza inwigilacją, zobaczył cię samą i zadzwonił. Nikt nie był na tyle blisko, by szybko się do ciebie dostać, ale Lee wiedział, że Marcus był. Lee zadzwonił do Marcusa, Marcus rzucił wszystko, wyszedł ze spotkania, poszedł do galerii i został do powrotu Ralphiego.”

O mój Boże.

Wiedziałam, że było coś dziwnego w tym, że Marcus tam był!

„Ally umieściła urządzenie śledzące w twojej torebce, kiedy odwiedzały twoją galerię. Lee usłyszał, że dziewczyny planowały tam się z tobą spotkać i sprawdzić, czy wszystko w porządku. Wziął Ally na stronę, dał jej urządzenie i powiedział, co ma robić. Zadaniem Shirleen było odwrócenie twojej uwagi. Kiedy patrzyłaś na Shirleen, Ally złapała jedną z twoich szminek i włożyła urządzenie pod zakrywkę.”

Nie mogłam w to uwierzyć. Przede wszystkim dlatego, że było niewiarygodne.

A Ally wyglądała, jakby była trochę jak Veronica Mars!

„Śledziliśmy cię, obserwowaliśmy i chroniliśmy, odkąd opuściłaś pieprzony szpital” - powiedział Hector - „Jeśli chodzi o mnie, oczywiście nie dostrzegłaś tej sytuacji, ale ostatecznie zrobię wszystko, co w mojej mocy, abyś była bezpieczna. Co oznacza, że ​​ coś się musi zdarzyć z Balducci. Nie mogą wybierać, jak to będzie, już zdecydowałem. Spieprzą po drodze, tak jak Harvey zeszłej nocy, a potem ja to wykorzystam. Pracujemy z Marcusem i rodziną Zano …”

„Z rodziną Zano?” - westchnęłam, przerywając mu po raz pierwszy, zbyt zszokowana tą wiadomością, żeby milczeć. Vito Zano był przyjacielem mojego ojca. Nie wiedziałam, czy był brudny, czy nie, ale był zabawny i lubiłam go. Ren Zano, jego siostrzeniec, był bardzo przystojny i bardzo miły (i nie wiedziałam, czy był brudny, czy też nie). Zawsze trochę podkochiwałam się w Renie, ale, jak zwykle, nie pokazałam tego.

Oczywiście, trochę podkochiwałam się w Renie, dopóki nie pojawił się Hector.

„Z rodziną Zano” - potwierdził Hector, po czym kontynuował - „Kiedy wniesiesz oskarżenie przeciwko Ricky’emu i Harveyowi, to po tym, co ci zrobił Ricky, on zniknie na długi czas. To byłby trzeci wyrok dla Harveya, ponieważ nie jest najmądrzejszy z całej bandy i został już wcześniej złapany. Jak go zamkną ponownie, nie będzie go na wolności przez chwilę. Marty i Donny nie są tak głupi jak Harvey. Oni są po prostu szaleni. Przypuszczam, że jak Ricky upadnie, Marty przejmie tron, ale Donny sprawi mu kłopoty. Rywalizacja Ricky-Marty-Donny to legenda i jesteś w nią wciągnięta, więc oni też muszą zostać uziemieni. Pracuję nad tym, tak jak Lee, Marcus, Vito i Ren. Pomogłoby, gdyby Ricky i Harvey byli zamknięci, co oznacza …”

W końcu go powstrzymałam - „To znaczy, że będę musiała znowu zobaczyć Ricky’ego”.

Milczał. Zamknęłam oczy. Potem zacisnęłam zęby.

Potem otworzyłam oczy i, nie pytaj mnie dlaczego, podzieliłam się:

„Nie mogę, Hector” – to wyszło jak szept – „Chcę wnieść oskarżenie, ale nie mogę.”

Puścił mnie, opuściło mnie jego ciepło i uderzyła mnie fala zimna, wytrącając mnie z odrętwienia wywołanego wszystkim, co powiedział, wszystkim, co zrobił, wszystkim, co wszyscy zrobili. Ale nie podszedł znowu do okna. Wziął mnie za rękę i poprowadził do kanapy. Potem (nie żartuję) zanim się zorientowałam, co zamierza, usiadł, jego ręce powędrowały do ​​mojej talii, wciągnął mnie na swoje kolana i objął mnie ramionami.

Potem powiedział cicho – „Możesz to zrobić Sadie, wiem, że możesz.”

Mylił się.

Potrząsnęłam głową – „Nie mogę.”

„Podawałaś mi informacje o swoim ojcu.”

„Wiem”

„Ryzykowałaś życiem, żeby pomóc w tym śledztwie.”

„Wiem.”

„Jak mogłaś robić tamto, a tego nie możesz zrobić?”

Ponownie pokręciłam głową – „Nie wiem.” – I nie wiedziałam.

Hector spojrzał na mnie, a ja na niego.

Potem musiałam coś powiedzieć, żeby nie pomyślał, że jestem całkowitym tchórzem.

„Nie jestem totalnym mięczakiem” - zapewniłam go, próbując otrząsnąć się z niespokojnych uczuć, które zaczęły pełzać po mojej skórze, że rozmawiałam o tym z Hektorem ze wszystkich ludzi – „Mam plan. Widzisz, jeśli nie wniosę oskarżenia …”

Hector przerwał mi, nawet nie próbował wysłuchać mojego planu – „Nie możesz pogrywać z tymi facetami.”

„Ale …”

„Sadie, mi cielo, znasz to znacznie lepiej niż ja. Jak będziesz pogrywać z tymi facetami, przegrasz.”

Poczułam, jak charakterystyczna gula utkwiła mi w gardle. Przełknęłam. To nie zadziałało. Ponownie przełknęłam. Nadal nie działało.

Potem, zanim mogłam to powstrzymać, ku mojemu przerażeniu, zaczęłam płakać.

Naprawdę! Gdzie była moja Lodowa Księżniczka? Dlaczego pojawiła się, kiedy nie była potrzebna, i zniknęła, kiedy jej potrzebowałam? Zaczęła mnie naprawdę wkurzać.

Kiedy Lodowa Księżniczka się nie pokazała, nie mając innego wyboru, żeby nie widział, jak płaczę, wepchnęłam twarz w jego szyję. Upadł na bok na plecy, zabierając mnie ze sobą. Obrócił nas tak, że leżeliśmy na kanapie, ja przytuliłam się między jego ciepłem a miękkim oparciem kanapy. Jedno z jego ramion trzymało mnie blisko w talii; druga ręka objęła tył mojej głowy i przycisnęła moją twarz do jego gardła.

„Pozwól, że się tobą zaopiekuję” - szepnął przez moje szlochy.

„Okej” - wyszeptałam też przez szloch, już zbyt zmęczona, żeby z tym walczyć.

„Przyjadę po ciebie jutro, zabiorę cię na komisariat.”

Wzięłam urywany wdech. Wtedy, mimo że mnie to przerażało, zgodziłam się. – „Okej” – powtórzyłam.

„Eddie tam będzie. Chcesz Ralphiego albo kogokolwiek innego …”

„Bex” - powiedziałam natychmiast.

„Bex?”

„Ona jest p… p… p… przyjaciółką Buddy’ego. Przedstawił mnie jej” - powiedziałam, ale zajęło to dużo czasu, ponieważ mój głos wciąż się załamywał – „Pracuje w cen… centrum kry… kryzysowym dla of… ofiar g… g… gwałtów.”

Ramiona Hectora zacisnęły się mocniej - „Okej, zadzwonimy po Bex.”

„I Daisy” - ciągnęłam.

Jego ramiona zacisnęły się bardziej i przytuliłam się bliżej.

„I Shirleen” - powiedziałem, chociaż nie miałem pojęcia, dlaczego.

„Shirleen?”

„Wygląda na miłą kobietę” - wyjaśniłam jemu, ale także sobie.

„Jest” - powiedział cicho Hector.

Leżeliśmy tak, a Hector mnie trzymał. Trwało to długo. Wiedziałam, że powinnam położyć temu kres. Wszystkiemu.

Ale tego nie zrobiłam.

Jak dziwne to było?

W końcu, gdy łzy przestały płynąć, zawołałam - „Hector?”

„Tak?”

„Dlaczego?”

„Dlaczego co?”

„Dlaczego chcesz się mną zaopiekować?”

Znieruchomiał na kilka sekund, po czym pocałował mnie w czubek głowy - „Zachowamy to na inną rozmowę”.

Nie sądziłam, że chcę odbyć jeszcze jedną rozmowę z Hektorem. Ten raz nie wyszedł mi za dobrze.

Dowiedziałam się, że wiedział, że jestem jego informatorem (co było trochę żenujące). Dowiedziałam się, że mnie śledził i robił więcej, by mnie chronić, niż to, że on i jego kumple siedzieli w samochodach przed domem. Zupełnie nie słuchał, kiedy wyjaśniałam, dlaczego nam się nie uda. I namówił mnie, żebym zgodziła się na wniesienie oskarżenia przeciwko dwóm Chłopcom Balducci, rzucając mój plan zagrania moim asem znacznie szybciej, niż zamierzałam.

Nie, ta rozmowa mi się nie udała.

Ale, ponieważ robiłam się trochę senna, bo łzy zawsze mnie męczyły, a mnie dopadł wielki, stary płacz. Ponadto byłam pełna jedzenia Blanki. Wreszcie, co najważniejsze, ciepło i bliskość Hectora sprawiły, że poczułam się ciepło, przytulnie i bezpiecznie, a nigdy nie czułam się ciepło, przytulnie i bezpiecznie.

Tak więc, zamiast protestować przeciwko samemu pomysłowi kolejnej rozmowy, która również mogłaby się dla mnie bardzo źle skończyć, powiedziałam - „Okej”.

Potem przytuliłam się jeszcze bliżej, nie dbając nawet o to, co robię, i robiłam to, ponieważ lubiłam czuć, jak ramiona Hectora zaciskają się coraz mocniej, a potem mocniej, aż trzymał mnie bardzo blisko.

A kiedy już byłam bardzo blisko, przytulnie, ciepło i bezpiecznie w jego ramionach, zasnęłam.

 


 

6 komentarzy:

  1. Ooo dobrze wiedzieć, że dodajesz dwa 😊😂 Dziękuję 😊 Sadie ( wolę nie krakać ) wydaje się najbardziej rozsądna z dziewczyn a przynajmniej że zrobi co należy😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Sadie jest trochę podobna do Josie z "Testamentu" (wejdź na mój profil to znajdziesz). Tak samo słabo "łapie" żarciki i jest prostolinijna.

      Usuń
    2. Czytałam 😊 Ogólnie jestem sceptycznie nastawiona do bohaterek które są sporo starsze ode mnie ( nie jestem pewna czy mogę dobrze zrozumieć ich problemy ) ale ta książka przypadła mi do gustu, chociaż faceci w książkach Kristen są bardzo specyficzni i nie wiem czy bym z nimi wytrzymała w prawdziwym życiu 😂 dobrze ze można to czytać 😊

      Usuń
    3. Może ci faceci są macho, ale są też monogamiczni, dbający i przejmujący się, jak można się było przekonać w "Porachunkach" (pierwotnie nazwałam to "Rozrachunki") w rozdziale "zdecydowaliśmy". Myślę, że każda z nas marzy o takiej miłości i niektóre ją mają.

      Usuń
  2. I na kazdy post czekam z niecierpliwoscia !!! Dziekuje 😍

    OdpowiedzUsuń