sobota, 27 marca 2021

20 - Bon Bon

zaleca się czytać z paczką chusteczek 

#### 


ROZDZIAŁ XX

Bon Bon[1]

Sadie

 

 

Art była pełna ludzi, ramię przy ramieniu.

Nigdy nie miałam tak wielkiej wystawy.

Jeszcze zanim mój ojciec został aresztowany za handel narkotykami, połowa moich znajomych unikała moich wystaw (druga połowa przychodziła tylko po to, żeby pić mojego szampana, patrzeć na mnie z góry i czuć się lepsza), żadna nie była tak popularna. Moja artystka, Lisette (która malowała niewiarygodne akwarele), była niesamowicie nakręcona.

Nie miałam serca powiedzieć jej, że to nie potencjalni nabywcy, ale zawsze gotowa na imprezę ekipa Rockowych Lasek / Gorącej Drużyny, wraz z całą rodziną Hectora, tatą Indy, Tomem, Todem i Steviem, Tex’em i Nancy oraz Duke’m i jego żoną Dolores. Przybył nawet klan Zano, wujek Vito i Angela, Dom i Sissy, Ren i jakaś kobieta, której nie znałam.

Rzeczywiście, była tam każda Rockowa Laska i ich indywidualny Facet z Gorącej Drużyny. Wszystkie dziewczyny wyglądały olśniewająco, wszyscy mężczyźni wyglądali wspaniale, ubrani w garnitury i koszule z rozpiętymi pod szyją kołnierzykami.

Prawdę mówiąc, Duke ubrał się tak, jak przypuszczałam, że ubrałby się każdy Harley-motocyklista, nadal miał bandanę na czole i skórzaną kamizelkę, ale jego czarny T-shirt miał długie rękawy i nie miał napisów na piersi i przerzucił się na czarne dżinsy. Z drugiej strony Tex nie wyglądał inaczej: miał na sobie dżinsy i flanelową koszulę w kratę.

Nie wiedziałam nawet, że zostali zaproszeni (bez wątpienia przez Ralphiego).

Ale musiałam przyznać, że byłam szczęśliwa, że tam byli. Czułam się inaczej z nimi tu. Dobrze. Bezpiecznie. Moje wystawy nie tylko nigdy nie były tak zatłoczone, ale nigdy nie były tak przepełnione śmiechem.

„Mówiłam wam, że świnie w kocu będą strzałem w dziesiątkę” - powiedziała Shirleen stojąc obok mnie, chwytając (według moich obliczeń) swojego czwartego smakoszy „świnię w kocu” z przechodzącej tacy i wkładając całość do ust.

Nie myliła się; świnie w kocu stały się ucztą. Wydawało się, że wszyscy je kochają.

„Miałaś rację, Shirleen. Obiecuję, że nie będę miała kolejnej wystawy bez świń w kocu” - zapewniłam ją, robiąc krzyż na sercu i unosząc dwa palce, żeby mi uwierzyła.

„Cholerna racja” - odpowiedziała, a jej brązowe oczy się uśmiechnęły, po czym jej wzrok przesunął się po pokoju i kontynuowała - „Hector z pewnością dobrze sprząta”.

Spojrzałam na Hectora.

Nie myliła się.

Kiedy byłam gotowa tego ranka w jego domu, podrzucił mnie do Art. Dzień był zajęty wieszaniem obrazów i przeglądaniem wszystkiego po raz ostatni, mimo że nie musiałam. Byłam obsesyjnie zorganizowana, nigdy nie zwlekałam, zawsze sprawdzałam i powtórnie sprawdzałam każdy szczegół i byłam twórcą listy do odhaczenia. Całość była gotowa do użycia bez czkawek z kilkudniowym wyprzedzeniem (jak zwykle). Nawet instalacja poszła łatwiej niż zwykle, ponieważ Daisy, Roxie, Stella i Ava przyszły z pomocą.

Hector trzymał się z dala przez cały dzień, nawet nie zadzwonił. Dziwnie było być z dala od niego tak długo. Odkąd Ralphie wpuścił go do domku z piaskowca ponad tydzień temu, wydawało się, że zawsze był w pobliżu lub przynajmniej nigdy nie był daleko.

Kiedy powiedziałam, że to dziwne, miałam na myśli, że mi się to nie podobało.

W ogóle.

Lubiłam mieć go w pobliżu.

A to oznaczało, że mam poważne kłopoty.

Kiedy skończyliśmy wieszanie i wszystko było gotowe, Ralphie zabrał mnie do domu, żebyśmy mogli ubrać się na otwarcie. Hector powiedział mi tego ranka, że spotka się ze mną w galerii. Pojawił się ubrany w garnitur pół godziny po tym, jak uroczystość się zaczęła.

Jedno spojrzenie na niego i moje serce stanęło.

Na początku myślałam, że jego garnitur jest czarny. Ale po bliższym przyjrzeniu się zdałem sobie sprawę, że był to bardzo ciemno szary. Miał też na sobie dopasowaną koszulę z kołnierzykiem, która była o jeden cień jaśniejsza od garnituru i czarne kowbojskie buty. Otóż to. Wydawało się to proste, ale na Hectorze było bardzo skuteczne.

Kiedyś w ciągu dnia przyciął włosy, przyciął je w taki sposób, że teraz wyglądały seksownie, niechlujnie, były długie i nadal wymagały natychmiastowego strzyżenia, ale na nim wyglądały dobrze, bardzo dobrze, za o wiele dobrze.

Szczerze mówiąc, nigdy nie wyglądał lepiej.

Jednak był bardzo daleko ode mnie i przez ostatnie dwie godziny tak pozostawał. Kiedy przybył, podszedł do mnie i pocałował mnie w czubek głowy, ale to wszystko.

Na początku to mnie zdziwiło.

Wciąż żyłam marzeniem, snem Hectora i Sadie razem, szlifowaniem podłóg, robieniem pianek i posiadaniem mopsa, który biegał po podwórku.

Jego trzymanie się z daleka sprawiło, że pomyślałam, że zrobiłam coś złego.

Wróciłam do mojej designerskiej zbroi (to był wernisaż sztuki i byłam właścicielem galerii, nie mogłam nosić flaneli, jak Tex). Miałam na sobie obcisłą spódnicę w kolorze ecru z wycięciem na kolanach, pokrytym opalizującymi koralikami. Mój top był elastyczny, ecru, jedwabny, z długimi rękawami i spadający z ramion, ale bardzo dobrze dopasowany. Miałam aksamitną wstążkę w kolorze ecru zawiązaną wokół szyi jako choker, satynowe sandałki w kolorze ecru ze spiczastymi palcami i szpilkami, a włosy mocno odgarnięte z twarzy i spięte kolejną aksamitną tasiemką na karku . To był zdecydowanie strój Lodowej Księżniczki.

Wiedziałam, że Hectorowi nie podobała się moja zbroja i pomyślałam, że to go wkurzyło.

Ale, chociaż trzymał się z daleka, wiedziałam, że przez cały czas wiedział, gdzie jestem (nie pytaj mnie, jak, po prostu wiedziałam). Czasami, kiedy moje oczy wędrowały do niego, widziałam, że mnie obserwuje. Czasami jego twarz łagodniała. Ale innym razem wyglądał, jakby próbował mnie rozgryźć (te czasy nie były moimi ulubionymi, nie chciałam być rozgryziona, nie ma mowy).

Starałam się o tym nie myśleć i zamiast tego wykonywałam swoją pracę, upewniając się, że szampan płynie, jest pod dostatkiem tac z hors d'ouevres, a przede wszystkim krążę.

Około godziny po tym, jak przybył, zrozumiałam, dlaczego trzymał się z daleka. Trzymał się z daleka, ponieważ pracowałam, a on dawał mi przestrzeń.

I na tę myśl przestałam panikować, a także przestałam tonąć w ciepłej, wygodnej wodzie, do której zabrała mnie możliwość „Hectora i Sadie”, a zamiast tego wykonałam przewrót pod powierzchnią.

Odwróciłam się od Hectora, który stał teraz rozmawiając z Tomem i Hankiem, i spojrzałam na Shirleen.

„Hector jest najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek w życiu widziałam” - powiedziałam jej bez ogródek i nawet nie obchodziło mnie, co o mnie myśli.

„Mm-hmmm” - zgodziła się Shirleen, nie odrywając oczu od Hectora - „Nigdy nie podobało mi się, że bym była z brązowym chłopcem, ale mając szansę, nie odmówiłabym Hectorowi Chavezowi. Nie ma mowy.”

Kiedy to powiedziała, oderwała wzrok od Hectora, spojrzała na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niej. Uśmiechnęła się, a potem jej oczy prześliznęły się po moim ramieniu i jej uśmiech zgasł.

„Gówno. Dziwka z towarzystwa na trzeciej i zbliża się. Muszę iść” - szepnęła Shirleen, a potem, puf, zniknęła, wtapiając się w tłum.

Oszołomiona jej szybkim znikaniem, odwróciłam się i patrzyłam, jak Monica Henrique leci do mnie.

O nie.

Co ona tam robiła?

Nienawidziła mnie, odkąd cała sprawa z Nanette się zawaliła!

I zdecydowanie nie było jej na liście gości i nigdy nie było od czasu Incydentu z Daisy. I nie było mowy, żeby Ralphie ją zaprosił, przyszła wcześniej, a Ralphie od razu ją znienawidził.

„Sadie!” - pisnęła, z fałszywym uśmiechem na twarzy, wyciągając ręce prosto przed siebie, jakbyśmy byli najlepszymi przyjaciółkami, zjednoczonymi po latach rozłąki.

Zanim zdążyłam uciec, złapała mnie za przedramiona i przyciągnęła, by pocałować mnie w powietrze, najpierw jeden policzek, potem drugi, a potem odchyliła się do tyłu, wciąż trzymając na mnie ręce.

„O mój Boże!” - dalej piszczała (głośno), nie odrywając oczu od mojego policzka – „Co ci się stało w twarz?”

Niech ktoś mi powie, że nie powiedziała tego wprost.

Czułam, że ludzie odwracają się, by na nas spojrzeć, a ja chciałam odciąć się i uciec. Oczywiście, że nie zrobiłam tego. Moje plecy wyprostowały się, mój podbródek wysunął się i zignorowałam jej niewiarygodnie niewrażliwe pytanie.

„Monica. Miło cię widzieć” - powiedziałam głosem, który jasno dał do zrozumienia, że czułam coś przeciwnego.

Zignorowała mój ton i puściła moje ramiona, ale tylko po to, by zbliżyć się do mojego boku i połączyć swoje ramię z moim.

„Sadie, nie wiem, czy o tym wiesz” - szepnęła konspiracyjnie – „Ale Daisy Sloan jest tutaj.” - I powiedziała imię Daisy, jakby nie smakowało.

Moje ciało pozostało sztywne, ale moja głowa powoli odwróciła się, żeby na nią spojrzeć.

„Wiem” – powiedziałam - „Daisy została zaproszona” - Podkreśliłam ostatnie słowo, aby wyrazić swoją opinię, ale przeleciało bezpośrednio nad głową Moniki lub, co bardziej prawdopodobne, zignorowała je, ponieważ była suką.

Na jej twarzy pojawił się wyraz, jakby myślała o tym, a potem doszła do konkluzji i kontynuowała - „Cóż, jej mąż jest dziany. Masz obrazy do sprzedania, teraz, gdy twoja sytuacja się… hmmm… zmieniła.” - gapiłem się na nią, zszokowana jeszcze bardziej, że przypominała mojego ojca, ale nie zauważyła tego i od razu zaczęła mówić - „Musimy zrobić to, co musimy zrobić”.

Poczułam, jak ślina gromadzi się w moich ustach.

Zamiast wypluć ją na nią (co naprawdę chciałam zrobić), połknęłam to, bo właśnie wtedy wiedziałam, dlaczego tam jest.

Wiedziałam.

Była tam, żeby ucierać mi nos w własnym nieszczęściu.

Widziałam! Totalna suka!

Mój umysł zaczął wirować, próbując znaleźć coś (cokolwiek!), co pozwoli mi odejść bez wywoływania sceny i sprawi, że ona po prostu obejdzie się bez wywoływania sceny, ponieważ rzeczywiście miałam obrazy do sprzedania. Scena mogła utrudnić ten wysiłek. Zanim mogłam wymyślić plan, jej wzrok przyciągnął coś i podniosła głowę.

„Czy ja go nie znam?” - zapytała, a moja głowa zwróciła się w kierunku, w którym patrzyła. Widziałam Hectora, jego przystojna twarz była ostrożnie pozbawiona wyrazu, ale jego oczy były na mnie i mogłam zobaczyć, że nawet po drugiej stronie pokoju, że były czujne.

Odwróciłam się do Moniki i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, kiedy zmrużyła oczy, jakby patrzyła w słońce.

„Myślę, że pracuje dla mojej firmy ogrodniczej. On jest jednym z tych… pracowników imigranckich czy kimkolwiek innym. Co on tu robi?”

Moja głowa odskoczyła do tyłu, jakby uderzyła mnie tuż przed tym, jak moje dłonie zacisnęły się w pięści. Niech ktoś mi powie, że nie tylko insynuowała, że Hector O mój Boże Chavez był imigrantem pracującym na podwórkach, który wbił się na wystawę sztuki. Szła dalej, nieświadoma mojej napiętej postawy i tego, co musiało być śmiercionośną atmosferą emanującą z każdego pora mojego ciała.

Nie odrywając oczu od Hectora, powiedziała - „Boże, Sadie, on się na ciebie gapi. Nie wiem, jest zdecydowanie przystojny, jeśli lubisz takie rzeczy, ale… ojej, idzie w naszą stronę!”

Szarpnęła mnie za ramię, jakby chciała mnie odciągnąć, ale stałam w miejscu jak wryta. Odsunęłam się od niej i zostałam tam, gdzie byłam, ale odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak Hector idzie ostatnie kilka kroków w moją stronę.

W chwili, gdy doszedł, przytuliłam się. Położyłam jedną dłoń na jego brzuchu i oparłam się na palcach, żeby pocałować jego opadłe usta.

„Cześć, kochanie” - powiedziałam cicho i zobaczyłam coś ciepłego w jego oczach, ale zignorowałam to.

Gdzieś po drodze coś eksplodowało w moim mózgu i nie byłam w stanie kontrolować własnych działań. To znaczy, że nie martwiłam się wywołaniem sceny. Albo, powinnam powiedzieć, chciałam spowodować scenę, która zakończy wszystkie sceny. Oparłam się o niego, aż jego ramię przesunęło się wzdłuż mojej talii i odwróciłam się do Moniki.

„Hector, to jest Monica Henrique. Monica, to jest Hector Chavez. Hector był kiedyś agentem DEA, dlatego prawdopodobnie go rozpoznajesz, ponieważ był tajniakiem w operacji mojego ojca przez ponad rok, zanim go obalił. Więc, oczywiście, często przebywał w pobliżu. Teraz śpimy ze sobą i powiem ci, że jest niesamowity.”

Poczułam, jak ciało Hectora się napina i zobaczyłam bladą twarz Moniki, ale kontynuowałam przemowę.

„Hector” - wyciągnęłam rękę do Moniki - „Monica nigdy w życiu nie pracowała, nie spała z mężem od pięciu lat, ale spała z wieloma facetami, którzy pracują dla jej ogrodnika. Dostaje też zastrzyki z botoksu, tak dużo, że myślę, że wpłynęło to na jej mózg, ponieważ myślała, że pracujesz dla jej firmy ogrodniczej. Zgaduję, pobożne życzenia?” - zapytałam słodko Monikę.

Teraz usta Moniki się otworzyły.

„Sadie …” - usłyszałam, jak Hector mówi cichym głosem obok mnie, ale to też zignorowałam i nie spuszczałam wzroku z Moniki, nawet gdy widziałam ludzi zbliżających się ze wszystkich stron.

„I żeby wszystko wyjaśnić, nie sprzedaję obrazów, bo muszę, jestem bogata, moja matka była bogata, matka mojej matki była bogata, babka mojej matki była bogata. Moja rodzina odbiła się z wielkim sukcesem w boomie złota i przez lata byliśmy grubymi rybami w Denver, zanim wyczołgałaś się z podbrzusza jakiejkolwiek łuskowatej, gadziej królowej smoków, która cię zrodziła. Nie muszę pracować. Sprzedaję obrazy, bo jestem w tym dobra.”

Jak przez mgłę, usłyszałam westchnienie, które mogło być Daisy, ale nie miałam czasu, żeby spojrzeć, byłam na fali i szłam dalej.

„A to rozcięcie na policzku mam, bo miesiąc temu zostałam pobita i zgwałcona, wiesz o tym, wszyscy o tym wiedzą, a ty po prostu jesteś wrzeszczącą suką, wyciągając to”.

Ręka Hectora zacisnęła się w mojej talii i powtórzył - „Sadie …”

Wciąż go ignorowałam i narzekałam, nawet gdy do naszej grupy podchodziło coraz więcej osób.

„Skończę z tym małym samorodkiem i, Monica, chcę, żebyś dobrze posłuchała. Nie waż się włazić bez zaproszenia do mojej galerii i nie szanować mnie, moich przyjaciół i mojego chłopaka. Zrób to jeszcze raz, wyciągnę cię stąd za włosy. Rozumiesz?” - warknęłam.

Monica prychnęła raz, potem dwa razy, po czym westchnęła - „Nie wierzę…”

Pochyliłam się i przerwałam jej - „Tak czy nie?”

Zmrużyła oczy, wciągnęła powietrze i (wierzcie lub nie!), syknęła - „Nigdy więcej nie sprzedasz kolejnego obrazu w Denver!”

Jak nieoryginalne to było?

To był najgorsza odpowiedź w historii!

„No cóż, myślę, że po prostu usiądę na swoim wielkim stosie pieniędzy i zjem bon-bon” - odparłam od niechcenia, a potem, szybko jak błyskawica, zmieniłam się w nie-zwyczajną-wcale, pochyliłam się do niej i przycięłam - „Teraz wyjdź z mojej galerii”.

Zacisnęła usta, spojrzała na mnie zmrużonymi oczami, przeniosła to spojrzenie na Hectora, a potem z powrotem na mnie, a potem odwróciła się i wyszła.

W tym momencie zdałam sobie sprawę, że ciężko oddycham. Widziałam ciemno szarą koszulę Hectora i spojrzałam w jego czarne oczy.

„O co do cholery chodziło?” - zapytał.

„Ona jest suką” - odpowiedziałam.

„Zrozumiałem to, mamita” - powiedział i usłyszałam rozbawienie w jego głosie. I w tym momencie zdałam sobie sprawę, że walczył z uśmiechem. I wiedziałam, że w tej konkretnej sytuacji nie było ani jednej śmiesznej rzeczy. Zbliżyłam się do niego, gdy dotarło do mnie, że mamy publiczność i prawdopodobnie mieliśmy ją przez jakiś czas.

„To nie jest zabawne” - szepnęłam do Hectora, ignorując zgromadzonych wokół ludzi.

Jego ciało zaczęło trząść się ze śmiechu – „Właśnie powiedziałaś jej, że usiądziesz na swoim wielkim stosie pieniędzy i zjesz bon-bon. Sadie, poważnie, nie rozumiesz, że to zabawne?”

Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie wydobyłam się z nich ani jednego dźwięku, gdy usłyszałam kobiecy głos - „Sadie?”

Spojrzałam w bok i zobaczyłam cały gang zebrany wokół: Rockowe Laski, Gorącą Drużynę, rodzinę i przyjaciół, wszyscy najwyraźniej zrozumieli to, co było zabawne, ponieważ wszyscy się uśmiechali. Ale były tam dwie nowe osoby, których nigdy wcześniej nie widziałam, z wyjątkiem zdjęć. Mężczyzna i kobieta, oboje byli wysocy, szczupli, ciemnowłosi i wiedziałam, że byli to rodzice Hanka, Lee i Ally, Nightingale.

„Sadie” - szepnęła kobieta, łzy błyszczały jej w oczach, podeszła prosto do mnie i wzięła mnie w ramiona, by mocno uściskać. Poczułam, jak jej głowa się odwraca i szepnęła mi do ucha - „Mój Boże, kochanie, wyglądasz dokładnie jak Lizzie.”

O mój.

Wiedziałam, że to Kitty Sue, najlepsza przyjaciółka mojej mamy.

Podczas gdy Kitty Sue przytulała mnie, spojrzałam na mężczyznę obok niej. Uśmiechał się do mnie.

A to był Malcolm.

Zanim mogłam objąć to umysłem, odsunęła się, a kiedy na nią spojrzałam, zobaczyłam, że trzyma się. Uśmiechała się od ucha do ucha i łzy zniknęły.

„Tak dobrze cię widzieć” - powiedziała mi i zwróciła się do męża - „Malc, czy ona nie wygląda zupełnie jak Lizzie?”

Pochylił się i pocałował mnie w policzek.

Tak.

Pocałował mnie w policzek!

Nie widziałam go, odkąd skończyłam trzy latka!

„Skóra zdarta” - powiedział, kiedy się odsunął.

Zastanawiałam się, co powinnam zrobić w tej sytuacji (znowu książki z etykietą nie obejmują tego tematu), ale nie musiałam się długo zastanawiać, bo Kitty Sue przejęła kontrolę.

„Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, wbiliśmy się na twoją imprezę. Ale nie mogłam się doczekać, kiedy cię zobaczę. Malc i ja wróciliśmy z Hawajów zeszłej nocy. Chciałam zadzwonić, ale byliśmy całkowicie rozbici. Zmęczenie spowodowane różnicą czasu. Poważne. Zwariowane. Czy kiedykolwiek byłeś rozbita?” - zapytała, ale nie czekała na odpowiedź – „W każdym razie ty i ja mamy wiele do omówienia. Słyszałam, że Tom pokazał ci kilka zdjęć, ale mam więcej…” - trąbiła, trzymając dłoń na moim ramieniu, czule ściskając palce.

Gapiłam się na nią z rozchylonymi ustami, oszołomiona, milcząca (nie żebym mogła powiedzieć słowo), kiedy jej przerwano i ktoś nowy zawołał moje imię.

Opuściła rękę, spojrzała mi przez ramię, ja też.

Stał tam Aaron Lockhart, oparty na lasce, z wątrobianą, przeważnie łysą głową lśniącą w światłach galerii.

Do jasnej cholery!

„Moja droga” - powiedział Aaron, a potem nadeszła jego kolej, aby pochylić się (lub podnieść się, ponieważ Aaron był trochę przygarbiony) i pocałować mnie w policzek.

O co chodzi?

Aaron był zawsze zapraszany, ale nigdy nie przychodził (jego żona nie lubiła zbytnio spędzać czasu z ludźmi).

„Aaron, jak się masz?” - zapytałam, zawsze gospodyni, wzięłam go za rękę i ścisnęłam przed upuszczeniem.

„W biegu” – odpowiedział - „Berta jedzie samochodem z pięcioma psami” - powiedział mi, po czym spojrzał na Hectora i z jakiegoś powodu powiedział - „Szpice. Pięć szpiców miniaturowych. Jeden to za dużo, pięć to definicja piekła. Powiedziałam jej, że wpisałem naszego syna na beneficjenta ubezpieczenia na życie, ale nadal myślę, że próbuje mnie zabić.”

Dookoła rozległy się chichoty, ale znowu nie znalazłam nic zabawnego. To dlatego, że miałam złe przeczucia co do jego wizyty i naszej publiczności.

„Aaron, czy musimy gdzieś iść i porozmawiać?” - zapytałam.

„Nie, Sadie. To będzie szybkie. Wpadłem tylko, żeby przekazać ci dobrą wiadomość, że masz szczęście. Rodzina pani Burnsley przenosi ją do mieszkania z opieką pod koniec miesiąca, więc mieszkanie w Londynie będzie dostępne. Zbliża się okres poza sezonem, więc obiekt na Krecie będzie wolny za kilka tygodni i tak pozostanie do połowy lutego. Firma rezerwacyjna ma mnóstwo czasu na przenoszenie ludzi przed przyszłym rokiem, więc możesz wybrać się w dowolne miejsce.”

Moje ciało zesztywniało i usłyszałam, jak cichnie chichot.

„Jedziesz na wakacje, Sadie?” - Ralphie zmaterializował się w pobliżu, a jego głos brzmiał na zdezorientowany.

Spojrzałam na niego i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale przeklęty i przeklęty Aaron był szybszy.

„Nie wakacje. Przeprowadzka.” - odpowiedział Aaron, usłyszałam westchnienia, ale co gorsza, poczułem gwałtowny prąd elektryczny biczujący dookoła mnie i wiedziałam, co to znaczy. Aaron, w jakiś sposób nieświadomy prądu (i westchnień), ciągnął dalej - „To prowadzi mnie do moich następnych przedmiotów. Podatki, ubezpieczenie zdrowotne, wizy pobytowe. Zajmuję się nimi i otrzymam informacje do końca tygodnia. Radzę zamieszkać na Krecie, lepsza pogoda, a w Londynie bardziej drogo, byłoby ci trudno przy stałym dochodzie, nawet twoim. Kurs wymiany to pewna śmierć. Muszę też dostać się do twojego magazynu, żeby licytatorzy mogli obejrzeć twoje rzeczy i podać ci wycenę ich sprzedaży.”

„Wyprowadzasz się?” - Ralphie wtrącił się i spojrzałam na niego.

Był blady i poczułam, że ta twarda, gorąca rzecz znów zaczyna formować się w mojej piersi.

„Przeprowadzka” - odpowiedział Aaron (znowu!).

„Nie możesz… nie rozumiem …” - wyjąkał Ralphie.

„Ralphie, porozmawiamy o tym później” - powiedziałam cicho, starając się zignorować to, co w mojej piersi i prąd w powietrzu.

„Ralphie? Czy to Ralph Mankowicz? ” - zapytał Aaron.

„Aaron, proszę, może pójdziemy…” - spróbowałam kontroli uszkodzeń.

„Tak, jestem Ralph Mankowicz” - odpowiedział Ralphie, ignorując mój wysiłek w zakresie kontroli uszkodzeń.

„Mam dla ciebie dokumenty do podpisania, synu” - odparł Aaron - „Jest w samochodzie, po prostu…”

„Nie!” - wtrąciłam się - „Aaron, możemy…” - zaczęłam ponownie, ale Ralphie mi przerwał.

„Dokumenty?”

„Tak, do przepisania galerii” - odpowiedział zawsze pouczający Aaron.

Powietrze w pokoju było teraz ciężkie, napięte i elektryzujące i wiedziałam, że wszyscy patrzyli, słuchali i nie lubili tego, co usłyszeli.

Dlaczego, jeszcze raz zapytam, wszystko w moim życiu było takie… cholernie… trudne?

„Przepisania galerii?” - powtórzył Ralphie.

„Tak, do ciebie i pana Leona Simmonsa” - powiedział mu Aaron i jego spojrzenie powędrowało do mnie, ciężkie, żylaste, białe brwi uniesione w pytaniu - „Czyż nie tak?”

Nie odpowiedziałam Aaronowi, ponieważ Ralphie patrzył na mnie, jego oczy były szeroko otwarte, na jego twarzy widniało zmieszanie, tuż obok czegoś, co wyglądało bardzo jak zranienie.

Moje serce ścisnęło się.

„Ralphie, porozmawiamy o tym później” - spróbowałam ponownie cichym głosem.

„Później? Chcesz o tym porozmawiać później? Przeprowadzasz się i przepisujesz galerię dla Buddy’ego i mnie i chcesz o tym porozmawiać później? O co w tym wszystkim chodzi?” - Ralphie nie miał ochoty pozwolić mi spróbować, miał ochotę być dramatyczny (jak zwykle) i zły (nie jak zwykle).

„Chodźmy gdzie indziej …” - spróbowałam jeszcze raz.

„Nie. Chcę wiedzieć, w tej chwili, o co w tym wszystkim chodzi” - odpowiedział Ralphie, krzyżując ramiona na piersi.

Wtedy przełknęłam, żeby mieć już za sobą, i powiedziałam mu w pośpiechu - „Daję tobie i Buddy’emu galerię, jako podziękowanie za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.”

Gapił się na mnie z szokiem. Potem patrzyłam, jak jego oczy stwardniały.

Myślałam, że będzie zadowolony.

Absolutnie nie był.

„Żartujesz” - szepnął.

„Nie, chcę, żebyś wiedział, jak bardzo cenię wszystko… to wszystko… po prostu wszystko.”

„Możesz to zrobić, nie przeprowadzając się do pieprzonej Grecji” - warknął.

Zamrugałam.

„Co?” - zapytałam.

„Nie chcę twojej pieprzonej galerii. Chcę ciebie, a nie e-maili z twojego nowego życia na Morzu Śródziemnym. Chcę cię tu. Blisko. Gdzie możemy pić cytrynowe krople i oglądać Veronicę Mars.”

Nie mogłam wymyślić, co powiedzieć. Byłam pewna, że z przyjemnością będzie właścicielem galerii. Był dobry w tym, co robił. Najlepszym. Byłby swoim własnym szefem. Zarobiłby dużo więcej pieniędzy.

Nie może tego zrozumieć.

„Ralphie, nie jestem pewna, czy rozumiesz. Nie jestem tylko właścicielem galerii, jestem właścicielem budynku. Ty i Buddy dostaniecie to wszystko. To LoDo, najlepsza nieruchomość” - poinformowałam go.

Wtedy Ralphie pochylił się i krzyknął - „Pieprzyć budynek!”

Skrzywiłam się.

Najwyraźniej to rozumiał.

Po prostu tego nie chciał.

„Ralphie, proszę, uspokój się” - szepnęłam.

„Nie będę cicho. Nie mogę uwierzyć, że przeprowadzasz się do Grecji. To… to szaleństwo.”

Teraz poczekaj chwilę!

„To nie jest szaleństwo” - odpaliłam.

„To jest! Kto przeprowadza się do Grecji? Czy znasz jedną duszę, która przeniosła się do Grecji?” - nie dał mi szansy odpowiedzieć, zanim kontynuował - „Nie? Ja też nie. Nikt nie przenosi się do Grecji. Idzie tam. Tak. Uprawia seks. Zdecydowanie. Pije ouzo. Dużo. Dostaje oparzenia słoneczne. Oczywiście! Ale się tam nie przeprowadza!” - wciąż krzyczał - „I dając mi budynek? Budynek! Jesteś szalona?"

Poważnie, to działało mi na nerwy!

Dlaczego nikt nie pozwoliłby mi być miłym?

„Tak wiele ci zawdzięczam, musiałam coś zrobić!” - krzyknęłam w odpowiedzi.

Ralphie wyrzucił ręce w górę – „Zwariowałaś” – krzyknął - „To właśnie robią przyjaciele! Nie ma „winnych”. Któregoś dnia moja ukochana mama umrze albo dostanę zadziorek i będziesz tu dla mnie. W ten sposób oddajesz. Nie rozdajesz hojnych świątecznych bonusów, drogich prezentów urodzinowych i budynków, do cholery!”

O mój Boże!

„Myślałam, że spodobały ci się moje prezenty urodzinowe!” - krzyknęłam.

„Lubiłem, ale tylko wtedy, gdy są dane z serca, a nie po to, by kupić moją przyjaźń” - odparł.

Czułam się, jakby uderzył mnie prosto w twarz.

Wzdrygnęłam się i cofnęłam o krok. Ten krok wprowadził mnie na coś solidnego, oddychałam ciężko, serce waliło mi w gardle, gorący węzeł płonął w piersi, odwróciłam się i spojrzałam w górę, by zobaczyć Hectora.

O mój.

Mięsień podskakiwał mu na policzku, twarz miał kamienną, ale jego oczy były skierowane na Ralphiego.

„Skończyłeś?” – syknął do Ralphiego.

„Nie” - warknął Ralphie.

„Na razie skończyłeś” - odparł Hector i bez wahania pochylił się, wziął mnie za rękę i przeciągnął przez naszą oszołomioną publiczność, przez resztę tłumu, w dół korytarza do mojego biura. Otworzył drzwi, nacisnął przełącznik i wciągnął mnie do środka z kontrolowaną przemocą, która sprawiła, że poleciałam kilka kroków wgłąb mojego biura.

Zatrzasnął za nami drzwi.

Zatrzymałam się na środku pokoju, odwróciłam i spojrzałam na niego.

Ten węzeł w mojej klatce piersiowej rozszerzył się, paląc boleśnie szerzej przez klatkę piersiową i płuca, i właśnie tak blisko mojego serca. Hector stał przed drzwiami, a jego oczy były bardziej niż palące. Nie wiedziałam, co poza paleniem w nich było, ale cokolwiek to było, robiły to jego oczy.

„Czy zamierzałaś mi powiedzieć?” - zapytał niskim i wibrującym głosem, ale jego słowa zostały wypowiedziane doskonale wyraźnie.

„Nie” - odpowiedziałam, a jego oczy niebezpiecznie błysnęły - „Tak” - ciągnęłam szybko i był kolejny błysk - „Nie mogłam się zdecydować” - dokończyłam kulawo.

„Dlaczego?” - syknął.

„Dlaczego?” - zapytałam.

„Sadie…” - jego ton brzmiał ostrzegawczo.

Zdałam sobie sprawę, że drżę, trzęsę się głęboko, a moje dłonie powędrowały do policzków, jednocześnie pocierając i naciskając, przesuwając skórę w kierunku uszu.

Wtedy zdecydowałam, że już czas. Czas był tydzień temu, ale poddałam się, byłam słaba, chciałam spełnić marzenie. Teraz zdecydowanie nadszedł czas.

„Wiem, co robisz” - powiedziałam mu.

Bez wahania odparł - „Tak? Co ja robię?”

Opuściłam ręce i wyprostowałam ramiona - „Wiem, jak się czułeś tamtej nocy w gabinecie mojego ojca, kiedy odeszłam od ciebie. Byłeś zły. Nawet nie byłeś zły, byłeś wściekły. Kobieta nie robi tego mężczyźnie, a nie mężczyźnie takiemu jak ty, nie bez jakiegoś…” - przerwałam, po czym zacząłam ponownie -„Wiem, że byłeś zły i teraz mi odpłacasz.”

Przestałam mówić.

Zrobiłam to, ponieważ napięcie prądu elektrycznego przepływającego wokół nasiliło się tak gwałtownie, że gdybym spojrzał, na pewno zobaczyłbym białe, gorące iskry trzaskające po pokoju.

„Mężczyzna taki jak ja” - powiedział powoli.

Przełknęłam.

On kontynuował.

„Mężczyzna taki jak ja, który użyłby twojego ciała i nadużyłby twojego serca, by wymierzyć pieprzoną zemstę tylko dlatego, że odeszłaś, zostawiając mnie z twardym kutasem?”

Cóż, ponieważ to, co powiedział, brzmiało trochę głupio, z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że mogłam się mylić.

„Myślisz, że takim jestem człowiekiem?” - popchnął.

„Hector …”

To wtedy stracił kontrolę nad swoim gniewem i pokój został rozpalony.

„Odpowiedz mi, do cholery! Myślisz, że jestem tego rodzaju człowiekiem?” - warknął, podskoczyłam i cofnęłam się.

Szedł naprzód.

Ten węzeł w mojej klatce piersiowej rozciągnął się na brzuch i serce, płonąc przeze mnie, więc nie mogłam oddychać.

„Nie dotykaj mnie” - szepnęłam.

„Nie tknąłbym cię, Sadie. Nie tak.” - zatrzymał się tuż obok mnie i spojrzał na moją twarz. „Chciałbym wbić w ciebie trochę pieprzonego rozsądku, ale nie takim jestem mężczyzną.”

Na jego słowa mój żołądek ścisnął się. Dokuczliwie.

„Może się myliłam” - powiedziałam cicho.

Jego głowa przechyliła się na bok, a oczy znów błysnęły – „Może?”

Sięgnęłam do tyłu obiema rękami i złapałam włosy za kucyk, zaciskając w nim dłonie.

„Wszystko mi się miesza!” – płakałam - „Nie mam dużego doświadczenia …”

Przerwał mi - „Mamita, ostrzegam cię, ta wymówka się wyczerpuje, naprawdę cholernie szybko”.

Mój oddech przyspieszał gwałtownie; Opuściłam ręce i powiedziałam - „Nie rozumiesz”.

„Wyjaśnij mi to.”

„Nadal byś tego nie zrozumiał.”

„Wyjaśnij mi to!” - ryknął.

Potrząsnęłam głową, a raczej szarpnęłam nią z boku na bok.

Nie mogłam już dłużej znieść.

Ani sekundy dłużej.

Nie mogłam oddychać, bolał mnie brzuch, w głowie pulsowało, a ta rzecz w mojej klatce piersiowej groziła eksplozją.

Musiałam iść, wyjść stamtąd, odejść daleko, daleko.

Pobiegłam dookoła niego, dotarłam do drzwi i otworzyłam je, ale zrobiłam tylko jeden krok do korytarza, zanim jego palce owinęły się mocno wokół mojego ramienia i obrócił mną.

„Zabierz rękę!” - krzyknęłam.

„Nie skończyliśmy, kurwa.”

„Skończyliśmy!”

„Nie, kurwa, nie!” krzyknął.

Potem wszystko wyszło w upokarzającym, bolesnym wybuchu. Nie mogłam tego kontrolować, musiałam to usunąć; rozpalony węzeł zabiłby mnie, gdybym tego nie zrobiła.

Chronię cię!” – krzyknęłam - „Nie rozumiesz? Chronię cię!”

Zamrugał powoli, jego brwi uniosły się ze zdziwienia, ale kontynuowałam i zrobiłam to głośno, krzycząc z całych sił.

„Zasługujesz na coś lepszego ode mnie, Hectorze Chavez! Jesteś dobrym człowiekiem z dobrej rodziny, otoczonym dobrymi ludźmi. Mój ojciec był królem narkotyków, zabijał ludzi, taka jestem, stworzył mnie. A Ricky Balducci zgwałcił i pobił mnie, wiesz o tym, widziałeś to, nawet tam byłeś!” - krzyknęłam, tracąc kontrolę, oddech przyspieszył, oczy zapiekły łzami – „Widziałeś mnie! Powiedziałeś mi, że nigdy tego nie zapomnisz. Widziałeś mnie! Jesteś lepszy i wiem o tym. Zasługujesz na więcej. Myślisz, że nie, ale masz tatuaż na sobie, który przypomina ci o myśleniu głową, a nie ciałem. Nie chcę być kolejnym tatuażem, który zrobisz, kiedy pewnego dnia nauczysz się tej lekcji i zdasz sobie sprawę z tego, co zrobiłeś, że mogłeś mieć lepiej. Że mogłeś mieć więcej. Że mogłeś mieć kogoś dobrego, czystego i właściwego. Ktoś, kto będzie pasował do twego boku. Nie ktoś nikczemny, brzydki, tandetny i używany, którym nigdy, przenigdy nie powinieneś się był zadowalać!”

Przyciągnął mnie bliżej, mamrocząc „Mamita”. I zobaczyłam to w jego oczach, były tak ciepłe, że wypaliły dziurę prosto w moim sercu.

Z nadludzkim wysiłkiem wyszarpnęłam rękę z jego uścisku, obróciłam się i pobiegłam.

„Nie idź za mną” - krzyknęłam przez ramię, gdy zobaczyłam, jak wchodzi do holu. Zatrzymałam się i ponownie odwróciłam. „Nie!” - wrzasnęłam, a mój głos był tak przenikliwy, że przypominał fizyczną rzecz, drapiąc się w powietrze. Potem znów się odwróciłam i pobiegłam, ślepa, z pustką w umyśle, sercem bijące tak mocno, że myślałam, że wyskoczy mi z piersi.

Przepychałam się przez ludzi, czułam na sobie ręce, słyszałam wołania, krzyki, a nawet pomruki, ale przebiegłam przez to wszystko, prosto do lady. Otworzyłam szufladę i wyciągnęłam klucze do mojego mieszkania.

Ludzie stanęli mi na drodze, słyszałam ich głosy przemawiające do mnie pilnie, ale nic nie przeniknęło.

Uchyliłam się, wyminęłam i oderwałam ciało. Usłyszałam chrapliwy głos, mówiący: „Mam ją”, ale wybiegłam za drzwi w zimne nocne powietrze, uciekając.

Po przecznicy zgięłam się wpół, ściągnęłam buty i wrzuciłam je w ruch uliczny. Potem pobiegłam, jakby diabeł deptał mi po piętach, drugą przecznicę, potem trzecią, potem czwartą, na piątej byłam w swoim mieszkaniu. Otworzyłam drzwi zewnętrzne, wstukałam kod bezpieczeństwa, szarpnęłam drzwi wewnętrzne i wbiegłam do holu. Nie było mnie tam od czasu gwałtu i nie myślałam o tym. Pobiegłam prosto do schodów, z ręką u boku, oddech chrapał mi w gardle, w górę czterema kondygnacjami, a potem wyszłam na korytarz i do moich drzwi. Trzęsącymi się rękami próbowałam je odblokować. Zajęło mi to trzy próby, a potem znalazłam się w środku i zatrzymałam się, rozglądając się w ciemności, czując pustkę, przypominając sobie…

Moje paznokcie powędrowały do głowy i wpiłam je we włosy, poczułam je, bolesne i szorstkie, ciągnąc je po głowie, w dół z tyłu głowy, ściągając wstążkę.

Nie mogłam tam być.

Nie mogłam iść do Art.

Nie mogłam iść do Ralphiego i Buddy'ego.

Nie mogłam iść do Rockowych Lasek.

Nie mogłam iść do Hectora.

Nie mogłam nigdzie iść.

Nie było miejsca, do którego należałam.

Nigdzie nie jest bezpiecznie.

Poszłam do swojej sypialni i szybko wspomnienia nocy, kiedy Ricky włamał się dźgnęły mój mózg. Poszłam prosto do przesuwanych drzwi, które prowadziły na balkon. Wyszłam na zimno i zamknęłam za sobą drzwi. Potem przylgnęłam plecami do kamiennej ściany i osuwałam się w dół, moja koszula i spódnica zaczepiły się o kamień, po czym opadłam, aż moje pośladki uderzyły o beton. Podniosłam kolana i przyłożyłam do nich policzek, próbując znaleźć jedną z moich Sadie, która by mi pomogła.

Ale odeszły.

Nie na wakacje, bez koktajli, bez maseczek: moja Lodowa Księżniczka, Sadie z Charakterkiem, Udawaj Sadie zniknęły i inne. Już ich nie było. Nie było ich tam, żeby je wezwać.

To byłam tylko ja.

Tylko ja.

Zostałam tylko ja.

Owinęłam ramiona wokół nóg, zimne nocne powietrze wkradło się do moich kości, przyłożyłam policzek do kolan i siedziałam w ciemnej ciszy nocy.

Sama.

*****

Przesuwane szklane drzwi otworzyły się.

Słyszałam to i trzymałam policzek na kolanach, moja twarz była odwrócona, moje ciało było tak zimne, że drżałam. Jedna ręka ześlizgnęła się po dolnej części pleców, a druga pod kolanami.

Wykręciłam się, gdy ramiona mnie uniosły, odwróciłam się by walczyć i zatrzymałam się na to, co zobaczyłam.

Myślałam, że to będzie Hector.

Nie był.

To był Duke.

Zaniósł mnie do sypialni, postawił na nogi i odwrócił do przesuwanych drzwi, zatrzaskując je.

Potem w oszołomionej ciszy patrzyłam, jak podszedł do mnie, a kiedy jego ramiona obejmowały mnie, przyciągając mnie mocno do swojego dużego, ciepłego ciała, usłyszałam gwałtowny dźwięk dochodzący z zewnątrz mieszkania, jakby ktoś walił w drzwi.

Podskoczyłam i obróciłam głowę.

„Hector” - powiedział Duke nad moją głową - „On tam jest, chłopcy są z nim. Powstrzymują go, więc nie mam dużo czasu.”

Moje płuca ścisnęły się na jego słowa i chociaż ciepło jego ciała mnie ogrzewało, nadal drżałam.

„Znałem twoją mamę” – ciągnął - „Nie znałam jej dobrze, ale znałem. Byłem wtedy uczniem, zdobywałem tytuł mistrza, ale spędzałem czas w księgarni Ellen. Ellen była babcią Indy, która dała Indy księgarnię, kiedy umarła.”

Nie odpowiedziałam. Stałam w jego ramionach i starałam się zachować pustkę w umyśle, ale jego słowa docierały do mnie i nie zostało mi już nic, czym mogłabym walczyć, aby powstrzymać je przed wniknięciem do mojego mózgu.

„Uczyłem się tam, zaprzyjaźniłem się z Ellen. Katie, mama Indy, Lizzie i Kitty Sue przychodziły przez cały czas. Twój tata też.”

Wciągnęłam zszokowany oddech na to ogłoszenie i czekałam.

„Kochał twoją mamę, twój tata kochał. Myślał, że powiesiła księżyc. Widać to było za każdym razem, gdy na nią patrzył. Nie czułem się dobrze w stosunku do tego faceta, ale Ellen uważała, że jest wyjątkowy. Ostry jak szpikulec, wielkie serce powiedziała mi. Miała dobry instynkt. Wyczuwała różne rzeczy w ludziach. Nigdy nie dzieliła się zbytnio, ale powiedziała mi, że twój tata nie był szczęśliwy w domu. To nie było dla niego dobre miejsce. Więc spędzał cały czas z Lizzie.”

Mrugałam, szybko i niekontrolowanie, kiedy on dalej mówił.

„Rzeczy się zdarzają, życie to gówno, decyzje są podejmowane, ścieżki są wybierane. Twój tata wybrał złe ścieżki, ale podejrzewam, że wybrał je z dobrych powodów, uważając, że postępuje słusznie, chcąc dać tobie i Lizzie lepsze życie niż to, które on miał. Wiem o tym, Sadie, on kochał twoją mamę. A ona jego kochała. Wtedy był jej światem. Więc podejrzewam, że tym, co cię stworzyło, to była miłość. Kochali się, Sadie, i to cię stworzyło. Mogło się nie udać, mogło się zepsuć, ale tak się zaczęło, stąd pochodzisz i kim jesteś.”

Słyszałam własne oddechy uciekające z moich nozdrzy w ostrych wybuchach i kolejny gwałtowny dźwięk w korytarzu.

„Coś jeszcze, kochanie” - ciągnął szybko, ściszając głos - „Gdyby twoja mama była tutaj, widziała to, co ja widziałem w twojej galerii, słyszała, co mówisz, to wyrwałoby jej serce. Dziewczyno, to by ją zabiło, gdyby pomyślała, że tak o sobie myślisz. Złożyła dla ciebie najwyższą ofiarę, nie pozwól, żeby to było na nic. Chwyć życie i żyj nim pięknie, tak jak ona tego chciała.”

Przełknęłam szloch, ale przedarł się i teraz drżałam z innego powodu, łzy spływały mi po twarzy, przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej i owinęłam ramiona wokół jego talii.

„Kochanie, na zewnątrz jest człowiek, który prawdopodobnie zrobi coś, czego będzie żałował ludziom, których szanuje, jeśli nie wyjdziesz tam i nie zatrzymasz tego”.

Zaciągnęłam usta, ale robiąc to, bez namysłu i bez wahania, wyrwałam się z objęć Duke’a, przeszłam zmarzniętymi stopami przez sypialnię, salon, prosto do drzwi frontowych, które szarpnęłam.

Dziesięć stóp dalej zobaczyłam tył Gorącą Drużynę (i Texa). Lee, Hank, Mace, Vance, Luke (i Tex) byli tam wszyscy, ich ciała były po prostu przerażające, a powietrze w holu było gęste i wrogie.

Usłyszeli drzwi, odwrócili się i rozstąpili i zobaczyłam Eddiego i Hectora, Eddie tyłem do mnie, twarzą w twarz z Hektorem, Hector twarzą do mnie.

Eddie odwrócił się, oczy Hectora spoczęły na mnie i zaczęłam iść do przodu.

Hector ruszył naprzód.

Zaczęłam biec.

Pobiegłam prosto do niego, a jego ramiona zamknęły się wokół mnie.

Wepchnęłam twarz w jego klatkę piersiową, zebrałam w pięści materiał jego koszuli przy moich policzkach i płakałam mocno, trzęsąc się ramionami, niekontrolowanym szlochem.

Jego ramiona zacisnęły się mocniej i ogarnęło mnie ciepło jego ciała.

„Jestem idiotką” - powiedziałam w jego klatkę piersiową.

„Nie jesteś idiotką, mi cielo” - mruknął.

Potrząsnęłam głową, ale trzymałam jego koszulę w pięściach, więc moja twarz ocierała się o jego klatkę piersiową.

„Jestem idiotką” - powtórzyłam, krzycząc.

„Jesteś wrzodem na dupie, ale nie jesteś idiotką” - odpowiedział.

Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na niego. Niewiele widziałam, był rozmazany przez moje łzy.

„Mówiłam ci, że będziesz musiał dać mi trochę luzu!” - płakałam.

Spojrzał na mnie - „Przeprowadzasz się do Grecji?”

„Nie” - powiedziałam natychmiast.

Poczułam, jak napięcie opuszcza jego ciało, a potem jedna z jego dłoni przesunęła się w górę moich pleców, w górę mojej szyi, jego palce wślizgnęły się w moje włosy.

Opuścił głowę i dotknął moich ust.

„Dobrze” - powiedział przy moich ustach - „A teraz chodźmy do domu”.

 



[1] Bon-bon to małe czekoladowe wyroby cukiernicze. Zazwyczaj są wypełnione likierem lub innymi słodkimi składnikami i sprzedawane w owiniętej kolorową folią.

6 komentarzy:

  1. Wow, co za emocje! Dzięki za rozdział! Widać już światło w tunelu ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. O cholercia 🥺😭😭😭

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję! ❤ Co za karuzela emocji 😱 no nie spodziewałam się że tak to wyjdzie ale chyba dobrze się stało! 😍😍😍😍 Nareszcie Sadie zrozumiała, że to kim jest wybiera ona sama 😉

    OdpowiedzUsuń
  4. Też bym chciała siedzieć na górze złota i jeść batonika :) ale myśle że jako jedynej sadie uda się wyjechać i nabrać dystansu

    OdpowiedzUsuń