zaleca się czytać z paczką chusteczek
####
ROZDZIAŁ XX
Bon Bon[1]
Sadie
Art była pełna ludzi, ramię przy ramieniu.
Nigdy nie miałam tak wielkiej wystawy.
Jeszcze zanim mój ojciec został aresztowany
za handel narkotykami, połowa moich znajomych unikała moich wystaw (druga
połowa przychodziła tylko po to, żeby pić mojego szampana, patrzeć na mnie z
góry i czuć się lepsza), żadna nie była tak popularna. Moja artystka, Lisette
(która malowała niewiarygodne akwarele), była niesamowicie nakręcona.
Nie miałam serca powiedzieć jej, że
to nie potencjalni nabywcy, ale zawsze gotowa na imprezę ekipa Rockowych Lasek
/ Gorącej Drużyny, wraz z całą rodziną Hectora, tatą Indy, Tomem, Todem i
Steviem, Tex’em i Nancy oraz Duke’m i jego żoną Dolores. Przybył nawet klan
Zano, wujek Vito i Angela, Dom i Sissy, Ren i jakaś kobieta, której nie znałam.
Rzeczywiście, była tam każda Rockowa
Laska i ich indywidualny Facet z Gorącej Drużyny. Wszystkie dziewczyny
wyglądały olśniewająco, wszyscy mężczyźni wyglądali wspaniale, ubrani w garnitury
i koszule z rozpiętymi pod szyją kołnierzykami.
Prawdę mówiąc, Duke ubrał się tak,
jak przypuszczałam, że ubrałby się każdy Harley-motocyklista, nadal miał
bandanę na czole i skórzaną kamizelkę, ale jego czarny T-shirt miał długie
rękawy i nie miał napisów na piersi i przerzucił się na czarne dżinsy. Z
drugiej strony Tex nie wyglądał inaczej: miał na sobie dżinsy i flanelową
koszulę w kratę.
Nie wiedziałam nawet, że zostali
zaproszeni (bez wątpienia przez Ralphiego).
Ale musiałam przyznać, że byłam
szczęśliwa, że tam byli. Czułam się inaczej z nimi tu. Dobrze. Bezpiecznie.
Moje wystawy nie tylko nigdy nie były tak zatłoczone, ale nigdy nie były tak
przepełnione śmiechem.
„Mówiłam wam, że świnie w kocu będą
strzałem w dziesiątkę” - powiedziała Shirleen stojąc obok mnie, chwytając
(według moich obliczeń) swojego czwartego smakoszy „świnię w kocu” z
przechodzącej tacy i wkładając całość do ust.
Nie myliła się; świnie w kocu stały
się ucztą. Wydawało się, że wszyscy je kochają.
„Miałaś rację, Shirleen. Obiecuję, że
nie będę miała kolejnej wystawy bez świń w kocu” - zapewniłam ją, robiąc krzyż
na sercu i unosząc dwa palce, żeby mi uwierzyła.
„Cholerna racja” - odpowiedziała, a
jej brązowe oczy się uśmiechnęły, po czym jej wzrok przesunął się po pokoju i
kontynuowała - „Hector z pewnością dobrze sprząta”.
Spojrzałam na Hectora.
Nie myliła się.
Kiedy byłam gotowa tego ranka w jego
domu, podrzucił mnie do Art. Dzień był zajęty wieszaniem obrazów i
przeglądaniem wszystkiego po raz ostatni, mimo że nie musiałam. Byłam obsesyjnie
zorganizowana, nigdy nie zwlekałam, zawsze sprawdzałam i powtórnie sprawdzałam
każdy szczegół i byłam twórcą listy do odhaczenia. Całość była gotowa do użycia
bez czkawek z kilkudniowym wyprzedzeniem (jak zwykle). Nawet instalacja poszła
łatwiej niż zwykle, ponieważ Daisy, Roxie, Stella i Ava przyszły z pomocą.
Hector trzymał się z dala przez cały
dzień, nawet nie zadzwonił. Dziwnie było być z dala od niego tak długo. Odkąd
Ralphie wpuścił go do domku z piaskowca ponad tydzień temu, wydawało się, że
zawsze był w pobliżu lub przynajmniej nigdy nie był daleko.
Kiedy powiedziałam, że to dziwne,
miałam na myśli, że mi się to nie podobało.
W ogóle.
Lubiłam mieć go w pobliżu.
A to oznaczało, że mam poważne
kłopoty.
Kiedy skończyliśmy wieszanie i
wszystko było gotowe, Ralphie zabrał mnie do domu, żebyśmy mogli ubrać się na
otwarcie. Hector powiedział mi tego ranka, że spotka się ze mną w galerii.
Pojawił się ubrany w garnitur pół godziny po tym, jak uroczystość się zaczęła.
Jedno spojrzenie na niego i moje
serce stanęło.
Na początku myślałam, że jego
garnitur jest czarny. Ale po bliższym przyjrzeniu się zdałem sobie sprawę, że
był to bardzo ciemno szary. Miał też na sobie dopasowaną koszulę z
kołnierzykiem, która była o jeden cień jaśniejsza od garnituru i czarne kowbojskie
buty. Otóż to. Wydawało się to proste, ale na Hectorze było bardzo skuteczne.
Kiedyś w ciągu dnia przyciął włosy,
przyciął je w taki sposób, że teraz wyglądały seksownie, niechlujnie, były
długie i nadal wymagały natychmiastowego strzyżenia, ale na nim wyglądały
dobrze, bardzo dobrze, za o wiele dobrze.
Szczerze mówiąc, nigdy nie wyglądał
lepiej.
Jednak był bardzo daleko ode mnie i
przez ostatnie dwie godziny tak pozostawał. Kiedy przybył, podszedł do mnie i
pocałował mnie w czubek głowy, ale to wszystko.
Na początku to mnie zdziwiło.
Wciąż żyłam marzeniem, snem Hectora i
Sadie razem, szlifowaniem podłóg, robieniem pianek i posiadaniem mopsa, który biegał
po podwórku.
Jego trzymanie się z daleka sprawiło,
że pomyślałam, że zrobiłam coś złego.
Wróciłam do mojej designerskiej zbroi
(to był wernisaż sztuki i byłam właścicielem galerii, nie mogłam nosić flaneli,
jak Tex). Miałam na sobie obcisłą spódnicę w kolorze ecru z wycięciem na kolanach,
pokrytym opalizującymi koralikami. Mój top był elastyczny, ecru, jedwabny, z
długimi rękawami i spadający z ramion, ale bardzo dobrze dopasowany. Miałam
aksamitną wstążkę w kolorze ecru zawiązaną wokół szyi jako choker, satynowe sandałki
w kolorze ecru ze spiczastymi palcami i szpilkami, a włosy mocno odgarnięte z
twarzy i spięte kolejną aksamitną tasiemką na karku . To był zdecydowanie strój
Lodowej Księżniczki.
Wiedziałam, że Hectorowi nie podobała
się moja zbroja i pomyślałam, że to go wkurzyło.
Ale, chociaż trzymał się z daleka,
wiedziałam, że przez cały czas wiedział, gdzie jestem (nie pytaj mnie, jak, po
prostu wiedziałam). Czasami, kiedy moje oczy wędrowały do niego, widziałam, że
mnie obserwuje. Czasami jego twarz łagodniała. Ale innym razem wyglądał, jakby
próbował mnie rozgryźć (te czasy nie były moimi ulubionymi, nie chciałam być
rozgryziona, nie ma mowy).
Starałam się o tym nie myśleć i
zamiast tego wykonywałam swoją pracę, upewniając się, że szampan płynie, jest
pod dostatkiem tac z hors d'ouevres, a przede wszystkim krążę.
Około godziny po tym, jak przybył,
zrozumiałam, dlaczego trzymał się z daleka. Trzymał się z daleka, ponieważ
pracowałam, a on dawał mi przestrzeń.
I na tę myśl przestałam panikować, a
także przestałam tonąć w ciepłej, wygodnej wodzie, do której zabrała mnie
możliwość „Hectora i Sadie”, a zamiast tego wykonałam przewrót pod
powierzchnią.
Odwróciłam się od Hectora, który stał
teraz rozmawiając z Tomem i Hankiem, i spojrzałam na Shirleen.
„Hector jest najprzystojniejszym
mężczyzną, jakiego kiedykolwiek w życiu widziałam” - powiedziałam jej bez
ogródek i nawet nie obchodziło mnie, co o mnie myśli.
„Mm-hmmm” - zgodziła się Shirleen,
nie odrywając oczu od Hectora - „Nigdy nie podobało mi się, że bym była z
brązowym chłopcem, ale mając szansę, nie odmówiłabym Hectorowi Chavezowi. Nie
ma mowy.”
Kiedy to powiedziała, oderwała wzrok
od Hectora, spojrzała na mnie, a ja uśmiechnęłam się do niej. Uśmiechnęła się,
a potem jej oczy prześliznęły się po moim ramieniu i jej uśmiech zgasł.
„Gówno. Dziwka z towarzystwa na
trzeciej i zbliża się. Muszę iść” - szepnęła Shirleen, a potem, puf, zniknęła, wtapiając
się w tłum.
Oszołomiona jej szybkim znikaniem,
odwróciłam się i patrzyłam, jak Monica Henrique leci do mnie.
O nie.
Co ona tam robiła?
Nienawidziła mnie, odkąd cała sprawa
z Nanette się zawaliła!
I zdecydowanie nie było jej na liście
gości i nigdy nie było od czasu Incydentu z Daisy. I nie było mowy, żeby
Ralphie ją zaprosił, przyszła wcześniej, a Ralphie od razu ją znienawidził.
„Sadie!” - pisnęła, z fałszywym
uśmiechem na twarzy, wyciągając ręce prosto przed siebie, jakbyśmy byli
najlepszymi przyjaciółkami, zjednoczonymi po latach rozłąki.
Zanim zdążyłam uciec, złapała mnie za
przedramiona i przyciągnęła, by pocałować mnie w powietrze, najpierw jeden
policzek, potem drugi, a potem odchyliła się do tyłu, wciąż trzymając na mnie
ręce.
„O mój Boże!” - dalej piszczała
(głośno), nie odrywając oczu od mojego policzka – „Co ci się stało w twarz?”
Niech ktoś mi powie, że nie
powiedziała tego wprost.
Czułam, że ludzie odwracają się, by
na nas spojrzeć, a ja chciałam odciąć się i uciec. Oczywiście, że nie zrobiłam
tego. Moje plecy wyprostowały się, mój podbródek wysunął się i zignorowałam jej
niewiarygodnie niewrażliwe pytanie.
„Monica. Miło cię widzieć” -
powiedziałam głosem, który jasno dał do zrozumienia, że czułam coś przeciwnego.
Zignorowała mój ton i puściła moje
ramiona, ale tylko po to, by zbliżyć się do mojego boku i połączyć swoje ramię
z moim.
„Sadie, nie wiem, czy o tym wiesz” -
szepnęła konspiracyjnie – „Ale Daisy Sloan jest tutaj.” - I powiedziała imię
Daisy, jakby nie smakowało.
Moje ciało pozostało sztywne, ale
moja głowa powoli odwróciła się, żeby na nią spojrzeć.
„Wiem” – powiedziałam - „Daisy
została zaproszona” - Podkreśliłam
ostatnie słowo, aby wyrazić swoją opinię, ale przeleciało bezpośrednio nad
głową Moniki lub, co bardziej prawdopodobne, zignorowała je, ponieważ była
suką.
Na jej twarzy pojawił się wyraz,
jakby myślała o tym, a potem doszła do konkluzji i kontynuowała - „Cóż, jej mąż
jest dziany. Masz obrazy do sprzedania, teraz, gdy twoja sytuacja się… hmmm…
zmieniła.” - gapiłem się na nią, zszokowana jeszcze bardziej, że przypominała
mojego ojca, ale nie zauważyła tego i od razu zaczęła mówić - „Musimy zrobić
to, co musimy zrobić”.
Poczułam, jak ślina gromadzi się w
moich ustach.
Zamiast wypluć ją na nią (co naprawdę
chciałam zrobić), połknęłam to, bo właśnie wtedy wiedziałam, dlaczego tam jest.
Wiedziałam.
Była tam, żeby ucierać mi nos w
własnym nieszczęściu.
Widziałam! Totalna suka!
Mój umysł zaczął wirować, próbując znaleźć
coś (cokolwiek!), co pozwoli mi odejść bez wywoływania sceny i sprawi, że ona po
prostu obejdzie się bez wywoływania sceny, ponieważ rzeczywiście miałam obrazy
do sprzedania. Scena mogła utrudnić ten wysiłek. Zanim mogłam wymyślić plan,
jej wzrok przyciągnął coś i podniosła głowę.
„Czy ja go nie znam?” - zapytała, a
moja głowa zwróciła się w kierunku, w którym patrzyła. Widziałam Hectora, jego
przystojna twarz była ostrożnie pozbawiona wyrazu, ale jego oczy były na mnie i
mogłam zobaczyć, że nawet po drugiej stronie pokoju, że były czujne.
Odwróciłam się do Moniki i otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć, kiedy zmrużyła oczy, jakby patrzyła w słońce.
„Myślę, że pracuje dla mojej firmy
ogrodniczej. On jest jednym z tych… pracowników imigranckich czy kimkolwiek
innym. Co on tu robi?”
Moja głowa odskoczyła do tyłu, jakby
uderzyła mnie tuż przed tym, jak moje dłonie zacisnęły się w pięści. Niech ktoś
mi powie, że nie tylko insynuowała, że Hector O mój Boże Chavez był imigrantem
pracującym na podwórkach, który wbił się na wystawę sztuki. Szła dalej,
nieświadoma mojej napiętej postawy i tego, co musiało być śmiercionośną
atmosferą emanującą z każdego pora mojego ciała.
Nie odrywając oczu od Hectora,
powiedziała - „Boże, Sadie, on się na ciebie gapi. Nie wiem, jest zdecydowanie
przystojny, jeśli lubisz takie rzeczy, ale… ojej, idzie w naszą stronę!”
Szarpnęła mnie za ramię, jakby
chciała mnie odciągnąć, ale stałam w miejscu jak wryta. Odsunęłam się od niej i
zostałam tam, gdzie byłam, ale odwróciłam głowę, by zobaczyć, jak Hector idzie
ostatnie kilka kroków w moją stronę.
W chwili, gdy doszedł, przytuliłam
się. Położyłam jedną dłoń na jego brzuchu i oparłam się na palcach, żeby
pocałować jego opadłe usta.
„Cześć, kochanie” - powiedziałam
cicho i zobaczyłam coś ciepłego w jego oczach, ale zignorowałam to.
Gdzieś po drodze coś eksplodowało w
moim mózgu i nie byłam w stanie kontrolować własnych działań. To znaczy, że nie
martwiłam się wywołaniem sceny. Albo, powinnam powiedzieć, chciałam spowodować
scenę, która zakończy wszystkie sceny. Oparłam się o niego, aż jego ramię
przesunęło się wzdłuż mojej talii i odwróciłam się do Moniki.
„Hector,
to jest Monica Henrique. Monica, to jest Hector Chavez. Hector był kiedyś agentem DEA,
dlatego prawdopodobnie go rozpoznajesz, ponieważ był tajniakiem w operacji
mojego ojca przez ponad rok, zanim go obalił. Więc, oczywiście, często
przebywał w pobliżu. Teraz śpimy ze sobą i powiem ci, że jest niesamowity.”
Poczułam, jak ciało Hectora się
napina i zobaczyłam bladą twarz Moniki, ale kontynuowałam przemowę.
„Hector” - wyciągnęłam rękę do Moniki
- „Monica nigdy w życiu nie pracowała, nie spała z mężem od pięciu lat, ale
spała z wieloma facetami, którzy pracują dla jej ogrodnika. Dostaje też
zastrzyki z botoksu, tak dużo, że myślę, że wpłynęło to na jej mózg, ponieważ
myślała, że pracujesz dla jej firmy ogrodniczej. Zgaduję, pobożne życzenia?” -
zapytałam słodko Monikę.
Teraz usta Moniki się otworzyły.
„Sadie …” - usłyszałam, jak Hector
mówi cichym głosem obok mnie, ale to też zignorowałam i nie spuszczałam wzroku
z Moniki, nawet gdy widziałam ludzi zbliżających się ze wszystkich stron.
„I żeby wszystko wyjaśnić, nie
sprzedaję obrazów, bo muszę, jestem bogata, moja matka była bogata, matka mojej
matki była bogata, babka mojej matki była bogata. Moja rodzina odbiła się z wielkim
sukcesem w boomie złota i przez lata byliśmy grubymi rybami w Denver, zanim
wyczołgałaś się z podbrzusza jakiejkolwiek łuskowatej, gadziej królowej smoków,
która cię zrodziła. Nie muszę pracować. Sprzedaję obrazy, bo jestem w tym dobra.”
Jak przez mgłę, usłyszałam
westchnienie, które mogło być Daisy, ale nie miałam czasu, żeby spojrzeć, byłam
na fali i szłam dalej.
„A to rozcięcie na policzku mam, bo
miesiąc temu zostałam pobita i zgwałcona, wiesz o tym, wszyscy o tym wiedzą, a
ty po prostu jesteś wrzeszczącą suką, wyciągając to”.
Ręka Hectora zacisnęła się w mojej
talii i powtórzył - „Sadie …”
Wciąż go ignorowałam i narzekałam,
nawet gdy do naszej grupy podchodziło coraz więcej osób.
„Skończę z tym małym samorodkiem i,
Monica, chcę, żebyś dobrze posłuchała. Nie waż się włazić bez zaproszenia do
mojej galerii i nie szanować mnie, moich przyjaciół i mojego chłopaka. Zrób to
jeszcze raz, wyciągnę cię stąd za włosy. Rozumiesz?” - warknęłam.
Monica prychnęła raz, potem dwa razy,
po czym westchnęła - „Nie wierzę…”
Pochyliłam się i przerwałam jej - „Tak
czy nie?”
Zmrużyła oczy, wciągnęła powietrze i
(wierzcie lub nie!), syknęła - „Nigdy więcej nie sprzedasz kolejnego obrazu w
Denver!”
Jak nieoryginalne to było?
To był najgorsza odpowiedź w
historii!
„No cóż, myślę, że po prostu usiądę
na swoim wielkim stosie pieniędzy i zjem bon-bon” - odparłam od niechcenia, a
potem, szybko jak błyskawica, zmieniłam się w nie-zwyczajną-wcale, pochyliłam
się do niej i przycięłam - „Teraz wyjdź z mojej galerii”.
Zacisnęła usta, spojrzała na mnie
zmrużonymi oczami, przeniosła to spojrzenie na Hectora, a potem z powrotem na
mnie, a potem odwróciła się i wyszła.
W tym momencie zdałam sobie sprawę,
że ciężko oddycham. Widziałam ciemno szarą koszulę Hectora i spojrzałam w jego
czarne oczy.
„O co do cholery chodziło?” -
zapytał.
„Ona jest suką” - odpowiedziałam.
„Zrozumiałem to, mamita” - powiedział
i usłyszałam rozbawienie w jego głosie. I w tym momencie zdałam sobie sprawę,
że walczył z uśmiechem. I wiedziałam, że w tej konkretnej sytuacji nie było ani
jednej śmiesznej rzeczy. Zbliżyłam się do niego, gdy dotarło do mnie, że mamy
publiczność i prawdopodobnie mieliśmy ją przez jakiś czas.
„To nie jest zabawne” - szepnęłam do
Hectora, ignorując zgromadzonych wokół ludzi.
Jego ciało zaczęło trząść się ze
śmiechu – „Właśnie powiedziałaś jej, że usiądziesz na swoim wielkim stosie
pieniędzy i zjesz bon-bon. Sadie, poważnie, nie rozumiesz, że to zabawne?”
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć,
ale nie wydobyłam się z nich ani jednego dźwięku, gdy usłyszałam kobiecy głos -
„Sadie?”
Spojrzałam w bok i zobaczyłam cały
gang zebrany wokół: Rockowe Laski, Gorącą Drużynę, rodzinę i przyjaciół,
wszyscy najwyraźniej zrozumieli to, co było zabawne, ponieważ wszyscy się
uśmiechali. Ale były tam dwie nowe osoby, których nigdy wcześniej nie widziałam,
z wyjątkiem zdjęć. Mężczyzna i kobieta, oboje byli wysocy, szczupli,
ciemnowłosi i wiedziałam, że byli to rodzice Hanka, Lee i Ally, Nightingale.
„Sadie” - szepnęła kobieta, łzy
błyszczały jej w oczach, podeszła prosto do mnie i wzięła mnie w ramiona, by
mocno uściskać. Poczułam, jak jej głowa się odwraca i szepnęła mi do ucha -
„Mój Boże, kochanie, wyglądasz dokładnie jak Lizzie.”
O mój.
Wiedziałam, że to Kitty Sue,
najlepsza przyjaciółka mojej mamy.
Podczas gdy Kitty Sue przytulała
mnie, spojrzałam na mężczyznę obok niej. Uśmiechał się do mnie.
A to był Malcolm.
Zanim mogłam objąć to umysłem,
odsunęła się, a kiedy na nią spojrzałam, zobaczyłam, że trzyma się. Uśmiechała
się od ucha do ucha i łzy zniknęły.
„Tak dobrze cię widzieć” - powiedziała
mi i zwróciła się do męża - „Malc, czy ona nie wygląda zupełnie jak Lizzie?”
Pochylił się i pocałował mnie w
policzek.
Tak.
Pocałował mnie w policzek!
Nie widziałam go, odkąd skończyłam
trzy latka!
„Skóra zdarta” - powiedział, kiedy
się odsunął.
Zastanawiałam się, co powinnam zrobić
w tej sytuacji (znowu książki z etykietą nie obejmują tego tematu), ale nie
musiałam się długo zastanawiać, bo Kitty Sue przejęła kontrolę.
„Mam nadzieję, że nie masz nic
przeciwko, wbiliśmy się na twoją imprezę. Ale nie mogłam się doczekać, kiedy
cię zobaczę. Malc i ja wróciliśmy z Hawajów zeszłej nocy. Chciałam zadzwonić,
ale byliśmy całkowicie rozbici. Zmęczenie spowodowane różnicą czasu. Poważne.
Zwariowane. Czy kiedykolwiek byłeś rozbita?” - zapytała, ale nie czekała na
odpowiedź – „W każdym razie ty i ja mamy wiele do omówienia. Słyszałam, że Tom
pokazał ci kilka zdjęć, ale mam więcej…” - trąbiła, trzymając dłoń na moim
ramieniu, czule ściskając palce.
Gapiłam się na nią z rozchylonymi
ustami, oszołomiona, milcząca (nie żebym mogła powiedzieć słowo), kiedy jej
przerwano i ktoś nowy zawołał moje imię.
Opuściła rękę, spojrzała mi przez
ramię, ja też.
Stał tam Aaron Lockhart, oparty na
lasce, z wątrobianą, przeważnie łysą głową lśniącą w światłach galerii.
Do jasnej cholery!
„Moja droga” - powiedział Aaron, a
potem nadeszła jego kolej, aby pochylić się (lub podnieść się, ponieważ Aaron
był trochę przygarbiony) i pocałować mnie w policzek.
O co chodzi?
Aaron był zawsze zapraszany, ale
nigdy nie przychodził (jego żona nie lubiła zbytnio spędzać czasu z ludźmi).
„Aaron, jak się masz?” - zapytałam, zawsze
gospodyni, wzięłam go za rękę i ścisnęłam przed upuszczeniem.
„W biegu” – odpowiedział - „Berta
jedzie samochodem z pięcioma psami” - powiedział mi, po czym spojrzał na
Hectora i z jakiegoś powodu powiedział - „Szpice. Pięć szpiców miniaturowych.
Jeden to za dużo, pięć to definicja piekła. Powiedziałam jej, że wpisałem
naszego syna na beneficjenta ubezpieczenia na życie, ale nadal myślę, że próbuje
mnie zabić.”
Dookoła rozległy się chichoty, ale
znowu nie znalazłam nic zabawnego. To dlatego, że miałam złe przeczucia co do
jego wizyty i naszej publiczności.
„Aaron, czy musimy gdzieś iść i
porozmawiać?” - zapytałam.
„Nie, Sadie. To będzie szybkie. Wpadłem
tylko, żeby przekazać ci dobrą wiadomość, że masz szczęście. Rodzina pani
Burnsley przenosi ją do mieszkania z opieką pod koniec miesiąca, więc
mieszkanie w Londynie będzie dostępne. Zbliża się okres poza sezonem, więc
obiekt na Krecie będzie wolny za kilka tygodni i tak pozostanie do połowy
lutego. Firma rezerwacyjna ma mnóstwo czasu na przenoszenie ludzi przed
przyszłym rokiem, więc możesz wybrać się w dowolne miejsce.”
Moje ciało zesztywniało i usłyszałam,
jak cichnie chichot.
„Jedziesz na wakacje, Sadie?” - Ralphie
zmaterializował się w pobliżu, a jego głos brzmiał na zdezorientowany.
Spojrzałam na niego i otworzyłam
usta, żeby coś powiedzieć, ale przeklęty i przeklęty Aaron był szybszy.
„Nie wakacje. Przeprowadzka.” -
odpowiedział Aaron, usłyszałam westchnienia, ale co gorsza, poczułem gwałtowny
prąd elektryczny biczujący dookoła mnie i wiedziałam, co to znaczy. Aaron, w
jakiś sposób nieświadomy prądu (i westchnień), ciągnął dalej - „To prowadzi
mnie do moich następnych przedmiotów. Podatki, ubezpieczenie zdrowotne, wizy
pobytowe. Zajmuję się nimi i otrzymam informacje do końca tygodnia. Radzę zamieszkać
na Krecie, lepsza pogoda, a w Londynie bardziej drogo, byłoby ci trudno przy
stałym dochodzie, nawet twoim. Kurs wymiany to pewna śmierć. Muszę też dostać
się do twojego magazynu, żeby licytatorzy mogli obejrzeć twoje rzeczy i podać
ci wycenę ich sprzedaży.”
„Wyprowadzasz się?” - Ralphie wtrącił
się i spojrzałam na niego.
Był blady i poczułam, że ta twarda,
gorąca rzecz znów zaczyna formować się w mojej piersi.
„Przeprowadzka” - odpowiedział Aaron
(znowu!).
„Nie możesz… nie rozumiem …” - wyjąkał
Ralphie.
„Ralphie, porozmawiamy o tym później”
- powiedziałam cicho, starając się zignorować to, co w mojej piersi i prąd w
powietrzu.
„Ralphie? Czy to Ralph Mankowicz? ” -
zapytał Aaron.
„Aaron, proszę, może pójdziemy…” - spróbowałam
kontroli uszkodzeń.
„Tak, jestem Ralph Mankowicz” -
odpowiedział Ralphie, ignorując mój wysiłek w zakresie kontroli uszkodzeń.
„Mam dla ciebie dokumenty do
podpisania, synu” - odparł Aaron - „Jest w samochodzie, po prostu…”
„Nie!” - wtrąciłam się - „Aaron,
możemy…” - zaczęłam ponownie, ale Ralphie mi przerwał.
„Dokumenty?”
„Tak, do przepisania galerii” -
odpowiedział zawsze pouczający Aaron.
Powietrze w pokoju było teraz
ciężkie, napięte i elektryzujące i wiedziałam, że wszyscy patrzyli, słuchali i
nie lubili tego, co usłyszeli.
Dlaczego, jeszcze raz zapytam,
wszystko w moim życiu było takie… cholernie… trudne?
„Przepisania galerii?” - powtórzył
Ralphie.
„Tak, do ciebie i pana Leona Simmonsa”
- powiedział mu Aaron i jego spojrzenie powędrowało do mnie, ciężkie, żylaste,
białe brwi uniesione w pytaniu - „Czyż nie tak?”
Nie odpowiedziałam Aaronowi, ponieważ
Ralphie patrzył na mnie, jego oczy były szeroko otwarte, na jego twarzy
widniało zmieszanie, tuż obok czegoś, co wyglądało bardzo jak zranienie.
Moje serce ścisnęło się.
„Ralphie, porozmawiamy o tym później”
- spróbowałam ponownie cichym głosem.
„Później? Chcesz o tym porozmawiać
później? Przeprowadzasz się i przepisujesz galerię dla Buddy’ego i mnie i
chcesz o tym porozmawiać później? O co w tym wszystkim chodzi?” - Ralphie nie
miał ochoty pozwolić mi spróbować, miał ochotę być dramatyczny (jak zwykle) i
zły (nie jak zwykle).
„Chodźmy gdzie indziej …” - spróbowałam
jeszcze raz.
„Nie. Chcę wiedzieć, w tej chwili, o
co w tym wszystkim chodzi” - odpowiedział Ralphie, krzyżując ramiona na piersi.
Wtedy przełknęłam, żeby mieć już za
sobą, i powiedziałam mu w pośpiechu - „Daję tobie i Buddy’emu galerię, jako
podziękowanie za wszystko, co dla mnie zrobiłeś.”
Gapił się na mnie z szokiem. Potem
patrzyłam, jak jego oczy stwardniały.
Myślałam, że będzie zadowolony.
Absolutnie nie był.
„Żartujesz” - szepnął.
„Nie, chcę, żebyś wiedział, jak
bardzo cenię wszystko… to wszystko… po prostu wszystko.”
„Możesz to zrobić, nie
przeprowadzając się do pieprzonej Grecji” - warknął.
Zamrugałam.
„Co?” - zapytałam.
„Nie chcę twojej pieprzonej galerii.
Chcę ciebie, a nie e-maili z twojego nowego życia na Morzu Śródziemnym. Chcę
cię tu. Blisko. Gdzie możemy pić cytrynowe krople i oglądać Veronicę Mars.”
Nie mogłam wymyślić, co powiedzieć.
Byłam pewna, że z przyjemnością będzie właścicielem galerii. Był dobry w tym,
co robił. Najlepszym. Byłby swoim własnym szefem. Zarobiłby dużo więcej
pieniędzy.
Nie może tego zrozumieć.
„Ralphie, nie jestem pewna, czy
rozumiesz. Nie jestem tylko właścicielem galerii, jestem właścicielem budynku. Ty i Buddy dostaniecie to
wszystko. To LoDo, najlepsza nieruchomość” - poinformowałam go.
Wtedy Ralphie pochylił się i krzyknął
- „Pieprzyć budynek!”
Skrzywiłam się.
Najwyraźniej to rozumiał.
Po prostu tego nie chciał.
„Ralphie, proszę, uspokój się” -
szepnęłam.
„Nie będę cicho. Nie mogę uwierzyć,
że przeprowadzasz się do Grecji. To… to szaleństwo.”
Teraz poczekaj chwilę!
„To nie jest szaleństwo” - odpaliłam.
„To jest! Kto przeprowadza się do
Grecji? Czy znasz jedną duszę, która przeniosła się do Grecji?” - nie dał mi
szansy odpowiedzieć, zanim kontynuował - „Nie? Ja też nie. Nikt nie przenosi
się do Grecji. Idzie tam. Tak. Uprawia seks. Zdecydowanie. Pije ouzo. Dużo.
Dostaje oparzenia słoneczne. Oczywiście! Ale się tam nie przeprowadza!” - wciąż
krzyczał - „I dając mi budynek? Budynek! Jesteś szalona?"
Poważnie, to działało mi na nerwy!
Dlaczego nikt nie pozwoliłby mi być
miłym?
„Tak wiele ci zawdzięczam, musiałam
coś zrobić!” - krzyknęłam w odpowiedzi.
Ralphie wyrzucił ręce w górę – „Zwariowałaś”
– krzyknął - „To właśnie robią przyjaciele! Nie ma „winnych”. Któregoś dnia
moja ukochana mama umrze albo dostanę zadziorek i będziesz tu dla mnie. W ten
sposób oddajesz. Nie rozdajesz hojnych świątecznych bonusów, drogich prezentów
urodzinowych i budynków, do cholery!”
O mój Boże!
„Myślałam, że spodobały ci się moje
prezenty urodzinowe!” - krzyknęłam.
„Lubiłem, ale tylko wtedy, gdy są
dane z serca, a nie po to, by kupić moją przyjaźń” - odparł.
Czułam się, jakby uderzył mnie prosto
w twarz.
Wzdrygnęłam się i cofnęłam o krok.
Ten krok wprowadził mnie na coś solidnego, oddychałam ciężko, serce waliło mi w
gardle, gorący węzeł płonął w piersi, odwróciłam się i spojrzałam w górę, by
zobaczyć Hectora.
O mój.
Mięsień podskakiwał mu na policzku,
twarz miał kamienną, ale jego oczy były skierowane na Ralphiego.
„Skończyłeś?” – syknął do Ralphiego.
„Nie” - warknął Ralphie.
„Na razie skończyłeś” - odparł Hector
i bez wahania pochylił się, wziął mnie za rękę i przeciągnął przez naszą
oszołomioną publiczność, przez resztę tłumu, w dół korytarza do mojego biura.
Otworzył drzwi, nacisnął przełącznik i wciągnął mnie do środka z kontrolowaną
przemocą, która sprawiła, że poleciałam kilka kroków wgłąb mojego biura.
Zatrzasnął za nami drzwi.
Zatrzymałam się na środku pokoju,
odwróciłam i spojrzałam na niego.
Ten węzeł w mojej klatce piersiowej
rozszerzył się, paląc boleśnie szerzej przez klatkę piersiową i płuca, i
właśnie tak blisko mojego serca. Hector stał przed drzwiami, a jego oczy były bardziej
niż palące. Nie wiedziałam, co poza paleniem w nich było, ale cokolwiek to
było, robiły to jego oczy.
„Czy zamierzałaś mi powiedzieć?” -
zapytał niskim i wibrującym głosem, ale jego słowa zostały wypowiedziane
doskonale wyraźnie.
„Nie” - odpowiedziałam, a jego oczy
niebezpiecznie błysnęły - „Tak” - ciągnęłam szybko i był kolejny błysk - „Nie
mogłam się zdecydować” - dokończyłam kulawo.
„Dlaczego?” - syknął.
„Dlaczego?” - zapytałam.
„Sadie…” - jego ton brzmiał
ostrzegawczo.
Zdałam sobie sprawę, że drżę, trzęsę
się głęboko, a moje dłonie powędrowały do policzków, jednocześnie pocierając i
naciskając, przesuwając skórę w kierunku uszu.
Wtedy zdecydowałam, że już czas. Czas
był tydzień temu, ale poddałam się, byłam słaba, chciałam spełnić marzenie. Teraz
zdecydowanie nadszedł czas.
„Wiem, co robisz” - powiedziałam mu.
Bez wahania odparł - „Tak? Co ja
robię?”
Opuściłam ręce i wyprostowałam
ramiona - „Wiem, jak się czułeś tamtej nocy w gabinecie mojego ojca, kiedy odeszłam
od ciebie. Byłeś zły. Nawet nie byłeś zły, byłeś wściekły. Kobieta nie robi
tego mężczyźnie, a nie mężczyźnie takiemu jak ty, nie bez jakiegoś…” - przerwałam,
po czym zacząłam ponownie -„Wiem, że byłeś zły i teraz mi odpłacasz.”
Przestałam mówić.
Zrobiłam to, ponieważ napięcie prądu
elektrycznego przepływającego wokół nasiliło się tak gwałtownie, że gdybym
spojrzał, na pewno zobaczyłbym białe, gorące iskry trzaskające po pokoju.
„Mężczyzna taki jak ja” - powiedział
powoli.
Przełknęłam.
On kontynuował.
„Mężczyzna taki jak ja, który użyłby
twojego ciała i nadużyłby twojego serca, by wymierzyć pieprzoną zemstę tylko
dlatego, że odeszłaś, zostawiając mnie z twardym kutasem?”
Cóż, ponieważ to, co powiedział,
brzmiało trochę głupio, z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że mogłam się mylić.
„Myślisz, że takim jestem
człowiekiem?” - popchnął.
„Hector …”
To wtedy stracił kontrolę nad swoim
gniewem i pokój został rozpalony.
„Odpowiedz mi, do cholery! Myślisz,
że jestem tego rodzaju człowiekiem?” - warknął, podskoczyłam i cofnęłam się.
Szedł naprzód.
Ten węzeł w mojej klatce piersiowej
rozciągnął się na brzuch i serce, płonąc przeze mnie, więc nie mogłam oddychać.
„Nie dotykaj mnie” - szepnęłam.
„Nie tknąłbym cię, Sadie. Nie tak.” -
zatrzymał się tuż obok mnie i spojrzał na moją twarz. „Chciałbym wbić w ciebie
trochę pieprzonego rozsądku, ale nie takim jestem mężczyzną.”
Na jego słowa mój żołądek ścisnął
się. Dokuczliwie.
„Może się myliłam” - powiedziałam
cicho.
Jego głowa przechyliła się na bok, a
oczy znów błysnęły – „Może?”
Sięgnęłam do tyłu obiema rękami i
złapałam włosy za kucyk, zaciskając w nim dłonie.
„Wszystko mi się miesza!” – płakałam
- „Nie mam dużego doświadczenia …”
Przerwał mi - „Mamita, ostrzegam cię,
ta wymówka się wyczerpuje, naprawdę cholernie szybko”.
Mój oddech przyspieszał gwałtownie;
Opuściłam ręce i powiedziałam - „Nie rozumiesz”.
„Wyjaśnij mi to.”
„Nadal byś tego nie zrozumiał.”
„Wyjaśnij mi to!” - ryknął.
Potrząsnęłam głową, a raczej szarpnęłam
nią z boku na bok.
Nie mogłam już dłużej znieść.
Ani sekundy dłużej.
Nie mogłam oddychać, bolał mnie
brzuch, w głowie pulsowało, a ta rzecz w mojej klatce piersiowej groziła
eksplozją.
Musiałam iść, wyjść stamtąd, odejść
daleko, daleko.
Pobiegłam dookoła niego, dotarłam do
drzwi i otworzyłam je, ale zrobiłam tylko jeden krok do korytarza, zanim jego
palce owinęły się mocno wokół mojego ramienia i obrócił mną.
„Zabierz rękę!” - krzyknęłam.
„Nie skończyliśmy, kurwa.”
„Skończyliśmy!”
„Nie, kurwa, nie!” krzyknął.
Potem wszystko wyszło w
upokarzającym, bolesnym wybuchu. Nie mogłam tego kontrolować, musiałam to
usunąć; rozpalony węzeł zabiłby mnie, gdybym tego nie zrobiła.
„Chronię
cię!” – krzyknęłam - „Nie rozumiesz? Chronię
cię!”
Zamrugał powoli, jego brwi uniosły
się ze zdziwienia, ale kontynuowałam i zrobiłam to głośno, krzycząc z całych
sił.
„Zasługujesz na coś lepszego ode
mnie, Hectorze Chavez! Jesteś dobrym człowiekiem z dobrej rodziny, otoczonym
dobrymi ludźmi. Mój ojciec był królem narkotyków, zabijał ludzi, taka jestem, stworzył mnie. A Ricky Balducci zgwałcił
i pobił mnie, wiesz o tym, widziałeś to, nawet tam byłeś!” - krzyknęłam, tracąc
kontrolę, oddech przyspieszył, oczy zapiekły łzami – „Widziałeś mnie!
Powiedziałeś mi, że nigdy tego nie zapomnisz. Widziałeś mnie! Jesteś lepszy i
wiem o tym. Zasługujesz na więcej. Myślisz, że nie, ale masz tatuaż na sobie,
który przypomina ci o myśleniu głową, a nie ciałem. Nie chcę być kolejnym
tatuażem, który zrobisz, kiedy pewnego dnia nauczysz się tej lekcji i zdasz
sobie sprawę z tego, co zrobiłeś, że mogłeś mieć lepiej. Że mogłeś mieć więcej.
Że mogłeś mieć kogoś dobrego, czystego i właściwego. Ktoś, kto będzie pasował
do twego boku. Nie ktoś nikczemny, brzydki, tandetny i używany, którym nigdy,
przenigdy nie powinieneś się był zadowalać!”
Przyciągnął mnie bliżej, mamrocząc
„Mamita”. I zobaczyłam to w jego oczach, były tak ciepłe, że wypaliły dziurę
prosto w moim sercu.
Z nadludzkim wysiłkiem wyszarpnęłam
rękę z jego uścisku, obróciłam się i pobiegłam.
„Nie idź za mną” - krzyknęłam przez
ramię, gdy zobaczyłam, jak wchodzi do holu. Zatrzymałam się i ponownie odwróciłam.
„Nie!” - wrzasnęłam, a mój głos był tak przenikliwy, że przypominał fizyczną
rzecz, drapiąc się w powietrze. Potem znów się odwróciłam i pobiegłam, ślepa, z
pustką w umyśle, sercem bijące tak mocno, że myślałam, że wyskoczy mi z piersi.
Przepychałam się przez ludzi, czułam
na sobie ręce, słyszałam wołania, krzyki, a nawet pomruki, ale przebiegłam
przez to wszystko, prosto do lady. Otworzyłam szufladę i wyciągnęłam klucze do
mojego mieszkania.
Ludzie stanęli mi na drodze, słyszałam
ich głosy przemawiające do mnie pilnie, ale nic nie przeniknęło.
Uchyliłam się, wyminęłam i oderwałam
ciało. Usłyszałam chrapliwy głos, mówiący: „Mam ją”, ale wybiegłam za drzwi w
zimne nocne powietrze, uciekając.
Po przecznicy zgięłam się wpół,
ściągnęłam buty i wrzuciłam je w ruch uliczny. Potem pobiegłam, jakby diabeł
deptał mi po piętach, drugą przecznicę, potem trzecią, potem czwartą, na piątej
byłam w swoim mieszkaniu. Otworzyłam drzwi zewnętrzne, wstukałam kod
bezpieczeństwa, szarpnęłam drzwi wewnętrzne i wbiegłam do holu. Nie było mnie
tam od czasu gwałtu i nie myślałam o tym. Pobiegłam prosto do schodów, z ręką u
boku, oddech chrapał mi w gardle, w górę czterema kondygnacjami, a potem wyszłam
na korytarz i do moich drzwi. Trzęsącymi się rękami próbowałam je odblokować.
Zajęło mi to trzy próby, a potem znalazłam się w środku i zatrzymałam się,
rozglądając się w ciemności, czując pustkę, przypominając sobie…
Moje paznokcie powędrowały do głowy i
wpiłam je we włosy, poczułam je, bolesne i szorstkie, ciągnąc je po głowie, w
dół z tyłu głowy, ściągając wstążkę.
Nie mogłam tam być.
Nie mogłam iść do Art.
Nie mogłam iść do Ralphiego i
Buddy'ego.
Nie mogłam iść do Rockowych Lasek.
Nie mogłam iść do Hectora.
Nie mogłam nigdzie iść.
Nie było miejsca, do którego należałam.
Nigdzie nie jest bezpiecznie.
Poszłam do swojej sypialni i szybko
wspomnienia nocy, kiedy Ricky włamał się dźgnęły mój mózg. Poszłam prosto do
przesuwanych drzwi, które prowadziły na balkon. Wyszłam na zimno i zamknęłam za
sobą drzwi. Potem przylgnęłam plecami do kamiennej ściany i osuwałam się w dół,
moja koszula i spódnica zaczepiły się o kamień, po czym opadłam, aż moje pośladki
uderzyły o beton. Podniosłam kolana i przyłożyłam do nich policzek, próbując
znaleźć jedną z moich Sadie, która by mi pomogła.
Ale odeszły.
Nie na wakacje, bez koktajli, bez
maseczek: moja Lodowa Księżniczka, Sadie z Charakterkiem, Udawaj Sadie zniknęły
i inne. Już ich nie było. Nie było ich tam, żeby je wezwać.
To byłam tylko ja.
Tylko ja.
Zostałam tylko ja.
Owinęłam ramiona wokół nóg, zimne
nocne powietrze wkradło się do moich kości, przyłożyłam policzek do kolan i
siedziałam w ciemnej ciszy nocy.
Sama.
*****
Przesuwane szklane drzwi otworzyły
się.
Słyszałam to i trzymałam policzek na
kolanach, moja twarz była odwrócona, moje ciało było tak zimne, że drżałam. Jedna
ręka ześlizgnęła się po dolnej części pleców, a druga pod kolanami.
Wykręciłam się, gdy ramiona mnie
uniosły, odwróciłam się by walczyć i zatrzymałam się na to, co zobaczyłam.
Myślałam, że to będzie Hector.
Nie był.
To był Duke.
Zaniósł mnie do sypialni, postawił na
nogi i odwrócił do przesuwanych drzwi, zatrzaskując je.
Potem w oszołomionej ciszy patrzyłam,
jak podszedł do mnie, a kiedy jego ramiona obejmowały mnie, przyciągając mnie
mocno do swojego dużego, ciepłego ciała, usłyszałam gwałtowny dźwięk dochodzący
z zewnątrz mieszkania, jakby ktoś walił w drzwi.
Podskoczyłam i obróciłam głowę.
„Hector” - powiedział Duke nad moją
głową - „On tam jest, chłopcy są z nim. Powstrzymują go, więc nie mam dużo
czasu.”
Moje płuca ścisnęły się na jego słowa
i chociaż ciepło jego ciała mnie ogrzewało, nadal drżałam.
„Znałem twoją mamę” – ciągnął - „Nie
znałam jej dobrze, ale znałem. Byłem wtedy uczniem, zdobywałem tytuł mistrza,
ale spędzałem czas w księgarni Ellen. Ellen była babcią Indy, która dała Indy
księgarnię, kiedy umarła.”
Nie odpowiedziałam. Stałam w jego
ramionach i starałam się zachować pustkę w umyśle, ale jego słowa docierały do
mnie i nie zostało mi już nic, czym mogłabym walczyć, aby powstrzymać je przed
wniknięciem do mojego mózgu.
„Uczyłem się tam, zaprzyjaźniłem się
z Ellen. Katie, mama Indy, Lizzie i Kitty Sue przychodziły przez cały czas.
Twój tata też.”
Wciągnęłam zszokowany oddech na to
ogłoszenie i czekałam.
„Kochał twoją mamę, twój tata kochał.
Myślał, że powiesiła księżyc. Widać to było za każdym razem, gdy na nią
patrzył. Nie czułem się dobrze w stosunku do tego faceta, ale Ellen uważała, że
jest wyjątkowy. Ostry jak szpikulec,
wielkie serce powiedziała mi. Miała dobry instynkt. Wyczuwała różne rzeczy
w ludziach. Nigdy nie dzieliła się zbytnio, ale powiedziała mi, że twój tata
nie był szczęśliwy w domu. To nie było dla niego dobre miejsce. Więc spędzał
cały czas z Lizzie.”
Mrugałam, szybko i niekontrolowanie,
kiedy on dalej mówił.
„Rzeczy się zdarzają, życie to gówno,
decyzje są podejmowane, ścieżki są wybierane. Twój tata wybrał złe ścieżki, ale
podejrzewam, że wybrał je z dobrych powodów, uważając, że postępuje słusznie,
chcąc dać tobie i Lizzie lepsze życie niż to, które on miał. Wiem o tym, Sadie,
on kochał twoją mamę. A ona jego kochała. Wtedy był jej światem. Więc
podejrzewam, że tym, co cię stworzyło, to była miłość. Kochali się, Sadie, i to
cię stworzyło. Mogło się nie udać, mogło się zepsuć, ale tak się zaczęło, stąd
pochodzisz i kim jesteś.”
Słyszałam własne oddechy uciekające z
moich nozdrzy w ostrych wybuchach i kolejny gwałtowny dźwięk w korytarzu.
„Coś jeszcze, kochanie” - ciągnął
szybko, ściszając głos - „Gdyby twoja mama była tutaj, widziała to, co ja
widziałem w twojej galerii, słyszała, co mówisz, to wyrwałoby jej serce.
Dziewczyno, to by ją zabiło, gdyby pomyślała, że tak o sobie myślisz. Złożyła
dla ciebie najwyższą ofiarę, nie pozwól, żeby to było na nic. Chwyć życie i żyj
nim pięknie, tak jak ona tego chciała.”
Przełknęłam szloch, ale przedarł się
i teraz drżałam z innego powodu, łzy spływały mi po twarzy, przycisnęłam
policzek do jego klatki piersiowej i owinęłam ramiona wokół jego talii.
„Kochanie, na zewnątrz jest człowiek,
który prawdopodobnie zrobi coś, czego będzie żałował ludziom, których szanuje,
jeśli nie wyjdziesz tam i nie zatrzymasz tego”.
Zaciągnęłam usta, ale robiąc to, bez
namysłu i bez wahania, wyrwałam się z objęć Duke’a, przeszłam zmarzniętymi
stopami przez sypialnię, salon, prosto do drzwi frontowych, które szarpnęłam.
Dziesięć stóp dalej zobaczyłam tył Gorącą
Drużynę (i Texa). Lee, Hank, Mace, Vance, Luke (i Tex) byli tam wszyscy, ich
ciała były po prostu przerażające, a powietrze w holu było gęste i wrogie.
Usłyszeli drzwi, odwrócili się i
rozstąpili i zobaczyłam Eddiego i Hectora, Eddie tyłem do mnie, twarzą w twarz
z Hektorem, Hector twarzą do mnie.
Eddie odwrócił się, oczy Hectora
spoczęły na mnie i zaczęłam iść do przodu.
Hector ruszył naprzód.
Zaczęłam biec.
Pobiegłam prosto do niego, a jego
ramiona zamknęły się wokół mnie.
Wepchnęłam twarz w jego klatkę
piersiową, zebrałam w pięści materiał jego koszuli przy moich policzkach i
płakałam mocno, trzęsąc się ramionami, niekontrolowanym szlochem.
Jego ramiona zacisnęły się mocniej i
ogarnęło mnie ciepło jego ciała.
„Jestem idiotką” - powiedziałam w
jego klatkę piersiową.
„Nie jesteś idiotką, mi cielo” -
mruknął.
Potrząsnęłam głową, ale trzymałam
jego koszulę w pięściach, więc moja twarz ocierała się o jego klatkę piersiową.
„Jestem idiotką” - powtórzyłam,
krzycząc.
„Jesteś wrzodem na dupie, ale nie
jesteś idiotką” - odpowiedział.
Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam
na niego. Niewiele widziałam, był rozmazany przez moje łzy.
„Mówiłam ci, że będziesz musiał dać
mi trochę luzu!” - płakałam.
Spojrzał na mnie - „Przeprowadzasz
się do Grecji?”
„Nie” - powiedziałam natychmiast.
Poczułam, jak napięcie opuszcza jego
ciało, a potem jedna z jego dłoni przesunęła się w górę moich pleców, w górę
mojej szyi, jego palce wślizgnęły się w moje włosy.
Opuścił głowę i dotknął moich ust.
„Dobrze” - powiedział przy moich
ustach - „A teraz chodźmy do domu”.
[1] Bon-bon
to małe czekoladowe wyroby cukiernicze. Zazwyczaj są wypełnione likierem lub
innymi słodkimi składnikami i sprzedawane w owiniętej kolorową folią.
Wow, co za emocje! Dzięki za rozdział! Widać już światło w tunelu ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńO cholercia 🥺😭😭😭
OdpowiedzUsuńDziękuję ❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję! ❤ Co za karuzela emocji 😱 no nie spodziewałam się że tak to wyjdzie ale chyba dobrze się stało! 😍😍😍😍 Nareszcie Sadie zrozumiała, że to kim jest wybiera ona sama 😉
OdpowiedzUsuńTeż bym chciała siedzieć na górze złota i jeść batonika :) ale myśle że jako jedynej sadie uda się wyjechać i nabrać dystansu
OdpowiedzUsuń