środa, 24 marca 2021

13 - Agencie Chavez, ooo, Agencie Chavez

 

ROZDZIAŁ XIII

Agencie Chavez, ooo, Agencie Chavez

Sadie

 

 

Było popołudnie i byłam zajęta w Art.

Na krawędzi mojego kontuaru siedziała Daisy ze skrzyżowanymi nogami, wykrzykująca swoje pomysły (lub, mówiąc szczerze, jej rozkazy) do Ralphiego i Roxie. Oboje układali obrazy na podłodze w miejscach, które miały zająć na ścianach, kiedy Ralphie i ja będziemy je instalować w poniedziałek na wystawę tamtego wieczoru.

Siedziałam za ladą z Shirleen i Avą. Cała nasza trójka była pochylona i oparta na przedramionach, przeglądając ostatnie menu cateringu, które musiałam podpisać i przefaksować do trzeciej.

*****

Tego ranka zjadłam śniadanie z bardzo głośną, ale bardzo słodką rodziną Hectora, wszystkimi trzema młodszymi siostrami: Glorią, Rosą i Eleną oraz jego starszym bratem Carlosem. Carlos przyprowadził swoją dziewczynę, Marię, a Eddie mignął, głównie po to, by pokazać swoją twarz. Nalał ciepłej kawy do podróżnego kubka, a także przytulił mnie jedną ręką i pocałował w bok głowy, jakby mnie znał od lat, a nie dni (bez żartów!).

Podczas śniadania dowiedziałam się, że tata Hectora zmarł kilka lat temu, że Blanca nie była zadowolona ze ślimaczego tempa związku Carlosa i Marii (to trochę mnie zaniepokoiło, ponieważ byli razem dopiero dwa miesiące, a Maria wprowadzała się z Carlos w ten weekend) oraz że matka Blanki i Jet, Nancy, podjęła kilka decyzji dotyczących ślubu Eddiego i Jet, które wymagały Reunión de la Familia. Hector wyjaśnił (szeptem mi do ucha, co zresztą było miłe), że to spotkanie rodzinne i że Blanca często je zwoływała.

Po ich wyjściu Hector zabrał mnie do domu, gdzie czekał Ralphie, żeby zabrać mnie do galerii. Zamierzaliśmy otworzyć późno, ale nie przeszkadzało mi to. Poranek z głośną, kochającą rodziną Hectora w szalonym, zrujnowanym domu Hectora był czymś, czego nigdy w życiu nie doświadczyłam.

I lubiłam to. Spodobało mi się to na tyle, że poświęciłam czas na zapamiętanie tego, więc pewnego dnia będę mogła sięgnąć po to wspomnienie i delektować się nim.

Hector, zanim odjechał, powiedział, że musi mi coś dać i ja czekałam w holu, podczas gdy on pobiegł z powrotem do swojego Bronco. Zauważyłam, że denerwuję się, co może mi dać. Nie miał czasu na zakupy; to nie było tak, że zamierzał zrobić bukiet czerwonych róż czy cokolwiek.

Wrócił, zatrzymał się przede mną i uniósł urządzenie. Moje oczy zaokrągliły się z podniecenia.

„To jest…” - zaczął, ale przerwał, kiedy moja ręka wystrzeliła i wyrwałam mu to.

„To paralizator!” - krzyknęłam, tak podekscytowana, że byłam prawie tak głośna jak jego rodzina - „Veronica Mars ma taki!”

Podniosłam na niego szczęśliwe oczy i zobaczyłam, że się uśmiecha - „Tak, mamita, ale uważaj na to”.

„To dla mnie?” - trwałam w szczęśliwości.

Jego dłoń powędrowała do boku mojej szyi i podniosła się, zanurzył palce w moich włosach, a kciuk trzymał na linii włosów.

„Tak. Trzymaj go w torebce, gdzie łatwo go dostaniesz. Ma nowe baterie. Włączasz go, dotykasz tymi zębami celu. Sekundowe dotknięcie powoduje obezwładniający wstrząs, a trzy sekundy i kogoś to powali.”

Uniosłam paralizator między nami, spojrzałam na niego z podziwem i mruknęłam - „Suuuuper”.

Wyszłam z euforii paralizatora, kiedy usłyszałam jego cichy śmiech i podniosłam na niego oczy.

„Co jest zabawne?” - zapytałam.

Jego palce owinęły się wokół mojego nadgarstka, wyciągnął paralizator spomiędzy nas i zamknął się, jego druga ręka zsunęła się z tyłu mojej głowy.

„Nie wiesz, mamita, ale fajniej będzie patrzeć, jak to zrozumiesz”.

Potem pocałował mnie kolejnym powolnym, słodkim (z językami) pocałunkiem, który znowu trwał, aż mocno owinęłam ramiona wokół jego talii i wtopiłam się w niego.

Potem go nie było.

*****

Ralphie i ja poszliśmy do Art, a o jedenastej trzydzieści Ralphie podniósł słuchawkę i wybrał numer.

„Jet, ty ładna dziewczyno, dzwonię po dostawę” - powiedział Ralphie do telefonu, gdy patrzyłam z zaskoczeniem - „Sadie i ja po prostu wyschniemy, jeśli nie będziemy mieć dwóch specjałów Texa. Czy możesz wysłać kogoś z nimi? Przyszedłbym po nie, ale widzisz, LC mówi, że odpowiadam za bezpieczeństwo Sadie w ciągu dnia. Otworzyliśmy późno, nie możemy zamknąć tylko po kawę, a nie mogę zostawić jej samej.”

Stałam obok Ralphiego, wciąż wpatrując się w niego, zastanawiając się, kiedy Hector uczynił Ralphiego „odpowiedzialnym” za moje „bezpieczeństwo”, podczas gdy Ralphie skinął głową i powiedział przez telefon - „U-hu, u-hu”, a potem - „Oh, LC to Hector, to skrót od Latynoskie Ciacho” - Usłyszałam śmiech w słuchawce, skończył „Papatki” i odłożył słuchawkę. Potem odwrócił się do mnie spokojnie i powiedział - „Daisy będzie za dziesięć minut z dwiema specjalnościami”.

W tym momencie zrobiłam retrospekcję swojego życia sześć tygodni wstecz.

Sześć tygodni temu mój ojciec był w więzieniu, a ja moje dni spędzałam z Ralphiem w Art, a wieczory spędzałam na zajęciach jogi, filmie (sama) lub zwinięta w kłębek z książką w moim salonie. Nie bywałam niczym podekscytowana poza przerażającym telefonem lub szumem jednego z Braci Balducci, ale to nie było dobre podniecenie, to było złe podniecenie.

Byłam sama i choć byłam przerażona, moje życie należało do mnie i ja decydowałam o moim przeznaczeniu. Z wyjątkiem Balducci, miałam pełną i całkowitą kontrolę.

Teraz nigdy nie byłam sama i nie podejmowałam żadnych decyzji za siebie. Kiedy to robiłam, były pomijane. Ralphie myślał, że jest moim ochroniarzem. Blanca miała mnie nauczyć gotować. Tom myślał, że jestem jednoczącym się członkiem „całej rodziny”. A Hector tej nocy miał zamiar włożyć usta między moje nogi (a nawiasem mówiąc, sama ta myśl przyprawiała mnie o dreszcze).

A potem było nieuchronne przybycie mopsa YoYo, który miał być dostarczony jutro wieczorem. Zamiast rozkoszować się tym, co powinnam robić, planowałam zniknąć.

Przez chwilę zastanawiałam się, czy zwariowałam. Wtedy dotarło do mnie, że nie.

Po pierwsze, wiele osób robiło wszystko, co w ich mocy, aby zapewnić mi bezpieczeństwo, a to nie było w porządku ani sprawiedliwe. Mieli lepsze rzeczy do roboty, a ponadto ledwo mnie znali.

Po drugie, chociaż wydawało się, że wszyscy mnie lubią, bez względu na to, kto mnie spłodził, ale ja nigdy nie zapomnę i zawsze będę wiedziała, że jestem dziwną dziewczyną.

Wreszcie, ponieważ Hector był dobrym facetem (może nawet najlepszym facetem, jaki kiedykolwiek się urodził), więc, kiedy już znajdzie kogoś, to ona nie powinna być Belindą, ale nie powinna też być córką handlarza narkotyków.

A na pewno nie powinna być tandetną, zepsutą zabawką przerzucaną pomiędzy Szalonymi Braćmi Balducci.

Wiedziałam, że muszę to wytrzymać, zachować swoje plany dla siebie, a kiedy wszystko będzie gotowe, usiądę z Ralphiem i Buddy’m i im to wyjaśnię. Potem usiądę z Hectorem i mu to wyjaśnię. Potem odejdę i pozwolę im wrócić do normalnego życia, bycia dobrymi ludźmi, nie mającymi większych zmartwień niż ich karty kredytowe Z Gallerie (nie żeby Hector miał kartę kredytową Z Gallerie, bardziej jak Home Depot).

Daisy i Ava pokazały się przy kawach, wyrywając mnie z moich nieszczęśliwych myśli.

Zostali i zaczęły gadać.

Kiedy powiedziałam, że „gadały”, miałam na myśli, że wypełniały luki w tym, co napisali reporterzy i podzieliły się z Ralphiem i mną historiami o tym, jak Indy spotykała się z Lee. Indy była w jakiś sposób zmieszana z to, dlaczego zniknął Terry Wilcox. Znałam Terry’ego; był rówieśnikiem mojego ojca. Był przerażający i cieszyłam się, że go nie ma (a mój ojciec był bardzo szczęśliwy, kiedy zniknął), ale żałowałam, że zanim odszedł, sprawił, że życie Indy stało się nieszczęściem.

Potem powiedziały mi, jak Eddie i Jet się zeszli (Jet też prawie została zgwałcona, ale na szczęście została uratowana w ostatniej chwili).

Roxie „wpadła na chwilę” (powiedziała, że robiła zakupy w 16th Street Mall i ma około tuzina toreb, aby udowodnić, że jej historia jest prawidłowa). Dowiedziała się, o czym rozmawialiśmy, a potem podzieliła się tym, jak ona i Hank się spotkali. Była prześladowana przez byłego chłopaka, znalazł ją w domu Hanka, pobił ją i zabrał na dziką przejażdżkę przez trzy stany, zanim Vance, czyli Rdzennie Amerykańskie Ciacho, znalazł ją i ostatecznie jej ex został mocno postrzelony w rękę (ponownie przez Vance’a) na jednym z przyjęć towarzyskich Daisy (słyszałam o tym, ale oczywiście nie zostałam zaproszona).

Potem podzieliły się tym, jak Vance i Jules (czarnowłosa pani z drag show) się spotkali. Jules wyruszyła na misję straży obywatelskiej, aby zniszczyć dilerów narkotyków (co oznaczało, że mogę nie być jej ulubioną osobą) i została dwukrotnie postrzelona (dziewczyny powiedziały mi, że Hector winił się za to, chociaż nie rozumiem czemu; wydawało się to uczciwą, choć rozdzierającą serce, pomyłką).

Vance i Jules byli jedynymi innymi Gorącej Drużyny (jak Daisy nazywała Nightingale Men) i Rockowych Lasek, którzy byli małżeństwem i właśnie urodziło im się dziecko.

Wreszcie Ava podzieliła się tym, jak się spotkali ona i Luke. Dowiedziałam się, że ona też znała Rena, a także dowiedziałam się, że kuzyn Rena, Dom (którego też znałam, ale nie tak dobrze jak Rena, Dom był niegdyś kretynem, ale słyszałam, że zmienił się w raczej zapalonego rodzinnego człowieka). Historia Avy była trochę zagmatwana, miała coś wspólnego z oszustami i ona gdzieś po drodze również została zgwałcona. Chociaż nie tak źle, jak ja, ale czy ktoś nadawał stopnie w tych sprawach? Zgwałcenie było gwałtem, po prostu.

Wiedziałam już o Stelli i Mace.

Kiedy skończyły mówić, byłam naprawdę ześwirowana, ale miałam też dużo do przemyślenia. Głównie dlatego, że wydawało się, że nie byłam pierwszą dziewczyną, która zwróciła uwagę jednego z Gorącej Drużyny, która spowodowała poważne zmartwienia, przerażenie i wizyty w szpitalu.

Kiedy o tym myślałam Daisy, Ava i Roxie pojechały do The Market po kanapki.

Wróciły z Shirleen, która jadła lunch „godzinę” (która trwała dwie) i włączyły się, by pomóc przy ostatnich przygotowaniach na wystawę. Poprosiłam Roxie o numer Jet i zadzwoniłam do niej, aby ostrzec ją o Reunión de la Familia (bo to była fajna rzecz). Wymamrotała kilka wybranych słów, podziękowała mi w sposób, który wydawał się bardzo autentyczny (a nawet z ulgą), rozłączyłyśmy się po tym, jak zgodziłyśmy się kiedyś spotkać, a potem przeszłam do menu cateringowego.

*****

„Potrzebujesz świń w kocu” - poradziła Shirleen, rzucając krytycznym okiem na menu.

„Na wernisażu nie ma świń w kocu” - powiedziała Daisy do Shirleen.

Shirleen podniosła głowę. – „Pewnie, że tak. Po prostu robisz je z tych małych, małych kiełbasek.”

„To wystawa artystyczna, na którą potrzebujesz vol au vents lub takiego gówna” - powiedziała Daisy.

Shirleen odwróciła się do mnie - „Zapytaj ich, czy mają świnie w kocu. Jak zechcą, mogą je zrobić wymyślne; można je zawijać w ciasto z półksiężycem Pilsbury, a nie w ciasto biszkoptowe. Zaufaj mi, ludzie pełni szampana i świń w kocu kupią dużo obrazów.”

„Skąd wiesz?” - zapytała Ava.

„Ponieważ kupiłabym obraz, gdyby ktoś dał mi kieliszek szampana i cały zapas świń w kocu, zwłaszcza jeśli był zawinięty w ciasto w kształcie półksiężyca. Czy skosztowałeś bułki półksiężycowej Pilsbury?”

Ava skinęła głową i uśmiechnęła się - „Tak, był taki dzień, kiedy sama upiekłam i zjadłam całą tacę z rogalikami”.

„Nie jest to trudne” - mruknęła Shirleen głosem pełnym doświadczenia.

Zadzwonił telefon w galerii i byłam tak pochłonięta myślami o półksiężycach z Pilsbury i zastanawiałam się, jak trudno jest je zrobić, że nawet nie pomyślałam, kiedy operator zapytał mnie, czy przyjmuję rozmowę przychodzącą za pobraniem opłaty.

Powiedziałam tylko - „Tak”.

„Sadie?” - mój ojciec powiedział mi do ucha.

Mój tors podskoczył, a umysł się wyłączył.

Od miesięcy dzwonił do galerii i do mojego mieszkania. Musiał zadzwonić i prosić o pobór opłaty, a ja nigdy tego nie zaakceptowałam. Kilka miesięcy temu Ralphie odebrał telefon, położył dłoń na ustniku i zapytał, czy powinien zaakceptować, ale pokręciłam głową „nie”.

Od tamtego czasu Ralphie nie zadawał teraz pytań, oczywiście, wiedział.

„Sadie?” - powtórzył mój ojciec.

Shirleen i Ava przyszły do mnie. Czułam ich oczy na sobie i na Daisy. Nie mogłam nic zrobić, mój umysł wciąż był wyłączony.

„Sadie! Jezu! Jesteś tam? Nie mam całego pieprzonego dnia.”

„Tatusiu” - szepnęłam.

Nienawidziłam nazywać go „tatusiem”. Zawsze tego nienawidziłam, ale to była jedyna rzecz, na którą pozwalał.

Na moje słowo przez pokój  przeszedł prąd, jakby się naelektryzował.

Ramię Shirleen wystrzeliło w kierunku Daisy i widziałam, jak jej palce wielokrotnie strzelają, ale Daisy już grzebała w swojej torebce. Patrzyłam, jak wyciąga komórkę.

„Jest rozmowa” - powiedział ojciec do mojego ucha.

„Rozmowa?” - powtórzyłam.

„Rozmowa. Dojdziemy do tego za minutę. Gdzie byłaś i dlaczego odrzucałaś moje wezwania?”

Mrugnęłam.

Czy on zwariował? Czy odegrałam swoją rolę tak dobrze, że przez dwadzieścia dziewięć lat myślał, że jestem posłuszną córką? Zawsze myślałam, że mój ojciec jest mądry (powiedział mi nawet, że jest mądry, powiedział mi to mnóstwo razy), ale wydawało się oczywiste, że jest cholernie głupi.

Daisy zeskoczyła z blatu, trzymając telefon przy uchu, a kiedy odeszła, Ralphie i Roxie podeszli blisko.

„Co masz na myśli?” - zapytałam.

„Dni odwiedzin, Sadie. Chryste, mam z tobą kilka spraw do omówienia. Jestem tu od miesięcy, mam sprawy do załatwienia, gdzie ty, kurwa, byłaś?”

„Pracuję” - odpowiedziałam, koła zaczęły się obracać w mojej głowie, gdy usłyszałam cichą rozmowę Daisy przez komórkę.

„Pracujesz” - jego głos był zwięzły, zły i niedowierzający - „Twój ojciec jest w więzieniu, a ty nie…”

Moje plecy zaczęły się prostować, a kiedy moje oczy skupiły się na zatroskanej twarzy Ralphiego, głos mojego ojca wciąż słyszał w moim uchu, ale nie słyszałam ani słowa z tego, co powiedział. Coś dziwnego działo się w mojej klatce piersiowej. Tworzyło się tam coś twardego i gorącego i zdałam sobie sprawę, że to złość.

W mgnieniu oka ożywił się mój umysł, uniosłam brodę i Nowa Lodowa Księżniczka, taka, której nigdy wcześniej nie spotkałam, która miała sposób na radzenie sobie z zupełnie innymi sprawami, wsunęła się na miejsce z zdecydowanym trzaskiem.

„Przepraszam” - wtrąciłam się do rozmowy ojca, a mój głos ociekał soplami.

„Co?” - zapytał.

„Powiedziałam przepraszam. Mówiłeś, ale nie interesowało mnie to, co mówiłeś, więc chciałam, żebyś przestał mówić, żebym mogła zapytać, dlaczego dzwonisz. Mam wystawę za kilka dni i muszę popracować.”

Mój ojciec milczał.

„Halo?” - zawołałam.

„Sadie, teraz nie czas na zabawę” - ostrzegł.

„Nie jestem zabawna. Mówię zupełnie poważnie. A teraz powiedz mi, czy jest coś, czego potrzebujesz, czy jest to rozmowa towarzyska?”

„Postradałaś zmysły?” - eksplodował mój ojciec.

„Nie” - odpowiedziałam krótko.

Krótka pauza z delikatną groźbą – „Więc to prawda. Pieprzysz go.”

Zamrugałam zdezorientowana – „Przepraszam?” – zapytałam.

„Chavez. Pieprzysz się z Hektorem Chavezem.”

Nie „pieprzyłam się” Hektorem, ale to było wystarczająco blisko, by moje ciało zaczęło się trząść. Skąd mógł wiedzieć? Oczywiście, wieści się krążyły, nawet w więzieniu.

Nowa Lodowa Księżniczka odpowiedziała za mnie - „Nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego to miałaby być twoja sprawa”.

„Żartujesz.”

„Czy mogę zapytać, ojcze, dlaczego dzwonisz, kiedy usłyszałeś, że pieprzę się z Hectorem, a nie zadzwoniłeś, kiedy jestem pewna, że słyszałeś, że Ricky Balducci pobił mnie do nieprzytomności, złamał wiele kości i zgwałcił mnie?”

Mój ojciec wykazywał jednotorowy umysł i jego odpowiedź sprawiła, że moje serce ścisnęło się boleśnie.

„Hector? Nazywasz go Hector?”

„Cóż, przecież nie mogę wołać Agencie Chavez, ooo, Agencie Chavez, kiedy doprowadza mnie do punktu kulminacyjnego, prawda?” - warknęłam, Nowa Lodowa Księżniczka odeszła, Sadie z Charakterkiem była na jej miejscu i usłyszałam, jak Roxie wydała z siebie zaskoczony chichot.

„Sadie, ty mała …”

Przerwałam mu, zanim skończył – „Skończyliśmy” – warknęłam – „I mam to na myśli. Skończyliśmy. Nie dzwoń, nie pisz i nie szukaj mnie w ten żałosny dzień, kiedy cię wypuszczą.”

Po czym odjęłam telefon od ucha (nawet gdy on jeszcze mówił), nacisnęłam wyłącznik i rzuciłam telefon na blat. Moje spojrzenie powędrowało po widowni. Obserwowały mnie niepewne twarze, Daisy była z powrotem wśród tłumu i wszystkie ich oczy były zwrócone na mnie.

Chciałam, żeby przyszła do mnie jedna z moich księżniczek lodu, nowa lub stara. Zamiast tego dłoń Shirleen dotknęła mojego krzyża. Pod jej dotykiem uniosłam ręce, zakryłam twarz i wybuchłam płaczem.

Shirleen obróciła mnie w ramiona i przyciągnęła do swojego ciała.

„Wypuść to, dziecko, wypuść to”.

Przycisnęłam twarz do jej ramienia i zapłakałam ciężkim gwałtownym szlochem.

Chciałam „taty”, kogoś takiego jak Tom. Do diabła, ktoś taki jak Tex byłby dla mnie w porządku. Obaj bardziej się przejmowali tym, że zostałam zgwałcona, niż mój pieprzony ojciec.

I chciałam z powrotem mojej mamy.

„Chcę z powrotem mojej mamy” - powiedziałam do ramienia Shirleen i zdałam sobie sprawę, że gdzieś pomiędzy chwilą, kiedy wzięła mnie w ramiona, a tą chwilą, dołączyli do nas pozostali w grupowym uścisku.

„Cicho, dziecko” - powiedziała Shirleen i czyjąś ręką pogłaskała mnie po włosach.

„Naprawdę go nienawidzę” - szepnęłam.

„Ćśś” - odpowiedziała Shirleen.

Atmosfera się zmieniła i zmiana była tak silna, że podniosłam głowę.

Drzwi się otworzyły i wszedł Hector. Wyglądał na około dziesięć razy bardziej wściekłego niż tego ranka, kiedy byłam głupia i pozwoliłam Renowi trzymać mnie odrobinę za długo - nie żebym nawet pomyślała, że to możliwe, ale tak było, było na nim wypisane.

Było z nim Alaskańskie Ciacho.

Hector ruszył w moją stronę, a dziewczyny i Ralphie odskoczyli. Patrzyłam i wytarłam oczy, kiedy szedł przez pokój długimi, gniewnymi krokami.

„Co ja teraz zrobiłam?” - zapłakałam, kiedy był blisko.

Podniosłam rękę, on wszedł prosto w to i jego ramiona objęły mnie.

„Słyszałem rozmowę” - powiedział, patrząc na mnie z twarzą wciąż pełną wściekłości.

Zamrugałam (tak, znowu!) – „Słyszałeś?”

„Podsłuchujemy twój telefon”.

Oczywiście. Podsłuchują mój telefon.

„Twój ojciec to gnida” - kontynuował, a jego głos wibrował ze złości.

Nie mogłam mu zaprzeczyć, stwierdzał fakt.

„W porządku?” - zapytał.

„Nie” - odpowiedziałam.

Jego ramiona zacisnęły się, a moja ręka przesunęła się po jego klatce piersiowej do jego ramienia. Moja druga ręka dołączyła do niej po przeciwnej stronie i odchyliłam głowę do tyłu. Patrzył na mnie przez sekundę, ta sekunda zmieniła się w dwie, a potem w trzy.

Wtedy jego twarz straciła trochę ze swojej wściekłości (choć nie całkiem) i obiecał - „Będzie”.

Mój żołądek ścisnął się. Jego ramiona zacisnęły się i patrzyłam zafascynowana, jak wściekłość zniknęła z twarzy pana Zmienny Nastrój, zastąpiło ją ciepło, a jego głowa pochyliła się bliżej.

„Agencie Chavez, ooo, Agencie Chavez?” - drażnił się, uśmiechając się.

Zamknęłam oczy. Proszę, niech ktoś mnie zabije. Potrząsnął mną delikatnie. Otworzyłam oczy.

Jego usta powędrowały do mojego ucha i mruknął - „Nie mogę się doczekać, kiedy to usłyszę”.

Zanim zdążyłam odpowiedzieć, jego głowa się odwróciła, dotknął swoimi ustami moich ust, puścił mnie, a potem już go nie było.

Gapiłam się na drzwi.

Shirleen pojawiła się u mojego boku  - „Mówię ci, gdyby ktoś sześć tygodni temu poprosił mnie, żebym wybrała, wybrałabym Luke’a. Teraz myślę, że polubiłabym mały kawałek tego chłopca.”

„Shirleen!” - wykrzyknęła Ava chichocząc.

Shirleen spojrzała na Avę - „Twój chłopak jest wciąż gorący” - zapewniła ją.

Spojrzałam na Ralphiego. Uśmiechał się do mnie. Odpowiedziałam uśmiechem.

Wtedy nie mogłam nic na to poradzić, wybuchłam śmiechem.

*****

„Więc masz już mi amor?” - zapytała Indy, opierając biodro o blat kuchenny ojca, z filiżanką kawy w połowie drogi do ust, ścierką do naczyń przewieszoną przez ramię i uśmiechem igrającym na ustach.

„Nie” - odpowiedziałam i odstawiłam ostatnią wysuszoną szklankę - „Ale miałam mi corazón.”

„Oooo, a mi corazón” - uśmiechnęła się Indy.

„Co to jest?” - zapytała Ally, kładąc dłonie na blacie po obu stronach siebie i podciągając się, by usiąść obok Indy.

„Hiszpańskie czułości, Sadie przeszła od mamita do mi corazón” - Indy powiedziała Ally.

„Co to znaczy?” - zapytała Roxie, podchodząc do grupy po odłożeniu kilku resztek i zamknięciu lodówki stopą.

„Przeszła od mała do mojego serca”- odpowiedział Indy.

Widziałam, jak tańczące oczy Ally przesunęły się na mnie- „Laseczko, masz kłopoty”.

„Mów mi jeszcze” - mruknęłam.

Wszyscy się śmiali.

*****

Zjedliśmy kolację u Toma.

Przez „my” miałam na myśli Lee i Indy, Hanka (starszy brat Lee i Ally, był bardzo miły i wyglądający podobnie wszyscy, wysoki, ciemny i cudowny) oraz Roxie, Ally, Toma, Hectora i mnie.

Potem po deserze Tom wyciągnął zdjęcia.

Było ich mnóstwo.

Wiedziałam, że robił wszystko, co w jego mocy. Niektóre zdjęcia były naprawdę stare, z czasów, gdy moja mama była w liceum. Musiał grzebać na strychu godzinami.

Chciałam udawać, że zdjęcia mnie nie fascynowały, ale nie mogłam.

Mamę zapamiętałam jako słodką i kochającą, ale też cichą i stonowaną. Zdjęcia przedstawiały inną Mamę: śmiejącą się, uśmiechniętą i pełną życia. Nie mogłam się powstrzymać i zalałam się nimi, a nawet śmiałam się, kiedy inni opowiadali historie. Lee, Indy, Hank i Ally nie pamiętali mojej Mamy, ale mieli zabawne (i nieco szalone) historie do opowiedzenia ze swojego życia, przeglądając inne zdjęcia. Tom jednak pamiętał moją Mamę i miał do opowiadania zabawne (i nieco szalone) historie o niej, Katherine i Kitty Sue.

Było jedno zdjęcie, na które patrzyłam dłużej niż na pozostałe. Było „całej rodziny” (jak nazywał ich Tom), ale z jakiegoś powodu moja babcia też na nim była.

Mój dziadek zmarł, zanim Mama poślubiła mojego ojca. Rodzice mojego ojca byli, jak opisywał, odkąd pamiętam, „martwi dla mnie”. Wiedziałam jednak, kiedy oboje zmarli w ciągu roku, kiedy byłam na pierwszym roku na Uniwersytecie w Denver.

Mama mojej Mamy zmarła, gdy miałam trzy lata.

Nie pamiętałam mojej babci, ale zdjęcie pokazywało ją trzymającą mnie, z ramionami mojej Mamy wokół niej, z Kitty Sue i Katherine blisko nich, Toma i Malcolma blisko swoich żon i dziećmi rozrzuconymi wokół ich nóg. Moja babcia i Mama miały przytulone czoła i twarze pochylone w dół, uśmiechały się szeroko, gdy patrzyły na mnie.

Tom zauważył moją uwagę skupioną na zdjęciu; pochylił się w moją stronę i szepnął - „Możesz je zatrzymać”.

Powinnam była powiedzieć „nie”, bo nie było grzecznie je przyjąć, ale nie powiedziałam „nie”. Spojrzałam na niego, wiedząc, że moje oczy były wilgotne i skinęłam głową. Potem włożyłam je do torebki przy pierwszej okazji.

Niedługo potem kobiety poszły do kuchni zmywać naczynia i słyszałam męski śmiech w jadalni, a kobiecy śmiech dookoła mnie w kuchni.

Kolacja, wycieczki po ścieżce wspomnień, śmiech… było miłe. Ale było przerażające.

To było przerażające, ponieważ mogłam się do tego przyzwyczaić.

*****

„Więc jak tam u was dwojga?” - zapytała Ally, patrząc na mnie.

„Kogo?” - zapytałam z powrotem.

„Kogo?” - powtórzyła Ally z uśmiechem - „Między tobą i Hectorem, idiotko.”

Ja i Hector.

O mój.

Jak to wyjaśnić? Niemożliwe!

Więc wzruszyłam ramionami.

„No już, dawaj” - naciskała Ally.

„Dałabym” - szepnęła do mnie Roxie - „Ona jest nieugięta.”

Oparłam biodro o ladę po drugiej stronie Ally i westchnęłam.

„Jest… dobrze” - próbowałam.

„Dobrze?” - zapytała Indy.

„Tak” - odpowiedziałam.

„To nudne” - mruknęła Ally.

„Może Sadie potrzebuje nudy” - powiedziała Roxie do Ally.

„Nikt nie potrzebuje nudy”, odparła Ally.

„Może Sadie” - Roxie broniła mojej potrzeby nudy.

Oczy Ally wróciły do mnie - „Czy potrzebujesz nudy?”

Spojrzałam na nią przez sekundę, po czym powiedziałam - „Muszę przyznać, że przydałoby mi się trochę nudy. Ale kiedy mówię, że wszystko jest w dobrze, nie mam na myśli, że jest nudno.”

„Co masz na myśli?” - zapytała Indy i wszystkie pochyliły się do przodu.

Krótko przemyślałam dostępne opcje.

Mogłabym spróbować Lodowej Księżniczki i nic im nie powiedzieć (czego prawdopodobnie by nie zaakceptowały, nikt już nie zwracał najmniejszej uwagi na moją Lodową Księżniczkę). Mogłam im wszystko powiedzieć (co zajęłoby całą noc). Mogłam im powiedzieć, co się stanie, kiedy Hector i ja wrócimy do niego (co mogło być krępujące). Albo mogłabym opowiedzieć im o tatuażu.

Opowiedziałam im o tatuażu. Kiedy skończyłam, wszystkie patrzyły na mnie.

Wtedy Roxie westchnęła - „O… mój… Boże”.

„Właśnie zdecydowałam, że Lee potrzebuje tatuażu” - oświadczyła Indy.

„Nie!” – wypadłam - „Jeśli powiesz coś Lee, może to wrócić do Hectora.”

Ally zeskoczyła z blatu, objęła mnie ramieniem w talii i zaczęła prowadzić mnie do jadalni, podczas gdy Indy i Roxie podążały za mną.

„Ucz się szybko, siostro” - powiedział Ally - „W tym klanie nic nie pozostaje długo tajemnicą. A ten tatuaż jest zbyt dobry, by pozostać w tajemnicy.”

Cóż, czy to nie było po prostu świetne.

Weszłyśmy do jadalni i wróciłam na swoje miejsce obok Hectora.

Po kolacji, podczas orgii fotograficznej, przesuwał moje krzesło blisko jego. Teraz wylegiwał się z ramieniem wzdłuż oparcia mojego pustego krzesła. Nie miałam innego wyboru, jak tylko usiąść tam z jego ręką wciąż na oparciu.

W chwili, gdy to zrobiłam, owinął swoje ramię wokół moich ramion i się zbliżył.

„Gotowa do wyjścia?" - zapytał cicho do mojego ucha.

Nie. Nie, nie byłam gotowa. Nie, nie byłam gotowa, żeby pójść do jego domu i kazać mu włożyć usta między moje nogi.

Cóż, może byłam gotowa, aby to zrobić, ponieważ myślałam głównie o tym przez cały dzień (z wyjątkiem, oczywiście, mojego pieprzonego ojca i zdjęć).

Nie myślałam o tym w sposób „O mój Boże, nie ma mowy, żebym mogła to zrobić”. Pomyślałam o tym w sposób „O mój Boże, nie mogę się doczekać i mam nadzieję, że już więcej nic nie zepsuję”.

Miałam jednak jedną sprawę biznesową, którą nadal musiałam się zająć, zanim przystąpiłam do kolejnej traumy mojego życia. Miałam pomysł i musiałam wprawić w ruch koła, zanim wyruszę na Kretę, ponieważ nie miałam zamiaru jechać sam. Więc wprowadziłam w życie mój najnowszy plan.

Odwróciłam się do Hectora i powiedziałam - „Muszę porozmawiać z Lee”.

Brwi Hectora uniosły się.

„Dlaczego musisz porozmawiać z Lee?” - zapytała Ally z drugiej strony stołu, znowu wścibska i głośna.

Lee usłyszał swoją siostrę, odwrócił głowę i spojrzał na mnie.

„Potrzebujesz czegoś, Sadie?” - zapytał.

O rany. Teraz albo nigdy.

„Czy masz trochę czasu na rozmowę w biurze, może jutro?”

W tym momencie Lee zwrócił się do mnie całym ciałem, ale jego oczy skierowały się na Hectora, zanim wróciły do mnie.

„Jestem tutaj, nie musimy być w biurze” - odpowiedział z (bardzo przystojnym) uśmiechem.

„Cóż, to jest tak jakby sprawa zawodowa” - powiedziałam mu.

„Sprawa zawodowa?”

„Tak.”

„Czego potrzebujesz?” - zapytał.

„Chcę, żebyś znalazł moją matkę.”

Atmosfera w pokoju natychmiast się zmieniła, została doładowana czymś, czego nie rozumiałam. Wszystkie kobiety patrzyły na siebie zmieszane. Mężczyźni patrzyli na siebie z zamkniętymi, pustymi twarzami.

Tego nie przyjęłam zbyt dobrze.

Wcisnęłam się w trzeszczącą ciszę - „Znajdujesz ludzi, prawda?” - zapytałam Lee.

Spojrzał na Hectora, ale wrócił do mnie i skinął głową.

„Cóż, moja mama zniknęła i pomyślałam, że może uda ci się ją znaleźć.”

„Sadie” - powiedział Hector z mojego boku.

„Zapłacę” - wtrąciłam, na wypadek gdyby Lee pomyślał, że proszę o przysługę.

„To nie chodzi o pieniądze, Sadie, to…” - zaczął Lee, ale Tom mu przerwał.

„Jutro się spotkamy” - Tom zaskoczył mnie, ogłaszając (i zapraszając się do przyjścia) i wszyscy spojrzeli na niego.

„Godzina czwarta, biuro Lee” – Tom spojrzał na Lee – „Upewnij się, że jest tam Vance.”

Spojrzałam na Toma, zdezorientowana, dlaczego chciałby, aby Vance tam był, kiedy Hector powiedział dziwnym, cichym głosem – „Tom.”

Zwróciłam się do Hectora. Jego twarz była pusta, ale jego oczy były aktywne i wyczułam w nim coś niespokojnego. Tego też nie uznałam za dobre.

„Porozmawiamy” - ciągnął Tom, a ja spojrzałam na niego. – „Będę tam ja, Lee, Vance, Hank, Eddie i ty” - powiedział Tom do Hectora.

„I ja” - wtrąciłam i Tom spojrzał na mnie.

„I ty, Sadie” - zgodził się.

„Dziękuję” - powiedziałam do Toma.

Wyraz mojej wdzięczności sprawił, że każdy mężczyzna w pokoju wyglądał nieswojo, a każda kobieta w pokoju patrzyła na mnie zatroskanymi oczami.

To mnie zaniepokoiło. Mocno.

„Czy jest coś, co powinnam wiedzieć?” - zapytałam Toma.

„Jutro o czwartej” - odpowiedział Tom.

„Tak, ale…” - zaczęłam.

„Czwarta” - powiedział Tom stanowczo, ale delikatnie.

Zaciągnęłam usta, chcąc to popchnąć. Ale i tak dał mi wiele z kolacją, zdjęciami, dając mi zdjęcie.

Więc zamiast naciskać, powiedziałam - „W porządku”.

Hector odsunął krzesło – „Czas na nas” – oznajmił.

O mój.

Wszystkie myśli o dziwnej rozmowie wyleciały mi z głowy, gdy Hector podniósł mnie z krzesła.

Próbowałam uścisnąć Tomowi rękę, ale odmówił i zamiast tego przytulił mnie. Wszyscy z grupy mnie uściskali, w tym Hank (którego prawie nie znałam!).

Potem Hector zaprowadził mnie do Bronco, pomógł mi wsiąść, usiadł za kierownicą, włączył zapłon i ruszyliśmy w drogę.

Moja torba podróżna leżała na jego tylnym siedzeniu.

Trzęsły mi się kolana.

Mrowiła mnie skóra.

Mój żołądek był w niezupełnie nieprzyjemnych supełkach.

Do jasnej cholery!


 

6 komentarzy:

  1. Eh. Czeka ją niezły szok 😐

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! ❤ nowa lodowa księżniczka wymiata! I jestem mega ciekawa tej rozmowy skoro wszyscy oprócz Sadie wiedzą że jej matka nie żyje 😢 no i naprawdę chce zobaczyć jak Sadie mówi Ralphiemu papa😂😂😂😂 tak na pewno pójdzie po jej myśli XD myślę że nawet na temat Krety nie będzie rozmawiać z Hectorem😂 i jak już mówiłam Hector to odkrycie życia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, tak mi jej szkoda a myślę, że po następnym rozdziale będzie mi jeszcze smutniej 😔 a Lee i Hector jak zwykle w formie 😊 dzięki wielkie za tłumaczenie ❤️ i czekam na dalszy rozwój historii 😍

    OdpowiedzUsuń
  4. Super - ja na razie sobie czekam, aby była całość- wówczas smakuje najlepiej
    Dzięki, za to , że chcesz tłumaczyć i robisz to tak skrupulatnie :)

    OdpowiedzUsuń