ROZDZIAŁ IV
Krzyżyki
Sadie
Miesiąc później…
„Ralphie, odsuń się od okna” -
rozkazał Buddy.
Podniosłam głowę i zobaczyłam
Ralphiego trzymającego odsuniętą zasłonę i stojącego na widoku, odważnego,
wyglądającego przez okno.
„Tym razem to Latynoskie Ciacho” -
poinformował nas Ralphie, a potem Buddy i ja patrzyliśmy, jak macha.
O mój.
„Latynoskie Ciacho” oznaczało, że
Hector siedział na zewnątrz w starym, brązowym Fordzie Bronco, prawdopodobnie
popijając kawę. Mogłam wyobrazić sobie Hectora unoszącego podbródek na machnięcie
Ralphiego. Mogłam to sobie wyobrazić, ponieważ widziałam to już kilka razy wcześniej.
Czasami Ralphie robił nawet dzbanek
kawy i wychodził do Bronco Hectora, żeby go rozgrzać, niosąc mleko i cukier.
Ralphie poinformował mnie, że Hector wziął odrobinę mleka i jedną łyżeczkę cukru
tak, jakby to było informacją, którą powinnam przekazać świętemu Piotrowi, aby
poprowadzi mnie prosto przez Perłowe Wrota na prawicę Boga. Tylko raz widziałam
Ralphiego, wcielającego się w rolę Kelnerki Alice, wyglądając przez zasłony.
Widziałam, jak Hector wysiada z Bronco, zamyka drzwi i opiera się o nie,
podczas gdy Ralphie nalewa mu kawę i gada.
Widziałam też rozbawiony, ale
czarujący uśmiech Hectora (tak, widziałam go jasno jak w dzień, po drugiej
stronie drogi, trudno było go nie zauważyć).
Nigdy więcej nie spojrzałam.
Przeniosłam wzrok na tablicę, która
była na ścianie przy oknie. Ralphie umieścił ją tam kilka tygodni temu.
Znajdowała się na niej lista nazwisk, a obok nazwisk były krzyżyki. Kiedy
zaczęłam regularnie mieć gości, gości, którzy przychodzili wieczorami, kiedy
byłam w domu, zostawali od trzydziestu minut do ponad kilku godzin i nigdy nie
przychodzili do drzwi, Ralphie zdecydował, że fajnie byłoby to śledzić.
Lista zawierała „Hawajskie Ciacho”
(to był Kai Mason), „Tylko Udający Starszego Ciacho” (to był Luke Stark), „Alaskańskie
Ciacho” (to był jakiś duży blondyn, nazwany tak, ponieważ Ralphie powiedział,
że wygląda, jakby mógł powalił drzewo, dmuchając w nie i tylko mężczyźni z
Alaski mogli robić takie rzeczy), „Koleś Serfer Ciacho” (to był mniejszy facet
z włosami prawdziwie poplamionymi słońcem), „Afro-Amerykańskie Ciacho” (to był
czarny mężczyzna ze skręconymi włosami) i „Rdzenne Amerykańskie Ciacho” (to
był, no cóż, rodowity Amerykanin przystojniak kolejny facet od Lee, o którego
romansie pisano w gazetach, Vance Crowe).
Zdecydowanie najwięcej krzyżyków miał
Hector.
Przekręciłam głowę, żeby spojrzeć na
Buddy’ego; spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Potrząsnęłam głową.
Potem zrezygnowałam z Ralphiego i ułożyłam
się z powrotem. Buddy przytulał mnie na kanapie, kiedy leżałam zwinięta w
pozycji embrionalnej, z głową na jego udzie.
Był sobotni wieczór i byliśmy w
ferworze maratonu Veronica Mars (drugi sezon DVD). Zdecydowałam, że skoro
zostawiam za sobą Pannę Townsend Lodową Księżniczkę, to Nowa Sadie miała być
jak Veronica Mars. Była dzielna, urocza i wygadana.
Pomyślałam, że przy odrobinie
praktyki mogłabym być dzielna i słodka oraz wygadana. Nauczyłam się w życiu, że
mając wystarczająco dużo praktyki, mogłam zrobić wszystko.
*****
Minął miesiąc i dwa dni, odkąd
zostałam zgwałcona przez Ricky'ego Balducci. Nigdy w życiu nie wydarzyło mi się
tak wiele w ciągu miesiąca i dwóch dni.
Nigdy w moim życiu większość z rzeczy
nie była tak dobra.
Przede wszystkim Ralphie i Buddy
zainstalowali mnie w sypialni dla gości w ich domu z piaskowca. Kiedy tam
dotarłam, Buddy kazał mi odpoczywać przez trzy dni w łóżku. Przynosili mi
jedzenie i opiekowali się mną, jakbym była prawdziwą księżniczką życia. Buddy
pomagał mi nawet wziąć prysznic, a kiedy się zawstydziłam, powiedział - „Jestem
gejem i pielęgniarzem, zarabiam na życie wycierając ludziom tyłki. Czy myślisz,
że to mnie peszy?”
Po tym, jak to powiedział, przestałam
być zażenowana.
Nie wróciłam do pracy przez dwa i pół
tygodnia. Zanim to zrobiłam, siniaki i obrzęki zniknęły, a większość skaleczeń zagoiła
się.
W tym czasie Buddy i Ralphie poszli
do mojego mieszkania. Posprzątali i spakowali mnie, wszystko, czego mogłam
chcieć lub potrzebować, zostało przywiezione do domu z piaskowca i wprowadzili
mnie, dzięki czemu pokój gościnny był mniej pokojem gościnnym, a bardziej moim pokojem. Zaaranżowali też trochę
moich rzeczy w domu, sprawiając, że dom był mniej domem Ralphiego i Buddy'ego,
a bardziej naszym.
Wszystko inne, co posiadałam, zostało
złożone w magazynie.
Wtedy Buddy zadzwonił do swojego
znajomego agenta nieruchomości i wystawił moje mieszkanie na sprzedaż. Nie
pytając mnie i nie mówiąc mi, zdecydowali, że wspomnienia tam były zbyt złe,
abym mogła tam wrócić. Mogłam przeprowadzić się w nowe miejsce w czasie, który
nazywali nieokreślonym „Później, kiedy będziesz gotowa”, a w międzyczasie miałam
zostać z nimi.
Nie spierałam się.
Po pierwsze, niespecjalnie chciałam
wracać do mojego mieszkania.
Ale też miło było mieć kogoś, kto się
mną opiekował. Nikt się mną nie opiekował odkąd skończyłam jedenaście lat i
bardzo mi się to podobało. Podobało mi się to na tyle, żeby na to pozwolić.
Więc tak zrobiłam.
*****
Około tygodnia po tym, jak się do nich
wprowadziłam, rozległ się dzwonek do drzwi. Buddy poszedł otworzyć i wrócił z
niską, masywną kobietą z krótko obciętymi, pieprzowymi włosami i jasnymi
niebieskimi oczami. Buddy przedstawił ją jako swoją przyjaciółkę lesbijkę, Bex.
Po tym, jak uścisnęłam jej rękę, Buddy poinformował mnie, że Bex jest doradcą w
centrum kryzysowym dla ofiar gwałtów.
Potem Buddy i Ralphie zostawili mnie
z Bex, jak powiedzieli, poszli po chińszczyznę na wynos.
Na początku byłam zła. Potem się
przestraszyłam. Ale Bex opowiadała mi o mojej galerii, o Buddy’m i Ralphie, o
moich butach, o karnetach na Festiwal Szekspira w Kolorado w Boulder… o wielu
rzeczach, ale nie o tym, że zostałam zgwałcona.
Minęła godzina, zanim Buddy i Ralphie
wrócili i dopiero pod koniec, tuż przed jej wyjazdem, kiedy wręczyła mi swoją
wizytówkę i kazała mi zadzwonić w każdej chwili, zdałam sobie sprawę, że ją
lubię.
Oddzwonienie do niej zajęło mi
kolejny tydzień. Przyszła mnie odwiedzić dwukrotnie.
Ona jest kochana.
Zanim pojawiła się Bex, mieliśmy już
Paradę Ciach siedzących przed domem z piaskowca, strzegących drzwi i
zapewniających mi bezpieczeństwo, a Ralphie postawił tablicę.
Ignorowałam Paradę Ciach i to co
mogło to znaczyć. Ralphie i Buddy nie zignorowali tego, myśleli, że to bardzo
interesujące i że będą o tym rozmawiać przez cały czas.
Nie brałam udziału w ich dyskusjach.
To zniweczyłoby moje wysiłki zmierzające do zignorowania tego, a, choćby się
waliło i paliło, to było dokładnie to, co zamierzałam zrobić.
W końcu odejdą.
Prawda?
*****
Zanim wróciłam do pracy, Ralphie i
Buddy pokazali mi, jak odstawić Lodową Księżniczkę za drzwi.
Nigdy nie byłam w domu wypełnionym
miłością.
Na początku czułam się nieswojo,
ponieważ czułam się dziwna. Byli ze sobą tak spokojni, czuli, zrelaksowani,
nazywali się pseudonimami, robili rzeczy, które pokazywały, że im zależy.
To było
dziwne.
Zrobili to też ze mną.
W domu Buddy’ego i Ralphiego nie było
miejsca osobistego. Przytulałeś się na kanapie. Całowałeś policzki, kiedy
wchodziłeś od drzwi z pracy. Zostawiłeś notatki, kiedy wychodziłeś; upewniając
się, że podałeś szczegóły, kiedy będziesz w domu.
Ralphie rano przynosił mi kawę, spychał
mnie na bok w łóżku, siadał na nim z wyciągniętymi długimi nogami, plecami do
zagłówka i gawędził o wszystkim, a ja sączyłam kawę i powoli się budziłam.
Kiedy oglądałam telewizję, Buddy zmuszał
mnie do siadania na podłodze między jego rozłożonymi nogami i wykonał masaż
głowy (powiedział, że uwielbia moje włosy).
Kłócili się o to, kto będzie robił
obiad (dlaczego, nie wiedziałam, biorąc pod uwagę, że Buddy wszystko gotował) i
narzekali, czyja kolej na wyrzucenie śmieci. Zawsze myślałam, że „kłótnie” i
„dokuczanie” to brzydkie słowa, ale sposób, w jaki robili to Ralphie i Buddy,
były słodkie.
Próbowałam okazywać oziębłość,
wskazując, że potrzebowałam swojej osobistej przestrzeni (szczególnie wtedy),
ale mnie wyczerpali.
Zajęło to im około pięciu dni.
*****
Drugiego dnia po moim powrocie do
pracy otworzyły się drzwi i weszły Rockowe Laski. Wszystkie oprócz Daisy, ale z
Shirleen Jackson.
Patrzyłam z przerażeniem.
Bez śladu arktycznego blasku, Ally
uśmiechnęła się, pomachała i powiedziała - „Hej Sadie”.
Jakbym faktycznie była Sadie, a nie
Panną Townsend.
Mówię ci, to było dziwne.
Wszystkie przedstawiły się mnie i
Ralphiemu, podczas gdy Ralphie patrzył na nie, jakby były z innej planety. Zrobił
to głównie dlatego, że wszystkie były cudowne i byli tak cholernie przyjazne,
że to było nierealne. Były Indy, Ally i Stella, ale także panie o imionach Jet,
Roxie, Ava, Annette i oczywiście Shirleen.
Po jakimś czasie Ralphie zaczął się
na mnie gapić, jakbym pochodziła z innej
planety, ponieważ przeszłam w tryb Lodowej Księżniczki.
Nie wiedziałam, co się dzieje, ale
nie podobało mi się to i nie chciałam żadnej części tego, ale nie było sposobu,
abym mogła to zignorować, gdy było to w mojej własnej pieprzonej galerii.
Dlatego Lodowa Księżniczka wskoczyła na miejsce.
Rockowe Laski nie zdawały sobie
sprawy z mojej zimowej postawy, rozmawiając z Ralphiem i ze mną tak, jakbyśmy
robili to każdego dnia.
W końcu Shirleen zerwała się i
wędrowała po galerii, wykrzykując „ojej”, „ojej” i „ojej”, i w końcu zatrzymała
się przed obrazem, który Ralphie i ja powiesiliśmy trzy miesiące temu i nie
wzbudzał choćby odrobiny zainteresowania.
„Muszę to mieć!” - zawołała Shirleen
przez galerię. Odwróciła się do Jet, która była najbliżej niej - „Czy nie
wyglądałoby to dobrze w moim pokoju rekreacyjnym?”
Spojrzałam na obraz. Było to płótno
pomalowane w całości na fioletowo. Tylko fioletowy. Większość ludzi myślała, że
to tylko płótno pomalowane na fioletowo, bez żadnej treści. Był to jednak
piękny fiolet i bardzo mi się podobał. Nie byłam jednak pewna, czy to materiał
do „pokoju rekreacyjnego”.
„Jest doskonały” - zgodziła się Jet.
Shirleen spojrzała w moim kierunku – „Wezmę
to.”
Ralphie w jednej chwili rzucił się na
Shirleen i wyrwał jej kartę kredytową z ręki, ledwo wyjęła ją z torebki.
„Poproszę moich chłopców, Roama and
Sniffa, żeby przyszli i to wzięli” - powiedziała, opierając się o mój blat.
„Mamy usługę dostawczą” - poinformował
ją Ralphie, kiedy zastanawiałam się, kto przy zdrowych zmysłach nazwałby ich
dzieci Roam and Sniff.
„Nie, Roam uczy się jeździć teraz,
potrzebuje praktyki w jeździe w centrum miasta. Dam mu Nawigatora, on zrobi
prawie wszystko, żeby kierować Nawigatorem” - odpowiedziała Shirleen.
„To pseudonimy z ulicy” - mruknęła
pod nosem Indy.
Spojrzałam na nią – „Przepraszam?”
„Roam and Sniff, to pseudonimy z
ulicy. Shirleen jest ich opiekunką zastępczą. Byli uciekinierami” - wyjaśnił
Indy.
Coś w tym uderzyło mnie gdzieś
głęboko. Starałam się wyobrazić sobie, że mój ojciec dostrzegł swoje błędy,
porzucił świat narkotyków, poszedł do pracy dla prywatnego detektywa i przyjął
uciekinierów tak, jak Shirleen. Niemal zachciało mi się śmiać. Oczywiście nie
śmiałam się. Zamiast tego moje oczy stały się lodowate, jakby przekazała mi
informacje, które uznałam za wysoce nieinteresujące, i powiedziałam: „Och”.
Potem zwróciłam się do Ralphiego i oznajmiłam - „Idę do Market po kawę”.
Oczy Ralphiego były zaskoczone, kiedy
spojrzał na mnie i mogłam powiedzieć, że był zszokowany tym, jak byłam niegrzeczna.
Rozejrzał się po dziewczynach, a
potem powiedział z wahaniem - „Okej, cukiereczku”.
Wyszłam bez spojrzenia wstecz.
Kiedy wróciłam z kawą, Rockowe Laski
zniknęły, a Ralphie dał mi tróję. Miałam tróję aż do tego wieczoru, kiedy
Ralphie zwerbował Buddy'ego i zaatakowali mnie. Zrobili to z dodatkiem cytrynowych
kropli, które piliśmy siedząc na stołkach wokół ich kuchennej wyspy (mieli
wspaniałą kuchnię, wszystkie chromowane i lśniące czarne szafki i granitowe
blaty, to była domena Buddy'ego, gotował jak marzenie).
Wytrzymałam przez chwilę.
Ale krople cytryny jak zawsze w końcu
mnie wybiły.
Po trzeciej kolejce kropli cytryny
opowiedziałam im o moim tacie. Kilka łyków kropli cytryny cztery, opowiedziałam
im o mojej mamie. Wciągając piątą cytrynową kroplę, opowiedziałam im o Hectorze
i dodałam, to, co wiedziałam o Rockowych Laskach, Facetach Nightingale’a, a
wisienką na torcie była moja historia z Daisy. Podczas szóstej kropli cytryny
podzieliłam się tym, co się stało, gdy Ricky Balducci włamał się do mojego
mieszkania. W tym czasie wszyscy płakaliśmy, ja niekontrolowanie, więc nie było
pewności, ile zrozumieli, ponieważ nie sądziłam, że ma to dużo sensu.
Ralphie spał ze mną w moim łóżku tej
nocy, trzymając mnie blisko przez całą noc, a przez następne trzy dni nie
opuszczał mnie.
Było to gdzieś pod koniec trzeciego
dnia, kiedy siedziałam między nimi na kanapie, a Ralphie podciągnął moje stopy
i masował je, a Buddy położył moją głowę na swoim ramieniu i czułam się super
komfortowo, że zdałam sobie sprawę, że mam pierwszych prawdziwych przyjaciół.
Lubili mnie, mnie, Sadie - kimkolwiek
była, ale kimkolwiek myśleli, że była, lubili ją. Nie brali; po prostu dawali i
nie oczekiwali niczego w zamian. Tej nocy przedstawili mi dzielną, uroczą,
inteligentną Veronicę Mars.
Veronica była w trakcie jakiegoś
skomplikowanego planu, w którym uczestniczyła cudowna koleżanka ze szkoły,
która wiedziała wszystko o komputerach i zamierzali rozwalić wielką tajemnicę
dotyczącą głównie uczniów szkół średnich, kiedy wyszeptałam - „Dziękuję wam”.
Ani Buddy, ani Ralphie nie
odpowiedzieli, ale Ralphie mocno ścisnął moje stopy i Buddy westchnął.
Następnego dnia Indy, Ally i Roxie
wróciły bez reszty Rockowych Lasek i przyniosły kawę. Powiedziały mi, że kawy w
Market to nic w porównaniu z tym, co mógł zrobić barista Indy, facet, który
pracował przy ekspresie do kawy w jej księgarni (nazywali go „Tex”).
Powiedzieli mi, że Ralphie i ja możemy przyjść do księgarni w każdej chwili, a
Tex zrobi dla nas specjalność dnia.
Tym razem nie rozmawiały ani nie kupowały
fioletowych obrazów za trzysta dolarów. Po prostu zostawiły kawy dla mnie i
Ralphiego, uśmiechnęły się i wyszły.
„Myślę…” - zaczął Ralphie, nie
odrywając oczu od drzwi po ich wyjściu.
„Nie zaczynaj” - przerwałam mu.
Ralphie zatrzasnął usta, wyglądał na
zirytowanego, wziął łyk kawy, a potem wybałuszył oczy.
„Mój Boże. To jest baj-ko-we” -
wykrzyknął, wpatrując się w swój biały papierowy kubek.
Upiłam łyk i też wybałuszyłam oczy.
Miał całkowitą rację.
*****
Kilka dni później do Art wszedł
Marcus Sloan.
Ralphie instalował obraz w czyimś
domu, więc po raz pierwszy od Incydentu z Ricky’m byłam sama. To było do bani.
Nie chciałam być sama, a Ralphie naprawdę nie chciał, żebym była sama, ale w
końcu musiałam zająć się swoim życiem, więc zachęciłam go, żeby pojechał.
Dobrze sobie radziłam, dopóki nie pojawił
się Marcus.
Samotność to jedno, ale nie chciałam
być sama z Marcusem Sloanem.
*****
Wiedziałam, że nie mogę wiecznie
polegać na Buddy'm i Ralphie. W końcu musiałam podnieść wątki mojego życia,
znaleźć swoje miejsce i nauczyć się na nowo dbać o siebie.
Nic nie słyszałam od Ricky’ego ani od
żadnego z jego szalonych braci. Nie wniosłam oskarżenia, ponieważ byłam córką
mojego ojca. Kiedy byłaś załamana i znalazłaś przewagę, nie marnowałaś jej.
Czekałaś i wykorzystałaś to, kiedy by nadszedł właściwy czas.
Gwałt był przestępstwem, gdyby Ricky
został uznany za winnego, poszedłby do więzienia. Wiedziałam, że mogę wnieść
oskarżenie i wiedziałam, że wygram. Miałam czas. Istniał statut przedawnienia,
ale miałam nadzieję, że Balducci ruszył na nową zdobycz. W międzyczasie
wiedzieli, że mogę w każdej chwili pójść na policję i sprawić, że Ricky i
wszyscy Balducci będą cierpieć.
Miałam jedną kartę do zagrania i nie
zamierzałam zagrać w nią zbyt wcześnie. Gdybym usadziła Ricky’ego, miałbym
jeszcze trzech braci, którzy mogliby po mnie przyjść. W tej chwili on był alfą.
Nie potrzebowałem kolejnego psa Balducci po mnie, starającego się uczynić mnie
jego nagrodą. Gdybym zatrzymała swoją kartę, wszyscy musieli usiąść i czekać,
aż ją zagram. W międzyczasie mogli się skoncentrować na rozszarpywaniu się
nawzajem.
Przynajmniej tak sobie wmawiałam.
Jednak powiedzenie o tym Ralphiemu i
Buddy’emu oraz rozmowa z Bex to jedno. Inną sprawą była konfrontacja z Rickiem
Balducci. Nie byłam na to gotowa.
Wiedziałam, że przez to wychodzę na mięczaka,
ale mogłam z tym żyć. Trzymałam się w kupie, widząc, że Ricky może sprawić, że
się rozpadnę.
Wyłożyłam to raz, z pomocą Ralphiego
i Buddy'ego, ale wiedziałam, że nie dam rady zrobić tego ponownie.
*****
Marcus podszedł do mnie przy ladzie i
uśmiechnął się.
„Sadie” - przywitał mnie cicho.
Po prostu powstrzymałam się przed
przyłożeniem ręki do bandaża, który w tamtym momencie Buddy nadal nakładał mi
na twarz rano, aby ukryć gojące się skaleczenie.
Nie potrzebowałam już bandaża, ale
nie byłam gotowa do publicznego wyjścia z widoczną blizną. To zajmie jeszcze
kilka dni i kolejną noc cytrynowych kropli, by Buddy i Ralphie zmusili mnie do
rezygnacji z tego, co nazywali Bandażem Kulą.
„Kochanie, jesteś cudowna. Zawsze
będziesz wspaniała. Zaufaj mi” - powiedział Buddy.
Zajęło mi to trochę czasu, ale mu
zaufałam. Ludzie patrzyli, ale nic nie mówili, a ja wiedziałem, że przyzwyczaję
się do tego przy wystarczająco dużej praktyce.
Zamiast tego spojrzałam chłodno na
Marcusa Sloana, którego zawsze uważałam za przystojnego. Daisy wybrała dobrze,
Marcus był kolegą mojego ojca i wiedziałam, że nie jest czysty, ale wiedziałam
też, że nie jest tak brudny jak mój ojciec.
„Marcus” - odpowiedziałam.
„Wszystko …” - zawahał się -
„dobrze?”
„Nigdy nie było lepiej” - poinformowałam
go i zobaczyłam, jak jego oczy błysnęły w odpowiedzi. Nie ukrywał tego i nie
pozwolił, by moja nonszalancka odpowiedź go zniechęciła.
„Jak tam interesy?” - zapytał.
„Doskonale” - odpowiedziałem tonem,
który nie zachęcał do dalszej dyskusji.
Marcus obserwował mnie przez kilka
sekund, a jego oczy sprawiały wrażenie, że niczego nie przegapiał, a ponadto, że
nie dawałam rady go oszukać. Potem skinął głową i zaczął wędrować po galerii,
jakby miał cały dzień na przeglądanie moich towarów.
Obserwowałam go.
„Czy jesteś tu sama?” - zapytał
Marcus z drugiej strony galerii, patrząc na wystawę przepięknych szklanych
przycisków do papieru.
„Tak” - odpowiedziałam i nie
spuszczałam z niego wzroku.
Podniósł przycisk do papieru - „Czy
to mądre?” - zapytał cicho Marcus, studiując przycisk do papieru. Przypomnienie,
że wiedział o tym, co się ze mną stało, i wskazanie, że obchodzi go, że mogę
nie być bezpieczna, sprawiło, że moje serce podskoczyło.
Zignorowałam to.
„Ralphie wróci za dziesięć minut” -
powiedziałam. Nie wiedziałam, dlaczego wyszłam z tą informacją, ale tak było.
„Dobrze” - odpowiedział Marcus,
odłożył przycisk do papieru i dalej wędrował po sklepie.
Nie odezwał się ponownie, dopóki nie
wrócił do przycisku do papieru, podniósł go i nie podniósł na ladę.
„Czy możesz to zapakować na prezent
dla Daisy?” - poprosił.
„Oczywiście” - odpowiedziałam, a
następnie zajęłam się fakturą, jego kartą kredytową i opakowaniem prezentowym. Milczał,
dopóki nie zaczęłam wykańczać kokardy.
Moje opakowanie prezentowe było z
matowego, pistacjowego, bardzo grubego papieru, w środku koloru wystawny,
opalizujący kremowy, a kokardka była z pudrowo-niebieskiej organdyny, była tam
charakterystyczna sygnatura Arta i pomyślałam, że jest hojny.
„Powinnaś wiedzieć, nigdy nie
powiedziałem Daisy, że przyszłaś się z nią zobaczyć lub zadzwoniłaś po
przyjęciu u Nanette” - powiedział Marcus.
Podniosłam głowę i prawie (ale nadal
udało mi się) nie mogłam ukryć zaskoczenia.
Jego oczy spotkały się z moimi – „Teraz
już wie” - ciągnął.
„Doprawdy?” - zapytałam z pozorną
fascynacją, ale serce biło mi w piersi.
„Nie jest szczęśliwa, że zataiłem to
przed nią” - wyjaśnił Marcus. Po prostu na niego patrzyłam.
„Miała ciężkie chwile w tym kręgu
towarzyskim. Tylko ciebie lubiła. Kiedy cię nie było, tęskniła za tobą.”
Mój żołądek ścisnął się. Boleśnie.
Nie pokazałam tego. Zamiast tego
włożyłam jego zapakowane pudełko do pudrowo-niebieskiej torby z napisem „Art”
ozdobionym pistacjowym pismem na boku, rączkami wykonanymi z pistacjowej
satynowej tasiemki i podałam mu.
Drzwi się otworzyły i wszedł Ralphie.
Marcus spojrzał na Ralphiego, skinął głową i wziął torbę.
Jego oczy wróciły do moich. – „Wciąż
za tobą tęskni” - zakończył.
Potem go nie było.
Dopiero kilka dni później zdałam
sobie sprawę, że wiedziałam po obsługiwaniu setek klientów podejmujących setki
decyzji dotyczących setek zakupów, że Marcus zdecydował, czego chce w chwili,
gdy podniósł przycisk do papieru, ale nadal został, dopóki Ralphie nie wrócił.
Jakie to było dziwne.
*****
„Co robisz?” - Buddy zapytał Ralphiego,
gdy patrzyłam, jak Veronica Mars pyskuje swojemu ojcu (ale w odważny, słodki
sposób). Ponownie uniosłam głowę i spojrzałam na Ralphiego, który wciąż stał
przy oknie.
„Nic” - odparł Ralphie.
Położyłam głowę z powrotem na udzie
Buddy'ego, gdy Buddy mruknął pod nosem - „Jezu”.
Mój umysł był zajęty dylematem od-odcinka-do-odcinka
Veroniki.
Widzisz, Veronica była rozdarta
między Duncanem, dobrym przewodniczącym klasy liceum, a Loganem, licealistą,
który był złym chłopcem. Osobiście kibicowałam złemu chłopcu, ponieważ był
świetny w ripostach. Jednak dobry chłopiec był taki słodki. Czarnym koniem był
Weevil, przywódca gangu motocyklowego, kradnącego samochody, Latynosów. Myślałam,
że Veronica miała dobrą chemię z Weevilem, a Weevil miał świetne rzęsy i fantastyczne
tatuaże. Dlatego myśląc o Duncanie, Loganie, a zwłaszcza Weevilu, nie miałam
czasu na wybryki Ralphiego.
Słyszałam, ale nie zwróciłam uwagi na
to, że Ralphie wychodzi z pokoju.
Słyszałam, ale nie zwróciłam uwagi na
to, że Ralphie otwiera frontowe drzwi.
Wreszcie, słyszałam, ale nie zwróciłam
uwagi na szmer męskich głosów. Ralphie i Buddy mieli wielką grupę gejowską, a
ta gejowska grupa pokazywała mnóstwo, zwykle to przeradzało się w obfite
francuskie martini, krople cytryny lub kosmos i zaimprowizowane do obejrzenia
cioci Mame (wersja Rosalind Russell, a nie wersja Lucille Ball) lub Stalowych
Magnolii.
Alternatywnie, mogło to przerodzić
się w rundę siłowania się na rękę. To było wszystko, co działo się w domu
Ralphiego i Buddy'ego.
„Zobacz, kto w końcu przyszedł z
zimna” - oznajmił Ralphie i podniosłam głowę, gdy Buddy wymamrotał, tym razem
dużo głośniej - „Jezu”.
Gapiłam się z otwartymi ustami i
wszystkim, na Hectora O mój Boże Chaveza stojącego w salonie Buddy’ego i
Ralphiego. Miał na sobie dżinsy, czarne buty, flanelową koszulę (nie zapiętą) i
widać było białą koszulkę pod spodem. Jego gęste, czarne włosy wymagały
strzyżenia, a on wymagał golenia.
Nigdy nie wyglądał lepiej.
Wciąż się gapiłam, jak Buddy
delikatnie podciągnął mnie do pozycji siedzącej, po czym wstał powoli, a
Ralphie rozpoczął prezentację.
„Nazywam się Ralphie, a to mój
kochanek Buddy i myślę, że znasz Sadie” - powiedział Ralphie, gdy niechętnie
wstałam.
Hector miał bawiący na ustach mały
uśmiech. Potrząsnął ręką uśmiechniętego Ralphiego. Potem potrząsnął dłonią marszczącego
brew Buddy’ego. Potem jego oczy spoczęły na mnie.
Sprawdziłam Lodową Księżniczkę przy
drzwiach. Nie została wpuszczona, nie do domu Buddy’ego i Ralphiego.
Co ja teraz miałam zrobić?
Nie miałam szansy tego rozgryźć.
Hector poruszył się, podszedł do
mnie, dokładnie w mojej przestrzeni, jednym z jego ramion objęło moją talię,
przyciągnął mnie do swojego ciepłego ciała, delikatnie uścisnął i pocałował
mnie w skroń.
Zgadza się. POCAŁOWAŁ MOJĄ SKROŃ.
„Sadie” - powiedział przy mojej
skroni.
Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam
na niego.
Nie mogłam mówić. Przynajmniej moje
usta nie były już otwarte, za to mogłam być wdzięczna. Podczas gdy Hector
patrzył na mnie, a ja patrzyłam na niego w milczeniu, Ralphie zdecydował się
mówić.
„Sadie, co się z tobą dzieje? Latynoskie
Ciacho siedział tam ze swoją gromadą uroczych chłopców, odstraszając złoczyńców
od tygodni, a teraz jest tutaj i masz szansę podziękować, a ty milczysz jak
duch” - warknął Ralphie.
„Ralphie …” powiedział ostrzegawczo
Buddy.
Hector przesunął się na bok mnie.
Blisko mnie i spojrzał na mnie.
„Latynoskie Ciacho?” - zapytał,
unosząc brwi, a usta wciąż walczyły, by powstrzymać uśmiech. O mój Boże.
Chciałam umrzeć. Idź żyć z gołębiami i aniołami i opuść ten świat na zawsze. Zamiast
tego moje oczy spoczęły na Ralphie i zmrużyłam je. Ralphie zignorował moje zmrużone
oczy.
„Wiem!” - wykrzyknął Ralphie -
„Wypijemy drinka i wszyscy obejrzymy Veronicę Mars. Myślę, że w następnym
odcinku zostanie pobita w hali bilardowej. Każdy będzie potrzebował drinka,
oglądając to.”
Nie chciałam się napić podczas oglądania
Veroniki Mars z Hektorem O mój Boże Chavezem. Chciałam, żeby Hector zniknął „puf”
w kłębku dymu, a potem chciałam dać Ralphiemu łupnia.
Hector nie zniknął w kłębku dymu,
zamiast tego powiedział - „Tak będzie dobrze.”
Moje serce zamarło, Ralphie klasnął z
zachwytu i złapał Buddy'ego, który wciąż marszczył brwi, i wyciągnął go z
pokoju.
„Co powinniśmy zrobić? Martini?
Margarity? Wiem! Piwo!” - słyszałam, jak Ralphie powiedział, kiedy on i Buddy
zniknęli w kuchni.
Stałam jak skamieniała, wpatrując się
w kuchnię i zastanawiając się, co mam zrobić. Flanelowa koszula Hectora
wypełniła mój widok i zaczęłam panikować. Nie byłam sobą. Byłam czymś w rodzaju
Sadie, kiedy byłam w domu Buddy’ego i Ralphiego. Dlatego nie miałam swojej
zbroi.
Nie byłam wystrojona od stóp do głów.
Miałam na sobie wytarte dżinsy i jedną z bluz z kapturem Buddy’ego, która była
na mnie dużo za duża. Nie miałam na sobie Manolo ani Jimmy Choo, dzięki czemu
miałabym dziesięć centymetrów więcej do mojego niewielkiego wzrostu. Byłam
boso, francuskie palce u stóp na wierzchu. Moje włosy nie były idealnie
ułożone, były upięte w niechlujny węzeł na czubku głowy.
Przynajmniej miałam makijaż po
całodziennej pracy w galerii, dzięki Bogu.
„Sadie” - zawołał Hector, wbijając
się w moje szalone myśli o moim wyglądzie i dalej, co on myślał o moim
wyglądzie. Powędrowałam spojrzeniem w górę jego koszuli, kolumny jego brązowego
gardła, jego silnego podbródka i pełnych ust do czarnych oczu. Moje serce
podskoczyło, kiedy zobaczyłam, co było w jego ciemnych oczach.
O cholera.
„Jak się czujesz?” - zapytał cicho.
„Nic mi nie jest” - odpowiedziałam
natychmiast.
Jego oczy zapłonęły irytacją i bez
wahania dostał się w moją przestrzeń. A potem (bez żartów) jego dłoń dotknęła
mojej szczęki, a kciuk przeciągnął po rozcięciu na moim policzku (blakło,
bardzo, bardzo powoli, ale wciąż tam było i będzie tam, dopóki nie umówię się
na spotkanie z chirurgiem plastycznym).
Wstrzymałam oddech, gdy patrzył, jak
jego kciuk śledzi bliznę, a potem jego dłoń przesunęła się po moim policzku,
jego palce wślizgnęły się we włosy z boku mojej głowy i ułożył mi dłoń za uchem.
Jego oczy wróciły do moich.
„Mamita, zapytałem, jak się czujesz?”
- powtórzył Hector, jego głos był spokojny, ale wyraźnie wymawiał swoje słowa,
co wskazywało, że zależy mu na mojej odpowiedzi, a dalej, żebym lepiej nie
próbowała go znowu odpieprzyć, bo mu się to nie spodoba.
Zawahałam się wtedy, nie pytaj mnie
dlaczego, szepnęłam - „Lepiej”.
To było wtedy, z bliska, zobaczyłam,
jak jego oczy się nagrzały, a mój żołądek podskoczył na ten widok.
Zaraz po tym, wciąż stojąc
nieruchomo, obserwowałam, jak Hector, będąc blisko, całkowicie w mojej
przestrzeni, z ręką wciąż w moich włosach, zaczyna się opuszczać głowę.
„Mam najlepszy pomysł!” - Ralphie
krzyknął od drzwi. Potem powiedział - „O nie. Przepraszam.”
Oczy Hectora zamknęły się z czymś, co
wyglądało na frustrację (przysięgam na Boga). Opuścił rękę i ponownie podszedł
do mnie.
„Czy ty, hmmm… chcecie, żebym wrócił
za chwilę?” - zapytał Ralphie.
„Nie!” - zawołałam natychmiast, ostro
i może trochę za głośno.
Ralphie spojrzał na mnie zwężonymi
oczami. Jednak po chwili oczyściły się i uśmiechnął się, jakby był z czegoś
naprawdę szczęśliwy.
„Cóż, Buddy jest w kuchni i trze ser
jak głupiec. Zdecydowaliśmy się na nachos” - Spojrzenie Ralphiego przeniosło się na Hectora
i poinformował go - „To pożywienie twojego ludu”.
Zamknęłam oczy.
Niech ktoś mi powie tylko, że Ralphie
nie powiedział Hectorowi, że nachos są pożywieniem jego ludu.
Kiedy przygotowywałam wykład o
świadomości kulturowej, który zamierzałam wygłosić Ralphiemu w chwili, gdy
Hector odejdzie, usłyszałam cichy śmiech Hectora.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak
Ralphie wdziera się do pokoju.
„Muszę iść po kwaśną śmietanę. Ty” -
wskazał na mnie Ralphie – „musisz zmiażdżyć awokado na guacamole. A ty” -
Ralphie wskazał palcem na Hectora – „musisz kupić sobie piwo. Prowadzenie
obserwacji jest stresujące. Wiem coś o tym, śledziłem swoją część kłamstw,
oszukiwania, nie-dobrych chłopaków. Dranie.”
Następnie, po podzieleniu się tym
kąskiem, Ralphie pośpiesznie wyszedł na poszukiwanie kwaśnej śmietany.
Usłyszeliśmy, jak drzwi zatrzasnęły się za Ralphiem i stałam tam, niepewna, co
robić i zastanawiałam się, jak niegrzeczne by się to było, gdybym pobiegła na
górę, zamknęła drzwi do sypialni i zabarykadowała się w szafie.
„Sadie…” - zaczął Hector.
„Macie zamiar mi pomoc z tym guacamole,
czy co?” - krzyknął Buddy z kuchni.
Wzięłam głęboki oddech i spojrzałam
na Hectora - „Muszę zgnieść awokado” - powiedziałam mu, czując się jak idiotka.
Na moje słowa uśmiechnął się do mnie
powolnym, rozbawionym i czarującym uśmiechem i nie czułam się już jak idiotka.
*****
Stało się to po nachos i piwie. Po
tym, jak Veronica została zaatakowana przez zły klan Fitzpatricka w hali
basenowej. Po tym, jak wzięłam talerz nachos i talerze z powrotem do kuchni i
wróciłam z piwem dla wszystkich. Później, kiedy wróciłam, zobaczyłam, że
Ralphie wpłynął na chaos w siedzeniach, co oznaczało, że Buddy siedział w
fotelu, w którym ja siedziałam, a jedyne miejsce, na którym mogłam się usiąść,
było między Ralphiem i Hektorem na kanapie.
Po tym, jak Buddy rzucił mi
spojrzenie - „Przykro mi, ale życie będzie piekłem, jeśli Ralphie nie dostanie,
czego chce”. To było w trakcie, gdy Veronica podsuwała pomysłowy plan
udaremnienia nowych pomysłów złoczyńców, kiedy Ralphie pochylił się do przodu,
wepchnął ramię pod moje kolana i podciągnął moje łydki, wciągając moje stopy na
kolana.
To oznaczało, że moje ciało się
skręciło, a ramię zderzyło się z bokiem Hectora. Hector, ze względu na wygodę
na niewielkiej kanapie (tak sobie powiedziałam dla spokoju ducha), położył
ramię wzdłuż oparcia kanapy (ramię, które poczułam, jakby to był wąż zwinięty
do uderzenia).
Położyłam nadgarstek wciąż w gipsie na
poduszkę przy biodrze Hectora i odwróciłam się, by spojrzeć na Ralphiego.
„Co robisz?” - warknęłam.
„Masaż stóp” - odpowiedział Ralphie,
patrząc na ekran telewizora, a jego ręce na moich stopach zaczęły masować.
Odsunęłam nogi - „Nie chcę masażu
stóp”.
Ralphie chwycił mnie mocno za kostki
i szarpnął z powrotem na swoje kolana, co sprawiło, że znów zderzyłam się z
bokiem Hectora. Odsunęłam się od Hectora, gdy Ralphie powiedział - „Każdy chce
masażu stóp”.
„Cóż, nie chcę” - odparłam.
„Chcesz” - odparł Ralphie.
„Nie chce” - warknęłam.
Oczy Ralphiego przeniosły się z
Veroniki na mnie - „Chcesz”
Ralphie i ja zaczęliśmy konkurs
gapienia się, który zamierzałam wygrać nawet, jeśli to mnie zabije.
Mogłam przytulać się do Buddy po
jednej stronie kanapy, podczas gdy Ralphie masował mi stopy po drugiej stronie.
Nigdy nie miałam zamiaru opierać się o Hectora (co było moim jedynym wyborem),
podczas gdy Ralphie masował moje stopy.
Nigdy.
Gapienie się trwało, aż ramię Hectora
otoczyło moje ramiona (poważnie, bez żartów), nacisnął tam, mój łokieć zgiął
się i wciągnął mnie w swój bok.
Odchyliłam głowę do tyłu – „Co ty
teraz robisz?” - zapytałam.
Hector spojrzał na mnie i powiedział
- „Odpręż się”.
„Czuję się nieswojo” - odpowiedziałam.
Uśmiechnął się do mnie. Gapiłam się
na niego, ale nie w konkursie gapienia się, a spojrzeniem zafascynowanym.
Myślałam o tym przez nanosekundę, a
potem się poddałam. Gdybym dalej walczyła, wyglądałabym na głupka.
Mogłam sobie z tym poradzić; Radziłam
sobie z gorszymi sprawami, dużo gorszymi. Po odejściu Hectora przekażę
Ralphiemu kilka informacji, aby zrozumiał dokładnie, na czym stoję w sprawie
Hectora.
Zerknęłam na Buddy’ego, żeby
sprawdzić, czy mogę mieć jakieś wsparcie, ale Buddy obserwował Hectora. W końcu
jego oczy przesunęły się na mnie, mrugnął do mnie, po czym wrócił do Veroniki.
No cóż, nie ma wsparcia Buddy’ego.
Siedziałam tam, Ralphie masował mi
stopy i patrzyłam na ekran telewizora, pragnąc, żeby Veronica mnie zabrała.
Po chwili palce Hectora zaczęły leniwie
krążyć po moim ramieniu. To było miłe, słodkie i cudowne. Niech to wszystko diabli
wezmą.
W porządku. Z tym też mogłam sobie
poradzić.
Skupiłam się na Veronice. Veronica i
ja, dawałyśmy radę, zawsze wychodziłyśmy bez szwanku lub, cóż… jeśli nie bez szwanku,
to przynajmniej wciąż oddychając.
Ułożyłam się w Hectorze, a Ralphie
dalej masował moje stopy. Veronica Mars, dzielna detektyw licealistka, miała
tylko trzy sezony.
Może to trochę potrwać, ale w końcu
się skończy.
*****
Otworzyłam oczy i nie zobaczyłam nic
oprócz flanelowej koszuli.
Moje zmysły doszły do siebie i zdałam
sobie sprawę, że nie słyszę wymądrzania się Veroniki, słyszałam komentatora
sportowego, który mówił o meczu. Nie czułam kolanach Ralphiego pod moimi stopami;
W ogóle nie czułam Ralphiego. Ktoś wyłączył wszystkie światła w pokoju z
wyjątkiem jednego, co oznaczało, że tylko delikatny blask pochodzi z pięknej
lampy podłogowej Restoration Hardware po drugiej stronie pokoju.
Nie byłam już zwinięta w boku
Hectora, a Hector nie siedział już na kanapie.
Zamiast tego, mój tułów był głównie
wciśnięty w Hectora, moja głowa spoczywała na jego klatce piersiowej, moje
ramię było owinięte wokół jego talii, a Hector był odchylony do tyłu po
przekątnej, z nogami uniesionymi na stoliku do kawy.
O mój.
Przechyliłam głowę, żeby spojrzeć na
fotel. Buddy’ego nie było.
Położyłam policzek na miękkiej
koszuli Hectora i spojrzałam na niego. Spał wyciągnięty, z głową opartą na
oparciu kanapy, ramieniem zwiniętym wokół mnie w pasie, z ręką opartą
delikatnie na moim biodrze.
Mój senny umysł zawirował i zdałam
sobie sprawę, że wiem, jak to się stało.
Nikt nie mógł mieć masażu stóp od
Ralphiego (on dobrze masował stopy), opierając się o ogromne, kojące ciepło
Hectora i nie zasypiając. Nawet wtedy, gdy Veronica Mars rozwiązywała zagadkę
zaginionych pieniędzy na wycieczkę dla seniorów, które zostały skradzione w
czasie szkolnego zimowego karnawału.
Nikt.
Jak miałam wyjść z tej kłopotliwej
sytuacji?
Postanowiłam, że wymknę się i
zostawię go tam. Wyglądało, na to, że mu wystarczająco wygodnie. Ucieknę na
górę i prześpię się następnego ranka; będę spała, dopóki nie upewnię się na
pewno, że Hectora nie ma.
Chociaż, zanim odejdę, okryję go
kocem, na wypadek, gdyby mu było zimno. Oderwałam od niego oczy i ostrożnie
odsunęłam się, unosząc się i odciągając rękę od jego brzucha.
Jego dłoń przeszła od rozluźnionej i
odpoczywającej do zaciśniętej i mocnej na moim biodrze. Przechyliłam głowę,
żeby na niego spojrzeć i stwierdziłam, że poruszając się zbliżyłam twarz do
jego twarzy.
Od razu zauważyłam, że już nie śpi.
Miał otwarte oczy i patrzył na mnie.
Szlag.
Zanim zdążyłam pomyśleć (a tym samym
powstrzymać się od mówienia), szepnęłam - „Nie chciałam cię obudzić”.
Potem przyglądałam się z bliska, jak
jego twarz się rozgrzewa. Ogrzała się w sposób, jaki już wcześniej widziałam. W
sposób, w jaki ociepliła się tamtej nocy w gabinecie mojego ojca, kiedy
przesuwałam ręce w górę jego klatki piersiowej i wokół jego szyi, tuż przed
tym, jak poprosiłam go, żeby mnie pocałował.
Przestałam oddychać.
Patrzył na mnie i poczułam dziwne
uczucie, które wiedziałam, że jest złożone, a całkowity strach zmieszał się
dziwnie z najdrobniejszą nutą oczekiwania.
Jego spojrzenie opadło na moje usta.
Zaschło mi w buzi.
Oczekiwanie uciekło, strach się
utrzymał i zaczęłam panikować.
Już miałam odepchnąć się, uciec,
wydostać się stamtąd tak szybko, jak wytrzymałyby moje stopy wykończone
paznokciami z francuskim pedicure, kiedy jego palce na moim biodrze zgięły się,
a ja walczyłam ze strachem i ponownie skupiłam się na nim.
„Muszę wracać do domu” - powiedział
cicho.
Na jego słowa panika zniknęła i
wypełniła mnie ulga.
Skinęłam głową. Zgiął brzuch,
podciągając się, zabierając mnie ze sobą, aż stanął na nogach i postawił mnie
na moich, tuż przed sobą.
Potem, zanim mogłam się odsunąć,
złapał mnie za rękę i nie miałam innego wyjścia, jak tylko odprowadzić go do
drzwi. Zatrzymał się tam, z ręką wciąż w mojej, z ciałem tak blisko, że poczułam
jego ciepło i spojrzał na mnie.
„Jak wyjdę, poczekam, aż usłyszę, że
zamykasz drzwi” - poinformował mnie.
Ponownie skinęłam głową.
Potem ciągnął - „Jutro wieczorem
wrócę. Siódma godzina. Zabieram cię na obiad.”
Panika wróciła i otworzyłam usta.
Hector O mój Boże Chavez chciał mnie zabrać na obiad?
Jakie to było dziwne!
Mój umysł szukał wymówki i na
szczęście ją miałam.
„Nie mogę. Buddy, Ralphie i ja mamy
plany” - powiedziałam mu i to nie było kłamstwo. Wychodziliśmy na kolację, a
potem zabierali mnie na drag show. Po tym wszystkim, jak wyglądało moje życie,
zdecydowali, że najwyższy czas zacząć się bawić.
„Więc poniedziałek. Będę tu o siódmej
”- odpowiedział natychmiast Hector i otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale
podniósł drugą rękę, tę, która nie trzymała mojej dłoni (nadal!) i położył
palec na mojej górnej wardze.
Znowu przestałam oddychać. Zabrał
palec.
„Ubierz się wygodnie; nie będzie
powodu, aby zakładać twoją designerską zbroję.”
O mój Boże!
Wiedział o mojej zbroi! Nawet
powiedział to wprost!
Skąd on wiedział?
O mój Boże!
Zanim zdążyłam to rozgryźć, zapytać
lub przeboleć mój atak paniki, mruknął - „Poniedziałek. Siódma.”
Potem ścisnął moją dłoń i zniknął.
Wpatrywałam się w drzwi przez coś, co
wydawało się trwać wieczność i wreszcie z zewnątrz usłyszałam głos Hectora
mówiącego ostro - „Zablokuj”.
Doskoczyłam do drzwi i przekręciłam
zamek.
Przyłożyłam do nich ucho i usłyszałam
jego buty na schodach na zewnątrz i zostałam tam, nawet gdy ich już nie
słyszałam. Po chwili odwróciłam się w stronę schodów i gwałtownie zatrzymałam,
gdy zobaczyłam Ralphiego siedzącego na nich i patrzącego na mnie.
„Jak długo tu siedzisz?” - westchnęłam.
„Byłem na podeście i słuchałem, jak
cię zaprasza na obiad. Zszedłem na dół po tym, jak wyszedł” - odparł Ralphie.
„Ralphie, musimy porozmawiać o…”
„Jeśli myślisz, że musimy porozmawiać
o tym, że nie chcesz mieć nic wspólnego z Latynoskim Ciachem, musisz pomyśleć
jeszcze raz, cukiereczku.”
„Ralphie …”
„Nie chcę tego słyszeć”.
„Ralphie!”
Wstał i spojrzał na mnie -
„Zasługujesz na swój mały kawałek szczęścia, czekałaś na to wystarczająco długo
i pracowałaś wystarczająco ciężko, aby na nie zasłużyć, i zobaczę, jak to
dostaniesz”.
Potem, zanim zdążyłam zaprotestować,
odwrócił się i wszedł po schodach.
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki
oddech.
Szlag.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz