ROZDZIAŁ XV
Zerwane
krawędzie
Sadie
Obudziłam się ponownie w zimnym,
pustym łóżku.
Położyłam się tam (z głową na jednej,
nędznej poduszce) i pozwoliłam sobie na cudowną, przytulną, ciepłą chwilę pobudki
w łóżku Hectora, zanim odrzuciłam kołdrę i odtworzyłam moje działania z
poprzedniego ranka. Tym razem musiałam ponownie założyć piżamę (tak też zrobiłam,
z dodatkiem flanelowej koszuli Hectora) i, mając tam swoje rzeczy, dodałam mycie
zębów i twarzy.
Zanim dotarłam na schody, usłyszałam
męskie głosy dochodzące z kuchni.
Okrążyłam schody i zobaczyłam Hectora
przez kuchenne drzwi.
Nie miał na sobie piżamy, miał na
sobie dżinsy i obcisłą czarną koszulkę, ale nie miał pasa. Jego stopy były
bose, a włosy mokre, co oznaczało, że nie spał wystarczająco długo, by zdążyć wziąć
prysznic.
Jak mogłam to przespać?
Poważnie, to robiło się dziwne. Nigdy
nic nie przesypiałam.
Może to przez ten cały seks.
Widziałam, że trzymał w garści
filiżankę kawy, a jego oczy były skierowane na kogoś, kto mówił, ale przeskoczyły
na mnie, gdy złapał mnie na okrążaniu schodów. Nawet z daleka, po drugiej
stronie salonu i kuchni, widziałam, jak jego oczy stają się leniwe, a usta wykrzywiają
mały uśmiech.
Na jego spojrzenie osłabły mi kolana.
Ostatniej nocy, po odejściu Zano, nie
poszliśmy spać. Poszliśmy do łóżka, a on się ze mną kochał (tak, po raz
trzeci!).
Pierwszy raz był niesamowity.
Za drugim razem „praca nad tym”
oznaczało powolne, słodkie i jeszcze bardziej niesamowite.
Za trzecim razem, głównie (ale
oczywiście nie do końca) nasycony, Hector nie spieszył się, było jasne, że ma
ochotę odkrywać i tak zrobił. To, czego nie czuł, to pozwalanie mi odkrywać,
więc tego nie zrobił. Jego niepodzielna i długotrwała uwaga wywołała orgazm,
jakiego nie doświadczyłam w życiu.
Niesamowite
nie oddaje sprawiedliwości.
Nie wymyślono jeszcze słowa, aby określić
to sprawiedliwie.
Myśląc o tym, weszłam do kuchni, ale
zrobiłam to na trzęsących się nogach.
Był tam Luke Stark oraz Rdzennie
Amerykańskie Ciacho, albo ktoś, kogo teraz znałam jako Vance.
Poszłam prosto do Hectora.
To mogło być niegrzeczne. Może powinnam
była pójść do Luke’a i Vance’a i podać im rękę. Hector wydawał się być w łagodnym
nastroju, ale mimo że ci faceci byli dość twardzi, cała ekipa Gorąca Drużyna /
Rockowe Laski lubiła się przytulać. Nie chciałam, żeby Luke czy Vance
przytulili mnie przed Hektorem. Byli jego przyjaciółmi, ale kto wiedział, jaka
będzie odpowiedź pana Zmienny Nastrój, a po tym, co wydarzyło się wczoraj z
Renem, nie chciałam ryzykować.
„Sadie, znasz Luke’a. To jest Vance
Crowe” - przedstawił Hector, gdy jego ręka zsunęła się po moich ramionach i
wtulił mnie w bok.
Skinęłam głową i powiedziałam -
„Cześć, Vance”.
Potem moje oczy przeniosły się na
Luke’a - „Cześć Luke”.
Jedna strona ust Luke’a uniosła się w
seksownym, pół uśmiechu. Usta Vance’a ułożyły się w uśmiech, który był tak
pewny siebie, że zapierał dech w piersiach.
Patrzyłam na nich i dotarło do mnie,
że każdy jest naprawdę gorący. Wysocy, ze wspaniałymi ciałami, w ubraniach
podkreślających ich dobrze zdefiniowane mięśnie. Vance miał czarne, lśniące
włosy ściągnięte w kucyk na karku. Luke miał krótko przystrzyżone czarne włosy
i wąsy, które dokładnie przystrzygł przy kącikach ust.
Uznałam, że wąsy Luke’a to absolutnie
asy. Normalnie taki wąs u mężczyzny (moim zdaniem) wyglądałby dość głupio. On
wyglądał fantastycznie.
„Mamita” - mruknął Hector, a moje
ciało drgnęło, gdy z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że patrzę na usta Luke’a
Starka.
O nie.
Byłam pewna, że mam kłopoty.
Powoli spojrzałam w górę na Hectora,
spodziewając się, że zostanę spalona przez Spojrzenie Hectora. Zamiast tego
jego usta drgały i wyglądał, jakby miał problem z powstrzymaniem się od
śmiechu.
Ponieważ nie spałam od około pięciu
minut i nie miałam czasu na to, aby zdecydować, kim będę tego ranka (Lodowa
Księżniczka, Nowa Sadie, Sadie z Charakterkiem, Przejmująca Kontrolę Sadie, a
może jakaś inna Sadie Po Nocy Pełnej Niesamowitego Seksu z Hektorem), moje osobowości
zdecydowały same.
Sadie z Charakterkiem kliknęła i
warknęła - „Co jest teraz zabawne?” - Patrzyłam, jak zaczął przegrywać walkę ze
swoją wesołością.
„Ty” - odpowiedział.
„Co jest we mnie zabawne?” - Sadie z
Charakterkiem zapytała ostro.
„Wszystko, mamita” - poinformował
mnie Hector, jego oczy wciąż były leniwe, jego uśmiech płonął bielą, a Sadie z
Charakterkiem nie miała na niego żadnego wpływu - „Jesteś przezabawna” - dodał.
Moje oczy zwęziły się - „Nie jestem
przezabawna. Zwłaszcza o szóstej rano, zanim wypiłam kawę” - odparłam, a potem,
z jakiegoś dziwnego powodu, narzekałam – „Nie. Czekaj. Nigdy. Nigdy nie jestem
przezabawna. Więc po raz ostatni mówię, przestań się ze mnie śmiać” - dokończyłam
z wyniosłym żądaniem.
„Sprzeczka kochanków” - usłyszałam,
jak mamrocze Luke i on też był rozbawiony.
Moje oczy przeniosły się na niego po
niepożądanym przypomnieniu, że mieliśmy widownię i zażenowanie odsunęło Sadie z
Charakterkiem na dalszy plan, gdy Luke kontynuował - „Czas się zbierać”.
Luke i Vance wciąż się uśmiechali.
Półuśmiech Luke’a zmienił się, obejmując całe jego usta, więc starałam się nie
patrzeć, ponieważ na pierwszy rzut oka wiedziałam, że dobre spojrzenie na pewno
wpędzi mnie w kłopoty.
Postanowiłam spróbować przejść na
Nową Sadie, ponieważ Sadie z Charakterkiem czyniła ze mnie pośmiewisko Gorącej
Drużyny.
Najwyraźniej wszyscy myśleli, że
jestem przezabawna (oprócz mnie).
„To nie jest sprzeczka kochanków.
Potrzebuję tylko kawy” - poinformowałam ich, starając się zabrzmieć swobodnie i
jakbym często błąkała się w piżamie po kuchni pełnej przystojnych mężczyzn po
nocy seksu i wygłaszała mini-przemowę.
Nadal stawiając na swobodę i pewność
siebie, wyrwałam się z ramienia Hectora i podeszłam do ekspresu. Wyszarpnęłam dzbanek,
odwróciłam się i podniosłam go do chłopców, pytając słodko - „Ciepłej kawy?
Luke? Vance?”
Z jakiegoś powodu ten gest wywołał
bardziej rozbawione spojrzenia. Czy to naprawdę moja wina? Co było tak
cholernie zabawnego w oferowaniu kawy?
W końcu, odkładając kubek, Vance powiedział
– „Dzięki, Sadie, mamy gówno do zrobienia.”
Luke poszedł w jego ślady. Zastanawiałam
się, jakie „gówno” mieli robić o szóstej rano. Czy ci faceci kiedykolwiek
spali?
Pomyślałam o zapytaniu Rockowych
Lasek, oczywiście, że by wiedziały, ale wtedy zdecydowałam, że nie chcę
wiedzieć, ponieważ ich odpowiedzi mogą mnie przestraszyć.
Pożegnali się, ja też, a Hector
poszedł za nimi do drzwi frontowych.
Zrobiłam sobie kawę i starałam się
uporządkować myśli, żeby nie zrobić z siebie jeszcze większego głupka. Nie miałam
praktyki w tego typu sytuacjach: budząc się po nocy seksu i nocnej wizycie
rodziny Zano tylko po to, by wcześnie rano znaleźć niezobowiązujące towarzystwo
w postaci przyjaciół.
Zastanawiałam się, kto miał? Z
wyjątkiem Hectora, oczywiście, jeśli przejścia ostatnich kilku dni było czymś, co
wydawało się dla niego normalne. Moje myśli nie były w żaden sposób
uporządkowane (ale moja kawa była gotowa), kiedy Hector wrócił do kuchni.
Odwróciłam się i oparłam o ladę,
kubek był głównie przy moich ustach, kiedy w kolejnym Gładkim Ruchu Hektora
podszedł bliżej, wyciągnął kubek z mojej ręki i postawił go na blacie obok
mnie.
„Hej!” - powiedziałam, patrząc na mój
kubek z kawą - „Piłam to!”
Obrócił mi głowę i zanim się
zorientowałam, co się dzieje, Hector mnie pocałował. To nie był delikatny,
słodki, poranny pocałunek.
To był ognisty, głodny, naglący
pocałunek i, najwyraźniej nie mogąc z nim walczyć (chociaż musiałam przyznać, że
nie próbowałam), rozpłynęłam się na miejscu.
Przeszło od całowania do całowania i
obmacywania, a potem Hector ściągnął flanelową koszulę z moich ramion i upadła
na podłogę. Jego ręce weszły w moją koszulkę po bokach, a następnie w górę
moich pleców, doprowadzając ciepło wszędzie, gdzie się pojawiły.
Podążyłam za jego przykładem, wkładając
ręce pod jego koszulkę na plecach, dotykając palcami jego gorącej skóry. Nagle
rozłączył usta, cofnął się i złapał mnie za rękę, odwrócił się i pociągnął mnie
za sobą.
Powinnam była coś powiedzieć, ale
musiałam skoncentrować się na bieganiu, aby nadążyć za jego długimi krokami. Na
schodach zabrał po dwa stopnie na raz, ciągnąc mnie za sobą. Nic dziwnego, że się potknęłam.
Odwrócił się i złapał mnie, unosząc mnie w górę, jedną ręką przy mojej talii,
drugą pod kolana, obrócił się, a moje nogi poleciały w powietrze, gdy mocniej
złapał mnie w ramiona.
Poszedł prosto do swojej sypialni i
rzucił mnie na swoje łóżko.
Tak, rzucił mnie na swoje łóżko!
W tym momencie poczułam, jak
twardnieją mi sutki, a mrowienie przeszło przez moje ciało w linii między moimi
nogami, gdzie natychmiast poczułam wtargnięcie rozkosznej wilgoci.
Patrzyłam, a mój oddech przyspieszył,
gdy zdzierał z siebie koszulę.
Postanowiłam pójść za jego przykładem,
usiadłam i ściągnęłam koszulkę, gdy patrzyłam, jak rozpina górne guziki swoich
dżinsów.
Kiedy odrzuciłam koszulkę na bok,
pochylił się, położył jedną rękę na łóżku, a drugą ręką wygiął mnie w talii i
szarpnął w górę tak, że moje plecy wygięły się w łuk, jednocześnie jego usta
opadły na mój sutek i nie nachylając się do niego, wciągnął głęboko.
„O Boże” - odetchnęłam, prawie pewna,
że osiągnę punkt kulminacyjny natychmiast.
Zamiast tego opuściłam ręce do
sznurka przy moich spodniach od piżamy i szarpnęłam go. Hectora odsunął usta,
szarpnął spodnie w dół, zabierając z nimi majtki, a następnie pchnął mnie z
powrotem na łóżko.
Uderzyłam w łóżko tyłkiem, zrzuciłam
ubranie, ale pochyliłam się do niego, podniosłam palce, rozpięłam pozostałe
guziki jego dżinsów i ściągnęłam je do samego końca.
I zobaczyłam go, właśnie tam, przede
mną.
I podobało mi się to, co zobaczyłam.
I chciałam tego.
I była cholernie dobra moja kolej na
odkrywanie.
Zsunęłam się więc na skraj łóżka,
odchylając głowę do tyłu, by na niego spojrzeć, a jego płonące oczy były
wpatrzone w moje, owinęłam dłoń wokół niego i wzięłam go do ust.
„Dios mio” - jęknął, po czym
powiedział więcej rzeczy po hiszpańsku, jego palce zanurzyły się w moich
włosach, odciągając je od mojej twarzy i trzymając w pięściach za głową.
Pozwolił mi odkrywać, pozwolił mi
posmakować go przez coś, co wydawało się nanosekundą (ale prawdopodobnie było
dłuższe, po prostu podobało mi się to, co robię i wiedziałam, że Hector też to lubił,
co sprawiało, że lubiłam to jeszcze bardziej), a potem jego ręce wyszły pod moje
pachy, unosząc mnie w powietrze. Moje nogi owinęły się wokół jego talii, moje
ramiona wokół jego szyi, a potem on ruszył biodrami do przodu, posadził mnie i
oboje wylądowaliśmy na łóżku.
Zanim zdążyłam przyzwyczaić się do
naszej nowej pozycji, był we mnie, a nie jak zeszłej nocy. To było inne, mocniejsze,
bardziej szorstkie, nie podlegające żadnej z naszych kontroli i dlatego
szokujące w swoim intensywnym pięknie.
Podciągnął moje nogi do kolan, aż
zostały przyciśnięte do jego boków i wciąż mnie uderzał, jedną ręką owinęłam
wokół jego pleców, a drugą trzymałam w jego włosach.
Nie całowaliśmy się i słyszałam, jak
nasze odgłosy płyną wokół nas, jego niskie, głębokie pomruki mieszały się z
moimi cichszymi jękami. Jego twarz była na mojej szyi i jęczał tam, ciężko
dysząc. Moja twarz była na jego szyi i jęczałam tam, ciężko oddychając i
naprzemiennie smakując go, a nawet (nie żartuję!) gryząc mięśnie na jego
ramieniu.
Potem nagle przestał się ruszać, jego
ciało było w moim.
„Jezu, kurwa, Sadie” - mruknął mi w
szyję – „Kurwa” – powtórzył, zaciskając ramiona. - „Daj mi sekundę”.
Zamrugałam szybko, zaskoczona, że
zatrzymał się i chciał cofnąć ten ruch, łomotanie, a nawet nasze odgłosy.
„Na co?” - zapytałam.
Jego usta zbliżyły się do mojego ucha
i szepnął - „Nie chcę cię skrzywdzić”.
Zamknęłam oczy i zacisnęłam ramiona -
„Nie krzywdzisz mnie” - obiecałam, ścisnęłam go udami (i innymi częściami mnie)
i usłyszałam, jak uwalnia hałas z gardle. Ten hałas skłonił mnie do przekonania
- „Nie przestawaj”.
„Trzymaj się” - mruknął Hector, wciąż
walcząc o kontrolę, nawet gdy zanurzył się głębiej (co było dobre,
wystarczająco dobre, bym pamiętała, że chciałam więcej).
To była moja kolej, by wydać cichy
dźwięk w gardle, a potem powtórzyłam - „Nie przestawaj”.
„Sadie …” - zaczął, ale moje ramię
się poruszyło, moja dłoń powędrowała do jego fantastycznych pleców, palce
drugiej dłoni zacisnęły się w jego włosach. Moje ruchy sprawiły, że jego głowa
podniosła się i przycisnęłam moje usta do jego.
„Hector, proszę” - wyszeptałam, a mój
głos był mieszaniną błagania i domagania się - „Proszę… pieprz mnie”.
Patrzyłam, jak jego oczy ciemnieją, a
potem pochylił głowę, jego usta złapały moje w kolejnym mokrym, głodnym
pocałunku i zrobił tak, jak prosiłam, dziko i szorstko, aż kilka minut później,
prawie w tym samym czasie, oboje eksplodowaliśmy.
To było twarde, gorące i tak
obezwładniające, że jęknęłam głęboko w jego usta, gdy moje ciało drgnęło pod
jego. Upłynęło coś, co wydawało się wiecznością, dreszcze przebiegły przeze
mnie, gdy skoncentrowałam się na Hectorze, jego ciało wciąż wciskało się w
moje, jego oddech na mojej szyi, przechodząc powoli z ciężkiego w miękki.
Jego ciężar ciążył na mnie i zdałam
sobie sprawę, ku mojemu zdziwieniu, że po intensywności tego, co właśnie
podzieliliśmy, poczułam się jeszcze bardziej przytulnie, ciepło, bezpiecznie i
wygodnie niż kiedykolwiek wcześniej, kiedy byłam z nim (to znaczy ,
kiedykolwiek w moim życiu).
I oczywiście to coś mówiło.
To znaczy, czułam się bardziej
przytulnie, ciepło, bezpiecznie i wygodniej, dopóki się nie odezwał, a jego
głos był głęboki, ochrypły i całkowicie zadowolony.
„To właśnie dziewczynę z tamtej nocy chciałem
znaleźć. Wiedziałem, że gdzieś tam się pieprzyła, po prostu nie wiedziałem, że
będę ją miał tak szybko.”
Czułam się, jakby wepchnął mi sopel
lodu w serce.
Nie.
Proszę.
Nie.
To nie byłam ja.
Było mnóstwo Sadie, ale to nie była żadna
z nich.
Była?
Bezczelna dziwka rzucająca się na
niego i błagająca, żeby ją przeleciał?
Ta dziwka z towarzystwa, która szlaja?
Czy on myślał, że to ja?
Czy tego chciał?
Nie chciałam, żeby tego chciał.
Wtedy mnie to uderzyło: Róża na
plecach, którą chciał założyć na ramię.
Miał złamane serce od Belindy, by
przypominało mu, by nie pozwolił, by pragnienia jego ciała przesłaniały jego
osąd.
Miał czaszkę, by uczcić zabicie
mojego ojca.
Żadna z tych rzeczy nie była dobra,
kochająca, wygodna, przytulna, ciepła. Stanowiły ciężko zarobioną lekcję i
zwycięstwo w ciężko stoczonej, niebezpiecznej bitwie.
Może róża nie miała na myśli tego, co
myślałam.
A dokładniej, co w chciałam wierzyć,
że to znaczy.
Może róża stanowiła kolejne wyzwanie.
Może miałam rację kilka tygodni temu,
kiedy był w mojej sali szpitalnej.
Może był ze mną, żeby dokończyć
pracę, pracę, którą rozpoczął tamtej nocy w gabinecie mojego ojca i którą skończyłby,
gdybym nie odeszła od niego. Zadanie polegające na podbiciu mnie.
Tej nocy odeszłam od niego, pogardliwa
i zrzędliwa, zostawiając go twardego i spragnionego, a on był wściekły,
wściekły na tyle, by nazwać mnie flirciarą, bawiącą się kutasem.
Może to był czas zemsty.
Cóż, właśnie mi odpłacił. Spędził noc,
odpłacając mi się.
I to było wszystko, co miał otrzymać.
Może teraz mieć swoją różę i pamiętać,
za każdym razem, gdy na nią będzie patrzył, że wygrał.
Wiedziałam, że poczuł moją zmianę,
gdy podniósł głowę.
Zawołał cicho - „Sadie?”
Spojrzałam na jego gardło i nawet ja
usłyszałam zmianę w moim głosie, zdradzającą (a niech to diabli!) moje uczucia
- „Muszę wziąć prysznic” - powiedziałam mu cichym, ale napiętym głosem.
Ciało Hectora spięło się - „Mamita,
spójrz na mnie”.
Moje oczy przeniosły się na jego. Jego
szukały.
Nie miałam pojęcia, jakie były moje.
Potem mruknął - „Ona odeszła”.
To powiedziało mi, co zobaczył w
moich oczach.
„Jestem tutaj” - skłamałam, żeby
ukryć. Pomyślę o tym później, może kiedy YoYo będzie leżała obok mnie w łóżku,
więc będę miał coś innego, co zapewni mi przytulność, wygodę, ciepło (jeśli nie
bezpieczeństwo, bo nie spodziewałam się, że mops może mnie chronić).
Z drugiej strony oszukiwałam się,
kiedy myślałam, że Hector chce mnie chronić.
Był taki sam, jak wszyscy, po prostu
wykorzystując mnie, by dostać to, czego chciał.
Patrzyłam, jak potrząsnął głową i
wyglądał, jakby zaczął się denerwować – „Nie ma cię.”
Próbowałam złagodzić moje rysy, aby
uwierzył, że wciąż mnie ma, dopóki nie znajdę się z dala od niego i gdzieś w
bezpiecznym miejscu.
„Nie, jestem” - odpowiedziałam.
Na moje słowa nie wyglądał już, jakby
się denerwował, wyglądał, jakby był zdecydowanie zirytowany i domyśliłam się,
że moje wysiłki w celu złagodzenia moich rysów nie zadziałały.
„Nie okłamuj mnie, Sadie.”
Cóż, teraz brzmiał, jakby był
zdecydowanie zirytowany.
Potem wtrącił - „Dlaczego?”
Tak, zdecydowanie zirytowany.
„Dlaczego co?”
„Gdzie ona poszła i dlaczego poszła?”
„Nie wiem, o czym mówisz”.
„Wiesz dokładnie, o czym, kurwa,
mówię.”
Zdecydowałam, że czas spróbować gapienia
się.
To się nie udało.
Wtedy postanowiłam spróbować czegoś
nowego i odepchnęłam go za ramiona.
„Hector, złaź. Muszę iść do pracy.”
To też się nie udało.
„Musisz ze mną, kurwa, porozmawiać” -
odpowiedział.
„O czym?” - zapytałam ze strachem i
desperacją, nadając tonowi krótki i urywany ton.
Hector spojrzał na mnie, a potem
wymamrotał - „Cholera”, poddając się i przewracając na bok.
Straciłam jego ciężar, jego ciepło i
połączenie naszych ciał. Poczułam tę stratę gdzieś tak głęboką, tak ważną, że przeniknęła
jak ostrze, zmieniając coś, coś kluczowego dla mojego świata, rozcinając to w
sposób, o którym wiedziałam, że nigdy się nie zagoi.
„Przynajmniej powiedz mi, że bierzesz
pigułkę” - dokończył Hector i rana się zaogniła, a jej zerwane krawędzie zapiekły,
bo wtedy wiedziałam.
Wiedziałam.
Nie chciał żadnego połączenia ze mną.
Kiedy to się stało, niezależnie od tego, jakie wyzwanie sobie postawił, wygrał
i nie chciał żadnego związku. Gdy już się dopełni, odejdzie i podobnie jak moja
mama, jak mój ojciec, jak każdy przyjaciel, jakiego kiedykolwiek miałam i obaj
moi byli chłopcy, jego też stracę.
„Biorę pigułki” - szepnęłam, a potem
przeturlałam się, zastanawiając się, czy mogłabym włożyć go do ubrania, nie
umierając z upokorzenia.
Ledwo doszłam do siebie, oparłam się
na ramieniu, kiedy złapał mnie w talii i szarpnął mnie za plecy w swoje ciepło.
Z ustami na mojej szyi ostrzegł
cichym i wściekłym głosem - „Do którejkolwiek Sadie mówię, wszystkie muszą
wiedzieć, to nie jest skończone”.
Moje serce zatonęło.
Tego się bałam.
*****
„Zaczekaj chwilę” - powiedział Hector
do Shirleen, jego wciąż poirytowany wzrok odciął się ze mnie, a potem podszedł
do drzwi prowadzących do wewnętrznych pokoi Nightingale Investigations.
Spojrzałam na Shirleen, która
siedziała za ladą recepcji. Jej wzrok spoczął na zamykających się za Hektorem
drzwiach. Potem spojrzała na mnie i uniosła brwi.
Spędziłam cały dzień bardzo zajęta.
Po fantastycznym seksie „pieprz mnie”
i rozdzierającym serce incydencie, przygotowywanie się do pracy w domu Hectora
było niesamowicie niewygodne.
To dlatego, że Hector był bardzo zły.
Nie wiedziałam, na co miałby być zły, nie używałam go jako trudnego do zdobycia
nacięcia na słupku łóżka, po którym wytatuowałabym coś na ramieniu (nie
wiedziałam, co miałabym wytatuować, żeby przypomnieć sobie o Hektorze, ale
myślałam o czarnej panterze, bo to jedyna rzecz, która oddałaby mu
sprawiedliwość).
Wiedziałam, że kontrolował złość,
ponieważ nie wrzucał telefonów komórkowych do dzbanów margarity (ani tym podobnego).
Wiedziałam jednak, że ledwo ją kontrolował, więc postanowiłam trzymać się z
daleka.
To okazało się złą decyzją. Im
bardziej starałam się go unikać, tym mniej wydawał się kontrolować swój gniew.
Nie rozumiałam tego reakcji, ale (z oczywistych powodów) nie pytałam.
Podrzucił mnie do domku z piaskowca i
pomyślałam, biorąc pod uwagę, że jego temperament nadal nie ostygł, że to by
było na tyle. Jednak to nie było to, ponieważ pocałował mnie przy drzwiach.
Tak, pocałował mnie.
To nie było jak jakikolwiek inny
pocałunek, jaki mi dał. Jego palce wbiły się w moje włosy, obejmując tył mojej
głowy, unosząc ją do góry i używając, by przyciągnąć mnie do przodu. Upadłam na
niego, moja dłoń na jego piersi, a jego usta dotknęły moich mocno. To był zły
pocałunek i z tego powodu tak gorący i intensywny, że skradł mi oddech i
zdolność do stania na własnych nogach.
Kiedy moja ręka zaciskała się na jego
koszuli na jego piersi, moja druga ręka była owinięta wokół jego talii, a mój
tułów był przylepiony do jego, jego głowa podniosła się i przypalił mnie Spojrzeniem
Hectora.
„Za dziesięć czwarta, odbiorę cię z
galerii. Nie rób żadnych pieprzonych planów na dziś wieczór” - rozkazał
głębokim, niskim głosem i wibrującym nieszczęśliwymi emocjami.
Zanim zdążyłam mu przypomnieć o
przybyciu YoYo i moim planie bycia tu, kiedy dostaniemy psa, już go nie było,
zostawiając mnie niepewnie kołyszącej się za nim.
„Święci Gorąco Krwistych Latynosów,
słodycze, o co w tym wszystkim chodziło?” - zapytał Ralphie, szeroko otwierając
oczy na drzwi.
Moja głowa zaczynała pulsować.
Dochodziły do mnie trzy noce przerywanego snu i tygodnie intensywnych emocji.
Po całym tym fantastycznym seksie (cztery razy!), powinnam być zrelaksowana i wyluzowana
wystarczająco, aby uprawiać gimnastykę. Zamiast tego zostałam mocno nakręcona.
„Nie chcę o tym rozmawiać” -
powiedziałam Ralphiemu.
I naprawdę, naprawdę nie chciałam.
„Ale…” - zaczął Ralphie.
Rzuciłam mu błagalne spojrzenie -
„Proszę, proszę, Ralphie. Potrzebuję ciszy. Potrzebuję spokoju. A przede
wszystkim potrzebuję czasu, żeby zebrać się w garść.”
Ralphie zatrzasnął usta, przyglądając
mi się uważnie. Wiedziałam, że umiera, żeby wiedzieć, co się dzieje. Zamiast
tego skinął głową i ku mojemu szokowi zostawił mnie samą na cały dzień, abym
zebrała myśli.
I zebrałam.
Ułożyłam kilka planów działania.
W zależności od następnego ruchu
Hectora, moim ruchem byłby jeden krok.
Chronić się, dopóki nie zniknę.
A potem polecę na Kretę. Powiedziałabym
Bex, gdzie mnie znaleźć, mogłaby powiedzieć detektywowi Markerowi, jak mnie
złapać, gdyby potrzebowała mnie policja, ale poza tym by mnie nie było.
Jeśli chodzi o znalezienie mojej
mamy, cóż, Lee Nightingale nie był jedynym prywatnym detektywem na świecie.
Byli inni. Zatrudniłabym jednego z nich, znalazłabym mamę i sprowadziłabym ją
do siebie. Ona i ja jadłybyśmy souvlaki i chleb pita (lub cokolwiek innego) i
przedzierałabym się przez wszystkich greckich mężczyzn na Krecie, którzy
polubili moją ochotę, ale nie oddałabym jednemu z nich mojego serca.
Nie ma, kurwa, mowy.
Moje serce było tylko dla mnie i dla
mnie oraz, oczywiście, dla mojej mamy (kiedy ją znajdę) oraz Ralphiego i Buddy’ego,
z którymi oczywiście będę w kontakcie, a może Daisy i Rockowych Lasek, jeśli
dam radę to bez udziału Hectora.
Jeśli chodzi o Hectora, wiedziałam,
że Lodowa Księżniczka nie działa, więc zdecydowałam się na inną strategię.
Wiedziałam, że to będzie mnie kosztować, ale byłam gotowa za to zapłacić.
Miała być Nowa Nowa Sadie. Nazywałam ją Udawaj Sadie i to ona miała mnie
chronić. Na dłuższą metę byłoby to łatwiejsze i na krótszą będzie o wiele
trudniejsze.
Ale mogłam to zrobić. Żyłam
dwadzieścia dziewięć lat z ojcem, udając kogoś, kim nie byłam. Mogłabym przeżyć
kilka tygodni, strzegąc swojego serca przed Hectorem O mój Boże Chavezem.
I ustrzegę je.
*****
Za dziesięć czwarta Hector odebrał
mnie z galerii.
Miałam nadzieję, że ostygnie, zanim
przyjdzie, ale jedno spojrzenie na niego powiedziało mi, że to absolutnie nie.
Niech tak będzie.
Mogłam z tym pracować.
Na drodze do biura Nightingale
Investigations była tylko jedna przeszkoda. Była tuż za rogiem, może dwie
przecznice od Art. Mimo to Hector prowadził i kiedy zbliżaliśmy się do wjazdu
do garażu, głośno wciągnęłam powietrze.
Zapomniałam o garażu.
Mój ostatni wjazd do garażu nie był
szczęśliwym wspomnieniem. Nie byłam gotowa, żeby tam wrócić.
Hector usłyszał mnie, mruknął pod
nosem - „Kurwa”, wycofał się i okrążył blok, parkując na ulicy.
Z wysiłkiem zmusiłam swoje ciało do
odprężenia.
Zanim wysiadł, jego dłoń owinęła się
wokół mojej szyi i odwrócił mnie twarzą do siebie. Nachylał się do mnie, ale
nie tak blisko, jak zwykle. Zauważyłam to i sprawiło, że coś brzydkiego
wykręciło się we mnie, coś, co zdecydowanie odłożyłam na bok.
„Nie pomyślałem o garażu …” - powiedział
do mnie, jego oczy były zamaskowane, ale jego głos był łagodny.
„W porządku” - odpowiedziałam szybko.
Nie pozwolił mi odejść, a jego oczy
przeskanowały moją twarz.
„Kto jest teraz ze mną?” - zapytał.
„Ja” - odpowiedziałam natychmiast.
Zmrużył oczy - „Która ja?”
„Ja,
ja” - odpowiedziałam, jakby zawsze była tylko jedna (prawie!).
Ta odpowiedź nie uszczęśliwiła go i
wtedy podszedł tak blisko, jak zwykle.
Wstrzymałam oddech i przygotowałam
się (to też była dobra rzecz).
„Gdybym nie wiedział, że to jest tego
warte. Gdybym nie wiedział z tego, co wydarzyło się zeszłej nocy i cokolwiek,
do cholery, myślisz o tym, mamita, co się stało dziś rano. I jeśli nie
podobałyby mi się twoje dłonie w moich włosach trzymające moje usta na tobie,
zapach twoich pieprzonych perfum, kiedy jestem w tobie zagłębiony i sposób, w
jaki tracisz tę ciasną jak gówno kontrolę nad każdym pieprzonym ruchem, sprawiając,
że kiedy się podniecasz używasz na mnie swoich paznokci i zębów, poddałbym się,
ponieważ, mamita, jesteś jednym poważnym bólem w dupie.”
Nie planowałam przygotowywać się na takie
przemówienie (pytam cię, kto by to zrobił?).
Nie planowałam też, że to sprawi, że
moje serce przyspieszy (diabli nadali!), mój żołądek skurczy się (bardziej diabli
nadali!) lub że obszar między moimi nogami będzie mrowił (diabli nadali do
piekła!) lub, odwrotnie do wszystkiego, że to sprawi, że chciałam dać mu
porządny prztyczek. Więc pomyślałam, że najlepiej będzie, jeśli wciągnę usta i
spróbuję wyglądać na zawstydzoną z powodu zachowania dającego ból tyłka.
To nie zadziałało. Potrząsnął głową w
zirytowany sposób, puścił mnie, wysiedliśmy z Bronco i poszliśmy do biura.
Jakkolwiek był zły, trzymał mnie za
rękę przez całą drogę, jakie to było
dziwne?
*****
Zauważyłam uniesione brwi Shirleen,
ale udałam, że ich nie widzę.
Shirleen widziała moje udawanie i
pomyślała, że to bzdury.
„W porządku, powiedz Shirleen, co się
do cholery dzieje?” - uniosła rękę, a jej kciuk wskazał drzwi, przez które
właśnie wszedł Hector.
„Ten chłopiec był przez cały dzień w
paskudnym nastroju. W przypadku Hectora paskudne nastroje nie są niczym
niezwykłym, jest humorzasty, ale jest nerwowy. Kiedy ten chłopiec jest nerwowy,
musisz dać mu miejsce na nastroje; Przychodzi razem z terytorium. Jeśli jest
dobry w swojej pracy, oddałby swoje życie za chłopców, a nie jest trudno na
niego patrzeć, jak na Hectora, to robisz takie rzeczy. Ale to jest inne.
Wszyscy przez cały dzień omijają go szerokim łukiem. Nawet Luke, Vance, Lee,
Mace, a ci chłopcy niczego się nie boją.”
Muszę przyznać, że poczułam się
lepiej, skoro twardziele tacy jak Luke, Vance, Lee i Mace również uważali, że
„paskudny” nastrój Hectora jest wart szerokiego omijania, więc ja nie byłam
totalnym dupkiem.
Spojrzałam na Shirleen i zdałam sobie
sprawę, że naprawdę spodziewała się odpowiedzi.
„Um…” - zabezpieczyłam się.
„Nie ma um z Shirleen. Jest wkurzony, kurwa, a ty wyglądasz jak… Nie wiem,
jak wyglądasz, ale coś jest nie tak.”
„Cóż…” - zaczęłam, a potem przestałam.
Czekała.
Milczałam (naprawdę, co mogłam
powiedzieć?).
„Wystarczy” - oznajmiła. Patrzyłam,
jak dźgnęła guzik swojego telefonu mleczno-morelowym paznokciem i usłyszałam
sygnał wybierania dobiegający z głośnika. Potem uderzyła w kolejny i włączono
szybkie wybieranie i słychać było szybkie serie tonów, potem dzwonek, potem
dwa, po czym na linii rozległ się głos.
„Jak leci, skarbie?” - Daisy odebrała
telefon.
„Sprawy się zepsuły z Hectorem i
Sadie. Sadie tu stoi, jakby połknęła język, a Hector jest naelektryzowany”-
oświadczyła Shirleen i byłam również bardzo zadowolona, że nie tylko ja
poczułam wściekły prąd elektryczny Hectora, dzięki temu poczułam się mniej
dziwaczna.
„O cholera” - powiedział głos Daisy.
Rany, mogłaby to powtórzyć.
„Narada plemienna. Fortnum. Jutro w
południe. Załatwimy to gówno”- zadekretowała Shirleen i poczułam, że ogarnia
mnie panika, ponieważ tego też nie planowałam.
„Ale ja…” - zaczęłam, a Shirleen
podniosła rękę, wyciągając dłoń do mnie, a ponieważ trochę mnie przerażała, zamknęłam
usta.
„Rozumiem, uruchomię centralę
telefoniczną” - powiedział głos Daisy.
Centralę telefoniczną?
The Rockowe Laski miały centralę telefoniczną?
Posterunki bojowe!
„Naprawdę, ja…” - zaczęłam ponownie,
ale zatrzymałam się, gdy brwi Shirleen złączyły się razem (tak bardzo, jeśli
chodzi o moje słabe posterunki bojowe), a głos Daisy rozległ się przez telefon.
„Bez odmowy, comprende?” - ostrzegła
Daisy - „Bądź tam lub staw czoła konsekwencjom Rockowych Lasek.”
Nie miałam pojęcia, jakie były
konsekwencje Rockowych Lasek, ale z drugiej strony nie chciałam wiedzieć.
„Och, w porządku” - ustąpiłam.
Jak źle to mogło być, Narada
plemienna?
Przeżyłam gorsze, do diabła, w tym
momencie przeżywałam gorsze!
Drzwi się otworzyły i wszedł Hector.
„Już czas, mamita” - oznajmił.
Widzisz, o co mi chodzi?
„Jutro w południe” - przypomniał mi
głos Daisy.
„W porządku” - odpowiedziałem, powoli
kierując się w stronę Hectora, który na mnie czekał, przytrzymując otwarte
drzwi.
„W południe” - powtórzyła Shirleen do
moich pleców.
Na to moje plecy się wyprostowały,
odwróciłam głowę i przez wzgląd na moją dumę warknęłam - „W porządku!”
To, z jakiegoś dziwnego powodu,
sprawiło, że Shirleen się uśmiechnęła.
„Cóż, w porządku” - wymamrotała przez
uśmiech.
Do jasnej cholery!
Dlaczego moje życie było takie
trudne?
Wow powiem to co mówię czasami mojemu mężowi, wszystko jest dobrze dopóki nie otwierasz ust. To chyba adekwatne w tym momencie. Faceci 🤪
OdpowiedzUsuńDziękuję za kolejny rozdział ❤️
OdpowiedzUsuńWow 😍 odświeżyłam tak odruchowo i nie mogłam uwierzyć, że już nowy rozdział ❤️ dzięki wielkie, ale takie emocje na koniec, że nie mogę się doczekać jak się potoczy to spotkanie.
OdpowiedzUsuńDziękuję! ❤ w tym rozdziale po prostu nie rozumiem Sadie i tyle 😑 plus jest tak naiwna😅 Zdradzę sekret WYSTARCZY POGADAĆ
OdpowiedzUsuń