czwartek, 18 marca 2021

1 - Spokój

 

ROZDZIAŁ I

Spokój

Sadie 

 

Skręciłam moim czarnym kabrioletem Mercedesa SLK na parking pod biurami Nightingale Investigations i ponownie przetarłam oczy, skręcając ponownie i ledwo omijając ścianę, zanim wyprostowałam samochód.

Nie miałam pojęcia, jak się tam dostałam, może to mieszanka szczęścia i adrenaliny.

Nie miałam pojęcia, dlaczego tam pojechałam, poza tym, że było blisko mojego mieszkania. Nie wspominając o tym, że byłam na tyle przytomna, by wiedzieć, że nie mogę iść na policję. Nie wspominając o tym, że myślałam o tym miejscu, odkąd byłam tam tego popołudnia.

Ale tak naprawdę, kogo to obchodziło? Dotarłam. To było równie dobre miejsce jak inne.

Mój samochód był w rozsypce, po drodze wpadłam na kilka rzeczy, nie wiedziałam na co. Czułam uderzenia, słyszałam chrupanie i zadrapania, ale po prostu jechałam dalej.

Nie zaparkowałam. Zatrzymałam się z piskiem opon, kiedy zobaczyłam drzwi prowadzące na schody. Nie mogłam czekać na windę, Ricky mógł być tuż za mną, nie mówiąc o tym, że nie byłam pewna, czy wytrzymam.

Otworzyłam drzwi mojego samochodu i to bardzo mnie wyczerpało. Tak bardzo, że kiedy próbowałam się wydostać, upadłam na czworaka (lub na trzy, bo to były wszystkie kończyny, które wtedy pracowały) na betonową podłogę.

To też bardzo mnie wyczerpało. Tak bardzo, że zwymiotowałam tam. Niewiele widziałam, bo pot i krew zalewały moje opuchnięte oczy, ale widziałam, że krew była zmieszana z żółcią na betonie. Widziałam też, że mój manicure się zepsuł, co było dość do bani, ale w tej chwili było to najmniejsze z moich zmartwień.

Podciągnęłam się, używając drzwi samochodu i jedynej zdrowej ręki. Moja druga ręka i ramię były dla mnie bezużyteczne. Właściwie moje ciało było całkiem bezużyteczne, biorąc pod uwagę, że każda komórka krzyczała z bólu, ale starałam się to zignorować. Nie byłam pewna, czy dalsze oddychanie to dobry pomysł, ale moje ciało z jakiegoś powodu nie pozwalało mi się poddać.

Wstałam i ruszyłam do przodu.

Byłam w koszuli nocnej lub w tym, co z niej zostało. Wiedziałam, że nie mam na sobie majtek. Nie miałam pojęcia, czy zasłaniają mnie resztki koszuli nocnej, na tyle, żebym była przyzwoita.

Później uporam się z tym nowym upokorzeniem (jeśli będę miała szansę).

Zatoczyłam się do drzwi z napisem „SCHODY”.

Zajęło mi to dwie próby, ale otworzyłam je i przepchnęłam się.

*****

Jack

Jack Tatum wpatrywał się w ekrany w pokoju nadzoru Nightingale Investigations.

Jack brał nocny dyżur cztery lub pięć razy w tygodniu. Mężczyźni myśleli, że zwariował, ale lubił to.

Odkąd był dzieckiem, spał w dziwny sposób. To doprowadzało jego mamę do szału. Spał późnym popołudniem i wieczorem, a nie spał całą noc i rano. Jego mama nie mogła go z tego złamać, lekarze nie mogli, nikt nie mógł.

Aby dopasować się do tego życia, przez całe swoje dorosłe życie podejmował szereg nocnych prac (głównie ochroniarzy), ale były do niczego. Ta praca była idealna. To było nudne przez większość czasu, ale kiedy nie było nudne, to naprawdę nie było nudne.

Jack lubił to oczekiwanie, żywił się nim. Ponieważ, kiedy coś się stało, musiał być w swojej grze. Dni, tygodnie, miesiące, w których nic się nie dzieje, może osłabić instynkty większości mężczyzn. Ale Jack urodził się, by być ostrym i czujnym o trzeciej nad ranem. Gdyby coś się stało, nigdy nie zawiódłby zespołu.

Dlatego, kiedy zobaczył na monitorach, jak Mercedes piszczy, zatrzymując się w garażu, Jack był gotowy.

Sięgnął do telefonu, wcisnął przycisk głośnika, a następnie numer dwa i słuchał, jak dzwoni. Luke i Hector dzwonili pięć minut temu, mówiąc, że wrócą za pięć minut. Telefon samochodowy w ich Explorerze był numerem dwa na liście szybkiego wybierania.

Potem Jack patrzył, jak kobieta wysiada z samochodu. Jej głowa opadła, jakby nie mogła jej utrzymać. Jedno ramię bezużytecznie zwisało na ziemi. Miała na sobie jedwabną, koronkową koszulę nocną, ale była potargana i podarta.

Wstał z krzesła, kiedy usłyszał, jak głos Luke’a odbiera telefon.

„Stark”

„Kurwa” - zaklął Jack.

„Jack?”

„Przyjeżdżajcie, teraz. Jest kobieta…” - Jack zatrzymał się, patrząc, jak podnosi się za drzwi samochodu.

Na sekundę zamarł. Najwyraźniej została mocno pobita i pokryta krwią.

„Jack. Status” - warknął Luke do telefonu.

„Dzwoń po karetkę. Wychodzę z pokoju” - odpowiedział Jack.

„Jack…” - powiedział Stark, ale Jack nie odpowiedział, nawet się nie rozłączył, już go nie było.

*****

Sadie

Weszłam po trzech schodach, a potem spadłam. Moja zakrwawiona ręka poślizgnęła się na schodach i nie mogłam powstrzymać upadku, więc uderzyłam się w głowę.

To bolało.

Ponieważ była poraniona, no, wiele, no, wszędzie, pomyślałam, że to dobry moment, żeby się poddać.

Więc Ricky mnie znajdzie. Więc skończy to, co zaczął. Przez resztę czasu byłabym nieprzytomna, a potem byłabym martwa. W tym momencie śmierć wydawała się dobrą opcją. Oznaczało to koniec bólu i to było dobre. Miałam nadzieję na gołębie, anioły i puszyste chmury, ale zniosę to, jeśli nie będzie już bólu.

Usłyszałam kroki i spanikowałam.

Ricky.

Może nie byłam gotowa, na to żeby Ricky znalazł mnie na wypadek, gdybym nie straciła przytomności, co niestety nie wydawało się zdarzyć mi się.

Podciągnęłam się, żeby spróbować uciec, straciłam równowagę i wyrzuciłam rękę. Na szczęście zaczepiła się o poręcz. Moje ramię owinęło się wokół niej, trzymając się, mój tułów przewrócił się, ponieważ nie mogłam go utrzymać, moja głowa zwisała, ponieważ tego też nie mogłam utrzymać.

Szybkie kroki ustały i poczułam na sobie ręce.

Nie!” - wrzasnęłam i wyrwałam się z rąk.

„W porządku. W porządku. Już wszystko dobrze.”

Głos należał do mężczyzny, nie Ricky'ego. Nie mogłam go zobaczyć, nie mogłam podnieść głowy, ale mimo wszystko mnie przerażał.

Ręce wróciły.

Nie!” - wrzasnęłam znowu, pochyliłam się i zawisnęłam na poręczy, jakby od tego zależało moje życie (co w tej chwili przekonywałam się sama zależało) i przyciskając się do ściany - „Nie dotykaj mnie. Nie …”

„Jesteś bezpieczna. Nadjeżdża karetka” - powiedział mężczyzna, delikatnie trzymając mnie za ręce i próbując odciągnąć mnie od poręczy.

„Nie. Nie karetka. Nic. Idź stąd. Zostaw mnie tutaj.”

Nie miało to żadnego sensu i nie obchodziło mnie to. Po prostu chciałam być sama. Byłam sama przez całe życie, sama i samotna. To było miejsce, które zrozumiałam. To było miejsce, w którym mogłam być bezpieczna.

Usłyszałam otwieranie drzwi i zesztywniałam.

„Kurwa” - odezwał się głos innego mężczyzny, gdy siła w moim ramieniu przy poręczy ustąpiła. Puściłam się i zsunęłam, uderzając kolanami o betonowy stopień tuż przed tym, jak moja twarz uderzyła w kolejny. Moje bezużyteczne ramię znowu nie powstrzymało mojego upadku.

To też bolało.

Nie próbowałam wstać. Nic mi nie zostało.

„Podstaw Explorera” - usłyszałam nowy głos, zanim zostałem delikatnie obrócona, a następnie uniesiona.

„Hector …” - powiedział inny głos.

„Zrób to!” - To było ostre i głośne, ale nie miałam siły się skrzywić.

Poruszano mnie szybko, przytulano do czegoś niezmiernie ciepłego.

„Sadie, jesteś ze mną?” - usłyszałam dziwnie znajomy głos.

„Myślę, że tak” - odpowiedziałam.

„Zostań ze mną” - rozkazał dziwnie znajomy głos.

„Spróbuję” - odpowiedziałam, ale poczułam, że się osuwam.

Zanim ciemność mogła mnie przytłoczyć, zostałam przekręcona, ból przeszył mnie z nową energią, otworzyły mi się oczy i wydałam niski, dziki dźwięk przepełniony agonią, który brzmiał przerażająco nawet dla moich własnych uszu.

Wtedy mogłabym przysiąc, że zobaczyłam Hectora, jak wykrzywiał się, wychodził i tracił ostrość.

Potem usadowił mnie na swoich kolanach, ale poczułam, jak jego ramię przesuwa się po moich plecach, a jego ręka położyła moją głowę na jego ramieniu, moją twarz na jego szyi. Wtedy znowu zamknęłam oczy.

„Mamita[1], pozostanie ze mną oznacza rozmowę ze mną” - Teraz pomyślałam, że to Hector był tym dziwnie znajomym głosem.

Jak dziwne to było?

Wciąż się poruszaliśmy, ale nie tak jak wcześniej, tylko płynniej i bolało o wiele mniej.

„Muszę zasnąć” - powiedziałam.

„Poczekaj chwilę, nie zasypiaj.”

„Myślę, że jeśli zasnę, przestanie boleć. Potrzebuję tego, żeby przestało boleć.”

Po tym, jak to powiedziałam, poczułam, że kostki dłoni dotknęły mojego policzka, odpoczywały tam lekko przez sekundę. Potem poczułam, jakby palce delikatnie przeczesywały włosy z boku mojej głowy, odrywając je od mojej twarzy.

Teraz to było jeszcze bardziej dziwne, ponieważ było przyjemne, miłe, słodkie i urocze, mimo że wszędzie indziej czułam ból.

„Wiem, mamita, ale nie możesz zasnąć.”

„Dlaczego nie mogę spać?” - zapytałam.

„Ponieważ kiedy zaśniesz, chcę, żebyś była gdzieś z lekarzami, żebyśmy mogli upewnić się, że się obudzisz” - powiedział mi Hector.

Potrząsnęłam głową na jego szyi – „To jest w porządku.”

„Co w porządku?”

„W porządku, jeśli się nie obudzę.”

„Sadie, nie mów tak.”

Przytuliłam się bliżej do jego ciepła i poczułam się bardziej odurzona. Nie w zły sposób, ale dobry.

Ogarnęło mnie poczucie spokoju i chciałam tego. Spokój był dobry. Spokój był wspaniały. Lubiłam spokój. Kto nie lubił spokoju?

„Nie, naprawdę…” - szepnęłam, pozwalając, by ogarnęło mnie słodkie, spokojne uczucie - „To ma znaczenie tylko wtedy, gdy jest ktoś, kogo obchodzi, jeśli się nie obudzisz. W porządku, jeśli się nie budzę, bo nie ma nikogo, kto by się tym przejmował.”

Po tym, jak to powiedziałam, z ogromną wdzięcznością powitałam spokój.

*****

Lee

Lee trzymał telefon przy uchu, nasłuchując dzwonka, ale nie spuszczał wzroku z Hectora i Luke’a.

„Tak?” - usłyszał, jak Eddie mówił mu do ucha.

Eddie Chavez był najlepszym przyjacielem Lee Nightingale. Był bratem Hectora. Wreszcie był policjantem.

„Jestem w szpitalu Denver Health. Hector i Luke właśnie przywieźli Sadie Townsend”- powiedział Lee Eddiemu.

„Kurwa. Co się stało?” - zapytał Eddie, a Lee mógł stwierdzić po jego głosie, że Eddie wstał i był w ruchu.

„Nie wiem. Jack wezwał mnie. Wjechała na parking pod biurami. Jack pokazał mi nagranie. Nagrał ją wjeżdżającą do garażu i wysiadającą z samochodu. Może pięć minut, zanim opuścił pokój monitoringu, żeby się do niej dostać, więc nie włączył kamery na schodach. Była w złym stanie, cała we krwi.”

„Luke i Hector ją przywieźli?”

„Luke mówi, że Hector nie chciał czekać na karetkę.”

Obaj wiedzieli, co to oznacza. Obaj wiedzieli też, co znaczyła Sadie. Przeszli już przez to wiele razy. Jak dotąd mieli szczęście, ale szczęście mogło się wyczerpać. W przeszłości bywało cholernie brzydko.

Ale nigdy tak brzydko.

„Będę za dziesięć minut” - powiedział Eddie.

Lee odsunął się kilka kroków od Luke’a i Hectora.

„Coś jeszcze” - powiedział do Eddiego.

Cisza i - „Cholera”.

„Jack mówi, że miała na sobie koszulę nocną i nie miała na sobie bielizny. Krwawiła między nogami.”

Cisza, a potem przekleństwa po hiszpańsku - „Zwołałeś chłopców?”

„Jack się tym zajmuje.”

„Lepiej zadzwoń do Shirleen, jest szansa, że ​​Vance, Mace i Luke też stracą kontrolę.”

Lee pomyślał, że jest szansa, że, jeśli ta kobieta była dla Hectora tym, co uważał Lee, to uważał, że ​​Eddie też może to stracić.

„Jack się tym zajmuje” - to było wszystko, co powiedział Lee.

„Masz pojęcie, kto jej to zrobił?”

Lee zamknął oczy i zacisnął szczękę. Wymagało to wysiłku, ale uzyskał kontrolę.

„Przyszła dziś po południu, prosząc o ochronę. Krążą plotki, że ma kłopoty z Balducci, ale nie potwierdziła i nie wyjaśniła. Wysłałem ją do Dicka Andersona.”

„Anderson jest na Alasce, odwiedza swojego syna”.

„Kurwa!” - eksplodował Lee, a oczy Luke’a i Hectora spojrzały na niego.

Hector nie wyglądał dobrze; Hector wyglądał na gotowego do wybuchnięcia. Lee patrzył, jak Luke zbliża się do Hectora, nie na tyle, by być drapieżnym, ale na tyle, by zapewnić powstrzymanie, po czym Lee odwrócił się i odszedł kilka kroków dalej.

Lee nie miał co do tego dobrych przeczuć, a uczucia Lee były zwykle celne.

„Eddie, to musiało jej zabrać wszystko, co miała, żeby przyjechać do nas z Hektorem tam.”

„Obwiniasz siebie, przyjacielu. Nie pobiłeś jej i nie zgwałciłeś.”

„Poprosiła mnie o ochronę. Odesłałem ją. Powiedziałem jej, że mamy komplet spraw.”

„Czy masz komplet spraw?”

„Tak. Ale liczba moich spraw zmniejsza się, gdy ważąca czterdzieści pięć kilo i mierząca 165 centymetrów kobieta potrzebuje ochrony przed kimś, kto pobił ją na śmierć i zgwałcił.”

„Lee, musisz się pozbierać. To jest Sadie Townsend. Wiemy …”

„Wiemy” - przerwał Lee.

„W takim razie musisz zachować spokój, bo Hector odleci.”

Lee spojrzał na Hectora. Był zaskoczony, że Hector do tej pory nie wyrzucił krzesła przez okno. Hector był bardzo nerwowym facetem.

Lee wziął głęboki oddech - „Hector straci kontrolę.”

„Będę za dziesięć minut.”

*****

Eddie

Eddie zwrócił się do Jet. Jego narzeczona już wstała z łóżka i ubierała się.

„Lee potrzebuje Indy” - powiedział.

Jet skinęła głową, po czym naciągnęła koszulkę przez głowę.

„Sadie będzie potrzebować …”

Jet szarpnęła koszulkę i podeszła do Eddiego, pochylił się, położyła dłoń na jego brzuchu, wspięła się na palce i pocałowała go lekko w usta.

„Zajmę się tym, jedź do Hectora” - powiedziała.

Kiedy się odsunęła, Eddie złapał ją za szyję i przyciągnął do siebie. Jego pocałunek nie był lekki. Potem go nie było.

*****

Lee

Zanim lekarz przyszedł do poczekalni, do Luke’a, Hectora i Lee dołączyli Eddie, brat Lee, Hank (również policjant) oraz czterej mężczyźni, którzy pracowali dla Lee: Vance, Darius, Mace i Bobby.

Lee wciągnął chłopców, ponieważ jeśli Hector (lub Luke, jeśli o to chodzi) wpadłby w szał na jakiekolwiek wiadomości, które mieli dostać, potrzebowaliby siły, aby go zamknąć.

Lee werbował mężczyzn, którzy, jak się okazało, mieli silną etykę dotyczącą kobiet i tego, jak je traktować, a także jeszcze silniejszą etykę dotyczącą tego, jak czują się w stosunku do mężczyzn, którzy nie traktowali ich dobrze. Tego nie było w podaniu o pracę, ale ostatecznie był to jedyny rodzaj człowieka, jakiego Lee miałby na swoim miejscu pracy.

To była sytuacja, która mogła rozwalić jego ludzi. Zdarzyło się to już wcześniej i znali ćwiczenie, ale nigdy nie było tak źle.

Nie był przygotowany na to, że Jet weszła z Indy, Roxie, Avą i Stellą. Nie był na to przygotowany, ale kiedy Jet uśmiechnęła się do Eddiego i zdał sobie sprawę, że Eddie to zorganizował, był z tego zadowolony.

Nic tak nie uspokajało dzikiej bestii jak dotyk kobiety. Ekipa jego żony, Indy (znana jako Rockowe Laski), prawdopodobnie będzie zajęta tej nocy.

Indy podeszła prosto do niego, objęła go ramionami w pasie i pocałowała w dolną część jego szczęki. Zwykle działało to jak magia, ale Lee nie czuł się uspokojony.

Odchyliła głowę do tyłu, aby na niego spojrzeć i szepnęła – „Będzie dobrze.”

„Tak” - powiedział, ale się nie zgodził. Nie widziała nagrania. Kurwa, ale on nigdy nie zapomni tego, co zobaczył na tym nagraniu.

„Zawsze jest w porządku” - powiedziała, wdając się w jego myśli.

„Nie wiesz, kto to jest” - odpowiedział Lee.

„Tak, wiem, ale Lee…” - zawahała się, ponieważ nie wiedział , co zamierza powiedzieć, po czym kontynuowała - „Musisz wiedzieć, Daisy niewiele myśli o…”

Lee spojrzał na Indy - „Hector tak”.

Głowa Indy podskoczyła, słysząc krótki ton głosu Lee. Potem podeszła bliżej.

„Czy jest coś, czego nie wiem?”

„Jest coś, czego nikt nie wie. Nikt nie wiedział, dlaczego wycofał się z DEA po tej pracy. Przynajmniej nikt nie wiedział do dziś, dopóki nie weszła do mojego biura.”

„Myślisz, że coś między nimi było?” - szepnęła Indy.

Lee odwrócił się do niej – „Widziałaś ją?”

Indy zmarszczyła nos, wyglądając na zakłopotaną - „Widziałam ją w recepcji. Jest cudowna, ale była zimna jak lód. Czy wiesz, że nazywają ją Lodową Księżniczką?”

Lee potrząsnął głową i zignorował jej ostatni komentarz - „Ja też ją widziałem. Widziałem też, jak Hector obserwował ją przez cały czas, kiedy z nią rozmawiałem.”

„Czy to było intensywne?”

Czy to było intensywne? Hector nigdy niczego nie zdradził, niczego osobistego. Odkrył się tego popołudnia. Nie mógł oderwać oczu od Sadie.

„To było intensywne. Dziś wieczorem, kiedy Hector do niej dotarł, nie czekał na karetkę. Podniósł ją i kazał Luke’owi przywieźć ich tutaj.”

Oczy Indy rozszerzyły się - „Czy to było mądre?”

„Nie.”

„Jasna cholera” - szepnęła, gdy jej oczy spoczęły na Hectorze.

„Lekarz” - usłyszeli głos Stelli i wszyscy odwrócili się, gdy wszedł lekarz ubrany w fartuch, biały fartuch i nieszczęśliwy na twarzy.

„Czy jest tu ktoś dla Sadie Townsend?”

Wszyscy spojrzeli na wszystkich z wyjątkiem Hectora, który powiedział ostro - „Tak”.

Lekarz spojrzał na Hectora, gdy Stella zbliżyła się do niego - „Czy jest pan jej partnerem?”

„Tak” - skłamał Hector śmiało, z kamienną twarzą i bez wahania.

Twarz lekarza zmieniła się i nie była to dobra zmiana - „Musimy gdzieś iść i porozmawiać”.

„Powiedz to” - warknął Hector.

Twarz lekarza przeskanowała tłum, po czym jego oczy powróciły do Hectora i powiedział - „Myślę, że proszę pana…”

„Kurwa, powiedz to!” - warknął Hector, jego ciało zesztywniało, jego twarz była wypełniona wściekłością, a lekarz cofnął się o krok, gdy Stella zrobiła kolejny krok, zbliżając się, kładąc rękę na ramieniu Hectora i trzymając ją tam.

„Nie sądzę, żeby był …” - zaczął lekarz.

Lee zbliżył się do Hectora. Tak też zrobili Eddie i Darius. Hank, Vance, Mace i Bobby zwarli szeregi. Luke był już blisko. Lekarz przyjął to i jego ciało odprężyło się.

„Po prostu to powiedz” - Shirleen pojawiła się obok lekarza i mówiła cicho. Lee nawet nie zauważył, że przybyła. To było niezwykłe dla Lee Nightingale’a, nie było zbyt wiele rzeczy, których by nie zauważył, ale tej nocy jego myśli skupiały się na innych rzeczach.

„Jesteś wśród przyjaciół Sadie” - ciągnęła Shirleen, również kłamiąc bez wahania.

Lekarz spojrzał na Shirleen, uśmiechnęła się zachęcająco, ale powiedział - „Mamy politykę…”

„Nie ma żadnej polityki, kiedy są przyjaciele” - przerwała Shirleen - „Wszyscy musimy wiedzieć. W końcu wszyscy się dowiemy. Po prostu powiedz, jak jest.”

Lekarz westchnął, przeczesał dłonią włosy i spojrzał na Hectora.

„Została mocno pobita.”

„Domyślałem się, że tak.” - głos Hectora był ostry i niecierpliwy.

Lekarz skinął głową i ciągnął dalej – „Pięć złamanych żeber, złamany nadgarstek, zwichnięcie barku, ciężki wstrząs mózgu oraz liczne skaleczenia i kontuzje. Musiała mieć zszyte głębokie rozcięcie na policzku. Została przyjęta.”

Lekarz zatrzymał się, wyprostował plecy i wszyscy wstrzymali oddech.

„Naprawdę myślę -” lekarz zawahał się, patrząc na Hectora.

„Została zgwałcona” - powiedział za niego Hector.

Lekarz kolejny raz obejrzał grupę, po czym skinął głową i zrobił krok w kierunku Hectora - „Przykro mi, ale tak, Sadie została zgwałcona”.

„Do diabła” - mruknął Hank zza Eddiego, a atmosfera w pokoju zmieniła się w dziwną, niespokojną beznadziejność. Nie było to uczucie, do którego byli przyzwyczajeni i nie pasowało do żadnego z nich.

„Zrobiliśmy badanie pod kątem gwałtu i wezwaliśmy policję. Ona teraz śpi. Jeśli pan może…”

„Zabierz mnie do niej” - wtrącił się Hector.

„Musisz zrozumieć, co będziesz …” zaczął lekarz.

„Znalazłem ją, przywiozłem, wiem, co zobaczę” - wycedził Hector – „Kurwa… zabierz… mnie… do… jej.”

Lekarz skinął głową – „Chodźmy.”

Oczy Eddiego spoczęły na Lee, potem na Dariusie. Potem Eddie poszedł za Hektorem, podczas gdy Hector i lekarz odeszli. Darius podążył za Eddiem.

Luke odwrócił się do drzwi i bez słowa wyszedł z pokoju.

Lee odwrócił się do Bobby’ego i powiedział po prostu – „Idź za nim. Dokądkolwiek pójdzie musi mieć alibi.”

Bobby skinął głową i poszedł za Lukiem.

Oczy Lee zatrzymały się na Avie. Ava była kobietą Luke’a i patrzyła na drzwi. Luke właśnie wyszedł, a jej twarz była blada.

W końcu Lee zwrócił się do Indy - „Zadzwoń do Daisy”.

„Ale…” - zaczęła Indy.

„Zrób to, Cudowna. Teraz.”

Indy sięgnęła do torebki w poszukiwaniu komórki.

*****

Marcus

Zadzwonił telefon i Marcus Sloan odsunął się od ciała Daisy, przetoczył i chwycił go z podstawki. Wpatrując się w zegar, powiedział ściszonym głosem:

„Jest dopiero piąta rano.”

„Marcus? Przepraszam, to Indy. Czy jest tam Daisy?”

Marcus poczuł, jak niezwyczajny chłód przebiega mu po kręgosłupie, gdy Daisy się poruszyła, przewróciła i poczuł na sobie jej wzrok w ciemności.

„Wszystko w porządku?” - zapytał Indy, jak zawsze, chcąc złagodzić to, co będzie przeżywała jego żona. Miała już więcej niż przyzwoity udział trudnych przejściach Rockowych Lasek. Obecnie przeżywała tylko kilka wyboistych chwil, chociaż niektóre były bardziej wyboiste niż inne.

Jak dotąd mieli szczęście.

„Nie. Nie wszystko jest w porządku. Lee chciał, żebym do niej zadzwoniła. Nie wiem dlaczego, ale…” - zawahała się i mógł stwierdzić, że szuka prywatności, zanim znów zaczęła mówić. Daisy oparła się teraz na łokciu i czuł, jak jej ciało się napina - „Rzecz w tym, że Sadie Townsend została dzisiaj bardzo pobita.”

Marcus poczuł to jak cios w brzuch. Ricky pieprzony Balducci. Albo jeden z jego pieprzonych braci.

„Kurwa” - szepnął.

„Co?” - Daisy siedziała i Marcus też usiadł.

Marcus odwrócił się i zapalił światło. Odwrócił się do żony i potrząsnął głową.

„Czy wszystko z nią w porządku?” - zapytał Marcus.

„Ja… jest więcej” - odparł Indy.

Marcus czekał, a Daisy przysunęła się bliżej.

„Co to jest?” - Marcus podpowiedział.

„Została zgwałcona”.

Marcus odrzucił kołdrę z powrotem na łóżko i zerwał się.

„Gdzie ona jest?” - pstryknął.

„Denver Health” - odpowiedział Indy.

„Będziemy tam za trzydzieści minut” - Nie pożegnał się; odłożył telefon i podszedł do szafy.

„Marcus, słodziaku, przerażasz mnie” - powiedziała Daisy z łóżka.

„Wstawaj, kochanie. Ubierz się. Sadie Townsend jest w Denver Health. Została pobita i zgwałcona ”.

Daisy westchnęła ostro i Marcus raczej usłyszał, niż zobaczył, jak wyskakuje z łóżka. To była jego żona. Wciąż myślała, że Sadie wbiła jej nóż w plecy, a mimo to wyskakuje z łóżka jak strzała. Nie chciał jej powiedzieć tego, co będzie musiał jej powiedzieć. Ubrał się, Daisy się ubrała i stanął nad nią, kiedy wkładała buty.

„Muszę ci coś powiedzieć” - powiedział do jej pochylonej głowy, a że podniosła ją gwałtownie, więc patrzyła na niego.

„Powiesz mi później, musimy …”

Marcus potrząsnął głową, po czym przykucnął przed nią. Daisy westchnęła na jego niezwykłe czyny i wiedział, że się przygotowuje.

„Po pierwsze, musisz wiedzieć, że zrobiłem to, co zrobiłem, ponieważ Seth Townsend był niebezpiecznym człowiekiem. Nie chciałem, żebyś była blisko niego. Nawet jeśli blisko niego oznaczało przebywanie w pobliżu Sadie.”

Daisy zmrużyła oczy – „Co zrobiłeś?”

„Chodzi o to czego nie zrobiłem.”

Wstała i położyła ręce na biodrach. Marcus wiedział, że przyjęcie tej pozy dla Daisy było bardzo niebezpieczne.

„W porządku, więc czego nie zrobiłeś?” - zapytała, spoglądając na niego z góry.

Marcus również wstał, po czym przeczesał palcami włosy - „Nie powiedziałem ci o Sadie”.

Daisy wysunęła biodro. To była jeszcze bardziej niebezpieczna poza - „Czego mi nie powiedziałeś o Sadie?”

Zignorował ją i kontynuował - „I nie powiedziałem ci o Nanette i Monice”.

„Marcus, kochany słodziaku” - powiedziała ostrzegawczo Daisy, tracąc cierpliwość, gdy Marcus się zawahał.

Marcus ciągnął – „Nie mówiłem ci, że znam Sadie od dziesięciu lat i wiem, jaką była kobietą, odkąd ją pierwszy raz zobaczyłem. Nie powiedziałem ci, że nie będzie mówić o tobie za twoimi plecami więcej niż ja.”

Marcus patrzył, jak twarz jego żony blednie.

Kontynuował – „Nie powiedziałem ci też, że kiedy myślałaś, że to zrobiła, zadzwoniła do domu, przyszła i próbowała wyjaśnić, a ja jej nie pozwoliłem.”

Wtedy Marcus zobaczył, jak twarz jego żony czerwienieje.

Kontynuował - „Potem zmusiłem jej ojca, żeby ją ostrzegł, żeby się do ciebie nie zbliżała.” Kiedy twarz Daisy wydawała się zagrożona purpurą, Marcus kontynuował wyjaśnianie (szybko) – „Zrobiłem to, żeby cię chronić.”

Brwi Daisy były ściągnięte, a oczy zwężone, kiedy powiedziała - „Czy to wszystko?”

„Nie.”

„No to skończ to.”

Marcus westchnął – „Na koniec nie powiedziałem ci, że to ona była powodem, dla którego mąż Nanette zostawił ją dla chłopca od basenu. Co, jeśli dobrze odczytałem czyny Sadie, biorąc pod uwagę, że wypowiedziała to Charlesowi Hardy’ego w pokoju pełnym ludzi, a on poczuł taką ulgę, że nie obchodziło go to, ale Nanette była tak upokorzona, że nie pokazała swojej twarzy w towarzystwie od tamtej pory, to była zemsta Sadie za to, że Nanette była dla ciebie niemiła.”

Daisy spojrzała na niego.

Marcus czekał.

Potem Daisy przemówiła - „Jedźmy do tego przeklętego szpitala.”


 



[1] mamuśka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz