ROZDZIAŁ I
Spokój
Sadie
Skręciłam moim czarnym kabrioletem
Mercedesa SLK na parking pod biurami Nightingale Investigations i ponownie
przetarłam oczy, skręcając ponownie i ledwo omijając ścianę, zanim wyprostowałam
samochód.
Nie miałam pojęcia, jak się tam
dostałam, może to mieszanka szczęścia i adrenaliny.
Nie miałam pojęcia, dlaczego tam
pojechałam, poza tym, że było blisko mojego mieszkania. Nie wspominając o tym,
że byłam na tyle przytomna, by wiedzieć, że nie mogę iść na policję. Nie
wspominając o tym, że myślałam o tym miejscu, odkąd byłam tam tego popołudnia.
Ale tak naprawdę, kogo to obchodziło?
Dotarłam. To było równie dobre miejsce jak inne.
Mój samochód był w rozsypce, po
drodze wpadłam na kilka rzeczy, nie wiedziałam na co. Czułam uderzenia,
słyszałam chrupanie i zadrapania, ale po prostu jechałam dalej.
Nie zaparkowałam. Zatrzymałam się z
piskiem opon, kiedy zobaczyłam drzwi prowadzące na schody. Nie mogłam czekać na
windę, Ricky mógł być tuż za mną, nie mówiąc o tym, że nie byłam pewna, czy
wytrzymam.
Otworzyłam drzwi mojego samochodu i
to bardzo mnie wyczerpało. Tak bardzo, że kiedy próbowałam się wydostać, upadłam
na czworaka (lub na trzy, bo to były wszystkie kończyny, które wtedy pracowały)
na betonową podłogę.
To też bardzo mnie wyczerpało. Tak
bardzo, że zwymiotowałam tam. Niewiele widziałam, bo pot i krew zalewały moje
opuchnięte oczy, ale widziałam, że krew była zmieszana z żółcią na betonie.
Widziałam też, że mój manicure się zepsuł, co było dość do bani, ale w tej
chwili było to najmniejsze z moich zmartwień.
Podciągnęłam się, używając drzwi
samochodu i jedynej zdrowej ręki. Moja druga ręka i ramię były dla mnie
bezużyteczne. Właściwie moje ciało było całkiem bezużyteczne, biorąc pod uwagę,
że każda komórka krzyczała z bólu, ale starałam się to zignorować. Nie byłam
pewna, czy dalsze oddychanie to dobry pomysł, ale moje ciało z jakiegoś powodu
nie pozwalało mi się poddać.
Wstałam i ruszyłam do przodu.
Byłam w koszuli nocnej lub w tym, co
z niej zostało. Wiedziałam, że nie mam na sobie majtek. Nie miałam pojęcia, czy
zasłaniają mnie resztki koszuli nocnej, na tyle, żebym była przyzwoita.
Później uporam się z tym nowym
upokorzeniem (jeśli będę miała szansę).
Zatoczyłam się do drzwi z napisem
„SCHODY”.
Zajęło mi to dwie próby, ale
otworzyłam je i przepchnęłam się.
*****
Jack
Jack Tatum wpatrywał się w ekrany w
pokoju nadzoru Nightingale Investigations.
Jack brał nocny dyżur cztery lub pięć
razy w tygodniu. Mężczyźni myśleli, że zwariował, ale lubił to.
Odkąd był dzieckiem, spał w dziwny
sposób. To doprowadzało jego mamę do szału. Spał późnym popołudniem i
wieczorem, a nie spał całą noc i rano. Jego mama nie mogła go z tego złamać,
lekarze nie mogli, nikt nie mógł.
Aby dopasować się do tego życia,
przez całe swoje dorosłe życie podejmował szereg nocnych prac (głównie
ochroniarzy), ale były do niczego. Ta praca była idealna. To było nudne przez
większość czasu, ale kiedy nie było nudne, to naprawdę nie było nudne.
Jack lubił to oczekiwanie, żywił się
nim. Ponieważ, kiedy coś się stało, musiał być w swojej grze. Dni, tygodnie,
miesiące, w których nic się nie dzieje, może osłabić instynkty większości
mężczyzn. Ale Jack urodził się, by być ostrym i czujnym o trzeciej nad ranem.
Gdyby coś się stało, nigdy nie zawiódłby zespołu.
Dlatego, kiedy zobaczył na
monitorach, jak Mercedes piszczy, zatrzymując się w garażu, Jack był gotowy.
Sięgnął do telefonu, wcisnął przycisk
głośnika, a następnie numer dwa i słuchał, jak dzwoni. Luke i Hector dzwonili
pięć minut temu, mówiąc, że wrócą za pięć minut. Telefon samochodowy w ich
Explorerze był numerem dwa na liście szybkiego wybierania.
Potem Jack patrzył, jak kobieta wysiada
z samochodu. Jej głowa opadła, jakby nie mogła jej utrzymać. Jedno ramię
bezużytecznie zwisało na ziemi. Miała na sobie jedwabną, koronkową koszulę
nocną, ale była potargana i podarta.
Wstał z krzesła, kiedy usłyszał, jak
głos Luke’a odbiera telefon.
„Stark”
„Kurwa” - zaklął Jack.
„Jack?”
„Przyjeżdżajcie, teraz. Jest kobieta…”
- Jack zatrzymał się, patrząc, jak podnosi się za drzwi samochodu.
Na sekundę zamarł. Najwyraźniej
została mocno pobita i pokryta krwią.
„Jack. Status” - warknął Luke do
telefonu.
„Dzwoń po karetkę. Wychodzę z pokoju”
- odpowiedział Jack.
„Jack…” - powiedział Stark, ale Jack
nie odpowiedział, nawet się nie rozłączył, już go nie było.
*****
Sadie
Weszłam po trzech schodach, a potem
spadłam. Moja zakrwawiona ręka poślizgnęła się na schodach i nie mogłam powstrzymać
upadku, więc uderzyłam się w głowę.
To bolało.
Ponieważ była poraniona, no, wiele,
no, wszędzie, pomyślałam, że to dobry moment, żeby się poddać.
Więc Ricky mnie znajdzie. Więc
skończy to, co zaczął. Przez resztę czasu byłabym nieprzytomna, a potem byłabym
martwa. W tym momencie śmierć wydawała się dobrą opcją. Oznaczało to koniec
bólu i to było dobre. Miałam nadzieję na gołębie, anioły i puszyste chmury, ale
zniosę to, jeśli nie będzie już bólu.
Usłyszałam kroki i spanikowałam.
Ricky.
Może nie byłam gotowa, na to żeby
Ricky znalazł mnie na wypadek, gdybym nie straciła przytomności, co niestety
nie wydawało się zdarzyć mi się.
Podciągnęłam się, żeby spróbować uciec,
straciłam równowagę i wyrzuciłam rękę. Na szczęście zaczepiła się o poręcz.
Moje ramię owinęło się wokół niej, trzymając się, mój tułów przewrócił się,
ponieważ nie mogłam go utrzymać, moja głowa zwisała, ponieważ tego też nie mogłam
utrzymać.
Szybkie kroki ustały i poczułam na
sobie ręce.
„Nie!”
- wrzasnęłam i wyrwałam się z rąk.
„W porządku. W porządku. Już wszystko
dobrze.”
Głos należał do mężczyzny, nie
Ricky'ego. Nie mogłam go zobaczyć, nie mogłam podnieść głowy, ale mimo wszystko
mnie przerażał.
Ręce wróciły.
„Nie!”
- wrzasnęłam znowu, pochyliłam się i zawisnęłam na poręczy, jakby od tego
zależało moje życie (co w tej chwili przekonywałam się sama zależało) i
przyciskając się do ściany - „Nie dotykaj mnie. Nie …”
„Jesteś bezpieczna. Nadjeżdża karetka”
- powiedział mężczyzna, delikatnie trzymając mnie za ręce i próbując odciągnąć
mnie od poręczy.
„Nie. Nie karetka. Nic. Idź stąd.
Zostaw mnie tutaj.”
Nie miało to żadnego sensu i nie
obchodziło mnie to. Po prostu chciałam być sama. Byłam sama przez całe życie,
sama i samotna. To było miejsce, które zrozumiałam. To było miejsce, w którym
mogłam być bezpieczna.
Usłyszałam otwieranie drzwi i
zesztywniałam.
„Kurwa” - odezwał się głos innego
mężczyzny, gdy siła w moim ramieniu przy poręczy ustąpiła. Puściłam się i
zsunęłam, uderzając kolanami o betonowy stopień tuż przed tym, jak moja twarz
uderzyła w kolejny. Moje bezużyteczne ramię znowu nie powstrzymało mojego
upadku.
To też bolało.
Nie próbowałam wstać. Nic mi nie
zostało.
„Podstaw Explorera” - usłyszałam nowy
głos, zanim zostałem delikatnie obrócona, a następnie uniesiona.
„Hector …” - powiedział inny głos.
„Zrób to!” - To było ostre i głośne,
ale nie miałam siły się skrzywić.
Poruszano mnie szybko, przytulano do
czegoś niezmiernie ciepłego.
„Sadie, jesteś ze mną?” - usłyszałam
dziwnie znajomy głos.
„Myślę, że tak” - odpowiedziałam.
„Zostań ze mną” - rozkazał dziwnie
znajomy głos.
„Spróbuję” - odpowiedziałam, ale
poczułam, że się osuwam.
Zanim ciemność mogła mnie
przytłoczyć, zostałam przekręcona, ból przeszył mnie z nową energią, otworzyły
mi się oczy i wydałam niski, dziki dźwięk przepełniony agonią, który brzmiał
przerażająco nawet dla moich własnych uszu.
Wtedy mogłabym przysiąc, że zobaczyłam
Hectora, jak wykrzywiał się, wychodził i tracił ostrość.
Potem usadowił mnie na swoich
kolanach, ale poczułam, jak jego ramię przesuwa się po moich plecach, a jego
ręka położyła moją głowę na jego ramieniu, moją twarz na jego szyi. Wtedy znowu
zamknęłam oczy.
„Mamita[1],
pozostanie ze mną oznacza rozmowę ze mną” - Teraz pomyślałam, że to Hector był
tym dziwnie znajomym głosem.
Jak dziwne to było?
Wciąż się poruszaliśmy, ale nie tak
jak wcześniej, tylko płynniej i bolało o wiele mniej.
„Muszę zasnąć” - powiedziałam.
„Poczekaj chwilę, nie zasypiaj.”
„Myślę, że jeśli zasnę, przestanie
boleć. Potrzebuję tego, żeby przestało boleć.”
Po tym, jak to powiedziałam, poczułam,
że kostki dłoni dotknęły mojego policzka, odpoczywały tam lekko przez sekundę.
Potem poczułam, jakby palce delikatnie przeczesywały włosy z boku mojej głowy,
odrywając je od mojej twarzy.
Teraz to było jeszcze bardziej dziwne,
ponieważ było przyjemne, miłe, słodkie i urocze, mimo że wszędzie indziej czułam
ból.
„Wiem, mamita, ale nie możesz zasnąć.”
„Dlaczego nie mogę spać?” - zapytałam.
„Ponieważ kiedy zaśniesz, chcę, żebyś
była gdzieś z lekarzami, żebyśmy mogli upewnić się, że się obudzisz” -
powiedział mi Hector.
Potrząsnęłam głową na jego szyi – „To
jest w porządku.”
„Co w porządku?”
„W porządku, jeśli się nie obudzę.”
„Sadie, nie mów tak.”
Przytuliłam się bliżej do jego ciepła
i poczułam się bardziej odurzona. Nie w zły sposób, ale dobry.
Ogarnęło mnie poczucie spokoju i
chciałam tego. Spokój był dobry. Spokój był wspaniały. Lubiłam spokój. Kto nie
lubił spokoju?
„Nie, naprawdę…” - szepnęłam,
pozwalając, by ogarnęło mnie słodkie, spokojne uczucie - „To ma znaczenie tylko
wtedy, gdy jest ktoś, kogo obchodzi, jeśli się nie obudzisz. W porządku, jeśli
się nie budzę, bo nie ma nikogo, kto by się tym przejmował.”
Po tym, jak to powiedziałam, z
ogromną wdzięcznością powitałam spokój.
*****
Lee
Lee trzymał telefon przy uchu, nasłuchując
dzwonka, ale nie spuszczał wzroku z Hectora i Luke’a.
„Tak?” - usłyszał, jak Eddie mówił mu
do ucha.
Eddie Chavez był najlepszym
przyjacielem Lee Nightingale. Był bratem Hectora. Wreszcie był policjantem.
„Jestem w szpitalu Denver Health.
Hector i Luke właśnie przywieźli Sadie Townsend”- powiedział Lee Eddiemu.
„Kurwa. Co się stało?” - zapytał
Eddie, a Lee mógł stwierdzić po jego głosie, że Eddie wstał i był w ruchu.
„Nie wiem. Jack wezwał mnie. Wjechała
na parking pod biurami. Jack pokazał mi nagranie. Nagrał ją wjeżdżającą do
garażu i wysiadającą z samochodu. Może pięć minut, zanim opuścił pokój
monitoringu, żeby się do niej dostać, więc nie włączył kamery na schodach. Była
w złym stanie, cała we krwi.”
„Luke i Hector ją przywieźli?”
„Luke mówi, że Hector nie chciał
czekać na karetkę.”
Obaj wiedzieli, co to oznacza. Obaj
wiedzieli też, co znaczyła Sadie. Przeszli już przez to wiele razy. Jak dotąd
mieli szczęście, ale szczęście mogło się wyczerpać. W przeszłości bywało
cholernie brzydko.
Ale nigdy tak brzydko.
„Będę za dziesięć minut” - powiedział
Eddie.
Lee odsunął się kilka kroków od Luke’a
i Hectora.
„Coś jeszcze” - powiedział do
Eddiego.
Cisza i - „Cholera”.
„Jack mówi, że miała na sobie koszulę
nocną i nie miała na sobie bielizny. Krwawiła między nogami.”
Cisza, a potem przekleństwa po
hiszpańsku - „Zwołałeś chłopców?”
„Jack się tym zajmuje.”
„Lepiej zadzwoń do Shirleen, jest
szansa, że Vance, Mace i Luke też stracą kontrolę.”
Lee pomyślał, że jest szansa, że, jeśli
ta kobieta była dla Hectora tym, co uważał Lee, to uważał, że Eddie też może
to stracić.
„Jack się tym zajmuje” - to było
wszystko, co powiedział Lee.
„Masz pojęcie, kto jej to zrobił?”
Lee zamknął oczy i zacisnął szczękę.
Wymagało to wysiłku, ale uzyskał kontrolę.
„Przyszła dziś po południu, prosząc o
ochronę. Krążą plotki, że ma kłopoty z Balducci, ale nie potwierdziła i nie
wyjaśniła. Wysłałem ją do Dicka Andersona.”
„Anderson jest na Alasce, odwiedza
swojego syna”.
„Kurwa!” - eksplodował Lee, a oczy
Luke’a i Hectora spojrzały na niego.
Hector nie wyglądał dobrze; Hector
wyglądał na gotowego do wybuchnięcia. Lee patrzył, jak Luke zbliża się do
Hectora, nie na tyle, by być drapieżnym, ale na tyle, by zapewnić
powstrzymanie, po czym Lee odwrócił się i odszedł kilka kroków dalej.
Lee nie miał co do tego dobrych
przeczuć, a uczucia Lee były zwykle celne.
„Eddie, to musiało jej zabrać
wszystko, co miała, żeby przyjechać do nas z Hektorem tam.”
„Obwiniasz siebie, przyjacielu. Nie
pobiłeś jej i nie zgwałciłeś.”
„Poprosiła mnie o ochronę. Odesłałem
ją. Powiedziałem jej, że mamy komplet spraw.”
„Czy masz komplet spraw?”
„Tak. Ale liczba moich spraw
zmniejsza się, gdy ważąca czterdzieści pięć kilo i mierząca 165 centymetrów kobieta
potrzebuje ochrony przed kimś, kto pobił ją na śmierć i zgwałcił.”
„Lee, musisz się pozbierać. To jest
Sadie Townsend. Wiemy …”
„Wiemy” - przerwał Lee.
„W takim razie musisz zachować
spokój, bo Hector odleci.”
Lee spojrzał na Hectora. Był
zaskoczony, że Hector do tej pory nie wyrzucił krzesła przez okno. Hector był
bardzo nerwowym facetem.
Lee wziął głęboki oddech - „Hector
straci kontrolę.”
„Będę za dziesięć minut.”
*****
Eddie
Eddie zwrócił się do Jet. Jego
narzeczona już wstała z łóżka i ubierała się.
„Lee potrzebuje Indy” - powiedział.
Jet skinęła głową, po czym naciągnęła
koszulkę przez głowę.
„Sadie będzie potrzebować …”
Jet szarpnęła koszulkę i podeszła do
Eddiego, pochylił się, położyła dłoń na jego brzuchu, wspięła się na palce i
pocałowała go lekko w usta.
„Zajmę się tym, jedź do Hectora” -
powiedziała.
Kiedy się odsunęła, Eddie złapał ją
za szyję i przyciągnął do siebie. Jego pocałunek nie był lekki. Potem go nie
było.
*****
Lee
Zanim lekarz przyszedł do poczekalni,
do Luke’a, Hectora i Lee dołączyli Eddie, brat Lee, Hank (również policjant)
oraz czterej mężczyźni, którzy pracowali dla Lee: Vance, Darius, Mace i Bobby.
Lee wciągnął chłopców, ponieważ jeśli
Hector (lub Luke, jeśli o to chodzi) wpadłby w szał na jakiekolwiek wiadomości,
które mieli dostać, potrzebowaliby siły, aby go zamknąć.
Lee werbował mężczyzn, którzy, jak
się okazało, mieli silną etykę dotyczącą kobiet i tego, jak je traktować, a
także jeszcze silniejszą etykę dotyczącą tego, jak czują się w stosunku do
mężczyzn, którzy nie traktowali ich dobrze. Tego nie było w podaniu o pracę,
ale ostatecznie był to jedyny rodzaj człowieka, jakiego Lee miałby na swoim
miejscu pracy.
To była sytuacja, która mogła
rozwalić jego ludzi. Zdarzyło się to już wcześniej i znali ćwiczenie, ale nigdy
nie było tak źle.
Nie był przygotowany na to, że Jet weszła
z Indy, Roxie, Avą i Stellą. Nie był na to przygotowany, ale kiedy Jet
uśmiechnęła się do Eddiego i zdał sobie sprawę, że Eddie to zorganizował, był z
tego zadowolony.
Nic tak nie uspokajało dzikiej bestii
jak dotyk kobiety. Ekipa jego żony, Indy (znana jako Rockowe Laski),
prawdopodobnie będzie zajęta tej nocy.
Indy podeszła prosto do niego, objęła
go ramionami w pasie i pocałowała w dolną część jego szczęki. Zwykle działało
to jak magia, ale Lee nie czuł się uspokojony.
Odchyliła głowę do tyłu, aby na niego
spojrzeć i szepnęła – „Będzie dobrze.”
„Tak” - powiedział, ale się nie
zgodził. Nie widziała nagrania. Kurwa, ale on nigdy nie zapomni tego, co
zobaczył na tym nagraniu.
„Zawsze jest w porządku” -
powiedziała, wdając się w jego myśli.
„Nie wiesz, kto to jest” - odpowiedział
Lee.
„Tak, wiem, ale Lee…” - zawahała się,
ponieważ nie wiedział , co zamierza powiedzieć, po czym kontynuowała - „Musisz
wiedzieć, Daisy niewiele myśli o…”
Lee spojrzał na Indy - „Hector tak”.
Głowa Indy podskoczyła, słysząc
krótki ton głosu Lee. Potem podeszła bliżej.
„Czy jest coś, czego nie wiem?”
„Jest coś, czego nikt nie wie. Nikt
nie wiedział, dlaczego wycofał się z DEA po tej pracy. Przynajmniej nikt nie
wiedział do dziś, dopóki nie weszła do mojego biura.”
„Myślisz, że coś między nimi było?” -
szepnęła Indy.
Lee odwrócił się do niej – „Widziałaś
ją?”
Indy zmarszczyła nos, wyglądając na
zakłopotaną - „Widziałam ją w recepcji. Jest cudowna, ale była zimna jak lód.
Czy wiesz, że nazywają ją Lodową Księżniczką?”
Lee potrząsnął głową i zignorował jej
ostatni komentarz - „Ja też ją widziałem. Widziałem też, jak Hector obserwował
ją przez cały czas, kiedy z nią rozmawiałem.”
„Czy to było intensywne?”
Czy to było intensywne? Hector nigdy
niczego nie zdradził, niczego osobistego. Odkrył się tego popołudnia. Nie mógł
oderwać oczu od Sadie.
„To było intensywne. Dziś wieczorem,
kiedy Hector do niej dotarł, nie czekał na karetkę. Podniósł ją i kazał Luke’owi
przywieźć ich tutaj.”
Oczy Indy rozszerzyły się - „Czy to
było mądre?”
„Nie.”
„Jasna cholera” - szepnęła, gdy jej
oczy spoczęły na Hectorze.
„Lekarz” - usłyszeli głos Stelli i
wszyscy odwrócili się, gdy wszedł lekarz ubrany w fartuch, biały fartuch i
nieszczęśliwy na twarzy.
„Czy jest tu ktoś dla Sadie
Townsend?”
Wszyscy spojrzeli na wszystkich z wyjątkiem
Hectora, który powiedział ostro - „Tak”.
Lekarz spojrzał na Hectora, gdy
Stella zbliżyła się do niego - „Czy jest pan jej partnerem?”
„Tak” - skłamał Hector śmiało, z kamienną
twarzą i bez wahania.
Twarz lekarza zmieniła się i nie była
to dobra zmiana - „Musimy gdzieś iść i porozmawiać”.
„Powiedz to” - warknął Hector.
Twarz lekarza przeskanowała tłum, po
czym jego oczy powróciły do Hectora i powiedział - „Myślę, że proszę pana…”
„Kurwa, powiedz to!” - warknął
Hector, jego ciało zesztywniało, jego twarz była wypełniona wściekłością, a
lekarz cofnął się o krok, gdy Stella zrobiła kolejny krok, zbliżając się,
kładąc rękę na ramieniu Hectora i trzymając ją tam.
„Nie sądzę, żeby był …” - zaczął
lekarz.
Lee zbliżył się do Hectora. Tak też
zrobili Eddie i Darius. Hank, Vance, Mace i Bobby zwarli szeregi. Luke był już
blisko. Lekarz przyjął to i jego ciało odprężyło się.
„Po prostu to powiedz” - Shirleen
pojawiła się obok lekarza i mówiła cicho. Lee nawet nie zauważył, że przybyła.
To było niezwykłe dla Lee Nightingale’a, nie było zbyt wiele rzeczy, których by
nie zauważył, ale tej nocy jego myśli skupiały się na innych rzeczach.
„Jesteś wśród przyjaciół Sadie” -
ciągnęła Shirleen, również kłamiąc bez wahania.
Lekarz spojrzał na Shirleen,
uśmiechnęła się zachęcająco, ale powiedział - „Mamy politykę…”
„Nie ma żadnej polityki, kiedy są przyjaciele”
- przerwała Shirleen - „Wszyscy musimy wiedzieć. W końcu wszyscy się dowiemy.
Po prostu powiedz, jak jest.”
Lekarz westchnął, przeczesał dłonią
włosy i spojrzał na Hectora.
„Została mocno pobita.”
„Domyślałem się, że tak.” - głos
Hectora był ostry i niecierpliwy.
Lekarz skinął głową i ciągnął dalej –
„Pięć złamanych żeber, złamany nadgarstek, zwichnięcie barku, ciężki wstrząs
mózgu oraz liczne skaleczenia i kontuzje. Musiała mieć zszyte głębokie
rozcięcie na policzku. Została przyjęta.”
Lekarz zatrzymał się, wyprostował
plecy i wszyscy wstrzymali oddech.
„Naprawdę myślę -” lekarz zawahał
się, patrząc na Hectora.
„Została zgwałcona” - powiedział za
niego Hector.
Lekarz kolejny raz obejrzał grupę, po
czym skinął głową i zrobił krok w kierunku Hectora - „Przykro mi, ale tak,
Sadie została zgwałcona”.
„Do diabła” - mruknął Hank zza
Eddiego, a atmosfera w pokoju zmieniła się w dziwną, niespokojną
beznadziejność. Nie było to uczucie, do którego byli przyzwyczajeni i nie
pasowało do żadnego z nich.
„Zrobiliśmy badanie pod kątem gwałtu
i wezwaliśmy policję. Ona teraz śpi. Jeśli pan może…”
„Zabierz mnie do niej” - wtrącił się
Hector.
„Musisz zrozumieć, co będziesz …”
zaczął lekarz.
„Znalazłem ją, przywiozłem, wiem, co
zobaczę” - wycedził Hector – „Kurwa… zabierz… mnie… do… jej.”
Lekarz skinął głową – „Chodźmy.”
Oczy Eddiego spoczęły na Lee, potem
na Dariusie. Potem Eddie poszedł za Hektorem, podczas gdy Hector i lekarz
odeszli. Darius podążył za Eddiem.
Luke odwrócił się do drzwi i bez
słowa wyszedł z pokoju.
Lee odwrócił się do Bobby’ego i
powiedział po prostu – „Idź za nim. Dokądkolwiek pójdzie musi mieć alibi.”
Bobby skinął głową i poszedł za
Lukiem.
Oczy Lee zatrzymały się na Avie. Ava
była kobietą Luke’a i patrzyła na drzwi. Luke właśnie wyszedł, a jej twarz była
blada.
W końcu Lee zwrócił się do Indy - „Zadzwoń
do Daisy”.
„Ale…” - zaczęła Indy.
„Zrób to, Cudowna. Teraz.”
Indy sięgnęła do torebki w
poszukiwaniu komórki.
*****
Marcus
Zadzwonił telefon i Marcus Sloan
odsunął się od ciała Daisy, przetoczył i chwycił go z podstawki. Wpatrując się
w zegar, powiedział ściszonym głosem:
„Jest dopiero piąta rano.”
„Marcus? Przepraszam, to Indy. Czy
jest tam Daisy?”
Marcus poczuł, jak niezwyczajny chłód
przebiega mu po kręgosłupie, gdy Daisy się poruszyła, przewróciła i poczuł na
sobie jej wzrok w ciemności.
„Wszystko w porządku?” - zapytał
Indy, jak zawsze, chcąc złagodzić to, co będzie przeżywała jego żona. Miała już
więcej niż przyzwoity udział trudnych przejściach Rockowych Lasek. Obecnie
przeżywała tylko kilka wyboistych chwil, chociaż niektóre były bardziej
wyboiste niż inne.
Jak dotąd mieli szczęście.
„Nie. Nie wszystko jest w porządku.
Lee chciał, żebym do niej zadzwoniła. Nie wiem dlaczego, ale…” - zawahała się i
mógł stwierdzić, że szuka prywatności, zanim znów zaczęła mówić. Daisy oparła
się teraz na łokciu i czuł, jak jej ciało się napina - „Rzecz w tym, że Sadie
Townsend została dzisiaj bardzo pobita.”
Marcus poczuł to jak cios w brzuch. Ricky
pieprzony Balducci. Albo jeden z jego pieprzonych braci.
„Kurwa” - szepnął.
„Co?” - Daisy siedziała i Marcus też
usiadł.
Marcus odwrócił się i zapalił
światło. Odwrócił się do żony i potrząsnął głową.
„Czy wszystko z nią w porządku?” -
zapytał Marcus.
„Ja… jest więcej” - odparł Indy.
Marcus czekał, a Daisy przysunęła się
bliżej.
„Co to jest?” - Marcus podpowiedział.
„Została zgwałcona”.
Marcus odrzucił kołdrę z powrotem na
łóżko i zerwał się.
„Gdzie ona jest?” - pstryknął.
„Denver Health” - odpowiedział Indy.
„Będziemy tam za trzydzieści minut” -
Nie pożegnał się; odłożył telefon i podszedł do szafy.
„Marcus, słodziaku, przerażasz mnie”
- powiedziała Daisy z łóżka.
„Wstawaj, kochanie. Ubierz się. Sadie
Townsend jest w Denver Health. Została pobita i zgwałcona ”.
Daisy westchnęła ostro i Marcus
raczej usłyszał, niż zobaczył, jak wyskakuje z łóżka. To była jego żona. Wciąż
myślała, że Sadie wbiła jej nóż w plecy, a mimo to wyskakuje z łóżka jak strzała.
Nie chciał jej powiedzieć tego, co będzie musiał jej powiedzieć. Ubrał się,
Daisy się ubrała i stanął nad nią, kiedy wkładała buty.
„Muszę ci coś powiedzieć” -
powiedział do jej pochylonej głowy, a że podniosła ją gwałtownie, więc patrzyła
na niego.
„Powiesz mi później, musimy …”
Marcus potrząsnął głową, po czym
przykucnął przed nią. Daisy westchnęła na jego niezwykłe czyny i wiedział, że
się przygotowuje.
„Po pierwsze, musisz wiedzieć, że
zrobiłem to, co zrobiłem, ponieważ Seth Townsend był niebezpiecznym
człowiekiem. Nie chciałem, żebyś była blisko niego. Nawet jeśli blisko niego
oznaczało przebywanie w pobliżu Sadie.”
Daisy zmrużyła oczy – „Co zrobiłeś?”
„Chodzi o to czego nie zrobiłem.”
Wstała i położyła ręce na biodrach.
Marcus wiedział, że przyjęcie tej pozy dla Daisy było bardzo niebezpieczne.
„W porządku, więc czego nie
zrobiłeś?” - zapytała, spoglądając na niego z góry.
Marcus również wstał, po czym
przeczesał palcami włosy - „Nie powiedziałem ci o Sadie”.
Daisy wysunęła biodro. To była jeszcze
bardziej niebezpieczna poza - „Czego mi nie powiedziałeś o Sadie?”
Zignorował ją i kontynuował - „I nie
powiedziałem ci o Nanette i Monice”.
„Marcus, kochany słodziaku” -
powiedziała ostrzegawczo Daisy, tracąc cierpliwość, gdy Marcus się zawahał.
Marcus ciągnął – „Nie mówiłem ci, że
znam Sadie od dziesięciu lat i wiem, jaką była kobietą, odkąd ją pierwszy raz
zobaczyłem. Nie powiedziałem ci, że nie będzie mówić o tobie za twoimi plecami więcej
niż ja.”
Marcus patrzył, jak twarz jego żony
blednie.
Kontynuował – „Nie powiedziałem ci
też, że kiedy myślałaś, że to zrobiła, zadzwoniła do domu, przyszła i próbowała
wyjaśnić, a ja jej nie pozwoliłem.”
Wtedy Marcus zobaczył, jak twarz jego
żony czerwienieje.
Kontynuował - „Potem zmusiłem jej
ojca, żeby ją ostrzegł, żeby się do ciebie nie zbliżała.” Kiedy twarz Daisy
wydawała się zagrożona purpurą, Marcus kontynuował wyjaśnianie (szybko) – „Zrobiłem
to, żeby cię chronić.”
Brwi Daisy były ściągnięte, a oczy
zwężone, kiedy powiedziała - „Czy to wszystko?”
„Nie.”
„No to skończ to.”
Marcus westchnął – „Na koniec nie powiedziałem
ci, że to ona była powodem, dla którego mąż Nanette zostawił ją dla chłopca od
basenu. Co, jeśli dobrze odczytałem czyny Sadie, biorąc pod uwagę, że
wypowiedziała to Charlesowi Hardy’ego w pokoju pełnym ludzi, a on poczuł taką
ulgę, że nie obchodziło go to, ale Nanette była tak upokorzona, że nie pokazała
swojej twarzy w towarzystwie od tamtej pory, to była zemsta Sadie za to, że Nanette
była dla ciebie niemiła.”
Daisy spojrzała na niego.
Marcus czekał.
Potem Daisy przemówiła - „Jedźmy do
tego przeklętego szpitala.”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz