wtorek, 30 marca 2021

26 - Obiad w Boże Narodzenie w Wielkim Domu

 

ROZDZIAŁ XXVI

Obiad w Boże Narodzenie w Wielkim Domu

Sadie

 

 

Obudziłam się sama, z pościelą ciasno owiniętą dookoła mnie.

Wciągnęłam do siebie trochę zapasu poduszek Hectora pod kołdrę, przycisnęłam je do piersi i przez kilka chwil wpatrywałam się w ścianę z pustym, wciąż na wpół śpiącym umysłem.

Potem zastanawiałam się, czy kiedyś w ciągu tego dnia nie będę niezdecydowana, czy sklasyfikować go jako drugi najlepszy dzień w życiu w porównaniu z poprzednim i poprzednim (oczywiście z wyjątkiem porwań i strzelanin).

Potem zastanawiałam się, czy nadejdzie dzień, w którym będzie tyle dobrych dni, że nie będę już w stanie ich sklasyfikować. I gdzieś w głębi duszy miałam przeczucie, że tak się stanie.

Ta myśl sprawiła, że uśmiechnęłam się do ściany.

Wstałam, wciąż zaspana, bo Hector nie dał mi spać. Dowiedziałam się, że „wygłupianie się” różni się od innych rzeczy, które robiliśmy. Trwało to dłużej, dużo dłużej, nie żebym narzekała (w ogóle). Włożyłam piżamę i jedną z flanelowych koszul Hectora i poczłapałam do przedpokoju. Poczułam zapach smażonego bekonu i usłyszałam głosy na dole i wiedziałam, że Hector ma towarzystwo (znowu).

Zeszłam na dół, przez salon i do kuchni.

Hector nie tylko miał towarzystwo, miał też mnóstwo towarzystwa. Byli tam Tom, Kitty Sue i Malcolm. Blanca była przy kuchence. Vance opierał się o blat. Wszyscy mieli kubki kawy.

Hector siedział na blacie, a ja uśmiechnęłam się do wszystkich, pomachałam im, ale poszłam prosto do Hectora. Rozsunął nogi, kiedy się zbliżyłam, a ja weszłam między nie, moje ręce objęły jego talię, przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej i jedno z jego ramion objęło ramiona.

Jego druga ręka dotknęła mojego podbródka i uniosła moją twarz. Kiedy je zobaczyłam, jego oczy były miękkie i ciepłe, co sprawiło, że poczułam się miękka i ciepła, a także przytulna, wygodna i piękna.

„Wszystko okej?” - wymamrotał.

Skinąłam głową i mruknęłam - „Śpiąca”.

„Powinnaś była zostać w łóżku.”

Uśmiechnęłam się, przytuliłam się bliżej i łagodnie, bez tchu powiedziałam - „Kochanie. I opuścić przyjęcie?”

Jego twarz się zmieniła, przybrała miękki, twardy, zaborczy wyraz, a jego oczy zmieniły się z ciepłych na gorące. Wiedziałam, że gdybyśmy nie mieli publiczności, coś by się stało, ale zamiast tego puścił moją brodę. Pochyliłam głowę, ponownie przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej, wymamrotał kilka miękkich słów po hiszpańsku do moich włosów, a potem mnie tam pocałował.

Zauważyłam Blankę, która patrzyła na nas, z widelcem do bekonu skierowanym do góry, z kubkiem kawy w drugiej ręce.

Zamrugałam, a potem znowu zamrugałam, ale mimo to wyraz jej twarzy się nie zmienił. Patrzyła na mnie z kobiecą, matczyną wersją tego samego miękkiego, twardego, zaborczego spojrzenia, którym właśnie potraktował mnie jej syn. Nie wiedziałam, co z tym zrobić, poza tym, że wzmocniło to przytulne, wygodne i cudowne uczucie.

„Blanca, czy możesz uczyć mnie mówić po hiszpańsku, jednocześnie ucząc mnie gotować?” - zawołałam do niej.

Jej ciało drgnęło, potrząsnęła głową, jakby ją oczyszczała, a potem powiedziała - „Si, mi hija”.

„Gracias” - odpowiedziałam.

Uśmiechnęła się.

Odpowiedziałam uśmiechem.

Kitty Sue wybuchnęła śmiechem.

Moje oczy przeniosły się na nią.

„Co jest zabawne?”  - zapytałam.

„Po prostu uważam, że to urocze, po dwudziestu sześciu latach się nie zmieniłaś. Bywałam u twojej mamy rano na kawie, a ty wstawałaś śpiąca, wchodziłaś i przytulałaś ją, tak jak teraz robisz z Hectorem.”

Znowu mrugałam, to przytulne, wygodne, cudowne uczucie rozkwitu, ciepły blask zaczynał się w mojej piersi.

„Naprawdę?” - zapytałam Kitty Sue.

„Naprawdę, kochanie” - odpowiedziała, jej oczy przeniosły się na Malcolma, potem na Hectora, a potem na mnie, a jej głos obniżył się, powiedziała mi – „Chociaż, jeśli twój tata pił z nami kawę, zawsze szłaś prosto do niego. Zawsze.”

Na jej słowa moje ciało wyprostowało się, a ramię Hectora zacisnęło się.

Przyszło mi do głowy, że wciąż budzący się mózg, że wszyscy tam są, to nie jest spotkanie towarzyskie.

Natychmiast podniosłam wzrok na Hectora i oświadczyłam - „Jadę do Vegas. Wczoraj miałam passę grając w Yahtzee. Zabieram ze sobą Rockowe Laski i mam zamiar wygrać wystarczająco dużo pieniędzy, aby przejść na emeryturę.”

„Nie jestem pewien, czy dobra passa w Yahtzee tłumaczy Vegas, mamita” - powiedział mi Hector.

„Nie było cię tam, było ogromne. W jednej grze dostałam trzy Yahtzee” - wyjaśniłam.

Hector uśmiechnął się, ale jego uda zacisnęły się wokół mnie i powiedział cicho -  „Przepraszam, preciosa, nienawidzę tego mówić, ale nie wyszliśmy z tego.”

Westchnęłam.

Wiedziałam.

Po prostu to wiedziałam.

Miałam więc naprawdę dobre dni.

Ale wciąż były zmieszane z naprawdę złymi chwilami.

„Tego się bałam” - szepnęłam do Hectora, odwróciłam się do niego plecami i spojrzałam w stronę pokoju. Ramię Hectora owinęło się wokół mojej klatki piersiowej i przyciągnął mnie do siebie plecami i byłam zadowolona. Jego ciało było ciepłe, twarde i mocne i miałam przeczucie, że będę go potrzebować.

Malcolm zapytał mnie, jaką preferuję, a potem przyniósł mi kubek kawy.

„W porządku, dajcie mi to” - powiedziałam do wszystkich po tym, jak Malcolm podał mi kawę.

„Po śniadaniu” - zarządził Blanca.

Z jakiegoś dziwnego powodu (brak snu, ukryta skłonność do niebezpieczeństwa) zdecydowałam się stanąć twarzą w twarz z Blanką.

„Przykro mi, Blanca, ale poważnie, cokolwiek to jest, wolałabym mieć to już za sobą”

Rzuciła mi dobre, długie spojrzenie Blanki.

Rzuciłam jej dobre, długie spojrzenie Sadie.

Trwało to chwilę.

Potem powiedziała, obracając widelcem do bekonu w powietrzu - „Como quieras”.

Nie miałam pojęcia, czy wygrałam, czy przegrałam, więc wykręciłam szyję i spojrzałam na Hectora.

„Co ona powiedziała?” - wyszeptałam.

„Jak sobie życzysz” - odpowiedział, z drgającymi wargami.

Odwróciłam się do Blanki – „O. To jest ładne. Como quieras. Jak sobie życzysz. Ładne.”

Blanca uśmiechnęła się, poczułam, jak ciało Hectora porusza się ze śmiechu, Vance szczerzył zęby swoim aroganckim uśmiechem do mnie, a wszyscy inni chichotali.

Zwróciłam się z powrotem do Hectora - „Czy powiedziałam coś zabawnego?”

Wybuchnął śmiechem.

Najwyraźniej tak.

Cokolwiek.

Nadszedł czas, aby wrócić do sprawy.

Spojrzałam z powrotem na pokój - „Czy możemy się skupić, ludzie?” - zapytałam.

Uśmiechy i chichoty ucichły i natychmiast chciałam, żeby wróciły.

Za późno, bo Tom zaczął mówić - „Sadie, pamiętasz, jak kilka dni temu rozmawialiśmy w biurze Lee?”

O mój.

To nie zaczęło się dobrze.

Oczywiście, że pamiętałam. Jak mogłam zapomnieć? Wtedy dowiedziałam się, że prawdopodobnie zamordowano moją matkę. Kto by o tym zapomniał?

„Tak” - odpowiedziałam z wahaniem.

„Cóż” - ciągnął Tom – „Eddie poprosił Vance’a, żeby się przyjrzał. Vance to zrobił i dowiedział się, co stało się z Lizzie.”

Moje ciało szarpnęło się i dłoń powędrowała do kolana Hectora, zaciskając palce wokół niego, mocno ściskając. Ramię Hectora zacisnęło się wokół mojej klatki piersiowej.

Spojrzałam na Vance’a.

„Przykro mi, Sadie” - powiedział cicho Vance i wiedziałam, że nie otrzymam dobrych wiadomości. Mama nie czekała na mnie w małej rolniczej wiosce w górach Peru, gdzie wieści docierały pieszo zdradliwymi górskimi ścieżkami, więc nie wiedziała jeszcze, że można bezpiecznie wrócić do domu.

Zamknęłam oczy i z tyłu powiek zobaczyłam mamę, uśmiechającą się do mnie.

Ponownie otworzyłam oczy i powiedziałam do Vance’a - „Powiedz mi”.

Wzrok Vance’a powędrował do Hectora, wrócił do mnie i bez wahania powiedział mi - „Luther Diggs dowiedział się, co robiła twoja mama. Nakazał uderzenie. Mickey Balducci był wtedy jednym z jego ludzi. Zrobił to.”

To bolało; i to jak bardzo.

Nie pokazałam tego.

„Gdzie ona jest?” - zapytałam i byłam dumna, że w moim głosie było tylko drżenie.

Vance przyjrzał mi się uważnie, po czym powiedział ostrożnie – „Masz na myśli jej ciało?”

To bolało jeszcze bardziej.

Jej ciało.

Ciało mojej mamy.

Porzucone gdzieś, w rzece, w płytkim grobie, ona sama, nieoznakowana, nieodkryta, zniknęła. Te myśli przeniknęły moje serce jak milion małych, ostrych sztyletów.

Nie pozwoliłam, żeby to się pokazało.

Zamiast tego po prostu skinęłam głową.

Jego oczy pozostały na mnie delikatne – „Nie wiem.”

Ponownie skinęłam głową.

„Twój tata nie wiedział, że na niego donosiła” - wtrącił się Malcolm i moje spojrzenie przeniosło się na niego.

„Nie wiedział?”

Malcolm pokręcił głową – „Nie.”

„Kilka miesięcy po tym, jak to się stało, do Setha dotarła wiadomość, że Luther zarządził uderzenie i dlaczego” - Tom włączył się do rozmowy - „Pamiętasz Berniego Watsona?”

Ponownie skinęłam głową. Bernie przez lata był prawą ręką mojego ojca. Był w pobliżu, odkąd pamiętam. Wystarczająco dorosły, by być ojcem mojego ojca, przeszedł na emeryturę na Florydę pięć lat temu. Zawsze mnie trochę przerażał, ale wciąż go lubiłam. Wysyłaliśmy sobie kartki świąteczne, a on zawsze co roku wysyłał mi kartkę urodzinową z pięciodolarowym banknotem, tak jak dawał mi go, kiedy byłam dzieckiem.

„Pamiętam Berniego. Wysyła mi kartki urodzinowe” - powiedziałam Tomowi.

„Rozmawiałem z Berniem” - powiedział do mnie Vance, a ja spojrzałam na niego.

„Bernie miał dużo do powiedzenia. O twoim tacie, o twojej mamie. O tym, że twojego taty nie obchodziło, że twoja mama donosiła na niego, ale obchodziło go jak gówno, że została zabrana. Bernie powiedział mi, że twój tata stał się lodowaty, kiedy się dowiedział. To było jego słowo. Lodowaty. Natychmiast rozpoczął manewry przejęcia przeciwko Diggsowi. Zabił go w ciągu dziesięciu miesięcy od dowiedzenia się.”

Dotarło do mnie, że się trzęsę dopiero wtedy, gdy ręka Hectora wyszła i zabrała mój kubek kawy. Potem nachylił się do mnie, przesunął ręce po moich ramionach, jego palce owinęły się wokół moich nadgarstków, po czym owinął moje i swoje ramiona wokół mojego ciała i oparł brodę na moim ramieniu.

To powinno było pomóc. Gdzieś w głębi zdałam sobie sprawę, że było miło.

Ale to nie pomogło.

„Zajął się też Mickey’em Balducci, prawda?” – wyszeptałam - „Chłopcy Balducci nie są szaleni i podli, chcieli zemsty, prawda?”

Vance nic nie powiedział, tylko skinął głową.

Przekręciłam głowę, żeby spojrzeć na Hectora, odsunął podbródek od mojego ramienia, a jego oczy napotkały moje.

„Nie wiem, co z tym zrobić” - powiedziałam cicho.

„On nie ma z tym nic wspólnego, Sadie, poza tym, że wiesz, że ją kochał, pomścił ją i nie zabił jej” - powiedział mi Hector.

„Ja nie wiem, co z tym też zrobić” - odpowiedziałam.

„Seth nie przychodził z twoją mamą. Nie był towarzyski” - Malcolm zaczął mówić, a moje oczy przeniosły się z Hectora na Malcolma - „Ale znaliśmy go, czasami wychodził na obiad lub zabierał Lizzie z grilla i zostawał na piwo. Nie był łagodnym facetem, nie był wyluzowany, ale nie był tym mężczyzną, jakim jest teraz, nie wtedy. To mu to zrobiło, gdy ją stracił. Myślałem wtedy o tym, teraz jestem tego pewien.”

Nie miałam czasu, żeby to przemyśleć, zanim Vance znów się odezwał - „Znalazłem jej rzeczy”.

Zaczęłam mrugać.

Tak ponownie.

„Jej… rzeczy?” - zapytałam Vance’a.

„Jej rzeczy. Twój tata je zachował. Są w magazynie w Aurorze. Jednostka jest wypełniona ubraniami, biżuterią, butami, zdjęciami, książkami. Jest nie tylko wypełniona, ale jest zakonserwowana. Każdy element został starannie zapakowany, urządzenie ma kontrolowaną temperaturę, jest zabezpieczone przed uszkodzeniem przez wodę i jest ognioodporne. Takie jednostki kosztują fortunę.”

„O mój Boże” - odetchnęłam, moje drżące ciało zaczęło drżeć.

Mój ojciec nie pozbył się każdego jej wspomnienia. Zatrzymał je.

Mój ojciec jej nie zabił. Pomścił ją.

Moje ciało wyprostowało się, odsunęłam się trochę od Hectora i spojrzałam na Kitty Sue - „Powiedz mi znowu, jak się czułam z moim ojcem.”

Kitty Sue spojrzała na Malcolma i przełknęła, zanim spojrzała na mnie - „Lizzie mawiała, że czasami zastanawiała się, czy wiesz, że ona istnieje. Powiedziała mi, że kiedy byłaś dzieckiem, Seth wstawał i dawał ci butelki w nocy, bo płakałabyś, gdyby ona przyszła do ciebie, ale uspakajałaś się, kiedy dawała cię jemu, więc po prostu zrobił to cały czas. Powiedziała, że mu to nie przeszkadza. Myślała, że potajemnie to uwielbiał. Za każdym razem, gdy się przewracałaś, uderzałaś o coś, zawsze biegłaś do niego …”

Pokręciłam głową i Kitty Sue przestała mówić.

To nie mogło być prawdą.

To była moja mama. To zawsze była moja mama.

„Nie” - wydyszałam.

Odsunęłam się całkowicie od Hectora i zrobiłam kilka kroków do pokoju.

„Sadie, chodź tutaj” - zawołał cicho Hector.

Odwróciłam się do niego i wszystko przyszło do mnie, rzeczy, których nie pamiętałam od lat.

Mocno zamknęłam oczy na wspomnienia, z których najsilniejszym było to, jak przychodził po tym, jak mama czesała mnie w nocy i pocałowała mnie w czubek głowy, tak jak Hector.

Mocno owijał mnie pościelą i gasił światło.

„…noc, moja piękna, słodka Sadie”, szeptał.

„…noc, tatusiu” - szeptałam.

O. Mój. Bóg.

Jak mogłam zapomnieć?

W jaki sposób?

„Donosiłam na niego” - powiedziałam do Hectora.

Hector zeskoczył z blatu i rzucił się do mnie, ale cofnęłam się, podnosząc rękę.

„Kiedy byłeś pod przykrywką i… i… zaledwie kilka dni temu!” - krzyknęłam.

„Mi amor, chodź tutaj”.

Pokręciłam głową, wciąż się cofając.

„Chciał mieć pewność, że jestem bezpieczna i że mam wszystko, poprosił Jerry’ego …”

„Upewnił się, że jesteś bezpieczna” - powiedział mi Hector - „Gdyby nam nie pomógł, nie zdjęlibyśmy wczoraj Balducci. Zajęłoby to dni, a może tygodnie, zanim ich byśmy dostali.” Przerwałam odwrót i spojrzałam na Hectora, niepewny, czy dobrze go usłyszałam.

„Co?” - zapytałam.

Hector też się zatrzymał, ale mówił dalej – „Vance i ja poszliśmy go wczoraj zobaczyć.”

Na to ogłoszenie moje usta się otworzyły, ale Hector kontynuował – „Jerry sprzymierzył się z Donnym. Powiedziałem to Seth’owi, a on dał nam wszystko. Ukrywali się w jednej z jego kryjówek, ma trzy. Vance i ja trafiliśmy do jednej. Lee i Luke jeszcze innej. Mace i Monty uderzyli w trzecią, gdzie tamci się zatrzymali, ale musieli dostać wiadomość i uciekli, zanim Mace i Monty tam dotarli. Potem spanikowali. Ricky przyszedł po mnie. Myśląc, że Marty ich wydał, Donny go postrzelił, ale mu uciekł, przyszedł do nas po ochronę. Donny poszedł za nim, ale wiedząc, że już przejebali, odegrał ostatnią próbę zemsty, zgadując, prawidłowo, że mieliśmy ciebie.”

Utknęłam we wcześniejszym punkcie.

„Poszedłeś zobaczyć się z moim ojcem?” - zapytałam.

Hector skinął głową – „Tak”

„Rozmawiał z tobą?”

„Dał mi wszystko”

Nie mogłam w to uwierzyć, bo szczerze mówiąc, było to absolutnie, pozytywnie, niewiarygodne.

„Pomógł ci?”

Hector ponownie skinął głową, przyglądając mi się uważnie.

„Tobie?” - powtórzyłam.

„Mi” - odparł Hector.

„Dla mnie” - szepnęłam.

„Dla ciebie”

Zaciągnęłam usta i poczułam, że łzy napływają mi do oczu, piekąc tam.

„Nie będę płakać!” – krzyknęłam wtedy, cholera i szlag, szlag, szlag, natychmiast rozpłakałam się – „Kurwa!” – krzyknęłam i znalazłam się w ramionach Hectora - „Płaczę” - powiedziałam niepotrzebnie do klatki piersiowej Hectora, moje ramiona owinęły się wokół jego talii, a moje ciało przycisnęło się do jego.

„Płacz, mi cielo, kogo to obchodzi?” - powiedział Hector ponad moją głową.

„Mnie! Mam dość płaczu! Ale on był… on był…” - zakrztusiłam się i czknęłam - „Próbował mnie złapać, a ja nawet nie poszłam się z nim zobaczyć!” - mimo że ostatnie łzy jeszcze nie wyschły, to i tak rozpłynęłam się w nowych.

Ramiona Hectora zacieśniły się - „Pójdziemy w następny dzień odwiedzin. Zabiorę cię.”

Byłam tak zszokowana tą ofertą, tak bardzo, że moje łzy natychmiast ustały. Odchyliłam głowę do tyłu, spojrzałam na Hectora niewyraźnymi oczami i zapytałam - „Zabierzesz?”

Byłam prawie pewna, że skinął głową.

„Nie mogę uwierzyć, że ci pomógł” - szepnęłam.

„On pomógł tobie” - poprawił się Hector - „Nie pomógł mi i nie lubił też mnie widzieć. To nie było tak, że zaprosił mnie na obiad w Boże Narodzenie do wielkiego domu.”

Nie mogłem nic na to poradzić, to, co powiedział, było zabawne, więc przez moje słabnące łzy wybuchnęłam śmiechem.

Obiad w Boże Narodzenie w wielkim domu?” - powtórzyłam, wciąż chichocząc.

Jedna z dłoni Hectora uniosła się i otarła moje łzy. Uśmiechnął się, ale nie odpowiedział.

„Myślisz, że on wie, że informowałam o nim ciebie?”

Wzrok Hectora powędrował z moich policzków do oczu – „Nie.”

„Dlaczego nie był zły, że mama go zdradziła?” - zapytałam, jakby Hector wiedział.

Najwyraźniej Hector wiedział, bo odpowiedział – „Ponieważ ją kochał. Jak kochasz kogoś, to wybaczasz dużo gówna. Ona nie robiła właściwie źle, mamita, on robił.”

Hector miał rację.

Wciągnęłam oddech, spojrzałam na niego przez sekundę, potem dwie, potem wypuściłam oddech i oparłam się o niego, przyciskając policzek do jego klatki piersiowej i mocno go ściskając. Potem poruszyłam się, kręcąc w koło, więc jego ramiona nadal były wokół mnie, ale moje plecy były skierowane do jego przodu.

Spojrzałam na kuchnię i zobaczyłam, że wszyscy patrzą.

„Nic mi nie jest” - oznajmiłam wszystkim i, o dziwo, tak było.

Spojrzałam na Vance’a i mój głos stał się łagodny - „Dziękuję” - powiedziałam, a on uniósł mnie pod brodę, co znaczyło „nie ma za co”.

Moje oczy przesunęły się po Malcolmie, Kitty Sue i Tomie, a potem spoczęły na Blance.

„Myślę, że możemy teraz zjeść śniadanie, chyba że ktoś inny chce wstrząsnąć moim światem” – powiedziałam jej – „Czy mogę pomóc?”

Blanca przyjrzała mi się uważnie. Wtedy musiała pochwalić to, co zobaczyła, ponieważ uśmiechnęła się i oświadczyła - „Dzisiaj nauczę cię robić jajecznicę”.

Wiedziałam, jak zrobić jajecznicę, ale postanowiłam nie mówić tego Blance, bo mogło to zepsuć zabawę. Niebo wiedziało, potrzebowałam trochę zabawy.

Poczułam, jak Hector pochyla się we mnie i szepnął mi do ucha, więc tylko ja mogłam usłyszeć - „Wola z pieprzonej stali”.

Ciepłe, przytulne, wygodne, cudowne uczucie powróciło wraz z radosnym blaskiem i wiedziałam, że część tego ma związek z tym, czego nauczyłam się tego ranka. I fakt, że Hector też to mi dał.

Teraz, w moim dziwacznym świecie dziwacznych wydarzeń, które zdarzały się każdego dnia, było to najdziwniejsze ze wszystkich. Mój chłopak, który dziwnie był byłym agentem DEA, który obalił mojego ojca z tytułem Króla Narkotyków, także, w dziwny sposób, przyprowadził mojego ojca z powrotem do mnie.

Do jasnej cholery.

Jak to było całkowicie dziwne?

Mogłabym być swoją własną operą mydlaną!

Zamiast podzielić się tym z Hektorem, odwróciłam się, by spojrzeć na niego, pochylił się i dotknął moich ust jego. Mimo że jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, a jego oczy błysnęły pod wpływem dotyku moich ust, posłałam mu mały uśmiech, odsunęłam się i ruszyłam w stronę Blanki.

Kitty Sue chwyciła torbę chleba i toster.

Tom podszedł, żeby zrobić kolejny dzbanek kawy.

Wtedy Blanca nauczyła mnie czegoś, co już umiałam.

Po śniadaniu szłam ręka w rękę z Hectorem, podążając za Vance’em do drzwi i zapytałam Vance’a, czy będzie miał tego dnia czas, aby zabrać mnie do rzeczy mojej matki.

Vance powiedział, że tak.

Wtedy wiedziałam, że ten dzień z pewnością będzie lepszy od wczoraj i poprzedniego dnia jako mój drugi najlepszy dzień w życiu.

Jednak nic nie mogło przebić Dnia z Hectorem i Piankami.

Nic.

 

8 komentarzy:

  1. Wow, Vance jest dobry 😉 dzięki za rozdział

    OdpowiedzUsuń
  2. Smutne 😒 czemu ludziom nie wystarcza mały domek i drobne na miłe przyjemności? Czy kasa była warta straty żony i nienawiści córki? Biedny frajer z tego jej ojca 😐 dziękuję za rozdział ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję❤ Taki smutno słodki ten rozdział. Sadie ma faktycznie wolę ze stali !

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję :) A inne pytanie, czy będziesz też tłumaczyć część 8 z Ally ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak wejdziesz na mój profil, to znajdziesz moje wszystkie tłumaczenia=blogi. Razem z najnowszym ;)

      Usuń
    2. Dziękuję - teraz uszczęśliwiłaś mnie podwójnie :) !!!!

      Usuń