ROZDZIAŁ XXVI
Obiad w Boże
Narodzenie w Wielkim Domu
Sadie
Obudziłam się sama, z pościelą ciasno
owiniętą dookoła mnie.
Wciągnęłam do siebie trochę zapasu
poduszek Hectora pod kołdrę, przycisnęłam je do piersi i przez kilka chwil
wpatrywałam się w ścianę z pustym, wciąż na wpół śpiącym umysłem.
Potem zastanawiałam się, czy kiedyś w
ciągu tego dnia nie będę niezdecydowana, czy sklasyfikować go jako drugi
najlepszy dzień w życiu w porównaniu z poprzednim i poprzednim (oczywiście z
wyjątkiem porwań i strzelanin).
Potem zastanawiałam się, czy
nadejdzie dzień, w którym będzie tyle dobrych dni, że nie będę już w stanie ich
sklasyfikować. I gdzieś w głębi duszy miałam przeczucie, że tak się stanie.
Ta myśl sprawiła, że uśmiechnęłam się
do ściany.
Wstałam, wciąż zaspana, bo Hector nie
dał mi spać. Dowiedziałam się, że „wygłupianie się” różni się od innych rzeczy,
które robiliśmy. Trwało to dłużej, dużo dłużej, nie żebym narzekała (w ogóle).
Włożyłam piżamę i jedną z flanelowych koszul Hectora i poczłapałam do
przedpokoju. Poczułam zapach smażonego bekonu i usłyszałam głosy na dole i
wiedziałam, że Hector ma towarzystwo (znowu).
Zeszłam na dół, przez salon i do
kuchni.
Hector nie tylko miał towarzystwo,
miał też mnóstwo towarzystwa. Byli tam Tom, Kitty Sue i Malcolm. Blanca była
przy kuchence. Vance opierał się o blat. Wszyscy mieli kubki kawy.
Hector siedział na blacie, a ja
uśmiechnęłam się do wszystkich, pomachałam im, ale poszłam prosto do Hectora.
Rozsunął nogi, kiedy się zbliżyłam, a ja weszłam między nie, moje ręce objęły
jego talię, przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej i jedno z jego
ramion objęło ramiona.
Jego druga ręka dotknęła mojego
podbródka i uniosła moją twarz. Kiedy je zobaczyłam, jego oczy były miękkie i
ciepłe, co sprawiło, że poczułam się miękka i ciepła, a także przytulna,
wygodna i piękna.
„Wszystko okej?” - wymamrotał.
Skinąłam głową i mruknęłam - „Śpiąca”.
„Powinnaś była zostać w łóżku.”
Uśmiechnęłam się, przytuliłam się
bliżej i łagodnie, bez tchu powiedziałam - „Kochanie. I opuścić przyjęcie?”
Jego twarz się zmieniła, przybrała
miękki, twardy, zaborczy wyraz, a jego oczy zmieniły się z ciepłych na gorące.
Wiedziałam, że gdybyśmy nie mieli publiczności, coś by się stało, ale zamiast
tego puścił moją brodę. Pochyliłam głowę, ponownie przycisnęłam policzek do
jego klatki piersiowej, wymamrotał kilka miękkich słów po hiszpańsku do moich
włosów, a potem mnie tam pocałował.
Zauważyłam Blankę, która patrzyła na
nas, z widelcem do bekonu skierowanym do góry, z kubkiem kawy w drugiej ręce.
Zamrugałam, a potem znowu zamrugałam,
ale mimo to wyraz jej twarzy się nie zmienił. Patrzyła na mnie z kobiecą,
matczyną wersją tego samego miękkiego, twardego, zaborczego spojrzenia, którym
właśnie potraktował mnie jej syn. Nie wiedziałam, co z tym zrobić, poza tym, że
wzmocniło to przytulne, wygodne i cudowne uczucie.
„Blanca, czy możesz uczyć mnie mówić
po hiszpańsku, jednocześnie ucząc mnie gotować?” - zawołałam do niej.
Jej ciało drgnęło, potrząsnęła głową,
jakby ją oczyszczała, a potem powiedziała - „Si, mi hija”.
„Gracias” - odpowiedziałam.
Uśmiechnęła się.
Odpowiedziałam uśmiechem.
Kitty Sue wybuchnęła śmiechem.
Moje oczy przeniosły się na nią.
„Co jest zabawne?” - zapytałam.
„Po prostu uważam, że to urocze, po
dwudziestu sześciu latach się nie zmieniłaś. Bywałam u twojej mamy rano na
kawie, a ty wstawałaś śpiąca, wchodziłaś i przytulałaś ją, tak jak teraz robisz
z Hectorem.”
Znowu mrugałam, to przytulne,
wygodne, cudowne uczucie rozkwitu, ciepły blask zaczynał się w mojej piersi.
„Naprawdę?” - zapytałam Kitty Sue.
„Naprawdę, kochanie” - odpowiedziała,
jej oczy przeniosły się na Malcolma, potem na Hectora, a potem na mnie, a jej
głos obniżył się, powiedziała mi – „Chociaż, jeśli twój tata pił z nami kawę,
zawsze szłaś prosto do niego. Zawsze.”
Na jej słowa moje ciało wyprostowało
się, a ramię Hectora zacisnęło się.
Przyszło mi do głowy, że wciąż
budzący się mózg, że wszyscy tam są, to nie jest spotkanie towarzyskie.
Natychmiast podniosłam wzrok na
Hectora i oświadczyłam - „Jadę do Vegas. Wczoraj miałam passę grając w Yahtzee.
Zabieram ze sobą Rockowe Laski i mam zamiar wygrać wystarczająco dużo pieniędzy,
aby przejść na emeryturę.”
„Nie jestem pewien, czy dobra passa w
Yahtzee tłumaczy Vegas, mamita” - powiedział mi Hector.
„Nie było cię tam, było ogromne. W
jednej grze dostałam trzy Yahtzee” - wyjaśniłam.
Hector uśmiechnął się, ale jego uda
zacisnęły się wokół mnie i powiedział cicho - „Przepraszam, preciosa, nienawidzę tego mówić,
ale nie wyszliśmy z tego.”
Westchnęłam.
Wiedziałam.
Po prostu to wiedziałam.
Miałam więc naprawdę dobre dni.
Ale wciąż były zmieszane z naprawdę
złymi chwilami.
„Tego się bałam” - szepnęłam do
Hectora, odwróciłam się do niego plecami i spojrzałam w stronę pokoju. Ramię
Hectora owinęło się wokół mojej klatki piersiowej i przyciągnął mnie do siebie
plecami i byłam zadowolona. Jego ciało było ciepłe, twarde i mocne i miałam
przeczucie, że będę go potrzebować.
Malcolm zapytał mnie, jaką preferuję,
a potem przyniósł mi kubek kawy.
„W porządku, dajcie mi to” -
powiedziałam do wszystkich po tym, jak Malcolm podał mi kawę.
„Po śniadaniu” - zarządził Blanca.
Z jakiegoś dziwnego powodu (brak snu,
ukryta skłonność do niebezpieczeństwa) zdecydowałam się stanąć twarzą w twarz z
Blanką.
„Przykro mi, Blanca, ale poważnie,
cokolwiek to jest, wolałabym mieć to już za sobą”
Rzuciła mi dobre, długie spojrzenie Blanki.
Rzuciłam jej dobre, długie spojrzenie
Sadie.
Trwało to chwilę.
Potem powiedziała, obracając widelcem
do bekonu w powietrzu - „Como quieras”.
Nie miałam pojęcia, czy wygrałam, czy
przegrałam, więc wykręciłam szyję i spojrzałam na Hectora.
„Co ona powiedziała?” - wyszeptałam.
„Jak sobie życzysz” - odpowiedział, z
drgającymi wargami.
Odwróciłam się do Blanki – „O. To
jest ładne. Como quieras. Jak sobie życzysz. Ładne.”
Blanca uśmiechnęła się, poczułam, jak
ciało Hectora porusza się ze śmiechu, Vance szczerzył zęby swoim aroganckim
uśmiechem do mnie, a wszyscy inni chichotali.
Zwróciłam się z powrotem do Hectora -
„Czy powiedziałam coś zabawnego?”
Wybuchnął śmiechem.
Najwyraźniej tak.
Cokolwiek.
Nadszedł czas, aby wrócić do sprawy.
Spojrzałam z powrotem na pokój - „Czy
możemy się skupić, ludzie?” - zapytałam.
Uśmiechy i chichoty ucichły i
natychmiast chciałam, żeby wróciły.
Za późno, bo Tom zaczął mówić - „Sadie,
pamiętasz, jak kilka dni temu rozmawialiśmy w biurze Lee?”
O mój.
To nie zaczęło się dobrze.
Oczywiście, że pamiętałam. Jak mogłam
zapomnieć? Wtedy dowiedziałam się, że prawdopodobnie zamordowano moją matkę.
Kto by o tym zapomniał?
„Tak” - odpowiedziałam z wahaniem.
„Cóż” - ciągnął Tom – „Eddie poprosił
Vance’a, żeby się przyjrzał. Vance to zrobił i dowiedział się, co stało się z
Lizzie.”
Moje ciało szarpnęło się i dłoń
powędrowała do kolana Hectora, zaciskając palce wokół niego, mocno ściskając.
Ramię Hectora zacisnęło się wokół mojej klatki piersiowej.
Spojrzałam na Vance’a.
„Przykro mi, Sadie” - powiedział
cicho Vance i wiedziałam, że nie otrzymam dobrych wiadomości. Mama nie czekała
na mnie w małej rolniczej wiosce w górach Peru, gdzie wieści docierały pieszo
zdradliwymi górskimi ścieżkami, więc nie wiedziała jeszcze, że można
bezpiecznie wrócić do domu.
Zamknęłam oczy i z tyłu powiek
zobaczyłam mamę, uśmiechającą się do mnie.
Ponownie otworzyłam oczy i powiedziałam
do Vance’a - „Powiedz mi”.
Wzrok Vance’a powędrował do Hectora,
wrócił do mnie i bez wahania powiedział mi - „Luther Diggs dowiedział się, co
robiła twoja mama. Nakazał uderzenie. Mickey Balducci był wtedy jednym z jego
ludzi. Zrobił to.”
To bolało; i to jak bardzo.
Nie pokazałam tego.
„Gdzie ona jest?” - zapytałam i byłam
dumna, że w moim głosie było tylko drżenie.
Vance przyjrzał mi się uważnie, po
czym powiedział ostrożnie – „Masz na myśli jej ciało?”
To bolało jeszcze bardziej.
Jej ciało.
Ciało mojej mamy.
Porzucone gdzieś, w rzece, w płytkim
grobie, ona sama, nieoznakowana, nieodkryta, zniknęła. Te myśli przeniknęły
moje serce jak milion małych, ostrych sztyletów.
Nie pozwoliłam, żeby to się pokazało.
Zamiast tego po prostu skinęłam
głową.
Jego oczy pozostały na mnie delikatne
– „Nie wiem.”
Ponownie skinęłam głową.
„Twój tata nie wiedział, że na niego
donosiła” - wtrącił się Malcolm i moje spojrzenie przeniosło się na niego.
„Nie wiedział?”
Malcolm pokręcił głową – „Nie.”
„Kilka miesięcy po tym, jak to się
stało, do Setha dotarła wiadomość, że Luther zarządził uderzenie i dlaczego” -
Tom włączył się do rozmowy - „Pamiętasz Berniego Watsona?”
Ponownie skinęłam głową. Bernie przez
lata był prawą ręką mojego ojca. Był w pobliżu, odkąd pamiętam. Wystarczająco
dorosły, by być ojcem mojego ojca, przeszedł na emeryturę na Florydę pięć lat
temu. Zawsze mnie trochę przerażał, ale wciąż go lubiłam. Wysyłaliśmy sobie
kartki świąteczne, a on zawsze co roku wysyłał mi kartkę urodzinową z
pięciodolarowym banknotem, tak jak dawał mi go, kiedy byłam dzieckiem.
„Pamiętam Berniego. Wysyła mi kartki
urodzinowe” - powiedziałam Tomowi.
„Rozmawiałem z Berniem” - powiedział
do mnie Vance, a ja spojrzałam na niego.
„Bernie miał dużo do powiedzenia. O
twoim tacie, o twojej mamie. O tym, że twojego taty nie obchodziło, że twoja
mama donosiła na niego, ale obchodziło go jak gówno, że została zabrana. Bernie
powiedział mi, że twój tata stał się lodowaty, kiedy się dowiedział. To było
jego słowo. Lodowaty. Natychmiast rozpoczął manewry przejęcia przeciwko Diggsowi.
Zabił go w ciągu dziesięciu miesięcy od dowiedzenia się.”
Dotarło do mnie, że się trzęsę
dopiero wtedy, gdy ręka Hectora wyszła i zabrała mój kubek kawy. Potem nachylił
się do mnie, przesunął ręce po moich ramionach, jego palce owinęły się wokół
moich nadgarstków, po czym owinął moje i swoje ramiona wokół mojego ciała i
oparł brodę na moim ramieniu.
To powinno było pomóc. Gdzieś w głębi
zdałam sobie sprawę, że było miło.
Ale to nie pomogło.
„Zajął się też Mickey’em Balducci,
prawda?” – wyszeptałam - „Chłopcy Balducci nie są szaleni i podli, chcieli
zemsty, prawda?”
Vance nic nie powiedział, tylko
skinął głową.
Przekręciłam głowę, żeby spojrzeć na
Hectora, odsunął podbródek od mojego ramienia, a jego oczy napotkały moje.
„Nie wiem, co z tym zrobić” -
powiedziałam cicho.
„On nie ma z tym nic wspólnego,
Sadie, poza tym, że wiesz, że ją kochał, pomścił ją i nie zabił jej” -
powiedział mi Hector.
„Ja nie wiem, co z tym też zrobić” -
odpowiedziałam.
„Seth nie przychodził z twoją mamą.
Nie był towarzyski” - Malcolm zaczął mówić, a moje oczy przeniosły się z
Hectora na Malcolma - „Ale znaliśmy go, czasami wychodził na obiad lub zabierał
Lizzie z grilla i zostawał na piwo. Nie był łagodnym facetem, nie był
wyluzowany, ale nie był tym mężczyzną, jakim jest teraz, nie wtedy. To mu to
zrobiło, gdy ją stracił. Myślałem wtedy o tym, teraz jestem tego pewien.”
Nie miałam czasu, żeby to przemyśleć,
zanim Vance znów się odezwał - „Znalazłem jej rzeczy”.
Zaczęłam mrugać.
Tak ponownie.
„Jej… rzeczy?” - zapytałam Vance’a.
„Jej rzeczy. Twój tata je zachował. Są
w magazynie w Aurorze. Jednostka jest wypełniona ubraniami, biżuterią, butami,
zdjęciami, książkami. Jest nie tylko wypełniona, ale jest zakonserwowana. Każdy
element został starannie zapakowany, urządzenie ma kontrolowaną temperaturę,
jest zabezpieczone przed uszkodzeniem przez wodę i jest ognioodporne. Takie
jednostki kosztują fortunę.”
„O mój Boże” - odetchnęłam, moje
drżące ciało zaczęło drżeć.
Mój ojciec nie pozbył się każdego jej
wspomnienia. Zatrzymał je.
Mój ojciec jej nie zabił. Pomścił ją.
Moje ciało wyprostowało się, odsunęłam
się trochę od Hectora i spojrzałam na Kitty Sue - „Powiedz mi znowu, jak się
czułam z moim ojcem.”
Kitty Sue spojrzała na Malcolma i
przełknęła, zanim spojrzała na mnie - „Lizzie mawiała, że czasami zastanawiała
się, czy wiesz, że ona istnieje. Powiedziała mi, że kiedy byłaś dzieckiem, Seth
wstawał i dawał ci butelki w nocy, bo płakałabyś, gdyby ona przyszła do ciebie,
ale uspakajałaś się, kiedy dawała cię jemu, więc po prostu zrobił to cały czas.
Powiedziała, że mu to nie przeszkadza. Myślała, że potajemnie to uwielbiał. Za
każdym razem, gdy się przewracałaś, uderzałaś o coś, zawsze biegłaś do niego …”
Pokręciłam głową i Kitty Sue
przestała mówić.
To nie mogło być prawdą.
To była moja mama. To zawsze była
moja mama.
„Nie” - wydyszałam.
Odsunęłam się całkowicie od Hectora i
zrobiłam kilka kroków do pokoju.
„Sadie, chodź tutaj” - zawołał cicho
Hector.
Odwróciłam się do niego i wszystko
przyszło do mnie, rzeczy, których nie pamiętałam od lat.
Mocno zamknęłam oczy na wspomnienia,
z których najsilniejszym było to, jak przychodził po tym, jak mama czesała mnie
w nocy i pocałowała mnie w czubek głowy, tak jak Hector.
Mocno owijał mnie pościelą i gasił
światło.
„…noc, moja piękna, słodka Sadie”, szeptał.
„…noc, tatusiu” - szeptałam.
O. Mój. Bóg.
Jak mogłam zapomnieć?
W jaki sposób?
„Donosiłam na niego” - powiedziałam
do Hectora.
Hector zeskoczył z blatu i rzucił się
do mnie, ale cofnęłam się, podnosząc rękę.
„Kiedy byłeś pod przykrywką i… i…
zaledwie kilka dni temu!” - krzyknęłam.
„Mi amor, chodź tutaj”.
Pokręciłam głową, wciąż się cofając.
„Chciał mieć pewność, że jestem
bezpieczna i że mam wszystko, poprosił Jerry’ego …”
„Upewnił się, że jesteś bezpieczna” -
powiedział mi Hector - „Gdyby nam nie pomógł, nie zdjęlibyśmy wczoraj Balducci.
Zajęłoby to dni, a może tygodnie, zanim ich byśmy dostali.” Przerwałam odwrót i
spojrzałam na Hectora, niepewny, czy dobrze go usłyszałam.
„Co?” - zapytałam.
Hector też się zatrzymał, ale mówił
dalej – „Vance i ja poszliśmy go wczoraj zobaczyć.”
Na to ogłoszenie moje usta się
otworzyły, ale Hector kontynuował – „Jerry sprzymierzył się z Donnym.
Powiedziałem to Seth’owi, a on dał nam wszystko. Ukrywali się w jednej z jego
kryjówek, ma trzy. Vance i ja trafiliśmy do jednej. Lee i Luke jeszcze innej.
Mace i Monty uderzyli w trzecią, gdzie tamci się zatrzymali, ale musieli dostać
wiadomość i uciekli, zanim Mace i Monty tam dotarli. Potem spanikowali. Ricky
przyszedł po mnie. Myśląc, że Marty ich wydał, Donny go postrzelił, ale mu uciekł,
przyszedł do nas po ochronę. Donny poszedł za nim, ale wiedząc, że już przejebali,
odegrał ostatnią próbę zemsty, zgadując, prawidłowo, że mieliśmy ciebie.”
Utknęłam we wcześniejszym punkcie.
„Poszedłeś zobaczyć się z moim
ojcem?” - zapytałam.
Hector skinął głową – „Tak”
„Rozmawiał z tobą?”
„Dał mi wszystko”
Nie mogłam w to uwierzyć, bo szczerze
mówiąc, było to absolutnie, pozytywnie, niewiarygodne.
„Pomógł ci?”
Hector ponownie skinął głową,
przyglądając mi się uważnie.
„Tobie?” - powtórzyłam.
„Mi” - odparł Hector.
„Dla mnie” - szepnęłam.
„Dla ciebie”
Zaciągnęłam usta i poczułam, że łzy
napływają mi do oczu, piekąc tam.
„Nie będę płakać!” – krzyknęłam wtedy,
cholera i szlag, szlag, szlag, natychmiast rozpłakałam się – „Kurwa!” – krzyknęłam
i znalazłam się w ramionach Hectora - „Płaczę” - powiedziałam niepotrzebnie do
klatki piersiowej Hectora, moje ramiona owinęły się wokół jego talii, a moje
ciało przycisnęło się do jego.
„Płacz, mi cielo, kogo to obchodzi?”
- powiedział Hector ponad moją głową.
„Mnie! Mam dość płaczu! Ale on był…
on był…” - zakrztusiłam się i czknęłam - „Próbował mnie złapać, a ja nawet nie
poszłam się z nim zobaczyć!” - mimo że ostatnie łzy jeszcze nie wyschły, to i
tak rozpłynęłam się w nowych.
Ramiona Hectora zacieśniły się - „Pójdziemy
w następny dzień odwiedzin. Zabiorę cię.”
Byłam tak zszokowana tą ofertą, tak
bardzo, że moje łzy natychmiast ustały. Odchyliłam głowę do tyłu, spojrzałam na
Hectora niewyraźnymi oczami i zapytałam - „Zabierzesz?”
Byłam prawie pewna, że skinął głową.
„Nie mogę uwierzyć, że ci pomógł” -
szepnęłam.
„On pomógł tobie” - poprawił się Hector - „Nie pomógł mi i nie lubił też mnie
widzieć. To nie było tak, że zaprosił mnie na obiad w Boże Narodzenie do wielkiego domu.”
Nie mogłem nic na to poradzić, to, co
powiedział, było zabawne, więc przez moje słabnące łzy wybuchnęłam śmiechem.
„Obiad w Boże Narodzenie w wielkim domu?” - powtórzyłam, wciąż
chichocząc.
Jedna z dłoni Hectora uniosła się i
otarła moje łzy. Uśmiechnął się, ale nie odpowiedział.
„Myślisz, że on wie, że informowałam
o nim ciebie?”
Wzrok Hectora powędrował z moich
policzków do oczu – „Nie.”
„Dlaczego nie był zły, że mama go
zdradziła?” - zapytałam, jakby Hector wiedział.
Najwyraźniej Hector wiedział, bo
odpowiedział – „Ponieważ ją kochał. Jak kochasz kogoś, to wybaczasz dużo gówna.
Ona nie robiła właściwie źle, mamita, on robił.”
Hector miał rację.
Wciągnęłam oddech, spojrzałam na
niego przez sekundę, potem dwie, potem wypuściłam oddech i oparłam się o niego,
przyciskając policzek do jego klatki piersiowej i mocno go ściskając. Potem
poruszyłam się, kręcąc w koło, więc jego ramiona nadal były wokół mnie, ale
moje plecy były skierowane do jego przodu.
Spojrzałam na kuchnię i zobaczyłam,
że wszyscy patrzą.
„Nic mi nie jest” - oznajmiłam wszystkim
i, o dziwo, tak było.
Spojrzałam na Vance’a i mój głos stał
się łagodny - „Dziękuję” - powiedziałam, a on uniósł mnie pod brodę, co
znaczyło „nie ma za co”.
Moje oczy przesunęły się po
Malcolmie, Kitty Sue i Tomie, a potem spoczęły na Blance.
„Myślę, że możemy teraz zjeść
śniadanie, chyba że ktoś inny chce wstrząsnąć moim światem” – powiedziałam jej
– „Czy mogę pomóc?”
Blanca przyjrzała mi się uważnie.
Wtedy musiała pochwalić to, co zobaczyła, ponieważ uśmiechnęła się i
oświadczyła - „Dzisiaj nauczę cię robić jajecznicę”.
Wiedziałam, jak zrobić jajecznicę,
ale postanowiłam nie mówić tego Blance, bo mogło to zepsuć zabawę. Niebo
wiedziało, potrzebowałam trochę zabawy.
Poczułam, jak Hector pochyla się we
mnie i szepnął mi do ucha, więc tylko ja mogłam usłyszeć - „Wola z pieprzonej
stali”.
Ciepłe, przytulne, wygodne, cudowne
uczucie powróciło wraz z radosnym blaskiem i wiedziałam, że część tego ma
związek z tym, czego nauczyłam się tego ranka. I fakt, że Hector też to mi dał.
Teraz, w moim dziwacznym świecie
dziwacznych wydarzeń, które zdarzały się każdego dnia, było to najdziwniejsze
ze wszystkich. Mój chłopak, który dziwnie był byłym agentem DEA, który obalił
mojego ojca z tytułem Króla Narkotyków, także, w dziwny sposób, przyprowadził
mojego ojca z powrotem do mnie.
Do jasnej cholery.
Jak to było całkowicie dziwne?
Mogłabym być swoją własną operą
mydlaną!
Zamiast podzielić się tym z Hektorem,
odwróciłam się, by spojrzeć na niego, pochylił się i dotknął moich ust jego.
Mimo że jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, a jego oczy błysnęły pod wpływem
dotyku moich ust, posłałam mu mały uśmiech, odsunęłam się i ruszyłam w stronę
Blanki.
Kitty Sue chwyciła torbę chleba i
toster.
Tom podszedł, żeby zrobić kolejny
dzbanek kawy.
Wtedy Blanca nauczyła mnie czegoś, co
już umiałam.
Po śniadaniu szłam ręka w rękę z
Hectorem, podążając za Vance’em do drzwi i zapytałam Vance’a, czy będzie miał
tego dnia czas, aby zabrać mnie do rzeczy mojej matki.
Vance powiedział, że tak.
Wtedy wiedziałam, że ten dzień z
pewnością będzie lepszy od wczoraj i poprzedniego dnia jako mój drugi najlepszy
dzień w życiu.
Jednak nic nie mogło przebić Dnia z
Hectorem i Piankami.
Nic.
Wow, Vance jest dobry 😉 dzięki za rozdział
OdpowiedzUsuńSmutne 😒 czemu ludziom nie wystarcza mały domek i drobne na miłe przyjemności? Czy kasa była warta straty żony i nienawiści córki? Biedny frajer z tego jej ojca 😐 dziękuję za rozdział ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję❤ Taki smutno słodki ten rozdział. Sadie ma faktycznie wolę ze stali !
OdpowiedzUsuńDziękuję :) A inne pytanie, czy będziesz też tłumaczyć część 8 z Ally ?
OdpowiedzUsuńJak wejdziesz na mój profil, to znajdziesz moje wszystkie tłumaczenia=blogi. Razem z najnowszym ;)
UsuńDziękuję - teraz uszczęśliwiłaś mnie podwójnie :) !!!!
UsuńDziękuję. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń