ROZDZIAŁ XI
Róża
Hektora
Sadie
„Sadie, może powinnaś przyjść i
porozmawiać. Nie jestem pewien, czy tak …” - powiedział mi do ucha doradca
finansowy mojej zmarłej babci, Aaron Lockhart.
„Proszę, Aaron, po prostu zrób to” -
przerwałam mu.
To było po pracy, byłam w swojej
sypialni rozmawiając przez telefon stacjonarny, nie zwlekając ani minuty z
realizacją moich nowo utworzonych planów.
Jedna rzecz, którą zostawiła mi mama,
to Aaron Lockhart. Był stary jak wzgórza, zgarbiony, miał rzadkie, siwe włosy
na pokrytej wątrobianą plamą głowy i nadal pracował na pełen etat, ponieważ,
jak mi powiedział, kiedy próbował przejść na emeryturę, jego żona prawie
doprowadziła go do morderstwa.
Ponieważ lubił swoją pracę i swoją
wolność, wsiadał do samochodu każdego ranka o 8:30, a jego kierowca zawoził go
do jego biura w Denver Technical Center (znanym jako DTC). Wychodził z pracy o
17:30, co dawało jego żonie mnóstwo czasu na wypicie martini i trochę
odprężenia przed jego powrotem do domu (też mi to powiedział).
Aaron i ja nigdy nie byliśmy blisko -
mój ojciec go nie lubił i nie pozwalał na to - ale w żelaznym porozumieniu
wymyślonym przez moją zmarłą (ale wyraźnie, gdy żyła, była przebiegła) babcię,
kiedy to ustanawiała, został wyznaczony do zarządzania moim funduszem
powierniczym, którego nie można było dotknąć, dopóki nie skończyłam dwudziestu
jeden lat.
Zarządzał również dochodami pochodzącymi z
mieszkania w Londynie, które odziedziczyłam, a które było wynajmowane od mniej
więcej czasów Blitzu[1]
starszej pani o imieniu pani Burnsley, oraz z małej willi na Krecie, która była
wynajmowana turystom. Nigdy nie byłam w żadnej z tych nieruchomości, mój ojciec
też by na to nie pozwolił, ale widziałam zdjęcia. Mieszkanie znajdowało się
blisko Covent Garden. Willa znajdowała się w małej wiosce rybackiej nad morzem.
Kiedy otworzyłam Art, poprosiłam
Aarona, aby pomógł mi utrzymać go w czystości, z dala od mojego ojca i
całkowicie przestrzegając prawa, zrobił to.
Aaron był jedną z niewielu osób,
które znałam, która, niezależnie od swojego wieku, nie bała się stanąć twarzą w
twarz z moim ojcem. Podziwiałam go, całkowicie mu ufałam i zawsze go lubiłam,
ale jak zawsze, nigdy nie okazywałam tego.
Właśnie poprosiłam go, aby poznał
plany pani Burnsley dotyczące jej przyszłości w moim mieszkaniu, a także
harmonogram zamieszkiwania willi na Krecie.
Jeden lub drugi z nich może być moim
następnym lub przyszłym celem podróży, zależnie od przypadku.
Ponieważ nie chciałam wyprowadzać
starszej pani Burnsley z jej domu ani niszczyć podekscytowanych turystów,
którzy nie mogli się doczekać czasu na słońcu na greckiej wyspie, zażądałam
również od Aarona znalezienia innych nieruchomości. Nie obchodziło mnie gdzie, byleby
były łatwe w zarządzaniu na stały dochód, a między mną a Szalonymi Braćmi Balducci
był przynajmniej ocean.
Poprosiłam go również o zorganizowanie
aukcji moich rzeczy, które były w magazynie.
W końcu poprosiłam go, aby znalazł
sposób na przepisanie Art Ralphiemu i Buddy'emu bez konieczności zmiany
właściciela. To byłoby moje podziękowanie za opiekę nad mną. Nie było to dużo,
ale to była jedyna dobra rzecz, jaką mogłam im dać.
Nie chciałam pamiętać o moim starym
życiu. Zamierzałam spakować walizki, wsiąść do samolotu i rozpocząć nowe życie
daleko stąd, gdzie nikt nie słyszał o Seth’ie Townsendzie. Gdzie nikt nie
wiedział, czym jestem, kim jestem ani co mi się przydarzyło. I gdzie mogłam
znaleźć trochę spokoju, by zdecydować, kto jest nową mną, przyzwyczaić się do
niej i, gdybym miała szczęście i mogłabym zapomnieć o Ralphie, Buddym, Daisy,
Hectorze i wszystkim, co z nimi przyszło, i być może mogłabym być zadowolona.
Usłyszałam dzwonek do drzwi i
wstrzymałam oddech. Hector był tam, żeby zabrać mnie na obiad.
„Wolałbym porozmawiać na ten temat” -
powiedział do mnie Aaron, gdy słuchałam oddalonych, przytłumionych męskich
głosów.
„Podjęłam decyzję” - powiedziałam
Aaronowi.
„Proszę, Sadie, jako przyjaciel
twojej rodziny, szczególny przyjaciel twojej babci, pozwól mi na tę jedną
uprzejmość” - naciskał Aaron.
„Sadie!” - Buddy zawołał na schodach
- „Hector tu jest”.
Cholera!
Musiałam oderwać się od telefonu, zanim
ktoś przyszedł po mnie, a nie miałam pojęcia, jak mam uciec samej, żeby
porozmawiać z Aaronem. W moich obecnych okolicznościach, kiedy Ralphie i Buddy
postępowali zgodnie z edyktem Hectora (a przez sposób, w jaki się zachowywał,
Ralphie wyznaczył siebie na mojego osobistego, bardzo dobrze ubranego, zupełnie
niewykwalifikowanego, gejowskiego ochroniarza), było to niemożliwe.
Dlaczego wszystko musiało być takie
trudne? To były moje pieniądze i moja własność, na miłość boską!
„Sadie!” - wołał Buddy.
Położyłam dłoń na ustniku i krzyknęłam
- „Już idę!”
„Sadie?” - Aaron powiedział mi do
ucha.
Zdjęłam rękę z ustnika - „Albo ty to
zrobisz, albo zatrudnię do tego kogoś innego” - powiedziała Aaronowi Lodowa
Księżniczka - „Twój wybór, ale chcę, żeby to się stało i chcę, żeby to było
zrobione tak szybko, jak to możliwe”.
Usłyszałam westchnienie Aarona,
wiedziałam, że się poddał i poczułam szybką ulgę.
„Dopilnuję tego” - zapewnił mnie.
Dzięki Bogu. Jedna rzecz została odhaczona
na liście rzeczy do zrobienia.
„Dziękuję, byłabym za to wdzięczna”.
„Sadie!” - teraz to Ralphie krzyczał
bliżej drzwi i wiedziałam, że wchodzi po schodach - „Podwójne H jest tutaj”.
Ponownie zakryłam ustnik i krzyknęłam
- „Wiem! Zaraz zejdę!”
„Wygląda na to, że jesteś zajęta.
Pozwolę ci odejść” - powiedział Aaron - „Miej się dobrze”.
„Dziękuję” - odpowiedziałam.
Wtedy usłyszałam rozłączenie. Odłożyłam
słuchawkę i łapałam torebkę, kiedy wpadł Ralphie.
„Ralphie!” - odwróciłam się do drzwi
- „Powiedziałam, że przyjadę”
„Myślałem, że wychodzisz przez okno”
- odparł Ralphie.
Żałowałam, że o tym nie pomyślałam i
zanotowałam sobie w pamięci, żeby o tym pamiętać na wypadek, gdyby potrzebowała
tego w przyszłości.
„Ruszaj się, kochanie. Myślę, że
nauczyłem cię już tej ważnej lekcji, ale w razie potrzeby powtórzę. Nie każemy
gorącym facetom czekać przy drzwiach. Ohydnym, tak. Zdecydowanie oślizgłym facetom.
Fajnym facetom, hmmm… nie.”
Spojrzałam na Ralphiego, moje
spojrzenie odbiło się od uśmiechu Ralphiego i rozejrzałam się po pokoju, aż się
rozpadło.
Wyprostowałam ramiona, znalazłam swój
Lód i wyszłam z sypialni.
*****
Było dyskusyjne, czy można nazwać
Hectora i moją randkę tylko-we-dwoje przyjemną.
Po pierwsze, ubrałam się w swoją
zbroję, od stóp do głów (ale nie od stóp do głów) srebrzystoszarą.
Miałam na sobie lśniącą, obcisłą,
dzianinową koszulkę z długim rękawem, z dekoltem w łódkę, z drobnym, delikatnym
wisiorkiem z diamentów w kształcie kwiatka zawieszonego na platynowym łańcuszku
u szyi i pasującymi do niej wiszącymi kolczykami. Do tego dopasowana, nieco
powyżej kolana, nieco połyskująca srebrzystoszara spódnica z czterema
precyzyjnymi zakładkami, po jednej z przodu i z tyłu na moich kolanach. Eleganckie, szare czółenka z
lakierowanej skóry z czarną szpilką i czubkiem, kilka odświeżających kropli
moich charakterystycznych perfum, szybkie potrząśnięcie palcami pokrytymi moją
ulubioną pomadą (w celu zdefiniowania i oddzielenia loków i fal) poza tym rozpuszczonych
włosów i czarny trencz, dopełniały mojego stroju.
Kiedy zeszłam na dół, a Hector,
ubrany w czarne dżinsy, buty, obcisłą białą koszulkę z długimi rękawami i
czarną skórzaną kurtkę (jaką byliśmy parą!), zobaczył, że przebrałam się z
mojego ładnego, ale dość swobodnego stroju dziennego w Strój Lodowej
Księżniczki, posłał mi mały, rozbawiony uśmiech i potrząsnął głową.
Zignorowałam go, pocałowałam
współlokatorów na dobranoc i z podniesioną głową wyszłam za drzwi.
Po drugie, Hector poinformował mnie w
Bronco, że Buddy dał policji klucze do mojego magazynu. „Chłopcy z
laboratorium” nie znaleźli nic, co mogłoby umieścić Ricky’ego w moim
mieszkaniu, tak nieskazitelne było sprzątanie, które wykonali Ralphie i Buddy,
ale znaleźli ślady krwi i włosów na mojej kanapie i materacu. Wyjaśnił, że
część z nich należała do mnie, a część, jak mieli nadzieję, należała do Ricky’ego.
Też miałam taką nadzieję, ale się tym
nie podzieliłam.
Zastanawiałam się jednak, jak to
wpłynie na aukcję mojego „majątku”. Tym też się nie podzieliłam.
Na koniec Hector zabrał mnie do
meksykańskiej restauracji niedaleko Broadwayu, na południu Englewood. Nazywało
się El Tejado i nie było to miejsce, w którym można było nosić lśniący,
srebrzystoszary strój i małe diamenty w kształcie kwiatów. Zignorowałam swój
dyskomfort, weszłam swobodnie do środka zniszczonej restauracji tak, jakbym
chodziła tam codziennie i posadziłam swój tyłek na środku ławeczki, aby Hectorowi
nie przyszło do głowy dzielić ze mną miejsce.
Wśliznął się naprzeciw mnie, wciąż
się uśmiechając, i odniosłam wrażenie, że mój występ go nie przekonał, a
ponadto uznał to za bardzo zabawne.
To też zignorowałam.
Kolacja na szczęście nie trwała
długo. Nie certolili się przy przyjmowaniu i podawaniu naszych zamówień i
pomyślałam, że ma to coś wspólnego z kolejką do drzwi. Nawiasem mówiąc, kolejką,
którą ominęliśmy po tym, jak Hector uśmiechnął się do pani za kasą, jej twarz
rozjaśniła się w rozpoznaniu, oboje wymieniali szybkie jak ogień zdania po
hiszpańsku, a ona przepychała się przez tłum i wskazała nam miejsce, których to
sadzanie dokończył kelner. To, jak zauważyłam rzucając okiem na drzwi, nie
zostało powitane z zachwytem przez oczekujących klientów, ale ja też to
zignorowałam.
Nie było prawie żadnej rozmowy z
powodu mojej żarliwej fascynacji, na początku menu, potem wystrojem
restauracji, potem każdą osobą w kolejce czekającą na wejście, potem otaczającym
towarzystwem i wreszcie, moim nowo odkrytym zdumionym oglądaniem bezdźwięcznej
meksykańskiej telenoweli na telewizorze nad barem.
Bez względu na to, jak smaczne było
jedzenie (i było smaczne), nie zjadłam prawie jednego kęsa (dzięki Bogu nie
było tam Blanki, bo miałaby napad dąsania się). Hector zapłacił, wyślizgnęliśmy
się zza stołu, odprowadził mnie do Bronco z ręką na moim łokciu i po wszystkim.
Przy kolacji tylko musiałam przeżyć
„rozmowę”.
Skoro w ciągu jednego dnia przeżyłam
trzy wykłady, rozmowę o seksie, spotkanie z mężem najlepszej przyjaciółki mojej
dawno zaginionej matki, ujawnienie wiedzy, że Indy, Ally i Lee byli
towarzyszami moich zabaw w dzieciństwie i kolację tylko-we-dwoje z Hectorem, to
mogłam przetrwać „rozmowę”.
Nie ma problemu.
Patrzyłam przez okno Bronco,
zastanawiając się, czy w przyszłym tygodniu, czy w przyszłym miesiącu będę na
Krecie. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy polubię Kretę. Potem zaczęłam się
zastanawiać, czy na Krecie mówią po angielsku. Planowałam pobrać lekcje greckiego
na iPoda, kiedy Hector zaparkował na ulicy.
Wyszłam z zamyślenia, rozejrzałam się
i natychmiast zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd, pozwalając umysłowi
błądzić. Nie byliśmy za Kapitol Hill, gdzie znajdował się dom z piaskowca, byliśmy
gdzie indziej. Czysta, zadbana, schludna, rodzinna okolica z czystymi,
schludnymi, zadbanymi domami z czystymi, schludnymi, zadbanymi trawnikami i
niedrogimi pojazdami ustawionymi wzdłuż ulicy.
„Gdzie my…?” - zaczęłam, zwróciłam
głowę w stronę Hectora, ale on wysiadł z Bronco i okrążał maskę.
Do jasnej cholery!
Otworzył moje drzwi.
„Gdzie jesteśmy?” - zapytałam, kiedy
to zrobił.
Chwycił mnie za rękę i mocnym
szarpnięciem wyciągnął mnie z samochodu. Opuścił moją rękę, wpadłam w jego
czekające ramiona, obrócił mnie, postawił mnie na nogach na chodniku i
przekręcił, żeby zatrzasnąć drzwi. Potem znowu wziął mnie za rękę i wszedł na
chodnik. Szłam drobiąc, aby nadążyć za nim, ciągnąc przez cały czas jego rękę -
„Hector, gdzie my jesteśmy?”
Nie obejrzał się, kiedy odpowiedział
- „Moje miejsce”.
Do jasnej, jasnej cholery!
„Dlaczego jesteśmy u ciebie?” - zapytałam,
kiedy zatrzymał się przy drzwiach wejściowych.
„Potrzebujemy prywatności” -
odpowiedział, otwierając drzwi, popychając je i zanim zdążyłam uciec, położył
mi rękę na plecach i wepchnął mnie do środka.
Weszłam i zatrzymałam się.
Stałam na dwustopniowej platformie z
ciemnego drewna, z półściankami po obu stronach wykonanymi z tego samego drewna
i kolumnami na końcach każdej z nich.
Na wprost, dwa stopnie w dół, około półtora
metra dalej znajdowała się ściana, wzdłuż jej boku, schody z ciemnego drewna i
pasująca poręcz.
Po lewej stronie był pokój, w którym
znajdował się stos mebli i skrzyń, ale także piękny, wyłożony kafelkami
kominek, który wyglądał, jakby był wyszorowany, a drewno kominka było
wyszlifowane i odnowione na ciepły połysk. Ściany wyglądały na świeżo
pomalowane na ciemnoszary błękit, a podłogi były oczywiście odnowione. Na
drugim końcu pokoju znajdowały się zamknięte francuskie drzwi, przez które nie
mogłam zajrzeć, daleko od ściany oddzielającej pokój od schodów.
Po prawej stronie znajdowało się
kolejne pomieszczenie, wypełnione puszkami z farbą, pędzlami i narzędziami
(narzędzia ręczne, a także duże, ciężkie elektronarzędzia z dużą ilością przewodów).
Kominek w tym pokoju wyglądał na brudny i jeszcze nietknięty, ale odnowiony,
byłby wspaniały. Za tym pokojem znajdowały się otwarte drzwi, które prowadziły
do kuchni.
Hector z ręką na moich plecach
poprowadził mnie w dół po schodach i zatrzymaliśmy się. Poszedł w lewo, usłyszałam
szelest plastiku i odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć.
Odsłaniał duży, fotel wyściełany
ciemnoniebieską bawełniana tkaniną. Po odsłonięciu przeciągnął go do pustego
pomieszczenia z narzędziami renowacyjnymi i umieścił na środku.
W drodze powrotnej zrzucił kurtkę i przewiesił
ją przez poręcz. Potem podszedł do mnie, obszedł mnie, ściągnął mi trencz, zabrał
torebkę, zarzucił mój płaszcz na swój i zarzucił paski torebki na słupek
balustrady.
Po wykonaniu tego wszystkiego złapał
mnie za rękę, podszedł do fotela, usiadł, a następnie ponownie gwałtownie
pociągnął mnie za rękę, aż straciłam równowagę. Jego ręce powędrowały do mojej
talii i prowadził moje ciało, aż usiadłam na jego kolanach.
Nie protestowałam przeciwko temu nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że pogodziłam się z faktem, że oczywiste było, że sam Hector naprawiał swój własny dom.
Głęboko mnie to dotknęło z dwóch
powodów.
Po pierwsze, odkąd pamiętałam, mój
ojciec miał osobistą fryzjerkę, która przychodziła do domu co dwa tygodnie.
Strzygła włosy mojego ojca, dokładnie go ogoliła i wykańczała manicure.
Paznokcie mojego ojca były idealnie przystrzyżone i lśniły tak jasno, że
wyglądało to tak, jakby nosił warstwę czystego lakieru. O ile wiedziałam, nigdy
w życiu nie wziął niczego poza widelcem, długopisem, książką lub kijem
golfowym. Nigdy nie tknął młotka ani pędzla. Nigdy. Nigdy też nie operował niczym
z kablem, być może poza maszynką do golenia (chociaż muszę przyznać, że nie
zapoznałam się z jego higieną osobistą).
W rzeczywistości prawie każdy mój
znajomy był taki sam.
Po drugie, z powodu powyższego, kiedy
miałam siedemnaście lub osiemnaście lat, miałam w głębi duszy to głupie, naiwne,
dziewczęce marzenie, że pewnego dnia znajdę prawdziwego mężczyznę. Człowieka
tak odmiennego od mojego ojca, że będzie jego przeciwieństwem. Człowieka, który
będzie wystarczająco silny, by odciągnąć mnie od mojego okropnego życia, od mieszkania
w mojej pięknej, ale zimnej wieży z kości słoniowej, gdzie wokół mnie roiło się
od ludzi złych, jak zabójcze pszczoły. Zakochalibyśmy się, a on by mnie zabrał,
kupilibyśmy jakiś bungalow, który naprawialibyśmy, łącząc nasze wysiłki
remontowe z posiadaniem i wychowywaniem mnóstwa dzieci, które byśmy
rozpieszczali, psuli i kochali do szaleństwa. Często przerywalibyśmy nasze
obowiązki, śmiejąc się z siebie nawzajem, malując plamki na policzkach i trzepiąc
kurz we włosach, podczas gdy nasze dzieci bawiłyby się w gąszczu akcesoriów do
renowacji.
Mieszanka, która wyglądała niemożliwie
w mojej głowie, była jak dom, w którym siedziałam w tej chwili. Ten sen umarł
wieki temu; właściwie do tego czasu zapomniałam, że go miałam.
„Sadie?” - zawołał Hector.
Potrząsnęłam lekko głową i spojrzałam
na niego.
„Co?"
„Wyglądałaś jakbyś była gdzieś
daleko.”
Nie byłam daleko, byłam tam. Właściwie przez całe moje życie nigdy
nie czułam się tak bardzo na miejscu, jak w tamtej chwili.
„Czy sam naprawiasz swój dom?” - nie
mogłam się powstrzymać przed zapytaniem.
Rozejrzał się po mnóstwie dowodów
tego właśnie faktu, najwyraźniej rozrzuconych wokół nas, jego usta drgnęły, a
jego oczy wróciły do mnie.
„Tak” - odpowiedział.
„Och” - powiedziałam cicho, nie
wiedząc, co jeszcze powiedzieć, ale z jakiegoś powodu poczułam bicie serca w
gardle. Jedna z jego dłoni wślizgnęła się powoli po moich plecach, druga ręka
spoczęła na moich kolanach.
„Dobrze się czujesz?” - zapytał, jego
oczy skanowały moją twarz.
Nie, nie czułam się dobrze. Uderzyło
mnie, że nawet nie wiedziałam, jakie to uczucie. Tak naprawdę nigdy nie czułam
się „dobrze”. Jednak w tym właśnie momencie miałam ochotę poprosić Hectora, czy
mogłabym pomalować jego salon. Pomyślałam, że to prawdopodobnie nie jest w
porządku.
„Tak” - odpowiedziałam.
„Sadie” - powiedział cicho.
Skupiłam się na nim, zauważyłam, że
obserwuje mnie uważnie i zastanawiałam się, co zobaczył.
„Co myślałeś o mnie, kiedy mnie
spotkałeś po raz pierwszy?” - zapytałam, zanim mogłam to lepiej przemyśleć. Jego
palce były ciepłe na mojej szyi i delikatnie mnie ścisnął.
Nie wahał się swoją odpowiedzią -
„Myślałam, że byłaś piękna i myślałem, że byłaś zimna.”
To mnie nie uraziło, wiele osób
myślało w ten sposób, ponieważ chciałam, żeby myśleli w ten sposób, więc skinęłam
głową.
„Czy chcesz wiedzieć, co teraz o
tobie myślę?” - zapytał.
Naprawdę nie, nie byłam pewna, czy
dam radę, ale z jakiegoś dziwnego powodu i tak ponownie skinęłam głową.
„Myślę, że jesteś jeszcze piękniejsza
i myślę, że całkowicie się pogubiłaś.”
Moje brwi uniosły się - „I myślisz,
że możesz mi pomóc znaleźć moją drogę?”
Potrząsnął głową, jego oczy zrobiły
się ciepłe, a ja ponownie ścisnął mi szyję, a jego ramię owinęło się wokół
mojej talii.
„Mamita, tylko ty możesz znaleźć
swoją drogę. Chcę tylko być w czasie tej przejażdżki.”
Mój brzuch rozgrzał się i zdecydowałam
w tej chwili, w tym domu z Hektorem, po tym, jak powiedział te słowa, że zanim
zostawię to życie na zawsze, dam sobie jeszcze jeden prezent. Po tej decyzji
pochyliłam się i pocałowałam go.
To nie był buziak w usta, to był
pocałunek i tak jak za pierwszym razem, gdy rzuciłam się na niego, a on złapał
mnie natychmiast.
Pochylił się, przeciągając moje ciało
na swoich kolanach, gdy przejmował pocałunek. To przeszło od Rozpalonej Sadie
do Hectora Rozpalonego do Białości, a ja owinęłam ramiona wokół niego, czując,
jak rozpływam się z ogniem, który przeszedł przez mnie z jego ciała, naszych ściśniętych
ust i jego utalentowanego języka. Jego usta powędrowały do mojego ucha, a moje
ręce szarpały za jego koszulę, aż wyjęłam ją z dżinsów i mogłam wsunąć palce
pod nią, do środka i po gładkiej skórze i po twardych mięśniach jego pleców.
Odwróciłam głowę i szepnęłam mu do
ucha - „Podoba mi się sposób, w jaki całujesz”.
Jego język dotknął mojej szyi,
zadrżałam, poczułam, jak jego usta się uśmiechają, a potem jego usta wróciły do
moich.
Nasze usta się stykały, jego oczy
wpatrywały się głęboko w moje, mruknął - „Dobrze”.
Potem pochylił głowę i znów mnie
pocałował, tym razem bardziej gorąco, głębiej, dłużej, sprawiając, że poczułam
rzeczy, których nie czułam od dawna.
Dobre rzeczy. Pyszne rzeczy.
Mrowienie na skórze, wilgoć między nogami i brzuch zawiązany w cudowne węzły.
Czułam się tak dobrze, że wiłam się na jego kolanach i delikatnie przetarłam
ścieżkę w dół jego pleców paznokciami, pokazując mu (miałam nadzieję), że chcę
więcej.
Jęknął w moje usta. To też było dobre.
Jego ramię przesunęło się od mojej
talii do moich kolan i wstał, zabierając mnie ze sobą, niosąc i całując mnie do
schodów, w górę po schodach, korytarzem i do swojej sypialni.
Domyślałam się, że to oznaczało, że
wiedział, że chcę więcej.
Postawił mnie na nogach przy łóżku,
pochylił się, zapalił lampkę nocną, usiadł na łóżku i ściągnął buty.
Obserwowałam go, jednocześnie wychodząc z mojego napędzanego pożądaniem
odrętwienia, moje zmysły wracały do mnie i mój umysł pytał mnie, co ja u licha wyrabiam.
Potem pochylił się do przodu i do
dołu, złapał mnie za kostkę, podniósł moją stopę między swoje nogi, zsunął mi
but i odrzucił go na bok. Jego głowa podniosła się i, patrząc na mnie, jedną
ręką mocno trzymał moją kostkę, a drugą ręką powlókł się w górę mojej łydki,
przesuwając czubki palców za moim kolanem, a potem nadal przesuwały się
częściowo w górę mojego uda aż jego dotyk odpadł.
O mój.
Opuścił moją stopę i powtórzył ten
ruch drugą nogą.
Zanim mogłam coś zrobić (jak,
powiedzmy, zedrzeć z siebie ubranie i rzucić się na niego), stanął przede mną
tak blisko, że nasze ciała ocierały się i mrowienie zaczęło znowu się
rozprzestrzeniać, tym razem znacznie bardziej szalone, gdy podciągnął swoją
koszulkę. W naszej bliskości ten manewr oznaczał, że jego koszulka zaczepiła
się pod moimi piersiami i przesunęła przez nie. Wciągnęłam oddech i szybko
wyciągnęłam rękę, żeby złapać go w talii i przytrzymać, ponieważ byłam prawie
pewna, że moje nogi zaraz się poddadzą.
Rzucił swoją koszulkę w stronę moich
butów, a moje ręce napięły się w pasie, kiedy zobaczyłam jego klatkę piersiową.
Była gładka, dobrze zarysowana i miała wytatuowane na wewnętrznej stronie lewej
piersi małe pęknięte serce, wytatuowane krwistą czerwienią, opasane drutem
kolczastym.
Jak ktoś inny (jeszcze nowsza Nowa
Sadie) przejął moje ciało, pochyliłam się do przodu i przyłożyłam usta do jego
niesamowicie fajnego tatuażu.
Wtedy też położyłam tam język.
Podobał mi się smak jego skóry. Tak
mi się podobało, że przesunęłam język do jego sutka i to było to.
Jego ręce powędrowały do mojej
koszuli, ściągnął mi ją przez głowę, odrywając moje usta od jego klatki
piersiowej i odrzucił ją na bok. Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, moja
głowa cofnęła się, jego głowa pochyliła się i pocałował mnie.
Od razu poczułam, że ten pocałunek
nie był pod jego kontrolą. Był jeszcze gorętszy, głębszy i tak naglący, że
poczułam, jak mnie porusza. Moje ciało zareagowało dziko, włożyłam ręce pod
jego ramiona i owinęłam je wokół niego tak mocno, jak tylko mogłam.
Wciąż mnie całując, zsunął dłonie po
moim tyłku, przyciskając mnie głębiej do niego, tak że mogłam poczuć jego
twardość na moim brzuchu i na jego dotyk dreszcz przeszedł przez cały mój
organizm.
Kiedy jego ręce powróciły do góry,
jego palce znalazły zamek spódnicy i szarpnął go w dół, a następnie zsunął moją
spódnicę na biodra, aż opadła mi na stopy.
Jego ramiona owinęły się wtedy wokół
mnie, opadł plecami na łóżko, a ja na niego, przewrócił mnie na bok, więc byłam
na plecach, jego usta na mnie wszędzie, na mojej szyi, za uszami, w dół gardła,
na klatce piersiowej. To było dobre, niesamowite uczucie. Myślałam, że nie ma
nic lepszego na całym świecie, dopóki jego usta nie zamknęły się na gołębio
szarej satynie mojego stanika, dokładnie tam, gdzie był mój sutek.
Poczułam jego język przez satynę, a
potem głęboko wciągnął. Fale czystej dobroci wystrzeliły z sutka między moje
nogi, a moje dłonie wśliznęły się w jego włosy.
„O mój Boże” – westchnęłam – „Zrób to
jeszcze raz.”
Zrobił, o co prosiłam, czułam się
jeszcze lepiej niż wcześniej i wygięłam się w niego, pragnąc więcej. Jego dłoń
ześlizgnęła się po moim brzuchu, do majtek, między nogami, poczułam na sobie
jego palce, ślizgające się przez wilgoć…
I zamarłam.
Niechciana, nieproszona woda lodowa
wypełniła moje żyły. Zacisnęłam nogi, a moje palce wbiły się w jego włosy.
Pragnienie, które ściskało mi się w brzuchu, zniknęło, była tylko panika w moim
brzuchu, czysta i szalona, a moją jedyną szaloną myślą była ucieczka.
Jego ręka zamarła, ciało
znieruchomiało, a głowa uniosła się, ale nie spojrzałam na niego. Puściłam go,
przetoczyłam się, odrywając jego i jego rękę, i położyłam kolano na łóżku, żeby
się wyrzucić. Przebyłam może z pół metra, zanim mnie złapał i wciągnął do tyłu
w żar swojego ciała.
„Puścić!”
- krzyczałam głosem tak przenikliwym, tak pełnym przerażenia, że zraniło to moje
uszy.
„Sadie, uspokój się” - szepnął w tył
mojej szyi, kiedy jego ramiona mocno owinęły się wokół mnie, jedno na brzuchu,
drugie na klatce piersiowej, wciągając mnie w jego twarde ciało – „Jesteś
bezpieczna. Przestaniemy.”
„Muszę iść” - zażądałam.
Poczułam jego delikatne „Ćśś” przy
mojej szyi i zobaczyłam, jak wyciąga rękę, łapie koc na końcu łóżka i naciąga
go na moje ciało.
Drżałam od stóp do głów, niezależnie
od jego ciepła i koca. Drżąc tak gwałtownie, mogłam przysiąc, że poczułam, jak
łóżko się trzęsie.
Upokorzenie było rozdzierające,
paraliżujące i poczułam łzy zapychające mi gardło.
„Muszę iść” - powtórzyłam, a mój głos
brzmiał dziwnie.
„Cicho, mi corazón” - powiedział
łagodnie.
Leżałam cicho, ale nadal drżałam,
wpatrując się niewidzącym oczyma w ścianę za jego łóżkiem. Wciąż mocno mnie
obejmował, z twarzą w moich włosach, jego ciepłym oddechem na mojej szyi. Po
długich chwilach jego ciepło przeniknęło zimno w moich żyłach i drżenie ustało.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że znowu
mu to zrobiłam. Podeszłam do niego i zabrałam go w miejsce, do którego nie miałam
zamiaru iść. Nie wiedziałam, że nie zamierzam tam iść, ale tak to się
skończyło.
„Przepraszam” - szepnęłam.
Uścisnął mnie – „Za co?” - zapytał.
„Znowu ci to zrobiłam” - powiedziałam
mu szczerze. Kosztowało mnie to, ale zasługiwał na szczerość, a nie na tę zimną
sukę, którą potraktowałam go, kiedy ostatnio od niego odeszłam.
Obrócił mnie twarzą do siebie, ułożył
koc tak, by znów mnie okrywał i przejechał ręką przez bok moich włosów,
odciągając je od mojej twarzy. Jego ręka powędrowała po moich plecach, aż jego
ramię znowu mnie otoczyło.
Spojrzałam mu w oczy. Były ciepłe i
delikatne, a nie twarde i wściekłe.
Cóż, dzięki Bogu za to.
W końcu powiedział - „Nie martw się o
to.”
„Nie chciałam …”
„Wiem, że nie.”
„Czuję się jak idiotka.”
„Nie czuj się” - powiedział
stanowczo.
Zaciągnęłam usta, przytaknęłam
(chociaż nadal czułam się jak idiotka, to znaczy, to było żenujące), po czym
opuściłam wzrok na jego gardło.
„Obejmij mnie, mamita” - rozkazał.
Nie chciałam, ale zrobiłam to i z
jakiegoś powodu poczułam się lepiej.
„Czy mogę prosić o przysługę?”
Ponownie skinęłam głową.
„Zostań tu dziś wieczorem.”
Moje ciało skostniało.
„Nie, Sadie.” - Jego palce dotknęły
mojej brody i uniósł moją twarz, żebym na niego spojrzała. Kiedy nasze oczy się
spotkały, pochylił się i dotknął moich ust swoimi ustami. Odsunął się odrobinę
i powiedział - „Chcę tylko, żebyś była obok mnie. Tylko to.”
„Buddy i Ralphie …” - zaczęłam,
używając mojej jedynej łatwej (ale dobrej) wymówki.
„Zadzwonię do Buddy’ego i Ralphiego”.
Szlag.
Gdyby Hector zadzwonił do Ralphiego i
Buddy’ego, a Ralphie by odebrał, prawdopodobnie skakałby z radości. Pomyślałam,
że reakcja Buddy’ego będzie znacznie mniej dramatyczna, ale w tym samym duchu.
Przygryzłam wargę. O cholera, co mogłam
powiedzieć?
Po pierwsze, spałam z nim już dwa
razy. Leżeliśmy na kanapie, ale nadal.
Po drugie, po tym ostatnim epizodzie
nie mogłam powiedzieć „nie”.
Wreszcie chciałam z nim zostać, sprawiał,
że czułam się przytulnie, ciepło i bezpiecznie.
Rany, moje plany nigdy się nie powiodą,
prawda?
„Okej” - zgodziłam się.
Nie uśmiechał się, nie wyglądał na
rozbawionego ani pławiącego się w chwale po swoim triumfie. Podniósł się,
pocałował mnie w czubek głowy, po czym odszedł się. Usiadłam, trzymając koc z
przodu i patrzyłam, jak podszedł do komody, otworzył szufladę i coś wyciągnął.
Patrzyłam z fascynacją na jego brązowe,
umięśnione plecy. Tam też miał tatuaż na prawej łopatce, większy od tamtego. To
była czaszka w wyszukanej koronie, której wyszczerzone zęby zaciskały się na
pięknej róży. Czaszka i korona były czarne, ale płatki i łodyga róży były w
pełnych, uderzających kolorach. Chociaż nie byłam ekspertem w dziedzinie
tatuażu, to miałam dyplom artystyczny, więc mogłam bezpiecznie stwierdzić, że
róża była doskonała, widać było, że artysta nie spieszył się i był biegły w
swoim rzemiośle, to było po prostu oszałamiające.
To było o wiele fajniejsze niż
złamane serce.
Zatrzasnął szufladę, odwrócił się i wrócił
do mnie. Dał mi białą koszulkę, objął dłonią tył mojej głowy, pochylił się i
ponownie pocałował czubek. Potem odszedł, podszedł do innej szuflady, wziął coś
innego i skierował się do drzwi.
Zatrzymał się, położył rękę na klamce
i spojrzał na mnie – „Przebierz się, mamita, zadzwonię do chłopców i wrócę.”
Ponownie skinęłam głową, zamknął
drzwi i usłyszałam skrzypienie desek podłogowych, gdy odchodził.
Patrzyłam na drzwi i przewijałam
wieczór, zastanawiając się, jak znalazłam się w tej ostatniej kłopotliwej
sytuacji. Bez możliwości winienia cytrynowych kropel (piłam wodę do pikantnego
burrito wołowego) mogłam winić tylko elektronarzędzia. Jaką normalną dziewczynę
podnieciłyby elektronarzędzia?
Byłam taka dziwna!
Wtedy zdałam sobie sprawę, że może
wrócić w każdej chwili. Zadzwonienie do Ralphiego i Buddy'ego nie zajmie roku.
Odrzuciłam koc, naciągnęłam koszulkę
(która, swoją drogą, była na mnie ogromna), rozpięłam stanik pod nią i wiłam
się, wykręcałam, aż go ściągnęłam. Chwyciłam swoje ubrania, złożyłam je, stanik
między koszulką a spódnicą, położyłam je na komodzie i rzuciłam się z powrotem
do łóżka, które, jak zauważyłam z opóźnieniem, było niezasłane. Zmieniłam
ułożenie poduszek, które były lekko rozrzucone tak, aby były równo ułożone.
Usiadłam ze skrzyżowanymi nogami na środku łóżka, podciągnęłam kołdrę wokół
talii, owinęłam ją ciasno wokół mnie i gapiłam się w drzwi.
Kiedy nie otworzyły się natychmiast,
rozejrzałam się po pokoju.
Zauważyłam komodę, szafę (jedne
otwarte drzwi, jakieś Latynoskie Ciacho, najwyraźniej nie zostało nauczone, jak
prawidłowo wieszać ubrania), buty kowbojskie i buty do biegania rozrzucone wzdłuż
jednej ściany i kosz na pranie przelewający się w rogu.
Niedopasowany do pokoju drogi
telewizor z płaskim ekranem był na eleganckim, ciężkim, męskim stoliku z
ciemnego drewna, który stał pod ścianą naprzeciw łóżka. Był tam sprzęt
elektroniczny i stosy płyt DVD na półkach pod spodem.
Rany, gej czy hetero, bogaty czy
biedny; mężczyźni naprawdę lubili swoje telewizory.
Pokój nie został odnowiony. Niegdyś
użyteczny kremowy kolor ścian był brudny, białe listwy przypodłogowe
wyszczerbione, drewniane podłogi były karbowane i wymagały szlifowania i
odnawiania.
Czy mężczyzna przyprowadziłby kobietę
do takiego pokoju? Takiego domu?
Jeśli tym człowiekiem był Hector,
prawdziwy mężczyzna, którego nie obchodziło, co ktokolwiek o nim myśli,
odpowiedź brzmiała: tak.
Mój żołądek ścisnął się i po raz
pierwszy uderzyło mnie, jak głębokie było to, co odebrał mi Ricky.
Ponieważ normalna, wolna Nowa Sadie,
świeżo uwolnieniu się z życia pod okiem ojca, powinna zakończyć inaczej randkę
„tylko we dwoje” z Hektorem.
Po tej ponurej myśli drzwi się
otworzyły i wszedł Hector.
Niósł swoje ubranie i buty i miał na
sobie spodnie od piżamy, z grubą, granatową gumką w pasie i kraciaste flanelowe
nogawki. Rzecz w tym, że odciął je w połowie uda (i szczerze mówiąc, nie
wykonał świetnej roboty), więc obszycia były podarte, wyglądały, jakby były
noszone około pięć milionów razy, a gumka zwisała nisko, więc mogłam zobaczyć
jego zdefiniowane mięśnie brzucha i kości biodrowe.
Och, ja nie mogę, cholera.
Podniósł głowę i zobaczył, jak siedzę
w jego łóżku, jego ciało zatrzymało się gwałtownie, jakby uderzył w ścianę i
zamarł.
Zamrugałam.
Naprawdę, jakie to było dziwne?
Gapiłam się na niego. Patrzył na
mnie.
Sposób, w jaki na mnie patrzył,
sprawił, że poczułam się dziwnie, naprawdę dziwnie, poważnie dziwnie (ale w
dobry sposób), więc wypaliłam - „Czy wszystko w porządku z Ralphiem i Buddy’m?”
Jego podbródek odskoczył, oderwał się
z miejsca, podszedł do kosza na pranie i odpowiedział na moje pytanie „Tak”.
Patrzyłam, jak się porusza. Poruszał
się dobrze.
Próbowałam przestać myśleć o tym, jak
dobrze się poruszał.
„Um…” – mruknęłam - „Czy nie jest
wcześnie, żeby iść spać?”
Było wcześnie, najpóźniej po
dziewiątej.
„Tak” - powiedział i rzucił trochę
ubrań na kosz. Natychmiast spadły z góry i upadły na podłogę. Najwyraźniej tego
nie zauważył. Wykręcił się i wrzucił buty do stosu przy ścianie. Patrzyłam, jak
lecą i lądują z hukiem.
Potem moje oczy wróciły do niego,
ponownie zobaczyłam koronowaną czaszkę, zanim się odwrócił i podszedł do łóżka.
„Powinniśmy oglądać telewizję czy
coś?” - zasugerowałam.
Niósł swoje dżinsy. Jego oczy
powędrowały do mnie, kiedy położył komórkę na nocnym stoliku, a potem opróżnił
kieszenie. Było coś niezmiernie dziwnego, ale bardzo uroczego, przytulnego,
wygodnego, ciepłego w tym, że siedziałam w jego łóżku i patrzyłam, jak Hector
opróżnia kieszenie dżinsów. Zanim zdążyłam zgłębić to dziwne, urocze,
przytulne, wygodne, ciepłe uczucie, Hector odezwał się – „Tak” – powiedział ponownie,
jego oczy spoczęły leniwe na mnie i to sprawiło, że poczułam się dziwnie,
cudownie, wygodnie, ciepło!
„Czy nie masz mebli do przeniesienia?”
- zapytałam - „Ponieważ, jeśli masz, to mogę pomóc”.
Czarujący uśmiech pojawił się na jego
ustach i wstrzymałam oddech - „Przenosić meble?”
„Wiesz, na dole.”
Zaśmiał się cicho, potrząsnął głową i
kiwnął brodą na ścianę. Moje oczy przeniosły się w miejsce, które wskazywał.
O rany.
Mieliśmy oglądać telewizję w łóżku
Hectora. To nie było dobre. Właściwie, jak w ogóle się tu znalazłam? Dlaczego
się na to zgodziłam?
Gorączkowo przewinęłam ostatnie
wydarzenia (chociaż zrobiłam to samo kilka chwil wcześniej), wróciły do mnie w
upokarzającym pośpiechu i przełknęłam.
Byłam tam z jakiegoś powodu i zgodziłam
się zostać.
Do jasnej cholery.
„A jeśli zechcę popcornu? Nie możemy
jeść popcornu w twoim łóżku” - powiedziałam mu, brzmiąc może trochę na zdesperowaną.
Wykręcił się, ponownie spojrzałam na
Króla Czaszek na jego łopatce, rzucił swoje dżinsy ogólnie w kierunku kosza
(trafiły w cel, ale też stoczyły się i spadły na podłogę, a on tym też się nie
przejmował). Potem, zanim się zorientowałam, o co mu chodzi, odwrócił się,
zgiął w pasie i położył pięści w łóżku, blisko moich ud.
To oznaczało, że jego twarz była
blisko mojej.
„Po pierwsze, mamita, nie mam
popcornu. Po drugie, ledwo tknęłaś kolację. Teraz chcesz jeść?”
Pomyślałam szybko (nawiasem mówiąc,
nie było to łatwe).
„Mój umysł był zajęty w czasie kolacji.
Teraz czuję się głodna” - skłamałam.
Pewnie zwymiotowałabym, gdybym
cokolwiek zjadła, byłam taka zdenerwowana. Potrząsnął głową, znowu się śmiejąc,
po czym uniósł się, odsunął kołdrę i wślizgnął się pod nią.
Moje serce stanęło.
Ułożył poduszki za swoimi plecami
(zauważę, że całkowicie zrujnował moje wysiłki w równym ułożeniu poduszek
niecałe dziesięć minut wcześniej). Jego ramię owinęło się wokół mojej talii i
pociągnął mnie do tyłu, tak że moje plecy uderzyły w jego bok, moje nogi były wyprostowane,
a moje ramię i głowa były oparte na jego klatce piersiowej.
Och, rozumiem. Nie potrzebowałam
poduszek. Używałam jego klatki piersiowej jako poduszki. Dlatego właśnie mógł je
wszystkie zgromadzić.
Poczułam, jak się porusza, zobaczyłam
jego rękę trzymającą pilota w mym polu widzenia, włączył telewizor, pojawiła
się gra w piłkę i ręka zniknęła.
Jakby nie położył nas wygodnie w
swoim łóżku, jakbyśmy następnego wieczoru mieli spędzić naszą złotą rocznicę
ślubu i nie robili tego po raz pierwszy, kontynuował rozmowę:
„Twój umysł podczas kolacji był
zajęty próbą zmrożenia mnie, co, mi cielo, było urocze, muszę przyznać, ale
sprawiedliwe jest, abyś wiedziała, że to nie zadziała.”
Moje ciało znieruchomiało. Myślał, że
Lodowa Księżniczka jest urocza? Urocza?
Lodowa Księżniczka nie była urocza!
Znałam dorosłych mężczyzn, którzy się jej bali!
Cóż, może się nie bali, może po
prostu jej nie lubili i szeroko ją omijali.
Dobrze, że przeprowadzałam się na
Kretę, bo jeśli on uważał moją Lodową Księżniczkę za uroczą, to miałam kłopoty.
„Zamówimy pizzę, jeśli zgłodniejesz”
- powiedział.
Skrzyżowałam ramiona na piersi,
wpatrywałam się w telewizor i zaprzeczyłam mojemu wcześniejszemu kłamstwu -
„Nie jestem głodna”.
Jego ramię otoczyło mnie, jego
przedramię spoczywało na mojej piersi, a jego palce zacisnęły się na moim
przeciwległym ramieniu.
„Chcesz czegoś, daj mi znać” -
powiedział i brzmiał na roztargnionego.
Najwyraźniej gra zwróciła jego uwagę.
Pomyślałam więc, że bezpiecznie
byłoby zadać tycie-tyciuteńkie, malutkie-maleńkie osobiste pytanie tylko
dlatego, że nie mogłam się doczekać, by to wiedzieć, a ponieważ nie dostałam
prezentu, który zamierzałam dać sobie tego wieczoru, zamierzałam zrobić coś
innego.
„Co oznacza tatuaż na twojej klatce
piersiowej?” - zapytałam od niechcenia, jakby każda odpowiedź na pytanie o
tatuaż ze złamanym sercem nie miała dla mnie żadnego znaczenia.
„Belinda” - odpowiedział, wciąż
brzmiąc na rozkojarzonego.
Ja nie byłam rozproszona. Moje ciało
znowu znieruchomiało.
„Belinda?” - zapytałam.
„Moja ex” - odpowiedział.
O mój Boże.
Na piersi miał tatuaż przedstawiający
złamane serce. Nie, tatuaż przedstawiający złamane serce miał przez swoją pierś!
Tatuaż, który zrobił dla Belindy!
„Czy to było złe zerwanie?” - nadal udawałam
luz, ale mój głos brzmiał jak chory.
Dlaczego o to zapytałam? Dlaczego? Co
było ze mną nie tak? Teraz karałam się i wpadałam w głupie, przerażające
sytuacje.
„Można tak powiedzieć, skoro
przerwała to trzy miesiące przed ślubem.”
Zanim zdążyłam to lepiej przemyśleć
(lub, powiedzmy, w ogóle pomyśleć), podniosłam się do pozycji siedzącej i
przekręciłam, żeby na niego spojrzeć, z otwartymi ustami.
Potem zatrzasnęłam je.
Potem przemówiłam – „Zerwała z tobą
trzy miesiące przed twoim ślubem?”
O mój Boże!
Hector był zaręczony. Był prawie
żonaty!
O mój Boże!
Nie poruszył się, jego ciało nadal
leżało na poduszkach, prześcieradło do pasa, jego klatka piersiowa była
widoczna, tylko jego oczy spoczęły na mnie.
„Tak” - odpowiedział.
„Dlaczego?” - zapytałam.
„Chciała faceta od dziewiątej do
piątej, który by kosił trawnik w weekendy. Nie jestem facetem od dziewiątej do
piątej, który kosi trawnik w weekendy. Nie mogła poradzić sobie ze mną na
zleceniu, nieobecności przez dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie mogłem
się z nią skontaktować. Próbowała namówić mnie do pracy przy biurku.
Powiedziałem jej, że mężczyzna, który włożył pierścionek na jej palec, był
agentem terenowym DEA i właśnie za niego będzie musiała wyjść za mąż.
Zobaczyła, że mówię poważnie, zastawiła pierścionek, namówiła mamę, żeby
zadzwoniła do kościoła, sali, gości i pojechała na wakacje do hotelu all
inclusive w Acapulco.”
Zmrużyłam oczy.
„Zastawiła
twój pierścionek?” - Splunęłam,
brzmiąc przerażająco jak Ralphie.
Ale poważnie. Kto zastawiłby pierścionek
Hectora O mój Boże Chaveza? Kto próbowałby uczynić Hectora kimś, kim nie był?
Kto pojechałby sam do Acapulco, skoro mogliby pojechać do Acapulco z Hektorem? Nawet podczas miesiąca
miodowego!
Czy ona zwariowała?
Z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że
Hector uśmiecha się do mnie ogromnym, oślepiająco białym uśmiechem.
O nie.
Co ja zdradziłam?
Zgiął brzuch, jego ręce dotknęły
moich ramion, wykręcił mnie tak, że byłam do niego plecami, jego ramię owinęło
się wokół mojej klatki piersiowej i pociągnął mnie do mojej wcześniejszej
pozycji. Ale tym razem jego ramię było mocniej owinięte.
„Uspokój się, mamita, moja siostra
Gloria poszła do jej domu i ją pobiła,
kiedy wróciła z Meksyku. To było kilka lat temu, możesz ustąpić.”
Była odpowiedź; Zdradziłam wszystko.
Cholera!
Postanowiłam odwrócić uwagę od siebie
„ustępując” – „Twoja siostra Gloria ją pobiła?”
„Walka kocic. Niezbyt ładna. Mówi
się, że Gloria wygrała.”
Chciałam się śmiać i klaskać w dłonie
dla nieobecnej siostry, której prawdopodobnie nigdy nie miałam spotkać.
Oczywiście, że nie.
„Złamała ci serce” - powiedziałam do
telewizora.
Jego palce ścisnęły moje ramię –
„Przebolałem.”
„Bolało na tyle, że wytatuowałeś to
na swojej klatce piersiowej” - zauważyłam.
„Nie zrobiłem tatuażu, ponieważ mnie
naznaczyła, zrobiłem go, aby przypominać sobie lekcję, której się nauczyłem.
Była piękna, wspaniała, fantastyczna w łóżku i potrafiła być słodka, kiedy
chciała, ale przez większość czasu była dokuczliwą suką. Za każdym razem, gdy
widzę ten tatuaż, przypomina mi, żebym nie był prowadzony przez mojego kutasa.”
W porządku, więcej dowodów na to, że
Hector był tak prawdziwy, jak tylko można. Było jasne, że w tym momencie
nadszedł czas, abym skierowała nas na bezpieczniejsze wody.
„Więc co oznacza czaszka z koroną i
różą?”
Ciało Hectora napięło się i powietrze
w pokoju natychmiast wydało się ciężkie. Moje ciało napięło się na jego reakcję
i dotyk powietrza. Wpatrując się w telewizor, nawet nie starałam się być
swobodna, kiedy szeptałam:
„Hector?”
Westchnął, jego ciało się rozluźniło,
ale jego ramię wokół mnie stało się mocniejsze.
„Mam to, by uczcić pokonanie twojego
ojca.”
Oczywiście.
Zrobił to, by świętować na zawsze,
wsadzenie do więzienia Króla Narkotyków, Pana Śmierci dla wielu
(prawdopodobnie), lepiej znanego jako mój pieprzony ojciec. To było po prostu
świetne. Cóż, jakbym nie miała już swojego dowodu na to, że nie pasujemy do
siebie, to mam wytatuowany na pieprzonych plecach Hectora.
„A róża zaciśnięta w zębach?” - zapytałam,
chcąc wiedzieć, co to znaczy, perwersyjnie szukając więcej powodów, by kupić
bilety na Kretę i wypełnić swój bagaż ręcznikami plażowymi, mimo że miałam na
sobie koszulkę Hectora i leżałam w jego łóżku, objęta jego ramieniem.
„Róża to ty.”
Plany zakupu ręczników plażowych
wyleciały mi z głowy, żołądek opadł, serce ścisnęło się i poczułam dreszcz przebiegający
przez moje ciało.
„Ja?” - wyszeptałam.
Zrobił kolejne zgięcie brzucha, jego
ramię przesunęło się dookoła mojej talii, przekręcił mnie tak, że byłam twarzą
do niego i leżałam, przyciskając się głównie do jego przodu, z twarzą blisko
jego. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej i odepchnęłam się, ale jego
ramię stwardniało na mojej talii i znieruchomiałam.
„Ty” - powiedział stanowczo, a jego
oczy wróciły do tej ciepłej intensywności - „Z czasem to ramię…” - Ścisnął mnie
prawą ręką, ale podniósł lewą - „Tutaj…” - Jego prawe ramię opuściło mnie i
wskazał na wewnętrzną stronę swojego lewego przedramienia, a moje oczy
przesunęły się tam, a potem z powrotem do niego, gdy jego ramię znów mnie
otoczyło - „… będzie mieć taką samą różę. Ponieważ należysz do mojego ramienia.
Czy rozumiesz, co ci mówię?”
Zrozumiałam, co mówi. Zrozumiałam
teraz, co miał na myśli, mówiąc „Moja Sadie”. Drżenie znów przeszło przez moje
ciało.
„Sadie, czy rozumiesz, co ci mówię?”
- zapytał ponownie, jego ton był nie mniej stanowczy, ale stał się trochę łagodny.
Gapiłam się na niego, ale zmusiłam
się do skinienia głową. Nie mogłam sobie zaufać na tyle, by powiedzieć.
Jego ramię zacisnęło się wokół mnie,
przesuwając się częściowo po moich plecach, dłoń złapała mnie pod łopatką,
przyciągając mnie do siebie. Pocałował mnie powoli, słodko z otwartymi ustami, splątanymi
językami, ze zwijającymi się (a przynajmniej moje palce) palcami u nóg.
Jego usta oderwały się od moich i
mruknął - „Teraz porozmawialiśmy. Znasz moje zdanie. Czy możemy obejrzeć mecz?”
Ponownie skinęłam głową. Jego ramię
rozluźniło się, odwróciłam się, oparłam o niego i patrzyłam, nie skupiona, na
grę.
Do jasnej cholery.
Nie miałam mieć kłopotów; byłam po
uszy kłopotach.
Byłam w nich tak głęboko, jakbym była w wodzie ponad głowę, a woda była tak
ciepła, przytulna, wygodna, cudowna, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie
przeszkadza mi utonięcie.
[1] Blitz –
seria nalotów niemieckich na Wielką Brytanię, mających miejsce podczas II wojny
światowej, w okresie od 7 września 1940 do 10 maja 1941.
Biedna dziewczyna 😭
OdpowiedzUsuńDziękuję! Biedna Sadie 😢 ale o mój Boże Hektor to mój nowy ulubiony bohater tej serii 😍😍😍 Absolutnie mianuje go moim mężem książkowym😂 Jak Sadie pod jego opieką zobaczy kretę tak ja zobaczę kosmitów XD
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo
OdpowiedzUsuńPozamiatał! 😊 Super rozdział, dzięki wielkie ❤️
OdpowiedzUsuń👍👍
OdpowiedzUsuńDziewczyno - jesteś boska !!!
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowita
OdpowiedzUsuń