wtorek, 23 marca 2021

11 - Róża Hektora

 

ROZDZIAŁ XI

Róża Hektora

Sadie

 

 

„Sadie, może powinnaś przyjść i porozmawiać. Nie jestem pewien, czy tak …” - powiedział mi do ucha doradca finansowy mojej zmarłej babci, Aaron Lockhart.

„Proszę, Aaron, po prostu zrób to” - przerwałam mu.

To było po pracy, byłam w swojej sypialni rozmawiając przez telefon stacjonarny, nie zwlekając ani minuty z realizacją moich nowo utworzonych planów.

Jedna rzecz, którą zostawiła mi mama, to Aaron Lockhart. Był stary jak wzgórza, zgarbiony, miał rzadkie, siwe włosy na pokrytej wątrobianą plamą głowy i nadal pracował na pełen etat, ponieważ, jak mi powiedział, kiedy próbował przejść na emeryturę, jego żona prawie doprowadziła go do morderstwa.

Ponieważ lubił swoją pracę i swoją wolność, wsiadał do samochodu każdego ranka o 8:30, a jego kierowca zawoził go do jego biura w Denver Technical Center (znanym jako DTC). Wychodził z pracy o 17:30, co dawało jego żonie mnóstwo czasu na wypicie martini i trochę odprężenia przed jego powrotem do domu (też mi to powiedział).

Aaron i ja nigdy nie byliśmy blisko - mój ojciec go nie lubił i nie pozwalał na to - ale w żelaznym porozumieniu wymyślonym przez moją zmarłą (ale wyraźnie, gdy żyła, była przebiegła) babcię, kiedy to ustanawiała, został wyznaczony do zarządzania moim funduszem powierniczym, którego nie można było dotknąć, dopóki nie skończyłam dwudziestu jeden lat.

 Zarządzał również dochodami pochodzącymi z mieszkania w Londynie, które odziedziczyłam, a które było wynajmowane od mniej więcej czasów Blitzu[1] starszej pani o imieniu pani Burnsley, oraz z małej willi na Krecie, która była wynajmowana turystom. Nigdy nie byłam w żadnej z tych nieruchomości, mój ojciec też by na to nie pozwolił, ale widziałam zdjęcia. Mieszkanie znajdowało się blisko Covent Garden. Willa znajdowała się w małej wiosce rybackiej nad morzem.

Kiedy otworzyłam Art, poprosiłam Aarona, aby pomógł mi utrzymać go w czystości, z dala od mojego ojca i całkowicie przestrzegając prawa, zrobił to.

Aaron był jedną z niewielu osób, które znałam, która, niezależnie od swojego wieku, nie bała się stanąć twarzą w twarz z moim ojcem. Podziwiałam go, całkowicie mu ufałam i zawsze go lubiłam, ale jak zawsze, nigdy nie okazywałam tego.

Właśnie poprosiłam go, aby poznał plany pani Burnsley dotyczące jej przyszłości w moim mieszkaniu, a także harmonogram zamieszkiwania willi na Krecie.

Jeden lub drugi z nich może być moim następnym lub przyszłym celem podróży, zależnie od przypadku.

Ponieważ nie chciałam wyprowadzać starszej pani Burnsley z jej domu ani niszczyć podekscytowanych turystów, którzy nie mogli się doczekać czasu na słońcu na greckiej wyspie, zażądałam również od Aarona znalezienia innych nieruchomości. Nie obchodziło mnie gdzie, byleby były łatwe w zarządzaniu na stały dochód, a między mną a Szalonymi Braćmi Balducci był przynajmniej ocean.

Poprosiłam go również o zorganizowanie aukcji moich rzeczy, które były w magazynie.

W końcu poprosiłam go, aby znalazł sposób na przepisanie Art Ralphiemu i Buddy'emu bez konieczności zmiany właściciela. To byłoby moje podziękowanie za opiekę nad mną. Nie było to dużo, ale to była jedyna dobra rzecz, jaką mogłam im dać.

Nie chciałam pamiętać o moim starym życiu. Zamierzałam spakować walizki, wsiąść do samolotu i rozpocząć nowe życie daleko stąd, gdzie nikt nie słyszał o Seth’ie Townsendzie. Gdzie nikt nie wiedział, czym jestem, kim jestem ani co mi się przydarzyło. I gdzie mogłam znaleźć trochę spokoju, by zdecydować, kto jest nową mną, przyzwyczaić się do niej i, gdybym miała szczęście i mogłabym zapomnieć o Ralphie, Buddym, Daisy, Hectorze i wszystkim, co z nimi przyszło, i być może mogłabym być zadowolona.

Usłyszałam dzwonek do drzwi i wstrzymałam oddech. Hector był tam, żeby zabrać mnie na obiad.

„Wolałbym porozmawiać na ten temat” - powiedział do mnie Aaron, gdy słuchałam oddalonych, przytłumionych męskich głosów.

„Podjęłam decyzję” - powiedziałam Aaronowi.

„Proszę, Sadie, jako przyjaciel twojej rodziny, szczególny przyjaciel twojej babci, pozwól mi na tę jedną uprzejmość” - naciskał Aaron.

„Sadie!” - Buddy zawołał na schodach - „Hector tu jest”.

Cholera!

Musiałam oderwać się od telefonu, zanim ktoś przyszedł po mnie, a nie miałam pojęcia, jak mam uciec samej, żeby porozmawiać z Aaronem. W moich obecnych okolicznościach, kiedy Ralphie i Buddy postępowali zgodnie z edyktem Hectora (a przez sposób, w jaki się zachowywał, Ralphie wyznaczył siebie na mojego osobistego, bardzo dobrze ubranego, zupełnie niewykwalifikowanego, gejowskiego ochroniarza), było to niemożliwe.

Dlaczego wszystko musiało być takie trudne? To były moje pieniądze i moja własność, na miłość boską!

„Sadie!” - wołał Buddy.

Położyłam dłoń na ustniku i krzyknęłam - „Już idę!”

„Sadie?” - Aaron powiedział mi do ucha.

Zdjęłam rękę z ustnika - „Albo ty to zrobisz, albo zatrudnię do tego kogoś innego” - powiedziała Aaronowi Lodowa Księżniczka - „Twój wybór, ale chcę, żeby to się stało i chcę, żeby to było zrobione tak szybko, jak to możliwe”.

Usłyszałam westchnienie Aarona, wiedziałam, że się poddał i poczułam szybką ulgę.

„Dopilnuję tego” - zapewnił mnie.

Dzięki Bogu. Jedna rzecz została odhaczona na liście rzeczy do zrobienia.

„Dziękuję, byłabym za to wdzięczna”.

„Sadie!” - teraz to Ralphie krzyczał bliżej drzwi i wiedziałam, że wchodzi po schodach - „Podwójne H jest tutaj”.

Ponownie zakryłam ustnik i krzyknęłam - „Wiem! Zaraz zejdę!”

„Wygląda na to, że jesteś zajęta. Pozwolę ci odejść” - powiedział Aaron - „Miej się dobrze”.

„Dziękuję” - odpowiedziałam.

Wtedy usłyszałam rozłączenie. Odłożyłam słuchawkę i łapałam torebkę, kiedy wpadł Ralphie.

„Ralphie!” - odwróciłam się do drzwi - „Powiedziałam, że przyjadę”

„Myślałem, że wychodzisz przez okno” - odparł Ralphie.

Żałowałam, że o tym nie pomyślałam i zanotowałam sobie w pamięci, żeby o tym pamiętać na wypadek, gdyby potrzebowała tego w przyszłości.

„Ruszaj się, kochanie. Myślę, że nauczyłem cię już tej ważnej lekcji, ale w razie potrzeby powtórzę. Nie każemy gorącym facetom czekać przy drzwiach. Ohydnym, tak. Zdecydowanie oślizgłym facetom. Fajnym facetom, hmmm… nie.”

Spojrzałam na Ralphiego, moje spojrzenie odbiło się od uśmiechu Ralphiego i rozejrzałam się po pokoju, aż się rozpadło.

Wyprostowałam ramiona, znalazłam swój Lód i wyszłam z sypialni.

*****

Było dyskusyjne, czy można nazwać Hectora i moją randkę tylko-we-dwoje przyjemną.

Po pierwsze, ubrałam się w swoją zbroję, od stóp do głów (ale nie od stóp do głów) srebrzystoszarą.

Miałam na sobie lśniącą, obcisłą, dzianinową koszulkę z długim rękawem, z dekoltem w łódkę, z drobnym, delikatnym wisiorkiem z diamentów w kształcie kwiatka zawieszonego na platynowym łańcuszku u szyi i pasującymi do niej wiszącymi kolczykami. Do tego dopasowana, nieco powyżej kolana, nieco połyskująca srebrzystoszara spódnica z czterema precyzyjnymi zakładkami, po jednej z przodu i z tyłu na moich kolanach. Eleganckie, szare czółenka z lakierowanej skóry z czarną szpilką i czubkiem, kilka odświeżających kropli moich charakterystycznych perfum, szybkie potrząśnięcie palcami pokrytymi moją ulubioną pomadą (w celu zdefiniowania i oddzielenia loków i fal) poza tym rozpuszczonych włosów i czarny trencz, dopełniały mojego stroju.

Kiedy zeszłam na dół, a Hector, ubrany w czarne dżinsy, buty, obcisłą białą koszulkę z długimi rękawami i czarną skórzaną kurtkę (jaką byliśmy parą!), zobaczył, że przebrałam się z mojego ładnego, ale dość swobodnego stroju dziennego w Strój Lodowej Księżniczki, posłał mi mały, rozbawiony uśmiech i potrząsnął głową.

Zignorowałam go, pocałowałam współlokatorów na dobranoc i z podniesioną głową wyszłam za drzwi.

Po drugie, Hector poinformował mnie w Bronco, że Buddy dał policji klucze do mojego magazynu. „Chłopcy z laboratorium” nie znaleźli nic, co mogłoby umieścić Ricky’ego w moim mieszkaniu, tak nieskazitelne było sprzątanie, które wykonali Ralphie i Buddy, ale znaleźli ślady krwi i włosów na mojej kanapie i materacu. Wyjaśnił, że część z nich należała do mnie, a część, jak mieli nadzieję, należała do Ricky’ego.

Też miałam taką nadzieję, ale się tym nie podzieliłam.

Zastanawiałam się jednak, jak to wpłynie na aukcję mojego „majątku”. Tym też się nie podzieliłam.

Na koniec Hector zabrał mnie do meksykańskiej restauracji niedaleko Broadwayu, na południu Englewood. Nazywało się El Tejado i nie było to miejsce, w którym można było nosić lśniący, srebrzystoszary strój i małe diamenty w kształcie kwiatów. Zignorowałam swój dyskomfort, weszłam swobodnie do środka zniszczonej restauracji tak, jakbym chodziła tam codziennie i posadziłam swój tyłek na środku ławeczki, aby Hectorowi nie przyszło do głowy dzielić ze mną miejsce.

Wśliznął się naprzeciw mnie, wciąż się uśmiechając, i odniosłam wrażenie, że mój występ go nie przekonał, a ponadto uznał to za bardzo zabawne.

To też zignorowałam.

Kolacja na szczęście nie trwała długo. Nie certolili się przy przyjmowaniu i podawaniu naszych zamówień i pomyślałam, że ma to coś wspólnego z kolejką do drzwi. Nawiasem mówiąc, kolejką, którą ominęliśmy po tym, jak Hector uśmiechnął się do pani za kasą, jej twarz rozjaśniła się w rozpoznaniu, oboje wymieniali szybkie jak ogień zdania po hiszpańsku, a ona przepychała się przez tłum i wskazała nam miejsce, których to sadzanie dokończył kelner. To, jak zauważyłam rzucając okiem na drzwi, nie zostało powitane z zachwytem przez oczekujących klientów, ale ja też to zignorowałam.

Nie było prawie żadnej rozmowy z powodu mojej żarliwej fascynacji, na początku menu, potem wystrojem restauracji, potem każdą osobą w kolejce czekającą na wejście, potem otaczającym towarzystwem i wreszcie, moim nowo odkrytym zdumionym oglądaniem bezdźwięcznej meksykańskiej telenoweli na telewizorze nad barem.

Bez względu na to, jak smaczne było jedzenie (i było smaczne), nie zjadłam prawie jednego kęsa (dzięki Bogu nie było tam Blanki, bo miałaby napad dąsania się). Hector zapłacił, wyślizgnęliśmy się zza stołu, odprowadził mnie do Bronco z ręką na moim łokciu i po wszystkim.

Przy kolacji tylko musiałam przeżyć „rozmowę”.

Skoro w ciągu jednego dnia przeżyłam trzy wykłady, rozmowę o seksie, spotkanie z mężem najlepszej przyjaciółki mojej dawno zaginionej matki, ujawnienie wiedzy, że Indy, Ally i Lee byli towarzyszami moich zabaw w dzieciństwie i kolację tylko-we-dwoje z Hectorem, to mogłam przetrwać „rozmowę”.

Nie ma problemu.

Patrzyłam przez okno Bronco, zastanawiając się, czy w przyszłym tygodniu, czy w przyszłym miesiącu będę na Krecie. Wtedy zaczęłam się zastanawiać, czy polubię Kretę. Potem zaczęłam się zastanawiać, czy na Krecie mówią po angielsku. Planowałam pobrać lekcje greckiego na iPoda, kiedy Hector zaparkował na ulicy.

Wyszłam z zamyślenia, rozejrzałam się i natychmiast zdałam sobie sprawę, że popełniłam błąd, pozwalając umysłowi błądzić. Nie byliśmy za Kapitol Hill, gdzie znajdował się dom z piaskowca, byliśmy gdzie indziej. Czysta, zadbana, schludna, rodzinna okolica z czystymi, schludnymi, zadbanymi domami z czystymi, schludnymi, zadbanymi trawnikami i niedrogimi pojazdami ustawionymi wzdłuż ulicy.

„Gdzie my…?” - zaczęłam, zwróciłam głowę w stronę Hectora, ale on wysiadł z Bronco i okrążał maskę.

Do jasnej cholery!

Otworzył moje drzwi.

„Gdzie jesteśmy?” - zapytałam, kiedy to zrobił.

Chwycił mnie za rękę i mocnym szarpnięciem wyciągnął mnie z samochodu. Opuścił moją rękę, wpadłam w jego czekające ramiona, obrócił mnie, postawił mnie na nogach na chodniku i przekręcił, żeby zatrzasnąć drzwi. Potem znowu wziął mnie za rękę i wszedł na chodnik. Szłam drobiąc, aby nadążyć za nim, ciągnąc przez cały czas jego rękę - „Hector, gdzie my jesteśmy?”

Nie obejrzał się, kiedy odpowiedział - „Moje miejsce”.

Do jasnej, jasnej cholery!

„Dlaczego jesteśmy u ciebie?” - zapytałam, kiedy zatrzymał się przy drzwiach wejściowych.

„Potrzebujemy prywatności” - odpowiedział, otwierając drzwi, popychając je i zanim zdążyłam uciec, położył mi rękę na plecach i wepchnął mnie do środka.

Weszłam i zatrzymałam się.

Stałam na dwustopniowej platformie z ciemnego drewna, z półściankami po obu stronach wykonanymi z tego samego drewna i kolumnami na końcach każdej z nich.

Na wprost, dwa stopnie w dół, około półtora metra dalej znajdowała się ściana, wzdłuż jej boku, schody z ciemnego drewna i pasująca poręcz.

Po lewej stronie był pokój, w którym znajdował się stos mebli i skrzyń, ale także piękny, wyłożony kafelkami kominek, który wyglądał, jakby był wyszorowany, a drewno kominka było wyszlifowane i odnowione na ciepły połysk. Ściany wyglądały na świeżo pomalowane na ciemnoszary błękit, a podłogi były oczywiście odnowione. Na drugim końcu pokoju znajdowały się zamknięte francuskie drzwi, przez które nie mogłam zajrzeć, daleko od ściany oddzielającej pokój od schodów.

Po prawej stronie znajdowało się kolejne pomieszczenie, wypełnione puszkami z farbą, pędzlami i narzędziami (narzędzia ręczne, a także duże, ciężkie elektronarzędzia z dużą ilością przewodów). Kominek w tym pokoju wyglądał na brudny i jeszcze nietknięty, ale odnowiony, byłby wspaniały. Za tym pokojem znajdowały się otwarte drzwi, które prowadziły do kuchni.

Hector z ręką na moich plecach poprowadził mnie w dół po schodach i zatrzymaliśmy się. Poszedł w lewo, usłyszałam szelest plastiku i odwróciłam się, żeby na niego spojrzeć.

Odsłaniał duży, fotel wyściełany ciemnoniebieską bawełniana tkaniną. Po odsłonięciu przeciągnął go do pustego pomieszczenia z narzędziami renowacyjnymi i umieścił na środku.

W drodze powrotnej zrzucił kurtkę i przewiesił ją przez poręcz. Potem podszedł do mnie, obszedł mnie, ściągnął mi trencz, zabrał torebkę, zarzucił mój płaszcz na swój i zarzucił paski torebki na słupek balustrady.

Po wykonaniu tego wszystkiego złapał mnie za rękę, podszedł do fotela, usiadł, a następnie ponownie gwałtownie pociągnął mnie za rękę, aż straciłam równowagę. Jego ręce powędrowały do mojej talii i prowadził moje ciało, aż usiadłam na jego kolanach.

Nie protestowałam przeciwko temu nie dlatego, że nie chciałam, ale dlatego, że pogodziłam się z faktem, że oczywiste było, że sam Hector naprawiał swój własny dom.

Głęboko mnie to dotknęło z dwóch powodów.

Po pierwsze, odkąd pamiętałam, mój ojciec miał osobistą fryzjerkę, która przychodziła do domu co dwa tygodnie. Strzygła włosy mojego ojca, dokładnie go ogoliła i wykańczała manicure. Paznokcie mojego ojca były idealnie przystrzyżone i lśniły tak jasno, że wyglądało to tak, jakby nosił warstwę czystego lakieru. O ile wiedziałam, nigdy w życiu nie wziął niczego poza widelcem, długopisem, książką lub kijem golfowym. Nigdy nie tknął młotka ani pędzla. Nigdy. Nigdy też nie operował niczym z kablem, być może poza maszynką do golenia (chociaż muszę przyznać, że nie zapoznałam się z jego higieną osobistą).

W rzeczywistości prawie każdy mój znajomy był taki sam.

Po drugie, z powodu powyższego, kiedy miałam siedemnaście lub osiemnaście lat, miałam w głębi duszy to głupie, naiwne, dziewczęce marzenie, że pewnego dnia znajdę prawdziwego mężczyznę. Człowieka tak odmiennego od mojego ojca, że będzie jego przeciwieństwem. Człowieka, który będzie wystarczająco silny, by odciągnąć mnie od mojego okropnego życia, od mieszkania w mojej pięknej, ale zimnej wieży z kości słoniowej, gdzie wokół mnie roiło się od ludzi złych, jak zabójcze pszczoły. Zakochalibyśmy się, a on by mnie zabrał, kupilibyśmy jakiś bungalow, który naprawialibyśmy, łącząc nasze wysiłki remontowe z posiadaniem i wychowywaniem mnóstwa dzieci, które byśmy rozpieszczali, psuli i kochali do szaleństwa. Często przerywalibyśmy nasze obowiązki, śmiejąc się z siebie nawzajem, malując plamki na policzkach i trzepiąc kurz we włosach, podczas gdy nasze dzieci bawiłyby się w gąszczu akcesoriów do renowacji.

Mieszanka, która wyglądała niemożliwie w mojej głowie, była jak dom, w którym siedziałam w tej chwili. Ten sen umarł wieki temu; właściwie do tego czasu zapomniałam, że go miałam.

„Sadie?” - zawołał Hector.

Potrząsnęłam lekko głową i spojrzałam na niego.

„Co?"

„Wyglądałaś jakbyś była gdzieś daleko.”

Nie byłam daleko, byłam tam. Właściwie przez całe moje życie nigdy nie czułam się tak bardzo na miejscu, jak w tamtej chwili.

„Czy sam naprawiasz swój dom?” - nie mogłam się powstrzymać przed zapytaniem.

Rozejrzał się po mnóstwie dowodów tego właśnie faktu, najwyraźniej rozrzuconych wokół nas, jego usta drgnęły, a jego oczy wróciły do mnie.

„Tak” - odpowiedział.

„Och” - powiedziałam cicho, nie wiedząc, co jeszcze powiedzieć, ale z jakiegoś powodu poczułam bicie serca w gardle. Jedna z jego dłoni wślizgnęła się powoli po moich plecach, druga ręka spoczęła na moich kolanach.

„Dobrze się czujesz?” - zapytał, jego oczy skanowały moją twarz.

Nie, nie czułam się dobrze. Uderzyło mnie, że nawet nie wiedziałam, jakie to uczucie. Tak naprawdę nigdy nie czułam się „dobrze”. Jednak w tym właśnie momencie miałam ochotę poprosić Hectora, czy mogłabym pomalować jego salon. Pomyślałam, że to prawdopodobnie nie jest w porządku.

„Tak” - odpowiedziałam.

„Sadie” - powiedział cicho.

Skupiłam się na nim, zauważyłam, że obserwuje mnie uważnie i zastanawiałam się, co zobaczył.

„Co myślałeś o mnie, kiedy mnie spotkałeś po raz pierwszy?” - zapytałam, zanim mogłam to lepiej przemyśleć. Jego palce były ciepłe na mojej szyi i delikatnie mnie ścisnął.

Nie wahał się swoją odpowiedzią - „Myślałam, że byłaś piękna i myślałem, że byłaś zimna.”

To mnie nie uraziło, wiele osób myślało w ten sposób, ponieważ chciałam, żeby myśleli w ten sposób, więc skinęłam głową.

„Czy chcesz wiedzieć, co teraz o tobie myślę?” - zapytał.

Naprawdę nie, nie byłam pewna, czy dam radę, ale z jakiegoś dziwnego powodu i tak ponownie skinęłam głową.

„Myślę, że jesteś jeszcze piękniejsza i myślę, że całkowicie się pogubiłaś.”

Moje brwi uniosły się - „I myślisz, że możesz mi pomóc znaleźć moją drogę?”

Potrząsnął głową, jego oczy zrobiły się ciepłe, a ja ponownie ścisnął mi szyję, a jego ramię owinęło się wokół mojej talii.

„Mamita, tylko ty możesz znaleźć swoją drogę. Chcę tylko być w czasie tej przejażdżki.”

Mój brzuch rozgrzał się i zdecydowałam w tej chwili, w tym domu z Hektorem, po tym, jak powiedział te słowa, że zanim zostawię to życie na zawsze, dam sobie jeszcze jeden prezent. Po tej decyzji pochyliłam się i pocałowałam go.

To nie był buziak w usta, to był pocałunek i tak jak za pierwszym razem, gdy rzuciłam się na niego, a on złapał mnie natychmiast.

Pochylił się, przeciągając moje ciało na swoich kolanach, gdy przejmował pocałunek. To przeszło od Rozpalonej Sadie do Hectora Rozpalonego do Białości, a ja owinęłam ramiona wokół niego, czując, jak rozpływam się z ogniem, który przeszedł przez mnie z jego ciała, naszych ściśniętych ust i jego utalentowanego języka. Jego usta powędrowały do mojego ucha, a moje ręce szarpały za jego koszulę, aż wyjęłam ją z dżinsów i mogłam wsunąć palce pod nią, do środka i po gładkiej skórze i po twardych mięśniach jego pleców.

Odwróciłam głowę i szepnęłam mu do ucha - „Podoba mi się sposób, w jaki całujesz”.

Jego język dotknął mojej szyi, zadrżałam, poczułam, jak jego usta się uśmiechają, a potem jego usta wróciły do moich.

Nasze usta się stykały, jego oczy wpatrywały się głęboko w moje, mruknął - „Dobrze”.

Potem pochylił głowę i znów mnie pocałował, tym razem bardziej gorąco, głębiej, dłużej, sprawiając, że poczułam rzeczy, których nie czułam od dawna.

Dobre rzeczy. Pyszne rzeczy. Mrowienie na skórze, wilgoć między nogami i brzuch zawiązany w cudowne węzły. Czułam się tak dobrze, że wiłam się na jego kolanach i delikatnie przetarłam ścieżkę w dół jego pleców paznokciami, pokazując mu (miałam nadzieję), że chcę więcej.

Jęknął w moje usta. To też było dobre.

Jego ramię przesunęło się od mojej talii do moich kolan i wstał, zabierając mnie ze sobą, niosąc i całując mnie do schodów, w górę po schodach, korytarzem i do swojej sypialni.

Domyślałam się, że to oznaczało, że wiedział, że chcę więcej.

Postawił mnie na nogach przy łóżku, pochylił się, zapalił lampkę nocną, usiadł na łóżku i ściągnął buty. Obserwowałam go, jednocześnie wychodząc z mojego napędzanego pożądaniem odrętwienia, moje zmysły wracały do mnie i mój umysł pytał mnie, co ja u licha wyrabiam.

Potem pochylił się do przodu i do dołu, złapał mnie za kostkę, podniósł moją stopę między swoje nogi, zsunął mi but i odrzucił go na bok. Jego głowa podniosła się i, patrząc na mnie, jedną ręką mocno trzymał moją kostkę, a drugą ręką powlókł się w górę mojej łydki, przesuwając czubki palców za moim kolanem, a potem nadal przesuwały się częściowo w górę mojego uda aż jego dotyk odpadł.

O mój.

Opuścił moją stopę i powtórzył ten ruch drugą nogą.

Zanim mogłam coś zrobić (jak, powiedzmy, zedrzeć z siebie ubranie i rzucić się na niego), stanął przede mną tak blisko, że nasze ciała ocierały się i mrowienie zaczęło znowu się rozprzestrzeniać, tym razem znacznie bardziej szalone, gdy podciągnął swoją koszulkę. W naszej bliskości ten manewr oznaczał, że jego koszulka zaczepiła się pod moimi piersiami i przesunęła przez nie. Wciągnęłam oddech i szybko wyciągnęłam rękę, żeby złapać go w talii i przytrzymać, ponieważ byłam prawie pewna, że moje nogi zaraz się poddadzą.

Rzucił swoją koszulkę w stronę moich butów, a moje ręce napięły się w pasie, kiedy zobaczyłam jego klatkę piersiową. Była gładka, dobrze zarysowana i miała wytatuowane na wewnętrznej stronie lewej piersi małe pęknięte serce, wytatuowane krwistą czerwienią, opasane drutem kolczastym.

Jak ktoś inny (jeszcze nowsza Nowa Sadie) przejął moje ciało, pochyliłam się do przodu i przyłożyłam usta do jego niesamowicie fajnego tatuażu.

Wtedy też położyłam tam język.

Podobał mi się smak jego skóry. Tak mi się podobało, że przesunęłam język do jego sutka i to było to.

Jego ręce powędrowały do mojej koszuli, ściągnął mi ją przez głowę, odrywając moje usta od jego klatki piersiowej i odrzucił ją na bok. Jego ramiona zacisnęły się wokół mnie, moja głowa cofnęła się, jego głowa pochyliła się i pocałował mnie.

Od razu poczułam, że ten pocałunek nie był pod jego kontrolą. Był jeszcze gorętszy, głębszy i tak naglący, że poczułam, jak mnie porusza. Moje ciało zareagowało dziko, włożyłam ręce pod jego ramiona i owinęłam je wokół niego tak mocno, jak tylko mogłam.

Wciąż mnie całując, zsunął dłonie po moim tyłku, przyciskając mnie głębiej do niego, tak że mogłam poczuć jego twardość na moim brzuchu i na jego dotyk dreszcz przeszedł przez cały mój organizm.

Kiedy jego ręce powróciły do góry, jego palce znalazły zamek spódnicy i szarpnął go w dół, a następnie zsunął moją spódnicę na biodra, aż opadła mi na stopy.

Jego ramiona owinęły się wtedy wokół mnie, opadł plecami na łóżko, a ja na niego, przewrócił mnie na bok, więc byłam na plecach, jego usta na mnie wszędzie, na mojej szyi, za uszami, w dół gardła, na klatce piersiowej. To było dobre, niesamowite uczucie. Myślałam, że nie ma nic lepszego na całym świecie, dopóki jego usta nie zamknęły się na gołębio szarej satynie mojego stanika, dokładnie tam, gdzie był mój sutek.

Poczułam jego język przez satynę, a potem głęboko wciągnął. Fale czystej dobroci wystrzeliły z sutka między moje nogi, a moje dłonie wśliznęły się w jego włosy.

„O mój Boże” – westchnęłam – „Zrób to jeszcze raz.”

Zrobił, o co prosiłam, czułam się jeszcze lepiej niż wcześniej i wygięłam się w niego, pragnąc więcej. Jego dłoń ześlizgnęła się po moim brzuchu, do majtek, między nogami, poczułam na sobie jego palce, ślizgające się przez wilgoć…

I zamarłam.

Niechciana, nieproszona woda lodowa wypełniła moje żyły. Zacisnęłam nogi, a moje palce wbiły się w jego włosy. Pragnienie, które ściskało mi się w brzuchu, zniknęło, była tylko panika w moim brzuchu, czysta i szalona, a moją jedyną szaloną myślą była ucieczka.

Jego ręka zamarła, ciało znieruchomiało, a głowa uniosła się, ale nie spojrzałam na niego. Puściłam go, przetoczyłam się, odrywając jego i jego rękę, i położyłam kolano na łóżku, żeby się wyrzucić. Przebyłam może z pół metra, zanim mnie złapał i wciągnął do tyłu w żar swojego ciała.

Puścić!” - krzyczałam głosem tak przenikliwym, tak pełnym przerażenia, że zraniło to moje uszy.

„Sadie, uspokój się” - szepnął w tył mojej szyi, kiedy jego ramiona mocno owinęły się wokół mnie, jedno na brzuchu, drugie na klatce piersiowej, wciągając mnie w jego twarde ciało – „Jesteś bezpieczna. Przestaniemy.”

„Muszę iść” - zażądałam.

Poczułam jego delikatne „Ćśś” przy mojej szyi i zobaczyłam, jak wyciąga rękę, łapie koc na końcu łóżka i naciąga go na moje ciało.

Drżałam od stóp do głów, niezależnie od jego ciepła i koca. Drżąc tak gwałtownie, mogłam przysiąc, że poczułam, jak łóżko się trzęsie.

Upokorzenie było rozdzierające, paraliżujące i poczułam łzy zapychające mi gardło.

„Muszę iść” - powtórzyłam, a mój głos brzmiał dziwnie.

„Cicho, mi corazón” - powiedział łagodnie.

Leżałam cicho, ale nadal drżałam, wpatrując się niewidzącym oczyma w ścianę za jego łóżkiem. Wciąż mocno mnie obejmował, z twarzą w moich włosach, jego ciepłym oddechem na mojej szyi. Po długich chwilach jego ciepło przeniknęło zimno w moich żyłach i drżenie ustało.

Wtedy zdałam sobie sprawę, że znowu mu to zrobiłam. Podeszłam do niego i zabrałam go w miejsce, do którego nie miałam zamiaru iść. Nie wiedziałam, że nie zamierzam tam iść, ale tak to się skończyło.

„Przepraszam” - szepnęłam.

Uścisnął mnie – „Za co?” - zapytał.

„Znowu ci to zrobiłam” - powiedziałam mu szczerze. Kosztowało mnie to, ale zasługiwał na szczerość, a nie na tę zimną sukę, którą potraktowałam go, kiedy ostatnio od niego odeszłam.

Obrócił mnie twarzą do siebie, ułożył koc tak, by znów mnie okrywał i przejechał ręką przez bok moich włosów, odciągając je od mojej twarzy. Jego ręka powędrowała po moich plecach, aż jego ramię znowu mnie otoczyło.

Spojrzałam mu w oczy. Były ciepłe i delikatne, a nie twarde i wściekłe.

Cóż, dzięki Bogu za to.

W końcu powiedział - „Nie martw się o to.”

„Nie chciałam …”

„Wiem, że nie.”

„Czuję się jak idiotka.”

„Nie czuj się” - powiedział stanowczo.

Zaciągnęłam usta, przytaknęłam (chociaż nadal czułam się jak idiotka, to znaczy, to było żenujące), po czym opuściłam wzrok na jego gardło.

„Obejmij mnie, mamita” - rozkazał.

Nie chciałam, ale zrobiłam to i z jakiegoś powodu poczułam się lepiej.

„Czy mogę prosić o przysługę?”

Ponownie skinęłam głową.

„Zostań tu dziś wieczorem.”

Moje ciało skostniało.

„Nie, Sadie.” - Jego palce dotknęły mojej brody i uniósł moją twarz, żebym na niego spojrzała. Kiedy nasze oczy się spotkały, pochylił się i dotknął moich ust swoimi ustami. Odsunął się odrobinę i powiedział - „Chcę tylko, żebyś była obok mnie. Tylko to.”

„Buddy i Ralphie …” - zaczęłam, używając mojej jedynej łatwej (ale dobrej) wymówki.

„Zadzwonię do Buddy’ego i Ralphiego”.

Szlag.

Gdyby Hector zadzwonił do Ralphiego i Buddy’ego, a Ralphie by odebrał, prawdopodobnie skakałby z radości. Pomyślałam, że reakcja Buddy’ego będzie znacznie mniej dramatyczna, ale w tym samym duchu.

Przygryzłam wargę. O cholera, co mogłam powiedzieć?

Po pierwsze, spałam z nim już dwa razy. Leżeliśmy na kanapie, ale nadal.

Po drugie, po tym ostatnim epizodzie nie mogłam powiedzieć „nie”.

Wreszcie chciałam z nim zostać, sprawiał, że czułam się przytulnie, ciepło i bezpiecznie.

Rany, moje plany nigdy się nie powiodą, prawda?

„Okej” - zgodziłam się.

Nie uśmiechał się, nie wyglądał na rozbawionego ani pławiącego się w chwale po swoim triumfie. Podniósł się, pocałował mnie w czubek głowy, po czym odszedł się. Usiadłam, trzymając koc z przodu i patrzyłam, jak podszedł do komody, otworzył szufladę i coś wyciągnął.

Patrzyłam z fascynacją na jego brązowe, umięśnione plecy. Tam też miał tatuaż na prawej łopatce, większy od tamtego. To była czaszka w wyszukanej koronie, której wyszczerzone zęby zaciskały się na pięknej róży. Czaszka i korona były czarne, ale płatki i łodyga róży były w pełnych, uderzających kolorach. Chociaż nie byłam ekspertem w dziedzinie tatuażu, to miałam dyplom artystyczny, więc mogłam bezpiecznie stwierdzić, że róża była doskonała, widać było, że artysta nie spieszył się i był biegły w swoim rzemiośle, to było po prostu oszałamiające.

To było o wiele fajniejsze niż złamane serce.

Zatrzasnął szufladę, odwrócił się i wrócił do mnie. Dał mi białą koszulkę, objął dłonią tył mojej głowy, pochylił się i ponownie pocałował czubek. Potem odszedł, podszedł do innej szuflady, wziął coś innego i skierował się do drzwi.

Zatrzymał się, położył rękę na klamce i spojrzał na mnie – „Przebierz się, mamita, zadzwonię do chłopców i wrócę.”

Ponownie skinęłam głową, zamknął drzwi i usłyszałam skrzypienie desek podłogowych, gdy odchodził.

Patrzyłam na drzwi i przewijałam wieczór, zastanawiając się, jak znalazłam się w tej ostatniej kłopotliwej sytuacji. Bez możliwości winienia cytrynowych kropel (piłam wodę do pikantnego burrito wołowego) mogłam winić tylko elektronarzędzia. Jaką normalną dziewczynę podnieciłyby elektronarzędzia?

Byłam taka dziwna!

Wtedy zdałam sobie sprawę, że może wrócić w każdej chwili. Zadzwonienie do Ralphiego i Buddy'ego nie zajmie roku.

Odrzuciłam koc, naciągnęłam koszulkę (która, swoją drogą, była na mnie ogromna), rozpięłam stanik pod nią i wiłam się, wykręcałam, aż go ściągnęłam. Chwyciłam swoje ubrania, złożyłam je, stanik między koszulką a spódnicą, położyłam je na komodzie i rzuciłam się z powrotem do łóżka, które, jak zauważyłam z opóźnieniem, było niezasłane. Zmieniłam ułożenie poduszek, które były lekko rozrzucone tak, aby były równo ułożone. Usiadłam ze skrzyżowanymi nogami na środku łóżka, podciągnęłam kołdrę wokół talii, owinęłam ją ciasno wokół mnie i gapiłam się w drzwi.

Kiedy nie otworzyły się natychmiast, rozejrzałam się po pokoju.

Zauważyłam komodę, szafę (jedne otwarte drzwi, jakieś Latynoskie Ciacho, najwyraźniej nie zostało nauczone, jak prawidłowo wieszać ubrania), buty kowbojskie i buty do biegania rozrzucone wzdłuż jednej ściany i kosz na pranie przelewający się w rogu.

Niedopasowany do pokoju drogi telewizor z płaskim ekranem był na eleganckim, ciężkim, męskim stoliku z ciemnego drewna, który stał pod ścianą naprzeciw łóżka. Był tam sprzęt elektroniczny i stosy płyt DVD na półkach pod spodem.

Rany, gej czy hetero, bogaty czy biedny; mężczyźni naprawdę lubili swoje telewizory.

Pokój nie został odnowiony. Niegdyś użyteczny kremowy kolor ścian był brudny, białe listwy przypodłogowe wyszczerbione, drewniane podłogi były karbowane i wymagały szlifowania i odnawiania.

Czy mężczyzna przyprowadziłby kobietę do takiego pokoju? Takiego domu?

Jeśli tym człowiekiem był Hector, prawdziwy mężczyzna, którego nie obchodziło, co ktokolwiek o nim myśli, odpowiedź brzmiała: tak.

Mój żołądek ścisnął się i po raz pierwszy uderzyło mnie, jak głębokie było to, co odebrał mi Ricky.

Ponieważ normalna, wolna Nowa Sadie, świeżo uwolnieniu się z życia pod okiem ojca, powinna zakończyć inaczej randkę „tylko we dwoje” z Hektorem.

Po tej ponurej myśli drzwi się otworzyły i wszedł Hector.

Niósł swoje ubranie i buty i miał na sobie spodnie od piżamy, z grubą, granatową gumką w pasie i kraciaste flanelowe nogawki. Rzecz w tym, że odciął je w połowie uda (i szczerze mówiąc, nie wykonał świetnej roboty), więc obszycia były podarte, wyglądały, jakby były noszone około pięć milionów razy, a gumka zwisała nisko, więc mogłam zobaczyć jego zdefiniowane mięśnie brzucha i kości biodrowe.

Och, ja nie mogę, cholera.

Podniósł głowę i zobaczył, jak siedzę w jego łóżku, jego ciało zatrzymało się gwałtownie, jakby uderzył w ścianę i zamarł.

Zamrugałam.

Naprawdę, jakie to było dziwne?

Gapiłam się na niego. Patrzył na mnie.

Sposób, w jaki na mnie patrzył, sprawił, że poczułam się dziwnie, naprawdę dziwnie, poważnie dziwnie (ale w dobry sposób), więc wypaliłam - „Czy wszystko w porządku z Ralphiem i Buddy’m?”

Jego podbródek odskoczył, oderwał się z miejsca, podszedł do kosza na pranie i odpowiedział na moje pytanie „Tak”.

Patrzyłam, jak się porusza. Poruszał się dobrze.

Próbowałam przestać myśleć o tym, jak dobrze się poruszał.

„Um…” – mruknęłam - „Czy nie jest wcześnie, żeby iść spać?”

Było wcześnie, najpóźniej po dziewiątej.

„Tak” - powiedział i rzucił trochę ubrań na kosz. Natychmiast spadły z góry i upadły na podłogę. Najwyraźniej tego nie zauważył. Wykręcił się i wrzucił buty do stosu przy ścianie. Patrzyłam, jak lecą i lądują z hukiem.

Potem moje oczy wróciły do niego, ponownie zobaczyłam koronowaną czaszkę, zanim się odwrócił i podszedł do łóżka.

„Powinniśmy oglądać telewizję czy coś?” - zasugerowałam.

Niósł swoje dżinsy. Jego oczy powędrowały do mnie, kiedy położył komórkę na nocnym stoliku, a potem opróżnił kieszenie. Było coś niezmiernie dziwnego, ale bardzo uroczego, przytulnego, wygodnego, ciepłego w tym, że siedziałam w jego łóżku i patrzyłam, jak Hector opróżnia kieszenie dżinsów. Zanim zdążyłam zgłębić to dziwne, urocze, przytulne, wygodne, ciepłe uczucie, Hector odezwał się – „Tak” – powiedział ponownie, jego oczy spoczęły leniwe na mnie i to sprawiło, że poczułam się dziwnie, cudownie, wygodnie, ciepło!

„Czy nie masz mebli do przeniesienia?” - zapytałam - „Ponieważ, jeśli masz, to mogę pomóc”.

Czarujący uśmiech pojawił się na jego ustach i wstrzymałam oddech - „Przenosić meble?”

„Wiesz, na dole.”

Zaśmiał się cicho, potrząsnął głową i kiwnął brodą na ścianę. Moje oczy przeniosły się w miejsce, które wskazywał.

O rany.

Mieliśmy oglądać telewizję w łóżku Hectora. To nie było dobre. Właściwie, jak w ogóle się tu znalazłam? Dlaczego się na to zgodziłam?

Gorączkowo przewinęłam ostatnie wydarzenia (chociaż zrobiłam to samo kilka chwil wcześniej), wróciły do mnie w upokarzającym pośpiechu i przełknęłam.

Byłam tam z jakiegoś powodu i zgodziłam się zostać.

Do jasnej cholery.

„A jeśli zechcę popcornu? Nie możemy jeść popcornu w twoim łóżku” - powiedziałam mu, brzmiąc może trochę na zdesperowaną.

Wykręcił się, ponownie spojrzałam na Króla Czaszek na jego łopatce, rzucił swoje dżinsy ogólnie w kierunku kosza (trafiły w cel, ale też stoczyły się i spadły na podłogę, a on tym też się nie przejmował). Potem, zanim się zorientowałam, o co mu chodzi, odwrócił się, zgiął w pasie i położył pięści w łóżku, blisko moich ud.

To oznaczało, że jego twarz była blisko mojej.

„Po pierwsze, mamita, nie mam popcornu. Po drugie, ledwo tknęłaś kolację. Teraz chcesz jeść?”

Pomyślałam szybko (nawiasem mówiąc, nie było to łatwe).

„Mój umysł był zajęty w czasie kolacji. Teraz czuję się głodna” - skłamałam.

Pewnie zwymiotowałabym, gdybym cokolwiek zjadła, byłam taka zdenerwowana. Potrząsnął głową, znowu się śmiejąc, po czym uniósł się, odsunął kołdrę i wślizgnął się pod nią.

Moje serce stanęło.

Ułożył poduszki za swoimi plecami (zauważę, że całkowicie zrujnował moje wysiłki w równym ułożeniu poduszek niecałe dziesięć minut wcześniej). Jego ramię owinęło się wokół mojej talii i pociągnął mnie do tyłu, tak że moje plecy uderzyły w jego bok, moje nogi były wyprostowane, a moje ramię i głowa były oparte na jego klatce piersiowej.

Och, rozumiem. Nie potrzebowałam poduszek. Używałam jego klatki piersiowej jako poduszki. Dlatego właśnie mógł je wszystkie zgromadzić.

Poczułam, jak się porusza, zobaczyłam jego rękę trzymającą pilota w mym polu widzenia, włączył telewizor, pojawiła się gra w piłkę i ręka zniknęła.

Jakby nie położył nas wygodnie w swoim łóżku, jakbyśmy następnego wieczoru mieli spędzić naszą złotą rocznicę ślubu i nie robili tego po raz pierwszy, kontynuował rozmowę:

„Twój umysł podczas kolacji był zajęty próbą zmrożenia mnie, co, mi cielo, było urocze, muszę przyznać, ale sprawiedliwe jest, abyś wiedziała, że to nie zadziała.”

Moje ciało znieruchomiało. Myślał, że Lodowa Księżniczka jest urocza? Urocza?

Lodowa Księżniczka nie była urocza! Znałam dorosłych mężczyzn, którzy się jej bali!

Cóż, może się nie bali, może po prostu jej nie lubili i szeroko ją omijali.

Dobrze, że przeprowadzałam się na Kretę, bo jeśli on uważał moją Lodową Księżniczkę za uroczą, to miałam kłopoty.

„Zamówimy pizzę, jeśli zgłodniejesz” - powiedział.

Skrzyżowałam ramiona na piersi, wpatrywałam się w telewizor i zaprzeczyłam mojemu wcześniejszemu kłamstwu - „Nie jestem głodna”.

Jego ramię otoczyło mnie, jego przedramię spoczywało na mojej piersi, a jego palce zacisnęły się na moim przeciwległym ramieniu.

„Chcesz czegoś, daj mi znać” - powiedział i brzmiał na roztargnionego.

Najwyraźniej gra zwróciła jego uwagę.

Pomyślałam więc, że bezpiecznie byłoby zadać tycie-tyciuteńkie, malutkie-maleńkie osobiste pytanie tylko dlatego, że nie mogłam się doczekać, by to wiedzieć, a ponieważ nie dostałam prezentu, który zamierzałam dać sobie tego wieczoru, zamierzałam zrobić coś innego.

„Co oznacza tatuaż na twojej klatce piersiowej?” - zapytałam od niechcenia, jakby każda odpowiedź na pytanie o tatuaż ze złamanym sercem nie miała dla mnie żadnego znaczenia.

„Belinda” - odpowiedział, wciąż brzmiąc na rozkojarzonego.

Ja nie byłam rozproszona. Moje ciało znowu znieruchomiało.

„Belinda?” - zapytałam.

„Moja ex” - odpowiedział.

O mój Boże.

Na piersi miał tatuaż przedstawiający złamane serce. Nie, tatuaż przedstawiający złamane serce miał przez swoją pierś! Tatuaż, który zrobił dla Belindy!

„Czy to było złe zerwanie?” - nadal udawałam luz, ale mój głos brzmiał jak chory.

Dlaczego o to zapytałam? Dlaczego? Co było ze mną nie tak? Teraz karałam się i wpadałam w głupie, przerażające sytuacje.

„Można tak powiedzieć, skoro przerwała to trzy miesiące przed ślubem.”

Zanim zdążyłam to lepiej przemyśleć (lub, powiedzmy, w ogóle pomyśleć), podniosłam się do pozycji siedzącej i przekręciłam, żeby na niego spojrzeć, z otwartymi ustami.

Potem zatrzasnęłam je.

Potem przemówiłam – „Zerwała z tobą trzy miesiące przed twoim ślubem?”

O mój Boże!

Hector był zaręczony. Był prawie żonaty!

O mój Boże!

Nie poruszył się, jego ciało nadal leżało na poduszkach, prześcieradło do pasa, jego klatka piersiowa była widoczna, tylko jego oczy spoczęły na mnie.

„Tak” - odpowiedział.

„Dlaczego?” - zapytałam.

„Chciała faceta od dziewiątej do piątej, który by kosił trawnik w weekendy. Nie jestem facetem od dziewiątej do piątej, który kosi trawnik w weekendy. Nie mogła poradzić sobie ze mną na zleceniu, nieobecności przez dni, tygodnie, a nawet miesiące, kiedy nie mogłem się z nią skontaktować. Próbowała namówić mnie do pracy przy biurku. Powiedziałem jej, że mężczyzna, który włożył pierścionek na jej palec, był agentem terenowym DEA i właśnie za niego będzie musiała wyjść za mąż. Zobaczyła, że mówię poważnie, zastawiła pierścionek, namówiła mamę, żeby zadzwoniła do kościoła, sali, gości i pojechała na wakacje do hotelu all inclusive w Acapulco.”

Zmrużyłam oczy.

Zastawiła twój pierścionek?” - Splunęłam, brzmiąc przerażająco jak Ralphie.

Ale poważnie. Kto zastawiłby pierścionek Hectora O mój Boże Chaveza? Kto próbowałby uczynić Hectora kimś, kim nie był? Kto pojechałby sam do Acapulco, skoro mogliby pojechać do Acapulco z Hektorem? Nawet podczas miesiąca miodowego!

Czy ona zwariowała?

Z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że Hector uśmiecha się do mnie ogromnym, oślepiająco białym uśmiechem.

O nie.

Co ja zdradziłam?

Zgiął brzuch, jego ręce dotknęły moich ramion, wykręcił mnie tak, że byłam do niego plecami, jego ramię owinęło się wokół mojej klatki piersiowej i pociągnął mnie do mojej wcześniejszej pozycji. Ale tym razem jego ramię było mocniej owinięte.

„Uspokój się, mamita, moja siostra Gloria poszła do jej domu i  ją pobiła, kiedy wróciła z Meksyku. To było kilka lat temu, możesz ustąpić.”

Była odpowiedź; Zdradziłam wszystko.

Cholera!

Postanowiłam odwrócić uwagę od siebie „ustępując” – „Twoja siostra Gloria ją pobiła?”

„Walka kocic. Niezbyt ładna. Mówi się, że Gloria wygrała.”

Chciałam się śmiać i klaskać w dłonie dla nieobecnej siostry, której prawdopodobnie nigdy nie miałam spotkać.

Oczywiście, że nie.

„Złamała ci serce” - powiedziałam do telewizora.

Jego palce ścisnęły moje ramię – „Przebolałem.”

„Bolało na tyle, że wytatuowałeś to na swojej klatce piersiowej” - zauważyłam.

„Nie zrobiłem tatuażu, ponieważ mnie naznaczyła, zrobiłem go, aby przypominać sobie lekcję, której się nauczyłem. Była piękna, wspaniała, fantastyczna w łóżku i potrafiła być słodka, kiedy chciała, ale przez większość czasu była dokuczliwą suką. Za każdym razem, gdy widzę ten tatuaż, przypomina mi, żebym nie był prowadzony przez mojego kutasa.”

W porządku, więcej dowodów na to, że Hector był tak prawdziwy, jak tylko można. Było jasne, że w tym momencie nadszedł czas, abym skierowała nas na bezpieczniejsze wody.

„Więc co oznacza czaszka z koroną i różą?”

Ciało Hectora napięło się i powietrze w pokoju natychmiast wydało się ciężkie. Moje ciało napięło się na jego reakcję i dotyk powietrza. Wpatrując się w telewizor, nawet nie starałam się być swobodna, kiedy szeptałam:

„Hector?”

Westchnął, jego ciało się rozluźniło, ale jego ramię wokół mnie stało się mocniejsze.

„Mam to, by uczcić pokonanie twojego ojca.”

Oczywiście.

Zrobił to, by świętować na zawsze, wsadzenie do więzienia Króla Narkotyków, Pana Śmierci dla wielu (prawdopodobnie), lepiej znanego jako mój pieprzony ojciec. To było po prostu świetne. Cóż, jakbym nie miała już swojego dowodu na to, że nie pasujemy do siebie, to mam wytatuowany na pieprzonych plecach Hectora.

„A róża zaciśnięta w zębach?” - zapytałam, chcąc wiedzieć, co to znaczy, perwersyjnie szukając więcej powodów, by kupić bilety na Kretę i wypełnić swój bagaż ręcznikami plażowymi, mimo że miałam na sobie koszulkę Hectora i leżałam w jego łóżku, objęta jego ramieniem.

„Róża to ty.”

Plany zakupu ręczników plażowych wyleciały mi z głowy, żołądek opadł, serce ścisnęło się i poczułam dreszcz przebiegający przez moje ciało.

„Ja?” - wyszeptałam.

Zrobił kolejne zgięcie brzucha, jego ramię przesunęło się dookoła mojej talii, przekręcił mnie tak, że byłam twarzą do niego i leżałam, przyciskając się głównie do jego przodu, z twarzą blisko jego. Położyłam dłoń na jego klatce piersiowej i odepchnęłam się, ale jego ramię stwardniało na mojej talii i znieruchomiałam.

„Ty” - powiedział stanowczo, a jego oczy wróciły do tej ciepłej intensywności - „Z czasem to ramię…” - Ścisnął mnie prawą ręką, ale podniósł lewą - „Tutaj…” - Jego prawe ramię opuściło mnie i wskazał na wewnętrzną stronę swojego lewego przedramienia, a moje oczy przesunęły się tam, a potem z powrotem do niego, gdy jego ramię znów mnie otoczyło - „… będzie mieć taką samą różę. Ponieważ należysz do mojego ramienia. Czy rozumiesz, co ci mówię?”

Zrozumiałam, co mówi. Zrozumiałam teraz, co miał na myśli, mówiąc „Moja Sadie”. Drżenie znów przeszło przez moje ciało.

„Sadie, czy rozumiesz, co ci mówię?” - zapytał ponownie, jego ton był nie mniej stanowczy, ale stał się trochę łagodny.

Gapiłam się na niego, ale zmusiłam się do skinienia głową. Nie mogłam sobie zaufać na tyle, by powiedzieć.

Jego ramię zacisnęło się wokół mnie, przesuwając się częściowo po moich plecach, dłoń złapała mnie pod łopatką, przyciągając mnie do siebie. Pocałował mnie powoli, słodko z otwartymi ustami, splątanymi językami, ze zwijającymi się (a przynajmniej moje palce) palcami u nóg.

Jego usta oderwały się od moich i mruknął - „Teraz porozmawialiśmy. Znasz moje zdanie. Czy możemy obejrzeć mecz?”

Ponownie skinęłam głową. Jego ramię rozluźniło się, odwróciłam się, oparłam o niego i patrzyłam, nie skupiona, na grę.

Do jasnej cholery.

Nie miałam mieć kłopotów; byłam po uszy kłopotach.

Byłam w nich tak głęboko, jakbym  była w wodzie ponad głowę, a woda była tak ciepła, przytulna, wygodna, cudowna, że zaczęłam się zastanawiać, czy nie przeszkadza mi utonięcie.




[1] Blitz – seria nalotów niemieckich na Wielką Brytanię, mających miejsce podczas II wojny światowej, w okresie od 7 września 1940 do 10 maja 1941.

7 komentarzy:

  1. Dziękuję! Biedna Sadie 😢 ale o mój Boże Hektor to mój nowy ulubiony bohater tej serii 😍😍😍 Absolutnie mianuje go moim mężem książkowym😂 Jak Sadie pod jego opieką zobaczy kretę tak ja zobaczę kosmitów XD

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozamiatał! 😊 Super rozdział, dzięki wielkie ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyno - jesteś boska !!!

    OdpowiedzUsuń