ROZDZIAŁ X
Damska
toaleta
Sadie
„Obudźcie się, dzieciaki. Czas na
kawę” - powiedział Ralphie, a ja otworzyłam oczy.
Widziałam stolik do kawy i nogi
Ralphiego w jego szlafroku spacerującej po salonie. Ponownie, ponieważ nie był
to mój normalny punkt obserwacyjny po przebudzeniu, oceniłam swoją sytuację. Leżałam
na kanapie z ugiętymi nogami, coś ciężkiego spoczywało na mojej talii, a
ogromne ciepło docierało do mnie z tyłu ciała.
Wydawało się, że Hector i ja
leżeliśmy na kanapie na łyżeczki. Kiedyś w nocy przeniosłam się z przyciśnięcia
pleców do kanapy i przodu do boku Hectora do bycia przed nim na przodzie
kanapy.
Jak to przespałam, nie miałam
pojęcia.
Ramię wokół mojej talii zawinęło się
bardziej, pochylając w poprzek mojego brzucha i podciągnięto mnie do siedzenia.
Potem dwie ręce dotarły do mojej talii i zostałam popchnięta do pozycji
stojącej przed Hektorem.
Położył ręce na moich ramionach,
obrócił mnie twarzą do siebie i zanim zdążyłam powiedzieć „buu”, opuścił głowę,
potarł moje usta swoimi ustami, dając mi miękkiego, słodkiego, porannego całuska.
Uniósł głowę, odwrócił się i wyszedł z pokoju.
Zamarłam w miejscu, oddychając prawie
normalnie, usłyszałam otwieranie i zamykanie drzwi do damskiej toalety
chłopaków (wypełnionej ich kosmetykami).
Moje ciało wyrwało się z odrętwienia
i pobiegłam na górę do łazienki.
Zmusiłam swój umysł do zatrzymania
się, gdy wpadły w to nieproszone myśli ostatniej nocy, myśli o szalonym Marty’m,
uwięzionym Harveyu i Ricky'm wciąż na wolności, a także myśli o Hektorze, który
przyszedł mi na ratunek.
Zamiast tego zmusiłam się do
przemyślenia mojej ostatniej kłopotliwej sytuacji i postanowiłam zrobić krok po
kroku. Na razie każdy krok prowadziłby mnie do przebrnięcia przez to.
Pomyślę o całej reszcie… później.
Najpierw umyłam zęby, następnie wynitkowałam
zęby, a następnie umyłam twarz. Potem upewniłam się, że nie wyglądam na
przerażoną, a potem włożyłam coś, więc miałam na sobie coś więcej niż tylko
jedwabne, koronkowe spodnie od piżamy i koszulkę, ale nie coś, co sprawiłoby,
że wyglądałam, jakbym była zawstydzona lub pruderyjna, ponieważ tak okazałabym
słabość, a mój ojciec powtarzał mi (raz po raz), że nawet jeśli masz słabość, to
nigdy, przenigdy nie powinnaś jej ujawniać.
Wreszcie miałam znaleźć swoją Lodową
Księżniczkę, zablokować ją na miejscu i… kontynuować.
Wzięłam głęboki oddech, wyrzuciłam z
głowy wszystkie inne myśli i przejrzałam moją mentalną poranną listę rzeczy do
zrobienia.
Zanim weszłam do kuchni, miałam świeżą
twarz, świeży oddech, założyłam długi kremowy, bawełniany szlafrok o splocie
waflowym (ale nie zawinęłam się, ponieważ mogłoby to wskazywać, że brakowało mi
pewności siebie) i byłam pewna, że dam sobie radę z wszystkim, co by na mnie spadło.
Hector siedział na stołku na wyspie,
tak samo jak Buddy, obaj mieli przed sobą parujące kubki z kawą. W powietrzu
czułam brioszki, a Ralphie siedział za ladą, obsługując toster.
„Hej, słodycze. Kawa?” - zapytał
Ralphie, kręcąc nożem w powietrzu.
„Naleję” - odpowiedziałam i weszłam
do kuchni, nie patrząc na Hectora. Nawiasem mówiąc, Hector był jedną z tych
rzeczy, o których miałam pomyśleć później.
Zrobiłam kawę (odrobina mleka, jedna
łyżeczka cukru, tak jak Hector).
„Podwójne H został dziś rano na
bułeczkę” - poinformował mnie radośnie Ralphie, jakby to przypominało powstanie
z martwych Williama Szekspira wyłącznie po to, by zjeść z nami bułeczkę,
recytując kilka jego sonetów.
„To miłe” - powiedziałam, ale nie
brzmiało to tak, jakbym miała to na myśli. Brzmiało to na zimnie i
niezainteresowane, a głowa Ralphiego gwałtownie obróciła się, żeby mógł
przyjrzeć się mi uważnie.
Spojrzałam na niego wzrokiem,
mówiącym - „Co?”
Spojrzał na mnie wzrokiem, mówiącym -
„Wiesz co!”
„Musimy omówić kilka rzeczy” -
powiedział Hector do Ralphiego i mojej niewerbalnej wymiany zdań, najwyraźniej
nie zwracając uwagi na moją oziębłość. Nie mogąc zrobić nic więcej, zwróciłam
oczy Lodowej Księżniczki na Hectora.
Nie patrzył na mnie, patrzył na
Ralphiego - „Od tego momentu Sadie jeździ z tobą do pracy. Nie jest sama w galerii
i nigdzie nie wychodzi, chyba że jest z jednym z was lub jednym z mężczyzn.
Jeśli musi gdzieś iść i nie ma nikogo przy sobie, zadzwoń do mnie, a ja ją zabiorę
lub zorganizuję eskortę.”
Cóż, może należałoby powiedzieć w tym
momencie, że nie byłam pewien, czy poradzę sobie z tym, co mnie spotkało.
Gapiłam się na Hectora.
O co mu chodziło?
„Dlaczego?” - zapytał Buddy, również
zastanawiając się, o co chodziło Hectorowi.
„Sadie odebrała wczoraj wieczorem
telefon z pogróżkami od Marty’ego Balducci.” - odparł Hector.
„Co?” - Ralphie zapiszczał.
Buddy wstał z napiętym ciałem i
oczami skierowanymi ku mnie. Moja Lodowa Księżniczka wybrała się na wycieczkę i
teraz patrzyłam z przerażeniem na Hectora. Co on robił? Nie zamierzałam im mówić
o tej rozmowie!
Powiedzenie im o rozmowie zbliżyłoby
mnie o krok do ich nadużywania.
Nie chciałam, żeby się martwili. Albo
bardziej się martwili. Gdyby im to powiedziała, wykorzystałabym ich. Nie mogłam
ich wykorzystywać!
„Dostała…” - zaczął powtarzać Hector,
ale doszłam do siebie i gorączkowo działałam, by powstrzymać jego słowa.
„Nie!” - krzyknęłam, przerywając mu i
szybko przeszłam przez kuchnię.
Czarne oczy Hectora przesunęły się na
mnie i wstał.
„Muszę z tobą chwilę porozmawiać” -
powiedziałam.
„Sadie, oni muszą wiedzieć…” - zaczął
Hector, ale mi się udało. Wyciągnęłam i zakryłam jego usta zdrową ręką i
włożyłam gips na jego klatkę piersiową. Potem pchnęłam go w stronę drzwi,
Hector szedł do tyłu, ja szłam do przodu, z ręką wciąż na jego ustach.
Owinął palce wokół mojego nadgarstka,
odciągnął ją od ust i zatrzymał się przy drzwiach, dając do zrozumienia, że nigdzie
się nie wybiera. Zmieniłam taktykę, natychmiast przekręciłam rękę tak, że
trzymała jego i okrążyłam go, ciągnąc go za siebie i modląc się, żeby zmienił
zdanie i poszedł ze mną zamiast się opierać. Nie chciałam wdawać się w bójkę
kuchenną z Hectorem na oczach Buddy'ego i Ralphiego, po pierwsze dlatego, że
byłoby to żenujące, po drugie dlatego, że przegrałabym.
Poszedł ze mną (dzięki Bogu!) I
wciągnęłam go do salonu, po czym się zawahałam i musiałem szybko podjąć
decyzję.
Wiedziałam, że Ralphie i Buddy mogą
usłyszeć, jeśli tu się zatrzymamy. Więc przeciągnęłam Hectora przez salon,
przez korytarz i do toalety. Zapaliłam światło i zamknęłam drzwi. Hector
rozejrzał się dookoła z oczywistym zaskoczeniem, że byliśmy w toalecie i kto
mógłby go za to winić, damska toaleta chłopaków nie była najlepszym wyborem dla
tego konkretnego tête-à-tête (lub jakiegokolwiek tête-à-tête), ale była jedyna
opcja otwarta dla mnie. Nie miałam zamiaru zabierać go do swojego pokoju, sama
myśl o Hectorze w mojej sypialni sprawiła, że zagięłam palce u stóp.
Kiedy jego oczy dotarły do mnie,
zdziwienie zniknęło i uśmiechał się swoim blisko-do-śmiechu, białym, czarującym
uśmiechem.
„Nie uśmiechaj się do mnie, Hectorze
Chavez” - warknęłam, nie brzmiąc jak ja, nie brzmiąc jak jakakolwiek Sadie, która
kiedykolwiek istniała. Brzmiało to dziwnie jak Sadie z Charakterkiem i gdybyś
mnie zapytał, czy w ogóle mogłabym być Sadie z Charakterkiem, powiedziałbym ci
„do diabła, nie”.
„Jesteśmy w łazience” - powiedział mi
Hector, wciąż się uśmiechając.
„Jesteśmy. Nie chcę, żeby Ralphie i
Buddy nas słyszeli” - powiedziałam.
„Dlaczego nie?”
„Ponieważ nie chcę, aby usłyszeli, co
mam do powiedzenia.”
Zaczął się cicho śmiać (tak, śmiać
się!) i powiedział - „Zrozumiałem, mamita, ale czemu nie?”
„Nie chciałam, żeby wiedzieli o
rozmowie telefonicznej. Musisz tam wyjść, powiedzieć coś, co sprawi, że nie
będą się tak martwić, a potem… nie wiem…”
Przerwałam, bo nie wiedziałam, mój
umysł pędził i nie mogłam złapać myśli.
Hector nadal cicho się śmiał – „Powiedzieć
coś, co sprawi, że nie będą się tak martwić, że jeden z braci Balducci groził
ci przez telefon w środku nocy? Powiedz mi, jak miałbym sobie z tym poradzić?”
„Nie wiem!” - krzyczałam, tracąc kontrolę w panice -
„Wymyśl coś. Jesteś prywatnym detektywem. Veronica Mars też jest osobą typu
prywatnego detektywa i cały czas kłamie!”
„Veronica Mars jest postacią z
programu telewizyjnego” - poinformował mnie Hector.
„Więc?”
Hector patrzył na mnie przez chwilę,
odczytywał moją panikę, jego uśmiech zniknął, a jego twarz spoważniała –
„Sadie, nie będę kłamać.”
„Ale …”
Podszedł blisko (lub bliżej, nie
mogliśmy nie być blisko, skoro byliśmy w toalecie).
„Chcę wiedzieć; dlaczego chcesz,
żebym kłamał?”
O cholera.
To była sytuacja do dzielenia się
prywatnymi przemyśleniami. Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam powiedzieć
Hectorowi, że nigdy nie miałam przyjaciół i pokochałam Ralphiego i Buddy'ego i
bałam się, że ich stracę.
Ludzie byli… cóż… ludźmi. Z mojego
doświadczenia wynikało, że mieli tylko tyle do zaoferowania, zanim oczekiwali
czegoś w zamian. Nie miałam wiele do dania w zamian. Rany, nie miałam nic do dania
w zamian.
Ale nie mogłam tego powiedzieć
Hectorowi. Pomyślałby, że byłam żałosna.
Kiedy nie odpowiedziałam, patrzyłam z
niepokojem, jak twarz Hectora spoważniała i zamknął maleńką lukę, która wciąż
była między nami. Położył dłoń z boku mojej szyi, przesuwając ją w górę, tak że
jego palce weszły w moje włosy, jego kciuk spoczywał wzdłuż mojej linii włosów,
jego drugie ramię owinęło się wokół mojej talii i wciągnął mnie w swoje ciepło.
„Nie chcę tego mówić, mamita, ale nie
mam wyboru. To zrozumiałe, nie myślisz jasno, kiedy wszystko się dzieje. Ale
muszę ci przypomnieć, o co tu chodzi” - powiedział Hector.
„Myślę jasno” - poinformowałam go i
na pewno wiedziałam, o co toczy się gra.
Potrząsnął głową - „Nie myślisz”.
„Myślę!” - I myślałem, że tak.
Jego twarz pochyliła się bliżej, a ja
patrzyłam, jak jego oczy zmieniają się w dziwną mieszankę ciepła i
intensywności. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam i miałam wrażenie,
że nie wróży mi to dobrze.
Miałam rację.
„Sadie, miesiąc temu wróciłem do
biura po zakończeniu pracy z Lukiem i wszedłem na klatkę schodową, aby
zobaczyć, jak dosłownie upadasz na twarz, ponieważ nie miałaś siły się
utrzymać”.
Wciągnęłam powietrze tak gwałtownie,
że moje płuca zaczęły płonąć.
Mówił dalej - „Miałaś na sobie tylko
podartą koszulę nocną i byłaś pokryta krwią. Zaniosłem cię do Explorera i nie
mogłaś nawet podnieść głowy. Zemdlałaś na moich kolanach po tym, jak powiedziałaś
mi, że nie ma nikogo, kto by się przejmował, czy się obudzisz. Dożyję stu lat,
mamita, nigdy tego nie zapomnę. Ani jednej pieprzonej sekundy.”
Zamknęłam oczy i próbowałam odwrócić
twarz, nienawistne, upokarzające wspomnienia wypełniły mój mózg i sprawiły, że
krew stała się zimna. Nie chciałam tych wspomnień, ale co więcej, nie do
pomyślenia było, aby Hector podzielił się nimi ze mną.
Jego dłoń z boku mojej głowy
delikatnie naciskała, by utrzymać mnie twarzą do niego, udaremniając mój plan
mini-ucieczki przed Hectorem. Ponownie otworzyłam oczy, a on nadal patrzył na
mnie z tą ciepłą intensywnością.
„Następnego dnia ci dwaj mężczyźni,
którzy stoją tam w kuchni, weszli do sali szpitalnej, raz spojrzeli na twój
stan i to wstrząsnęło ich światem”.
Palenie w płucach nasiliło się.
„Przestań mówić” - szepnęłam.
Nie przestawał mówić - „Potem zrobili
wszystko, co w ich mocy, aby zaopiekować się tobą i pomóc ci się leczyć. I z
tego, co widzę, wykonali cholernie dobrą robotę.”
„Proszę przestać mówić.” - nadal
szeptałam.
Hector wciąż nie przestawał mówić. - „Kilka
dni temu widziałem, jak odchodziłaś od barmana, który nie skończył zamówienia,
przeszłaś przez korytarz, minęłaś łazienkę, a potem zniknęłaś za tylnym
wejściem. Poszedłem za tobą tylko po to, by przekonać się, że trafiłaś prosto w
ręce Harveya Balducci. Trzymał cię nad ziemią, a ty walczyłaś z nim i przegrywałaś.
Gdyby Daisy mnie nie powstrzymała, wycisnąłbym z niego życie, a gdybyś ty nie
powstrzymała Daisy, by go nadal biła.”
„Hector …”
Potrząsnął głową, żeby przerwać mi
przerywanie, i mówił dalej - „Nie masz dużego doświadczenia w tego typu
sprawach, więc wyjaśnię ci to. Sadie, to są działania ludzi, którym na tobie
zależy. To, co się z tobą dzieje, przytrafia się tobie, ale w pewnym sensie
zdarza się również ludziom wokół ciebie, którym na tobie zależy.”
Poczułam, że łzy szczypią mnie w oczy
i zacisnęłam zęby, żeby je zatrzymać.
Hector to zobaczył i jego twarz
zniżyła się jeszcze bliżej - „Jeśli jesteś w niebezpieczeństwie, mają prawo to
wiedzieć. Jak będziesz trzymała to w sekrecie przed nimi, coś ci się stanie i w
końcu ...”
„Dość!” - warknęłam.
Mój doskonale dopracowany mechanizm
obronny zaskoczył i Czarodziejka Antarktydy pojawiła się dokładnie wtedy, gdy
jej potrzebowałam.
Wreszcie!
Moje plecy się wyprostowały, uniosłem
podbródek i chociaż ich nie widziałam, wiedziałam, że moje oczy nie są ciepłe i
nie są już wypełnione łzami. To były odłamki lodu.
„Dobra” - ucięłam, mój głos był
zimny.
Oczy Hectora stały się jeszcze
bardziej intensywne, gdy przeskanowały moją twarz. Potem mruknął, jakby do
siebie - „Do cholery, straciłem ją”.
Zignorowałam jego słowa, ponieważ nie
było sensu odpowiadać. Rzeczywiście ją stracił. Nowa Sadie była wspomnieniem.
Musiała być, nie było dla niej miejsca.
„Porozmawiam z Buddy’m i Ralphiem. Ty
rób…” - zawahałam się – „… cokolwiek musisz zrobić.”
„Sadie” - zaczął, ściskając mnie
delikatnie.
„Nie” - przerwałam mu i odsunęłam
się. Wyrywając się z jego ramienia i wyrywając głowę z jego dłoni, cofnęłam się
o krok. – „W porządku. Masz rację, całkowitą rację. Dziękuję za lekcję dobroci
i moralności. Też masz rację, o tym też niewiele wiem.”
Jego oczy błysnęły i powiedział -
„Cholera”, ale ja już byłam za drzwiami.
Wróciłam do kuchni tak szybko, że mój
szlafrok leciał za mną.
Zatrzymałam się w kuchni i spojrzałam
na Buddy'ego i Ralphiego, którzy siedzieli blisko siebie przy wyspie, ramię
Buddy obejmowało ramiona Ralphiego. Kiedy ich twarze zwróciły się do mnie,
zauważyłam, że wyglądali na zmartwionych.
Do jasnej cholery!
Poczułam, że Hector wszedł do kuchni,
ale go zignorowałam. Przygotowałam się do przemówienia Lodowej Księżniczki,
coś, czego nigdy wcześniej nie musiałam robić, ale pomyślałam, że mogę to
zrobić.
Nadszedł czas, aby zostać panią
własnego losu albo straciłabym wszystko.
Miałam dość przegrywania i zamierzałam
położyć temu kres, w tej, kurwa, chwili.
Wzięłam głęboki oddech i zaszarżowałam
- „Zeszłej nocy, kilka godzin po odejściu Hectora, zadzwonił do mnie Marty
Balducci i był zły, że wniosłam oskarżenie przeciwko jego braciom. Powiedział,
że zaopiekowałby się Harveyem i Rickym, a ja byłam głupią suką” - oznajmiłam.
Ramię Buddy opadło z ramion
Ralphiego, obaj wyprostowali się, a ja dalej mówiłam - „Powiedział mi, że
zapłacę.”
Oczy Ralphiego zamknęły się powoli.
Twarz Buddy’ego zacisnęła się.
Mówiłam dalej - „Nazwał mnie słowem
na p.”
Oczy Ralphiego gwałtownie się
otworzyły i sapnął.
„Dwa razy” - ciągnęłam.
„Słowo na p?” - Ralphie sapnął, a
jego twarz poczerwieniała.
„Tak” - ucięłam i kontynuowałam -
„Ludzie Hectora monitorują moje rozmowy komórkowe. Jeden z nich to usłyszał,
powiedział Hectorowi i on wrócił.”
„Dlaczego nie przyszłaś do nas
wczoraj w nocy? Jesteśmy po drugiej stronie korytarza.” - zapytał mnie Buddy.
„Nie chciałam was budzić” -
odpowiedziałam.
„Ty…” - Oczy Buddy rozszerzyły się,
po czym potrząsnął głową z niedowierzaniem - „Nie chciałaś nas obudzić?”
„Zgadza się” - powiedziałam z czystym
lodem w głosie, ale z tonącym sercem patrzyłam, jak Buddy zaczął wyglądać na
wściekłego i wiedziałam, że to na mnie jest zły.
Nienawidziłam tego, że był na mnie
wściekły, ale szłam dalej i tym razem moje lodowate spojrzenie przesunęło się
po całym pokoju, w tym po Hectorze, który był jego mroźnej ścieżce, a który
teraz stał przy wyspie, oparł się o nią, przyjmując mój występ z pustą twarzą i
rękoma skrzyżowanymi na piersi.
„Otóż, czego wszyscy nie rozumiecie, ale
wyjaśnię wam, że to nie jest dla mnie niczym niezwykłym. Radzenie sobie z tego
rodzaju ludźmi, tego rodzaju zachowanie, mnie nie przeraża. To było moje życie przez
dwadzieścia dziewięć lat. Przyznaję, że nigdy nie byłam celem, ale wiem, jak ci
ludzie pracują. To są moi ludzie, to jest mój świat i serdecznie was przepraszam
za wciągnięcie w to wszystkich ze mną.”
„Sadie, kochanie…” - Ralphie wstawał,
ale podniosłam rękę i pokręciłam głową. Spojrzał na moją twarz, zamrugał powoli
i bez słowa usiadł (cud!) z powrotem na swoim stołku.
„Nie wiem, co zrobię, ale coś wymyślę
i poinformuję was o moich planach, kiedy dojdę do pewnych wniosków. W
międzyczasie wiem, że sytuacja jest poważna i doceniam waszą pomoc w zapewnieniu
mi bezpieczeństwa.” - Jechałam w kierunku mojego wielkiego finału, przeszłam
przez kuchnię, chwyciłam kubek kawy z blatu i ruszyłam w stronę drzwi - „Teraz
szykuję się do pracy” - Moje oczy powędrowały do Hectora - „Ciesz się bułeczką
i miłego dnia” - dokończyłam.
Potem wyszłam najlepiej, jak mogłam,
boso, bez makijażu, z sercem w gardle, żołądkiem w supeł i mając na sobie
jedwabną koronkową piżamę i szlafrok, który - jak sobie uświadomiłem z
opóźnieniem - powinnam była zawiązać.
Dotarłam do podnóża schodów, myśląc,
że udało mi się uciec i nikt mnie nie usłyszy, jak będę płakała pod prysznicem,
kiedy ręka przecięła moją talię, niszcząc wszelką nadzieję na udane wyjście.
Płynnym ruchem, który musiał
konkurować o Najpłynniejszy Ruch w Historii Człowieka, Hector obrócił mnie
twarzą do siebie, wyjął filiżankę z mojej ręki, przechylił się w bok i postawił
ją na schodach (bez rozlania jednej kropli!), wrócił do mnie i objął mnie drugą
ręką i obie mocno zacisnął.
Kiedy skończył z tym, moje serce
waliło, spojrzałam na jego pustą twarz Czarodziejką Antarktydy, na szczęście
wciąż mocno tkwiła na miejscu.
„Puść mnie” - zażądałam.
„Nie ma szansy” - odpowiedział
natychmiast Hector, puste spojrzenie zniknęło, a jego oczy rozbłysły irytacją.
Potem powiedział to, co osobiście uważałam za dziwaczne - „Spędziłem rok z
nadzieją, że dasz mi szansę spróbować tego. Skoro już to zrobiłaś, wezmę to i zobaczymy,
jak to się potoczy.”
Zanim zdążyłam zapytać, o czym mówi,
albo zażądać, żeby znowu pozwolił mi odejść lub, jeszcze lepiej, wyrwać mu się
z ramion i uciec od niego, jedna z jego dłoni wślizgnęła się po moich plecach w
moje włosy. Stał z opuszczoną głową. Otworzyłam usta, by zaprotestować, a jego
usta były na moich.
Położyłam ręce na jego ramionach, aby
go odepchnąć, w tym samym czasie cofnęłam głowę, ale jego głowa znalazła się przy
mojej, jego język wsunął się w moje usta i (a niech to cholera!) Czarodziejka z
Antarktydy rozpadła się na miejscu.
Uderzył mnie jego żar (i inny rodzaj
ciepła uderzył we mnie w innych miejscach), a moje ręce przestały naciskać na
jego ramiona. Uniosłam się na palcach, moja dłoń w gipsie owinęła się wokół
jego szyi, palce mojej drugiej dłoni wśliznęły się w jego gęste włosy.
Najwyraźniej nie mogąc się opanować,
wtuliłam się w niego i odwzajemniłam pocałunek.
To był jeden z jego gwałtownych,
ognistych pocałunków. Tych, które przedzierały się przeze mnie, zabierając ze
sobą cały rozsądek i racjonalne myślenie i pozostawiając tylko żar i pragnienie
całkowitego zatracenia się w pocałunku i w nim.
Właśnie wtedy, gdy robiło się dobrze,
a później, kiedy o tym myślałam, wiedziałam, że wiedział, że ma mnie dokładnie
tam, gdzie mnie chce mieć, jego usta oderwały się od moich. Uniósł głowę
zaledwie odrobinę, ale trzymał mnie przy sobie.
Jego oczy były tak ogniste jak
pocałunek i znów były intensywne i szybko zeskanowały moją twarz, zanim
powiedział - „Teraz, kiedy moja Sadie
wróciła, powiem jej, że będę w
galerii, aby ją zabrać do szpitala na
usunięcie gipsu. Nie obchodzi mnie, że Bex tam będzie, mamita, nie będziesz
chodzić beze mnie i nie będę zadowolony, jeśli sprawisz, że będę cię szukał.
Powiem ci również, że dziś wieczorem idziemy na kolację, tylko we dwoje.
Będziemy się cieszyć cholernym posiłkiem i odbędziemy kolejną rozmowę. Jeśli
nie będzie mnie w galerii, żeby odebrać cię po zamknięciu, będę w domu o
siódmej.”
Oddychałam ciężko i próbowałam uporządkować
myśli, kiedy kontynuował - „Zrobisz coś głupiego, Sadie, a Buddy, Ralphie i ja
porozmawiamy i być może będziemy musieli przemyśleć twoją sytuację i może ci
się nie spodobać to, co wymyślimy. Ale mówię ci to, że chronię cię, a ty
zgodziłaś się, żebym się tobą zaopiekował, i właśnie to, kurwa, robię, czy ci
się to podoba, czy nie.”
Potem bez słowa pozwolił mi odejść.
Zachwiałam się trochę bez jego ramion
wokół mnie i jego ciała, na którym mogłabym się oprzeć i, zanim się
uporządkowałam, obszedł mnie, nie oglądając się za siebie. Kiedy odwróciłam się
i spojrzałam w drzwi do salonu, już go nie było.
Po kilku sekundach usłyszałam, jak
Ralphie pyta z kuchni - „Czy wszystko z nią w porządku?”
„Będzie” - brzmiała bardzo stanowcza
i jednocześnie bardzo zirytowana odpowiedź Hectora.
Zamknęłam oczy.
Nie szło mi to dobrze.
Ani trochę.
*****
Patrzyłam na mój odsłonięty
nadgarstek i poczułam, jak ogarnia mnie dziwne uczucie spokoju. Mój nadgarstek
wyglądał dziwnie, ale gips zniknął.
O rozcięciu na twarzy myślałam tylko
wtedy, gdy zobaczyłam siebie w lustrze lub zauważyłam, że ktoś na nią patrzy.
Mogłam o tym zapomnieć ostatnio nawet czasem na kilka godzin.
Ale przez ostatnie pięć tygodni gips
sekunda po sekundzie przypominał mi, co zrobił mi Ricky Balducci. A teraz go
nie było.
Wciągnęłam głęboki oddech,
pozwalając, by ogarnął mnie spokój. Jeszcze jeden krok w kierunku uzdrowienia.
Jeszcze jeden krok w stronę czasu, w którym będę mogła spędzić całe dni lub nawet
tygodnie bez pamiętania.
„Sadie, dziewczyno” - zawołała Bex, a
ja spojrzałam na nią i nie mogłam nic na to poradzić, uśmiechnęłam się.
Bex i ja byłyśmy same w sali. Zdjęli
gips, a potem fizjoterapeuta pokazał mi kilka ćwiczeń wzmacniających mój
nadgarstek. Dał mi do piłeczkę ściskania i kilka ulotek z instrukcjami i
diagramami. Wyszedł, a pielęgniarka poszła po dokumenty do podpisania, a potem
mogliśmy jechać.
Hector był tam, ale poza pokojem,
rozmawiał przez swoją komórkę.
Hector, jak powiedział, pojawił się w
Art dziesięć do drugiej (znowu parkując podwójnie) w samą porę, żeby zabrać
mnie do szpitala. W ramach przygotowań (ponieważ pomyślałam, że Hector zrobi,
co powiedział i się nie myliłam), zadzwoniłam do Bex i poprosiłam ją, żeby się
z nami spotkała w szpitalu.
Po drodze dałam Hectorowi Podmuch
Lodu, ale zachowywał się jakbym była „Jego Sadie” (kimkolwiek do cholery była),
a nie lodową, zimną suką, więc całkowicie zignorował Lód.
Musiałam przyznać, że zarówno mnie to
zirytowało, jak i trochę przestraszyło, ale zaczęłam ćwiczyć traktowanie lodem,
gdy miałam jedenaście lat. Osiemnaście lat zajęło mi udoskonalenie tej sztuki.
Wiedziałam, że gdybym się uparła, mogłabym to zrobić i głęboko zamroziłabym
Hectora.
Ewentualnie.
Otrząsnęłam się z tych myśli i
powiedziałam do Bex - „Tak?”
Jej oczy przeniosły się na drzwi i z
powrotem na mnie - „Co się dzieje z Hectorem?” – zapytała - „Jesteście się
razem?”
Chociaż chciałam jej to wyjaśnić, nie
zrobiłam tego.
Po pierwsze, mogłaby tego nie
zrozumieć. Po drugie, mogłaby mieć ochotę dać mi wykład, a ja nie mogłam teraz
zająć się kolejnym wykładem. Hector wygłosił wykład w toalecie i korytarzu, a
kiedy wyszłam przygotowana do pracy, zarówno Buddy, jak i Ralphie poprowadzili dla
mnie wykład w grupie gejowskiej ze współlokatorem i musiałam przyznać, że był to
dobrze przemyślany wykład. Wreszcie poczułam spokój, którego nie czułam od
dłuższego czasu i nie chciałam, aby cokolwiek to zniszczyło.
Odpowiedziałam więc - „Coś w tym
rodzaju”.
„Jest między wami intymność?” - zapytała.
Nawiasem mówiąc, Bex była dość
prostolinijną kobietą, potrafiła zachowywać się delikatnie, ale przez większość
czasu przechodziła do sedna.
Zaciągnęłam usta, czując, jak spokój
odpływa, a następnie odpowiedziałam - „Tylko kilka razy się całowaliśmy z
języczkiem”.
To była jej kolej na uśmiech – „Dobrze.”
Nie wiedziała nawet połowy. Patrzyła
na moją twarz i jej uśmiech stał się większy.
„To do niczego nie doprowadzi” -
powiedziałam szybko, zanim wpadła na zły pomysł, a na moje słowa jej uśmiech
zniknął.
„Dlaczego nie?” - zapytała.
Wzruszyłam ramionami i opuściłam
oczy.
Przysunęła krzesło bliżej, ale mnie
nie dotknęła. Mimo to jej zbliżenie sprawiło, że moje spojrzenie wróciło do
niej.
Jej twarz była delikatna – „Wiesz,
Sadie, to, co zrobił ci Ricky Balducci, nie było aktem zażyłości. To był akt
przemocy.”
Odetchnęłam ostro przez nos, ale
żarliwie skinęłam głową w nadziei, że ona pomyśli, że rozumiem, a ona odejdzie
od tego konkretnego tematu. Moje nadzieje szybko się rozwiały.
„To, co robisz z kimś, komu na tobie
zależy, to zupełnie inna sprawa. To dobra rzecz, dawać i, miejmy nadzieję,
otrzymywać” - Uśmiechnęła się do mnie lekko.
Ponownie skinęłam głową i trochę się
wiłam. Nie chciałam o tym mówić. Nigdy.
Moja mama zniknęła na długo przedtem,
zanim nadszedł czas na Rozmowę o Seksie, a mój ojciec nigdy się tym nie
przejmował. Miałam kilku kochanków, jednego na studiach, drugiego później, z
których obu lubiłam tak bardzo, jak tylko sobie pozwoliłabym polubić każdego.
Poza tym, na obu mój ojciec zmarszczył brwi i odprawił ich.
Wiedziałam, czym jest seks, uprawiałam
nawet dobry seks.
Wiedziałam, że to, co zrobił mi
Ricky, to nie to.
Bex niestety nie miała zdolności
jasnowidzenia, więc nie mogła czytać w moich myślach i dlatego mówiła dalej.
„To będzie trudne, możesz być
zdezorientowana, ale spróbuj pamiętać, że pozwolenie komuś bliskiemu na
zbliżenie się w taki sposób, żeby pokazał ci, dlaczego to jest dobre, takie
bycie razem, to część leczenia.”
„Okej” - odpowiedziałam natychmiast.
Przysunęła się jeszcze bliżej i
odniosłam wrażenie, że nie kupuje tego, co Tex nazwałby moim „gównem”.
Trzymała się tego - „Nie mówię, że
powinnaś wejść w to szybciej, niż będziesz gotowa. Mówię tylko, że twój umysł
może zamknąć się na tę część życia i ważne jest, aby go nie wyłączać, nie
przekręcać, abyś się przekonywała, że to jest złe lub brudne. Należy pamiętać
taką prawdę, że to naturalne i może być bardzo, bardzo dobre.”
Zamrugałam, a mój wzrok przesunął się.
Potem westchnęłam i odłożyłam na bok te bzdury.
„Okej” - szepnęłam.
Bex nie całkiem skończyła - „Jeśli
masz zmartwienia, porozmawiaj z nim. Myślę, że Hector to typ faceta, który
będzie słuchał i czekał, aż nadejdzie odpowiedni czas. Ale informuj go na
bieżąco i daj mu znać, gdzie jest twoja głowa.”
Nie było sposobu, abym informowała
Hectora na ten temat na bieżąco (lub na jakikolwiek temat, jeśli o to chodzi). Nie
powiedziałam tego Bex.
Zamiast tego powiedziałam ponownie -
„W porządku”.
„Kiedy będziesz musiała ze mną
porozmawiać, wiesz, gdzie mnie znaleźć” - dokończyła.
Skinąłam głową, a potem spojrzałam na
nią i próbując zmienić temat, poinformowałam ją - „Będziemy doglądać dla ciebie
YoYo”.
Posłała mi delikatny uśmiech, który
zrozumiałam z wdzięcznością tak silną, że miałam ochotę ją przytulić (jednak
nie zrobiłam), co oznaczało, że wreszcie wypuściła mnie z haczyka.
„Wiem” - powiedziała.
Na szczęście drzwi się otworzyły,
pielęgniarka weszła i ostatnia trauma w życiu pełnym urazów na szczęście
dobiegła końca.
I znowu przeżyłam.
*****
Po podpisaniu dokumentów Bex wróciła
do ośrodka kryzysowego dla gwałtów, a Hector zabrał mnie do Art. Podczas jazdy
milczałam. Hector też. To było niewygodne. Hector zachowywał się tak, jakby to
było zupełnie normalne. To sprawiło, że chciałam rzucić w niego moją piłką do wyciskania.
Oczywiście, że nie zrobiłam tego.
Hector zaparkował równolegle w bardzo
nietypowym miejscu, tuż obok drzwi od Art.
Zanim wyłączył zapłon Bronco, otworzyłam
drzwi, wyszłam z Bronco i stukałam go na moich Manolo w dół chodnika w kierunku
galerii. Byłam kilka kroków od drzwi, kiedy ramię otoczyło mnie wokół moich
ramion, zatrzymałam się, a on wtulił mnie w siebie.
Moje ciało zesztywniało i uniosłam
brodę, by spojrzeć na niego opatentowanym blaskiem Czynnika Chłodzącego
Sub-Zero.
„Muszę iść do pracy” - poinformowałam
go.
„Nie ma za co” - powiedział w zamian,
patrząc na mnie niewrażliwym na Czynnik Chłodzący Sub-Zero, a jego fantastyczne
usta walczyły z szerokim uśmiechem.
Poważnie, to był moment rzucania piłką
do ściskania, jeśli kiedykolwiek był, jednak nie byłam w odległości, która by
na to pozwoliła i dalej, taka akcja nie byłaby odpowiednia dla Lodowej
Księżniczki.
„Za co?” - zapytałam, zamiast rzucać
w niego swoją piłką.
„Za przejażdżkę” - odpowiedział.
Czynnik Chłodzący Sub-Zero obniżył
się gwałtownie do Czynnika Chłodzącego Suchy Lód - „Przypuszczam, że nie powinnam ci przypominać,
że nie prosiłam o podwiezienie”.
Przegrał walkę z uśmiechem i
uśmiechnął się niedbale w obliczu Czynnika Chłodzącego Suchy Lód – „To prawda”
- powiedział spokojnie.
Czekałam na więcej, ale najwyraźniej
to wszystko.
„Skończyliśmy?” - zapytałam,
przechylając głowę i decydując się na przejście na słodycz sacharyny. Jego
twarz opadła na moją.
„Nawet nie blisko” - wyszeptał, a
jego czarne oczy zrobiły się ciepłe i zaczęły tańczyć, jakby mu się to podobało
(cieszył się tym!).
Do jasnej cholery!
Używałam na nim wszystkich swoich
dobrych rzeczy! I nic z tego nie działało!
W porządku, dobrze. Miał zamiar
rzucić wyzwanie Lodowej Księżniczce, to było w porządku. Strzeż się Hectorze
Chavez! Następna epoka lodowcowa nadchodzi, jak powiedziałby Ralphie a la
Sadie. Uderzyłam go mentalnym lodowym promieniem, wyrwałam się z jego ramienia,
odwróciłam, otworzyłam drzwi i weszłam do Art.
Natknęłam się na Ralphiego, który
bawił się w pełnym gronie Rockowych Lasek bez Shirleen i z nową osobą, której
nigdy wcześniej nie spotkałam. Był mężczyzną w średnim wieku, wysokim, solidnie
zbudowanym (ale z piwnym brzuszkiem), ciemnymi włosami z odrobiną siwizny i
niebieskimi oczami Indy Nightingale.
Wszyscy pili kawę.
„Co się dzieje?” - zapytałam,
podchodząc do kontuaru.
„Tex przysłał kawy, aby uczcić
usunięcie gipsu” - powiedziała Daisy z szerokim uśmiechem – „Twoja jest
prawdopodobnie zimna. Jesteśmy tu od jakiegoś czasu.”
„Odgrzeję” - powiedział Ralphie,
chwytając biały kubek z blatu.
„Zrobię to” - zaproponowała Ava,
Ralphie podał jej filiżankę z wdzięcznym uśmiechem, wzięła ją i udała się na tył
galerii, gdzie znajdował się nasz mały aneks kuchenny.
Potem zobaczyłam, że oczy Ralphiego
wracają do mnie i nie podobał mi się ich wygląd. Rozejrzałam się po pokoju.
Wtedy poczułam pokój.
Coś było nie tak.
Moje oczy powędrowały do mężczyzny,
którego nie znałam.
„Co się dzieje?” - zapytałam ponownie
do wszystkich, ale moje oczy nie opuszczały mężczyzny i, z opóźnieniem zdałam
sobie sprawę, jego oczy były skierowane na mnie, odkąd weszłam. Nieszczęśliwe
„o nie, co teraz?” chłód przesunął się po mojej skórze i spięłam się.
Hector zmaterializował się blisko
mnie (pogłębiając moje przeczucie) i usłyszałam, jak mówi - „Tom”.
Spojrzałam na Hectora, a potem z
powrotem na mężczyznę. Mężczyzna podszedł bliżej i uniósł brodę na Hectora,
pokazując mi, że się znają, po czym jego wzrok powrócił na mnie.
Indy przyszła z nim. Ona też na mnie
patrzyła. Patrząc na mnie dziwnie. Patrząc na mnie w sposób, który trochę mnie
przestraszył. Nagle poczułam szaloną potrzebę sięgnięcia po rękę Hectora, tak
jak zrobiłabym to wczoraj lub poprzedniego dnia (lub prawdopodobnie dzień
wcześniej), ale nie pozwoliłam sobie na to teraz.
Te dni się skończyły.
Cokolwiek życie miało mi się wydać,
zamierzałam sobie z tym radzić samodzielnie. Koniec z opieraniem się na
kimkolwiek innym. Nadszedł czas na nową, Nową Sadie, Sadie Przejmującą
Kontrolę.
„Jestem Sadie Townsend” - powiedziałam
mu.
„Wiem, kim jesteś” - powiedział
łagodnie i patrzyłam z niepokojem, jak jego wzrok przesunął się na bliznę na
moim policzku, zrobiła się łagodna, a potem (bez żartów) stała się wilgotna.
„To mój tata, Tom Savage” -
przedstawiła Indy i rozszerzyły mi się oczy.
O nie.
Czy będziemy mieli kolejny incydent
typu Blanca?
Przygotowałam się mentalnie na
kolejną demonstrację, dlaczego ci ludzie byli tak cholernie mili, ale moje
przygotowanie nie wystarczyło.
Nawet blisko.
„Wyglądasz zupełnie jak twoja matka”
- powiedział Tom Savage, a jego pięć słów uderzyło mnie jak pięć ostrych
ciosów, a moje ciało drgnęło z ich siłą. Przełknęłam, zastanawiając się, czy go
dobrze usłyszałam, a potem wyszeptałam - „Przepraszam?”
Rockowe Laski i Ralphie zbliżyli się
i poczułam, jak ciepło Hectora uderzyło we mnie, gdy się zbliżył. Ale patrzyłam
tylko na Toma Savage'a.
„Znasz moją matkę?” - zapytałam,
kiedy nie powtórzył.
„Znałem ją” - odpowiedział.
Położyłam moją świeżo odsłoniętą rękę
na ladzie i trzymałam się. Nie warto wpaść w omdlenie. To nie oznaczałoby do
końca Sadie Przejmującej Kontrolę.
„Wygląda na to, że kiedy byłyśmy małe,
też się znałyśmy” - wtrąciła Indy i moje oczy przeniosły się na nią. Szukała w
tylnej kieszeni swoich dżinsów, wyciągnęła zdjęcie, podeszła do mnie i wręczyła
mi.
Wzięłam je i spojrzałam w dół.
Na zdjęciu była mała rudowłosa,
niebieskooka dziewczynka, może dwuletnia i niemowlę. Mała dziewczynka siedziała
na kanapie z zawiniętym dzieckiem w ramionach. Można było powiedzieć, że
chichotała do kamery, zadowolona jak diabli, że trzyma swoją żywą lalkę. Głowa
dziecka miała mgiełkę ultralekkich, złocisto-kremowych truskawkowych blond włosów.
Ta mała dziewczynka to oczywiście
Indy, dziecko… to ja.
„O mój Boże” - odetchnęłam, nie
odrywając wzroku od zdjęcia.
Zrobiłam krok do tyłu, potem dwa, a
potem wpadłam na coś solidnego. Dłonie Hectora spoczęły na moich ramionach, gdy
przestałam się wycofywać i wpatrywałam się w zdjęcie.
W końcu spojrzałam na Toma – „W jaki
sposób…?”
Tom zrobił krok w moją stronę, jego
oczy przeniosły się na Hectora i zatrzymał się.
Spojrzał na mnie - „Lizzie, twoja
matka, była przyjaciółką mojej żony, Katherine.”
Zamrugałam, nie mogąc tego
przetworzyć, ponieważ, szczerze mówiąc, nie można było tego przetworzyć.
Moja mama i mama Indy były przyjaciółkami?
Jak to możliwe?
„Była?” - zapytałam.
Tom skinął głową - „Katherine i Kitty
Sue, mama Lee, przez całe życie się przyjaźniły. Poznały Lizzie w liceum i
stała się częścią ich gangu. Obie były druhnami na weselu twojej mamy.”
Natychmiast poczułam, jak ślina
wypełnia moje usta i połknęłam ją.
To nie może być prawda. To po prostu
nie mogło być prawdą.
Czy to możliwe?
Nie wiedziałam nic o mojej matce. Nie
miałam po niej nic oprócz moich wspomnień. Mój ojciec usunął po niej wszystkie
ślady, kiedy nas opuściła. Żadnych zdjęć, żadnych błyskotek, żadnych listów,
ani ściegu jej ubrania. Nic. Po jej odejściu nigdy o niej nie rozmawialiśmy.
Ani razu.
„Mama i tata są na wakacjach na
Hawajach. Wracają do domu w niedzielę” - wtrąciła Ally.
Wyszłam z zamyślenia i spojrzałam na
nią. Ona też się na mnie gapiła i wcale nie wyglądała jak zadziorna Veronica
Mars. Jej spojrzenie było łagodne i zatroskane.
To było zbyt wiele, aby to zrozumieć,
więc zdezorientowana zapytałam - „Co?”
„Moja mama, Kitty Sue, przyjaciółka
twojej mamy, jest na Hawajach. Zadzwoniliśmy do niej, a ona kazała nam
powiedzieć, że nie może się doczekać ponownego spotkania z tobą, kiedy wróci.”
Potrząsałam głową, nadal nie
rozumiejąc, ale Ally nie przestawała.
„Myślę, że ja, Lee i Hank, mój drugi
brat, też cię znaliśmy.”
„Nie” - szepnęłam.
„Tak” - odpowiedziała Ally, po czym
posłała mi niepewny uśmiech, w przeciwieństwie do Ally, którego w pewnym sensie
znałam.
Wciągnęłam usta i zanim mogłam zebrać
myśli, Tom podszedł bliżej i położył dłoń na moim ramieniu.
„Sadie, przez jakiś czas byłaś
częścią naszego życia. Potem straciliśmy Katherine” - powiedział Tom i moje
spojrzenie padło na niego.
„Straciłeś Katherine?” - powtórzyłam.
„Umarła. Rak. Kiedy Indy miała pięć
lat. Kilka lat po zrobieniu tego zdjęcia” - odpowiedział Tom i na to moje oczy
spoczęły na Indy i nagle moje ciało zaczęło drżeć.
Mama Indy umarła.
Żona Toma zmarła.
Przyjaciółka mojej mamy umarła. Potrząsnęłam
głową, chcąc uciec, uciec, ukryć się, żeby się stamtąd wydostać, ale tego nie
zrobiłam.
Zamiast tego spojrzałam na Toma – „Przykro
mi” - powiedziałam cicho.
Jego palce ścisnęły moje ramię - „To
było dawno temu” - odpowiedział, ale po spojrzeniu w jego oczy mogłam
stwierdzić, że czas nie wyleczył tej konkretnej rany.
„Nadal mi przykro” - powiedziałam mu.
„Dziękuję” – odpowiedział i opuścił
rękę – „Mówiłem, że kiedy Katherine umarła, sprawy z twoim tatą…” – Przerwał,
po czym ciągnął – „Widzisz, jestem policjantem, tak samo jak Malcolm, ojciec
Ally. To nie było… twoja mama… kiedy twój ojciec był… ona nie czuła…”
Znowu przerwał, mogłam powiedzieć, że
było to dla niego trudne, ponieważ zobaczyłam, jak zaciska zęby. Potem kontynuował
- „Kiedy Katherine odeszła, już cię nie przynosiła”.
Wtedy w końcu do mnie dotarło.
Wszystko.
Kiedyś, dawno temu, moja mama miała
przyjaciół.
Dobrych przyjaciół. Mnóstwo ludzi, którzy
prawdopodobnie ją kochali. Rozśmieszali ją, bawili, sprawiał, że czuła się
wyjątkowo, czuła się bezpieczna.
Co znaczyło…
Kiedyś, dawno temu, byłam jedną z
nich.
Kiedyś, dawno temu, byłam dzieckiem
klanu The Nightingale / Savage / Townsend.
Kiedyś, dawno temu, moja mama
straciła przyjaciół, a ja straciłam szansę na bycie dobrą, normalną, miłą osobą
otoczoną prawdziwymi przyjaciółmi, ludźmi, którzy naprawdę się o mnie
troszczyli.
Straciłam wszystko, co było ich
życiem.
Wszystko to sprawiło, że śmiali się
ze sobą, żartowali z siebie, dbali o siebie.
Do diabła, Indy właśnie się wyszła za
mąż! Mogłam być jedną z jej druhen!
Próbowałam się trzymać, ale nie mogłam
nic na to poradzić, czułam łzy napływające mi do oczu. Myślałam, że byłam
przyzwyczajona do straty, ale najwyraźniej nie byłam.
I to było do bani.
„Nienawidzę swojego ojca” -
powiedziałam cicho do Toma Savage’a.
Potem, zanim mogłam to zatrzymać, mój
oddech się zatrzymał (wielokrotnie) i syknęłam - „Nienawidzę go!”
Ręce Hectora zniknęły z moich ramion,
jego ramiona otoczyły moją klatkę piersiową, jego ciało zbliżyło się i poczułam
jego szczękę na boku mojej głowy. Mimo to starałam się przejąć kontrolę (to nie
zadziałało i poczułam, jak łzy spływają po moich policzkach).
„Sadie, cukiereczku” - wyszeptała
delikatnie Daisy, a na jej słowa Rockowe Laski i Ralphie zbliżyli się do siebie
jeszcze bardziej.
„Chcę, żebyś jutro wpadła na obiad” -
powiedział Tom - „Indy i Ally tam będą. Lee, Hank i Roxie też. Hector też. Cała
rodzina.”
Cała rodzina.
Powiedział cała rodzina.
Nigdy nie miałam „całej rodziny”.
Nie w ich rodzinie. Cóż, chyba kiedyś
tak było, ale straciłam go, zanim się zorientowałam, że ją mam. Zacisnęłam
usta. Szczęka Hectora opuściła moją głowę, a jego ramiona ścisnęły mnie.
Nie było mowy, żebym szła na kolację
do domu Toma Savage’a ze wszystkimi moimi przyjaciółmi z dzieciństwa. Nie było
mowy, żebym była przygotowana na taką stratę. Nie było mowy, żebym pozwoliła
czemukolwiek z tego trwać dłużej, niż to konieczne.
Jedyne, co wiedziałam, to to, że
muszę obmyślić plan, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo, ochronę przed Szalonymi
Braćmi Balducci i przed dalszym emocjonalnym zamętem.
Tom musiał wyczytać moje zamiary z
mojej twarzy, ponieważ dodał - „Mam zdjęcia. Twojej matki. Mogłabyś …”
Natychmiast zmieniłam zdanie. –
„Przyjdę.”
Hector jeszcze raz mnie uścisnął.
Tom uśmiechnął się do mnie. Indy
podniosła ręce i krzyknęła - „Impreza!”
Ally zaśmiała się z wyraźną ulgą ze
słowem „Najwłaściwsze”.
Odprężyłam się w cieple Hectora,
spojrzałam na zdjęcie i podjęłam decyzję.
Pozwolę sobie na ten jeden mały
prezent, taki prezent, powiedziałam sobie, który był od mojej mamy.
A potem, gdy tylko mogłam znaleźć
sposób, tak jak moja mama, miałam zamiar zniknąć.
Od tego momentu (no, może jeszcze początek rozdziału 11) jestem oficjalnie wkurzona na Sadie. Usprawiedliwiona, czy nie - co za egoistka!
OdpowiedzUsuńJa nie jestem na nią wkurzona, tak naprawdę rozumiem ją. Kiedy ciągle tracisz wszystko co najlepsze w twoim życiu a w zamian dostajesz same złe rzeczy stajesz się własnie taka, istniejesz jedynie we własnej klatce, ściany są w niej przezroczyste ale chronią cię. Ona mieszka w prawdziwym lodowym zamku. Ta powieść sprawia, że przez większość czasu mam łzy w oczach.
UsuńJuż mi przeszło. Kończę rozdział 11.
UsuńDziękuję,uwielbiam Kristen Ashley,super że ja tłumaczysz.jesli chodzi o Sadie to nie dziwię się że kombinuje,po prostu za bardzo żyje w swoim świecie który sobie stworzyła,który musiała stworzyć by zachować zmysły.wszyscy chodzą wokół niej na paluszkach,jej potrzeba mówić głośno czego się od niej oczekuje,spodziewałam się bardziej macho zachowania po Hectorze.
OdpowiedzUsuńDziękuję jesteś najlepsza
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńDzięki 😊 ale Sadie ma tak niezdrowe myślenie ze to dobrze ze na miejscu jest Hektor który ratuje sytuację 😂😂😂😂😂
OdpowiedzUsuń