niedziela, 21 marca 2021

6 - To mój błyszczyk

Kochane moje czytelniczki - dziękuję Wam bardzo za miłe słowa. Nie ukrywam, że takie komentarze dają mi powera. Jednocześnie przepraszam za błędy, ale sama redaguję tekst, a nie mam wykształcenia humanistycznego.

Monika 


*****


ROZDZIAŁ VI

To mój błyszczyk

Sadie

 

 

„On jest tutaj, jest tutaj, o mój Boże, jest tutaj… i wygląda dobrze!” - skandował Ralphie, tańcząc przy oknie.

O mój Boże.

Hector tu był. Była siódma i Hector tu był. Spojrzałam na wyświetlacz odtwarzacza DVD. Nie, była siódma dwie. Ale Hector wciąż tu był.

Zabrać mnie na kolację.

I wyglądał dobrze!

I mieliśmy „porozmawiać”. Wiedziałam, że będziemy „rozmawiać”, ponieważ Hector zadzwonił do Art wczesnym popołudniem i powiedział mi o tym.

Nie chciałam rozmawiać. Nie chciałam nawet iść na obiad!

Jak to się stało?

O mój Boże.

*****

Tego popołudnia w Art nieświadomie odebrałam telefon (tak jak to robisz, gdy, powiedzmy, prowadzisz firmę) i bez powitania Hector powiedział mi do ucha - „Jestem na posterunku, Eddie jest ze mną i mówi, że ty jeszcze nie przyszłaś. ”

O mój.

„Cóż -” zaczęłam.

Przerwał mi - „Jak nie przyjdziesz, będą musieli pozwolić Harveyowi wyjść.”

Spróbowałam ponownie - „Po prostu …”

„Wypuszczą Harveya i ty nie powiesz im, co zrobił ci Ricky. Wtedy ja nadal będę miał czterech braci Balducci, z którymi będę musiał się uporać, zamiast dwóch.”

Moje ciało ścisnęło się i patrzyłam niewidzącym wzrokiem na ladę, nie mogąc przetworzyć jego słów.

„Co?” - zapytałam.

„Myślę, że mnie słyszałaś” - odpowiedział.

Słyszałam go dobrze.

„Słyszałam cię. Po prostu nie wiem, co masz na myśli.”

„To znaczy” - wyjaśnił, ale mogłam powiedzieć, że tracił cierpliwość - „że, jeśli Ricky i Harvey wypadną z rynku, muszę iść tylko za Marty’m i Donnym”.

Wciąż wpatrywałam się w ladę - „Dlaczego szukasz braci Balducci?”

Cisza, a potem ciche - „Mamita, żartujesz ze mnie?”

Cicho odpowiedziałam - „Nie”.

Potem była cisza, wciąż cicha - „Dziś wieczorem, po kolacji, porozmawiamy”.

Dał mi wyjście, moje plecy wyprostowały się i wzięłam to.

„Hector, co do kolacji …”

„Siódma, jak cię nie będzie, znajdę cię.”

Rozłączył się.

Wciąż wpatrywałam się w ladę i próbowałam zdecydować, czy Hector może mnie znaleźć.

Potem zdecydowałam, że Hector prawdopodobnie może mnie znaleźć.

Potem spędziłam następne sześć godzin naprzemiennie na atakach paniki i pozwalając Ralphiemu namówić mnie na różne rzeczy.

Na przykład na zamknięcie sklepu. Na przykład na chodzenie po Centrum Handlowym Cherry Creek.

Na przykład na kupienie nowego stroju na kolację z Hectorem.

Na przykład na kupienie nowej torebki Coach, której nie potrzebowałam.

Na rzeczy takie jak zgodzenie się, że to dobry pomysł, że Ralphie kupił słodkie jedzenie dla psa i miski na wodę, mimo że wiedziałam, że Buddy zwariuje.

Na przykład na przymierzanie wszystkiego, co rzucił mi Ralphie w trzynastu różnych sklepach, nie tracąc cierpliwości ani nie przyzywając Lodowej Księżniczki (ani razu).

*****

„Ralphie, uspokój się” - powiedział Buddy do wciąż podskakującego Ralphiego. Ralphie nie miał ochoty się uspokoić. Podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona.

„Kochanie, twój strój jest perfekcyjny. Ma na sobie dżinsy, koszulę i skórzaną kurtkę. Dzięki Bogu nie poszliśmy w wystrojenie tym puszczalskim topem od Bebe.”

Nie było mowy, abym kiedykolwiek kupiła ten zdzirowaty top w Bebe, do przymierzenia którego zmusił mnie Ralphie. Oczywiście nie powiedziałam mu tego w Bebe ani teraz. Rozległ się dzwonek do drzwi, myśli o zdzirowatych bluzkach wyleciały mi z głowy, a cały oddech wyszedł z płuc w świst.

Potem, nie patrząc na Ralphiego czy Buddy'ego, odwróciłam się na szpilce, pobiegłam do toalety i zatrzasnęłam drzwi.

Spojrzałam na siebie w lustrze.

Ralphie namówił mnie, abym rozpuściła włosy i nadała im to, co nazywał „odrobinę większą objętość”, więc było ich tony opadające falami i lokami wokół mojej twarzy, ramion i pleców.

Zrobiłam lekki makijaż głównie dlatego, że ciężki wyglądał, no cóż, ciężko. Blizna na moim policzku była nadal zbyt wściekła, by ją ukryć, nie wyglądając, jakbym próbowała coś ukryć. W każdym razie moje włosy wykonały pracę wymagającą ciężkiego makijażu (jak wspomniałem, było ich mnóstwo), a także miałam na sobie swój charakterystyczny błyszczyk MAC, delikatny róż z delikatnym połyskiem.

Uwielbiałam ten błyszczyk.

Miałam na sobie srebrzysto-fioletową bluzkę ze stójką, rzędami miękkich, hojnych falbanek opadających w dół w kształcie litery V na staniku i małych falbanek na krótkich rękawach. Połączyłam to z moimi nowymi dżinsami Lucky, cienkim srebrnym paskiem i srebrnymi sandałami z paskami. Wreszcie miałam na sobie bransoletkę tenisową z diamentami w platynie i kolczyki z diamentami.

Patrzyłam w lustro myśląc, że może nadal jestem wystrojona.

Czy ktoś nosił diamenty i platynę, kiedy wychodził z byłym agentem DEA, który wsadził jego ojca do więzienia?

Czy ktoś kiedykolwiek nosił srebrny pasek i srebrne sandały z paskami?

Czy ktoś był absolutnie szalony, że nie wychodził teraz przez okno?

Rozległo się gwałtowne pukanie do drzwi i podskoczyłam.

„Sadie! Hector tu jest” - zawołał Ralphie niepotrzebnie, ponieważ wiedziałam, że Hector tam był: zaledwie dwie sekundy temu, Ralphie to skandował.

„Idę!” - krzyknęłam, a potem zdałam sobie sprawę, że Hector będzie wiedział, że jestem w toalecie. Gdybym została tam bardzo długo, Hector zastanawiałby się, co robię. Nie chciałam iść tam na kolację z Hectorem, ale nie chciałam też, żeby Hector zastanawiał się, dlaczego potrzebuję długiej przerwy w łazience.

„Jasna cholera” - powiedziałam do lustra.

Potem wzięłam głęboki oddech i szepnęłam - „Możesz to zrobić Sadie, to tylko kolacja i rozmowa. Możesz porozmawiać z Hectorem. Miałaś chłopaków, miałaś kochanków. W porządku. Nie trzymali się zbyt długo, ponieważ twój ojciec ich odstraszał, ale nie jesteś przerażoną małą dziewicą. Jesteś dorosłą kobietą. Doświadczona, dorosła kobieta. Doświadczona dorosła kobieta, która potrafi o siebie zadbać. Możesz z nim porozmawiać, powiedzieć mu, że nie jesteś zainteresowana. Niech zrozumie i się wycofa. Możesz to zrobić. Dobrze?”

Pochyliłam się bliżej i powtórzyłam - „Zgadza się?”

Kolejne ostre stukanie do drzwi.

„Sadie!” - warknął Ralphie.

„Idę!” - krzyknęłam, obróciłam się, szarpnąłem drzwi z pełnym zgrzytem i wyszłam, wpatrując się w Ralphiego – „Na miłość boską, Ralphie, czy dziewczyna może poprawić swój błyszczyk bez walenia do drzwi jej szalonego, homoseksualnego współlokatora?”

„Nie” - odparł Ralphie – „Nie wtedy, gdy Latynoskie Ciacho czeka, żeby zabrać ją na kolację.”

„Przestań nazywać go Latynoskie Ciacho, ma na imię Hector” - odpowiedziałam.

„Wzywam ich tak, jak ich widzę. Jest Latynosem…” - Ralphie uniósł jedną rękę i kontynuował – „I jest gorący.” - Uniósł drugą rękę, a potem zsunął je razem, jakby ściskał akordeon - „Stąd, Latynoskie Ciacho”.

„Można by się o to kłócić całą noc” - zawołał Buddy z korytarza. Głowy Ralphiego i moja obróciły się w tym kierunku i mogliśmy teraz zobaczyć zarówno Buddy’ego, jak i Hectora O Mój Boże Z Innego Powodu Chaveza stojących przy drzwiach, kiedy obaj oglądali Ralphie i Sadie Show. - „Ale Hector czeka, a Ralphie, mamy rezerwację” - zakończył Buddy.

Nie słyszałam ostatniej części tego, co powiedział Buddy. Gapiłam się na Hectora, który wyglądał, jakby starał się nie śmiać i nie radził sobie zbyt dobrze. To był pełen, rozświetlający pokój, rozbawiony, czarujący uśmiech.

Połącz to z tym, że był gładko ogolony, jego włosy wciąż były w niesfornym bałaganie, ale teraz nieco mniej niesforne, nadal jak zawsze seksowne, ubrany był w czarną, dopasowaną koszulę, parę dżinsów, czarną skórzaną kurtkę, czarne kowbojki i fantastyczny , szeroki, czarny pasek z ciężką, matową srebrną kwadratową sprzączką… cóż, nie tylko już więcej nic nie słyszałam, ale też nie mogłam mówić ani się ruszać.

Mogłam tylko widzieć.

O mój.

Odpowiedź brzmiała: tak. Diamenty i platynę mogłam nosić na randkę z byłym agentem DEA, który wsadził mojego ojca do więzienia.

Nie, nie byłam wystrojona. Potrzebowałam dużo więcej połysku i blasku, żeby wyjść z mężczyzną, który był po prostu, po prostu piękny.

„Gotowa?” - zapytał Hector, a ja otrząsnęłam się ze zdumienia.

Nie. Zdecydowanie nie byłam gotowa.

„Tak” - skłamałam i podeszłam do niego.

Patrzył, jak idę, a sposób, w jaki to robił, uzmysławiał mi wszystko, co mnie dotyczy, każdy najmniejszy ruch, każdy włosek na mojej głowie.

„Dobra, dzieciaki” - powiedział Ralphie, śledząc mnie - „Nie spóźniać się. Nie brać narkotyków, jechać mądrze, a nawet jeśli robią coś wszystkie inne dzieci, pomyśleć dwa razy. Jeśli nie chcecie być uziemieni, pamiętajcie, aby zadzwonić do tatusiów, bo inaczej będziemy się martwić.”

Zatrzymałam się przed Hectorem, ale zwróciłam się do Ralphiego.

Pochyliłam się, żeby pocałować go w policzek, a potem szepnęłam - „Zamknij się”.

Uśmiechnął się do mnie.

Odwróciłam się do Buddy’ego, a on pomógł mi założyć mój sięgający za biodra, czarny trencz, wręczył mi ciemnozieloną, lakierowaną torbę Lanvina z łańcuszkiem i pocałowałam też jego policzek.

„Poważnie, Sadie, jak będziesz się miała spóźnić, zadzwoń” - powiedział do mnie Buddy, ale jego oczy były skierowane na Hectora.

„Zadzwonię” - obiecałam.

Po tych słowach Hector wziął mnie za rękę i wyszliśmy.

Szlag.

No to ruszamy.

Hector zaprowadził mnie do Bronco tak szybko, że prawie musiałam biec, żeby nadążyć. Tam otworzył drzwi od strony pasażera, pomógł mi wejść, a potem zatrzasnął je, kiedy usiadłam. Okrążył przód i stanął po stronie kierowcy, ale zamiast włączyć ciężarówkę, odwrócił się w moją stronę.

„Daj mi swoją komórkę” - zażądał.

Zamrugałam, bo wszystko działo się naprawdę szybko.

„Przepraszam?” - zapytałam.

„Twoja komórka” - powtórzył.

Zdezorientowana tym dziwnym początkiem randki, wyciągnęłam telefon komórkowy i wręczyłam mu go. Wziął go, otworzył, wbił w niego cyfry i wcisnął zielony przycisk.

Po chwili usłyszałam dzwonek jego telefonu. Wyciągnął go z wewnętrznej kieszeni kurtki i zatrzasnął mój telefon. A potem, gdy ja wciąż milcząc, obserwowałam go, nacisnął przyciski na swoim telefonie, mnóstwo przycisków. Zadzwonił mój telefon; otworzył mój, zamknął swoje i włożył swój do kieszeni marynarki. Potem zaczął naciskać przyciski na moim telefonie, wiele z nich, nawet więcej niż to, co robił na swoim telefonie.

„Czy ty…” - starałam się być grzeczna, po tym jak ciągle naciskał przyciski - „…czy możesz mi powiedzieć, co robisz?”

Zamknął mój telefon i podał mi go, patrząc mi w oczy.

„Jesteś zaprogramowana w moim telefonie, a ja w twoim” - powiedział - „Masz numery mojej komórki, domu, biura i pokój kontrolny w biurze. Pokój kontrolny jest ustawiony jako pierwszy wybór w twojej książce telefonicznej. Zawsze, kiedy będziesz miała jakąś sytuację, jakąkolwiek sytuację, dzwonisz tam. Ktoś jest tam 24 / 7 i zaopiekują się tobą. Zrozumiałaś?”

Powoli, niepewna, jak zareagować na Hectora, który podał mi swoją komórkę, telefon domowy i telefon biurowy i zaoferował 24 / 7 dostępu do kogoś, kto „zaopiekuje się mną”, skinęłam głową.

„Teraz…” - ciągnął cicho, pochylał się bliżej, a ja nie nadążałam – „… pocałuję cię, ponieważ, mamita, wyglądasz teraz w taki sposób, że muszę cię, kurwa, pocałować.”

O mój.

Domyśliłam się, że Ralphie miał rację, mój strój był doskonały.

Przysunął się bliżej, jego palce wsunęły się w moje włosy z boku i objęły moją głowę.

„W porządku?” - zapytał cicho, patrząc mi w oczy.

Ponownie, powoli, skinęłam głową, chociaż nie byłam też pewna, czy „w porządku”.

„Dzięki Chrystusowi” - mruknął.

Potem mnie pocałował.

Zaczęło się miękko, słodko, a potem położyłam dłoń na jego ramieniu i poczułam tam ciepło. Podobało mi się to i przysunęłam się bliżej, żeby poczuć ciepło z jego ciała.

Jego ramię owinęło się wokół mojej talii, przybliżając mnie jeszcze bliżej, zanim jego język dotknął moich ust. Otworzyłam usta pod dotknięciem i to wszystko. Przewinęło się do gabinetu mojego ojca.

Owinęłam ramiona wokół jego szyi, przycisnęłam swoje ciało do jego i pocałunek zmienił się z miękkiego i słodkiego w gorący i dziki.

W ciągu kilku minut wyciągnął mnie z siedzenia, przekręcając mnie tak, że wylądowałam na jego kolanach i oba jego ramiona objęły mnie, jedno zablokowane w talii, drugie wślizgujące się w górę mojej szyi i we włosy. Pocałowałam go, jakbym nie mogła istnieć bez moich ust na jego, jego języka w moich ustach. Wymknęłam się spod kontroli i nawet mnie to nie obchodziło. Potem oderwał usta od moich i wtulił twarz w moją szyję.

Przez sekundę oboje siedzieliśmy tam, ciężko oddychając.

„Smakujesz lepiej niż zapamiętałem” - powiedział w moją szyję, a jego głos brzmiał niżej niż zwykle.

Przełknęłam i mocno zamknęłam oczy. Moje serce biło dziko.

Czułam się bezpieczna i przytulna na jego kolanach, kiedy obejmował mnie ramionami. Byłam podekscytowana w dobry sposób. A jego ciepło sączyło się we mnie wszędzie i podobało mi się.

Podobało mi się to wszystko.

Uniósł głowę z mojej szyi i spojrzał na mnie – „A tak jak to zapamiętałem, smakowałaś cholernie świetnie.”

Moje szybko bijące serce podskoczyło.

„To mój błyszczyk” - powiedziałam głupio.

Powolny uśmiech pojawił się na jego twarzy - „Mamita, zaufaj mi, to nie twój błyszczyk.”

Nie odpowiedziałam głównie dlatego, że byłam na jego kolanach, właśnie się z nim całowałam (znowu), a on uśmiechał się do mnie z bliska.

Gdzie była teraz moja Lodowa Księżniczka, pytam cię? Były chwile, kiedy nadal mogłam jej używać. Gdzie ona była? Na wakacjach?

„Czas cię nakarmić” - powiedział mi.

Dzięki Bogu.

Ulga uwolnienia od pełni Hectora, jego ust, języka i gorąca. Mogłabym to wykorzystać dość desperacko. Musiałam zebrać głowę. To nie szło dobrze, głównie dlatego, że szło dobrze.

To nie miało się udać. To miała być katastrofa.

„Okej” - zgodziłam się, ale się nie poruszyłam.

Wciąż się uśmiechał, kiedy pochylił się i pocałował mnie krótko, po czym posadził mnie z powrotem na miejsce. Odpalił Bronco, zapięłam pas, on zapiął swój i ruszyliśmy.

Biorąc pod uwagę, jak minęło pierwsze dziesięć minut naszej randki, trochę martwiłam się o resztę nocy.

*****

Hector zaparkował na ulicy mieszkalnej w Highlands. Rozejrzałam się, myśląc, że może jest jakaś restauracja na rogu czy coś. Wysiadł, otworzyłam drzwi, ale był przy nich, zanim zdążyłam wysiąść. Wziął mnie za rękę, pomógł mi wyjść i trzymał mnie za rękę.

„Gdzie idziemy?” - zapytałam, kiedy odprowadzał mnie do czegoś, co wyglądało jak dom.

„Kolacja” - odpowiedział Hector.

Gapiłam się na dom. To był ładny dom, mały, z zadbanym ogródkiem, przytulny. Potem, ponieważ to był dom, wpadłam w panikę.

„Czy to twój dom?” - westchnęłam, kiedy dotarliśmy do drzwi frontowych.

Hector otworzył ciężkie drzwi antywłamaniowe, wszedł, przekręcił klamkę do drzwi frontowych i spojrzał na mnie.

„Nie. Es mi mamá’s.”

Do jasnej cholery!

Jego matki?

Niech ktoś mi powie, że Hector nie mieszkał ze swoją matką.

Przyciągnął mnie do siebie, położył dłoń na moich plecach i wprowadził mnie do domu. Gdy wszedł, zamknął drzwi, wziął mnie za rękę i weszliśmy do salonu.

Zatrzymałam się na to, co zobaczyłam.

Eddie był tam z Jet. Indy była tam z Lee. Wielki szaleniec Tex był tam z jakąś ładną starszą blondynką. Wreszcie niska, okrągła Amerykanka pochodzenia meksykańskiego śmiała się z ładną starszą blondynką.

Wszyscy zwrócili się do mnie. Przygotowałam się do zawrócenia i ucieczki. Hector poczuł to, puścił moją rękę, jego ramię objęło moje ramiona i przyciągnął mnie mocno do siebie.

Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, że na naszej pierwszej randce Hector nie przyprowadził mnie na kolację do domu swojej matki?

„To jest Sadie” - powiedział Hector do pokoju.

Tak, Hector zaprowadził mnie na kolację-przyjęcie do domu swojej matki.

Potem noc, już skrajnie dziwaczna, stała się jeszcze dziwniejsza.

Podeszła do mnie niska, okrągła Amerykanka pochodzenia meksykańskiego (przypuszczałam, że jest matką Hectora). Zatrzymała się tuż przede mną, jej oczy ostro wpatrywały się w moją twarz. Czułam, że Lodowa Księżniczka wraca z wakacji i zaczyna się wślizgiwać na miejsce, ale coś sprawiło, że ją wypchnęłam i wysłałam ponownie do paki.

„Cześć” - powiedziałam cicho.

Potem, bez żartów, z fascynacją patrzyłam, jak łzy napływają do oczu kobiety.

Tak, prawdziwe łzy.

Jej ręka podniosła się, skierowała się w stronę mojego pokrytego bliznami policzka, wciągnęłam oddech, ręka zatrzymała się, a potem opadła.

Wciągnęła usta i zobaczyłam, jak je gryzie, łzy wciąż błyszczały w jej oczach, wyciągnęła rękę i owinęła swoją małą dłoń wokół mojego zagipsowanego ramienia. Trzymała go przed sobą, z pochyloną głową, nie widziałam, ale mogłam powiedzieć, że patrzy na mój nadgarstek.

Pochyliłam się nieco do przodu i zapytałam cicho - „Przepraszam, ale czy wszystko w porządku?”

Podniosła głowę i opuściła moje ramię – „Wyglądasz jak księżniczka z bajki” - szepnęła chrapliwym głosem.

Słyszałam to już wcześniej i nadal nie wiedziałam, co powiedzieć.

Nie miałam okazji nic powiedzieć.

„Kto skrzywdziłby księżniczkę z bajki?” - zapytała mnie, gdy jedna łza spłynęła po jej policzku.

Moje ciało drgnęło, a potem zesztywniało i, z opóźnieniem dochodząc do siebie po tym, jak byłam zamglona pocałunkiem na początku mojej szalonej randki z Hectorem, zdałam sobie sprawę, że wiedziała, że zostałam zgwałcona.

Zamiast wywołać u mnie panikę, zażenowanie lub złość na Hectora (albo Lee, Indy, Tex, Jet czy ktokolwiek) za to, że jej powiedział, pochyliłam się do niej jeszcze bliżej.

„Pani Chavez” - powiedziałam delikatnie, ale ona już na mnie nie patrzyła, jej oczy spoczęły na Hectora i zaczęła krzyczeć na niego szybkim hiszpańskim ogniem.

Tak, krzyczała. I tak, po hiszpańsku.

Spróbowałam się cofnąć, bo, cóż, trochę mnie wystraszyła, ale Hector wciąż mnie mocno trzymał. Potem zaczęła machać rękami, a ona odwróciła się, podeszła do Eddiego, stanęła mu w twarz i zaczęła krzyczeć na niego wciąż po hiszpańsku.

Potem odwróciła się do Lee, machając na niego palcem, a potem na niego krzyknęła (po hiszpańsku).

„Mamo” - powiedział cicho Hector, przerywając jej tyradę.

Odwróciła się, już nie machając palcem na Lee, i spojrzała na Hectora.

„Cómo?” - warknęła.

„Sadie jest głodna” - powiedział Hector do swojej matki, wrzucając mnie pod autobus.

„Nie!” - krzyknęłam natychmiast – „Nie, naprawdę, kontynuuj, hmmm… krzyczenie na ludzi. To twój dom. Rób co chcesz. Ze mną w porządku. W ogóle nie jestem głodna.”

Wskazała na mnie palcem i patrząc na nią mogłam stwierdzić, że mam kłopoty.

„Ty! Zbyt chuda!” - oświadczyła, dźgając mnie palcem - „Jemy. Mi hijo lubi krągłości. Każdy prawdziwy mężczyzna lubi krągłości. Musimy popracować nad twoimi!”

Potem wyszła z pokoju i po kilku chwilach słyszeliśmy trzask patelni i inne różne, bardzo głośne odgłosy kuchni. Rozejrzałam się po pokoju i wszyscy się do mnie uśmiechali, Indy i Jet nawet trochę chichotały. Nie sądziłam, że jest z czego chichotać. Spojrzałam na Hectora i zagapiłam się. Patrzył na mnie uśmiechnięty.

Zanurzył twarz blisko mojej i szepnął – „Ona cię lubi.”

Do jasnej cholery.

*****

Przeszłam przez kolację w domu matki Hectora (tak przy okazji, miała na imię Blanca, a ładna, starsza blondynka to Nancy, dziewczyna Texa i mama Jet), z zaledwie kilkoma nieprzyjemnymi zdarzeniami.

*****

Po pierwsze, kiedy wszyscy usiedliśmy, nałożyliśmy sobie pyszne jedzenie Blanki i wszyscy zaczęli jeść, Blanca odrzuciła serwetkę, podeszła do mnie i wyrwała mój talerz spod podniesionego widelca. Następnie okrążyła stół, zatrzymując się przy każdym półmisku pełnym jedzenia i dokładając coraz więcej na mój talerz. Potem podeszła z powrotem do mnie i upuściła mój talerz przede mną z jękiem - „Za chuda!”

Spojrzałam z przerażeniem na górę jedzenia widoczną na moim talerzu.

Blanca wróciła na swoje miejsce w górze stołu (Eddie był u szczytu, Jet po jednej stronie, ja po drugiej) i zaczęła radośnie gaworzyć, jakby nie zrobiła dopiero co wielkiej Sceny Kulinarnej.

Kiedy pomyślałam, że to bezpieczne, zwróciłam się do Hectora i wyszeptałam - „Nie dam rady tyle zjeść.”

Spojrzał na mnie i jego oczy tańczyły – „Spokojnie, mi cielo, zaopiekuję się tobą.”

A potem, jeśli możesz w to uwierzyć, zaopiekował się mną. Podczas kolacji na przemian zjadał ze swojego talerza i (kiedy Blanca nie patrzyła) z mojego talerza, aż oba były puste.

Jak dziwne to było?

*****

Poradziłam sobie z kolacją, chociaż czułam się dziwnie, jak wtedy, gdy po raz pierwszy wprowadziłam się do Buddy’ego i Ralphiego.

Widzicie, ci ludzie byli przyjaciółmi. W rzeczywistości było jasne, że znali się od lat, więc byli przyjaciółmi. Trudno było to opisać, ale ponieważ (z wyjątkiem Hectora, Eddiego i Blanki oraz, oczywiście, Jet i Nancy) nie było między nimi więzów krwi, a mimo to nadal zdecydowali się spędzić razem swoje życie i było to bardziej niż zżyta więź, szczęśliwej, zrelaksowanej rodziny, która sama siebie wymyśliła. Śmiali się, rozmawiali, plotkowali, uśmiechali się i drażnili się nawzajem z czułym uczuciem.

Poza moimi przyjaciółmi Ralphiem i Buddy’m nigdy nie byłam w pobliżu czegoś takiego i nie wiedziałam, jak się zachować, co powiedzieć. Wiedziałam tylko, że Lodowa Księżniczka naprawdę nie jest tu mile widziana. Nie mogłam wcisnąć jej na miejsce, żeby pomóc mi sobie poradzić, nawet gdybym chciała. Wiedziałam też, że Nowa Sadie nie była gotowa na to doświadczenie, nawet trochę.

Więc siedziałam cicho, uśmiechając się lekko, gdy ktoś na mnie patrzył lub kiedy słyszałam żart, z którego powinnam była się śmiać, ale byłam zbyt zestresowana, by się zrelaksować i być prawdziwa, jak oni.

Czułam się jak ktoś z zewnątrz zaglądający do środka, usunięty, a nie jako ktoś niepożądany, cóż ...

Nie należący tam.

*****

Drugi incydent wydarzył się, gdy wszyscy rozmawiali, a maruderzy kończyli posiłki.

Hector odsunął nieco swoje krzesło od stołu i ku mojemu zdziwieniu pociągnął mój zagipsowany nadgarstek na swoje udo. Potem czubki jego palców dotknęły czubków moich palców, które były odsłonięte przez gips.

Jego dotyk sprawił, że zrobiło mi się ciepło.

Odwróciłam się do niego, a on patrzył na nasze ręce.

„Kiedy ci to zdejmą?” - zapytał cicho.

„Środa” - odpowiedziałam, chcąc zabrać rękę, choćby ze względu na zdrowie psychiczne, ale myśląc, że może to nie być dobry ruch przy stole Blanki. Wiedziałam jedno, na ziemi nie było sposobu, bym przeżyła jeszcze jedną scenę i wiedziałam też, że zrobię wszystko, aby tego uniknąć, w tym pozwolę Hectorowi dotknąć mojej dłoni.

„Dobrze” - mruknął.

Przełknęłam.

Jego czarne oczy spoczęły na moich i coś tam paliło się tak mocno, że poczułam, jak moje serce zaczyna bić szybciej.

„Ona się odsuwa” - szepnął.

„Przepraszam?”

Nie wyjaśnił się, zamiast tego powiedział - „Sadie, jesteś tu bezpieczna. Możesz być dziewczyną, którą widziałem przez ostatnie kilka dni.”

O mój.

Moje ciało napięło się i Lodowa Księżniczka wsunęła się w moją skórę, zanim mogłam ją powstrzymać.

„Nie wiem, co masz na myśli” - odpowiedziałam chłodno, chociaż wiedziałem dokładnie, o co mu chodzi.

Podniósł moją zagipsowaną dłoń do ust i (bez żartów, tuż przy wszystkich!) pocałował odsłonięte tam palce. Lodowa Księżniczka rozpłynęła się w parującej, gorącej kałuży.

Potem mruknął – „Wiesz, co mam na myśli.”

Szlag.

Moje oczy powędrowały do ​​stołu. Indy patrzyła na mnie, a kiedy moje oczy uderzyły w jej, jej oczy szybko się odsunęły, ale wciąż widziałam jej uśmiech. Widziałam, że Tex też mnie obserwował, ale nie odwrócił wzroku. Uśmiechał się do mnie szeroko, więc to ja odwróciłam wzrok. Niestety, spojrzałam na Blancę i jej lśniły od łez (znowu!).

Do jasnej cholery.

Spojrzałam na Hectora – „Proszę, puść mnie” - szepnęłam.

Puścił mnie i odetchnęłam z ulgą, ale oddech utkwił mi w gardle, kiedy jego ręka powędrowała do siedzenia mojego krzesła. Mocno szarpnął, przyciągając moje krzesło do boku swojego krzesła, tak że nasze uda zostały ściśnięte. Potem usiadł i owinął ramię wokół oparcia mojego krzesła.

Nie było sposobu, bym mogła się wymknąć lub umieścić go w głębokim zamrożeniu (co byłoby moim pierwszym wyborem), więc po prostu siedziałam tam spięta, podczas gdy wszyscy próbowali udawać, że nie uśmiechają się do siebie z powodu Hectora i mnie.

Więc próbowałam udawać, że nie próbują udawać, i powiedziałam sobie, że mogę przetrwać noc.

O ile gorzej może być?

*****

Następny incydent miał miejsce, gdy Blanca zaczęła sprzątać ze stołu.

Jet i Indy wstały, żeby jej pomóc.

Odsunęłam krzesło i skorzystałam z tej wspaniałej okazji, aby uciec od Hectora. Postanowiłam, że powinnam też pomóc w sprzątaniu ze stołu. Chociaż zawsze mieszkałem w domu z pomocą, która gotowała dla nas i sprzątała ze stołu, pomagałam Ralphiemu i Buddy’emu w ich domu.

Mogłabym to zrobić.

Problem w tym, że miałam gips na ręce. Nie tak łatwo układać talerze i nieść półmiski wciąż ciężkie od jedzenia, mimo że wszyscy skończyli jeść (jedno było pewne, Blanca była hojna w swojej gościnności). Mimo to: albo pomagałam, albo bym siedziała blisko boku Hectora, wszyscy by myśleli, że jesteśmy kimś, kim nie jesteśmy, albo, że będziemy po tym, jak Hector i ja porozmawiamy.

Uznałam, że talerze to mój najlepszy wybór, więc ostrożnie balansując talerzami i sztućcami, poszłam za Jet i Indy do kuchni.

Katastrofa prawie się wydarzyła, kiedy weszłam do kuchni Blanki, talerze zachwiały się, a niektóre widelce i noże spadły na podłogę. Zanim mogło się pogorszyć i bym musiała kupić Blance nowy zestaw ceramiki, Indy odwróciła się od kładzenia swoich na blacie i zręcznie chwyciła moje talerze, gdy Blanca pochyliła się i podniosła sztućce.

„Przepraszam, pani Chavez” - powiedziałam do niej, czując się jak idiotka.

Wyprostowała się i rozkazała - „Blanca, mi hija, mów do mnie Blanca.” Potem włożyła sztućce do zlewu i wyszła. Ale Jet była przy zlewie, zmywała naczynia i z jakiegoś dziwnego powodu chichotała.

Nie chciałam wiedzieć, ale chciałam wiedzieć i nie mając siły woli, by się powstrzymać, zapytałam - „Co jest takie zabawne?”

Rzuciła mi olśniewający uśmiech (Jet była narzeczoną Eddiego, była blondynką z zielonymi oczami i bardzo ładną, ale kiedy się uśmiechała, zatrzymywało się serce).

„Czy mówisz po hiszpańsku?” - zapytała.

Potrząsnęłam głową.

„Mi hija oznacza moja córka”.

O mój.

Blanca właśnie nazwała mnie swoją córką. Jej córka.

To nie mogło być dobre.

Podeszłam bliżej Jet - „Poważnie?”

„Poważnie.”

Indy zachichotała trochę, kiedy Jet podała jej wypłukany talerz, który miała włożyć do zmywarki. Zaczęłam układać talerze i sztućce na blacie, żeby Jet mogła łatwiej je opłukać.

„Czy, hmmm, meksykańsko-amerykańskie kobiety nazywają ludzi tak…?” - zaczęłam.

„Nie” - przerwała mi Jet - „Nie nazwała mnie tak, dopóki…” - spojrzała w sufit, po czym zakończyła - „Myślę, że widziałam ją trzeci raz”.

„Wygrałaś!” - Indy krzyknęła i wybuchnęła śmiechem. Jet zaśmiała się z nią bez wahania. I w tamtej chwili nie mogłam nic na to poradzić, były tak wciągające (chociaż to mnie naprawdę zdziwiło, to wszystko), że zaśmiałam się razem z nimi.

Blanca wpadła do spirzarni, a potem znów zaczęła kręcić się po kuchni, przygotowując się do podania deseru.

„Czy mogę coś zrobić?” - spytałam jej.

„Si, możesz zrobić kawę” - odpowiedziała Blanca i odetchnęłam z ulgą. Zdecydowanie mogłam zrobić kawę i to jedną ręką. Miałam w tym mnóstwo praktyki u Buddy’ego i Ralphiego. Pokazała mi, gdzie znaleźć kawę, po czym znów wyszła, niosąc talerze deserowe.

Natychmiast, gdy Blanca wyszła, szeptem zapytałam Jet - „Czy mówisz po hiszpańsku?”

„Trochę” - odparła Jet, wlewając płyn do mycia naczyń do brudnego garnka, a następnie odkręcając nad nim kran.

„Co znaczy mamita?”

Spojrzała na mnie rozumiejącym spojrzeniem i szeroko się uśmiechnęła - „To znaczy mamuśka, to czułe słówko, jak facet nazywający swoją dziewczynę mała.”

O mój.

Hector nazwał mnie „mała”.

Do jasnej cholery.

Szłam dalej – „A co z mi cielo?”

Jet zamrugała – „Hector nazwał cię mi cielo?”

Przytaknęłam.

Jej szeroki uśmiech stał się jeszcze większy - „To dosłownie oznacza moje niebo, ale jest to także czułe, trochę, hmmm…” - szukała słowa – „Silniejsze niż mamita” - dokończyła.

Nie wiedziałam, co z tym zrobić, ale nie byłam pewna, czy to dobrze. To znaczy, byłoby dobrze, gdybym była normalną osobą w typie Veroniki Mars, ale nie było to dobre, gdybym nie była normalną osobą w typie Veroniki Mars (i nie byłam).

„Jak nazwie cię mi amor, to naprawdę będziesz miała kłopoty” - ciągnęła Jet, zanim zdążyłam wybiec z krzykiem z domu.

„Dlaczego?”

„To znaczy moja miłość, a to oznacza, że ​​jest poważny” - odpowiedziała Jet, po czym kontynuowała z szerokim uśmiechem – „Albo, powinnam powiedzieć, poważniejszy.”

Nie mogłam się powstrzymać od pochylania się do niej i szepnięcia - „Myślę, że mam kłopoty.”

„Siostro, zdecydowanie masz kłopoty” - powiedział Indy i też się do mnie uśmiechała, jakby to była dobra rzecz.

Nie sądziłam, że to dobra rzecz. W rzeczywistości bardziej niż trochę się martwiłam, że to bardzo, bardzo zła rzecz. Otrząsnęłam się ze złych przeczuć i na koniec, ponieważ musiałam wiedzieć, więc zapytałam Jet - „Co mówiła Blanca w salonie, kiedy przyjechaliśmy z Hektorem?”

Jet potrząsnęła głową – „Mówiła zbyt szybko, a ja nie mówię płynnie ani nic takiego, ale myślę, że sedno tego było takie, że jeśli Hector, Eddie i Lee nie zemściliby się, hmmm …” - urwała.

„W porządku, rozumiem” - powiedziałam cicho, ponieważ zauważyłam, że czuła się nieswojo. Posłała mi inny uśmiech, mniej olśniewający, ale o wiele słodszy.

W jakiś sposób, kiedy Blanca (która nie znała mnie od dziecka) krzyczała na nich w moim imieniu poczułam się dziwnie, ale to nie było takie dziwaczne, to było inne, szczęśliwe dziwne.

Nie było to całkiem obce. Czułam się tak w pobliżu mojej mamy. Ale to było uczucie, którego nie czułam od bardzo dawna. Oczy Jet przesunęły się na Indy, ale wyczerpałam rezerwy Nowej Sadie, więc odwróciłam się i dokończyłam robić kawę.

Zaskakujące, na szczęście, nie popchnęły tego.

*****

Ostatni incydent wydarzył się po kolacji.

Wracaliśmy wszyscy do salonu po więcej kawy, a Blanca zażądała Hectora. Szli przede mną, ona obejmowała go ramieniem w talii, a on ramieniem obejmował jej ramiona, z nisko pochyloną głową, gdy mówiła do niego po hiszpańsku.

Wszyscy oprócz Indy i Lee byli przed nimi, szłam za nimi, a Indy i Lee za mną.

Kilka kroków od drzwi do salonu zdecydowałam, że już czas. Miałam okazję, więc zatrzymałam się i zwróciłam do Lee.

„Mogę z tobą chwilę porozmawiać?” - zapytałam.

Lee i Indy zatrzymali się. Lee spojrzał na mnie i skinął głową.

Indy powiedziała - „Może ja …”

Spojrzałam na nią i przerwałam - „Nie, w porządku. Możesz zostać. To nie potrwa długo”

Indy skinęła głową, ale wzięła Lee za rękę i wyglądało na to, że się przygotowuje. Czytaj: tylko mnie obserwowała. Przez cały deser ćwiczyłam to, co miałam do powiedzenia, więc byłam gotowa. Wzięłam głęboki oddech, wyprostowałam ramiona, spojrzałam na Lee i powiedziałam - „Spędziłam swoje życie wśród złych ludzi. Źli ludzie, którzy robili rzeczy, które krzywdziły innych ludzi i nie czuli skruchy.”

„Sadie …” - zaczął Lee.

„Proszę, wysłuchaj mnie.”

Lee przestał mówić.

„Trudno było żyć w tym świecie” - powiedziałam.

Milczał. Indy milczał. Szłam dalej.

„Trudniej byłoby żyć w świecie, w którym dobry człowiek winiłby siebie za to, co zrobił zły”

Przerwałam, a potem wygłosiłam swój wielki finał czyli coś, co uważałam za dość zdecydowane (jak sama sobie to mówiłam) - „Nie ponosisz odpowiedzialności za to, co mi się przydarzyło”.

Lee natychmiast powiedział - „Doceniam to, ale nie zmienia to faktu, że…”

Przerwałam – „Jak będziesz się trzymaj tej skruchy, to ...”

Co teraz miałam powiedzieć?

Nie spodziewałam się, że Lee cokolwiek zrobi, ale czułam się nieswojo. Zepsuł mój wielki finał! Nie przyszło mi do głowy, żeby przećwiczyć różne reakcje na jego możliwe odpowiedzi! Dlaczego nie mógł po prostu się zgodzić i odpuścić, żebyśmy mogli iść na kawę?

Bycie miłym dla ludzi było trudne.

No cóż, po prostu musiałam to nadrobić - „To mnie…” - szukałem słowa - „Bardzo hmmm…” - no dalej Sadie! – „To mnie zdenerwuje” - skończyłam.

Oboje Indy i Lee gapili się na mnie. Byłam wyczerpana, nie miałam więcej, ale nie uważałam za stosowne odejść.

W końcu Lee uśmiechnął się i powiedział - „Nie chciałbym cię zdenerwować”.

Jego ton był dziwny. Wtedy dotarło do mnie, że się ze mną drażni.

Tak, drażni się ze mną.

Lodowa Księżniczka podniosła głowę - „Cóż. dobrze. Więc niech tak się nie stanie.”

Z jakiegoś powodu to, co powiedziałam, sprawiło, że Lee wybuchnął śmiechem. To sprawiło, że Indy zrobiła to samo. Śmiali się prosto w twarz Lodowej Księżniczki!

Jak dziwne to było?

Lee zbliżył się do mnie (przy okazji roztrzaskał moją Lodową Fortecę), zarzucił mi rękę na ramiona i wprowadził mnie do salonu, Indy za nim.

„Dopilnuję, że to się więcej nie powtórzy” - powiedział, wciąż brzmiąc, jakby się drażnił. Potem powiedział - „Obiecuję”.

Zaskoczona zmianą tonu spojrzałam na niego. Nie drażnił się już, był bardzo poważny. Zanim zdążyłam zareagować, postawił mnie u boku Hectora. Hector uniósł brwi, patrząc na mnie. Wciągnęłam usta między zęby. Hector zobaczył, że nie zamierzam się tym podzielić, i westchnął.

Trzydzieści minut później wyszliśmy.

Wreszcie się skończyło.

I przeżyłam.

Dzięki Bogu.


 

6 komentarzy:

  1. Ja naprawdę jestem w szoku, że potrafisz codziennie dodać rozdział �� Jesteś chyba robotem ❤ Cieszy mnie to że też lubisz twórczość Kristen�� Co do fabuły jestem w szoku, że Hektor wybrał taki scenariusz ale zrozumiałam , że Sadie w większym gronie czuje się po prostu lepiej ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję jesteś wielka....kocham tych dwoje

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ważne błędy....ważne są chęci 😛😍

    OdpowiedzUsuń
  5. Rany...nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cie znalazłam :D <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam książki tej autorki i zawsze mam niedosyt jak skończę czytać a nie ma kolejnych oficjalnie przełożonych tomów. Dzięki tobie mogę dalej śledzić losy bohaterów.

    OdpowiedzUsuń