ROZDZIAŁ
VIII
Mężczyzna
miesiąca
Sadie
Otworzyłam oczy i pierwszą rzeczą,
jaką zobaczyłam, była muskularna kolumna męskiego gardła. Ponieważ nie zdarzało
mi się to codziennie, pomyślałam, że najlepiej przyjrzeć się otoczeniu.
Byłam w salonie na kanapie i byłam zaplątana
w coś, co wyglądało na Hectora. Chociaż wpatrywałam się w jego gardło, to nie
mógł być nikt inny. Przez zaplątanie miałam na myśli, że jego ramię było
owinięte wokół mojej talii, moje ramię było owinięte wokół jego talii, moja
górna noga była przerzucona przez jego udo, jego noga była przekrzywiona między
moje nogi, moja druga ręka była płasko na jego klatce piersiowej i reszta mnie
była przyciśnięta do reszty niego.
O mój.
Gdzieś po drodze ktoś okrył nas
kocem. Jego ciało było ciepłe, koc zatrzymywał ciepło i czułam się wyjątkowo
przytulnie. Wspomnienia poprzedniej nocy zalały mój mózg i przytulność opuściła
moje ciało jak strzała.
Musiałam szybko się stamtąd wydostać.
Odchyliłam głowę do tyłu, żeby ocenić stan jego świadomości. W chwili, gdy to
zrobiłam, obniżył podbródek i spojrzał na mnie.
Cóż, to odpowiedź na moje pytanie:
nie spał.
„Cześć” - powiedziałam z braku innego
wyjścia.
Jego twarz rozgrzała się i do mojego
sennego mózgu dotarło, że dobrze wyglądał, kiedy się budził, zwłaszcza jego
ciepłe, senne, czarne oczy.
O mój znowu.
Zanim zdążyłam wymyślić cokolwiek
innego do powiedzenia lub zrobienia, jego twarz zaczęła zbliżać się do mnie i
nagle zaczął mnie całować.
Tak, całował mnie.
Rankiem.
Na kanapie.
Zaplątany ze mną.
Przez nanosekundę myślałam, żeby się
wycofać, ale potem zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo lubię jego usta na
moich ustach. Potem pocałunek pogłębił się i zdałam sobie sprawę z tego, że
naprawdę lubię jego usta na moich ustach, ale jeszcze bardziej podobał mi się
jego język w moich ustach.
Więc oddałam mu pocałunek.
Tym razem nie był pełen pośpiechu i
ognia. Tym razem brał to wolno, czyniąc to słodkim, budując gorąco.
Lubiłam to.
Tak mi się podobało, że przycisnęłam
się do niego bliżej i jego ręce zaczęły się po mnie poruszać. Też nie były
pilne, nie zaborcze, nie wymagające. Jego dotyk był lekki, miękki i czułam się
naprawdę super dobrze.
To sprawiło, że przycisnęłam się
bliżej, zanurzyłam rękę pod jego koszulkę i poczułam jego skórę na plecach.
Jego ciepło było ogromne, jego skóra była gładka i czułam pod nią twarde mięśnie.
Też mi się to podobało. Tak mi się
podobało, że chciałam więcej. Spodobało mi się to tak bardzo, że oddałabym cały
mój fundusz powierniczy, aby uzyskać więcej.
„…dobry, dzieciaki” - usłyszeliśmy
Ralphiego.
Moje ciało zamarło, usta Hectora
oderwały się od moich i spojrzał mi w oczy.
„Kto chce kawę?” - Ralphie ciągnął
dalej i nie przestawał - „Buddy jest zajęty. Zmęczyłem go zeszłej nocy, więc
będziecie się musieli zadowolić śniadaniem a la Ralphie.”
Podniosłam głowę, by spojrzeć przez
ramię Hectora i zobaczyłam, że Ralphie znika w kierunku kuchni, ubrany w
szlafrok i drapiąc się po plecach.
Opadłam i spojrzałam na Hectora,
rozdarta między śmiechem, płaczem a paniką.
„Właśnie zostaliśmy przyłapani na
całowaniu się z języczkiem na kanapie” - poinformowałam go szeptem, jakby nie
był obecny na tym wydarzeniu.
„Tak” - zgodził się Hector, a jego
usta znów walczyły z uśmiechem.
Wtedy to się stało. Wypuściłam
gwałtownie powietrze przez nos i, nie mogąc tego kontrolować, przycisnęłam
twarz do jego gardła i zaczęłam chichotać. W ciągu kilku sekund przeszłam do
śmiechu, a moje ciało trzęsło się od tego. Hector przewrócił się na plecy,
zabierając mnie ze sobą, więc byłam na górze. Cały czas się śmiałam.
Później, gdy trochę się pośmiałam,
uniosłam się, oparłam przedramię na jego klatkę piersiową, a drugą ręką
podniosłam, by otrzeć oczy.
„To było zabawne” - powiedziałam mu,
przewracając oczami w kierunku sufitu i przesuwając palcem pod prawym.
„Widzę” - powiedział Hector.
Spojrzałam na niego. Uśmiechał się,
ale z opóźnieniem zdałam sobie sprawę, że się nie śmiał.
„Nie sądziłeś, że to było zabawne?”
„Mamita, to było zabawne, ale nigdy
wcześniej nie widziałem, żebyś się tak śmiała. Nie ma mowy, żebym przegapił
okazję, żeby to obejrzeć.”
Mój żołądek ścisnął się na to co
powiedział i zaniemówiłam, a uśmiech zamarł na mojej twarzy.
„I to było na tyle” - wymamrotał,
obserwując moje usta.
„Czy dużo się śmiejesz?” - zapytałam,
ale z jakiegoś powodu nie spodziewałam się, że odpowie. Może dlatego, że było
to tak jakby osobiste pytanie.
Jego ramiona obejmowały moją talię i
delikatnie uścisnął mnie.
Potem, ku mojemu zdziwieniu,
odpowiedział - „W skali od jednego do dziesięciu, gdzie jeden to Sadie, a
dziesięć to Indy, powiedziałbym, że około pięciu.”
„Czy Indy dużo się śmieje?”
„Cały czas.”
Moje ciało, które stało się spięte,
odprężyło się i uśmiechnęłam się do niego.
„Dobrze. Lubię ją” - powiedziałam mu
– „Ona jest miła. Zasługuje na życie pełne śmiechu.”
Twarz pana Zmienny Nastrój
pociemniała i zabrzmiał na złego, kiedy zapytał - „A ty nie?”
„Nie powiedziałam tego.”
„To było w domyśle.”
Pomyślałam o tym, co powiedziałam, a
potem moje oczy zwęziły się w zmieszaniu – „Też nie sugerowałam tego.”
„Czy to nie ty stałaś w tym pokoju
zeszłej nocy, mówiąc mi, że nie należysz do mojego ludu, mówiąc, że jesteś
córką Setha Townsenda i to jest powód, dla którego tak jest?”
„Cóż, ja jestem córką Setha
Townsenda.” I byłam!
„Tu padre był handlarzem narkotyków,
a ty byłaś córką handlarza narkotykami. Nie możesz wybrać swojego ojca. Nikt
cię nie obwinia za wybory, których on dokonał. Zrobiłaś wszystko, co mogłaś, z
tym, co dostałaś.”
Próbowałam cofnąć nasz poranek od
pocałunku do teraz, żeby zobaczyć, co poszło nie tak, ale Hector jeszcze raz
mnie ścisnął, a przewijanie zatrzymało się. Ten uścisk był czuły, ale był to
czuły zirytowany.
„Twoim losem w życiu nie jest zapłata
za to, co zrobił twój ojciec. Masz coś innego w życiu, wybrałaś swoją ścieżkę w
chwili, gdy zaczęłaś przekazywać mi informacje przez tę szufladę.”
„Co to znaczy?”
„To oznacza, że wiele dziewcząt
żyjących twoim życiem nie podjęłoby takiej decyzji, gdyby oznaczało to, że mogą
nie mieszkać więcej w dużych domach, nosić markowych ubrań i jeździć drogimi
samochodami”.
Zamrugałam oczami – „Hector, nie
wiem, czy o tym wiesz, ale mam fundusz powierniczy.”
„Masz trzy miliony dolarów w funduszu
powierniczym. To nie da ci takiego życia, jakim żyłaś ze swoim ojcem.”
Oczywiście miał rację. Trzy miliony
dolarów to dużo pieniędzy, ale mój ojciec miał dużo więcej (oczywiście zanim
federalni go przejęli).
To wszystko sprawiało, że czułam się
trochę nieswojo, więc zanim zdążyłam się nad tym lepiej zastanowić, wypaliłam -
„Czy możemy wrócić do jowialnej, zabawnie-kochającej części poranka?”
Patrzył na mnie, wciąż jeszcze zły
przez minutę, po czym jego twarz się rozjaśniła i westchnął.
„Chciałbym, żebyś wybrała tę, w
której twój język był w moich ustach, a ręce wędrowały pod moją koszulą”.
Ja też miałam nadzieję, że to wybrałam.
Uścisnął mnie jeszcze raz, złapałam jego uśmiech i zdałam sobie sprawę, że
teraz się ze mną drażni.
Mój żołądek zrobił kolejny skok.
„Cukiereczku, wiem, że zmierzasz pobić
rekord świata w najdłuższej pierwszej randce w historii człowieka, ale mamy do
sprzedania obrazy, żebyśmy mogli spłacić naszą kartę kredytową Z Gallerie” -
powiedział Ralphie od drzwi do kuchni.
Hector i ja odwróciliśmy głowy i
spojrzeliśmy na Ralphiego.
„Nie mam karty kredytowej Z Gallerie”
- powiedziałam Ralphiemu.
„Ty nie, ale ja tak. Chodźcie we
dwoje” - Ralphie klasnął w dłonie. – „Hop, hop.”
Tym razem westchnęłam.
Hector zakręcił się, podciągnął mnie
na niego, wylądowałam na jego kolanach, wstał i postawił mnie na nogi. Wtedy
zdałam sobie sprawę, że oboje jesteśmy bez butów.
„Jak zdjęto mi buty?” - zapytałam,
wpatrując się w swoje stopy.
„Buddy i ja obudziliśmy Latynoskie
Ciacho, kiedy wróciliśmy do domu” - powiedział Ralphie – „Cóż, Buddy obudził,
był naprawdę głośny. Tak czy owak, przyniosłem Hectorowi koc, zdjął ci buty i
to wszystko, co widziałem. Miałem płonącą namiętność, żeby położyć się do
łóżka, zanim bym rzucił się na dywan w holu.”
Spojrzałam na Hectora – „Przespałam to
wszystko?”
Chociaż zapytałam Hectora, Ralphie
odpowiedział - „Jak dziecko”.
Miałam lekki sen; Budziłam się przy
miauczeniu kociaka. Jak mogłam to
przespać?
„Chodźcie, zrobiłem kawę i myślę o opiekanej
bułce z marmoladą. Pysz-no-ścio-we!” - Ralphie ciągnął dalej.
„Dzięki, ale muszę już iść” -
powiedział Hector i brwi Ralphiego uniosły się.
„Czy jadłeś brioche[1]?”
- zapytał Ralphie.
„Nie” - odpowiedział Hector.
„Nie chcesz przegapić brioche” -
poradził mu Ralphie.
Hector rzucił Ralphiemu uśmiech i
odwrócił się do mnie. Objął ramieniem moją talię i delikatnie przyciągnął mnie
do siebie, tak że nasze boki i części naszych frontów stykały się. Pochylił
głowę do mojej, pocałował mnie szybko i spojrzał mi w oczy.
„Pójdę do domu, wezmę prysznic,
przebiorę się. Zadzwonię do Eddiego i Shirleen. Shirleen zadzwoni do Daisy.
Zadzwoń do swojej przyjaciółki Bex. Wrócę i zabiorę cię na komisariat. Powiedz
Bex, żeby spotkała się tam z tobą za dwie godziny.” - powiedział Hector.
O nie.
Zapomniałam, że obiecałam mu, że
pójdę na komisariat. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale Ralphie mnie
wyprzedził.
„Komisariat?” - zapytał.
Hectora spojrzał na Ralphiego -
„Sadie i ja rozmawialiśmy wczoraj wieczorem i ona zgodziła się wnieść dziś rano
oskarżenie przeciwko Ricky’emu i Harveyowi Balducci.”
Patrzyłam, jak twarz Ralphiego
zbladła, a jego ręka podniosła się, by chwycić framugę. Jego reakcja
zaalarmowała mnie i moje ciało ścisnęło się, przygotowując się do pójścia do
niego.
Zanim mogłam się ruszyć, Ralphie
westchnął – „On zapłaci?”
Poczułam łzy napływające do moich
oczu, kiedy zobaczyłam, jak migoczą w oczach Ralphiego i usłyszałam drżenie
uczucia w jego głosie.
„On zapłaci” - powiedział Hector.
Ralphie zamrugał, zebrał się i zdjął
dłoń z framugi.
„Ty ... jesteś ... cudotwórcą!” - zapowiedział
Hectorowi - „Jesteś oficjalnie Człowiekiem Tygodnia Ralphiego. Nie! Człowiek Miesiąca!
Zrobię ci certyfikat!”
Poczułam, jak ciało Hectora zaczyna
się trząść ze śmiechu, gdy Ralphie wpadł do pokoju.
„Idź! Rób co masz zrobić.
Przygotujemy Sadie” - powiedział Ralphie, chwytając mnie za rękę, wyrywając
mnie z ramienia Hectora i ciągnąc w kierunku korytarza.
Spojrzałam za siebie, gdy Ralphie
mnie odciągnął i zobaczyłam, jak Hector pochyla się, żeby podnieść buty.
Kiedy się wyprostował, jego oczy
powędrowały do mnie i, nadal się uśmiechając, powiedział - „Wrócę za
godzinę”.
Serce mi waliło i byłam przerażona
jak diabli. W świetle dnia nie byłam pewien co do pilności tej sprawy. Ale
jedyną rzeczą, którą mogłam powiedzieć, zanim Ralphie zaciągnął mnie do holu,
było „Okej”.
*****
Hector, Buddy i ja weszliśmy na komisariat.
Ralphie poszedł, żeby otworzyć Art.
Po odejściu Hectora Ralphie obudził
Buddy’ego i podzielił się wiadomością, że jadę na komisariat. Buddy (według
Ralphiego) wyskoczył z łóżka „ino chyżo”.
Buddy spędził cały ranek, połykając
obfite ilości ibuprofenu zmieszanego z paracetamolem z dodatkiem kofeiny w
swojej kawie. Mimo to wyglądał jak diabli, ale Buddy nie miał zmiany tego dnia
(w ten sposób pozwolił sobie na odlot ostatniej nocy), a Ralphie poinformował
mnie, że nie ma mowy i możliwości, żeby jeden z nich nie jechał na komisariat
ze mną.
Kiedy brałam prysznic, piłam kawę,
jadłam prażoną bułeczkę z pomarańczową marmoladą i układałam włosy i robiłam makijaż,
Ralphie wybrał mój strój. To była największa Lodowa Królowa.
Zimowe białe, lekkie wełniane spodnie
z gładkim przodem z szerokimi nogawkami i mankietem u dołu. Do tego dopasowana
zimowa biała, jedwabna bluzka. Dla kontrastu Ralphie dodał smukły, lodowo niebieski
pasek i lodowo niebieskie czółenka bez pięty na obcasie w stylu lat 50-tych.
Mój komplet został uzupełniony zimową białą włoską skórzaną, dopasowaną
marynarką, diamentowymi kolczykami i bransoletą tenisową z diamentami w
platynie.
Czysty lód.
Hector trzymał mnie za rękę, kiedy
weszliśmy na komisariat, Buddy (wciąż wyglądający na skacowanego) po mojej
drugiej stronie.
W holu byli Daisy, Shirleen, Luke
Stark i potężny mężczyzna o jasnobrązowych włosach i muskularnej sylwetce.
Faktycznie, jedno spojrzenie na niego i byłam pewna, że Bóg uznał za stosowne
dać temu człowiekowi dwa razy więcej mięśni niż innym mężczyznom.
Daisy podbiegła do mnie w chwili, gdy
mnie zobaczyła – „Jak się czujesz?” - zapytała.
„Boję się na śmierć” - odpowiedziałam.
Hector ścisnął moją dłoń.
Daisy złapała mój zagipsowany
nadgarstek i trzymała go - „Nikt cię nie skrzywdzi, nie tutaj, nie znowu.
Comprende?”
Skinąłam głową.
„Będziemy tutaj, nie będziesz sama” -
ciągnęła.
Ponownie skinęłam głową.
Podeszliśmy do miejsca, w którym
stali Luke, Shirleen i drugi mężczyzna. Kiedy znalazłam się kilka kroków od
niej, Shirleen podbiegła, odciągnęła mnie od Hectora i Daisy i mocno mnie
przytuliła.
„Dziecko” - powiedziała delikatnie w
moje włosy.
Potem pozwoliła mi odejść. To było
to. Ale to było wszystko, co musiało być. Shirleen Jackson dawała dobre uściski.
„Sadie, to jest Luke Stark i Jack
Tatum” - powiedział Hector, kiedy Shirleen się odsunęła - „Pracują dla Lee i są
tutaj, aby składać zeznania. Byli tam tej nocy, kiedy wjechałaś na parking”
W tym momencie zamarłam.
Bex powiedziała mi, że wiele osób blokowało
to, co się z nimi stało. Nie ja, nie, ja pamiętałam każdą sekundę. W tym
wspinanie się na klatkę schodową w samej koszuli nocnej.
Od razu zdecydowałam, że nie mogę
tego zrobić.
Zanim zdążyłam odwrócić się na pięcie
i uciec, odezwał się Jack - „Powiem tylko, że o wiele bardziej niż to gówno
podoba mi się plan Hectora, polegający na dopadnięciu Ricky'ego. Nie podoba mi
się pomysł, żeby trafiał do wygodnej celi więziennej na następne piętnaście
lat. Żaden mężczyzna nie sprawia, że kobieta kończy noc, ślizgając się we
własnej krwi na jakichś schodach…”
„Jack” - warknął Luke (tak, warknął).
Raczej poczułam, niż zobaczyłam, jak
ciało Hectora napięło się i ten niebezpieczny prąd trzeszczał w całym holu.
„Dziękuję” - powiedziałam szybko,
starając się odeprzeć prąd.
Jack spojrzał na mnie. Potem powiedział
- „Co?”
Odepchnęłam panikę, stłumiłam strach
i wyszłam do przodu, żeby Hector nie zaczął się bić ze swoim kolegą, ponieważ
był trochę zbyt szczery w nieodpowiednim momencie.
Wyjaśniłam - „Dotarłeś do mnie pierwszy.
Byłeś miły. Dziękuję ci.”
Jack znowu na mnie spojrzał. Wtedy
wymamrotał - „Jezu”.
Postanowiłam potraktować to jako
sposób na powiedzenie „nie ma za co”.
Wzięłam głęboki oddech, wyprostowałam
kręgosłup, spojrzałam na Hectora i zapytałam cicho - „Czy możemy iść i zrobić
to teraz?”
Jego ramię zsunęło się po moich
ramionach, przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w dół na mnie.
„Tak, mamita, możemy to zrobić teraz.”
*****
Weszliśmy do dużego pokoju pełnego
ludzi, dzwoniących telefonów i mnóstwa biurek.
Nie ucichło, kiedy weszliśmy, ale
hałas zdecydowanie wyciszony.
Moje oczy znalazły Eddiego, który
stał przy biurku na środku pokoju. Obok niego stał mężczyzna w średnim wieku,
niższy od Eddiego o kilka cali, zdecydowanie bardziej okrągły i miał ciemne,
przerzedzone włosy.
Wzrok Eddiego i mężczyzny zwrócił się
na nas natychmiast po wejściu do pokoju. Widziałam, jak Eddie patrzy na swojego
brata, zanim jego oczy przeniosły się na mnie. Wtedy się uśmiechnęłam.
Jego uśmiech był prawie tak miły jak
uśmiech Hectora.
„Willie, Brian, Tony, Jorge, ona jest
tutaj. Zgarnijcie ich” - powiedział mężczyzna obok Eddiego, wskazując na kilku
oficerów mundurowych, którzy stali kilka stóp dalej, po czym obrócił palcem i
wskazał na drzwi.
Funkcjonariusze nie tracili czasu,
wystartowali.
Eddie i mężczyzna podeszli do nas.
Mężczyzna zatrzymał się, Eddie nie.
Jego ramię objęło moją talię; pochylił się i pocałował mnie w bok głowy, a kiedy
ja wychodziłam z szoku z tego powodu, cofnął się.
„To jest detektyw Jimmy Marker.
Zaopiekuje się tobą. Zadzwoniła Bex Cusack i powiedziała, że będzie za
dwadzieścia minut. Zaczniemy po jej przybyciu” - powiedział mi Eddie.
Skinęłam głową.
„Oni nie żartowali, wyglądasz jak
bajkowa księżniczka” - zauważył detektyw Marker.
Ponownie skinęłam głową, teraz
zupełnie niewzruszona tą uwagą, a potem westchnęłam – „Cały czas mi to mówią.”
Detektyw Marker wpatrywał się we mnie
przez sekundę, po czym znów się odezwał - „Willie, Brian, Jorge i Tony właśnie
wyszli zdjąć Ricky’ego i Harveya. Zadzwoniliśmy już do szpitala i umówiliśmy
się na wizyty, aby uzyskać zeznania od personelu, który się tobą opiekował.
Funkcjonariusze chcą złapać tych dwóch dupków, więc Luke, Jack teraz wasza
kolej. Luke jesteś z Melvinem. Jack jesteś z Dannym. Hector chcę z tobą
porozmawiać.”
Niezwłocznie Luke i Jack weszli wgłąb
pokoju, rozdzielili się i podeszli do różnych biurek.
Nie miałam nawet szansy, żeby to
zrozumieć, a już detektyw Marker mówił dalej - „Lee przysłał zdjęcia twojego
mieszkania dziś rano. Chciałbym mieć okazję wysłać chłopców z laboratorium po
incydencie, ale jeśli ktoś nas teraz wpuści, zbadamy to miejsce, zobaczymy, czy
uda nam się znaleźć coś, co umiejscawia tam Ricky’ego.”
„Mogę was wpuścić” - zaofiarował się
Buddy.
Detektyw Marker obejrzał się przez
ramię i zawołał - „Adam, mamy dostęp do mieszkania Sadie. Zadzwoń do chłopców
”.
Mężczyzna po drugiej stronie pokoju
natychmiast odebrał telefon.
Mrugnęłam.
Rany, ci faceci się nie certolili.
Detektyw Marker znów spojrzał na mnie
i zauważył mrugnięcie - „Jesteśmy policją. Nie lubimy przestępczości” -
poinformował mnie.
„Też mi się to nie podoba” -
zapewniłam go, na wypadek gdyby się zastanawiał.
„Nie skończyłem” - powiedział
detektyw Marker.
„Och” - mruknęłam.
„Mam żonę, trzy córki. Gwałt jest na
szczycie listy przestępstw, których nie lubię.” - oświadczył detektyw Marker.
Przełknęłam, a potem zbliżyłam się do
Hectora. Kiedy moja ręka znalazła jego i jego silne palce zacięły się wokół
moich, skinęłam głową.
„Wiem, kim jesteś” - powiedział
detektyw Marker, a ja wstrzymałam oddech - „A przypuszczam, że po sposobie, w
jaki dorastałaś, nie rozumiesz tego, więc wyjaśnię ci to teraz. Stoisz tu,
trzymając za rękę Hectora Chaveza. Bratem Hectora jest Eddie, Eddie jest jednym
z nas. Nie lubimy przestępstw, ale naprawdę nie lubimy przestępstw, gdy zdarzają
się jednemu z nas. Jesteś teraz jedną z nas. Ricky Balducci polegnie, nie
obchodzi mnie, jak to się stanie, ale ja i każdy mężczyzna w tym pokoju zrobimy
wszystko, co, kurwa, musimy zrobić, żeby to się stało. Jesteś ze mną?”
„Jestem z tobą” - szepnęłam.
„W porządku” - skinęłam głową. Potem
się uśmiechnął (co sprawiło, że był dużo mniej przerażający), wyciągnął rękę i
ścisnął moje ramię - „Przemówienie Gliny Twardziela dobiegło końca, załatwmy
to.”
Nie mając nic więcej do powiedzenia,
powiedziałam: „Okej”.
*****
„V ... I ... kurwa ... P!” - Tex zagrzmiał
w chwili, gdy Shirleen, Daisy, Hector i ja weszliśmy do księgarni używanych
książek Fortnum (Buddy był w moim mieszkaniu z „chłopcami z laboratorium”).
Zatrzymaliśmy się kilka stóp za
drzwiami i obejrzałam scenę.
Z przodu księgarni znajdowała się
duża otwarta przestrzeń, lada przed rzędami regałów, lada z espresso przy
tylnej ścianie bocznej, mnóstwo wygodnie wyglądających krzeseł, kanap, foteli i
stołów rozstawionych pośrodku. Pachniało stęchlizną, kurzem, ale wyglądało
naprawdę jak- w-mieszkaniu, usiądź-wygodnie, zostań-na-chwilę. Mimo że minęła
już godzina kawowa, wszędzie byli ludzie. Większość miejsc była zajęta, trzech
klientów czekało w kolejce po zamówienie, dwóch stało na końcu kontuaru
espresso, czekając na swoją kawę.
Indy i wielki, siwobrody mężczyzna z
długimi siwymi włosami zebranymi w kucyk, ubrany w czarną koszulkę z żądaniem
„Ride the Range” i czarną skórzaną kamizelkę z zawiniętą czerwoną bandaną na
czole, stali za ladą. Tex i Jet stali za ladą espresso. Ally zbierała kubki po
kawie z części wypoczynkowej.
„Ty!” - Tex zagrzmiał, wskazując na
ludzi niewinnie siedzących na kanapie przed dużym, szklanym oknem z przodu
sklepu.
„To miejsca VIP’ów. W górę! Ruszaj się!”
Bez słowa, jakby to się wydarzyło
wcześniej i mieli mnóstwo praktyki, ludzie chwycili swoje kubki i laptopy i
pobiegli do narożnego stolika.
„Ty!” - Tex wskazał na mnie. – „Siadaj!”
„Lepiej usiądź” - szepnęła do mnie
Shirleen bokiem - „Twarz Indy robi się czerwona. Nienawidzi, gdy Tex rozsadza
klientów. Wygląda na to, że zaraz wybuchnie.”
Nie chciałam, żeby Indy wybuchła,
więc skinęłam Shirleen i pospieszyłam na kanapę.
„Robię dla ciebie specjalność dnia” -
krzyknął Tex do mnie.
„Okej, Tex” - pomyślałam, że
najlepiej będzie, gdy odpowiem. Potem usiadłam.
„Będziesz musiał poczekać, to Sadie.
Ona jest VIP-em”- poinformował Tex kolejną osobę w kolejce, jakby nie wiedziała
już o tym naprawdę, naprawdę dobrze.
Daisy usiadła po jednej stronie mnie,
Shirleen po drugiej. Siedziały blisko, jak wartownicy. Spojrzałam bezradnie na
Hectora. Znowu robił tę walkę z uśmiechem. Zmrużyłam na niego oczy. Uśmiech
przerodził się w czarujący, biały uśmiech.
Moje oczy się zwęziły i spojrzałam na
niego. Potrząsnął głową i podszedł do lady, gdzie stała Indy. Ally krzątała
się, niepewnie balansując używanymi kubkami po kawie.
„Nic ci nie jest?” - zapytała.
Skinęłam głową. - „Nie było tak źle.
Detektyw Marker jest miły” - powiedziałam jej.
Uśmiechnęła się, a jej oczy tańczyły
w figlarny sposób jak Veroniki Mars - „Nie mówiłam o tym. Mówiłam o tym, że
Hector zabrał cię wczoraj na kolację do Blanki. Co takiego jest z mężczyznami
Chavez, że zabierają swoje kobiety do domu na spotkanie z mamą? Oni wiedzą
lepiej. Blanca to wariatka. Kiedy Eddie po raz pierwszy zabrał Jet do domu,
Blanca miała u siebie całą rodzinę i ponad połowę okolicy.”
Sapnęłam, żałując Jet, ale
jednocześnie z wdzięcznością do losu, że nie musiałam wczoraj wieczorem
zajmować się połową okolicy. To, co miałam, wystarczyło! Nagle pojawiła się
Jet. „To prawda” - powiedziała mi – „Zostałam upita margaritą.”
„A Eddie rzucił twoją komórkę przez
podwórko i rozbił dzbanek z margaritą” - podzieliła się nowo przybyła Indy.
„Nadal żałuję, że to przegapiłam” -
mruknęła Daisy.
„Chłopak ma dobry cel” - wtrąciła
Shirleen – „Cholerne marnotrawstwo margarity.”
„Dlaczego rzucił twoim telefonem?” -
zapytałam Jet.
„Cóż, ścigali mnie źli ludzie. Jeden
zadzwonił do mnie. Eddie odebrał mi telefon i usłyszał, co tamten ma do
powiedzenia. Trochę to sprawiło, że był …” - zawahała się – „Urażony”
„Urażony! Eddie Chavez urażony!
Uwielbiam to” - zagrzmiała Ally.
„Nie był urażony, twój mężczyzna był
wkurzony!” - wtrąciła Indy z szerokim uśmiechem na twarzy.
Rany, musiał być bardziej niż urażony,
żeby rzucić telefonem komórkowym. Spojrzałam na Hectora, który rozmawiał z
facetem w bandanie.
„Właśnie kupiłam nowy telefon. Lubię
go” - powiedziałam im.
„Trzymaj go z dala od Hectora” -
poradziła Ally, po czym wybuchnęła śmiechem.
Tak zrobili wszyscy inni. Rozejrzałam
się po nich, nie wiedząc, co było takie zabawne. To znaczy, podobał mi się mój
telefon komórkowy. Był wymyślny i można było nawet odebrać na nim e-mail.
Tex wcisnął miedzy nas ramię i
wręczył mi duży kubek - „Maślana szkocka sandie latte. To jest toffi z syropem
orzechowym. Jeśli to nie zadziała, kobieto, nic nie zadziała” - oznajmił, po
czym cofnął się i wrócił do lady espresso.
Odwróciłam się do Daisy – „Nie chcę
być wredna czy coś, ale czy on nie jest trochę… dziwny?”
Daisy zaczęła chichotać i zabrzmiało
to jak świąteczne dzwoneczki. Nie mogłam powstrzymać się od chichotania z nią.
Objęła mnie ramieniem i ścisnęła -
„Skarbie, to jeszcze nie połowa”.
Upiłam łyk latte. Wybałuszyłam oczy.
Wyzwalacz zadziałał.
*****
Hector i ja spędziliśmy około godziny
w Fortnum. Hector spędzał większość czasu rozmawiając przez telefon. Spędziłam
czas na rozmowie z dziewczynami, Duke’iem (facetem w chustce, który miał bardzo
głęboki, chrapliwy głos i był dość intensywny w przerażający, ale nie
przesadnie przerażający sposób) i Tex.
Tex kazał mi stanąć za ladą, żeby
nauczyć mnie robić espresso. Ponieważ miałam ekspres do kawy, podobnie jak
Ralphie i Buddy, pokazałam mu swoje rzeczy.
Był pod wrażeniem.
Potem powiedziałam Hectorowi, że
muszę wracać do galerii. W przyszłym tygodniu mieliśmy wystawę i Ralphie musiał
wykonać całą pracę. Nawet gdy stawiałam zarzuty jednemu bratu za gwałt, a
drugiemu za napaść i próbę porwania, co dla normalnych ludzi prawdopodobnie
oznaczałoby, że mogliby wziąć dzień wolny, ja nie mogłam usiąść i pozwolić
Ralphiemu wykonać całą pracę.
Pożegnałam dziewczyny, Texa i Duke’a,
Hector odprowadził mnie do swojego Bronco, pomógł mi wsiąść i ruszyliśmy.
*****
Hector zaparkował na drugiego w LoDo
(co nazywają dolnym centrum Denver) tuż obok Art. Jakby to było całkowicie
legalne i miał pełne prawo na świecie do parkowania na drugiego, od niechcenia
włączył światła awaryjne i odprowadził mnie do galerii.
Weszliśmy, Ralphie podniósł głowę i
zawołał - „Hej Podwójne H, dzwonił Buddy. Powiedział, że dziś wieczorem robi
swojego słynnego smażonego tuńczyka w cytrusach i smażonym błyskawicznym
makaronem. Opuściłeś bułeczkę. Nie możesz przegapić tuńczyka. To byłaby zbrodnia
przeciwko gastronomii.”
Gapiłam się na Ralphiego.
Niech ktoś mi tylko powie, że Ralphie
nie zaprosił Hectora na kolację.
Niech ktoś inny powie mi, że Ralphie
nie nadał Hectorowi przezwisko „Podwójne H”.
„O której?” - zapytał Hector.
„Szósta” - odparł Ralphie.
„Będę tam” - powiedział Hector.
Tak, Ralphie właśnie zaprosił Hectora
na kolację.
Hector się zgodził.
Podsumowałam swoje życie i zadałam
sobie pytanie, czy mam nad nim kontrolę.
W ciągu nanosekund doszłam do
wniosku, że nie mam nad tym kontroli.
Zanim mogłam porozmawiać z
którymkolwiek z nich, aby im powiedzieć, że muszę zebrać myśli, poradzić sobie
z dniem, poradzić sobie z moimi decyzjami, zrozumieć swoje uczucia, dowiedzieć
się, co zamierzam zrobić dalej, ramię Hectora owinęło się wokół moich ramion i wciągnął
mnie w swój żar.
Wszystkie myśli o uporządkowaniu
myśli i planowaniu przyszłości wymknęły mi się z mózgu i spojrzałam na niego.
„Do zobaczenia o szóstej” -
powiedział.
Przytaknęłam.
Jego druga ręka uniosła się i jego
palce wbiły się we włosy z boku mojej głowy.
„Dobrze dziś zrobiłaś” - powiedział
cicho.
„Dziękuję” - odpowiedziałam.
„Zadzwonię, jeśli usłyszę, że zamknęli
Ricky’ego lub Harveya, zanim przyjadę dziś wieczorem.”
„To byłoby miłe.”
„Sadie?”
„Co?”
„Jesteś ze mną?”
Zamrugałam zdezorientowana i
powiedziałam - „Tak” - I byłam, prawda? Stałam w jego ramionach, na miłość
boską.
„To jest Sadie?” - Hector ciągnął
dalej.
Znowu mrugnęłam – „Tak.”
„Moja Sadie?” - trzymał się tego.
Tym razem mrugnęłam z innego powodu.
Jego Sadie? Czy była tam Sadie
Hectora? Czy byłam Sadie Hectora?
Czy Hector myślał, że jestem jego
Sadie?
O mój Boże.
Zanim mogłam przetworzyć to, co
powiedział lub choćby zbliżyć się do zrozumienia, co to znaczyło, patrzyłam,
jak się uśmiecha, a potem pochylił głowę i pocałował mnie w usta.
„Tak” - powiedział, odwracając twarz
o centymetry – „To moja Sadie.”
„O czym mówisz?” - dyszałam.
„Myślałem, że się wymknęła.
Zachowywałaś się jak Stepford Sadie.”
„Stepford Sadie?”
Ciągle się uśmiechał – „Tak.”
Moje plecy wyprostowały się, a moje
zdezorientowane spojrzenie zmieniło się w irytację.
Naprawdę! Stepford Sadie?
„Nie jestem Stepford Sadie. Jestem
Lodową Księżniczką Sadie” - poinformowałam go, bo cóż, powinien dobrze
zrozumieć!
„Jakkolwiek. Dopóki jej nie ma” -
mruknął i ponownie dotknął ustami moich, a potem już go nie było.
Gapiłam się na drzwi, które zamknęły
się za nim. W mgnieniu oka Ralphie był przy mnie.
„On… jest… soczysty” - szepnął
Ralphie - „Chcę go ugryźć. Sss-makowity.”
Natychmiast zdecydowałam, że nie chcę
rozmawiać o tym, że Hector jest soczysty i zdecydowanie nie chciałam rozmawiać
o tym, jak go ugryźć.
„Moje życie wymknęło się spod
kontroli” - powiedziałam do drzwi.
Ralphie bez wahania wykonał ten sam
ruch, co Hector tego ranka, tyle że inny, mniej zaborczy i opiekuńczy, równie
słodki. Jego ramię objęło moje ramiona i przyciągnął mnie do siebie i częściowo
do przodu.
„Słodkości? Moja rada?” - zapytał.
Położyłam głowę na jego ramieniu,
obejmowałam jego talię ramionami i skinęłam głową.
„Co widzę u tego mężczyzny: pałąk
zabezpieczający jest dobrze zablokowany, podnieś ręce prosto i ciesz się
jazdą.”
O mój.
[1] Brioche,
brioszka – francuskie lekko słodkie pieczywo drożdżowe, pieczone z ciasta
bogatego w masło i jaja
Dziękuję! Ralfie jest przezabawny ale z drugiej strony trochę mnie denerwuje, że wszyscy tak rozporządzają Sadie jakby była niepełnosprawna intelektualnie.
OdpowiedzUsuńJesteś najlepsza, czekam na kolejne rozdziały z niecierpliwością:*
OdpowiedzUsuń