ROZDZIAŁ
XXIX
Gardenie
Sadie
Hector i ja staliśmy razem w małym,
szarym pokoju.
Moje ciało było napięte i wyprostowane,
wyglądałam przez kraty w oknie, ale nic nie widziałam.
Hector stał za mną blisko, jego
niezwykłe ciepło biło w moje plecy, jego ramię wokół mojej talii, jego broda
muskała włosy na czubku mojej głowy.
Z jakiegoś dziwnego powodu martwiłam
się tym, co mam na sobie.
Daisy, Ralphie, Roxie, Tod, Stevie i
ja spędziliśmy pięć wyczerpujących godzin w centrum handlowym, próbując znaleźć
właściwy strój na Pierwszą Wizytę u Uwięzionego Ojca. Mimo że zapewniali mnie,
że jest to absolutnie doskonałe, nie byłam pewna.
Potrzebowałam, żeby mój ojciec
wiedział, kim jestem ja. Prawdziwa
Sadie.
Ta, która była właścicielką własnej
galerii.
Która wprowadziła się do Hectora O
mój Boże Chaveza w przedostatnią niedzielę, dzień po oficjalnym zakończeniu
mojej męki.
Która spędzała całe dnie, kręcąc się
w Fortnum z dziewczynami i Ralphiem, przeprojektowując swoją wypaloną galerię.
Która, dzięki Blance, potrafiła teraz
gotować tamales[1] od
podstaw i były smaczne.
Która błagała swojego chłopaka, aby
zabierał ją na swój motocykl po kolacji, co robił, ale dopiero po tym, jak
zmusił ją do kreatywności, zarabiając na przejażdżkę na wiele pysznych
sposobów.
I która w zeszły weekend, u boku
swojego chłopaka, wyremontowała podłogę w jego salonie.
Ale mimo to nie chciałam mówić mu o
tym zbyt bezpośrednio. To byłoby niegrzeczne.
Miałam na sobie nową parę dżinsów
Lucky, dopasowaną bawełnianą bluzkę w kolorze wielbłąda, która przylegała i
pokazywała ślad dekoltu przy rozpiętych guzikach (to sprawiło, że usta Hectora
zacisnęły się, co było dobre, ponieważ trzymał zamknięte), czekoladowo-brązowy
zamszowy pasek z ciężką srebrną sprzączką, parę ciemnobrązowych zajebistych kozaków
(słowa Daisy), które były jednocześnie stylowe, ale także rock'n'rollowe i
czekoladowo brązowy, zapinany na dwa guziki blezer.
Moje włosy były rozpuszczone i
dzikie, opadały mi na ramiona, na plecy, a czasami na twarz (mój ojciec
nienawidził rozpuszczonych włosów, powiedział, że dama nosi włosy do tyłu lub
do góry, wszystko inne było wulgarne). Miałam na sobie długie, duże, złote
kolczyki w kształcie koła (niespodzianka od Hectora, którą dał mi tej nocy,
kiedy się z nim wprowadziłam, jak udało mu się robić zakupy, nie wiem, ale to
zrobił), a dawny naszyjnik mojej matki w dekolcie. Strój wyglądał zwyczajnie,
ale kosztował cholerną fortunę. Uwielbiałam go, to byłam ja, ale wiedziałam, że
mój ojciec będzie tego nienawidził.
„Boję się śmiertelnie” - szepnęłam do
okna.
Ramię Hectora zacisnęło się,
podbródek opuścił moje włosy i poczułam, jak jego usta docierają do mojej szyi.
Całował mnie tam, kiedy drzwi się otworzyły.
Podskoczyłam i odwróciłam się.
Hector nie podskoczył ani nie opuścił
ramienia, ale odsunął głowę z mojej szyi i poruszył się tak jak ja.
Stał tam mój ojciec, ubrany w
więzienny uniform, ale poza tym wyglądał zaskakująco dokładnie tak samo jak mój
ojciec. Opalona twarz, zadbane włosy, dopasowany do ciała więzienny błękit
sprawiał, że wyglądał jak kolejna wielka rzecz w modzie męskiej.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie
wiedziałam co. Ćwiczyłam wiele możliwości rozpoczęcia, z których żadnej nie
pamiętałam w decydującym momencie i z wahaniem dostrzegłem zabójcze spojrzenie,
jakie mój ojciec rzucał Hectorowi.
To oczywiście pozbawiło mnie mowy,
nie żebym wiedziała, co powiedzieć, ale jednak.
„Nie sądzisz, że mógłbym spędzić
trochę czasu z moją pieprzoną córką bez ciebie stojącego tam z rękami na niej?”
- mój ojciec zapytał Hectora.
O rany.
To nie był dobry początek.
„Tatusiu” - powiedziałem, ale mój
głos brzmiał cicho.
Mój ojciec nawet na mnie nie
spojrzał. Niespodziewanie Hector się poruszył. Stanął przede mną, złapał mnie
za rękę, ścisnął i wiedziałam, że zamierza iść.
Spojrzałam na niego, zaczynając
panikować i wypaliłam - „Nie chcę, żebyś poszedł”.
„Będę na zewnątrz.”
„Hector …”
Kolejny uścisk dłoni, a potem „Tuż za
drzwiami”, zanim dotknął ustami moich ust i bez spojrzenia na ojca wyszedł.
Tak zrobił też strażnik.
Mój ojciec i ja byliśmy sami.
Do jasnej cholery.
„Podoba ci się to, Sadie? Sprowadzić go
tutaj i wepchnąć mi w twarz?”
Gapiłam się na niego.
Poczułam, jak moje serce zaczyna bić
szybciej i czekałam, aż to się stanie. Czekałam, aż ktoś, kogo Hector nazywał
Stepford Sadie, wślizgnie się na miejsce. Czekałam na przybycie obowiązkowej
córki, która będzie przepraszać i ukrywać fakt, że Hector był w moim życiu, albo
obieca się go całkowicie pozbyć.
Zamiast tego Stepford Sadie, teraz
dobra i martwa, się nie pojawiła.
„Przepraszam, jeśli to cię
zdenerwowało, ale już wiesz, że on jest w moim życiu” - odpowiedziałam cicho.
„Nie potrwa to długo” - odparł mój
ojciec.
Moje ciało zesztywniało - „A to
dlaczego?”
„Dowiadywałem się o Hectorze Chavezie”
- odpowiedział zimnym tonem – „Ma kolejne laski, Sadie, jesteś tylko ostatnią.”
Wypuściłam oddech i pokręciłam głową
- „Wiem o innych kobietach”.
„W takim razie nie jesteś tak mądra,
na jaką cię wychowałem.”
„Mieszkam z nim.”
„Więc naprawdę nie jesteś taka mądra,
jak ja cię wychowałem.”
Gapiłam się na niego. Odwzajemnił
spojrzenie.
Trwało to chwilę.
Nie zamierzałam się poddać. Wiedziałam,
że on też tego nie zrobi.
Trwało to trochę dłużej.
Ku mojemu zdziwieniu skończył
wpatrywanie się, pytając - „Skończyliśmy?”
Ku mojemu zdziwieniu, odpowiedziałam
doskonale - „Nie wiem, tato, skończyliśmy?”
Było jasne, że nie spodziewał się tej
odpowiedzi, a także jasne, że jej nie rozumie. Postanowiłam wyjaśnić.
„Masz dwie możliwości. Po pierwsze,
pozostajesz taki, jakim stałeś się po zamordowaniu mamy przez Mickey’a
Balducci, a to oznacza, że idziemy różnymi drogami. Nie będę stroną w tego
rodzaju związku z moim ojcem. Albo druga…” - przerwałam i podeszłam do
winylowej kanapy, gdzie była moja torba, wyciągnęłam duże zdjęcie, kopię
zdjęcia, które wzięłam z szafki mamy (oryginał znajdujący się teraz w pudełkach
na dole w wolnym pokoju Hectora i czekający do wykończenia). Odwróciłam się do
ojca, podeszłam do niego, tym razem bliżej, ze zdjęciem zwróconym w jego stronę
- „Możemy do tego wrócić. Rodzina. Nawet bez mamy z nami.” - Pchnęłam w jego
stronę zdjęcie, a jego oczy nie oderwały się od niego – „Weź to” – powiedziałam
- „Pozwolono mi ci to dać”.
Powoli jego oczy przeniosły się ze zdjęcia
na mnie. Zrobiłam oszołomiony krok w tył na to, co zobaczyłam.
Ból.
Całkowity, dewastujący, nieukrywany
ból.
Co było w jego twarzy tak głęboko we
mnie, że wyszeptałam niepewne - „Tatusiu?”
„Gdzie to znalazłaś?” - wyszeptał w
odpowiedzi.
„Jeden z przyjaciół Hectora znalazł
rzeczy mamy.”
Nie słuchał, jego oczy były utkwione
na mojej szyi i patrzyłam z przerażeniem, jak kolor odpłynął z jego twarzy. Nagle
oderwał oczy od mojego gardła, przeszedł obok mnie, nie patrząc na mnie do
okna, w którym się zatrzymał.
Odwrócony plecami do mnie, spojrzał
przez szybę. Potem powiedział - „Wynoś się”.
Moje ciało drgnęło, jakby mnie
uderzył – „Co?”
„Wiem, co robisz, Sadie. Jest jasne,
że jesteś tu z Chavezem, z tymi rzeczami, żeby dostać kawałek mnie. Weź to,
pielęgnuj to i wypierdalaj.”
Stałam oszołomiona przez sekundę, po
czym moje serce zaczęło bić, moja krew zaczęła pulsować, a ja podeptałam do
stołu w pokoju, położyłam na nim zdjęcie i podeszłam do okna, tuż przed moim
ojcem.
„Nie wyjdę” - warknąłem.
Jego oczy się nie poruszały, ale
włożył ręce do kieszeni spodni i spojrzał ponad moją głową.
„Spójrz na mnie” - zażądałam.
Nie patrzył. To było tak, jakbym nie
istniała.
Popchnęłam jego ramiona obiema rękami
i krzyknęłam - „Tato! Spójrz na mnie!"
Tylko jego zimne oczy przechyliły
się, by móc spojrzeć na mnie z góry.
„Wiem wszystko. Wszystko”- powiedziałam
mu, a on tylko patrzył na mnie z góry, więc powtórzyłam - „ Wiem o tobie
wszystko.”
Patrzyłam, jak jego wargi się
wykrzywiają, zanim powiedział - „Ty nic nie wiesz”.
„Wiem, że ją kochałeś” – odpaliłam -
„Wiem, że twoi rodzice nie byli dla ciebie mili. Wiem, że ona też cię kochała.
Wiem, że byłeś jej światem. Wiem, że kiedyś byłeś mój, zanim odeszła. Wiem, że
karmiłeś mnie w nocy, kiedy byłam dzieckiem …”
„Zamknij się, Sadie.”
„Wiem, że zrobiłam sobie krzywdę, szłam
do ciebie …”
„Sadie, zamknij się!”
„Wiem, że kiedy wstawałam senna, gdy
byłeś w domu, szłam prosto do ciebie …”
Jego ręce wyskoczyły z kieszeni,
chwycił mnie za ramiona i mocno mną potrząsnął, krzycząc - „Zamknij się!”
„Nie zamknę się i nie wyjdę!” - wrzasnęłam
mu w twarz - „Dziesiątki lat temu miałam ojca! Chcę go z powrotem!”
Odepchnął mnie, cofnęłam się o dwa kroki,
wyprostowałam się i znów ruszyłam naprzód, chwytając jego koszulę pięściami i
trzęsąc nią - „Kiedyś całowałeś mnie w głowę i kładłeś do łóżka …”
Jego ręce owinęły się wokół moich
nadgarstków i pociągnął, ale ja trzymałam się mocno.
„Dlaczego mnie zostawiłeś? Kiedy
odeszła, potrzebowałam cię!”
Jego ciało znieruchomiało, a broda
opadła, żeby mógł na mnie spojrzeć.
„Nie potrzebowałaś mnie” -
powiedział.
„Tak” - odparłam.
„Nie, nie potrzebowałaś.”
„Potrzebowałam! - krzyczałam.
„Zabiłem ją.”
Nadeszła kolej na uspokojenie się
mojego ciała.
„Co?”
„Nie pociągnąłem za spust, ale to, co
zrobiłem, ustawiłem ją w tej pozycji, więc równie dobrze mogłem być tym, który
odstrzelił jej głowę.”
Jego słowa przeszyły mnie i mocno
zamknęłam oczy.
„To właśnie zrobił, Sadie, Mickey
zrobił jej dziurę w głowie.”
„Cicho” - szepnęłam.
Zbliżył się, jego usta zbliżyły się
do mojego ucha i szepnął - „Zanim zrobiłem mu to samo, zmusiłem go, żeby zabrał
mnie do niej. Bernie i ja mamy jej ciało …”
„Proszę, nie rób tego”.
„Dużo zapłaciliśmy, żeby ją umieścić
w marmurowym grobowcu …”
„Nie”
„Różowy marmur, jej ulubiony kolor.”
„Przestań.”
Szeptał mi do ucha - „Nawet teraz, kiedy
tu jestem, wiem, że gardenie są umieszczane na stopniach tego grobowca każdego
niedzielnego popołudnia.”
Nie mogłam nic na to poradzić. Walka
wyszła ze mnie, puściłam jego koszulę i wpadłam w niego, obejmując ramionami
jego talię. Łzy były ciężkie w gardle, spływały mi po twarzy, słyszałam własny,
duszący szloch, ale on nie objął mnie ramionami, nie obejmował mnie.
„Ale jeszcze nie skończyłem, prawda?”
- zapytał cicho.
Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam
na jego zamazaną twarz.
Dopiero wtedy mnie dotknął.
Zamrugałam i skupiłam się, łapiąc jego wzrok wpatrzony w mój policzek, po czym
jego ręka znalazła się z boku mojej głowy, wyciągając kciuk i śledząc tamtą
bliznę.
„Zostałaś zgwałcona. Ty. Moja słodka
Sadie. Przez te wszystkie lata chronienia cię, żeby nikt nie mógł cię
skrzywdzić, nikt nie mógł się do ciebie dostać tak jak Lizzie. Potem, kiedy
zostałem skazany, cofnąłem się, chcąc dać ci twoje życie, takie, jakiego
pragnęła dla ciebie twoja matka, dobre, czyste beze mnie. I nadal to ja
sprawiłem, że cię pobito i zgwałcono.” - Jego głos stał się głęboki i szorstki,
zanim powiedział - „Moje kochane dziecko”.
„Tatusiu” - wyszeptałam, świeże łzy
spływały po moich policzkach.
Patrzyłam zafascynowana, jak oczy mu
się oczyściły, jego głowa przechyliła się i zapytał prawie od niechcenia - „Jak
możesz w ogóle na mnie patrzeć?”
Zamrugałam jeszcze raz, a potem
powiedziałam - „Ponieważ zostałam stworzona z miłości, oto kim jestem. A Hector
mówi, że jeśli kogoś kochasz, wybaczasz dużo gówna. Więc…” - zniżył mi się głos
– „… zgaduję, że mogę na ciebie patrzeć, bo cię kocham.”
Patrzył na mnie, a ja czekałam, moje
ciało było spokojne, łzy płynęły, sekundy płynęły powoli, a każda z nich
zajmowała godziny.
Potem jego ramiona otoczyły mnie i
wciągnął mnie głęboko w siebie. Poczułam, jak jego usta całują mnie w czubek
głowy i stanęłam na palcach, moje ramiona zacisnęły się, moja twarz weszła w
jego szyję.
Trzymaliśmy się przez chwilę, aż moje
łzy ustały, aż siły wróciły do moich nóg, a potem szepnąłem mu do ucha - „Czy
możesz wziąć to zdjęcie?”
Jego ramiona mnie ścisnęły - „Wezmę
zdjęcie, Sadie”.
Pchnęłam to.
Co mogłam powiedzieć?
Mój ojciec nauczył mnie wiedzieć,
kiedy mam przewagę i kiedy ją naciskać.
Zrobiłam więc tak, jak nauczył mnie
mój ojciec.
„Nie masz nic przeciwko, jeśli będę
nosiła naszyjnik?”
To dało mi kolejny uścisk, nie
odpowiedział, ale uznałam to za tak.
Potem, ponieważ musiałam, bo to było
ważne, poszłam dalej.
„Jeśli wstanie przede mną, otula mnie
kołdrą, żeby mi nie było zimno”.
Ciało mojego ojca stało się napięte.
„Nie wiem dlaczego, ale po gwałcie
poszłam do niego. Zabrał mnie do szpitala. Kiedy personel próbował oddzielić go
ode mnie, potrzeba było dwóch mężczyzn, aby go odciągnąć.”
Uścisnął mnie w inny sposób, taki,
który kazał mi być cicho.
Nie posłuchałam niewerbalnego
polecenia, kontynuowałam - „Dzięki niemu czuję się bezpiecznie”.
Wreszcie się odezwał. „Sadie …”
Mój głos był tak cichy, że ledwo się
słyszałam - „Myślę, że go kocham”.
Znowu cisza. Potem głębokie
westchnienie.
„Byłoby o wiele łatwiej nienawidzić
tego człowieka, gdyby nie był takim sprytnym draniem”.
Zamrugałam w szyję mojego ojca.
Potem odsunęłam się i spojrzałam na
niego.
„Co to znaczy?” - sapnęłam.
Jego ręka powędrowała do mojego
policzka, jego kciuk ponownie prześledził bliznę, po czym jego oczy przeniosły
się na moje.
„Czy mogę po prostu znać moją córkę
chwilę, zanim będę musiał znosić jej nowego pieprzonego chłopaka?”
Moje ciało opadło na jego z ulgą.
Potem skinęłam głową.
Ponieważ wiedziałam, to trochę
potrwa, ale to się stanie.
„Nie przegapię kolejnego dnia
odwiedzin” - obiecałam.
„Dobrze” - odpowiedział.
„Chcę wiedzieć, gdzie ona jest. Chcę
sam zabrać tam gardenie.”
Wciągnął powietrze, wstrzymał je, po
czym puścił i skinął głową – „Upewnię się, że to będzie załatwione.”
„Chcę, żebyś był grzeczny, żebyś mógł
szybko wyjść.”
To sprawiło, że się uśmiechnął, nie
był to ogromny uśmiech, ale jego usta się uniosły. Więc też się uśmiechnęłam.
Potem szepnęłam - „Cieszę się, że
wróciłeś, tato”.
Jego ręka wsunęła się w bok moich
włosów, ujął moją głowę i przechylił ją w dół.
Pocałował mnie w czubek głowy.
„Dziękuję za sprowadzenie mnie z
powrotem, Sadie” - powiedział do moich włosów.
Wtedy po raz pierwszy od osiemnastu
lat przytuliłam ojca.
[1] jedno z
najstarszych dań dzisiejszego Meksyku. Jest to rodzaj gotowanego ciasta
kukurydzianego, zazwyczaj nadziewanego mięsem, serem, warzywami i/lub owocami.
😭😭😭 poległam. Dziękuję ❤️
OdpowiedzUsuń😭😭😭😭😭OMG KOCHAM ...dziękuję
OdpowiedzUsuńSuper ❤️ Dziękuję za rozdział 😘
OdpowiedzUsuńOoooooo jak słodko
OdpowiedzUsuńJesteś najlepsza !zdrowai i spokoju !
OdpowiedzUsuńDziękuję! ❤ Płaczę okropnie!
OdpowiedzUsuń