ROZDZIAŁ XXI
Chłodziarka
i kosz piknikowy
Sadie
Obudziłam się w łóżku Hectora, czując
ciepło Hectora na moich plecach, jego usta na moim ramieniu i jego ręce
poruszające się po mnie.
Natychmiast to wyczułam, zaczęło się
naglenie i mrowienie.
„Hector?” - wyszeptałam.
Odpowiedział po hiszpańsku, z ustami
na mojej szyi, słowami, których nawet nie zrozumiałam, a spowodowały, że
mrowienie przeszło w dreszcze.
Odwróciłam się w jego ramionach,
przyciskając się do jego ciała. Upadł na plecy, ciągnąc mnie na siebie. Jedną z
jego dłoni wsunął w moje majtki, a palce drugiej wsunęły się w moje włosy.
Przyłożyłam usta do jego ust, jego
ręka uciskała moją głowę, pocałowaliśmy się i natychmiast rozpłynęłam się, gdy
pocałunek przeszedł prosto w gorący, głodny i dziki.
Położyłam się do łóżka w majtkach i
jednej z jego flanelowych koszul i obie zniknęły w ciągu kilku minut.
Na szczęście Hector położył się do
łóżka nagi.
Użyłam moich ust na nim, na jego gardle,
szyi, w dół jego klatki piersiowej, moich zębów przesuwających się po jego
sutkach, mojego języka zarysowującego jego tatuaż, a potem w dół, śledząc jego
mięśnie brzucha ustami, przez cały czas obejmując go ręką, głaszcząc, aż w
końcu zeszłam jeszcze dalej.
Kiedy to zrobiłam, usłyszałam jego
jęk i jego palce wśliznęły się w moje włosy, odgarniając je do tyłu. Kiedy na
nim pracowałam, mój wzrok powędrował w górę jego klatki piersiowej. Widziałam,
jak mnie obserwuje, z płonącymi oczami, przeszedł mnie dreszcz i poczułam, jak
wilgoć natychmiast zbiera się między moimi nogami.
Pozwolił na to przez chwilę, a potem
podciągnął mnie do góry, więc leżałam na brzuchu u jego boku. Zanim mogłam się
odwrócić, zgiął się nagle i znalazł się nade mną, między moimi nogami, unosząc mi biodra tak, żebym uklękła, ustawił mnie i wjechał do środka.
Poderwałam głowę do tyłu, podniosłam
się do rąk, a następnie uniosłam tułów, wyciągając rękę, by chwycić wezgłowie,
gdy we mnie uderzył. Jedną z jego dłoni objęła moją pierś, niesamowicie
efektywnie przekręcił sutek między palcem wskazującym a kciukiem. Jego druga
ręka znalazła się między moimi nogami, wbijając palec w cel. Jego tułów był
zgięty do mojego, jego twarz była przy mojej szyi, odwróciłam głowę do niego.
„Kocham…” - wydyszałam, zbyt
podekscytowana tym, co robiliśmy, by pomyśleć o moich słowach - „… być połączona
z tobą”.
W odpowiedzi wjechał głęboko i został
tam, wciskając się mocno, a jego palec między nogami tworzył magię.
Moja głowa znów się cofnęła,
zderzając się z jego ramieniem, gdy chwalebne napięcie zebrało się,
zintensyfikowało i eksplodowało. To było tak ogromne, że zabrało mnie z czasu,
z mojego świata, do świata prawdziwego Hectora i Sadie, połączonych razem i
wszystko, co ich dotyczyło, było bardzo, bardzo dobrze.
*****
Kiedy skończył, delikatnie wysunął
się i opadł na plecy, kładąc mnie na sobie. Jedno z jego ramion owinęło się
lekko wokół mojej talii, palce drugiej ręki kreśliły bezmyślne wzory na moim
tyłku.
Moja twarz była na jego szyi.
„Chwyć życie i żyj nim pięknie, tak jak ona tego chciała” - Słowa Duke'a zabrzmiały w mojej
głowie.
„Odeszły - szepnęłam.
Jego ramię w mojej talii zacisnęło
się, jego druga ręka przestała się poruszać i objęła mój tyłek.
„Przepraszam?" - zapytał
szorstkim głosem, prawdopodobnie po tym, co się właśnie wydarzyło, i poczułem
tę szorstkość gdzieś głęboko szczęśliwie.
„Moje Sadie” - wyjaśniłam cicho,
zawstydzona i niepewna, trzymając twarz przy jego szyi i biorąc głęboki oddech,
zebrałam siły, by powiedzieć - „Widzisz, jak ci mówiłam, żeby przetrwać,
potrzebowałam Lodowej Księżniczki. Ale przez ostatnie kilka tygodni, próbując
znaleźć swoją drogę, stworzyłam ich więcej, Sadie z Charakterem, Przejmij
Dowodzenie Sadie, Miła Sadie… Próbowałam je znaleźć ostatniej nocy, aby mi pomogły,
ale odeszły.”
Uścisnął mnie i delikatnie rozkazał -
„Spójrz na mnie”.
Nie chciałam. Nie, naprawdę nie
chciałam. Więc nie zrobiłam tego.
„Nie sądzę, żebym potrafiła” –
powiedziałam - „Pewnie myślisz, że zwariowałam”.
Uścisnął mnie jeszcze raz, czekając
chwilę, a potem przemówił - „Mamita, one nie odeszły. Zawsze tam były, po
prostu je odkryłaś. Oni są tym, kim ty jesteś.”
Jego słowa mnie zaskoczyły, głównie
dlatego, że miały sens i podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
„Tak myślisz?” - zapytałam.
Przewrócił nas tak, że był głównie na
górze, a jego oczy skanowały moją twarz.
„Tak” – odpowiedział - „Jesteś
najbardziej skomplikowaną kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem.”
Moje brwi ściągnęły się w zmieszaniu
- „Czy to dobrze?”
Uśmiechnął się, a jego oczy zrobiły
się ciepłe.
„Tak, kurwa” - powiedział przez swój
uśmiech - „Muszę ci powiedzieć, mi cielo, kilka przegapiłaś.”
Tym razem moje brwi uniosły się -
„Tak?”
Jego usta dotknęły moich, ale jego
oczy pozostały otwarte, wpatrując się we mnie. Potem odsunął trochę głowę.
„Tak. Szaloną Sadie. Słodką Sadie.
Zabawną Sadie. I moją ulubioną, Sadie, która pozwoliła mi się pieprzyć tak, jak
chciałem, i rajcowało ją to bardziej niż mnie”.
Niech ktoś mi powie, że nie
powiedział tego po prostu.
Moje oczy zwęziły się.
„Nie rajcowało mnie to bardziej niż
ciebie.”
Tym razem się uśmiechnął i był to
jego niegrzeczny uśmiech, więc mimo że byłam zła, mój brzuch wciąż topił się na
ten widok.
„Tak” - powiedział.
„Nie” - odparłam.
Jego ręce zaczęły się na mnie
poruszać, a jego usta wróciły do moich, nie po to, żeby mnie pocałować, ale
zamiast tego mruknął w moje usta - „Mamita, myślisz, że cię nie czuję? Jesteś
taka mokra, jesteś gładka. Czuję cię jak jedwab. Ciężko dochodzisz, zawsze dochodzisz
ciężko. Wiem to, czuję to. Kiedy to robisz, stajesz się tak cholernie ciasna …”
O mój Boże!
Nawet gdy jego słowa mnie podniecały
(tak, znowu!), przerwałam mu.
„Dużo o sobie myślisz, Hectorze
Chavez” - warknęłam, unosząc ręce, by odepchnąć jego ramiona, odsunął się o centymetry,
ale jego uśmiech stał się większy, bielszy i znacznie bardziej efektowny.
„Tak, i ty też.”
Sapnęłam, oburzona.
Przygryzł wargę, patrząc na mnie, po
czym powiedział - „Widzę, że mam teraz Sadie z Charakterkiem.” - potem pochylił
głowę i dotknął mojej szyi – „Też ją lubię.”
Na jego słowa, z jakiegoś dziwnego
powodu, lodowata woda zalała moje żyły i moje ciało zamarzło.
„Nie śmiej się ze mnie” - szepnęłam.
Natychmiast podniósł głowę i zauważyłam,
że jego uśmiech zniknął. Patrzył na mnie przez sekundę z ciemnymi oczami, a
potem przemówił.
„Nie żartuję sobie z ciebie, Sadie.
Drażnię się z tobą. Jest duża jebana różnica.”
Obserwowałam go i z opóźnieniem zdałam
sobie sprawę, że jego uśmiech nie tylko zniknął, ale pan Zmienny Nastrój był
wręcz zły. Mówił dalej, udowadniając, że mam rację.
„Mujer, będziesz musiała się bardzo
szybko nauczyć, jak mi ufać. Nie jestem jak ludzie, których znasz: suki z
towarzystwa, dupki, których zwerbował twój ojciec. Nie musisz się wyłączać. Nie
musisz zakładać tych pieprzonych tarcz. Chryste, chcę, żebyś była tym, kim
jesteś.”
Tak.
Miałam rację.
Był po prostu zły.
Moje serce podskoczyło.
Znowu to zrobiłam.
Obraziłam go.
Nie
tak źle jak wczoraj, ale też nie dobrze.
„Hector …” - zaczęłam.
„To twój występ, Sadie. Nie mogę ci
pomóc. Musisz to szybko rozgryźć. Nie będę chodził po skorupkach jajek,
zastanawiając się, jaką, kurwa, reakcję będziesz miała na wszystko, co powiem.
Powiem to raz, więc uważaj. Nie będę spędzał czasu tutaj, ciesząc się słodkim,
gorącym kawałkiem dla pieprzenia go. Jeśli jeszcze tego nie rozumiesz, dam ci
to. To, co mamy, to coś znaczy. Czy rozumiesz?”
Moje serce znów podskoczyło, ale tym
razem to było miłe i ten ciepły, szczęśliwy blask uderzył mnie w klatkę
piersiową.
„Rozumiem” - szepnęłam.
„Lepiej, kurwa, zrozum” - wycedził.
Mocno zamknęłam oczy i ponownie je
otworzyłam.
„Przepraszam.” - patrzył na mnie w
milczeniu, a ja kontynuowałam - „Za to co teraz i wczoraj wieczorem. Byłam
okropna, powiedziałam okropne…” - przerwałam, a potem zaczęłam ponownie - „ Popracuję
nad tym, obiecuję.”
Wciąż się na mnie gapił, sekundę,
potem dwie, a potem jego palce wśliznęły się w bok moich włosów i znowu
zobaczyłam, jak zmienia się jego nastrój, ale nie do końca, trzymał część
swojej złości, mogłam to zobaczyć.
„Jezu, jesteś wrzodem na dupie” -
mruknął.
„Z tego powodu też przepraszam” -
powiedziałam natychmiast i mówiąc szczerze.
Jego kciuk wysunął się z moich włosów
i zaczął ślizgać się po mojej skroni.
„Nadrobię to” - powiedziałam.
Jego oczy patrzyły na jego kciuk, ale
po moich słowach dotarły do moich – „Tak?”
„Kupię ci budynek” - zaproponowałam.
Jego ciało ścisnęło się, a oczy
zwęziły.
„Albo jakąś wyspę” - ciągnęłam szybko
- „Nie wiem, ile kosztują wyspy, ale w moim przedziale cenowym musi być jedna.”
Wtedy poczułam, jak się rozluźnia,
jego usta zrobiły tę walkę-z-szerokim-uśmiechem, wiedziałam, że w końcu odpuścił
swój gniew i radosny blask osiadł.
Ponieważ to, co robiłam, wydawało się
działać, mówiłam dalej - „Może to być tylko plaża i palma, ale czego jeszcze
potrzebujesz na wyspie?”
Przegrał walkę z uśmiechem, jego
głowa opadła, a ja kontynuowałam, nawet gdy jego usta były przy moich.
„Zabierzemy chłodziarkę i kosz
piknikowy…” - przestałam mówić, ponieważ zaczął mnie całować, z otwartymi
ustami i słodko.
Jego ciało spoczęło na moim, jego ramiona ślizgały się wokół mnie, kiedy zadzwoniła jego komórka. Uniósł głowę i od razu zobaczyłam, że znów się zmienił, tym razem wyglądając na sfrustrowanego.
Przycisnął się do mnie, sięgając do szafki nocnej, aby złapać
telefon.
„To już koniec, mi cielo” - jego oczy
powędrowały do mnie, gdy otworzył telefon - „Ja zabieram cię na pieprzoną wyspę” - Potem przyłożył telefon do
ucha i powiedział - „Tak?”
Spojrzałam na twarz Hectora, myślałam
o byciu na wyspie z Hektorem, a w głębi duszy pomyślałam, że mojej mamie to by się
spodobało. To znaczy, nie byłam całkowicie pewna, że moja mama byłaby
zachwycona kreatywnością Hectora w seksie (lub moją odpowiedzią na to), ale to,
co mi zrobił, było piękne na swój sposób i sprawiał, że czułam się dobrze, więc
musiałaby to akceptować.
Racja?
Potem zobaczyłam, jak jego twarz się
ściągnęła i myśli o aprobacie mojej mamy dla Hectora rozpadły się.
O nie.
Co teraz?
„Bez żartów?” - powiedział Hector do
telefonu, jego oczy przesunęły się na mnie i nie podobało mi się to, co
zobaczyłam. Ani trochę.
„Dobrze” – ciągnął – „Schodzimy w
dół.”
Bez pożegnania zamknął telefon,
rzucił go na szafkę nocną, a potem wpatrywał się w niego, twarz wciąż napięta, ciało
teraz spięte.
„Hector?” - zawołałam.
Jego podbródek opadł i spojrzał na
mnie.
„Może pojedziemy dzisiaj na jakąś
wyspę” - mruknął.
Do diabła!
„Co?” - zapytałam.
Jego twarz złagodniała i wymamrotał -
„Cholera, Sadie”.
„Co?” - warknęłam.
Obrócił nas, a kiedy dotarł do swoich
pleców, podniósł się, szarpnął rękoma za kolana, więc siedzieliśmy ze mną
okrakiem na nim. Jego głowa odchyliła się do tyłu, a moja w dół, trzymałam ręce
na jego ramionach, a on swoje luźno wokół mnie.
„Twoja galeria została spalona” -
powiedział mi.
Konwulsyjnie moje dłonie przesunęły
się na jego szyję, a moje palce ścisnęły.
„O mój Boże” - westchnęłam.
„Pożar wybuchł dziś o piątej rano.
Jest już opanowany, nie wiedzą jeszcze, ile szkód, ale się nie rozprzestrzenił”
- przerwał, a następnie zapytał - „Jesteś ubezpieczona?”
Zaniemówiłam, więc skinęłam głową. Z
jakiegoś powodu jedyne, o czym myślałam, to moje urocze opakowania na prezent i
wstążki z organdyny, teraz prawdopodobnie zredukowana do popiołu.
I obrazy Lisette!
Mocno zamknęłam oczy i nawet o tym
nie myśląc, opuściłam głowę, aż moje czoło spoczęło na czole Hectora.
„Obrazy Lisette” - szepnęłam, jego
ramiona zacisnęły się i otworzyłam oczy.
„Chcesz tam iść?”
„Nie” - powiedziałam mu - „Ale pójdę.”
Jego ręce powędrowały do mojej talii,
podniósł mnie z siebie i odstawił na bok. Wstał obok mnie z łóżka, ręce z
powrotem do mojej talii. Bez słowa złapał moją dłoń i poprowadził mnie pod
prysznic.
*****
Po tym, jak Hector i ja wzięliśmy
(tak, razem!) prysznic, zadzwoniłam
do Buddy’ego i Ralphiego, aby przekazać im wiadomości. Buddy odebrał i poczułam
się dziwnie. Po ostatniej nocy myślałam, że będą na mnie wściekli, ale głos
Buddy’ego był jak zwykle łagodny i słodki.
„Wszystko w porządku, kochanie?” -
zapytał.
„Tak. Czy Ralphie …?”
„Powiedział mi. Jest zdenerwowany,
myśli, że zranił twoje uczucia” - przerwał Buddy.
„Nie zranił moich uczuć. Martwiłam
się, że ja raniłam jego.”
„Nie, on rozumie to, co próbowałaś
zrobić. Jak zwykle przesadził.”
„To nie była jego wina.”
Buddy zmienił temat - „Czy naprawdę
przeprowadzasz się do Grecji?”
„Już nie” - odpowiedziałam.
Cisza przez sekundę, drażniąc się -
„Cholera, poszły moje plany wakacyjne”.
Uśmiechnęłam się do telefonu, na
krótką, błyszczącą chwilę przetoczyła się ulga, po czym mój uśmiech zniknął i powiedziałam
- „Mam złe wieści”.
Cisza, a potem opowiedziałam mu o
galerii.
Potem krzyknął - „Co?”
Skrzywiłam się.
Słyszałam, jak zakrywa ustnik i
chociaż był zakryty, usłyszałam przeraźliwy krzyk Ralphiego. Buddy wrócił do
mnie - „Ralphie, YoYo i ja spotkamy się tam z tobą.”
„Do zobaczenia wkrótce” - powiedziałam
i rozłączyliśmy się.
Włożyłam swoje dżinsy Lucky, białą obcisłą
koszulkę z długimi rękawami, czarny pasek z klamrą z różą i buty motocyklowe,
które dały mi Daisy, Roxie, Tod i Stevie. Zostawiłam włosy długie do
wyschnięcia w szalonych, naturalnych falach i loczkach i zrobiłam makijaż
(chociaż najwięcej czasu spędziłam nad błyszczykiem, trzeba uważać z
błyszczykiem, nawet gdy miałaś zobaczyć swój spalony budynek, żebyś nie
wyglądała jak klaun).
Hector i ja weszliśmy do Bronco i
ruszyliśmy do miasta. Trafiliśmy do LoDo i zobaczyłam, jak Hector omija garaż
Nightingale, co byłoby idealnym miejscem do parkowania.
„Możesz zaparkować w garażu” -
powiedziałam mu, gdy poruszał się po śródmieściu wczesnym rankiem. Jego oczy
spoczęły na mnie na chwilę, a potem wróciły na drogę.
„Myślę, że na razie pokonałaś
wystarczająco dużo gór, mamita” - mruknął, a jego zwykła życzliwość sprawiła,
że ten radosny blask stał się odrobinę szerszy.
Jechał, aż znalazł miejsce na ulicy
trzy przecznice od galerii i zaparkował równolegle. Potem Hector i ja szliśmy
ręka w rękę w stronę galerii. Kiedy się zbliżyliśmy, zobaczyłam tłum formujący
się w literę U przed tym, co zostało z Art. Ruch uliczny został zmieniony,
szerokim łukiem przed galerią stały barykady, nadal stały wozy strażackie i
policyjne, a wokół barykad na ulicy stali ludzie.
Bez przeprosin Hector przecisnął się
przez tłum do barykad i przeszedł przez nie. Umundurowany policjant spojrzał na
niego i uniósł brodę. Hector i ja weszliśmy na otwarty teren, gdzie kręcili się
strażacy i policja.
Patrzyłam na swój budynek. Cegła na
zewnątrz była poczerniała, okna popękały, wnętrze też poczerniało, a woda była
wszędzie. Hector odprowadził nas do detektywa Markera, który stał i patrzył,
jak się zbliżamy. Podeszliśmy blisko i zatrzymaliśmy się.
„Jimmy” - powiedział Hector,
opuszczając moją rękę, ale jego ramię objęło moje ramiona i przyciągnął mnie do
siebie.
„Hector” - przywitał się detektyw
Marker, po czym jego oczy powędrowały do mnie - „Sadie.”
„Detektywie Marker” - odpowiedziałam
i ponownie spojrzałam na swoją galerię.
Moje serce zatonęło w tym samym
czasie, gdy moje ciało opadło przygnębione na bok Hectora. W odpowiedzi jego
ramię owinęło się wokół mojej szyi i zacisnęło.
„Donny Balducci to podpalacz” -
zauważył detektyw Marker, nie spuszczając wzroku z budynku.
„Tak” - zgodził się Hector, jego oczy
również utkwiły w tym, co zostało z Art.
Odchyliłam głowę, żeby spojrzeć na
Hectora. Twarz miał kamienną. Mój wzrok powędrował do detektywa Markera. Wyglądał
na dziwną mieszaninę złości i rezygnacji. Innymi słowy, miał coś, co można
nazwać tylko wyglądem policjanta.
Potem Hector znów zaczął mówić.
„Jack wysyła taśmy kurierem na komisariat.
Mamy ich na kamerach, Jack zobaczył, jak włamują się i zadzwonił. Powiedział,
że widział Donny'ego z kanistrem, Marty'ego lub Ricky'ego z nim, nie przyjrzał
się drugiemu facetowi, ale wiedział, że to Balducci. Zrobili to szybko. Miejsce
płonęło i zniknęli, zanim ktokolwiek tu dotarł.”
„Mam nadzieję, że to Ricky” - odparł
detektyw Marker, wyciągając telefon z marynarki.
„Tak” - powiedział Hector - „Myślę,
że podpalenie jest prawdopodobnie naruszeniem jego poręczenia.”
Już nie słuchałam. Cienka czerwona
warstwa opadła mi na oczy, a w uszach szumiało. Moje obwisłe ciało ścisnęło się
i położyłam dłoń na brzuchu Hectora, odsunęłam się lekko i spojrzałam na niego.
„Dlaczego nic nie powiedziałeś?”
Podbródek Hectora opadł i spojrzał na
mnie.
„Rozdzielam złe wieści, mamita” -
powiedział cicho - „Możesz wziąć tylko tyle naraz”.
Zamrugałam, a potem przyjrzałam się
Hectorowi i detektywowi Markerowi.
„Pozwól, że wyjaśnię” - powiedziałam
drżącym głosem, coś dziwnego się ze mną stało.
To nie był mój dziwny, ciepły,
radosny blask (nawet cholernie blisko).
To nie był taki gorący, twardy,
bolesny węzeł w mojej klatce piersiowej.
To było coś zupełnie innego.
Kiedy przyciągnęłam ich uwagę,
mówiłam dalej - „Po pierwsze, od tygodni wszyscy pieprzeni Balducci dzwonią do
mnie, wpadają do galerii tylko wtedy, gdy jestem sama, pojawiają się w moim
mieszkaniu dzień i noc, robiąc szalone rzeczy, mówiąc szalone rzeczy i
przerażając mnie. Wtedy włamuje się pieprzony Ricky Balducci, bije mnie i
gwałci. Potem pieprzony Harvey Balducci atakuje mnie i próbuje mnie porwać.
Potem pieprzony Balducci Marty grozi mi przez telefon i dwukrotnie nazywa na „p”.
A teraz, pieprzony Donny Balducci spalił moją galerię?”
Krzyczałam, ludzie patrzyli na mnie i
nie obchodziło mnie to.
„Jaja sobie ze mnie robicie!” - krzyknęłam.
Hector znalazł się w mojej linii
wzroku.
„Mamita, uspokój się” - mruknął.
Spojrzałam na niego i złapałam jego
koszulkę, wbijając ją w palce i potrząsając nim (cóż, próbowałem, ale on się
nie poruszył, tylko jego koszulka).
„Uspokój się?! Jestem, kurwa wkurzona!”
- krzyczałam.
„To się wkrótce skończy, Sadie,
zaufaj mi.”
„Tak, wkrótce się to skończy. Mam
zamiar upolować tych skurwysynów i ...”
Dłoń Hectora zasłoniła mi usta i
dokończyłam krzykną groźbę, więc zabrzmiało to jak - „Kff thff”. Hector
odciągnął mnie do tyłu, nadal mocno obejmując moją szyję, zakrywając usta
dłonią, dopóki nie znaleźliśmy się z dala od detektywa Markera i wszystkich.
Wtedy jego głowa się zbliżyła -
„Mamita, on wie, że jesteś emocjonalna i nie masz tego na myśli. Jednak nie
jest dobrze grozić zabójstwem w obecności policjanta.”
Spojrzałam na niego tylko przez jego
dłoń na moich ustach.
„Masz kontrolę?” - zapytał.
„Nie!” - powiedziałam pod jego ręką,
ale wyszło - „Nff!”
Jego ciało zaczęło się trząść i
wiedziałam, że się śmieje. Moja głowa była gotowa do eksplozji. Teraz,
naprawdę, poważnie, nie było w tym nic kurwa zabawnego.
„To nie jest kurwa zabawne” -
powiedziałam pod jego ręką, ale znowu wyszło - „Thff if nf ffing ffny.”
Wiedziałam, że zaraz wybuchnie
śmiechem, co oznaczałoby, że będę musiała go zabić na oczach detektywa Markera
(albo nie zabić go, bo go lubię, ale przynajmniej zrobię mu jakąś krzywdę),
kiedy usłyszeliśmy - „My jesteś z nimi ”.
Odwróciliśmy głowy i zobaczyliśmy
Ralphiego i Buddy’ego z YoYo na smyczy próbujących wyminąć umundurowanego
policjanta. Hector opuścił ramiona, puścił mnie i zawołał - „Joe, wszystko w
porządku”.
„Joe” spojrzał na Hectora, skinął
głową i odsunął się na bok. Ralphie i Buddy przedarli się, obaj szli powoli,
odwrócili głowy w bok, wpatrując się w Art. YoYo naprężyła się na jej smyczy,
zwisał język, spojrzała na mnie i Ralphie pozwolił jej odejść. Przemknęła przez
przestrzeń; Pochyliłam się i podniosłam ją. Zdecydowała, że musi wykąpać moją
szyję i szczękę językiem, więc to właśnie zrobiła, wijąc się w moich ramionach,
całe szczęśliwe szczenię.
„Przestań” - Hector nagle klepnął
mopsa, YoYo natychmiast znieruchomiał i spojrzał na niego. Po jego tonie, ja też.
„Jest po prostu szczęśliwa, że mnie
widzi” - wyjaśniłam Hectorowi.
„Na twojej jest szyi tylko mój język”
- odpowiedział.
Zrobiłam oczy wielkie aż do YoYo.
„Jesteś zazdrosny o psa?”
„Kurwa, nie” - odpowiedział, patrząc
na mnie, jakbym miał poluzowaną klepkę - „Ale mogę mieć ochotę położyć na tobie
usta, a nie chcę tego robić po psie.”
Dobrze.
Musiałam przyznać, że miał rację.
I to był interesujący punkt widzenia.
A myśl o jego ustach na mnie sprawiła, że zapomniałam o szalonych, podłych,
pieprzonych Balducci.
Ralphie i Buddy dotarli do nas i kiwnęli
brodą Hectorowi (Ralphie przyszedł z „Hej, LC”), powitali mnie uściskami i
pocałunkami w policzek (uścisk Ralphiego był mocniejszy niż normalnie, dłuższy,
a potem zajrzał mi w oczy, aż uśmiechnęłam się do niego, dopiero wtedy się
odsunął).
„Lisette zwariuje. Pracowała nad tą
kolekcją od ponad roku” - powiedział Ralphie, patrząc teraz na poczerniały
budynek i moje myśli powróciły do szalonego, wrednego, pieprzonego Balducci.
„Hector powiedział, że to Donny
Balducci” - poinformowałam ich i jednocześnie spojrzeli na mnie – „Wiem. Ale
nie wolno ci grozić jego życiu, nie przed policją, a przynajmniej tak twierdzi
Hector.”
„Czy mogę zagrozić, że go skopię?” -
zapytał Buddy.
Spojrzałam na Hectora, żeby ocenić
jego reakcję na to. Walczył z uśmiechem, ale potrząsnął głową.
„Prawdopodobnie nie” - powiedziałam
Buddy’emu.
„Dobrze!” - Ralphie płakał (głośno) -
„Życie daje ci cytryny, ty robisz lemoniadę. Jesteśmy ubezpieczeni od utraty
dochodu, co oznacza wakacje. To oznacza zakupy. Oznacza to wycieczki do spa.
Oznacza to nauczenie się, jak zrobić ten skomplikowany suflet cytrynowy.”
„Nie gotujesz” - wtrącił się Buddy.
„Cóż, nauczę się” - odparł Ralphie. -
A to oznacza Sur La Table, Cherry Creek Mall, po śniadaniu. Może Williams
Sonoma. Wzywam Rockowe Laski. Myślę o Mercury Café.” - Odwrócił się do mnie -
„Zadzwoń do Lisette, a kiedy skończę dzwonić do Daisy, zadzwonię do
ubezpieczycieli. Jemy, a potem kupujemy przybory kuchenne.”
„Nie potrzebujemy żadnych przyborów
kuchennych” - wtrącił się Buddy ponownie.
„Zawsze potrzebne są przybory
kuchenne” - powiedział Ralphie.
„Bez zakupów i bez śniadania z Rockowymi
Laskami. O ile nie uda mi się sprowadzić mężczyzny na Sadie, zostanie dzisiaj w
biurze”- włączył się Hector.
„W porządku, LC, zajmuję się tą
sprawą” - zapewnił go Ralphie.
Twarz Hectora przybrała dziwną
mieszankę twardości i łagodności i zdałam sobie sprawę, dlaczego, kiedy zaczął
mówić głosem, który był taki sam jak jego twarz.
„Nie. Chcę mieć przy niej
wyszkolonego mężczyznę. Budynki płoną. Balducci czują presję. Chcę, żeby była
objęta ochroną przez profesjonalistę.”
Gapiłam się na Hectora, przytulając
YoYo bliżej ciepłego, radosnego blasku w mojej klatce piersiowej, ponieważ w
tym momencie uderzyło mnie to, że nie zbyt wiele macho, twardzieli spędzałoby
czas z Ralphiem (może Buddy, ale nigdy Ralphiem). Nie oglądaliby z nim
telewizji. Nie jedliby z nim kolacji. Z pewnością nie byliby dla niego mili,
gdyby wiedzieli, że to, co powiedzą, może zranić jego uczucia.
I wtedy wiedziałam.
Wiedziałam, że to właśnie to wtedy,
kiedy Hector uważał na uczucia Ralphiego.
To się wydarzyło.
Żyłam snem.
Marzeniem o dobrym człowieku, który
by mnie uratował. Marzeniem o człowieku, który zmiecie moje złe życie i
zabierze mnie do zrujnowanego bungalowu (chociaż dom Hectora nie był
bungalowem, ale nadal) i zapewni mi bezpieczeństwo. Uszczęśliwi mnie. Ogrzeje
mnie tak, że nigdy więcej nie poczuję zimna.
Siła tego uświadomienia sobie
sprawiła, że cofnęłam się o krok, jakby spadł na mnie ogromny ciężar i musiałam
go utrzymać, ale nie mogłam sobie z tym poradzić.
Oczy Hectora, Buddy’ego i Ralphiego
skierowały się na mnie.
„Sadie?” - zapytał Buddy, ale Hector
był blisko.
„Mamita?” - jego ręce powędrowały do
mojej szyi.
Spojrzałam na niego - „Ze mną
wszystko w porządku.”
Przeskanował moją twarz i ściągnął
brwi.
„Zamykasz się” - powiedział, ale natychmiast, żeby nie pomyślał, pokręciłam głową i zbliżyłam się, dużo bliżej, miażdżąc YoYo (któremu wydawało się, że nie przeszkadza) między nami.
Odchyliłam
głowę do tyłu.
„Nie rozumiesz” - szepnęłam do niego
– „Ze mną wszystko w porządku.”
Patrzył na mnie i kontynuowałam - „Moja
galeria spłonęła nie do poznania. Jestem z dala od mojego ojca. Szaleni
mężczyźni mnie ścigają. Miałam świra, żeby zakończyć wszystkie świry na oczach
przyjaciół i większości moich klientów zeszłej nocy, ale… nic mi nie jest.”
Poczułam, jak jego palce ściskają
moją szyję, gdy patrzyłam, jak jego oczy stają się ciepłe i wiedziałam, że moje
były takie same.
„Wreszcie!” - Ralphie płakał, Hector
i ja straciliśmy chwilę i odwróciliśmy się, by na niego spojrzeć – „Powiedziałem
jej, żeby cieszyła się jazdą, LC, wieki temu. Nie słuchała. Wreszcie uczy się
czerpać radość z pieprzonej jazdy!”
Przesunęłam się i przycisnęłam bokiem
do przodu Hectora. Jego ramię owinęło się wokół mojej szyi. Wtedy poczułam, jak
jego usta całują mnie w czubek głowy.
W myślach oderwałam ręce od drążka
zabezpieczającego, który był wciśnięty ciasno i bezpiecznie na kolanach i
uniosłam je prosto w powietrze.
*****
„Czy kiedykolwiek coś segregowałaś?” -
Kitty Sue zwróciła się do Shirleen z rąk i kolan na podłodze.
Daisy i ja byłyśmy z nią, układając
alfabetycznie górę dokumentów w dwudziestu sześciu stosach w recepcji
Nightingale Investigations.
„Nie ma tego w moim opisie pracy” -
odpowiedziała Shirleen ze swojego miejsca za ladą recepcyjną, obecnie zajęta
trudnym zadaniem, polegającym na pomalowaniu paznokci na mroźny winogronowy.
Kitty Sue usiadła, klęcząc, oparła ręce na biodrach, przekręciła się do
Shirleen i spojrzała.
„Jesteś recepcjonistką!”
„Tak? Więc?” - zapytała Shirleen, nie
odrywając oczu od paznokci.
„Recepcjonistki segregują i archiwizują”
- odparła Kitty Sue.
„Są od tego ludzie. Recepcjonistki
odbierają telefony i pilnują drzwi” - odparła Shirleen.
Daisy spojrzała na mnie i
zachichotała. Wciągnęłam usta między zęby i starałam się nie śmiać. Kitty Sue
nie wyglądała, jakby myślała, że coś jest zabawne.
„To jest źródło utrzymania mojego
syna” - powiedziała Kitty Sue, wstając - „A co by było, gdyby potrzebował
czegoś pilnie i nie mógł tego znaleźć?”
Shirleen odrzuciła głowę do tyłu i
długo się śmiała.
„To zabawne” - powiedziała (niepotrzebnie),
kiedy skończyła się śmiać.
„Co jest zabawne? Mówię poważnie” -
odparowała Kitty Sue.
Shirleen spojrzała z rozbawieniem na
Kitty Sue - „Praktycznie muszę przykuć Lee do krzesła, aby zmusić go do
wypełniania raportów, pisania notatek i innych rzeczy, które musi zrobić.
Nienawidzi papierkowej roboty. Wszyscy chłopcy tak mają. Twardziele robią się
kurewsko zrzędliwe, gdy Shirleen ujeżdża ich tyłki, żeby złożyć długopis na
papierze lub, co gorsza, palce do klawiatury. Gdyby nie ja, nasze faktury
byłyby spóźnione z sześciomiesięcznym opóźnieniem i nikt by nie otrzymał
zapłaty. W tym Shirleen. Shirleen lubi zarabiać. Mam dwóch dorastających
chłopców, którzy zjadają mnie poza domem i w domu i zawsze zabierają suki do
kina i takie gówno. Jak nie dostanę zapłaty, będę miała przejebane, a Roam and
Sniff będą wyglądać jak żebracy przed swoimi laskami. Nie wydarzy się.”
„No cóż” - wiedziałam, że wiatr
zniknął z żagli Kitty Sue - „przynajmniej możesz nam teraz pomóc”.
„Pomogę ci” - odpowiedziała Shirleen
– „Powiem ci, że przegapiłaś stos.”
I skinęła głową na stos papierów na
końcu jej biurka, który miał z metr wysokości.
„Cholera” - mruknęła Daisy.
Wtedy zachichotałam w tym samym
czasie, gdy drzwi się otworzyły i śmiejąc się, weszły Ally i Indy. Usiadłam na
łydkach i uśmiechnęłam się do nich, gdy wołali „Hej” wszystkim.
Niecałe dwa miesiące temu weszłam do
tego biura, czując mroźne powietrze, wiedząc, że mnie nienawidzą i żałując, że
nie jestem jedną z nich.
Teraz siedziałam na podłodze,
przeglądając poufne dokumenty Lee i Chłopaków, spędzając dzień na poznawaniu
Brody’ego (maniaka komputerowego i mam na myśli maniaka), Monty’ego (faceta, który zarządzał pokojem monitoringu, w
którym byłam trochę ześwirowana, widząc, że monitorują Fortnum, co oznaczało,
że mój krach był świadkiem jeszcze większej liczby osób, niż wiedziałam w
tamtym czasie) i Shirleen.
Kitty Sue przyszła z obiadem. Jadłyśmy.
Rozmawiałyśmy. Opowiadała mi wspaniałe historie o mojej mamie, które znałaby
tylko najlepsza przyjaciółka i przepraszała około siedem milionów pięćset
tysięcy razy za to, że nie „chroniła” mnie przez całe życie i nie przychodziła
do mnie po tym, jak mojego ojca wsadzono za kratki.
„Ciągle próbowałam wymyślić, jak to
zrobić. Co powinnam była powiedzieć” - szepnęła do mnie, trzymając mnie za rękę
- „Nie wiedziałam, co powiedzieć.”
Ścisnęłam jej palce - „To już koniec,
koniec. Nie myśl o tym” - Odpuściłem to, jakby to było nic, żeby przestała się
bić i zmieniła temat - „Powiedziałaś mi o mojej mamie, czy teraz opowiesz mi o
Katherine?”
Uśmiechnęła się, puściła moją rękę,
usiadła i opowiedziała mi wspaniałe historie o Katherine.
Później pojawiła się Daisy, Kitty Sue
przejrzała dokumenty i wszyscy byliśmy zajęci.
„Co ty do diabła robicie?” - zapytała
Ally, wpatrując się w papiery na całej podłodze.
„Archiwizujemy” - odpowiedziałam.
Indy zwróciła się do Shirleen -
„Myślałam, że to twoja praca”.
„Czy wyglądam na urzędnika ds. Akt?” -
oczy Shirleen zwęziły się, wyraźnie denerwując się tym tematem.
„Siedzisz za biurkiem recepcjonistki”
- odparła Indy.
„Może nie powinniśmy już o tym
rozmawiać” - wtrąciłam się, próbując pomóc.
„Czy Lee wie, że nie zajmujesz się archiwizowaniem?”
- Indy najwyraźniej nie potrzebowała mojej pomocy.
Shirleen uśmiechnęła się – „Otóż to. Ty porozmawiaj z Lee o papierkowej
robocie. Mówisz mu o papierkowej robocie. Teraz chciałbym to zobaczyć. Upewnij się, że Shirleen jest w pobliżu, kiedy
rozmawiasz z Lee o papierkowej robocie.
Uwielbia rozmawiać o papierkowej robocie.”
W tym momencie, mądrze, Kitty Sue
postanowiła interweniować - „Ally, weź ten stos z końca biurka Shirleen, a ty i
Indy pomożecie w sortowaniu. Shirleen, wyjdź zza biurka, Sadie będzie pisać
etykiety na komputerze i układać foldery. Daisy, zacznij od litery „A”, zbierz
to, co już ma folder w szafce, resztę daj Sadie, aby mogła zrobić foldery. No
dalej dziewczyny” - klasnęła w dłonie – „Chodźmy.”
Rany, można było powiedzieć, że Kitty
Sue była mamą. Nawet Daisy i Shirleen zrobiły to, co im kazała, co oznaczało,
że Shirleen przeniosła się na znacznie wygodniejszą kanapę i nadal polerowała
paznokcie. Znalazłem foldery i etykiety i zaczęłam pisać. Daisy zaczęła składać
dokumenty. Kitty Sue, Indy i Ally kontynuowały sortowanie.
Po godzinie byliśmy gotowi, ostatnia
etykieta wpisana, ostatni folder odłożony. Kitty Sue zamknęła szufladę stopą i
otarła dłonie, jakby strzepywała kurz.
„Ojej, świat został naprawiony,
dokumenty Lee zostały posegregowane i archiwizowane. Zadzwonię do burmistrza” -
oznajmiła Shirleen z pozycji leżącej na kanapie, podnosząc głowę znad lektury
magazynu U.
Daisy, Ally, Indy i Kitty Sue
poczerwieniały na twarzy i spojrzały na Shirleen.
„Dlaczego nie pójdziemy na obiad? Ja
stawiam”- zaoferowałam, zanim ktokolwiek mógł popełnić akt przemocy lub, co
gorsza, powiedzieć coś, czego będzie żałował.
„Nie możesz” - powiedziała Shirleen,
siadając – „Rozkaz, żebyś tu została, chyba że w pobliżu pojawi się ktoś z Gorącej
Drużyny, który cię eskortuje. Wszyscy są związani. Utknęłaś.”
„W takim razie zamówimy pizzę” -
zdecydowałam.
Shirleen skinęła głową i uśmiechnęła
się - „To zadziała. Mam Famous na szybkim wybieraniu.”
Oczywiście, że miała.
„Zadzwonię do dziewczyn, Gorąca
Drużyna pracuje dziś wieczorem, więc wszystkie są wolne” - wtrącił Indy.
„Powiedz Jet, żeby wstąpiła do
Pasquiniego i kupiła deser” - wtrąciła Ally.
„Powiedz Jules, żeby przyprowadził
Maxa, nie widziałam go od wieków” - powiedziała Kitty Sue.
„Powiedz Roxie, żeby wpadła do sklepu
monopolowego i kupiła piwo” - dokończyła Daisy.
Wyszłam zza biurka, żeby dać Shirleen
miejsce, i podeszłam do kanapy, żeby podnieść torebkę, abym mogła zadzwonić do
Ralphiego i Buddy'ego i sprawdzić, czy chcą przyjść.
Chwyciłam telefon, położyłam torebkę
na kanapie i odwróciłam się tyłem do drzwi, aby spojrzeć na dziewczyny, które
były po drugiej stronie pokoju.
„Zadzwonię do Ralphiego i Buda …” - zaczęłam,
ale nie skończyłam.
Drzwi otworzyły się za mną, nie
miałam szansy się odwrócić, ale widziałam, jak twarz Daisy blednie, jej usta
otworzyły się, by coś powiedzieć, ale poczułam, że coś bardzo nieprzyjemnego
dotyka mojej szyi.
Upuściłam telefon i wszystko stało
się czarne.
O Boże!!!!! Pytanie kto ją porywa, a oprócz tego trzeba mieć jaja ze stali, żeby zaatakować ją w takim miejscu 😮 dziękuję za rozdział ❤️
OdpowiedzUsuńPrzydały by się jakieś dobre chwile tak na dłużej. Masa dramatu, zbyt wiele jak na jedną małą osobę 🥺🥺 dziękuję za rozdział 💙💜❤️
OdpowiedzUsuńO matko boska, myślałam że tak szybko nie ulegnie Hektorowi. Że jednak się chłopak będzie musiał bardziej nagimnastykowac. Dziękuję za rozdział i czekam na kolejne
OdpowiedzUsuńDziękuję! ❤ Jak ja czekałam na ten plot twist 😲😍😍😍😍 nareszcie coś się dzieje 😂 ja wiem, że wszyscy pewnie by już chcieli spokoju ale JESTEM PEWNA ŻE TEX BĘDZIE PO MOJEJ STORNIE 😂 skoro dziewczyny zbladły to może to będzie ktoś od jej ojca ? Chyba że bracia są aż tak głupi 😑😂
OdpowiedzUsuń