poniedziałek, 22 marca 2021

9 - Spisz tutaj, prawda?

 

ROZDZIAŁ IX

Spisz tutaj, prawda?

Sadie

 

 

„A aa” - ziewnął Ralphie z przesadnym przeciągnięciem - „Jestem wycieńczony. Czas na łóżeczko, pa. Buddy, kochanie, idziesz ze mną?”

Spojrzałam od ramienia Hectora (gdzie spoczywała moja głowa) na koniec kanapy (gdzie Ralphie się rozciągał) do fotela (gdzie siedział Buddy).

Potem przewróciłam oczami i wróciłem do wpatrywania się w napisy końcowe wyświetlane na ekranie telewizora.

Poważnie, jak oczywisty mógłby być?

*****

Kolacja poszła dobrze, jeśli nie liczyć jednego drobnego incydentu.

*****

Buddy nie tylko zrobił swojego słynnego tuńczyka z makaronem. Rozstawił stół w jadalni, a nawet zapalił świece. Podał też sałatkę szpinakową z sosem winegret z balsamicznym olejem dyniowym, a na deser tort czekoladowo-migdałowym z bitą śmietaną o smaku waniliowym.

Przebrałam się ze stroju Królowej Lodu i w ciągu dwóch sekund między naszym przybyciem do domu o szóstej pięć a przybyciem Hectora do domu o szóstej pięć i dwie sekundy wpatrywałam się w zawartość mojej szafy, próbując znaleźć strój na swobodną kolację w domu z Hektorem i dwoma współlokatorami gejami.

Niemożliwe!

W rozterce zdecydowałam się na dżinsy i czarną kamizelkę, na którą założyłam szary sweter (no cóż, to nie był tylko szary sweter, to był szary sweter z Anthropologie, miał kaptur i szerokie rękawy z drobnymi czarnymi falbankami na rękawach i wokół dołu). Zdecydowałam, że skoro sweter mówi więcej niż „zwykła kolacja w domu z Hektorem”, pójdę boso.

Boso było tak swobodne, jak tylko można.

Związałam włosy w wielki kucyk i ruszyłam w dół.

Ponieważ Ralphie mówił jak nakręcony, a Buddy chciał poznać szczegóły na temat Poszukiwania Harveya and Ricky’ego (sedno było takie, że Harvey został złapany, Ricky wciąż był „na wolności” i wolałabym, żeby było odwrotnie), ja nie musiałam dużo mówić. Trwało to podczas kolacji, głównie Ralphie mówił wystarczająco dużo dla wszystkich, a kiedy wreszcie przerwał, Buddy zażądał od Hectora szczegółów na temat tego, jak wszystko potoczy się po złapaniu Ricky’ego i Harveya.

To się zmieniło, kiedy w jakiś sposób dotarliśmy do tematu doglądania psa YoYo i Ralphie pchnął mnie, kopiąc i krzycząc, w samym środku.

„Sadie chce oglądać YoYo” - powiedział Ralphie Buddy’emu, kiedy stało się jasne, że przegrywa walkę.

Podniosłam głowę i zobaczyłam z drugiej strony stołu, że oczy Hectora spoczęły na mnie, a jedna strona jego ust drgnęła.

„Sadie, czy to prawda?” - zapytał Buddy.

Rozszerzyłam oczy na Hectora w niewerbalnym Pomóż mi! Hector milczał, ale usta mu drgały.

„Sadie, powiedz mu. Pokochałaś YoYo, prawda?” - podpowiedział Ralphie.

Postanowiłem milczeć jak Hektor.

„Sadie?” - teraz nadeszła kolej Buddy'ego, aby powiedzieć.

Podjęłam nową decyzję o natychmiastowym wyplątaniu się - „Nie mam nic do powiedzenia. To nie jest mój dom.”

To była zła decyzja.

„Co masz na myśli, mówiąc, że to nie jest twój dom?” - warknął Ralphie.

Spojrzałam na Ralphiego. Ralphie wyglądał na wściekłego.

„Cóż, mam na myśli to, że…” - zaczęłam.

„Śpisz tutaj, prawda?” - zapytał Ralphie.

„Tak, ale…” - spróbowałam ponownie.

„Twoje ubrania są tutaj” - naciskał Ralphie.

„Tak, ale mam na myśli…”

„Bierzesz prysznic tutaj, nakładasz makijaż tutaj, oglądasz Veronicę Mars tutaj, wracasz do domu po pracy, hmmm… nie wiem? Tutaj! Prawda?” - naciskał Ralphie.

„Tak, chyba tak myślę, ale …”

„Tak myślisz?” - oczy Ralphiego zwęziły się.

„Ralphie, zechcesz pozwolić jej mówić?” - wtrącił się Buddy.

Ralphie wyprostował się, skrzyżował ręce na piersi i spojrzał na mnie.

„Mówię tylko, że jestem gościem i jako gość nie mam nic do powiedzenia w tego rodzaju decyzjach” - wyjaśniłam.

Ralphie spojrzał na Buddy’ego i warknął - „Ona myśli, że jest gościem”.

„Sadie -” zaczął Buddy.

Ralphie przerwał - „Co? Wyprowadzasz się? ”

Spojrzałam na Hectora, który teraz uśmiechał się do resztek swojego czekoladowo-migdałowego ciasta. Chciałam rzucić w niego swoim talerzem.

Czego oczywiście nie zrobiłam.

Ponieważ, nawet jeśli na to zasługiwał, byłoby to niegrzeczne.

Odpowiedziałam Ralphiemu - „Cóż, tak.”

Hector podniósł głowę, a jego uśmiech zniknął.

„Co? Kiedy?” - zapytał ostro Buddy.

Spojrzałam na Buddy’ego - „Zeszłej nocy zdałam sobie sprawę, że doglądacie mnie już od jakiegoś czasu, więc prawdopodobnie nadszedł czas, aby się stąd wynosić.”

„Buddy nie musi się wynosić” - przyciął Ralphie.

„Wiesz, o co mi chodzi” - powiedziałam cicho do Ralphiego.

„Nie, pani Sadie Marie Townsend, nie wiem, co masz na myśli” - Ralphie nie odniósł się do mojego cichego tonu.

„Może powinniśmy porozmawiać o tym później” - Buddy przyglądał się teraz zupełnie niezadowolonemu Hectorowi.

„Byłoby dobrze” - powiedziałam z ulgą.

„Lepiej uwierz, że porozmawiamy o tym później” - zagroził Ralphie, po czym skierował swoje spojrzenie na Buddy'ego – „Więc jaki jest werdykt w sprawie pieprzonego psa?” - zażądał.

Wstrzymałam oddech, zastanawiając się, co Hector mógłby pomyśleć o tych wszystkich przekleństwach. Założę się, że Blanca nie mówiła „pieprzonego” przy swoim stole.

Oczy Buddy zwróciły się ku mnie.

Potem westchnął.

„Będziemy doglądać YoYo.”

*****

Po kolacji usiedliśmy w salonie i obejrzeliśmy Z podniesionym czołem (wersja z 2004r., która według Buddy'ego była jedyną wersją, która była warta gówna, ponieważ The Rock był o wiele łatwiejszy dla oczu niż Joe Don Baker).

To nie było normalne wieczorne oglądanie przez Ralphiego i Buddy'ego, ale pomyślałam, że są dobrymi gospodarzami dla macho Hectora. Tak naprawdę nie widziałam Hectora siedzącego przez Auntie Mame lub Stalowe Magnolie.

Oczywiście wepchnęli mnie na środek kanapy, ale Ralphie nie musiał próbować masować moich stóp. Hector natychmiast przyciągnął mnie do siebie.

Miałam ciężki dzień i postanowiłam z tym nie walczyć.

Zresztą był wygodny i ciepły.

*****

Film się skończył, a Buddy i Ralphie szli spać.

„Noc, słodycze” - powiedział Ralphie, całując mnie w policzek.

„Dobranoc” - odpowiedziałam.

Buddy pochylił się za Ralphiem - „Do zobaczenia rano, Sadie.”

Potem też pocałował mnie w policzek.

Uśmiechnęłam się do niego – „Do zobaczenia.”

„Hector, później.” - Buddy uniósł brodę do Hectora.

„Podwójne H, ty jesteś gościu” - było dziwacznym dobranocem Ralphiego.

Potem odeszli. Co teraz miałam zrobić? Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Hectora.

„Chcesz obejrzeć inny film?” - zapytałam.

Potrząsnął głową.

„Odcinek Veroniki Mars?” - próbowałam. Nadal potrząsał głową.

„Mecz?”

Jeszcze więcej potrząsania głową.

O nie.

Nie miałam więcej do zaproponowania.

Hector miał. Jego ramię owinęło się wokół mojej talii, a jego druga ręka dotknęła mojego biodra, obrócił mnie i pociągnął mnie na swoje kolana.

Patrząc na mnie ciepłymi oczyma, z ramiona obejmującymi mnie luźno, zapytał – „Wszystko w porządku?”

„Tak” - odpowiedziałam.

Uścisnął mnie lekko – To był dla ciebie ciężki dzień” - powiedział cicho.

Coś w tym pytaniu uderzyło mnie gdzieś głęboko.

Nie było fajnie przeżywać tego, co zrobił mi Ricky przed kamerą w pokoju przesłuchań, nawet jeśli Bex była ze mną, detektyw Marker był naprawdę miły i wiedziałam, że Daisy i Shirleen są na korytarzu.

Nie było też fajnie przeżywać tego, co mi zrobił Harvey.

Fakt, że Hector zdawał sobie z tego sprawę, miałby swoje żniwo. Nawet gdybym próbowała to odłożyć na bok i nie robić z tego nic wielkiego, znaczyło to wiele.

Zaciągnęłam usta i ugryzłam je.

Mogłabym na niego rzucić całą Lodową Księżniczkę, ale kiedy był miły i nie miałam przed nim nic do ukrycia, oznaczałoby to po prostu, że jestem suką.

Więc szepnęłam - „Nic mi nie będzie”.

Uśmiechnął się, słysząc mój szept – „Wiedziałem, że możesz to zrobić.”

Ciepło w jego głosie i aprobata w jego oczach sprawiły, że skręciło mi się w żołądku.

Wtedy zdecydowałam, że potrzebuję moich Lodowych Tarczy.

„Nikt nie lubi tych, co wiedzą wszystko” - powiedziałam chłodno.

Jego uśmiech stał się większy, potrząsnął głową i odniosłam wrażenie, że myślał, że moje Lodowe Tarcze są kulawe i wychudzone.

Wstał, zabierając mnie ze sobą, a potem postawił mnie na nogach. Z głową pochyloną, by na mnie spojrzeć, przesunął dłoń do tyłu mojej szyi i do moich włosów i ledwo opanowałam rozkoszny dreszcz (ale zrobiłam to).

„Muszę wracać do domu. Prześpij się” - powiedział mi.

Poczułam falę rozczarowania. Spędziłam z nim prawie pięć godzin w ciągu ostatnich dwudziestu siedmiu (tak, liczyłam). Byłoby dziwne, gdyby pojechał.

Nie powiedziałam mu tego. Zamiast tego skinęłam głową. Opuścił rękę, ale złapał moją i zabrał mnie ze sobą, gdy szedł do drzwi. Tam zatrzymał się, odwrócił do mnie, jego palce owinęły się wokół mojego gipsu i spojrzał na niego.

„Kto cię zabiera, żeby to usunąć?”

„Bex.”

Spojrzał mi w oczy - „Jak nie będzie mogła tego zrobić, zadzwoń do mnie”.

To nie była tak naprawdę prośba, ale nadal powiedziałam - „Okej”.

Puścił mój gips, pociągnął mnie za drugą rękę, poleciałam do przodu, jego głowa opadła i mnie pocałował, powoli i słodko.

Uniósł głowę i mruknął - „Chcę usłyszeć jak zamykasz”.

Nie oddychałam całkiem dobrze, więc postanowiłam nie próbować mówić i po prostu ponownie skinęłam głową.

Wyszedł, podeszłam do drzwi, przekręciłam zamki i przyłożyłam do nich ucho, żeby usłyszeć, jak odchodzą jego buty.

Kiedy już ich nie słyszałam, powiedziałam do drzwi - „Jasna cholera”.

Weszłam po schodach do swojego pokoju i podeszłam do szuflady bielizny nocnej.

Kiedyś do łóżka nosiłam tylko jedwabne, koronkowe koszule nocne. Dziewiątego dnia w domu Ralphiego i Buddy’ego, po tym, jak przenieśli moje rzeczy, wzięłam wszystkie co do jednej i wyrzuciłam do śmieci.

Nie wiem dlaczego, właśnie to zrobiłam.

Od tego momentu do snu nosiłam T-shirty i spodnie do jogi.

Około siedemnastego dnia Ralphie i ja wróciliśmy do domu z galerii. Na moim łóżku leżały dwie duże torby Victoria’s Secret w różowo-białe paski. Były w nich dwie pary jedwabnych, koronkowych spodni od piżamy z dopasowanymi koszulkami, dwie pary miękkich bawełnianych koronkowych spodni od piżamy i pasujących do nich koszulek, dwie pary miękkich dzianinowych spodni od piżamy i pasujących do nich koszulek oraz dwie pary jedwabnych, szytych na miarę damskich piżam.

Buddy miał wolny dzień i najwyraźniej poszedł na zakupy.

Musieli widzieć moje koszule nocne w śmieciach.

Nic nie powiedziałam. Ani oni. Ale w myślach dodałam procent do wzrostu zasług Ralphiego podczas jego następnej oceny wydajności.

Zdjęłam ubranie, włożyłam jadeitowo zielone spodnie od piżamy i pasującą do nich koszulkę z przydymioną szarą koronką na gorsecie i na dole stanika oraz na dole spodni od piżamy (były bardzo ładne, Buddy miał dobry gust do damskiej bielizny nocnej), poszłam do łazienki przy mojej sypialni, umyłam zęby i twarz.

Potem poszłam spać.

Próbowałam się ułożyć, ale nie mogłam.

Rzuciłam się i odwróciłam myśląc o Harveyu w więzieniu i Rickym wciąż „na wolności”. Myśląc, że Ricky był prawdopodobnie bardzo zły na mnie, kiedy był jeszcze „na wolności”. Myśląc, że Hector zabrał mnie do domu swojej mamy na naszą pierwszą randkę i jakie to było dziwne i przerażające. Myśląc, że Daisy znów była moją przyjaciółką, Ally zaintrygowała mnie, Indy i Jet były słodkie, a Shirleen dobrze przytulała.

Spróbowałam oczyścić umysł, rzuciłam się i odwróciłam jeszcze raz. Ale nie mogłam się uspokoić.

Wiedziałam, że będzie gorzej. Jeśli Harvey lub Ricky będą walczyli, musiałabym zeznawać. Musiałabym opowiedzieć w sali pełnej ludzi, co mi się przydarzyło, i musiałabym znowu zobaczyć ich obu, a nie chciałam tego robić.

Nigdy więcej.

I nie wiedziałam, co się dzieje z Hektorem. Wchodziłam w to głęboko i wydawało mi się, że nie mogę się powstrzymać, nie żeby on dawał mi szansę.

Jeśli miałam być ze sobą szczera, to lubiłam przebywać w jego pobliżu, sprawiał, że czułam rzeczy, których nie czułam odkąd mama odeszła. Było więcej niż bezpieczne, było wygodne, przytulne i dawało zadowolenie, jakbym nie musiała cały czas patrzeć przez ramię, zastanawiając się, jakie są jego prawdziwe intencje, chroniąc się przed krążącymi rekinami. Był prawdziwy, niczego nie ukrywał, niczego mu nie brakowało.

Był po prostu Hektorem.

I w bardzo, bardzo odległym zakątku mojej głowy, gdzie pozwalałam kłamać moim prawdziwym uczuciom, musiałam przyznać, że to było coś więcej niż tylko lubienie przebywania z nim, podobanie mi się, że mnie całował, dotykał. Podobało mi się wszystko. Tak bardzo, kiedy to się działo, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby go odepchnąć.

Powinnam go odepchnąć.

Wiedziałam, że nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Wiedziałam, że lepiej nie wpuszczać nikogo.

Miałam się go pozbyć, a żeby to zrobić, musiałam przywrócić Lodową Księżniczkę.

Kiedy właśnie o tym myślałam, zadzwoniła moja komórka.

Odrzuciłam kołdrę, wyskoczyłam z łóżka i podbiegłam do puszystego perkalowego fotela w mojej sypialni, wyrywając komórkę z torebki, zanim obudziła Ralphiego i Buddy'ego.

Zanim zdążyłam się zastanowić, otworzyłam ją i przyłożyłam do ucha.

„Halo?”

„Sadie, ty głupia pizdo!”

Moje plecy wyprostowały się na słowo na „p”, ale złośliwy głos wciąż mówił mi do ucha – „Powinnaś pozwolić mi zająć się Rickym i Harveyem. Cholera, ty głupia pizdo.”

Powiedział to ponownie!

„Kto mówi?” - zapytałam.

„Ty głupia suko. Postawiłaś nas Chavezowi i Nightingale’owi, co do cholery?”

Znałam ten głos. Nie byłam pewna, który, ale był to albo Donny, albo Marty Balducci.

Do jasnej cholery.

Ci szaleni bracia Balducci!

Dlaczego?

Dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego, dlaczego?

Niech ktoś mi powie, co ja zrobiłam?

Mówił dalej - „Zapłacisz, suko, zapłacisz, kurwa”.

Rozłączył się.

Stałam w ciemności z komórką przy uchu i czułam bicie serca w gardle.

Potem zamknęłam telefon i wybiegłam z pokoju, przez korytarz prosto do zamkniętych drzwi Ralphiego i Buddy'ego. Podniosłam rękę, żeby zapukać i zatrzymałam się.

Musiało być po północy. Nie mogłam ich obudzić. Następnego dnia obaj musieli pracować. Mieli pracę, życie, doglądali mnie już po gwałcie i próbie porwania, jakiego rodzaju przyjaciel stanąłby z telefonem z groźbą w środku nocy pod ich drzwiami, nawet gdyby telefon zawierał słowo na p (dwa razy!)?

Jeśli będę wciągała ich do swojego bałaganu, to bym ich nadużywała. Nie mogłam ich nadużywać.

Byłam im już winna…

Zamknęłam oczy i pokręciłam głową.

Byłam im zbyt wiele winna, by kiedykolwiek spłacić, nie mogłam użyć więcej.

Odsunęłam się od drzwi i cofałam, aż uderzyłam w przeciwległą ścianę. Zsunęłam się, unosząc kolana, aż moja pupa uderzyła o podłogę. Następnie owinęłam ramiona wokół nóg, przycisnęłam policzek do kolan i wzięłam głęboki oddech.

Mogłam to zrobić. Mogłam przez to wszystko przejść sama. Po prostu uspokoję się i pójdę spać. Nic mi nie będzie.

Zawsze było dobrze.

Cóż, jeśli nie całkiem dobrze, to przynajmniej w porządku…

Telefon zadzwonił w mojej dłoni, szarpnęłam się do tyłu i mój telefon poleciał w powietrze.

Usiłowałam go złapać, ale spadł na mój bok. Położyłam ręce na podłodze i szukałam na ślepo w ciemności, aż namacałam go palcami. Chwyciłam go, otworzyłam i przyłożyłam do ucha.

„Zostaw mnie w spokoju!” - syknęłam.

„Sadie”.

To był Hector.

Mocno zamknęłam oczy i przełknęłam serce, które utkwiło mi w gardle.

„Trzymaj się, mamita” - powiedział – „Będę tam za dziesięć minut.”

Zamrugałam w ciemność – „Co?”

Ale on już się rozłączył.

Gapiłam się na swój oświetlacz w telefon przez kilka sekund lub godzin. Potem go zamknęłam. Przeniosłam oczy na drzwi Buddy'ego i Ralphiego i chciałam, żeby pozostały zamknięte. Potem pomyślałam, że moje życie było takim pieprzonym bałaganem i wszystko sprowadzało się do mojego pieprzonego ojca i pieprzonych Balducci.

Wtedy zaczęłam się zastanawiać, po co przychodzi Hector. To znaczy, odebrałam paskudny telefon w środku nocy, a pięć minut później on dzwoni i mówi, że przyjdzie?

Jak dziwne to było?

Wszystko to musiało zająć dziesięć minut, bo usłyszałam pukanie do drzwi.

Zbiegłam po schodach i z uchem do drzwi zawołałam - „Kto tam?”

„Ja” - powiedział Hector.

Odblokowałam i otworzyłam drzwi.

Położył dłoń na moim brzuchu, odepchnął mnie, wszedł, zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz. Po tym odwrócił się do mnie, otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, a on wziął mnie brutalnie w ramiona i mocno przytulił. Panika, która przeszła przez mój organizm, natychmiast zniknęła i zapadłam się w niego.

Wzięłam drżący oddech, po czym odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.

„Co ty tutaj robisz?”

„Brody, nasz informatyk, wpiął się w twoją komórkę. Monitorujemy twoje rozmowy i możemy ich słuchać. Jack usłyszał Marty’ego Balducci, zadzwonił do mnie, przyjechałem.”

O mój.

Proste.

Zadzwonił do mnie, przyjechałem.

Opuściłam głowę i oparłam czoło na jego piersi.

Hector zacisnął mocniej ramiona wokół mnie.

„On cię nie skrzywdzi.”

Chciałam się zaśmiać.

Nie zrobiłam tego.

„Już mnie skrzywdzili. Jeden z nich mnie zgwałcił, inny zaatakował mnie w zaułku i próbował mnie porwać, żeby mnie zgwałcić!” - szepnęłam z sykiem prosto do jego piersi.

„Mamita, spójrz na mnie” - Jego ton był łagodny.

Potrząsnęłam głową.

„Sadie, spójrz na mnie.” - Tym razem jego ton był zdecydowany.

Westchnęłam i spojrzałam na niego.

„On cię nie skrzywdzi.”

Ponownie pokręciłam głową.

„Mówię ci, mi corazón, on cię nie skrzywdzi.”

Zamiast z nim walczyć, wepchnęłam twarz w jego klatkę piersiową. Zrobiłam to głównie dlatego, że pomyślałem, że nie wygram.

Wiedziałam też, co oznacza mi corazón. Oznaczało to moje serce i nie musiałam nawet pytać Jet, czy to był krok naprzód w czułościach.

Zdałam sobie sprawę, że moje ramiona były wokół niego i podniosłam moje zimne ręce do jego gorącej klatki piersiowej. Wciąż trzymałam telefon komórkowy i teraz chciałam wrzucić go do dzbanka margarity. Przez chwilę gładził mnie po plecach, aż nie mogłam z tym walczyć (było to zbyt przyjemne) i zaczęłam się w nim rozluźniać.

Musiał poczuć, jak napięcie mnie opuszcza, ale trzymał moje rozluźnione ciało jeszcze dłużej, aż wydawało się dziwne, że tak stoimy, nie rozmawiamy, a on tylko mnie trzyma.

W końcu powiedział - „Jeśli wszystko będzie w porządku, wrócę do domu.”

Natychmiast panika znów zaczęła pełzać i, zanim zdążyłam pomyśleć, moja głowa odskoczyła do tyłu i zawołałam - „Nie!”

Do jasnej cholery.

Niech ktoś mi powie, że właśnie tego nie zrobiłam.

Aby ukryć, wyrwałam się z jego ramion, cały czas potrząsając głową, trzymając w powietrzu mój telefon komórkowy.

„Nie. Nie. Idź do domu. W porządku. Nie słuchaj mnie. Ja tylko…” - Zaczęłam, ale wyciągnął rękę, wyciągnął komórkę z mojej dłoni, a potem jego palce owinęły się wokół mojego nadgarstka.

Pociągnął mnie do salonu, prosto do ozdobnej skrzyni, w której znajdowały się dodatkowe poduszki i koce (oczywiście z Z Gallerie).

Otworzył ją, wyciągnął koc, podał mi go i odprowadził do kanapy. Patrzyłam w oszołomionej ciszy, jak rzucił moją komórkę na stolik do kawy, usiadł, ściągnął buty, a potem wyciągnął rękę i wziął koc z moich ramion. Rzucił go na koniec kanapy, położył dłonie na moich biodrach i delikatnym szarpnięciem przewrócił mnie. Jego ręce zacisnęły się na moich biodrach, kiedy odchylił się do tyłu i upadłam razem z nim, Hector kontrolował mój upadek, więc wylądowałam na nim (tak, dokładnie na nim!). Odwrócił mnie na bok, więc utknęłam między nim a oparciem kanapy, zgiął brzuch, złapał koc, strząsnął go i położył na nas.

Kiedy ułożył się na plecach, obejmując mnie ramieniem ze mną przyciśniętą do jego boku, z policzkiem na jego ramieniu, z opóźnieniem odzyskałam głos i zapytałam - „Co robisz?”

„Idź spać, Sadie.”

„Ja …”

„Sadie, idź spać”.

„Ale …”

„Proszę, mamita, jestem wykończony”.

Zamknęłam usta.

Cóż, tyle jeśli chodzi o narzucenie mu Lodowej Księżniczki, żeby się go pozbyła.

To była moja ostatnia myśl, zanim zrezygnowałam z walki i po kilku minutach zasnęłam.

3 komentarze:

  1. Super ❤️ Dziękuję bardzo za Twoje tłumaczenie i nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów 😊 to chyba moja ulubiona część z serii 😜

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże kocham Hektora...dziękuję dobrą kobietą

    OdpowiedzUsuń
  3. Hektor to spoko koleś 😉 Dzięki za kolejną porcję rozrywki !

    OdpowiedzUsuń