ROZDZIAŁ IX
Spisz
tutaj, prawda?
Sadie
„A aa” - ziewnął Ralphie z przesadnym
przeciągnięciem - „Jestem wycieńczony. Czas na łóżeczko, pa. Buddy, kochanie,
idziesz ze mną?”
Spojrzałam od ramienia Hectora (gdzie
spoczywała moja głowa) na koniec kanapy (gdzie Ralphie się rozciągał) do fotela
(gdzie siedział Buddy).
Potem przewróciłam oczami i wróciłem
do wpatrywania się w napisy końcowe wyświetlane na ekranie telewizora.
Poważnie, jak oczywisty mógłby być?
*****
Kolacja poszła dobrze, jeśli nie liczyć
jednego drobnego incydentu.
*****
Buddy nie tylko zrobił swojego
słynnego tuńczyka z makaronem. Rozstawił stół w jadalni, a nawet zapalił
świece. Podał też sałatkę szpinakową z sosem winegret z balsamicznym olejem
dyniowym, a na deser tort czekoladowo-migdałowym z bitą śmietaną o smaku
waniliowym.
Przebrałam się ze stroju Królowej
Lodu i w ciągu dwóch sekund między naszym przybyciem do domu o szóstej pięć a
przybyciem Hectora do domu o szóstej pięć i dwie sekundy wpatrywałam się w
zawartość mojej szafy, próbując znaleźć strój na swobodną kolację w domu z
Hektorem i dwoma współlokatorami gejami.
Niemożliwe!
W rozterce zdecydowałam się na dżinsy
i czarną kamizelkę, na którą założyłam szary sweter (no cóż, to nie był tylko
szary sweter, to był szary sweter z Anthropologie, miał kaptur i szerokie
rękawy z drobnymi czarnymi falbankami na rękawach i wokół dołu). Zdecydowałam,
że skoro sweter mówi więcej niż „zwykła kolacja w domu z Hektorem”, pójdę boso.
Boso było tak swobodne, jak tylko
można.
Związałam włosy w wielki kucyk i
ruszyłam w dół.
Ponieważ Ralphie mówił jak nakręcony,
a Buddy chciał poznać szczegóły na temat Poszukiwania Harveya and Ricky’ego
(sedno było takie, że Harvey został złapany, Ricky wciąż był „na wolności” i
wolałabym, żeby było odwrotnie), ja nie musiałam dużo mówić. Trwało to podczas
kolacji, głównie Ralphie mówił wystarczająco dużo dla wszystkich, a kiedy wreszcie
przerwał, Buddy zażądał od Hectora szczegółów na temat tego, jak wszystko
potoczy się po złapaniu Ricky’ego i Harveya.
To się zmieniło, kiedy w jakiś sposób
dotarliśmy do tematu doglądania psa YoYo i Ralphie pchnął mnie, kopiąc i
krzycząc, w samym środku.
„Sadie chce oglądać YoYo” -
powiedział Ralphie Buddy’emu, kiedy stało się jasne, że przegrywa walkę.
Podniosłam głowę i zobaczyłam z
drugiej strony stołu, że oczy Hectora spoczęły na mnie, a jedna strona jego ust
drgnęła.
„Sadie, czy to prawda?” - zapytał
Buddy.
Rozszerzyłam oczy na Hectora w niewerbalnym
Pomóż mi! Hector milczał, ale usta mu
drgały.
„Sadie, powiedz mu. Pokochałaś YoYo,
prawda?” - podpowiedział Ralphie.
Postanowiłem milczeć jak Hektor.
„Sadie?” - teraz nadeszła kolej
Buddy'ego, aby powiedzieć.
Podjęłam nową decyzję o natychmiastowym
wyplątaniu się - „Nie mam nic do powiedzenia. To nie jest mój dom.”
To była zła decyzja.
„Co masz na myśli, mówiąc, że to nie
jest twój dom?” - warknął Ralphie.
Spojrzałam na Ralphiego. Ralphie
wyglądał na wściekłego.
„Cóż, mam na myśli to, że…” - zaczęłam.
„Śpisz tutaj, prawda?” - zapytał
Ralphie.
„Tak, ale…” - spróbowałam ponownie.
„Twoje ubrania są tutaj” - naciskał
Ralphie.
„Tak, ale mam na myśli…”
„Bierzesz prysznic tutaj, nakładasz
makijaż tutaj, oglądasz Veronicę Mars tutaj, wracasz do domu po pracy, hmmm…
nie wiem? Tutaj! Prawda?” - naciskał Ralphie.
„Tak, chyba tak myślę, ale …”
„Tak myślisz?” - oczy Ralphiego
zwęziły się.
„Ralphie, zechcesz pozwolić jej
mówić?” - wtrącił się Buddy.
Ralphie wyprostował się, skrzyżował
ręce na piersi i spojrzał na mnie.
„Mówię tylko, że jestem gościem i
jako gość nie mam nic do powiedzenia w tego rodzaju decyzjach” - wyjaśniłam.
Ralphie spojrzał na Buddy’ego i
warknął - „Ona myśli, że jest gościem”.
„Sadie -” zaczął Buddy.
Ralphie przerwał - „Co? Wyprowadzasz
się? ”
Spojrzałam na Hectora, który teraz
uśmiechał się do resztek swojego czekoladowo-migdałowego ciasta. Chciałam
rzucić w niego swoim talerzem.
Czego oczywiście nie zrobiłam.
Ponieważ, nawet jeśli na to
zasługiwał, byłoby to niegrzeczne.
Odpowiedziałam Ralphiemu - „Cóż,
tak.”
Hector podniósł głowę, a jego uśmiech
zniknął.
„Co? Kiedy?” - zapytał ostro Buddy.
Spojrzałam na Buddy’ego - „Zeszłej
nocy zdałam sobie sprawę, że doglądacie mnie już od jakiegoś czasu, więc
prawdopodobnie nadszedł czas, aby się stąd wynosić.”
„Buddy nie musi się wynosić” -
przyciął Ralphie.
„Wiesz, o co mi chodzi” - powiedziałam
cicho do Ralphiego.
„Nie, pani Sadie Marie Townsend, nie
wiem, co masz na myśli” - Ralphie nie odniósł się do mojego cichego tonu.
„Może powinniśmy porozmawiać o tym
później” - Buddy przyglądał się teraz zupełnie niezadowolonemu Hectorowi.
„Byłoby dobrze” - powiedziałam z
ulgą.
„Lepiej uwierz, że porozmawiamy o tym
później” - zagroził Ralphie, po czym skierował swoje spojrzenie na Buddy'ego –
„Więc jaki jest werdykt w sprawie pieprzonego psa?” - zażądał.
Wstrzymałam oddech, zastanawiając
się, co Hector mógłby pomyśleć o tych wszystkich przekleństwach. Założę się, że
Blanca nie mówiła „pieprzonego” przy swoim stole.
Oczy Buddy zwróciły się ku mnie.
Potem westchnął.
„Będziemy doglądać YoYo.”
*****
Po kolacji usiedliśmy w salonie i
obejrzeliśmy Z podniesionym czołem (wersja
z 2004r., która według Buddy'ego była jedyną wersją, która była warta gówna,
ponieważ The Rock był o wiele łatwiejszy dla oczu niż Joe Don Baker).
To nie było normalne wieczorne oglądanie
przez Ralphiego i Buddy'ego, ale pomyślałam, że są dobrymi gospodarzami dla
macho Hectora. Tak naprawdę nie widziałam Hectora siedzącego przez Auntie Mame
lub Stalowe Magnolie.
Oczywiście wepchnęli mnie na środek kanapy,
ale Ralphie nie musiał próbować masować moich stóp. Hector natychmiast
przyciągnął mnie do siebie.
Miałam ciężki dzień i postanowiłam z
tym nie walczyć.
Zresztą był wygodny i ciepły.
*****
Film się skończył, a Buddy i Ralphie szli
spać.
„Noc, słodycze” - powiedział Ralphie,
całując mnie w policzek.
„Dobranoc” - odpowiedziałam.
Buddy pochylił się za Ralphiem - „Do
zobaczenia rano, Sadie.”
Potem też pocałował mnie w policzek.
Uśmiechnęłam się do niego – „Do
zobaczenia.”
„Hector, później.” - Buddy uniósł
brodę do Hectora.
„Podwójne H, ty jesteś gościu” - było
dziwacznym dobranocem Ralphiego.
Potem odeszli. Co teraz miałam zrobić?
Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Hectora.
„Chcesz obejrzeć inny film?” - zapytałam.
Potrząsnął głową.
„Odcinek Veroniki Mars?” - próbowałam.
Nadal potrząsał głową.
„Mecz?”
Jeszcze więcej potrząsania głową.
O nie.
Nie miałam więcej do zaproponowania.
Hector miał. Jego ramię owinęło się
wokół mojej talii, a jego druga ręka dotknęła mojego biodra, obrócił mnie i
pociągnął mnie na swoje kolana.
Patrząc na mnie ciepłymi oczyma, z
ramiona obejmującymi mnie luźno, zapytał – „Wszystko w porządku?”
„Tak” - odpowiedziałam.
Uścisnął mnie lekko – To był dla
ciebie ciężki dzień” - powiedział cicho.
Coś w tym pytaniu uderzyło mnie
gdzieś głęboko.
Nie było fajnie przeżywać tego, co
zrobił mi Ricky przed kamerą w pokoju przesłuchań, nawet jeśli Bex była ze mną,
detektyw Marker był naprawdę miły i wiedziałam, że Daisy i Shirleen są na
korytarzu.
Nie było też fajnie przeżywać tego,
co mi zrobił Harvey.
Fakt, że Hector zdawał sobie z tego
sprawę, miałby swoje żniwo. Nawet gdybym próbowała to odłożyć na bok i nie
robić z tego nic wielkiego, znaczyło to wiele.
Zaciągnęłam usta i ugryzłam je.
Mogłabym na niego rzucić całą Lodową
Księżniczkę, ale kiedy był miły i nie miałam przed nim nic do ukrycia,
oznaczałoby to po prostu, że jestem suką.
Więc szepnęłam - „Nic mi nie będzie”.
Uśmiechnął się, słysząc mój szept – „Wiedziałem,
że możesz to zrobić.”
Ciepło w jego głosie i aprobata w
jego oczach sprawiły, że skręciło mi się w żołądku.
Wtedy zdecydowałam, że potrzebuję
moich Lodowych Tarczy.
„Nikt nie lubi tych, co wiedzą
wszystko” - powiedziałam chłodno.
Jego uśmiech stał się większy,
potrząsnął głową i odniosłam wrażenie, że myślał, że moje Lodowe Tarcze są
kulawe i wychudzone.
Wstał, zabierając mnie ze sobą, a
potem postawił mnie na nogach. Z głową pochyloną, by na mnie spojrzeć, przesunął
dłoń do tyłu mojej szyi i do moich włosów i ledwo opanowałam rozkoszny dreszcz
(ale zrobiłam to).
„Muszę wracać do domu. Prześpij się”
- powiedział mi.
Poczułam falę rozczarowania. Spędziłam
z nim prawie pięć godzin w ciągu ostatnich dwudziestu siedmiu (tak, liczyłam).
Byłoby dziwne, gdyby pojechał.
Nie powiedziałam mu tego. Zamiast
tego skinęłam głową. Opuścił rękę, ale złapał moją i zabrał mnie ze sobą, gdy
szedł do drzwi. Tam zatrzymał się, odwrócił do mnie, jego palce owinęły się
wokół mojego gipsu i spojrzał na niego.
„Kto cię zabiera, żeby to usunąć?”
„Bex.”
Spojrzał mi w oczy - „Jak nie będzie mogła
tego zrobić, zadzwoń do mnie”.
To nie była tak naprawdę prośba, ale
nadal powiedziałam - „Okej”.
Puścił mój gips, pociągnął mnie za
drugą rękę, poleciałam do przodu, jego głowa opadła i mnie pocałował, powoli i
słodko.
Uniósł głowę i mruknął - „Chcę
usłyszeć jak zamykasz”.
Nie oddychałam całkiem dobrze, więc
postanowiłam nie próbować mówić i po prostu ponownie skinęłam głową.
Wyszedł, podeszłam do drzwi,
przekręciłam zamki i przyłożyłam do nich ucho, żeby usłyszeć, jak odchodzą jego
buty.
Kiedy już ich nie słyszałam, powiedziałam
do drzwi - „Jasna cholera”.
Weszłam po schodach do swojego pokoju
i podeszłam do szuflady bielizny nocnej.
Kiedyś do łóżka nosiłam tylko jedwabne,
koronkowe koszule nocne. Dziewiątego dnia w domu Ralphiego i Buddy’ego, po tym,
jak przenieśli moje rzeczy, wzięłam wszystkie co do jednej i wyrzuciłam do
śmieci.
Nie wiem dlaczego, właśnie to zrobiłam.
Od tego momentu do snu nosiłam
T-shirty i spodnie do jogi.
Około siedemnastego dnia Ralphie i ja
wróciliśmy do domu z galerii. Na moim łóżku leżały dwie duże torby Victoria’s
Secret w różowo-białe paski. Były w nich dwie pary jedwabnych, koronkowych
spodni od piżamy z dopasowanymi koszulkami, dwie pary miękkich bawełnianych
koronkowych spodni od piżamy i pasujących do nich koszulek, dwie pary miękkich
dzianinowych spodni od piżamy i pasujących do nich koszulek oraz dwie pary
jedwabnych, szytych na miarę damskich piżam.
Buddy miał wolny dzień i najwyraźniej
poszedł na zakupy.
Musieli widzieć moje koszule nocne w
śmieciach.
Nic nie powiedziałam. Ani oni. Ale w
myślach dodałam procent do wzrostu zasług Ralphiego podczas jego następnej
oceny wydajności.
Zdjęłam ubranie, włożyłam jadeitowo
zielone spodnie od piżamy i pasującą do nich koszulkę z przydymioną szarą
koronką na gorsecie i na dole stanika oraz na dole spodni od piżamy (były bardzo
ładne, Buddy miał dobry gust do damskiej bielizny nocnej), poszłam do łazienki
przy mojej sypialni, umyłam zęby i twarz.
Potem poszłam spać.
Próbowałam się ułożyć, ale nie mogłam.
Rzuciłam się i odwróciłam myśląc o
Harveyu w więzieniu i Rickym wciąż „na wolności”. Myśląc, że Ricky był
prawdopodobnie bardzo zły na mnie, kiedy był jeszcze „na wolności”. Myśląc, że
Hector zabrał mnie do domu swojej mamy na naszą pierwszą randkę i jakie to było
dziwne i przerażające. Myśląc, że Daisy znów była moją przyjaciółką, Ally
zaintrygowała mnie, Indy i Jet były słodkie, a Shirleen dobrze przytulała.
Spróbowałam oczyścić umysł, rzuciłam
się i odwróciłam jeszcze raz. Ale nie mogłam się uspokoić.
Wiedziałam, że będzie gorzej. Jeśli
Harvey lub Ricky będą walczyli, musiałabym zeznawać. Musiałabym opowiedzieć w
sali pełnej ludzi, co mi się przydarzyło, i musiałabym znowu zobaczyć ich obu,
a nie chciałam tego robić.
Nigdy więcej.
I nie wiedziałam, co się dzieje z
Hektorem. Wchodziłam w to głęboko i wydawało mi się, że nie mogę się
powstrzymać, nie żeby on dawał mi szansę.
Jeśli miałam być ze sobą szczera, to lubiłam
przebywać w jego pobliżu, sprawiał, że czułam rzeczy, których nie czułam odkąd
mama odeszła. Było więcej niż bezpieczne, było wygodne, przytulne i dawało zadowolenie,
jakbym nie musiała cały czas patrzeć przez ramię, zastanawiając się, jakie są
jego prawdziwe intencje, chroniąc się przed krążącymi rekinami. Był prawdziwy,
niczego nie ukrywał, niczego mu nie brakowało.
Był po prostu Hektorem.
I w bardzo, bardzo odległym zakątku
mojej głowy, gdzie pozwalałam kłamać moim prawdziwym uczuciom, musiałam
przyznać, że to było coś więcej niż tylko lubienie przebywania z nim, podobanie
mi się, że mnie całował, dotykał. Podobało mi się wszystko. Tak bardzo, kiedy
to się działo, nawet nie przyszło mi do głowy, żeby go odepchnąć.
Powinnam go odepchnąć.
Wiedziałam, że nie mogłam się do tego
przyzwyczaić. Wiedziałam, że lepiej nie wpuszczać nikogo.
Miałam się go pozbyć, a żeby to
zrobić, musiałam przywrócić Lodową Księżniczkę.
Kiedy właśnie o tym myślałam,
zadzwoniła moja komórka.
Odrzuciłam kołdrę, wyskoczyłam z
łóżka i podbiegłam do puszystego perkalowego fotela w mojej sypialni, wyrywając
komórkę z torebki, zanim obudziła Ralphiego i Buddy'ego.
Zanim zdążyłam się zastanowić,
otworzyłam ją i przyłożyłam do ucha.
„Halo?”
„Sadie, ty głupia pizdo!”
Moje plecy wyprostowały się na słowo
na „p”, ale złośliwy głos wciąż mówił mi do ucha – „Powinnaś pozwolić mi zająć
się Rickym i Harveyem. Cholera, ty głupia pizdo.”
Powiedział to ponownie!
„Kto mówi?” - zapytałam.
„Ty głupia suko. Postawiłaś nas
Chavezowi i Nightingale’owi, co do cholery?”
Znałam ten głos. Nie byłam pewna,
który, ale był to albo Donny, albo Marty Balducci.
Do jasnej cholery.
Ci szaleni bracia Balducci!
Dlaczego?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego,
dlaczego, dlaczego?
Niech ktoś mi powie, co ja zrobiłam?
Mówił dalej - „Zapłacisz, suko,
zapłacisz, kurwa”.
Rozłączył się.
Stałam w ciemności z komórką przy
uchu i czułam bicie serca w gardle.
Potem zamknęłam telefon i wybiegłam z
pokoju, przez korytarz prosto do zamkniętych drzwi Ralphiego i Buddy'ego.
Podniosłam rękę, żeby zapukać i zatrzymałam się.
Musiało być po północy. Nie mogłam
ich obudzić. Następnego dnia obaj musieli pracować. Mieli pracę, życie, doglądali
mnie już po gwałcie i próbie porwania, jakiego rodzaju przyjaciel stanąłby z
telefonem z groźbą w środku nocy pod ich drzwiami, nawet gdyby telefon zawierał
słowo na p (dwa razy!)?
Jeśli będę wciągała ich do swojego
bałaganu, to bym ich nadużywała. Nie mogłam ich nadużywać.
Byłam im już winna…
Zamknęłam oczy i pokręciłam głową.
Byłam im zbyt wiele winna, by
kiedykolwiek spłacić, nie mogłam użyć więcej.
Odsunęłam się od drzwi i cofałam, aż
uderzyłam w przeciwległą ścianę. Zsunęłam się, unosząc kolana, aż moja pupa
uderzyła o podłogę. Następnie owinęłam ramiona wokół nóg, przycisnęłam policzek
do kolan i wzięłam głęboki oddech.
Mogłam to zrobić. Mogłam przez to
wszystko przejść sama. Po prostu uspokoję się i pójdę spać. Nic mi nie będzie.
Zawsze było dobrze.
Cóż, jeśli nie całkiem dobrze, to
przynajmniej w porządku…
Telefon zadzwonił w mojej dłoni,
szarpnęłam się do tyłu i mój telefon poleciał w powietrze.
Usiłowałam go złapać, ale spadł na
mój bok. Położyłam ręce na podłodze i szukałam na ślepo w ciemności, aż namacałam
go palcami. Chwyciłam go, otworzyłam i przyłożyłam do ucha.
„Zostaw mnie w spokoju!” - syknęłam.
„Sadie”.
To był Hector.
Mocno zamknęłam oczy i przełknęłam
serce, które utkwiło mi w gardle.
„Trzymaj się, mamita” - powiedział – „Będę
tam za dziesięć minut.”
Zamrugałam w ciemność – „Co?”
Ale on już się rozłączył.
Gapiłam się na swój oświetlacz w
telefon przez kilka sekund lub godzin. Potem go zamknęłam. Przeniosłam oczy na
drzwi Buddy'ego i Ralphiego i chciałam, żeby pozostały zamknięte. Potem
pomyślałam, że moje życie było takim pieprzonym bałaganem i wszystko
sprowadzało się do mojego pieprzonego ojca i pieprzonych Balducci.
Wtedy zaczęłam się zastanawiać, po co
przychodzi Hector. To znaczy, odebrałam paskudny telefon w środku nocy, a pięć
minut później on dzwoni i mówi, że przyjdzie?
Jak dziwne to było?
Wszystko to musiało zająć dziesięć
minut, bo usłyszałam pukanie do drzwi.
Zbiegłam po schodach i z uchem do
drzwi zawołałam - „Kto tam?”
„Ja” - powiedział Hector.
Odblokowałam i otworzyłam drzwi.
Położył dłoń na moim brzuchu,
odepchnął mnie, wszedł, zamknął za sobą drzwi i przekręcił klucz. Po tym
odwrócił się do mnie, otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, a on wziął mnie
brutalnie w ramiona i mocno przytulił. Panika, która przeszła przez mój
organizm, natychmiast zniknęła i zapadłam się w niego.
Wzięłam drżący oddech, po czym
odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć.
„Co ty tutaj robisz?”
„Brody, nasz informatyk, wpiął się w
twoją komórkę. Monitorujemy twoje rozmowy i możemy ich słuchać. Jack usłyszał
Marty’ego Balducci, zadzwonił do mnie, przyjechałem.”
O mój.
Proste.
Zadzwonił do mnie, przyjechałem.
Opuściłam głowę i oparłam czoło na
jego piersi.
Hector zacisnął mocniej ramiona wokół
mnie.
„On cię nie skrzywdzi.”
Chciałam się zaśmiać.
Nie zrobiłam tego.
„Już mnie skrzywdzili. Jeden z nich
mnie zgwałcił, inny zaatakował mnie w zaułku i próbował mnie porwać, żeby mnie
zgwałcić!” - szepnęłam z sykiem prosto do jego piersi.
„Mamita, spójrz na mnie” - Jego ton
był łagodny.
Potrząsnęłam głową.
„Sadie, spójrz na mnie.” - Tym razem
jego ton był zdecydowany.
Westchnęłam i spojrzałam na niego.
„On cię nie skrzywdzi.”
Ponownie pokręciłam głową.
„Mówię ci, mi corazón, on cię nie
skrzywdzi.”
Zamiast z nim walczyć, wepchnęłam
twarz w jego klatkę piersiową. Zrobiłam to głównie dlatego, że pomyślałem, że
nie wygram.
Wiedziałam też, co oznacza mi corazón. Oznaczało to moje serce i nie musiałam nawet pytać
Jet, czy to był krok naprzód w czułościach.
Zdałam sobie sprawę, że moje ramiona
były wokół niego i podniosłam moje zimne ręce do jego gorącej klatki
piersiowej. Wciąż trzymałam telefon komórkowy i teraz chciałam wrzucić go do
dzbanka margarity. Przez chwilę gładził mnie po plecach, aż nie mogłam z tym
walczyć (było to zbyt przyjemne) i zaczęłam się w nim rozluźniać.
Musiał poczuć, jak napięcie mnie
opuszcza, ale trzymał moje rozluźnione ciało jeszcze dłużej, aż wydawało się
dziwne, że tak stoimy, nie rozmawiamy, a on tylko mnie trzyma.
W końcu powiedział - „Jeśli wszystko
będzie w porządku, wrócę do domu.”
Natychmiast panika znów zaczęła
pełzać i, zanim zdążyłam pomyśleć, moja głowa odskoczyła do tyłu i zawołałam -
„Nie!”
Do jasnej cholery.
Niech ktoś mi powie, że właśnie tego
nie zrobiłam.
Aby ukryć, wyrwałam się z jego
ramion, cały czas potrząsając głową, trzymając w powietrzu mój telefon
komórkowy.
„Nie. Nie. Idź do domu. W porządku.
Nie słuchaj mnie. Ja tylko…” - Zaczęłam, ale wyciągnął rękę, wyciągnął komórkę
z mojej dłoni, a potem jego palce owinęły się wokół mojego nadgarstka.
Pociągnął mnie do salonu, prosto do
ozdobnej skrzyni, w której znajdowały się dodatkowe poduszki i koce (oczywiście
z Z Gallerie).
Otworzył ją, wyciągnął koc, podał mi
go i odprowadził do kanapy. Patrzyłam w oszołomionej ciszy, jak rzucił moją
komórkę na stolik do kawy, usiadł, ściągnął buty, a potem wyciągnął rękę i wziął
koc z moich ramion. Rzucił go na koniec kanapy, położył dłonie na moich
biodrach i delikatnym szarpnięciem przewrócił mnie. Jego ręce zacisnęły się na
moich biodrach, kiedy odchylił się do tyłu i upadłam razem z nim, Hector
kontrolował mój upadek, więc wylądowałam na nim (tak, dokładnie na nim!). Odwrócił
mnie na bok, więc utknęłam między nim a oparciem kanapy, zgiął brzuch, złapał
koc, strząsnął go i położył na nas.
Kiedy ułożył się na plecach,
obejmując mnie ramieniem ze mną przyciśniętą do jego boku, z policzkiem na jego
ramieniu, z opóźnieniem odzyskałam głos i zapytałam - „Co robisz?”
„Idź spać, Sadie.”
„Ja …”
„Sadie, idź spać”.
„Ale …”
„Proszę, mamita, jestem wykończony”.
Zamknęłam usta.
Cóż, tyle jeśli chodzi o narzucenie
mu Lodowej Księżniczki, żeby się go pozbyła.
To była moja ostatnia myśl, zanim
zrezygnowałam z walki i po kilku minutach zasnęłam.
Super ❤️ Dziękuję bardzo za Twoje tłumaczenie i nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów 😊 to chyba moja ulubiona część z serii 😜
OdpowiedzUsuńBoże kocham Hektora...dziękuję dobrą kobietą
OdpowiedzUsuńHektor to spoko koleś 😉 Dzięki za kolejną porcję rozrywki !
OdpowiedzUsuń