ROZDZIAŁ
XXIV
Następny!
Sadie
Weszłam do domu przed Hectorem i
zatrzymałam się w drzwiach zaciemnionej kuchni. Sięgnął przede mnie, włączył
światło w kuchni, a potem przylgnęłam do blatu i trzasnęłam o niego torebką.
Wyjęłam telefon komórkowy, schowałam go do tylnej kieszeni i nawet na niego nie
spojrzałam, wyszłam z kuchni i weszłam na górę do sypialni. Wyciągnęłam piżamę
(gorący róż w malutkie brzoskwiniowe kropki na dole, brzoskwiniowy podkoszulek)
i poczłapałam do łazienki.
Trzasnęłam drzwiami.
Potem je zamknęłam na klucz.
Potem wyciągnęłam swoją komórkę, opuściłam
pokrywę na sedes i usiadłam. Przewinęłam do Jet w mojej książce telefonicznej i
wcisnęłam zielony przycisk.
Powiedziała, że mogę do niej
zadzwonić o każdej porze dnia i nocy.
I wychodziła za mężczyznę Chaveza. Z
tych dwóch powodów, w drodze powrotnej do domu, w myślach wirując od jednej
opcji do drugiej, w końcu zdecydowałam się zadzwonić do Jet.
Usłyszałam jeden dzwonek, dwa, potem
trzy, a potem głos Eddiego mówiący „Tak?”
Świetnie.
Po prostu świetnie.
Eddie odebrał komórkę Jet.
„Cześć, Eddie!” - zaćwierkotałam –
„Jak się masz?”
„Sadie?”
„Tak.”
„Nic ci nie jest?”
„Chyba nie. Nie zostałam porwana i
żadna moja własność, nie została spalona na popiół… z tego co wiem… więc tak,
wszystko w porządku.”
Słyszałam, jak chichotał.
„Czy mogę porozmawiać z Jet?” - zapytałam.
„Tak. Jest tutaj.”
Skrzyżowałam nogi, pochyliłam się do
przodu, opierając łokieć na kolanie i niecierpliwie szarpnęłam stopą.
Na linii usłyszałam Jet - „Sadie?”
„Cześć, Jet”.
„Czy wszystko w porządku?”
Tak naprawdę nie wiedziałam, jak
dziewczyny robią takie rzeczy. Czy najpierw wymieniały uprzejmości i się w to
włączały? A może po prostu to robiły?
Zdecydowałam, że nie będę się w to wgłębiała
łagodnie.
„Na pewno nie!” - odpowiedziałam.
Cisza, a potem - „O co chodzi?”
„Powiedziałaś, że mogę zadzwonić, czy
jest już za późno?”
„Nie, w porządku. Co się dzieje?”
Powiedziałam jej nadal nie wgłębiając
się łagodnie.
Wszystko.
Od żądania Hectora, bym założyła podkoszulkę,
przez kłótnię Freda i Wilmy, przez rewelacje Natalie, przez Hectora wpadającego
w szał, a kończąc na rozmowie przy motorze.
Kiedy skończyłam, nastąpiła chwila
ciszy, po czym zapytała - „To wszystko wydarzyło się w ciągu jednej nocy?”
„Tak. Jedna noc. Nawet nie jedna noc,
tylko kilka godzin” - odpowiedziałam jej - „Wychodzisz za mąż za jednego z
nich. Myślę, że musisz być ekspertem. Czy Eddie jest taki?”
Roześmiała się, a potem powiedziała -
„Um… tak”
Dlaczego się śmiała?
Co, muszę zapytać, było w tym
zabawne?
„O mój Boże! Jak to znosisz?” - zawołałam.
„Tego jest dużo, Sadie. Może
powinniśmy to podzielić” - zasugerowała.
„Proszę” - zgodziłam się łaskawie.
„Po pierwsze, noszę to, co chcę, ale
nie przekraczam granicy, która wyrzuciłaby gorącego mężczyznę pochodzenia
meksykańskiego na krawędź. Po prostu nie warto. Mały dekolt - musi się z tym
pogodzić. Spódnica, którą miałaś na koncercie Stelli - nie do przyjęcia.”
„Hector kazał mi spalić tę spódnicę”
- poinformowałam ją.
Znowu się zaśmiała – „Nie jestem
zaskoczona. Gdyby Eddie zobaczył mnie w tej spódnicy, jego głowa by eksplodowała.”
Musiałam przyznać, że ta spódnica
była odrobinę za wulgarna.
Cóż jeden odhaczony.
„Następny!” - zapłakałam.
Znowu usłyszałam jej śmiech, a potem
powiedziała - „Dziewczyna przy barze …”
Kiedy się zawahała, zachęciłam ją -
„No dalej”.
„Cóż, to jest trudniejsze. Ale
widzisz, Indy powiedziała mi, że Lee miał reputację, podobnie jak Eddie, obaj złą.
Vance był uważany za legendę. Wszyscy wiedzieli, że był podrywaczem. Luke miał
nawet kobietę, kiedy zaczynał z Avą, odstawił ją, gdy Ava pojawiła się w jego
życiu. Hank, bardziej dyskretny, ale…”
Przerwałam jej niecierpliwie -
„Mówisz mi to, ponieważ…?”
„Mówię ci to, bo ich znasz teraz.”
Hmmm.
Warto było się nad tym zastanowić.
Wszyscy wydawali się bardzo oddani. W
rzeczywistości, jeśli historie były czymś, przez co można było przejść, zrobili
wszystko, co w ich mocy, aby zdobyć serca swoich poszczególnych Rockowych Lasek.
Stopa przestała mi się szarpać i
zdecydowałam, że czas być poważną.
Powiedziałam jej więc - „Jet, to była
miła dziewczyna, a on nawet nie pamiętał, kiedy z nią spał.”
Usłyszałam jej westchnienie - „Duke
wyjaśnia to lepiej, ale ma to coś wspólnego z rodzajem mężczyzn, którymi są, z
niebezpieczną pracą, którą wykonują, wiedząc, kim są i czego chcą, rozpoznają
to, kiedy to znajdą, i nie pieprzą się, aby uczynić to swoim. Czy jakoś tak. W
każdym razie, kimkolwiek była ta dziewczyna, najwyraźniej nie była tą jedyną,
ponieważ, Sadie, ty nią jesteś.”
O mój.
Nie wiedziałam, co na to
odpowiedzieć, bo co, u licha, na to powiedzieć?
Potem z jakiegoś powodu wypaliłam -
„Widziałam go”.
„Co?” - zapytała.
Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam
- „Tej nocy, kiedy przywiózł mnie do szpitala, po tym, jak zostałam zgwałcona.
Zemdlałam i kiedy obudziłam się na izbie przyjęć, zobaczyłam, jak wypychają
Hectora od mojego łóżka. Nie chciał iść. Luke powiedział mi dziś wieczorem, że
Hector prosił, by mógł zostać w pobliżu, dopóki się nie obudzę, powiedzieli,
że nie, i wpadł w szał.” - czekałam na jej reakcję na to, a kiedy żadna się nie
pojawiła, nacisnęłam - „Naprawdę, Jet, jakie to dziwne?”
„Nie wydaje mi się to wcale dziwne” -
odpowiedziała cicho.
Potrząsnęłam głową, myśląc, że nie
łapie, i usiadłam, przeczesując ręką włosy, a następnie rzucając ją na kolana -
„Nie rozumiesz. Nie znaliśmy się. Chodzi mi o to, że byliśmy często ze sobą,
kiedy był pod przykrywką i jednej nocy mieliśmy coś, co nie skończyło się
dobrze. Ale poza tym…” - przerwałam, po czym kontynuowałam - „ Nie rozumiem.”
„Ja też nie” - powiedziała mi - „To
nawet mi się przydarzyło. W jednej sekundzie zajmowałam się własnymi sprawami,
starając się uniknąć Eddiego, w następnej poinformował mnie, że robi ze mnie
swoje sprawy, a w następnej z nim mieszkałam. Patrzyłam, jak to się przytrafiło
Roxie, Jules, Avie, Stelli i wiedziałam, że stało się to z Indy. Nie wiem, skąd
ci faceci wiedzą, nie wiem, jak działają ich umysły, to po prostu się dzieje, oni
po prostu wiedzą. Przestałam próbować to rozgryźć.”
Cóż.
To nie była odpowiedź, ale była jedyna.
Nadal.
Nadszedł czas, aby przejść do sedna
sprawy.
„Co mam teraz zrobić?”
Jet natychmiast odpowiedziała - „Rób
to, co oni robią. Idź za swoim instynktem. Obiecuję, że w końcu wszystko się
ułoży.”
To nie dało mi nic.
„Teraz wszystko w porządku?” - zapytała
Jet.
Westchnęłam, a potem powiedziałam -
„Nie”.
„Będzie, kochanie” - odpowiedziała
cicho - „Teraz jest trudno, ale kiedy uwierzysz, że jest to naprawdę, stanie
się o wiele łatwiejsze”.
Odpowiedziałam - „Okej”, ale tak nie
myślałam.
Zmieniła temat na znacznie lepszy -
„Musimy dopasować twoją sukienkę druhny. Czy możesz to zrobić jutro?”
W końcu. Coś, na co nie mogłam się
doczekać.
„Chyba tak. Muszę sprawdzić kto jest
moim ochroniarzem.”
Zachichotała - „Och, mam nadzieję, że
to Bobby. Założę się, że z przyjemnością pójdzie do salonu ślubnego.”
Uśmiechnęłam się do telefonu, bo, chociaż
nie znałam Bobby’ego, to żaden z nich nie był typem mężczyzny z salonu
ślubnego, a potem wyszeptałam - „Dzięki Jet”.
„Zawsze, kochanie.”
Rozłączyłyśmy się. Przygotowywałam
się do łóżka, zebrałam ubranie i buty i weszłam do sypialni.
Lampa była zapalona na stoliku nocnym
obok łóżka po stronie Hectora.
Hector siedział na wszystkich (tak,
wszystkich!) poduszkach, z nagą klatką piersiową, nogami wyciągniętymi przed
sobą, skrzyżowanymi w kostkach, ubrany w szare spodnie dresowe ze sznurkiem,
które również zostały (słabo) odcięte w połowie uda.
Wyglądał lepiej niż kiedykolwiek, co
w tej chwili wydawało mi się do bani.
W telewizji był mecz, ale jego oczy
spoczęły na mnie w chwili, gdy weszłam.
Wymagało to wysiłku, ale go
zignorowałam. Wściekłość mi jeszcze całkiem nie przeszła, chociaż nie byłam już
pewna, o co się wściekam, a poza tym nie byłam jeszcze gotowa do
zadośćuczynienia, a i tak nie wiedziałam, jak to zrobić.
Więc wrzuciłam swoje rzeczy do torby
i skierowałam się na drugą stronę łóżka, kiedy on podniósł się i wyszedł.
Gapiłam się na jego plecy, aż wszedł
do łazienki, po czym wspięłam się na łóżko, ukradłam dwie z czterech poduszek,
zgodnie z moim przydziałem i położyłam je na boku z dala od jego. Usiadłam oparta
o nie na kołdrze z rękami skrzyżowanymi na brzuchu, nogami wyciągniętymi,
skrzyżowanymi w kostkach i utkwiłam wzrok w telewizorze.
Nie oglądałam sportu, poza tenisem,
ci tenisiści mieli finezję… i ładne nogi, więc piłka nożna nic mi nie mówiła,
ale patrzyłam, jakby fascynowała mnie nie do wyobrażenia, mimo że Hectora nie
było w pokoju (ćwicząc).
Dlatego, kiedy wrócił, nie odrywałam
oczu od telewizora i oczywiście nie patrzyłam na niego, chyba że szedł przed
telewizorem. Nie patrzyłam na niego, kiedy podszedł do swojej strony łóżka i
nie patrzyłam na niego, kiedy wrócił na swoją pozycję.
Potem, nagle, jego ramię przecięło
moje plecy między mną a poduszkami, szarpnął mnie przez łóżko, aż moje ciało
uderzyło w jego, a potem jego ręka zgięła się, więc mój przód był przy jego
boku. Położyłam dłoń na jego brzuchu, żeby odepchnąć, ale jego ramię zacisnęło
się.
„Co robisz?” - warknęłam, podnosząc
głowę, ale on pochylił się nade mną i złapał moje poduszki. Zwinął je i
popchnął za siebie.
„Hej!” – krzyknęłam – „To są moje
poduszki.”
„Ułóż się, Sadie” - rozkazał cicho.
Ja. Nie. Myślę. Tak. Więc.
„Nie mów mi, żebym się ułożyła!
Właśnie ukradłeś mi poduszki!”
Odepchnęłam się.
Jego ramię zacisnęło się.
Pchnęłam mocniej, wkładając w to całą
moją siłę.
Jego druga ręka dotknęła mojego
biodra i trzymała się. Owinęłam palce wokół jego nadgarstka i pociągnęłam. Jego
nadgarstek się wykręcił, a potem jego palce owinęły się wokół mojego
nadgarstka.
Tak zaczęła się Walka.
Nie miałam żadnych szans na wygraną,
ale to nie powstrzymało mnie przed próbami.
Było dużo chrząkania (Hector i ja),
kilka ostrych okrzyków (wszystkie ja), dyszenia (głównie ja), tarzania się
(oboje), więcej kołysania się… jeszcze bardziej kołysania się. Potem zmieniło
się z manewrowania kończynami, strategii i siły do zbliżania się tak blisko,
jak to tylko możliwe fizycznie, smakowania, dotykania, całowania, a nawet
gryzienia (znowu ja).
Zerwał mi spodnie i majtki od piżamy.
Ściągnęłam jego spodnie. Potem odwróciliśmy się do siebie, jakby pozostało
dziesięć sekund, zanim cała planeta Ziemia miała eksplodować. W końcu
wylądowałam na plecach, moje nogi owinęły się wokół jego bioder, podczas gdy on
wjechał głęboko we mnie, nasze usta się stykały, ale nie całowaliśmy się, po
prostu ciężko oddychaliśmy. Cudowne oczekiwanie uderzyło w masę krytyczną w
moim ciele, moje paznokcie wbiły się w jego plecy, jęknął przy moich ustach w
tej samej sekundzie dokładnie, jak jego ostatnie, głębokie pchnięcie
spowodowało, że słodkie napięcie uwolniło się i eksplodowało, a ja sapnęłam w
jego usta.
Kiedy oboje skończyliśmy, jego ciężar
spoczął na mnie, jego ciepło otoczyło mnie, pozostał głęboko we mnie, oboje
dyszeliśmy, a on oparł czoło o moje z zamkniętymi oczami. Potem otworzył oczy i
powiedział cicho - „Chryste, Sadie, mieszkanie tobą pokazuje, na wiele różnych sposobów, na jakie możesz być wrzodem na dupie, że będzie warte każdej
pieprzonej sekundy, jeśli taki był końcowy rezultat.”
Niech ktoś mi powie, że właśnie tego
nie powiedział.
„Nie powiedziałeś właśnie tego” -
powiedziałam do niego.
Nie odpowiedział.
Zamiast tego nagle zmienił temat -
„Do kogo zadzwoniłaś?”
Zamrugałam zmieszana – „Co?”
„W łazience.”
Nie żeby to była jego sprawa, ale odpowiedziałam
- „Jet”.
„Poukładała cię?”
Poczułam, jak moje oczy się zwężają –
„Czy chcesz, żebym był na ciebie zła?”
Jego biodra poruszyły się lekko i,
nie mogłam nic na to poradzić, nadal byłam czuła, wydałam cichy jęk. Kiedy
skończyłam jęczeć, uśmiechnął się do mnie złośliwie i wymamrotał - „Myślę,
tak”.
Spojrzałam.
Jego uśmiech zgasł, a twarz i głos
były teraz poważne, powiedział - „Musimy sobie z tym poradzić, mamita”.
Ciągle się gapiłam.
Wtedy w moim umyśle pojawiło się
wspomnienie Luke’a i ochroniarza, którzy zmuszali Hectora do oddalenia się ode
mnie w szpitalu, kiedy nie chciał iść. I chociaż, gdybyś zapytała mnie, czy mam
jakieś instynkty, powiedziałabym ci, że nie, to wyciągnęłam je z miejsca, w którym
leżały w ukryciu i poszłam z nimi.
„Poza tobą miałam dwóch kochanków” -
oznajmiłam i patrzyłam, jak jego twarz ciemnieje i zaczyna zmieniać się w złość
– „Nie. Nie chcę, żebyś dzielił się swoimi. Mówię tylko, że żaden z nich, no
cóż, nie było…” - przerwałam, a potem zaczęłam ponownie - „Musisz wiedzieć, nie
pozwoliłam nikomu się zbliżyć, a dziś wieczorem dowiedziałeś się dlaczego.”
„Może powinnaś mówić dalej” -
powiedział mi Hector, jeszcze nie w pełni przemieniony w złość, nie gotowy też
na uśmiech.
„Kim był ten człowiek w barze?”
Hector przechylił głowę niecierpliwie
na moje pytanie poza temat, ale odpowiedział - „Znałem go. Pracowałem z nim
krótko. Jest w biznesie.”
Skinęłam głową, a potem podniosłam
rękę do boku jego twarzy i położyłam ją tam - „To, co ci powiedział, o mnie, mimo
że wiedział, że jesteś ze mną, czuł, że może to powiedzieć… Hector, nawet kiedy
zaczynali, nie wyobrażam sobie nikogo, kto podchodzi do Lee i mówi w ten sposób
o Indy. Albo Eddiemu o Jet. Albo którejkolwiek z nich. Ale ja, córka Setha
Townsenda.” - mój głos zniżył się do szeptu - „… o mnie tak można”.
Zobaczyłam gniewny błysk zrozumienia,
zanim zamknął oczy, a mój kciuk przesunął się, aby prześledzić jego dolną
wargę. Kiedy to się stało, jego oczy ponownie się otworzyły i złość zniknęła.
„Sadie …”
Nie dałam sobie przerwać - „Otwórz
Lodową Księżniczkę. Była moim jedynym sposobem na przetrwanie, ale, kiedy
ludzie tak o mnie myśleli, mówili o mnie jak ten facet. Albo do mnie, jak Jerry
dziś rano. Wiedziałam, że to się działo, nigdy nie powiedzieli mi tego
bezpośrednio z powodu mojego ojca, ale słyszałam tu i tam teksty i zawsze
wiedziałam. Dopóki ludzie nie zapomną, to się nie zmieni, będą myśleć, że jest
w porządku …”
„To nie jest, kurwa, w porządku. To
nie było wtedy i nie jest teraz” - Hector wtrącił się gwałtownie, a ja
opuściłam rękę, by objąć jego szczękę.
„Nie, masz rację, nie było i nie
jest. Ale oni myślą, że tak jest i nie możesz bić każdego.”
Nic nie powiedział, tylko się na mnie
gapił. Więc, jak zwykle, płynęłam dalej.
„To, co powiedziała Natalie,
przeraziło mnie” - kontynuowałam, a jego spojrzenie znów pociemniało, ale
potrząsnęłam głową, zdjęłam dłoń z jego szczęki i owinęłam obie ręce wokół
niego, ściskając jego biodra moimi udami – „Posłuchaj mnie, Hector, wystraszyło
mnie to, ponieważ nie byłam przygotowana. Miałam dobry dzień. Zjadłam niezły
posiłek. Czułam się bezpieczna. Byłam szczęśliwa. Nie spodziewałam się tego. To
mnie wytrąciło z równowagi. Gdybym miała czas pomyśleć o tym, czego nie zrobiłam,
przepracowałabym to sama.”
Znowu nie odpowiedział, przynajmniej
nie słownie.
To, co zrobił, było znacznie lepsze.
Jego głowa opadła i dotknął mojej
szyi nosem, potem ustami, a moje ramiona zacisnęły się mocniej. Odwróciłam usta
do jego ucha i szepnęłam - „Nie założę ponownie tej spódnicy, ale cokolwiek
innego, Hector, musisz pozwolić mi być sobą. A palanci mogą być palantami i
mogą myśleć, co chcą, ale my po prostu wrócimy do domu i obejrzymy mecz.”
Ponownie nie odpowiedział.
Zamiast tego odsunął twarz od mojej
szyi i pocałował mnie: powoli i słodko.
I pomyślałam, że jeśli taka jest jego
reakcja, moje instynkty były słuszne.
Kiedy odsunął głowę, spojrzał mi w
oczy i cicho zapytał - „Która to Sadie?”
Poczułam, jak w moich ustach pojawia
się mały uśmiech i odpowiedziałam szczerze - „Nie mam pojęcia. Jeszcze jej nie
spotkałam.”
Dotknął czołem do mojego przez
nanosekundę. Następnie Płynnym Ruchem Hectora wykonał pompkę, nasze ciała się
rozłączyły, ale jego ramię owinęło się wokół dolnej części moich pleców, podniósł
mnie, aż moje kończyny owinęły się mocno wokół jego ciała. Jego ramię odsunęło
się, szarpnął kołdrę pod nami i położył mnie na łóżku. Dołączył do mnie,
zarzucając na nas kołdrę. Włożył ręce w moją koszulkę, podciągnął ją i zdjął i
rzucił na bok łóżka. Skończył, przewracając nas: on był na plecach, a ja
przyciśnięta do jego boku. Położył kołdrę na swoim brzuchu i pod moją pachą.
Położyłam głowę na piersi, owinęłam
ramię wokół jego brzucha i zasnęłam oglądając piłkę nożną.
*****
Hector
Hector delikatnie odsunął się od
śpiącego ciała Sadie, wstał z łóżka, pochylił się z powrotem i owinął kołdrę
wokół niej.
Poszedł do łazienki, wziął prysznic,
ogolił się i wrócił do sypialni.
Ubierał się patrząc na Sadie, aby
upewnić się, że się nie obudzi i, ponieważ wyglądała uroczo, kiedy spała, z
rękami schowanymi pod policzkiem i gęstymi, miękkimi, rozczochranymi wszędzie
włosami. Jej pokryty bliznami policzek spoczywał na poduszce, co Hector uznał
za dobrą rzecz. Wydawała się już tego nie zauważać albo umieszczała to gdzieś w
swojej głowie, gdzie o tym nie myślała. Ale co jakiś czas jego widok i powód,
dla którego się tam znajdowały, wkradał się do świadomości Hectora i służył
jako gniewne przypomnienie. Ostatnio działo się to znacznie rzadziej, ale kiedy
to się działo, nie straciło nic ze swojej intensywności.
Ubrany pochylił się i pocałował
czubek głowy Sadie.
Nie poruszyła się.
Potem zszedł na dół.
Przygotował kawę, pstryknął
włącznikiem ekspresu, napisał notatkę dla Sadie, poszedł na górę i położył ją
na poduszce. Właśnie szedł na dół, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.
Otworzył drzwi, żeby zobaczyć Bobby’ego.
„Hombre” - powiedział, Bobby wysunął
podbródek i wszedł.
Hector zamknął drzwi i mówił dalej -
„Sadie śpi”.
„Masz kawę?” - zapytał Bobby.
Hector skierował się do kuchni, nalał
kubek Bobby’emu i kubek podróżny dla siebie. Bobby podszedł z nim do frontowych
drzwi.
„Kontakt przez komórkę w porządku?” -
zapytał Bobby.
„Tak” - odpowiedział Hector.
„Myślisz pozytywnie?” - Bobby
kontynuował.
„Nie” - odpowiedział Hector.
Jego pierwsza misja tego dnia była
nieprzyjemna, ale nieunikniona. Bobby skinął głową. Hector wyszedł przed
świtem, wsiadł do Bronco, uruchomił go i pojechał do domu Vance’a.
Tuż przed narodzinami Maxa Vance i
Jules przenieśli się z jej małego bliźniaka do bungalowu z trzema sypialniami i
białym płotem, który znajdował się cztery domy dalej od domu Indy i Lee, ale
wciąż tylko jedną przecznicę od wuja Jules Nicka.
Hector zaparkował przed ich domem i
położył dłoń na klamce, kiedy zobaczył, że Vance wychodzi z domu i zatrzymuje
się. Była tam Jules, trzymająca kubek z kawą i ubrana w szlafrok. Jej włosy
były rozpuszczone i rozczochrane, a ona wyglądała na wpół śpiącą. Podniosła
rękę, by pomachać do Hectora. Uniósł jej podbródek i opadł na swoje siedzenie.
Następnie przechyliła twarz do Vance’a, który przyjął jej zaproszenie i
pochylił głowę do niej.
Hector odwrócił wzrok.
Kilka minut później Vance otworzył
drzwi, wśliznął się do środka, włożył swój kubek podróżny między kolana i
zapiął pas.
Hector wystartował.
„To pójdzie dobrze?” - Vance zapytał
przednią szybę.
Hector nie odrywał oczu od drogi – „Myślę,
że nie.”
„Jak daleko się posuniesz?” - zapytał
Vance.
„O ile muszę.”
Vance nie odpowiedział i rozmowa
umarła, obaj mężczyźni pogrążeni we własnych myślach.
Jazda do więzienia zajęła półtorej
godziny. Hector powołał się na kilka przysług lub jeszcze kilka przysług. Ten
interes z Sadie wyczerpał jego rezerwy, ale też go to nie obchodziło. Spotkali
się przy wejściu i zaprowadzili do pokoju. Kraty w oknach, kanapa, stół, dwa
krzesła. Stali i czekali w milczeniu.
Niecałe dziesięć minut później drzwi
się otworzyły i do środka wszedł Seth Townsend ze strażnikiem.
Spojrzał na Hectora, nawet nie
patrząc na Vance’a, i zwrócił się do strażnika.
„Zabierz mnie z powrotem.”
Wzrok strażnika przeniósł się na
Hectora, zamknął drzwi i stanął przed nimi.
„Zabierz mnie z powrotem” - powtórzył
Seth do strażnika.
Hector przyjrzał mu się. Mimo
miesięcy w środku wyglądał dobrze.
Jego więzienny błękitny uniform był dopasowany
bez zagnieceń, jakby go wyprasował, a włosy były starannie przystrzyżone.
Hector próbował znaleźć w nim jakąś nutę Sadie, ale jej tam nie było. Seth
Townsend był wysoki, ciemnowłosy z dystyngowaną szarością, a jego sylwetki była
szczupła i umięśniona.
Robił wrażenie, jego obecność była
jednocześnie magnetyczna i groźna, nawet w więzieniu. Jak ten człowiek stworzył
Sadie, Hector nie mógł się domyślić. Gdyby nie widział zdjęć matki Sadie,
pomyślałby, że została adoptowana.
„Musimy porozmawiać” - powiedział
Hector.
Spojrzenie Setha padło na niego, ale
milczał.
„Chcę zawrzeć umowę” - ciągnął
Hector.
Oczy Setha błysnęły i uśmiechnął się.
Nie był to uśmiech rozbawienia, tylko triumfalny. Wszedł dalej do pokoju.
„Chcesz zawrzeć umowę” - powtórzył
Seth.
„Tak” - odpowiedział Hector.
Seth włożył ręce do kieszeni spodni i
zakołysał się na piętach.
„Nagle ja też chcę zawrzeć umowę” -
powiedział Seth.
Teraz to Hector zachował milczenie.
Potem, jakby Vance’a ani strażnika nie
było w pokoju, Seth zaproponował - „Sprawię, że będzie ci się opłacało trzymać
od niej z daleka.”
Hector nie zareagował na to i
milczał.
„Wystarczająco dobrze, by naprawić
ten dom, zamienić na lepszy samochód, a nawet pozwolić sobie na porządną
fryzurę.”
Ujawniając swoją wiedzę na temat
warunków życiowych i pojazdu Hectora w połączeniu z wnioskiem, że Hector był w
zasięgu wzroku Sadie, Hector wiedział, że Seth próbuje go wkurzyć. Biorąc pod
uwagę, że zostawił Sadie nagą i śpiącą w swoim łóżku, Hector pozostał
niewzruszony.
Seth przyjrzał mu się uważnie, po
czym powiedział - „Nie? Wtedy sprawię, że nie warto ci będzie z nią zostać.”
„W ten sposób odstraszyłeś Tracy’ego
i Brent’a?” - Hector zapytał o jedynych dwóch chłopaków Sadie. Nie musiała mu o
nich mówić zeszłej nocy, wiedział wcześniej. Oczywiście podczas śledztwa to
wykopał i wiedział o nich wszystko.
„Oni wybrali pierwszą opcję” -
odpowiedział Seth bez wyrzutów sumienia.
„Czekam na opcję trzecią, tę, w
której po wyjściu stąd zaprosisz mnie na obiad z okazji Święta Dziękczynienia”
- odpowiedział od niechcenia Hector.
Seth nie odpowiedział.
„Skończyliśmy z tym tematem?” - Hector
zdecydował, że czas iść dalej.
Seth wzruszył ramionami.
„Złe interesy Sadie muszą się
skończyć” - kontynuował Hector.
Seth natychmiast odparł - „Jesteś sprytny. Wymyśliłeś to sam?”
Hector zignorował go - „Możesz
kontynuować i spieprzyć sprawę, albo możemy pracować razem”.
Oczy Setha stwardniały – „Musisz
żartować, Chavez, nie ma mowy, żebyśmy razem pracowali.”
„W takim razie mam wybór” - odpowiedział
natychmiast Hector - „Vance poszukał wokół zniknięcia Elizabeth. Vance jest
całkiem niezły w znajdowaniu gówna. Tak dobry, że dowiedział się, że została sprzątnięta
przez Mickey’ego Balducci. Pamiętasz Mickey’ego Balducci?”
Hector patrzył z pewnym zdziwieniem,
jak Seth okazał reakcję. Zanim zdążył to opanować, ból przeciął jego twarz.
Jedyną rzeczą, którą Seth dał Sadie, była umiejętność stawiania
nieprzeniknionej obrony. To był pierwszy raz. Mimo to Seth nie odpowiedział.
Hector trzymał się tematu - „Vance
może podzielić się z Sadie tym, co wie, albo możemy pozwolić jej dalej myśleć,
że ty to zrobiłeś.”
Wtedy pękła magnetyczna, groźna,
niezniszczalna aura Setha Townsenda. Jego ciało drgnęło, a twarz zbladła.
„Ona myśli, że ja to zrobiłem?” - zaszeptał.
Hector skinął głową i Setha wyrwał
rękę z kieszeni i lekko ją uniósł, jakby zamierzał rozczochrać włosy. Szybko
zorientował się, co to ujawni, opuścił rękę i wyjrzał przez okno.
Hector otworzył usta, żeby coś
powiedzieć, kiedy jego zadzwoniła komórka. Postanowił dać Seth’owi chwilę na
refleksję, wyciągnął go z tylnej kieszeni i spojrzał na wyświetlacz z napisem
„Sadie Dzwoni”. Spojrzał na Vance’a, otworzył ją i przyłożył do ucha.
„Sadie” - odpowiedział i poczuł, jak
powietrze w pokoju gęstnieje.
Szeptała spanikowanym głosem -
„Wstałam. Nie było cię. Szłam do kuchni, żeby cię znaleźć. Byłam na
podeście, spojrzałam na dół i zobaczyłam nogi mężczyzny na kanapie. Nie były
twoje. Hector, gdzie jesteś? Ktoś jest w domu.”
Cholera,
pomyślał, gniew ścisnął go z powodu strachu w jej głosie.
Bez wahania i bez zastanowienia się
nad swoją publicznością, pochylił głowę, odszedł i odwrócił się tak, aby być
bokiem do pokoju.
„Uspokój się, mamita, to jest Bobby.
On się tobą dzisiaj opiekuje. Nie widziałaś notatki, którą położyłem na
poduszce?”
Usłyszał, jak bierze głęboki oddech,
a potem usłyszał jej ruch.
Wreszcie westchnęła.
„Cholera jasna, przepraszam, jest
tutaj. Nie widziałam tego.”
„Wszystko dobrze?” - zapytał
natychmiast.
„Tak” - odpowiedziała i brzmiała
dobrze, w jednej chwili całkowicie przezwyciężając panikę. Wola z pieprzonej
stali.
„Gdzie jesteś?” - zapytała.
„Mam sprawy do załatwienia”.
Zawahała się i wiedział, że
przygotowywała się, zanim się odsłoniła. Robiła to często i, jak doszedł do
wniosku, nie wiedziała, że to robi. Zastanawiał się niejasno, kiedy to się skończy,
gdy usłyszał, jak pyta - „Czy dzisiaj się z tobą zobaczę?”
Walczył z uśmiechem, podniósł głowę i
wyglądał niewidzącym wzrokiem przez okno.
„Tak, to nie potrwa długo, ale po tym
mam inne gówno. Nie ważne co, będę dziś w domu, zabiorę cię na kolację.”
„Może nie powinniśmy wychodzić. Nie
jesteśmy zbyt dobrzy w wychodzeniu. Może powinniśmy tu coś ugotować.”
„Cokolwiek chcesz, mi corazón”.
„Po jedzeniu możesz mnie zabrać na
kolejną przejażdżkę motorem” - powiedziała mu, a on zagryzł wargę i potrząsnął
głową.
„Muszę powiedzieć, mujer, że to dobrze, że
lubisz motor.”
„Zabierzesz mnie na przejażdżkę?” - nacisnęła.
„Zabiorę cię na przejażdżkę.”
Nie odpowiedziała na to, ale usłyszał
przyjemność w jej głosie, kiedy przeszła na inny temat, tak jakby mieli cały
dzień na rozmowę - „Muszę dziś iść z Jet, żeby dopasować sukienkę druhny.
Myślisz, że Bobby by mnie zabrał?”
Myśl, że Bobby zabiera Sadie do salonu
w celu przymierzania sukni druhny, sprawiła, że Hector przegrał walkę z
uśmiechem.
„Tak.”
Kontynuowała - „Wiem, że chcesz sam zrobić
swoje podłogi, ale jeśli będę miała czas, czy mogę polecieć dookoła twojego
kominka?”
Nie mógł nic na to poradzić, zaśmiał
się krótko. Sprawiła, że odnawianie jego kominka brzmiało, jakby był szczytem
rozrywki. Nie znał ani jednej kobiety, która pomyślałaby przez minutę, że
„lepienie” przy kominku to dreszczyk emocji.
„Tak” - powtórzył, wciąż się
uśmiechając.
„Gdzie jest maź?”
„Na zapleczu” – odpowiedział – „Posłuchaj,
mamita, jestem w trakcie czegoś.”
„O! Przepraszam. Powinieneś był
powiedzieć.”
„Właśnie to zrobiłem.”
Kiedy znów się odezwała, usłyszał
uśmiech w jej głosie – „Okej, pozwolę ci odejść.”
„Jak wychodzisz z domu, nigdy nie
jesteś poza zasięgiem dotyku Bobby’ego, rozumiesz?”
„Rozumiem” - odpowiedziała chętnie.
Napięcie opuściło jego ciało – „Później.”
Potem usłyszał, jak jej głos stał się
łagodny i bez tchu, jak zawsze, gdy mówiła - „Pa, kochanie.”
I jak zawsze, poczuł to łagodne, bez
tchu słowo w brzuchu, zanim zamknął telefon, odwrócił się do pokoju i zobaczył,
że Seth Townsend wpatruje się w niego. Coś się zmieniło. Hector nie mógł tego
wskazać, ale zanim Seth się odezwał i potwierdził to, wiedział, że cokolwiek to
było, było duże.
„Byłem taki jak ty” - powiedział mu
Seth twardym głosem, aktywnymi oczami i napiętym ciałem – „Dokładnie taki jak
ty.”
Hectora zmrużył oczy - „Wątpię” -
odpowiedział zjadliwie.
„Mylisz się” - odpowiedział wtedy
Seth, głosem wciąż twardym, ale jego słowa były łagodne. A potem kontynuował -
„Jak ją wypieprzysz, zabiję cię.”
Vance poruszył się, ruch był prawie
niezauważalny, ale zagrożenie nie było niezauważalne. Hector podniósł rękę w
stronę Vance’a, ponieważ wiedział, że Seth właśnie się poddał. Seth skrzyżował
ręce na piersi.
„Wiesz o Mickey’u, co jeszcze wiesz?”
- zapytał Hectora.
„Że pomściłeś swoją żonę, obalając
Luthera, który to zarządził, i zabierając z nim Mickey’a. Chłopcy Balducci nie
zapomnieli o tobie i przez długi czas próbowali cię usunąć. Gdy straciłeś wpływy,
zaczęli ścigać Sadie.”
Jedyną reakcją Setha na to było
uniesienie brody, a potem powiedział - „Powiedz mi, co masz.”
Hector spojrzał na Vance’a, a potem z
powrotem na Setha - „Jerry nie jest już twoim żołnierzem. Jest wkurzony na
mnie, wkurzony na Sadie i wkurzony na twoje instrukcje, żeby się nią opiekować.
Zrobiłeś to, zmuszając go do narażania się na ryzyko z Lee, czego nikt nie robi
z własnej woli. W jakiś sposób wie o kontach na Kajmanach i, że tylko Sadie
może dostać się do pieniędzy. Zawarł umowę. Teraz pracuje z Donnym. Grasz
prosto w ich ręce. Wykonuje twoje rozkazy, dopóki Sadie nie otrzyma informacji
o koncie. Kiedy ona dowie się o kontach, będzie miała przejebane. Mają różne
opcje, mogą ją oszukać, mogą jej zagrozić, cokolwiek. Jak zabiorą ją na Kajmany
pod wpływem środków uspokajających lub pod przymusem, a ona wręczy im pieniądze,
to nie będą mieli już z niej pożytku i albo się z nią zabawią, albo ją usuną,
albo jedno i drugie. W międzyczasie, jakakolwiek pozostała ci moc, może
przynieść kolejny cios bez tej gotówki. Jesteś słaby, Balducci pomszczą
morderstwo swojego ojca i masz przejebane jak Sadie.”
Seth nie wyglądał na szczęśliwego i
zapytał - „Myślałem, że macie chłopcy nagranie, jak Donny podpalał jej
galerię?”
„Szukamy go, ściga go policja, ale
okazuje się, że trudno go znaleźć” - odpowiedział Hector.
Na te wieści Seth wyglądał na jeszcze
mniej szczęśliwego.
„Jaka jest umowa?” – zapytał ponownie.
„Wycofaj się, pozwól mi się tym
zająć. To jest umowa.”
„Chyba żartujesz” - odparł Seth.
Hector potrząsnął głową.
„To nie jest umowa” - warknął Seth.
„Masz tylko jedną możliwość” - odparł
Hector.
„Chcesz, żebym się cofnął i …”
„Nie, powiedz mi wszystko, wszystko,
czego federalni nie znaleźli. Lokalizacja twojej kryjówki, jakiejkolwiek innej
posiadłości, którą posiadasz, skąd pochodzą twoje pieniądze, żołnierzy, których
zostawiłeś dla ciebie pracujących, gdzie mogę ich znaleźć. Wciąż próbujesz
skontaktować się z Sadie, ale jak ją złapiesz, kurwa, nie mów jej gówna.”
„I co, przekażesz to federalnym?”
„Nie, chłopcy pójdą na polowanie.
Balducci są schowani, myślimy, że Jerry im pomaga. Wykorzystują twoje własne
zasoby, żeby cię pieprzyć.”
„To nie ma, kurwa, żadnego sensu.
Balducci chcą mojej firmy. Nie mogą teraz kręcić się po Denver, będąc wielkimi
mężczyznami. Spieprzyli, zostali przyłapani przez kamery podczas podpalenia,
Ricky …”
„Seth, oni nie chcą twojej firmy. Nie
zamierzają zostać w mieście. Kiedy dostaną twoje pieniądze, będą żyć z nich do
końca życia, wiedząc, że mają wszystko, co masz, łącznie z Sadie.”
Seth spojrzał na Hectora, a potem
zacisnął usta.
„Niech to szlag” - mruknął.
„Mamy umowę?” - naciskał Hector.
Seth wciąż wpatrywał się w Hectora,
jego wzrok padł na Vance’a, po czym wrócił do Hectora.
„Umowa.”
Hm to było dziwne...
OdpowiedzUsuńDziękuję za kolejny rozdział ❤️❤️❤️
Dziękuję! ❤ To był porządny rozdział, jestem naprawdę zadowolona 😊 Sadie i Hector wracają do łask😂
OdpowiedzUsuńNie spodziewałam się takiego obrotu spraw 😮 dzięki za rozdział ❤️
OdpowiedzUsuńJesteś najlepsza
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń