poniedziałek, 29 marca 2021

24 - Następny!

 

ROZDZIAŁ XXIV

Następny!

Sadie

 

 

Weszłam do domu przed Hectorem i zatrzymałam się w drzwiach zaciemnionej kuchni. Sięgnął przede mnie, włączył światło w kuchni, a potem przylgnęłam do blatu i trzasnęłam o niego torebką. Wyjęłam telefon komórkowy, schowałam go do tylnej kieszeni i nawet na niego nie spojrzałam, wyszłam z kuchni i weszłam na górę do sypialni. Wyciągnęłam piżamę (gorący róż w malutkie brzoskwiniowe kropki na dole, brzoskwiniowy podkoszulek) i poczłapałam do łazienki.

Trzasnęłam drzwiami.

Potem je zamknęłam na klucz.

Potem wyciągnęłam swoją komórkę, opuściłam pokrywę na sedes i usiadłam. Przewinęłam do Jet w mojej książce telefonicznej i wcisnęłam zielony przycisk.

Powiedziała, że mogę do niej zadzwonić o każdej porze dnia i nocy.

I wychodziła za mężczyznę Chaveza. Z tych dwóch powodów, w drodze powrotnej do domu, w myślach wirując od jednej opcji do drugiej, w końcu zdecydowałam się zadzwonić do Jet.

Usłyszałam jeden dzwonek, dwa, potem trzy, a potem głos Eddiego mówiący „Tak?”

Świetnie.

Po prostu świetnie.

Eddie odebrał komórkę Jet.

„Cześć, Eddie!” - zaćwierkotałam – „Jak się masz?”

„Sadie?”

„Tak.”

„Nic ci nie jest?”

„Chyba nie. Nie zostałam porwana i żadna moja własność, nie została spalona na popiół… z tego co wiem… więc tak, wszystko w porządku.”

Słyszałam, jak chichotał.

„Czy mogę porozmawiać z Jet?” - zapytałam.

„Tak. Jest tutaj.”

Skrzyżowałam nogi, pochyliłam się do przodu, opierając łokieć na kolanie i niecierpliwie szarpnęłam stopą.

Na linii usłyszałam Jet - „Sadie?”

„Cześć, Jet”.

„Czy wszystko w porządku?”

Tak naprawdę nie wiedziałam, jak dziewczyny robią takie rzeczy. Czy najpierw wymieniały uprzejmości i się w to włączały? A może po prostu to robiły?

Zdecydowałam, że nie będę się w to wgłębiała łagodnie.

„Na pewno nie!” - odpowiedziałam.

Cisza, a potem - „O co chodzi?”

„Powiedziałaś, że mogę zadzwonić, czy jest już za późno?”

„Nie, w porządku. Co się dzieje?”

Powiedziałam jej nadal nie wgłębiając się łagodnie.

Wszystko.

Od żądania Hectora, bym założyła podkoszulkę, przez kłótnię Freda i Wilmy, przez rewelacje Natalie, przez Hectora wpadającego w szał, a kończąc na rozmowie przy motorze.

Kiedy skończyłam, nastąpiła chwila ciszy, po czym zapytała - „To wszystko wydarzyło się w ciągu jednej nocy?”

„Tak. Jedna noc. Nawet nie jedna noc, tylko kilka godzin” - odpowiedziałam jej - „Wychodzisz za mąż za jednego z nich. Myślę, że musisz być ekspertem. Czy Eddie jest taki?”

Roześmiała się, a potem powiedziała - „Um… tak”

Dlaczego się śmiała?

Co, muszę zapytać, było w tym zabawne?

„O mój Boże! Jak to znosisz?” - zawołałam.

„Tego jest dużo, Sadie. Może powinniśmy to podzielić” - zasugerowała.

„Proszę” - zgodziłam się łaskawie.

„Po pierwsze, noszę to, co chcę, ale nie przekraczam granicy, która wyrzuciłaby gorącego mężczyznę pochodzenia meksykańskiego na krawędź. Po prostu nie warto. Mały dekolt - musi się z tym pogodzić. Spódnica, którą miałaś na koncercie Stelli - nie do przyjęcia.”

„Hector kazał mi spalić tę spódnicę” - poinformowałam ją.

Znowu się zaśmiała – „Nie jestem zaskoczona. Gdyby Eddie zobaczył mnie w tej spódnicy, jego głowa by eksplodowała.”

Musiałam przyznać, że ta spódnica była odrobinę za wulgarna.

Cóż jeden odhaczony.

„Następny!” - zapłakałam.

Znowu usłyszałam jej śmiech, a potem powiedziała - „Dziewczyna przy barze …”

Kiedy się zawahała, zachęciłam ją - „No dalej”.

„Cóż, to jest trudniejsze. Ale widzisz, Indy powiedziała mi, że Lee miał reputację, podobnie jak Eddie, obaj złą. Vance był uważany za legendę. Wszyscy wiedzieli, że był podrywaczem. Luke miał nawet kobietę, kiedy zaczynał z Avą, odstawił ją, gdy Ava pojawiła się w jego życiu. Hank, bardziej dyskretny, ale…”

Przerwałam jej niecierpliwie - „Mówisz mi to, ponieważ…?”

„Mówię ci to, bo ich znasz teraz.”

Hmmm.

Warto było się nad tym zastanowić.

Wszyscy wydawali się bardzo oddani. W rzeczywistości, jeśli historie były czymś, przez co można było przejść, zrobili wszystko, co w ich mocy, aby zdobyć serca swoich poszczególnych Rockowych Lasek.

Stopa przestała mi się szarpać i zdecydowałam, że czas być poważną.

Powiedziałam jej więc - „Jet, to była miła dziewczyna, a on nawet nie pamiętał, kiedy z nią spał.”

Usłyszałam jej westchnienie - „Duke wyjaśnia to lepiej, ale ma to coś wspólnego z rodzajem mężczyzn, którymi są, z niebezpieczną pracą, którą wykonują, wiedząc, kim są i czego chcą, rozpoznają to, kiedy to znajdą, i nie pieprzą się, aby uczynić to swoim. Czy jakoś tak. W każdym razie, kimkolwiek była ta dziewczyna, najwyraźniej nie była tą jedyną, ponieważ, Sadie, ty nią jesteś.”

O mój.

Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, bo co, u licha, na to powiedzieć?

Potem z jakiegoś powodu wypaliłam - „Widziałam go”.

„Co?” - zapytała.

Wzięłam głęboki oddech i powiedziałam - „Tej nocy, kiedy przywiózł mnie do szpitala, po tym, jak zostałam zgwałcona. Zemdlałam i kiedy obudziłam się na izbie przyjęć, zobaczyłam, jak wypychają Hectora od mojego łóżka. Nie chciał iść. Luke powiedział mi dziś wieczorem, że Hector prosił, by mógł zostać w pobliżu, dopóki się nie obudzę, powiedzieli, że nie, i wpadł w szał.” - czekałam na jej reakcję na to, a kiedy żadna się nie pojawiła, nacisnęłam - „Naprawdę, Jet, jakie to dziwne?”

„Nie wydaje mi się to wcale dziwne” - odpowiedziała cicho.

Potrząsnęłam głową, myśląc, że nie łapie, i usiadłam, przeczesując ręką włosy, a następnie rzucając ją na kolana - „Nie rozumiesz. Nie znaliśmy się. Chodzi mi o to, że byliśmy często ze sobą, kiedy był pod przykrywką i jednej nocy mieliśmy coś, co nie skończyło się dobrze. Ale poza tym…” - przerwałam, po czym kontynuowałam - „ Nie rozumiem.”

„Ja też nie” - powiedziała mi - „To nawet mi się przydarzyło. W jednej sekundzie zajmowałam się własnymi sprawami, starając się uniknąć Eddiego, w następnej poinformował mnie, że robi ze mnie swoje sprawy, a w następnej z nim mieszkałam. Patrzyłam, jak to się przytrafiło Roxie, Jules, Avie, Stelli i wiedziałam, że stało się to z Indy. Nie wiem, skąd ci faceci wiedzą, nie wiem, jak działają ich umysły, to po prostu się dzieje, oni po prostu wiedzą. Przestałam próbować to rozgryźć.”

Cóż.

To nie była odpowiedź, ale była jedyna.

Nadal.

Nadszedł czas, aby przejść do sedna sprawy.

„Co mam teraz zrobić?”

Jet natychmiast odpowiedziała - „Rób to, co oni robią. Idź za swoim instynktem. Obiecuję, że w końcu wszystko się ułoży.”

To nie dało mi nic.

„Teraz wszystko w porządku?” - zapytała Jet.

Westchnęłam, a potem powiedziałam - „Nie”.

„Będzie, kochanie” - odpowiedziała cicho - „Teraz jest trudno, ale kiedy uwierzysz, że jest to naprawdę, stanie się o wiele łatwiejsze”.

Odpowiedziałam - „Okej”, ale tak nie myślałam.

Zmieniła temat na znacznie lepszy - „Musimy dopasować twoją sukienkę druhny. Czy możesz to zrobić jutro?”

W końcu. Coś, na co nie mogłam się doczekać.

„Chyba tak. Muszę sprawdzić kto jest moim ochroniarzem.”

Zachichotała - „Och, mam nadzieję, że to Bobby. Założę się, że z przyjemnością pójdzie do salonu ślubnego.”

Uśmiechnęłam się do telefonu, bo, chociaż nie znałam Bobby’ego, to żaden z nich nie był typem mężczyzny z salonu ślubnego, a potem wyszeptałam - „Dzięki Jet”.

„Zawsze, kochanie.”

Rozłączyłyśmy się. Przygotowywałam się do łóżka, zebrałam ubranie i buty i weszłam do sypialni.

Lampa była zapalona na stoliku nocnym obok łóżka po stronie Hectora.

Hector siedział na wszystkich (tak, wszystkich!) poduszkach, z nagą klatką piersiową, nogami wyciągniętymi przed sobą, skrzyżowanymi w kostkach, ubrany w szare spodnie dresowe ze sznurkiem, które również zostały (słabo) odcięte w połowie uda.

Wyglądał lepiej niż kiedykolwiek, co w tej chwili wydawało mi się do bani.

W telewizji był mecz, ale jego oczy spoczęły na mnie w chwili, gdy weszłam.

Wymagało to wysiłku, ale go zignorowałam. Wściekłość mi jeszcze całkiem nie przeszła, chociaż nie byłam już pewna, o co się wściekam, a poza tym nie byłam jeszcze gotowa do zadośćuczynienia, a i tak nie wiedziałam, jak to zrobić.

Więc wrzuciłam swoje rzeczy do torby i skierowałam się na drugą stronę łóżka, kiedy on podniósł się i wyszedł.

Gapiłam się na jego plecy, aż wszedł do łazienki, po czym wspięłam się na łóżko, ukradłam dwie z czterech poduszek, zgodnie z moim przydziałem i położyłam je na boku z dala od jego. Usiadłam oparta o nie na kołdrze z rękami skrzyżowanymi na brzuchu, nogami wyciągniętymi, skrzyżowanymi w kostkach i utkwiłam wzrok w telewizorze.

Nie oglądałam sportu, poza tenisem, ci tenisiści mieli finezję… i ładne nogi, więc piłka nożna nic mi nie mówiła, ale patrzyłam, jakby fascynowała mnie nie do wyobrażenia, mimo że Hectora nie było w pokoju (ćwicząc).

Dlatego, kiedy wrócił, nie odrywałam oczu od telewizora i oczywiście nie patrzyłam na niego, chyba że szedł przed telewizorem. Nie patrzyłam na niego, kiedy podszedł do swojej strony łóżka i nie patrzyłam na niego, kiedy wrócił na swoją pozycję.

Potem, nagle, jego ramię przecięło moje plecy między mną a poduszkami, szarpnął mnie przez łóżko, aż moje ciało uderzyło w jego, a potem jego ręka zgięła się, więc mój przód był przy jego boku. Położyłam dłoń na jego brzuchu, żeby odepchnąć, ale jego ramię zacisnęło się.

„Co robisz?” - warknęłam, podnosząc głowę, ale on pochylił się nade mną i złapał moje poduszki. Zwinął je i popchnął za siebie.

„Hej!” – krzyknęłam – „To są moje poduszki.”

„Ułóż się, Sadie” - rozkazał cicho.

Ja. Nie. Myślę. Tak. Więc.

„Nie mów mi, żebym się ułożyła! Właśnie ukradłeś mi poduszki!”

Odepchnęłam się.

Jego ramię zacisnęło się.

Pchnęłam mocniej, wkładając w to całą moją siłę.

Jego druga ręka dotknęła mojego biodra i trzymała się. Owinęłam palce wokół jego nadgarstka i pociągnęłam. Jego nadgarstek się wykręcił, a potem jego palce owinęły się wokół mojego nadgarstka.

Tak zaczęła się Walka.

Nie miałam żadnych szans na wygraną, ale to nie powstrzymało mnie przed próbami.

Było dużo chrząkania (Hector i ja), kilka ostrych okrzyków (wszystkie ja), dyszenia (głównie ja), tarzania się (oboje), więcej kołysania się… jeszcze bardziej kołysania się. Potem zmieniło się z manewrowania kończynami, strategii i siły do zbliżania się tak blisko, jak to tylko możliwe fizycznie, smakowania, dotykania, całowania, a nawet gryzienia (znowu ja).

Zerwał mi spodnie i majtki od piżamy. Ściągnęłam jego spodnie. Potem odwróciliśmy się do siebie, jakby pozostało dziesięć sekund, zanim cała planeta Ziemia miała eksplodować. W końcu wylądowałam na plecach, moje nogi owinęły się wokół jego bioder, podczas gdy on wjechał głęboko we mnie, nasze usta się stykały, ale nie całowaliśmy się, po prostu ciężko oddychaliśmy. Cudowne oczekiwanie uderzyło w masę krytyczną w moim ciele, moje paznokcie wbiły się w jego plecy, jęknął przy moich ustach w tej samej sekundzie dokładnie, jak jego ostatnie, głębokie pchnięcie spowodowało, że słodkie napięcie uwolniło się i eksplodowało, a ja sapnęłam w jego usta.

Kiedy oboje skończyliśmy, jego ciężar spoczął na mnie, jego ciepło otoczyło mnie, pozostał głęboko we mnie, oboje dyszeliśmy, a on oparł czoło o moje z zamkniętymi oczami. Potem otworzył oczy i powiedział cicho - „Chryste, Sadie, mieszkanie tobą pokazuje, na wiele różnych sposobów, na jakie możesz być wrzodem na dupie, że będzie warte każdej pieprzonej sekundy, jeśli taki był końcowy rezultat.”

Niech ktoś mi powie, że właśnie tego nie powiedział.

„Nie powiedziałeś właśnie tego” - powiedziałam do niego.

Nie odpowiedział.

Zamiast tego nagle zmienił temat - „Do kogo zadzwoniłaś?”

Zamrugałam zmieszana – „Co?”

„W łazience.”

Nie żeby to była jego sprawa, ale odpowiedziałam - „Jet”.

„Poukładała cię?”

Poczułam, jak moje oczy się zwężają – „Czy chcesz, żebym był na ciebie zła?”

Jego biodra poruszyły się lekko i, nie mogłam nic na to poradzić, nadal byłam czuła, wydałam cichy jęk. Kiedy skończyłam jęczeć, uśmiechnął się do mnie złośliwie i wymamrotał - „Myślę, tak”.

Spojrzałam.

Jego uśmiech zgasł, a twarz i głos były teraz poważne, powiedział - „Musimy sobie z tym poradzić, mamita”.

Ciągle się gapiłam.

Wtedy w moim umyśle pojawiło się wspomnienie Luke’a i ochroniarza, którzy zmuszali Hectora do oddalenia się ode mnie w szpitalu, kiedy nie chciał iść. I chociaż, gdybyś zapytała mnie, czy mam jakieś instynkty, powiedziałabym ci, że nie, to wyciągnęłam je z miejsca, w którym leżały w ukryciu i poszłam z nimi.

„Poza tobą miałam dwóch kochanków” - oznajmiłam i patrzyłam, jak jego twarz ciemnieje i zaczyna zmieniać się w złość – „Nie. Nie chcę, żebyś dzielił się swoimi. Mówię tylko, że żaden z nich, no cóż, nie było…” - przerwałam, a potem zaczęłam ponownie - „Musisz wiedzieć, nie pozwoliłam nikomu się zbliżyć, a dziś wieczorem dowiedziałeś się dlaczego.”

„Może powinnaś mówić dalej” - powiedział mi Hector, jeszcze nie w pełni przemieniony w złość, nie gotowy też na uśmiech.

„Kim był ten człowiek w barze?”

Hector przechylił głowę niecierpliwie na moje pytanie poza temat, ale odpowiedział - „Znałem go. Pracowałem z nim krótko. Jest w biznesie.”

Skinęłam głową, a potem podniosłam rękę do boku jego twarzy i położyłam ją tam - „To, co ci powiedział, o mnie, mimo że wiedział, że jesteś ze mną, czuł, że może to powiedzieć… Hector, nawet kiedy zaczynali, nie wyobrażam sobie nikogo, kto podchodzi do Lee i mówi w ten sposób o Indy. Albo Eddiemu o Jet. Albo którejkolwiek z nich. Ale ja, córka Setha Townsenda.” - mój głos zniżył się do szeptu - „… o mnie tak można”.

Zobaczyłam gniewny błysk zrozumienia, zanim zamknął oczy, a mój kciuk przesunął się, aby prześledzić jego dolną wargę. Kiedy to się stało, jego oczy ponownie się otworzyły i złość zniknęła.

„Sadie …”

Nie dałam sobie przerwać - „Otwórz Lodową Księżniczkę. Była moim jedynym sposobem na przetrwanie, ale, kiedy ludzie tak o mnie myśleli, mówili o mnie jak ten facet. Albo do mnie, jak Jerry dziś rano. Wiedziałam, że to się działo, nigdy nie powiedzieli mi tego bezpośrednio z powodu mojego ojca, ale słyszałam tu i tam teksty i zawsze wiedziałam. Dopóki ludzie nie zapomną, to się nie zmieni, będą myśleć, że jest w porządku …”

„To nie jest, kurwa, w porządku. To nie było wtedy i nie jest teraz” - Hector wtrącił się gwałtownie, a ja opuściłam rękę, by objąć jego szczękę.

„Nie, masz rację, nie było i nie jest. Ale oni myślą, że tak jest i nie możesz bić każdego.”

Nic nie powiedział, tylko się na mnie gapił. Więc, jak zwykle, płynęłam dalej.

„To, co powiedziała Natalie, przeraziło mnie” - kontynuowałam, a jego spojrzenie znów pociemniało, ale potrząsnęłam głową, zdjęłam dłoń z jego szczęki i owinęłam obie ręce wokół niego, ściskając jego biodra moimi udami – „Posłuchaj mnie, Hector, wystraszyło mnie to, ponieważ nie byłam przygotowana. Miałam dobry dzień. Zjadłam niezły posiłek. Czułam się bezpieczna. Byłam szczęśliwa. Nie spodziewałam się tego. To mnie wytrąciło z równowagi. Gdybym miała czas pomyśleć o tym, czego nie zrobiłam, przepracowałabym to sama.”

Znowu nie odpowiedział, przynajmniej nie słownie.

To, co zrobił, było znacznie lepsze.

Jego głowa opadła i dotknął mojej szyi nosem, potem ustami, a moje ramiona zacisnęły się mocniej. Odwróciłam usta do jego ucha i szepnęłam - „Nie założę ponownie tej spódnicy, ale cokolwiek innego, Hector, musisz pozwolić mi być sobą. A palanci mogą być palantami i mogą myśleć, co chcą, ale my po prostu wrócimy do domu i obejrzymy mecz.”

Ponownie nie odpowiedział.

Zamiast tego odsunął twarz od mojej szyi i pocałował mnie: powoli i słodko.

I pomyślałam, że jeśli taka jest jego reakcja, moje instynkty były słuszne.

Kiedy odsunął głowę, spojrzał mi w oczy i cicho zapytał - „Która to Sadie?”

Poczułam, jak w moich ustach pojawia się mały uśmiech i odpowiedziałam szczerze - „Nie mam pojęcia. Jeszcze jej nie spotkałam.”

Dotknął czołem do mojego przez nanosekundę. Następnie Płynnym Ruchem Hectora wykonał pompkę, nasze ciała się rozłączyły, ale jego ramię owinęło się wokół dolnej części moich pleców, podniósł mnie, aż moje kończyny owinęły się mocno wokół jego ciała. Jego ramię odsunęło się, szarpnął kołdrę pod nami i położył mnie na łóżku. Dołączył do mnie, zarzucając na nas kołdrę. Włożył ręce w moją koszulkę, podciągnął ją i zdjął i rzucił na bok łóżka. Skończył, przewracając nas: on był na plecach, a ja przyciśnięta do jego boku. Położył kołdrę na swoim brzuchu i pod moją pachą.

Położyłam głowę na piersi, owinęłam ramię wokół jego brzucha i zasnęłam oglądając piłkę nożną.

*****

Hector

Hector delikatnie odsunął się od śpiącego ciała Sadie, wstał z łóżka, pochylił się z powrotem i owinął kołdrę wokół niej.

Poszedł do łazienki, wziął prysznic, ogolił się i wrócił do sypialni.

Ubierał się patrząc na Sadie, aby upewnić się, że się nie obudzi i, ponieważ wyglądała uroczo, kiedy spała, z rękami schowanymi pod policzkiem i gęstymi, miękkimi, rozczochranymi wszędzie włosami. Jej pokryty bliznami policzek spoczywał na poduszce, co Hector uznał za dobrą rzecz. Wydawała się już tego nie zauważać albo umieszczała to gdzieś w swojej głowie, gdzie o tym nie myślała. Ale co jakiś czas jego widok i powód, dla którego się tam znajdowały, wkradał się do świadomości Hectora i służył jako gniewne przypomnienie. Ostatnio działo się to znacznie rzadziej, ale kiedy to się działo, nie straciło nic ze swojej intensywności.

Ubrany pochylił się i pocałował czubek głowy Sadie.

Nie poruszyła się.

Potem zszedł na dół.

Przygotował kawę, pstryknął włącznikiem ekspresu, napisał notatkę dla Sadie, poszedł na górę i położył ją na poduszce. Właśnie szedł na dół, kiedy rozległo się pukanie do drzwi.

Otworzył drzwi, żeby zobaczyć Bobby’ego.

„Hombre” - powiedział, Bobby wysunął podbródek i wszedł.

Hector zamknął drzwi i mówił dalej - „Sadie śpi”.

„Masz kawę?” - zapytał Bobby.

Hector skierował się do kuchni, nalał kubek Bobby’emu i kubek podróżny dla siebie. Bobby podszedł z nim do frontowych drzwi.

„Kontakt przez komórkę w porządku?” - zapytał Bobby.

„Tak” - odpowiedział Hector.

„Myślisz pozytywnie?” - Bobby kontynuował.

„Nie” - odpowiedział Hector.

Jego pierwsza misja tego dnia była nieprzyjemna, ale nieunikniona. Bobby skinął głową. Hector wyszedł przed świtem, wsiadł do Bronco, uruchomił go i pojechał do domu Vance’a.

Tuż przed narodzinami Maxa Vance i Jules przenieśli się z jej małego bliźniaka do bungalowu z trzema sypialniami i białym płotem, który znajdował się cztery domy dalej od domu Indy i Lee, ale wciąż tylko jedną przecznicę od wuja Jules Nicka.

Hector zaparkował przed ich domem i położył dłoń na klamce, kiedy zobaczył, że Vance wychodzi z domu i zatrzymuje się. Była tam Jules, trzymająca kubek z kawą i ubrana w szlafrok. Jej włosy były rozpuszczone i rozczochrane, a ona wyglądała na wpół śpiącą. Podniosła rękę, by pomachać do Hectora. Uniósł jej podbródek i opadł na swoje siedzenie. Następnie przechyliła twarz do Vance’a, który przyjął jej zaproszenie i pochylił głowę do niej.

Hector odwrócił wzrok.

Kilka minut później Vance otworzył drzwi, wśliznął się do środka, włożył swój kubek podróżny między kolana i zapiął pas.

Hector wystartował.

„To pójdzie dobrze?” - Vance zapytał przednią szybę.

Hector nie odrywał oczu od drogi – „Myślę, że nie.”

„Jak daleko się posuniesz?” - zapytał Vance.

„O ile muszę.”

Vance nie odpowiedział i rozmowa umarła, obaj mężczyźni pogrążeni we własnych myślach.

Jazda do więzienia zajęła półtorej godziny. Hector powołał się na kilka przysług lub jeszcze kilka przysług. Ten interes z Sadie wyczerpał jego rezerwy, ale też go to nie obchodziło. Spotkali się przy wejściu i zaprowadzili do pokoju. Kraty w oknach, kanapa, stół, dwa krzesła. Stali i czekali w milczeniu.

Niecałe dziesięć minut później drzwi się otworzyły i do środka wszedł Seth Townsend ze strażnikiem.

Spojrzał na Hectora, nawet nie patrząc na Vance’a, i zwrócił się do strażnika.

„Zabierz mnie z powrotem.”

Wzrok strażnika przeniósł się na Hectora, zamknął drzwi i stanął przed nimi.

„Zabierz mnie z powrotem” - powtórzył Seth do strażnika.

Hector przyjrzał mu się. Mimo miesięcy w środku wyglądał dobrze.

Jego więzienny błękitny uniform był dopasowany bez zagnieceń, jakby go wyprasował, a włosy były starannie przystrzyżone. Hector próbował znaleźć w nim jakąś nutę Sadie, ale jej tam nie było. Seth Townsend był wysoki, ciemnowłosy z dystyngowaną szarością, a jego sylwetki była szczupła i umięśniona.

Robił wrażenie, jego obecność była jednocześnie magnetyczna i groźna, nawet w więzieniu. Jak ten człowiek stworzył Sadie, Hector nie mógł się domyślić. Gdyby nie widział zdjęć matki Sadie, pomyślałby, że została adoptowana.

„Musimy porozmawiać” - powiedział Hector.

Spojrzenie Setha padło na niego, ale milczał.

„Chcę zawrzeć umowę” - ciągnął Hector.

Oczy Setha błysnęły i uśmiechnął się. Nie był to uśmiech rozbawienia, tylko triumfalny. Wszedł dalej do pokoju.

„Chcesz zawrzeć umowę” - powtórzył Seth.

„Tak” - odpowiedział Hector.

Seth włożył ręce do kieszeni spodni i zakołysał się na piętach.

„Nagle ja też chcę zawrzeć umowę” - powiedział Seth.

Teraz to Hector zachował milczenie.

Potem, jakby Vance’a ani strażnika nie było w pokoju, Seth zaproponował - „Sprawię, że będzie ci się opłacało trzymać od niej z daleka.”

Hector nie zareagował na to i milczał.

„Wystarczająco dobrze, by naprawić ten dom, zamienić na lepszy samochód, a nawet pozwolić sobie na porządną fryzurę.”

Ujawniając swoją wiedzę na temat warunków życiowych i pojazdu Hectora w połączeniu z wnioskiem, że Hector był w zasięgu wzroku Sadie, Hector wiedział, że Seth próbuje go wkurzyć. Biorąc pod uwagę, że zostawił Sadie nagą i śpiącą w swoim łóżku, Hector pozostał niewzruszony.

Seth przyjrzał mu się uważnie, po czym powiedział - „Nie? Wtedy sprawię, że nie warto ci będzie z nią zostać.”

„W ten sposób odstraszyłeś Tracy’ego i Brent’a?” - Hector zapytał o jedynych dwóch chłopaków Sadie. Nie musiała mu o nich mówić zeszłej nocy, wiedział wcześniej. Oczywiście podczas śledztwa to wykopał i wiedział o nich wszystko.

„Oni wybrali pierwszą opcję” - odpowiedział Seth bez wyrzutów sumienia.

„Czekam na opcję trzecią, tę, w której po wyjściu stąd zaprosisz mnie na obiad z okazji Święta Dziękczynienia” - odpowiedział od niechcenia Hector.

Seth nie odpowiedział.

„Skończyliśmy z tym tematem?” - Hector zdecydował, że czas iść dalej.

Seth wzruszył ramionami.

„Złe interesy Sadie muszą się skończyć” - kontynuował Hector.

Seth natychmiast odparł - „Jesteś sprytny. Wymyśliłeś to sam?”

Hector zignorował go - „Możesz kontynuować i spieprzyć sprawę, albo możemy pracować razem”.

Oczy Setha stwardniały – „Musisz żartować, Chavez, nie ma mowy, żebyśmy razem pracowali.”

„W takim razie mam wybór” - odpowiedział natychmiast Hector - „Vance poszukał wokół zniknięcia Elizabeth. Vance jest całkiem niezły w znajdowaniu gówna. Tak dobry, że dowiedział się, że została sprzątnięta przez Mickey’ego Balducci. Pamiętasz Mickey’ego Balducci?”

Hector patrzył z pewnym zdziwieniem, jak Seth okazał reakcję. Zanim zdążył to opanować, ból przeciął jego twarz. Jedyną rzeczą, którą Seth dał Sadie, była umiejętność stawiania nieprzeniknionej obrony. To był pierwszy raz. Mimo to Seth nie odpowiedział.

Hector trzymał się tematu - „Vance może podzielić się z Sadie tym, co wie, albo możemy pozwolić jej dalej myśleć, że ty to zrobiłeś.”

Wtedy pękła magnetyczna, groźna, niezniszczalna aura Setha Townsenda. Jego ciało drgnęło, a twarz zbladła.

„Ona myśli, że ja to zrobiłem?” - zaszeptał.

Hector skinął głową i Setha wyrwał rękę z kieszeni i lekko ją uniósł, jakby zamierzał rozczochrać włosy. Szybko zorientował się, co to ujawni, opuścił rękę i wyjrzał przez okno.

Hector otworzył usta, żeby coś powiedzieć, kiedy jego zadzwoniła komórka. Postanowił dać Seth’owi chwilę na refleksję, wyciągnął go z tylnej kieszeni i spojrzał na wyświetlacz z napisem „Sadie Dzwoni”. Spojrzał na Vance’a, otworzył ją i przyłożył do ucha.

„Sadie” - odpowiedział i poczuł, jak powietrze w pokoju gęstnieje.

Szeptała spanikowanym głosem - „Wstałam. Nie było cię. Szłam do kuchni, żeby cię znaleźć. Byłam na podeście, spojrzałam na dół i zobaczyłam nogi mężczyzny na kanapie. Nie były twoje. Hector, gdzie jesteś? Ktoś jest w domu.”

Cholera, pomyślał, gniew ścisnął go z powodu strachu w jej głosie.

Bez wahania i bez zastanowienia się nad swoją publicznością, pochylił głowę, odszedł i odwrócił się tak, aby być bokiem do pokoju.

„Uspokój się, mamita, to jest Bobby. On się tobą dzisiaj opiekuje. Nie widziałaś notatki, którą położyłem na poduszce?”

Usłyszał, jak bierze głęboki oddech, a potem usłyszał jej ruch.

Wreszcie westchnęła.

„Cholera jasna, przepraszam, jest tutaj. Nie widziałam tego.”

„Wszystko dobrze?” - zapytał natychmiast.

„Tak” - odpowiedziała i brzmiała dobrze, w jednej chwili całkowicie przezwyciężając panikę. Wola z pieprzonej stali.

„Gdzie jesteś?” - zapytała.

„Mam sprawy do załatwienia”.

Zawahała się i wiedział, że przygotowywała się, zanim się odsłoniła. Robiła to często i, jak doszedł do wniosku, nie wiedziała, że to robi. Zastanawiał się niejasno, kiedy to się skończy, gdy usłyszał, jak pyta - „Czy dzisiaj się z tobą zobaczę?”

Walczył z uśmiechem, podniósł głowę i wyglądał niewidzącym wzrokiem przez okno.

„Tak, to nie potrwa długo, ale po tym mam inne gówno. Nie ważne co, będę dziś w domu, zabiorę cię na kolację.”

„Może nie powinniśmy wychodzić. Nie jesteśmy zbyt dobrzy w wychodzeniu. Może powinniśmy tu coś ugotować.”

„Cokolwiek chcesz, mi corazón”.

„Po jedzeniu możesz mnie zabrać na kolejną przejażdżkę motorem” - powiedziała mu, a on zagryzł wargę i potrząsnął głową.

„Muszę powiedzieć, mujer, że to dobrze, że lubisz motor.”

„Zabierzesz mnie na przejażdżkę?” - nacisnęła.

„Zabiorę cię na przejażdżkę.”

Nie odpowiedziała na to, ale usłyszał przyjemność w jej głosie, kiedy przeszła na inny temat, tak jakby mieli cały dzień na rozmowę - „Muszę dziś iść z Jet, żeby dopasować sukienkę druhny. Myślisz, że Bobby by mnie zabrał?”

Myśl, że Bobby zabiera Sadie do salonu w celu przymierzania sukni druhny, sprawiła, że Hector przegrał walkę z uśmiechem.

„Tak.”

Kontynuowała - „Wiem, że chcesz sam zrobić swoje podłogi, ale jeśli będę miała czas, czy mogę polecieć dookoła twojego kominka?”

Nie mógł nic na to poradzić, zaśmiał się krótko. Sprawiła, że odnawianie jego kominka brzmiało, jakby był szczytem rozrywki. Nie znał ani jednej kobiety, która pomyślałaby przez minutę, że „lepienie” przy kominku to dreszczyk emocji.

„Tak” - powtórzył, wciąż się uśmiechając.

„Gdzie jest maź?”

„Na zapleczu” – odpowiedział – „Posłuchaj, mamita, jestem w trakcie czegoś.”

„O! Przepraszam. Powinieneś był powiedzieć.”

„Właśnie to zrobiłem.”

Kiedy znów się odezwała, usłyszał uśmiech w jej głosie – „Okej, pozwolę ci odejść.”

„Jak wychodzisz z domu, nigdy nie jesteś poza zasięgiem dotyku Bobby’ego, rozumiesz?”

„Rozumiem” - odpowiedziała chętnie.

Napięcie opuściło jego ciało – „Później.”

Potem usłyszał, jak jej głos stał się łagodny i bez tchu, jak zawsze, gdy mówiła - „Pa, kochanie.”

I jak zawsze, poczuł to łagodne, bez tchu słowo w brzuchu, zanim zamknął telefon, odwrócił się do pokoju i zobaczył, że Seth Townsend wpatruje się w niego. Coś się zmieniło. Hector nie mógł tego wskazać, ale zanim Seth się odezwał i potwierdził to, wiedział, że cokolwiek to było, było duże.

„Byłem taki jak ty” - powiedział mu Seth twardym głosem, aktywnymi oczami i napiętym ciałem – „Dokładnie taki jak ty.”

Hectora zmrużył oczy - „Wątpię” - odpowiedział zjadliwie.

„Mylisz się” - odpowiedział wtedy Seth, głosem wciąż twardym, ale jego słowa były łagodne. A potem kontynuował - „Jak ją wypieprzysz, zabiję cię.”

Vance poruszył się, ruch był prawie niezauważalny, ale zagrożenie nie było niezauważalne. Hector podniósł rękę w stronę Vance’a, ponieważ wiedział, że Seth właśnie się poddał. Seth skrzyżował ręce na piersi.

„Wiesz o Mickey’u, co jeszcze wiesz?” - zapytał Hectora.

„Że pomściłeś swoją żonę, obalając Luthera, który to zarządził, i zabierając z nim Mickey’a. Chłopcy Balducci nie zapomnieli o tobie i przez długi czas próbowali cię usunąć. Gdy straciłeś wpływy, zaczęli ścigać Sadie.”

Jedyną reakcją Setha na to było uniesienie brody, a potem powiedział - „Powiedz mi, co masz.”

Hector spojrzał na Vance’a, a potem z powrotem na Setha - „Jerry nie jest już twoim żołnierzem. Jest wkurzony na mnie, wkurzony na Sadie i wkurzony na twoje instrukcje, żeby się nią opiekować. Zrobiłeś to, zmuszając go do narażania się na ryzyko z Lee, czego nikt nie robi z własnej woli. W jakiś sposób wie o kontach na Kajmanach i, że tylko Sadie może dostać się do pieniędzy. Zawarł umowę. Teraz pracuje z Donnym. Grasz prosto w ich ręce. Wykonuje twoje rozkazy, dopóki Sadie nie otrzyma informacji o koncie. Kiedy ona dowie się o kontach, będzie miała przejebane. Mają różne opcje, mogą ją oszukać, mogą jej zagrozić, cokolwiek. Jak zabiorą ją na Kajmany pod wpływem środków uspokajających lub pod przymusem, a ona wręczy im pieniądze, to nie będą mieli już z niej pożytku i albo się z nią zabawią, albo ją usuną, albo jedno i drugie. W międzyczasie, jakakolwiek pozostała ci moc, może przynieść kolejny cios bez tej gotówki. Jesteś słaby, Balducci pomszczą morderstwo swojego ojca i masz przejebane jak Sadie.”

Seth nie wyglądał na szczęśliwego i zapytał - „Myślałem, że macie chłopcy nagranie, jak Donny podpalał jej galerię?”

„Szukamy go, ściga go policja, ale okazuje się, że trudno go znaleźć” - odpowiedział Hector.

Na te wieści Seth wyglądał na jeszcze mniej szczęśliwego.

„Jaka jest umowa?” – zapytał ponownie.

„Wycofaj się, pozwól mi się tym zająć. To jest umowa.”

„Chyba żartujesz” - odparł Seth.

Hector potrząsnął głową.

„To nie jest umowa” - warknął Seth.

„Masz tylko jedną możliwość” - odparł Hector.

„Chcesz, żebym się cofnął i …”

„Nie, powiedz mi wszystko, wszystko, czego federalni nie znaleźli. Lokalizacja twojej kryjówki, jakiejkolwiek innej posiadłości, którą posiadasz, skąd pochodzą twoje pieniądze, żołnierzy, których zostawiłeś dla ciebie pracujących, gdzie mogę ich znaleźć. Wciąż próbujesz skontaktować się z Sadie, ale jak ją złapiesz, kurwa, nie mów jej gówna.”

„I co, przekażesz to federalnym?”

„Nie, chłopcy pójdą na polowanie. Balducci są schowani, myślimy, że Jerry im pomaga. Wykorzystują twoje własne zasoby, żeby cię pieprzyć.”

„To nie ma, kurwa, żadnego sensu. Balducci chcą mojej firmy. Nie mogą teraz kręcić się po Denver, będąc wielkimi mężczyznami. Spieprzyli, zostali przyłapani przez kamery podczas podpalenia, Ricky …”

„Seth, oni nie chcą twojej firmy. Nie zamierzają zostać w mieście. Kiedy dostaną twoje pieniądze, będą żyć z nich do końca życia, wiedząc, że mają wszystko, co masz, łącznie z Sadie.”

Seth spojrzał na Hectora, a potem zacisnął usta.

„Niech to szlag” - mruknął.

„Mamy umowę?” - naciskał Hector.

Seth wciąż wpatrywał się w Hectora, jego wzrok padł na Vance’a, po czym wrócił do Hectora.

„Umowa.”

 


 

5 komentarzy:

  1. Hm to było dziwne...
    Dziękuję za kolejny rozdział ❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! ❤ To był porządny rozdział, jestem naprawdę zadowolona 😊 Sadie i Hector wracają do łask😂

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw 😮 dzięki za rozdział ❤️

    OdpowiedzUsuń