PROLOG
Mnóstwo
praktyki
Sadie
Winda zapiszczała i wyjrzałam na pokryty dywanową wykładziną
korytarz.
Wzięłam głęboki oddech.
Kiedy go wypuściłam, postawiłam
bezszelestnie na dywanie jedną stopę idealnie obutą w czółenko bez pięty na
wysokim obcasie. Skręciłam w prawo i przeszłam dziesięć kroków (liczyłam) do
drzwi.
Na drzwiach znajdowała się mosiężna
tabliczka z napisem „Nightingale Investigations.”
Zanim zdążyłam stchórzyć,
przekręciłam elegancką gałkę i pchnęłam drzwi.
Wiedziałem, że nie spadną żadne
balony ani nie będą płynąć serpentyny przyjaźnie witające moje przybycie, ale
nie spodziewałem się intensywności powitalnego komitetu.
Albo, można powiedzieć, nieprzyjaznego komitet.
Shirleen Jackson siedziała za
lśniącym, wypolerowanym blatem recepcji. Stali przed nim Stella Gunn i Kai
Mason.
Znałam Shirleen i wiedziałam, że zna
mojego ojca, a ponadto podejrzewałam, że wykonała radosny taniec, kiedy dostał
piętnaście lat więzienia. Dlatego spodziewałam się, że jej twarz zmieni się w
kamień, kiedy mnie zobaczy (i tak się stało).
Znałam Stellę Gunn i Kai’a Masona,
ponieważ byli sławni.
Ich romans rozgrywał się w gazetach i
lokalnych wiadomościach, a ja oglądałam go z gorącą fascynacją razem z resztą
Denver.
Wszyscy spojrzeli na mnie, nikt się
nie uśmiechnął.
Przeszłam przez drzwi, które zamknęły
się za mną, więc mogłam zobaczyć resztę pokoju.
Luke Stark opierał się o biurko, a
jego głowa podniosła się, studiując szarą teczkę. Kiedy mnie zobaczył, jego
twarz stała się pusta, a oczy stały się zimne.
Powstrzymałam się od przełknięcia i,
jak zwykle (jako że miałam mnóstwo praktyki), szłam do biurka z wyprostowanym kręgosłupem,
podbródkiem do góry, jedną stopą przed drugą (jak nauczyłam się na zajęciach z manier).
„Dzień dobry, jestem Sadie Townsend.
Mam spotkanie z Liamem Nightingalem” - powiedziałam do Shirleen.
Shirleen spojrzała na mnie od stóp do
głów, jej płowe oczy zastygły, a ja znałam jej myśli. Przez dwadzieścia
dziewięć lat ludzie patrzyli na mnie jak Shirleen i dochodzili do jednego z
trzech wniosków.
Pierwszy: byłam rozpuszczoną,
zepsutą, bogatą córeczką tatusia i niewartą czasu.
Albo drugi: byłam córką
niebezpiecznego barona narkotykowego i przez to byłam jedną ze stowarzyszenia
szumowin ziemi.
Albo trzeci: byłam córką
niebezpiecznego, ale potężnego i bogatego człowieka i może istnieć jakiś
sposób, by wykorzystać mnie, by dostać to, czego chcieli.
Uznałam, że wniosek Shirleen jest z
pierwszej kategorii.
Spojrzałam na Luke’a Starka i po jego
ciągle arktycznym spojrzeniu wiedziałam, że był mieszaniną pierwszego i drugiego.
Nawet nie spojrzałam na Stellę Gunn i
Kai Masona.
„Posadź swoją wymyślną dupę. Lee
będzie z tobą za minutę” - powiedziała Shirleen i moje oczy powróciły do niej.
Byłam trochę zaskoczona, że była w
oczywisty sposób niegrzeczna, ale pozwoliłam, by odbiło się to ode mnie, jakbym
miała na sobie zbroję. Bolało, jak zawsze, ale niech mnie diabli, jeśli pozwolę
to po sobie pokazać.
Więc tego nie zrobiłam.
Byłam w tym dobra. W tym też miałam mnóstwo
praktyki.
Odwróciłam się na pięcie, plecy nadal
proste, podbródek wciąż uniesiony, sprawiając wrażenie, że odprawiam ją i
wszystkich obecnych w pokoju tak, jakbym mogła.
To był kolejny mechanizm obronny, z
którym miałam mnóstwo praktyki.
Usiadłam na skórzanej kanapie i
skrzyżowałam kostki, dając do zrozumienia, że świat mnie nie obchodzi.
Zwiększyłam to, od niechcenia podciągając kremową spódnicę do kolan i
przyglądając się mojemu manicure, jakby był całkowicie fascynujący.
Miałam na paznokciach blady róż,
manicure był idealny, tak jak powinien; ukończono go dopiero dwie godziny temu.
Nosiłam się modnie od stóp do głów.
Moje włosy nie były farbowane, były
naturalnie ultralekko, złoto kremowo truskawkowo blond, a także miały tę dziwną
mieszankę naturalnych miękkich loków połączonych obficie z falami. Nosiłam go
długo i na plecach.
Dzisiaj miałam przód ściągnięty
drogim klipsem z tyłu tak, że spadały na moje ramiona i plecy. Cięcie, choć nie
farbowanie, kosztowało trzysta dolarów.
Miałam na sobie kremową, wąską
ołówkową spódnicę, która sięgała do kolan i miała plisowaną wstawkę z tyłu.
Miałam też na sobie małą bluzkę z krótkimi rękawami, jasnoróżową (pasującą do
moich paznokci) z dziesiątkami różowych zakładek przy rękawach, zakończoną
kremową, satynową tasiemką. Bluzka miała kwadratowy dekolt i była dopasowana
tak, jakby była dla mnie wykonana. Moje pantofle na smukłym, ośmiocentymetrowym
obcasie, za które można było umrzeć, były niezwykle eleganckie. Położyłam
jasnoróżową kopertówkę na kolanie i przeniosłam wzrok z wystudiowaną fascynacją
na moje buty.
Drzwi się otworzyły i spojrzałam na
nie od moich stóp. Weszły Indy Nightingale i jej szwagierka Ally Nightingale.
Widziałam zdjęcie Indy Savage i Liama Nightingale w kolumnie ślubnej. Była
wspaniałą rudowłosą; był niezwykle przystojnym, ciemnowłosym mężczyzną. Byli
piękną parą i, jeśli ich zdjęcie mówiło wszystko, bardzo szczęśliwi.
Znałam Ally z niezbyt szczęśliwego
starcia z Daisy kilka miesięcy temu. Daisy Sloan przyjaźniła się z klanem
Nightingale’ów i kiedyś była moją przyjaciółką.
Cóż, prawie była.
To nie było dokładnie starcie.
Widziałam Daisy, oczy Daisy zmieniły się w spodki, kiedy mnie zobaczyła,
szepnęła coś do ucha Ally, oczy Ally spoczęły na mnie i zrobiły się twarde.
To było to. Nie było to starcie, ale
też nie przyjemne.
Teraz Indy i Ally śmiały się z
czegoś, ale kiedy ich oczy przeniosły się w kierunku Shirleen, zobaczyli coś w
jej wyrazie twarzy, a potem podeszły do mnie i ich śmiech ucichł.
„Cholera, zapomniałam, czy to środa?”
- powiedział do Ally.
Oczy Ally stały się lodowate, gdy
spoczęły na mnie – „Tak” - odpowiedziała.
Nie wiedziałam dokładnie, dlaczego
Luke, Shirleen, Indy i Ally (i domyśliłam się, że Kai i Stella, chociaż nie byłam
tego pewna) nienawidzili mnie, ale podejrzewałam, że albo dlatego, że Daisy
mnie nienawidziła, albo dlatego, że podejrzewali, że nienawidzę Hectora Chaveza.
Plotka głosiła, że byli zgraną grupą. W artykułach o Stelli i Kai’u gazety pisały
o tym, co się działo ze sławnymi Rockowymi Laskami z Księgarni Fortnum na
spółkę z Facetami Nightingale’a z Nightingale Investigations. Byli znani z
tego, że byli szaleni, zabawni i chętni do poświęcenia życia za siebie na
wzajem.
Chociaż jakaś część mnie była
zazdrosna jak diabli, cieszyłam się, że Daisy to miała. Daisy była dobrą osobą,
zasłużyła na to.
Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie miałam
przyjaciela, ani prawdziwego, prawdziwego przyjaciela od dwudziestu dziewięciu
lat. Było mi siebie żal z tego powodu. Ale potem zdałam sobie sprawę, że to
tylko moje życie i, jak ze wszystkim innym, nauczyłam się z nim żyć. Albo
ludzie mi nie ufali, nie ufali mojemu tacie i nie zostawali w pobliżu albo mnie
wykorzystali. Dawno temu nauczyłam się, jak je zamykać, zanim zdążą wyrwać mi
serce, rozerwać je na strzępy, nadepnąć, trochę kopnąć, a potem splunąć.
Kiedy to się działo, zaufaj mi, nie
było zabawne, bolało, obciążało, więc zatrzymywałam to, zanim się zaczęło i nie
pozwoliłam nikomu się zbliżyć.
Nikomu.
Nigdy.
Tak było do Daisy. Ale to nie wyszło.
Kiedy Daisy pojawiła się na scenie
towarzyskiej w Denver, myślałam, że jest asem.
Nie była krucha i fałszywa, jak
wszyscy inni znajomi mojego ojca (a więc i moi). Wyglądała jak Dolly Parton.
Ubrała się jak Dolly Parton. Miała głos z wiejskim akcentem. Miała niesamowicie
fajny chichot, który brzmiał jak dzwoneczki bożonarodzeniowe.
I była prawdziwa. I ona też mnie lubiła.
Ale Nanette Hardy rozrywała ją na
strzępy na przyjęciu w ogrodzie Moniki Henrique kilka lat temu, naprawdę jeżdżąc
po Daisy tak, jak mogła to zrobić tylko złośliwa, kocica Nanette. Monica
chichotała, a ja siedziałam cicho i czekałem na swoją szansę na dobry temat.
Moim wybranym tematem było to, że mąż Nanette był kontuzjowany (dosłownie)
przez chłopca od basenu, o którym tylko Nanette nie wiedziała, wszyscy inni
wiedzieli o tym wszystko i śmiali się za jej plecami, gdy twarz Moniki zbladła
i patrzyła mi przez ramię.
Nanette przestała mówić, a ja
spojrzałam za siebie. Była tam Daisy. Zobaczyłam ból w jej oczach, zanim
spojrzała na mnie, jakbym była gnidą.
Potem odeszła.
Wiedziałam dlaczego. Byłam dla niej
miła; Miałam nadzieję, że zostanie moją przyjaciółką. Myślała, że obmawiam ją
za jej plecami, a to było gorsze niż to, co robiły Nanette i Monica. Wszyscy
wiedzieli, że Nanette i Monica to suki, tego oczekiwano.
Kilka razy dzwoniłam do Daisy i
dwukrotnie poszłam do jej domu. Nie chciała mnie zobaczyć, a przynajmniej tak
powiedział jej mąż, zawracając mnie od drzwi.
W końcu jej mąż Marcus przyjechał
odwiedzić mojego ojca. Mój ojciec powiedział mi, że pod żadnym pozorem nie mam
próbować ponownie komunikować się z Daisy Sloan. Wyjaśnił, że to kluczowe, to
obowiązek, sprawa. Podsumowując, Marcus był potężnym człowiekiem, prawie tak
potężnym jak mój ojciec i mój ojciec nie mógł mieć Marcusa za wroga, więc
musiałam się wycofać.
Jako posłuszna córka nie próbowałam
ponownie skontaktować się z Daisy.
Nie winiłam jej za to, że tak pomyślała
o mnie, chociaż chciałabym mieć szansę wyjaśnienia. Chociaż nie winiłam jej, to
i tak bolało.
Nigdy więcej nie rozmawiałam z
Nanette ani Monicą. Cóż, to znaczy, nigdy więcej z nimi nie rozmawiałam po
„incydencie” kilka tygodni później, kiedy wyszłam z mężem Nanette na przyjęciu
w galerii sztuki, a on skorzystał z okazji, aby powiedzieć, że jest gejem,
rozwiódł się z nią i był teraz mieszka w Miami ze swoim chłopakiem Pedro, ale
skąd miałam wiedzieć, że to wszystko się wydarzy?
Nanette i Monica były „przyjaciółkami”
od lat. Nie tęskniłam za nimi.
Daisy była przyjaciółką przez kilka
miesięcy. Tęskniłam za nią.
„Czy jest tu Hector?” - Ally zapytała
Shirleen, a ja po prostu powstrzymałam się od ssania ust. Zamiast tego
spojrzałam na pluszowy dywan w biurze.
„Ally” - To był męski głęboki głos, domyśliłam się, że to
Luke Stark, bo dobiegał z jego strony. W jego głosie brzmiało ostrzeżenie.
„Po prostu pytam” - powiedziała Ally.
Odniosłam wrażenie, że ta wymiana
zdań również odbiła się od mojej zbroi, ale żołądek ścisnął mi się.
Boże, miałam nadzieję, że Hectora tam
nie ma. To byłoby okropne.
Wiedziałam, że jest szansa, że wpadnę
na niego teraz, gdy pracował dla Nightingale, ale miałam nadzieję, że był
zajęty prywatnymi śledztwami, wałęsaniem się po mieście, sprowadzaniem sprawców
i robiąc zdjęcia oszukującym mężom na gorącym uczynku i wszystkim innym co
zrobili prywatni detektywi.
Chociaż Hector dla nich pracował,
wybrałam Nightingale Investigations, ponieważ byli najlepsi. Lepsi niż najlepsi.
Mój ojciec powiedział, że Lee mógłby przenieść swoją działalność do Nowego
Jorku lub Los Angeles i zająć tamtejszy rynek śledztwami, ochroną i polowaniem
na nagrody, był taki dobry.
Mój ojciec nauczył mnie zawsze, ale
zawsze wybierać to, co najlepsze.
„Jest tu w porządku” - odpowiedziała
Shirleen na pytanie Ally i chociaż poczułam, że moje serce bije szybciej,
pozwoliłam sobie unieść brodę i spokojnie i chłodno spojrzeć na Shirleen.
Była ładna, w średnim wieku i dobrze
sobie radziła. Miała piękną mokrą skórę i największe afro, jakie kiedykolwiek
widziałam, ale pasowało do niej idealnie. Miała wspaniałe oczy.
Wiedziałam, że kiedyś była
konkurencją dla mojego ojca na scenie narkotykowej, ale wycofała się i wyszła
na prostą. Podziwiałam ją za to. To musiało wymagać mnóstwa odwagi i wiele o
niej mówiło. Mimo to nie powstrzymało mnie to od patrzenia na nią. Moje chłodne
niebieskie oczy spotkały się z jej arktycznymi, płowymi oczami. Spojrzałyśmy na
siebie i chociaż była bardzo przerażająca, wygrałam.
Z drugiej strony zawsze wygrywałem.
Byłem dobry w patrzeniu w dół. Mogłem wytrzymać chłodne, spokojne, niewzruszone
spojrzenie godzinami. To było coś innego, w czym miałam mnóstwo praktyki.
Kiedy odwróciła wzrok, skierowałam
spokojne spojrzenie na Ally, a potem na Indy. Miały charakterki (dobrego
rodzaju), mogłam to zobaczyć i wyczuć. Niezależnie od tego, one też nie mogły
się ze mną równać i obie odwróciły wzrok, zanim to ja zrobiłam.
Wiedziałam, że nie zaprzyjaźniam się
i nie zdobywam lojalności. O to właśnie chodziło. Ci ludzie nigdy nie
chcieliby, żebym była ich przyjaciółką.
Ponownie spojrzałam na swój palec u
nogi i pomyślałam o Hektorze.
Kiedy poznałam Hectora, był mężczyzną
w armii mojego ojca. Mój ojciec bardzo go lubił. Mój ojciec powiedział mi, że
Hector przypominał mu… cóż, jego. Mądry. Ostry. Dobry instynkt. Wierny.
Wykwalifikowany. Głodny, ale w dobry sposób, ambitny.
Mój ojciec miał o sobie wysokie
mniemanie.
Hector był jednym z nielicznych
ludzi, którym mój ojciec całkowicie ufał i szanował go.
To był błąd.
Nie wiedzieliśmy, że Hector był
również tajnym agentem DEA. W rzeczywistości tajnym agentem DEA, który obalił
imperium mojego ojca.
Ani Hector, ani mój ojciec nie
wiedzieli, że mu pomogłam.
Federalni zabrali wszystko, dom
mojego ojca, jego samochody, jego mieszkanie w Boca, jego meble. Zamrozili jego
konta bankowe. Próbowali nawet zdobyć mój fundusz powierniczy, ale ponieważ
został założony dla mnie przez moją babcię, zanim mój ojciec został królem
narkotyków, nie mogli go dotknąć.
Cieszyłam się, że zabrali wszystkie
rzeczy mojego ojca, były tandetne i ostentacyjne. Mój ojciec był niczym, nikim
i ożenił się z bogatą dziewczyną. Wyszedł z niczego na trudną, brudną,
nikczemną drogę i udowodnił swoją wartość rodzinie mojej matki, światu, stając
się bogatym, potężnym i bardzo, bardzo przerażającym. Doprowadził moją matkę do
tego, że nas opuściła, tak był przerażający. Zostawiła mnie. Zostawiła wszystko
za sobą. Nawet nie wzięła walizki.
Po prostu zniknęła. Puf. Odeszła.
I nigdy się nie obejrzała. Ani razu.
Miałam jedenaście lat.
Nie rozwodziłam się nad tym. Wiele
straciłam do tego czasu, wielu przyjaciół, wielu służących, z którymi próbowałam
się zaprzyjaźnić (błąd, którego nauczyłam się wcześnie, aby tego nie robić
ponownie), moi dziadkowie nie żyli. Utrata mojej matki była kolejną z długiej
serii strat. Do tego też byłam przyzwyczajona i to mnie nie zszokowało. Albo,
powinnam powiedzieć, to mnie speszyło (prawdę mówiąc, zniszczyło mnie), po
prostu nigdy tego nie pokazałam.
Hector był kimś innym.
Od razu wiedziałam, że nie był tym,
za kogo chciał, żebyśmy go mieli. Nie jestem super detektywem ani nic. Po
prostu jak spędzasz wystarczająco dużo czasu ze złymi ludźmi, rozpoznajesz ich,
kiedy ich widzisz.
Również znasz tych dobrych.
Coś w nim było. Coś w tym, jak się
trzymał, jak wyglądał, jak na mnie patrzył.
Boże, był piękny. Po prostu
najprzystojniejszy mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam w całym moim
życiu. To coś mówiło. Mój ojciec otaczał się wysportowanymi, wysportowanymi,
przystojnymi mężczyznami; jego osobista armia została zwerbowana specjalnie do
refleksji nad nim.
Hector kategorycznie odmówił
przeróbki, której mój ojciec zwykle wymagał od chłopców z ulicy, w której
przerabiał przestępców na dżentelmenów. Mój ojciec też to szanował.
Hector był Amerykaninem pochodzenia
meksykańskiego. Wyglądał szorstko i był po prostu twardy. Po jednym spojrzeniu
wiedziałeś, że z nim się nie zadziera. Miał gęste, czarne, falujące włosy,
czarne oczy, długie nogi, szerokie ramiona i szczupłe, niesamowite ciało. Wiedział,
kim jest i czego chce, i miał pewność siebie, która była nierealna.
Trudno było to opisać, ale po prostu
był magnetyczny.
Nigdy nie dał do zrozumienia, że jest
tym, kim jest. Właściwie myślałam, że to policjant, a nie agent DEA. Mimo to
zrobiłam, co mogłam.
To nie było dużo. Powiedziałabym
tylko, że zostawiłam klucze mojego ojca leżące w na wierzchu, kiedy wiedziałam,
że będzie poza domem na chwilę, ale Hector będzie w pobliżu. Potem zauważyłam,
że klucze zniknęły na godzinę, a potem wróciły tam, gdzie były wcześniej. Potem
wchodziłam do tajnego sejfu mojego ojca (dał mi kod), wyjmowałam akta lub
książki i wkładałam je do zamkniętych szuflad i szafek, do których Hector miał
klucze. Kładłam je bezpośrednio na górze (co oszczędza czas).
Czekałam, a potem wróciłam i położyłam
je tam, gdzie powinny być.
Gdy kiedyś usłyszałam coś, co
uważałam za przydatne, zostawiłam nawet notatkę w tym, co uważałam za „Naszą Szufladę”.
Kiedy wróciłam, już jej tam nie było i wiedziałam, że mój ojciec tego nie wziął,
bo grał w golfa.
Notatka była trochę głupia, nie
wspominając o igraniu z ogniem. Mój ojciec mógł znaleźć tę notatkę. Nie
podejrzewałby mnie (wypisałam to na komputerze). Wiedział, że nigdy, przenigdy
nie zrobię mu czegoś takiego. Ale przeszedłby przez swoją siłę roboczą i ktoś
byłby winny.
Nawiasem mówiąc, nigdy więcej tego
nie zrobiłam.
W międzyczasie próbowałem okazywać
Hectorowi oziębłość. Naprawdę, szczerze. Przez miesiące byłam tym, kogo znali
wszyscy mężczyźni mojego ojca, wszyscy chłopcy z towarzystwa i wszyscy koledzy
mojego ojca i nazywali mnie „Lodową Księżniczką”.
Nie, nie było to oryginalne, ale było
skuteczne.
Byłam Czystym Lodem dla Hectora, tak
jak dla wszystkich innych.
Potem, pewnej nocy, stopiłam się.
Winiłam Krople Cytryny.
Wyszłam i wypiłam o wiele za dużo Cytrynowych
Kropli. Smakowały jak cukierki. Zapomniałam, że mają w sobie tyle wódki.
Kiedy wróciłam do domu po wieczorze z
„dziewczynami” (moimi pół koleżankami lub przynajmniej kobietami, z którymi mój
ojciec chciał, żebym się spotykała, to znaczyło, że były to kobiety, które
poprawiały jego reputację - co mogę powiedzieć, wszyscy wokół mój ojciec mieli
pracę, a to była moja), byłam pijana.
Usłyszałam hałas dochodzący z
gabinetu mojego ojca. Było późno i w domu było ciemno, ale nie było to dziwne.
Mój ojciec pracował w dziwnych godzinach. Więc pomyślałam, że to mój ojciec był
w gabinecie.
Poszłam powiedzieć mu dobranoc, jak
zrobiłaby każda dobra, obowiązkowa córka.
Bycie posłuszną córką było kolejnym z
moich zajęć i wykonywałam to zarówno publicznie, jak i prywatnie. Nie miałam
odwagi stanąć po złej stronie ojca, nawet za zamkniętymi drzwiami. Wiedziałam,
do czego był zdolny, moja matka nie odeszła bez powodu, zaufaj mi.
Ale to Hector był w gabinecie mojego
ojca. Patrząc wstecz, prawdopodobnie był tam z powodów, na które mój ojciec by
się nachmurzył, zmarszczył brwi tak bardzo, że nakazałby zabicie Hectora. Bez
żartów, co powiedziałam o złej stronie mojego ojca? Byłam bardzo poważna.
Byłam zbyt pijana, żeby dwa razy
pomyśleć o tym, co robię. Nie wspominając już o tym, że podobało mi się, że
jestem w połowie zakochana w Hektorze (w bardzo, bardzo odległych miejscach, w
jedynym miejscu, w którym uwalniałam moje prawdziwe myśli).
Ponieważ byłam nawalona, sam tył
mojego umysłu znajdował się na pierwszym planie przez jedną błyszczącą chwilę.
To pozwoliło mi zrobić coś, co rzadko, rzadko robiłam.
Działałam pod wpływem impulsu.
Rzuciłam się na niego.
Hector mnie złapał.
Nawet się nie zawahał. Byłam na nim,
on był na mnie.
Od miesięcy wymienialiśmy się
wyłącznie cywilizowanymi uprzejmościami i tamtej nocy, w gabinecie mojego ojca,
szliśmy na siebie jak zwierzęta w rui.
Myślę, że poszło tak:
Ja (z przechyloną głową i głupim
uśmiechem, cały czas niepewnie idąc w jego stronę): „Cześć”.
Hector (z przechyloną głową i małym
uśmiechem bawiącym się na jego fantastycznych ustach, gdy patrzył, jak
niepewnie idę w jego stronę): „Wszystko w porządku?”
Ja: „Będzie, kiedy mnie pocałujesz”.
O Boże, na samą myśl o tym wzdrygam
się, ale z drugiej strony zadziałało.
To było to. Dotarłam do niego i
obejmowałam jego szyję ramionami, kiedy mówiłam, żeby mnie pocałował.
Przycisnęłam swoje ciało do jego, a on mnie pocałował.
To było fantastyczne. Było tak gorące,
że nie mogłam uwierzyć, że nie stopiłam się na miejscu. Dobrze radził sobie z
rękami, językiem, ustami, a nawet zębami.
Prawie równie dobre było to, że wydawał
się uważać, że ja też jestem dobra w tych sprawach.
Po jakimś czasie przycisnął mnie do
ściany, spódnicę miałam podciągniętą dookoła bioder, a jego dłoń w majtkach
obejmowała mnie z tyłu. Jego drugie ramię było mocno owinięte wokół mojej
talii. Obie przyciągały mnie mocno, przyciskając mnie blisko jego twardych
bioder. Jego usta były na mojej szyi, moje na jego, moje ręce w jego
podkoszulku biegały po gorącej skórze jego pleców.
Nie sądziłam, że jest tandetny (mój
ojciec pomyślałby, że jest tandetny). Nic nie pomyślałam. Nic nie mogłam
myśleć. Cały mój umysł był skoncentrowany na Hectorze, na tym, co mi robił i jak
bardzo mi się to podobało.
Wtedy Hector odezwał się niskim, ochrypłym
dudnieniem na mojej szyi – „Czekałem miesiące na to, żebyś nabrała nastroju do
poszlajania się.”
To było tak, jakby ktoś wepchnął mnie
do wanny wypełnionej lodem. Myślał, że jestem tylko dziwką z towarzystwa, która
chce szybkiego, pijackiego pieprzenia z wynajętą pomocą.
Nie wiedziałam, czego się spodziewałam.
Ale z jakiegoś powodu, z jakiegoś niesamowicie szalonego powodu, oczekiwałam od
niego więcej. Fakt, że mi tego nie dał, przeciął mnie jak ostrze.
Położyłam ręce na jego ramionach i
odepchnęłam go. Gapiłam się na niego, wpatrując się z Odczuwalnym Czynnikiem
Ochładzania Sub-Zero, kiedy spokojnie ściągałam spódnicę. Przy tym wkładałam
cały wysiłek w odejście bez upadku na pijaną twarz. To zabiłoby każdą szansę na
genialne wyjście, a w tym momencie naprawdę musiałam zrobić genialne wyjście.
Ku mojemu zaskoczeniu, zanim zdążyłam
zrobić trzy kroki, silne palce owinęły się wokół mojego ramienia i szarpnięto
mnie, by stanąć twarzą w twarz z Hectorem.
„Dokąd idziesz?” - zapytał, jego
włosy były seksowne i niechlujne (ponieważ zostały potargane w ten sposób przez
moje ręce), a jego czarne oczy błyszczały niebezpiecznie, mimo że wciąż były na
mnie gorące. Spojrzałam na jego rękę, a potem z powrotem w jego oczy, moje serce
biło dziko, ale zignorowałam to (też miałam w tym mnóstwo praktyki).
„Zabierz rękę ze mnie” - mój głos był
czystym lodem.
Pozwolił mi odejść natychmiast.
Gapiłam się na niego i nie wiedziałam dlaczego.
Nie, jeśli miałam być szczera,
wiedziałam dlaczego. Chciałam coś powiedzieć. Chciałam wyjaśnić. Chciałam, żeby
wiedział, że to, kogo widział, to nie byłam ja. Chciałam, żeby wiedział, że to
wszystko było pokazem, tylko grą, wszystko dlatego, że bałam się własnego,
pieprzonego ojca. Wszystko dlatego, że bałam się pozwolić komukolwiek zbliżyć,
żeby nie mieli szansy skrzywdzić mnie. Że naprawdę byłam kimś innym. Nie
wiedziałam kim, ale pomyślałam, że może kimś miłym. Może byłaby zabawna, gdyby
miała szansę. Może mogłaby być interesująca. Może mogłaby się śmiać od czasu do
czasu. Może gdyby ktoś pomógł jej być wolną, może byłaby kimś wartym czegoś.
Bardziej niż komukolwiek, kogo
kiedykolwiek spotkałam (poza Daisy), chciałam powiedzieć to Hectorowi
Chavezowi. Nie wiedziałam dlaczego, po prostu to zrobiłam.
Kiedy próbowałam znaleźć sposób na
wyjaśnienie, przemówił - „Myślałem, że jesteś wieloma rzeczami, ale nie
sądziłem, że jesteś flirciarą.”
Sposób, w jaki to powiedział,
powiedział mi, że rzeczy, o których myślał, że jestem, są tylko trochę lepsze
niż bycie flirciarą. Odwróciłam się i odeszłam.
Sześć miesięcy później siedziałam za
stołem obronnym mojego ojca i obserwowałam, jak Hector wyczyszczony i ubrany w
garnitur (a przy okazji wyglądał dobrze) zeznawał przeciwko mojemu ojcu. Nie
tylko patrzyłam, jak zeznaje Hector, nie mogłam oderwać od niego wzroku.
Hector nawet na mnie nie spojrzał.
Nie miał pojęcia, że nie było mnie
tam jako kochającej córki zapewniającej moralne wsparcie swojemu krnąbrnemu
ojcu, którą udawałam, że jestem. Nie, byłam tam, aby upewnić się, że mój ojciec
upadł. Chciałam być pewna, żebym wreszcie mogła wreszcie być wolna. Że nie
wzięłam życia we własne ręce, przekazując Hectorowi informacje o moim ojcu na próżno.
Nie miałam pojęcia, że nie będę wolna.
Nie miałam pojęcia, że wody, w których się urodziłam, w których radośnie i
nieświadomie brnąc dorastałam i ostrożnie stąpałam jako dorosła, były o wiele
bardziej niebezpieczne bez ingerencji mojego ojca.
Nie mam pojęcia.
„Lee teraz cię zobaczy” - powiedziała
Shirleen i podniosłam głowę.
Tak utknęłam we wspomnieniach o Hectorze,
że nawet nie zauważyłam, że pokój się opróżnił; pozostałyśmy tylko ja i
Shirleen. Nawet nie zauważyłam, że telefon zadzwonił; odkładała go z powrotem na
widełki i unikała mojego wzroku. Wstałam i zawahałam się, czekając, aż
podejdzie do biurka i pokaże mi drogę do Nightingale’a. Przez chwilę pomyślałam,
że mogłabym jej powiedzieć coś miłego. Powiedzieć jej, że ma ładne oczy albo…
coś.
Pokazać jej, że nie byłam Lodową
Księżniczką, sprawić, by mnie
zobaczyła.
Zaczęła się pakować, wrzucać lakier
do paznokci, telefon komórkowy i inne rzeczy do swojej dużej (naprawdę fajnej,
pomyślałam, ale nigdy nie miałabym odwagi tego powiedzieć) torby Louis Vuitton.
Dlatego nie zamierzała eskortować mnie do „Lee”.
Nie patrząc na mnie, powiedziała -
„Przez drzwi, wpuszczę cię do środka. Jego biuro jest pierwsze po prawej stronie.
Zapukaj przed wejściem.”
Proszę bardzo. Straciłam szansę bycia
miłą. Niech tak będzie. Przeszłam przez pokój do wewnętrznych drzwi. Brzęczała,
kiedy wzięłam kolejny głęboki oddech, otworzyłam go i przeszłam.
*****
„Co mogę dla pani zrobić, pani
Townsend?” - zapytał mnie Liam Nightingale.
Starałam się nie hiperwentylować. Miałam
się spotkać z Nightingalem. Tylko Liamem Nightingalem. Weszłam do pokoju, a
Hector tam był, siedząc w kowbojskich butach z boku biurka, z jedną nogą
uniesioną, zwisającą, jedną nogą wyprostowaną stopą na podłodze. Jeden jego
widok i prawie zemdlałam (nie żartuję). Dzięki Bogu, mnóstwo praktyki uratowało
mnie przed zrobieniem tego.
Weszłam do biura i spróbowałam
pomyśleć o jakiejś lekcji, której nauczył mnie mój ojciec na temat motywacji.
Mój jedyny wniosek był taki, że Nightingale mówił mi, na czym polega jego
lojalność. Gdybym miała jakiś dziki plan zemsty na Hectorze do wprowadzenia w
życie, Nightingale nie brałby w tym udziału. Nie będzie żadnych tajemnic ani
niczego za zamkniętymi drzwiami. Hector miał być zaangażowany i miał usłyszeć
to, co mam do powiedzenia, ale nie miałam wyboru.
Dużo mnie to kosztowało, ale spojrzałam
na Hectora i lekko uniosłam podbródek. W tym momencie jego oczy pociemniały i
wiedziałam, że gdyby mógł, wykrzywiłby usta z obrzydzeniem. Miałam też mnóstwo
praktyki w ignorowaniu tego rodzaju odpowiedzi. Uścisnęłam dłoń Nightingale’a,
powiedział mi, żebym nazywał go Lee, powiedziałam mu, żeby nazywał mnie Sadie,
potem usiadłam przed jego biurkiem, a on usiadł za nim.
Potem zapytał, co może dla mnie
zrobić „Pani Townsend ”, mimo że powiedziałam mu, żeby nazywał mnie Sadie.
Mój ojciec wiele by w tym czytał i ja
też.
Lee mówił mi, że to formalna umowa.
Bardzo formalna.
Nienawidziłam, gdy nazywano mnie „Pani
Townsend ”, głównie dlatego, że prawdziwe nazwisko mojego ojca brzmiało „Tuttle”.
Nie było to świetne imię, ale było prawdziwe i nie brzmiało jak jakieś głupie,
wymyślone imię bohatera romansu. Ale także dlatego, że nigdy nie czułam się jak
„Pani Townsend”. Ludzie tak mnie nazywali, odkąd miałam sześć lat (głównie
służący, lokaje i poplecznicy).
Czułam się, jakbym była Sadie. Nie
miałam pojęcia, kim była Sadie, ale Sadie brzmiała dla mnie jak ktoś, kogo
chciałbyś znać.
Pani Townsend brzmiała jak ktoś, kogo
chciałeś uniknąć.
„Chciałabym zatrudnić twoją agencję”
- powiedziałam Lee, próbując zignorować fakt, że Hector wciąż siedział cicho na
boku biurka Lee. Patrzył na mnie, widziałam go peryferyjnym polem widzenia, ale
też czułam na sobie jego wzrok. To może zabrzmieć głupio, ale to była prawda.
„Dlaczego potrzebujesz usług agencji
detektywistycznej?” - zapytał Lee.
„Nie potrzebuję usług agencji detektywistycznej.
Potrzebuję bezpieczeństwa. Potrzebuję ochroniarza” - odpowiedziałam.
Atmosfera w pokoju się zmieniła. Od
chwili, gdy weszłam, było jeszcze mniej przyjemnie niż w recepcji, głównie
dlatego, że był tam Hector. Teraz poszło dziwnie… elektrycznie.
„Dlaczego potrzebujesz ochroniarza?”
- zapytał Lee.
„Nie jestem bezpieczna” -
odpowiedziałam.
„Dlaczego nie jesteś bezpieczna?” Lee
wytrwał.
No cholera.
Gdyby to był tylko Lee, nadal miałabym
problem z wyjaśnieniem tego. W żaden sposób nie mogłam tego wyjaśnić przy
Hektorze. Jak to miałam powiedzieć, nie brzmiąc tak, jakbym myślała, że jestem
końcem wszystkiego, co jest pięknem, wdziękiem i wszystkim, co kobiece?
Nie mogłam dokładnie powiedzieć - „No
cóż, Lee, wiesz… kiedy przestępca upada, niestety przestępstwo nie znika.
Zamiast tego toczy się wojna o to, kto zostanie nowym królem. Na razie Ricky
Balducci wygrał tę wojnę. A Ricky Balducci jest wariatem. A teraz jego trzej
bracia i on zamierzają odegrać swoją wersję sztuki szekspirowskiej, robiąc
wszystko, co w ich mocy, by zburzyć się nawzajem w celu zdobycia tronu. W jakiś
sposób, będąc księżniczką zmarłego króla, wpadam w ten bałagan, ponieważ Ricky
nie jest jedynym bratem Balducci, który jest wariatem. Wszyscy są wariatami. I
mają w głowach, że jedyny prawdziwy król będzie miał mnie u swego boku i nie
zatrzymają się przed niczym, niczym, by wziąć mnie do siebie. Nie mam rodziny,
nie mam przyjaciół, nie mam nikogo oprócz mnie, kto ochroniłby mnie przed
czterema szalonymi braćmi i jestem absolutnie, całkowicie, całkowicie
przerażona.”
Zamiast tego powiedziałam - „Nie
wiem, jak to wyjaśnić…” - To była prawda, jak widać, ciężko było to wyjaśnić -
„Po prostu nie czuję się bezpiecznie”.
„Będziesz musiała dać mi coś więcej
do kontynuowania, pani Townsend” - powiedział do mnie Lee.
Moje dłonie zacisnęły się w pięści na
kolanach tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w dłonie dość boleśnie. To była
jedyna reakcja, jaką pokazałam na możliwość, że nie idzie to zbyt dobrze.
Wiedziałam, że Lee nie widział moich rąk, ale nie wiedziałam, że Hector mógł.
„Podwoję twoją opłatę” - Jak
powiedziałby mój ojciec, jeśli napotkasz opór, spróbuj najpierw wrzucić w to
pieniądze.
„Podwojenie mojej opłaty nie
zmniejszy liczby moich spraw” - odpowiedział Lee.
O mój. To nie była dobra wiadomość.
Lee otworzył szufladę, przejrzał ją i
wyjął kartę.
„Nie przyjmuję teraz żadnych nowych
klientów. Gdyby to była pilna sytuacja, rozważalibyśmy to. Ponieważ to tylko
przeczucie, przepraszam, ale będę musiał skierować cię do Dicka Andersona.”
Wstał i obszedł biurko. Gapiłam się
na niego ponownie, koncentrując się na powstrzymaniu hiperwentylacji.
Nie mógł odmówić. Był najlepszy w
branży. Wszyscy wiedzieli o nim i Facetach Nightingale’a. Oni mogli zapewnić mi
bezpieczeństwo.
Nie znałam Dicka Andersona. Dick
Anderson brzmiał jak imię prywatnego detektywa z telewizji. Nie chciałem
mądrego prywatnego oka z telewizji, który nosił hawajskie koszule lub zapomniał
się ogolić. Chciałam przerażających, ale przystojnych Facetów Nightingale’a,
którzy włożyliby w ciebie bojaźń Bożą, po prostu łamiąc sobie knykcie.
Stałam, gdy Lee dotarł do mojego fotela.
„Lee, proszę, zastanów się ponownie”
- powiedziałam, patrząc na niego, używając jego imienia, próbując usunąć z tego
formalność, zastanawiając się, jak mogłabym to wyjaśnić, nie brzmiąc jak kretynka
lub zarozumiała mała bogata suka tatusia.
Znowu był super wysoki, ponieważ
miałam 165 centymetrów, to nawet ośmiocentymetrowe obcasy nie zmieniały faktu, że
większość mężczyzn była wyższa ode mnie.
„Przykro mi pani Townsend” -
powiedział Lee.
Wtedy to straciłam, straciłam
kontrolę na krótką chwilę, ponieważ, naprawdę, nie żartując, bracia Balducci przerażali
mnie. Wiedziałam, że coś się wydarzy, wiedziałam o tym. Pochyliłam się trochę
do przodu i nie mogłam powstrzymać się przed szeptem „Proszę”.
Coś zamigotało w oczach Lee; przez
chwilę patrzył przez ramię na Hectora, a potem wrócił do mnie.
„Zadzwoń do Dicka” - powiedział
stanowczo, ale jego głos, który był profesjonalny i serdeczny, ale nieco zimny,
stał się nieco cieplejszy i delikatniejszy, ale cieplejszy i łagodniejszy głos
nic dla mnie nie znaczył w mojej obecnej sytuacji - „To dobry człowiek” -
zakończył Lee.
Patrzyłam na niego przez jedną sekundę,
potem dwie. Potem skinęłam głową i odwróciłam się. Zrobiłam dwa kroki i
zatrzymałam się. Hector stał i patrzył na mnie. Stracił zniesmaczony wyraz
twarzy, a jego twarz była teraz po prostu pusta. Wyglądał dobrze. Wciąż
szorstki, ale przystojniejszy niż kiedykolwiek.
Nigdy więcej nie miałam takiej szansy
i chociaż nie wiedziałam, co mnie spotkało (może to było widmo Prawdziwej
Sadie, które wybuchło na chwilę), spojrzałam Hectorowi w oczy i powiedziałam z
prawdziwym uczuciem - „ Mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku, Hector.”
Potem odwróciłam głowę, wyprostowałam
ramiona i wyszłam.
Połykam każde tłumaczenie dziękuje
OdpowiedzUsuńDziękuję. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuńSuper że to robisz. Dzięki wielkie
OdpowiedzUsuńSadi jest niesamowita
OdpowiedzUsuńDzięki