czwartek, 18 marca 2021

PROLOG - Mnóstwo praktyki

 

PROLOG

Mnóstwo praktyki

Sadie 

 

Winda zapiszczała i wyjrzałam na pokryty dywanową wykładziną korytarz.

Wzięłam głęboki oddech.

Kiedy go wypuściłam, postawiłam bezszelestnie na dywanie jedną stopę idealnie obutą w czółenko bez pięty na wysokim obcasie. Skręciłam w prawo i przeszłam dziesięć kroków (liczyłam) do drzwi.

Na drzwiach znajdowała się mosiężna tabliczka z napisem „Nightingale Investigations.”

Zanim zdążyłam stchórzyć, przekręciłam elegancką gałkę i pchnęłam drzwi.

Wiedziałem, że nie spadną żadne balony ani nie będą płynąć serpentyny przyjaźnie witające moje przybycie, ale nie spodziewałem się intensywności powitalnego komitetu.

Albo, można powiedzieć, nieprzyjaznego komitet.

Shirleen Jackson siedziała za lśniącym, wypolerowanym blatem recepcji. Stali przed nim Stella Gunn i Kai Mason.

Znałam Shirleen i wiedziałam, że zna mojego ojca, a ponadto podejrzewałam, że wykonała radosny taniec, kiedy dostał piętnaście lat więzienia. Dlatego spodziewałam się, że jej twarz zmieni się w kamień, kiedy mnie zobaczy (i tak się stało).

Znałam Stellę Gunn i Kai’a Masona, ponieważ byli sławni.

Ich romans rozgrywał się w gazetach i lokalnych wiadomościach, a ja oglądałam go z gorącą fascynacją razem z resztą Denver.

Wszyscy spojrzeli na mnie, nikt się nie uśmiechnął.

Przeszłam przez drzwi, które zamknęły się za mną, więc mogłam zobaczyć resztę pokoju.

Luke Stark opierał się o biurko, a jego głowa podniosła się, studiując szarą teczkę. Kiedy mnie zobaczył, jego twarz stała się pusta, a oczy stały się zimne.

Powstrzymałam się od przełknięcia i, jak zwykle (jako że miałam mnóstwo praktyki), szłam do biurka z wyprostowanym kręgosłupem, podbródkiem do góry, jedną stopą przed drugą (jak nauczyłam się na zajęciach z manier).

„Dzień dobry, jestem Sadie Townsend. Mam spotkanie z Liamem Nightingalem” - powiedziałam do Shirleen.

Shirleen spojrzała na mnie od stóp do głów, jej płowe oczy zastygły, a ja znałam jej myśli. Przez dwadzieścia dziewięć lat ludzie patrzyli na mnie jak Shirleen i dochodzili do jednego z trzech wniosków.

Pierwszy: byłam rozpuszczoną, zepsutą, bogatą córeczką tatusia i niewartą czasu.

Albo drugi: byłam córką niebezpiecznego barona narkotykowego i przez to byłam jedną ze stowarzyszenia szumowin ziemi.

Albo trzeci: byłam córką niebezpiecznego, ale potężnego i bogatego człowieka i może istnieć jakiś sposób, by wykorzystać mnie, by dostać to, czego chcieli.

Uznałam, że wniosek Shirleen jest z pierwszej kategorii.

Spojrzałam na Luke’a Starka i po jego ciągle arktycznym spojrzeniu wiedziałam, że był mieszaniną pierwszego i drugiego.

Nawet nie spojrzałam na Stellę Gunn i Kai Masona.

„Posadź swoją wymyślną dupę. Lee będzie z tobą za minutę” - powiedziała Shirleen i moje oczy powróciły do niej.

Byłam trochę zaskoczona, że była w oczywisty sposób niegrzeczna, ale pozwoliłam, by odbiło się to ode mnie, jakbym miała na sobie zbroję. Bolało, jak zawsze, ale niech mnie diabli, jeśli pozwolę to po sobie pokazać.

Więc tego nie zrobiłam.

Byłam w tym dobra. W tym też miałam mnóstwo praktyki.

Odwróciłam się na pięcie, plecy nadal proste, podbródek wciąż uniesiony, sprawiając wrażenie, że odprawiam ją i wszystkich obecnych w pokoju tak, jakbym mogła.

To był kolejny mechanizm obronny, z którym miałam mnóstwo praktyki.

Usiadłam na skórzanej kanapie i skrzyżowałam kostki, dając do zrozumienia, że świat mnie nie obchodzi. Zwiększyłam to, od niechcenia podciągając kremową spódnicę do kolan i przyglądając się mojemu manicure, jakby był całkowicie fascynujący.

Miałam na paznokciach blady róż, manicure był idealny, tak jak powinien; ukończono go dopiero dwie godziny temu.

Nosiłam się modnie od stóp do głów.

Moje włosy nie były farbowane, były naturalnie ultralekko, złoto kremowo truskawkowo blond, a także miały tę dziwną mieszankę naturalnych miękkich loków połączonych obficie z falami. Nosiłam go długo i na plecach.

Dzisiaj miałam przód ściągnięty drogim klipsem z tyłu tak, że spadały na moje ramiona i plecy. Cięcie, choć nie farbowanie, kosztowało trzysta dolarów.

Miałam na sobie kremową, wąską ołówkową spódnicę, która sięgała do kolan i miała plisowaną wstawkę z tyłu. Miałam też na sobie małą bluzkę z krótkimi rękawami, jasnoróżową (pasującą do moich paznokci) z dziesiątkami różowych zakładek przy rękawach, zakończoną kremową, satynową tasiemką. Bluzka miała kwadratowy dekolt i była dopasowana tak, jakby była dla mnie wykonana. Moje pantofle na smukłym, ośmiocentymetrowym obcasie, za które można było umrzeć, były niezwykle eleganckie. Położyłam jasnoróżową kopertówkę na kolanie i przeniosłam wzrok z wystudiowaną fascynacją na moje buty.

Drzwi się otworzyły i spojrzałam na nie od moich stóp. Weszły Indy Nightingale i jej szwagierka Ally Nightingale. Widziałam zdjęcie Indy Savage i Liama Nightingale w kolumnie ślubnej. Była wspaniałą rudowłosą; był niezwykle przystojnym, ciemnowłosym mężczyzną. Byli piękną parą i, jeśli ich zdjęcie mówiło wszystko, bardzo szczęśliwi.

Znałam Ally z niezbyt szczęśliwego starcia z Daisy kilka miesięcy temu. Daisy Sloan przyjaźniła się z klanem Nightingale’ów i kiedyś była moją przyjaciółką.

Cóż, prawie była.

To nie było dokładnie starcie. Widziałam Daisy, oczy Daisy zmieniły się w spodki, kiedy mnie zobaczyła, szepnęła coś do ucha Ally, oczy Ally spoczęły na mnie i zrobiły się twarde.

To było to. Nie było to starcie, ale też nie przyjemne.

Teraz Indy i Ally śmiały się z czegoś, ale kiedy ich oczy przeniosły się w kierunku Shirleen, zobaczyli coś w jej wyrazie twarzy, a potem podeszły do mnie i ich śmiech ucichł.

„Cholera, zapomniałam, czy to środa?” - powiedział do Ally.

Oczy Ally stały się lodowate, gdy spoczęły na mnie – „Tak” - odpowiedziała.

Nie wiedziałam dokładnie, dlaczego Luke, Shirleen, Indy i Ally (i domyśliłam się, że Kai i Stella, chociaż nie byłam tego pewna) nienawidzili mnie, ale podejrzewałam, że albo dlatego, że Daisy mnie nienawidziła, albo dlatego, że podejrzewali, że nienawidzę Hectora Chaveza. Plotka głosiła, że byli zgraną grupą. W artykułach o Stelli i Kai’u gazety pisały o tym, co się działo ze sławnymi Rockowymi Laskami z Księgarni Fortnum na spółkę z Facetami Nightingale’a z Nightingale Investigations. Byli znani z tego, że byli szaleni, zabawni i chętni do poświęcenia życia za siebie na wzajem.

Chociaż jakaś część mnie była zazdrosna jak diabli, cieszyłam się, że Daisy to miała. Daisy była dobrą osobą, zasłużyła na to.

Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie miałam przyjaciela, ani prawdziwego, prawdziwego przyjaciela od dwudziestu dziewięciu lat. Było mi siebie żal z tego powodu. Ale potem zdałam sobie sprawę, że to tylko moje życie i, jak ze wszystkim innym, nauczyłam się z nim żyć. Albo ludzie mi nie ufali, nie ufali mojemu tacie i nie zostawali w pobliżu albo mnie wykorzystali. Dawno temu nauczyłam się, jak je zamykać, zanim zdążą wyrwać mi serce, rozerwać je na strzępy, nadepnąć, trochę kopnąć, a potem splunąć.

Kiedy to się działo, zaufaj mi, nie było zabawne, bolało, obciążało, więc zatrzymywałam to, zanim się zaczęło i nie pozwoliłam nikomu się zbliżyć.

Nikomu.

Nigdy.

Tak było do Daisy. Ale to nie wyszło.

Kiedy Daisy pojawiła się na scenie towarzyskiej w Denver, myślałam, że jest asem.

Nie była krucha i fałszywa, jak wszyscy inni znajomi mojego ojca (a więc i moi). Wyglądała jak Dolly Parton. Ubrała się jak Dolly Parton. Miała głos z wiejskim akcentem. Miała niesamowicie fajny chichot, który brzmiał jak dzwoneczki bożonarodzeniowe.

I była prawdziwa. I ona też mnie lubiła.

Ale Nanette Hardy rozrywała ją na strzępy na przyjęciu w ogrodzie Moniki Henrique kilka lat temu, naprawdę jeżdżąc po Daisy tak, jak mogła to zrobić tylko złośliwa, kocica Nanette. Monica chichotała, a ja siedziałam cicho i czekałem na swoją szansę na dobry temat. Moim wybranym tematem było to, że mąż Nanette był kontuzjowany (dosłownie) przez chłopca od basenu, o którym tylko Nanette nie wiedziała, wszyscy inni wiedzieli o tym wszystko i śmiali się za jej plecami, gdy twarz Moniki zbladła i patrzyła mi przez ramię.

Nanette przestała mówić, a ja spojrzałam za siebie. Była tam Daisy. Zobaczyłam ból w jej oczach, zanim spojrzała na mnie, jakbym była gnidą.

Potem odeszła.

Wiedziałam dlaczego. Byłam dla niej miła; Miałam nadzieję, że zostanie moją przyjaciółką. Myślała, że obmawiam ją za jej plecami, a to było gorsze niż to, co robiły Nanette i Monica. Wszyscy wiedzieli, że Nanette i Monica to suki, tego oczekiwano.

Kilka razy dzwoniłam do Daisy i dwukrotnie poszłam do jej domu. Nie chciała mnie zobaczyć, a przynajmniej tak powiedział jej mąż, zawracając mnie od drzwi.

W końcu jej mąż Marcus przyjechał odwiedzić mojego ojca. Mój ojciec powiedział mi, że pod żadnym pozorem nie mam próbować ponownie komunikować się z Daisy Sloan. Wyjaśnił, że to kluczowe, to obowiązek, sprawa. Podsumowując, Marcus był potężnym człowiekiem, prawie tak potężnym jak mój ojciec i mój ojciec nie mógł mieć Marcusa za wroga, więc musiałam się wycofać.

Jako posłuszna córka nie próbowałam ponownie skontaktować się z Daisy.

Nie winiłam jej za to, że tak pomyślała o mnie, chociaż chciałabym mieć szansę wyjaśnienia. Chociaż nie winiłam jej, to i tak bolało.

Nigdy więcej nie rozmawiałam z Nanette ani Monicą. Cóż, to znaczy, nigdy więcej z nimi nie rozmawiałam po „incydencie” kilka tygodni później, kiedy wyszłam z mężem Nanette na przyjęciu w galerii sztuki, a on skorzystał z okazji, aby powiedzieć, że jest gejem, rozwiódł się z nią i był teraz mieszka w Miami ze swoim chłopakiem Pedro, ale skąd miałam wiedzieć, że to wszystko się wydarzy?

Nanette i Monica były „przyjaciółkami” od lat. Nie tęskniłam za nimi.

Daisy była przyjaciółką przez kilka miesięcy. Tęskniłam za nią.

„Czy jest tu Hector?” - Ally zapytała Shirleen, a ja po prostu powstrzymałam się od ssania ust. Zamiast tego spojrzałam na pluszowy dywan w biurze.

„Ally” -  To był męski głęboki głos, domyśliłam się, że to Luke Stark, bo dobiegał z jego strony. W jego głosie brzmiało ostrzeżenie.

„Po prostu pytam” - powiedziała Ally.

Odniosłam wrażenie, że ta wymiana zdań również odbiła się od mojej zbroi, ale żołądek ścisnął mi się.

Boże, miałam nadzieję, że Hectora tam nie ma. To byłoby okropne.

Wiedziałam, że jest szansa, że wpadnę na niego teraz, gdy pracował dla Nightingale, ale miałam nadzieję, że był zajęty prywatnymi śledztwami, wałęsaniem się po mieście, sprowadzaniem sprawców i robiąc zdjęcia oszukującym mężom na gorącym uczynku i wszystkim innym co zrobili prywatni detektywi.

Chociaż Hector dla nich pracował, wybrałam Nightingale Investigations, ponieważ byli najlepsi. Lepsi niż najlepsi. Mój ojciec powiedział, że Lee mógłby przenieść swoją działalność do Nowego Jorku lub Los Angeles i zająć tamtejszy rynek śledztwami, ochroną i polowaniem na nagrody, był taki dobry.

Mój ojciec nauczył mnie zawsze, ale zawsze wybierać to, co najlepsze.

„Jest tu w porządku” - odpowiedziała Shirleen na pytanie Ally i chociaż poczułam, że moje serce bije szybciej, pozwoliłam sobie unieść brodę i spokojnie i chłodno spojrzeć na Shirleen.

Była ładna, w średnim wieku i dobrze sobie radziła. Miała piękną mokrą skórę i największe afro, jakie kiedykolwiek widziałam, ale pasowało do niej idealnie. Miała wspaniałe oczy.

Wiedziałam, że kiedyś była konkurencją dla mojego ojca na scenie narkotykowej, ale wycofała się i wyszła na prostą. Podziwiałam ją za to. To musiało wymagać mnóstwa odwagi i wiele o niej mówiło. Mimo to nie powstrzymało mnie to od patrzenia na nią. Moje chłodne niebieskie oczy spotkały się z jej arktycznymi, płowymi oczami. Spojrzałyśmy na siebie i chociaż była bardzo przerażająca, wygrałam.

Z drugiej strony zawsze wygrywałem. Byłem dobry w patrzeniu w dół. Mogłem wytrzymać chłodne, spokojne, niewzruszone spojrzenie godzinami. To było coś innego, w czym miałam mnóstwo praktyki.

Kiedy odwróciła wzrok, skierowałam spokojne spojrzenie na Ally, a potem na Indy. Miały charakterki (dobrego rodzaju), mogłam to zobaczyć i wyczuć. Niezależnie od tego, one też nie mogły się ze mną równać i obie odwróciły wzrok, zanim to ja zrobiłam.

Wiedziałam, że nie zaprzyjaźniam się i nie zdobywam lojalności. O to właśnie chodziło. Ci ludzie nigdy nie chcieliby, żebym była ich przyjaciółką.

Ponownie spojrzałam na swój palec u nogi i pomyślałam o Hektorze.

Kiedy poznałam Hectora, był mężczyzną w armii mojego ojca. Mój ojciec bardzo go lubił. Mój ojciec powiedział mi, że Hector przypominał mu… cóż, jego. Mądry. Ostry. Dobry instynkt. Wierny. Wykwalifikowany. Głodny, ale w dobry sposób, ambitny.

Mój ojciec miał o sobie wysokie mniemanie.

Hector był jednym z nielicznych ludzi, którym mój ojciec całkowicie ufał i szanował go.

To był błąd.

Nie wiedzieliśmy, że Hector był również tajnym agentem DEA. W rzeczywistości tajnym agentem DEA, który obalił imperium mojego ojca.

Ani Hector, ani mój ojciec nie wiedzieli, że mu pomogłam.

Federalni zabrali wszystko, dom mojego ojca, jego samochody, jego mieszkanie w Boca, jego meble. Zamrozili jego konta bankowe. Próbowali nawet zdobyć mój fundusz powierniczy, ale ponieważ został założony dla mnie przez moją babcię, zanim mój ojciec został królem narkotyków, nie mogli go dotknąć.

Cieszyłam się, że zabrali wszystkie rzeczy mojego ojca, były tandetne i ostentacyjne. Mój ojciec był niczym, nikim i ożenił się z bogatą dziewczyną. Wyszedł z niczego na trudną, brudną, nikczemną drogę i udowodnił swoją wartość rodzinie mojej matki, światu, stając się bogatym, potężnym i bardzo, bardzo przerażającym. Doprowadził moją matkę do tego, że nas opuściła, tak był przerażający. Zostawiła mnie. Zostawiła wszystko za sobą. Nawet nie wzięła walizki.

Po prostu zniknęła. Puf. Odeszła.

I nigdy się nie obejrzała. Ani razu.

Miałam jedenaście lat.

Nie rozwodziłam się nad tym. Wiele straciłam do tego czasu, wielu przyjaciół, wielu służących, z którymi próbowałam się zaprzyjaźnić (błąd, którego nauczyłam się wcześnie, aby tego nie robić ponownie), moi dziadkowie nie żyli. Utrata mojej matki była kolejną z długiej serii strat. Do tego też byłam przyzwyczajona i to mnie nie zszokowało. Albo, powinnam powiedzieć, to mnie speszyło (prawdę mówiąc, zniszczyło mnie), po prostu nigdy tego nie pokazałam.

Hector był kimś innym.

Od razu wiedziałam, że nie był tym, za kogo chciał, żebyśmy go mieli. Nie jestem super detektywem ani nic. Po prostu jak spędzasz wystarczająco dużo czasu ze złymi ludźmi, rozpoznajesz ich, kiedy ich widzisz.

Również znasz tych dobrych.

Coś w nim było. Coś w tym, jak się trzymał, jak wyglądał, jak na mnie patrzył.

Boże, był piękny. Po prostu najprzystojniejszy mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziałam w całym moim życiu. To coś mówiło. Mój ojciec otaczał się wysportowanymi, wysportowanymi, przystojnymi mężczyznami; jego osobista armia została zwerbowana specjalnie do refleksji nad nim.

Hector kategorycznie odmówił przeróbki, której mój ojciec zwykle wymagał od chłopców z ulicy, w której przerabiał przestępców na dżentelmenów. Mój ojciec też to szanował.

Hector był Amerykaninem pochodzenia meksykańskiego. Wyglądał szorstko i był po prostu twardy. Po jednym spojrzeniu wiedziałeś, że z nim się nie zadziera. Miał gęste, czarne, falujące włosy, czarne oczy, długie nogi, szerokie ramiona i szczupłe, niesamowite ciało. Wiedział, kim jest i czego chce, i miał pewność siebie, która była nierealna.

Trudno było to opisać, ale po prostu był magnetyczny.

Nigdy nie dał do zrozumienia, że jest tym, kim jest. Właściwie myślałam, że to policjant, a nie agent DEA. Mimo to zrobiłam, co mogłam.

To nie było dużo. Powiedziałabym tylko, że zostawiłam klucze mojego ojca leżące w na wierzchu, kiedy wiedziałam, że będzie poza domem na chwilę, ale Hector będzie w pobliżu. Potem zauważyłam, że klucze zniknęły na godzinę, a potem wróciły tam, gdzie były wcześniej. Potem wchodziłam do tajnego sejfu mojego ojca (dał mi kod), wyjmowałam akta lub książki i wkładałam je do zamkniętych szuflad i szafek, do których Hector miał klucze. Kładłam je bezpośrednio na górze (co oszczędza czas).

Czekałam, a potem wróciłam i położyłam je tam, gdzie powinny być.

Gdy kiedyś usłyszałam coś, co uważałam za przydatne, zostawiłam nawet notatkę w tym, co uważałam za „Naszą Szufladę”. Kiedy wróciłam, już jej tam nie było i wiedziałam, że mój ojciec tego nie wziął, bo grał w golfa.

Notatka była trochę głupia, nie wspominając o igraniu z ogniem. Mój ojciec mógł znaleźć tę notatkę. Nie podejrzewałby mnie (wypisałam to na komputerze). Wiedział, że nigdy, przenigdy nie zrobię mu czegoś takiego. Ale przeszedłby przez swoją siłę roboczą i ktoś byłby winny.

Nawiasem mówiąc, nigdy więcej tego nie zrobiłam.

W międzyczasie próbowałem okazywać Hectorowi oziębłość. Naprawdę, szczerze. Przez miesiące byłam tym, kogo znali wszyscy mężczyźni mojego ojca, wszyscy chłopcy z towarzystwa i wszyscy koledzy mojego ojca i nazywali mnie „Lodową Księżniczką”.

Nie, nie było to oryginalne, ale było skuteczne.

Byłam Czystym Lodem dla Hectora, tak jak dla wszystkich innych.

Potem, pewnej nocy, stopiłam się.

Winiłam Krople Cytryny.

Wyszłam i wypiłam o wiele za dużo Cytrynowych Kropli. Smakowały jak cukierki. Zapomniałam, że mają w sobie tyle wódki.

Kiedy wróciłam do domu po wieczorze z „dziewczynami” (moimi pół koleżankami lub przynajmniej kobietami, z którymi mój ojciec chciał, żebym się spotykała, to znaczyło, że były to kobiety, które poprawiały jego reputację - co mogę powiedzieć, wszyscy wokół mój ojciec mieli pracę, a to była moja), byłam pijana.

Usłyszałam hałas dochodzący z gabinetu mojego ojca. Było późno i w domu było ciemno, ale nie było to dziwne. Mój ojciec pracował w dziwnych godzinach. Więc pomyślałam, że to mój ojciec był w gabinecie.

Poszłam powiedzieć mu dobranoc, jak zrobiłaby każda dobra, obowiązkowa córka.

Bycie posłuszną córką było kolejnym z moich zajęć i wykonywałam to zarówno publicznie, jak i prywatnie. Nie miałam odwagi stanąć po złej stronie ojca, nawet za zamkniętymi drzwiami. Wiedziałam, do czego był zdolny, moja matka nie odeszła bez powodu, zaufaj mi.

Ale to Hector był w gabinecie mojego ojca. Patrząc wstecz, prawdopodobnie był tam z powodów, na które mój ojciec by się nachmurzył, zmarszczył brwi tak bardzo, że nakazałby zabicie Hectora. Bez żartów, co powiedziałam o złej stronie mojego ojca? Byłam bardzo poważna.

Byłam zbyt pijana, żeby dwa razy pomyśleć o tym, co robię. Nie wspominając już o tym, że podobało mi się, że jestem w połowie zakochana w Hektorze (w bardzo, bardzo odległych miejscach, w jedynym miejscu, w którym uwalniałam moje prawdziwe myśli).

Ponieważ byłam nawalona, sam tył mojego umysłu znajdował się na pierwszym planie przez jedną błyszczącą chwilę. To pozwoliło mi zrobić coś, co rzadko, rzadko robiłam.

Działałam pod wpływem impulsu.

Rzuciłam się na niego.

Hector mnie złapał.

Nawet się nie zawahał. Byłam na nim, on był na mnie.

Od miesięcy wymienialiśmy się wyłącznie cywilizowanymi uprzejmościami i tamtej nocy, w gabinecie mojego ojca, szliśmy na siebie jak zwierzęta w rui.

Myślę, że poszło tak:

Ja (z przechyloną głową i głupim uśmiechem, cały czas niepewnie idąc w jego stronę): „Cześć”.

Hector (z przechyloną głową i małym uśmiechem bawiącym się na jego fantastycznych ustach, gdy patrzył, jak niepewnie idę w jego stronę): „Wszystko w porządku?”

Ja: „Będzie, kiedy mnie pocałujesz”.

O Boże, na samą myśl o tym wzdrygam się, ale z drugiej strony zadziałało.

To było to. Dotarłam do niego i obejmowałam jego szyję ramionami, kiedy mówiłam, żeby mnie pocałował. Przycisnęłam swoje ciało do jego, a on mnie pocałował.

To było fantastyczne. Było tak gorące, że nie mogłam uwierzyć, że nie stopiłam się na miejscu. Dobrze radził sobie z rękami, językiem, ustami, a nawet zębami.

Prawie równie dobre było to, że wydawał się uważać, że ja też jestem dobra w tych sprawach.

Po jakimś czasie przycisnął mnie do ściany, spódnicę miałam podciągniętą dookoła bioder, a jego dłoń w majtkach obejmowała mnie z tyłu. Jego drugie ramię było mocno owinięte wokół mojej talii. Obie przyciągały mnie mocno, przyciskając mnie blisko jego twardych bioder. Jego usta były na mojej szyi, moje na jego, moje ręce w jego podkoszulku biegały po gorącej skórze jego pleców.

Nie sądziłam, że jest tandetny (mój ojciec pomyślałby, że jest tandetny). Nic nie pomyślałam. Nic nie mogłam myśleć. Cały mój umysł był skoncentrowany na Hectorze, na tym, co mi robił i jak bardzo mi się to podobało.

Wtedy Hector odezwał się niskim, ochrypłym dudnieniem na mojej szyi – „Czekałem miesiące na to, żebyś nabrała nastroju do poszlajania się.”

To było tak, jakby ktoś wepchnął mnie do wanny wypełnionej lodem. Myślał, że jestem tylko dziwką z towarzystwa, która chce szybkiego, pijackiego pieprzenia z wynajętą pomocą.

Nie wiedziałam, czego się spodziewałam. Ale z jakiegoś powodu, z jakiegoś niesamowicie szalonego powodu, oczekiwałam od niego więcej. Fakt, że mi tego nie dał, przeciął mnie jak ostrze.

Położyłam ręce na jego ramionach i odepchnęłam go. Gapiłam się na niego, wpatrując się z Odczuwalnym Czynnikiem Ochładzania Sub-Zero, kiedy spokojnie ściągałam spódnicę. Przy tym wkładałam cały wysiłek w odejście bez upadku na pijaną twarz. To zabiłoby każdą szansę na genialne wyjście, a w tym momencie naprawdę musiałam zrobić genialne wyjście.

Ku mojemu zaskoczeniu, zanim zdążyłam zrobić trzy kroki, silne palce owinęły się wokół mojego ramienia i szarpnięto mnie, by stanąć twarzą w twarz z Hectorem.

„Dokąd idziesz?” - zapytał, jego włosy były seksowne i niechlujne (ponieważ zostały potargane w ten sposób przez moje ręce), a jego czarne oczy błyszczały niebezpiecznie, mimo że wciąż były na mnie gorące. Spojrzałam na jego rękę, a potem z powrotem w jego oczy, moje serce biło dziko, ale zignorowałam to (też miałam w tym mnóstwo praktyki).

„Zabierz rękę ze mnie” - mój głos był czystym lodem.

Pozwolił mi odejść natychmiast. Gapiłam się na niego i nie wiedziałam dlaczego.

Nie, jeśli miałam być szczera, wiedziałam dlaczego. Chciałam coś powiedzieć. Chciałam wyjaśnić. Chciałam, żeby wiedział, że to, kogo widział, to nie byłam ja. Chciałam, żeby wiedział, że to wszystko było pokazem, tylko grą, wszystko dlatego, że bałam się własnego, pieprzonego ojca. Wszystko dlatego, że bałam się pozwolić komukolwiek zbliżyć, żeby nie mieli szansy skrzywdzić mnie. Że naprawdę byłam kimś innym. Nie wiedziałam kim, ale pomyślałam, że może kimś miłym. Może byłaby zabawna, gdyby miała szansę. Może mogłaby być interesująca. Może mogłaby się śmiać od czasu do czasu. Może gdyby ktoś pomógł jej być wolną, może byłaby kimś wartym czegoś.

Bardziej niż komukolwiek, kogo kiedykolwiek spotkałam (poza Daisy), chciałam powiedzieć to Hectorowi Chavezowi. Nie wiedziałam dlaczego, po prostu to zrobiłam.

Kiedy próbowałam znaleźć sposób na wyjaśnienie, przemówił - „Myślałem, że jesteś wieloma rzeczami, ale nie sądziłem, że jesteś flirciarą.”

Sposób, w jaki to powiedział, powiedział mi, że rzeczy, o których myślał, że jestem, są tylko trochę lepsze niż bycie flirciarą. Odwróciłam się i odeszłam.

Sześć miesięcy później siedziałam za stołem obronnym mojego ojca i obserwowałam, jak Hector wyczyszczony i ubrany w garnitur (a przy okazji wyglądał dobrze) zeznawał przeciwko mojemu ojcu. Nie tylko patrzyłam, jak zeznaje Hector, nie mogłam oderwać od niego wzroku.

Hector nawet na mnie nie spojrzał.

Nie miał pojęcia, że nie było mnie tam jako kochającej córki zapewniającej moralne wsparcie swojemu krnąbrnemu ojcu, którą udawałam, że jestem. Nie, byłam tam, aby upewnić się, że mój ojciec upadł. Chciałam być pewna, żebym wreszcie mogła wreszcie być wolna. Że nie wzięłam życia we własne ręce, przekazując Hectorowi informacje o moim ojcu na próżno.

Nie miałam pojęcia, że nie będę wolna. Nie miałam pojęcia, że wody, w których się urodziłam, w których radośnie i nieświadomie brnąc dorastałam i ostrożnie stąpałam jako dorosła, były o wiele bardziej niebezpieczne bez ingerencji mojego ojca.

Nie mam pojęcia.

„Lee teraz cię zobaczy” - powiedziała Shirleen i podniosłam głowę.

Tak utknęłam we wspomnieniach o Hectorze, że nawet nie zauważyłam, że pokój się opróżnił; pozostałyśmy tylko ja i Shirleen. Nawet nie zauważyłam, że telefon zadzwonił; odkładała go z powrotem na widełki i unikała mojego wzroku. Wstałam i zawahałam się, czekając, aż podejdzie do biurka i pokaże mi drogę do Nightingale’a. Przez chwilę pomyślałam, że mogłabym jej powiedzieć coś miłego. Powiedzieć jej, że ma ładne oczy albo… coś.

Pokazać jej, że nie byłam Lodową Księżniczką, sprawić, by mnie zobaczyła.

Zaczęła się pakować, wrzucać lakier do paznokci, telefon komórkowy i inne rzeczy do swojej dużej (naprawdę fajnej, pomyślałam, ale nigdy nie miałabym odwagi tego powiedzieć) torby Louis Vuitton. Dlatego nie zamierzała eskortować mnie do „Lee”.

Nie patrząc na mnie, powiedziała - „Przez drzwi, wpuszczę cię do środka. Jego biuro jest pierwsze po prawej stronie. Zapukaj przed wejściem.”

Proszę bardzo. Straciłam szansę bycia miłą. Niech tak będzie. Przeszłam przez pokój do wewnętrznych drzwi. Brzęczała, kiedy wzięłam kolejny głęboki oddech, otworzyłam go i przeszłam.

*****

„Co mogę dla pani zrobić, pani Townsend?” - zapytał mnie Liam Nightingale.

Starałam się nie hiperwentylować. Miałam się spotkać z Nightingalem. Tylko Liamem Nightingalem. Weszłam do pokoju, a Hector tam był, siedząc w kowbojskich butach z boku biurka, z jedną nogą uniesioną, zwisającą, jedną nogą wyprostowaną stopą na podłodze. Jeden jego widok i prawie zemdlałam (nie żartuję). Dzięki Bogu, mnóstwo praktyki uratowało mnie przed zrobieniem tego.

Weszłam do biura i spróbowałam pomyśleć o jakiejś lekcji, której nauczył mnie mój ojciec na temat motywacji. Mój jedyny wniosek był taki, że Nightingale mówił mi, na czym polega jego lojalność. Gdybym miała jakiś dziki plan zemsty na Hectorze do wprowadzenia w życie, Nightingale nie brałby w tym udziału. Nie będzie żadnych tajemnic ani niczego za zamkniętymi drzwiami. Hector miał być zaangażowany i miał usłyszeć to, co mam do powiedzenia, ale nie miałam wyboru.

Dużo mnie to kosztowało, ale spojrzałam na Hectora i lekko uniosłam podbródek. W tym momencie jego oczy pociemniały i wiedziałam, że gdyby mógł, wykrzywiłby usta z obrzydzeniem. Miałam też mnóstwo praktyki w ignorowaniu tego rodzaju odpowiedzi. Uścisnęłam dłoń Nightingale’a, powiedział mi, żebym nazywał go Lee, powiedziałam mu, żeby nazywał mnie Sadie, potem usiadłam przed jego biurkiem, a on usiadł za nim.

Potem zapytał, co może dla mnie zrobić „Pani Townsend ”, mimo że powiedziałam mu, żeby nazywał mnie Sadie.

Mój ojciec wiele by w tym czytał i ja też.

Lee mówił mi, że to formalna umowa. Bardzo formalna.

Nienawidziłam, gdy nazywano mnie „Pani Townsend ”, głównie dlatego, że prawdziwe nazwisko mojego ojca brzmiało „Tuttle”. Nie było to świetne imię, ale było prawdziwe i nie brzmiało jak jakieś głupie, wymyślone imię bohatera romansu. Ale także dlatego, że nigdy nie czułam się jak „Pani Townsend”. Ludzie tak mnie nazywali, odkąd miałam sześć lat (głównie służący, lokaje i poplecznicy).

Czułam się, jakbym była Sadie. Nie miałam pojęcia, kim była Sadie, ale Sadie brzmiała dla mnie jak ktoś, kogo chciałbyś znać.

Pani Townsend brzmiała jak ktoś, kogo chciałeś uniknąć.

„Chciałabym zatrudnić twoją agencję” - powiedziałam Lee, próbując zignorować fakt, że Hector wciąż siedział cicho na boku biurka Lee. Patrzył na mnie, widziałam go peryferyjnym polem widzenia, ale też czułam na sobie jego wzrok. To może zabrzmieć głupio, ale to była prawda.

„Dlaczego potrzebujesz usług agencji detektywistycznej?” - zapytał Lee.

„Nie potrzebuję usług agencji detektywistycznej. Potrzebuję bezpieczeństwa. Potrzebuję ochroniarza” - odpowiedziałam.

Atmosfera w pokoju się zmieniła. Od chwili, gdy weszłam, było jeszcze mniej przyjemnie niż w recepcji, głównie dlatego, że był tam Hector. Teraz poszło dziwnie… elektrycznie.

„Dlaczego potrzebujesz ochroniarza?” - zapytał Lee.

„Nie jestem bezpieczna” - odpowiedziałam.

„Dlaczego nie jesteś bezpieczna?” Lee wytrwał.

No cholera.

Gdyby to był tylko Lee, nadal miałabym problem z wyjaśnieniem tego. W żaden sposób nie mogłam tego wyjaśnić przy Hektorze. Jak to miałam powiedzieć, nie brzmiąc tak, jakbym myślała, że jestem końcem wszystkiego, co jest pięknem, wdziękiem i wszystkim, co kobiece?

Nie mogłam dokładnie powiedzieć - „No cóż, Lee, wiesz… kiedy przestępca upada, niestety przestępstwo nie znika. Zamiast tego toczy się wojna o to, kto zostanie nowym królem. Na razie Ricky Balducci wygrał tę wojnę. A Ricky Balducci jest wariatem. A teraz jego trzej bracia i on zamierzają odegrać swoją wersję sztuki szekspirowskiej, robiąc wszystko, co w ich mocy, by zburzyć się nawzajem w celu zdobycia tronu. W jakiś sposób, będąc księżniczką zmarłego króla, wpadam w ten bałagan, ponieważ Ricky nie jest jedynym bratem Balducci, który jest wariatem. Wszyscy są wariatami. I mają w głowach, że jedyny prawdziwy król będzie miał mnie u swego boku i nie zatrzymają się przed niczym, niczym, by wziąć mnie do siebie. Nie mam rodziny, nie mam przyjaciół, nie mam nikogo oprócz mnie, kto ochroniłby mnie przed czterema szalonymi braćmi i jestem absolutnie, całkowicie, całkowicie przerażona.”

Zamiast tego powiedziałam - „Nie wiem, jak to wyjaśnić…” - To była prawda, jak widać, ciężko było to wyjaśnić - „Po prostu nie czuję się bezpiecznie”.

„Będziesz musiała dać mi coś więcej do kontynuowania, pani Townsend” - powiedział do mnie Lee.

Moje dłonie zacisnęły się w pięści na kolanach tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w dłonie dość boleśnie. To była jedyna reakcja, jaką pokazałam na możliwość, że nie idzie to zbyt dobrze. Wiedziałam, że Lee nie widział moich rąk, ale nie wiedziałam, że Hector mógł.

„Podwoję twoją opłatę” - Jak powiedziałby mój ojciec, jeśli napotkasz opór, spróbuj najpierw wrzucić w to pieniądze.

„Podwojenie mojej opłaty nie zmniejszy liczby moich spraw” - odpowiedział Lee.

O mój. To nie była dobra wiadomość.

Lee otworzył szufladę, przejrzał ją i wyjął kartę.

„Nie przyjmuję teraz żadnych nowych klientów. Gdyby to była pilna sytuacja, rozważalibyśmy to. Ponieważ to tylko przeczucie, przepraszam, ale będę musiał skierować cię do Dicka Andersona.”

Wstał i obszedł biurko. Gapiłam się na niego ponownie, koncentrując się na powstrzymaniu hiperwentylacji.

Nie mógł odmówić. Był najlepszy w branży. Wszyscy wiedzieli o nim i Facetach Nightingale’a. Oni mogli zapewnić mi bezpieczeństwo.

Nie znałam Dicka Andersona. Dick Anderson brzmiał jak imię prywatnego detektywa z telewizji. Nie chciałem mądrego prywatnego oka z telewizji, który nosił hawajskie koszule lub zapomniał się ogolić. Chciałam przerażających, ale przystojnych Facetów Nightingale’a, którzy włożyliby w ciebie bojaźń Bożą, po prostu łamiąc sobie knykcie.

Stałam, gdy Lee dotarł do mojego fotela.

„Lee, proszę, zastanów się ponownie” - powiedziałam, patrząc na niego, używając jego imienia, próbując usunąć z tego formalność, zastanawiając się, jak mogłabym to wyjaśnić, nie brzmiąc jak kretynka lub zarozumiała mała bogata suka tatusia.

Znowu był super wysoki, ponieważ miałam 165 centymetrów, to nawet ośmiocentymetrowe obcasy nie zmieniały faktu, że większość mężczyzn była wyższa ode mnie.

„Przykro mi pani Townsend” - powiedział Lee.

Wtedy to straciłam, straciłam kontrolę na krótką chwilę, ponieważ, naprawdę, nie żartując, bracia Balducci przerażali mnie. Wiedziałam, że coś się wydarzy, wiedziałam o tym. Pochyliłam się trochę do przodu i nie mogłam powstrzymać się przed szeptem „Proszę”.

Coś zamigotało w oczach Lee; przez chwilę patrzył przez ramię na Hectora, a potem wrócił do mnie.

„Zadzwoń do Dicka” - powiedział stanowczo, ale jego głos, który był profesjonalny i serdeczny, ale nieco zimny, stał się nieco cieplejszy i delikatniejszy, ale cieplejszy i łagodniejszy głos nic dla mnie nie znaczył w mojej obecnej sytuacji - „To dobry człowiek” - zakończył Lee.

Patrzyłam na niego przez jedną sekundę, potem dwie. Potem skinęłam głową i odwróciłam się. Zrobiłam dwa kroki i zatrzymałam się. Hector stał i patrzył na mnie. Stracił zniesmaczony wyraz twarzy, a jego twarz była teraz po prostu pusta. Wyglądał dobrze. Wciąż szorstki, ale przystojniejszy niż kiedykolwiek.

Nigdy więcej nie miałam takiej szansy i chociaż nie wiedziałam, co mnie spotkało (może to było widmo Prawdziwej Sadie, które wybuchło na chwilę), spojrzałam Hectorowi w oczy i powiedziałam z prawdziwym uczuciem - „ Mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku, Hector.”

Potem odwróciłam głowę, wyprostowałam ramiona i wyszłam.


 

5 komentarzy: