wtorek, 30 marca 2021

25 - Kod jeden

 

ROZDZIAŁ XXV

Kod jeden

Sadie

 

 

„Yahtzee[1]!” - krzyknęłam, podskakując na tyłku na kanapie, która znajdowała się przy oknie frontowym Fortnum.

„Dziewczyno, masz dobrą passę!” - Stevie płakał, pochylając się do przodu i przybijając mi piątkę.

Nie mylił się, to był mój trzeci Yahtzee w tej grze, a ja miałam dwa razy już wcześniej. Kopałam tyłek Yahtzee.

„Trzy Yahtzee w jednej grze, dwa wcześniej. To niespotykane. Pieprzyć to gówno, musimy jechać na lotnisko i złapać bezpośredni lot do Vegas. Tym sposobem, ze szczęściem Sadie, kiedy trafimy na stół do gry w kości, wszyscy przejdziemy na emeryturę”- oznajmiła Shirleen.

„Mogłabym pojechać do Vegas” - powiedziałam Shirleen i mogłam. Dlaczego nie? Brzmiało zabawnie. Byłam w Vegas tylko raz i to było z moim ojcem. To była podróż służbowa i prawie przez cały czas z nim spędzałem czas. Widziałam kilka atrakcji, ale nie mogłam w ogóle uprawiać hazardu.

I miałam dobrą passę.

Miałam już dość pieniędzy, żeby przejść na emeryturę, ale więcej nigdy nie zaszkodziło.

Racja?

„Nie jedziesz do Vegas” - Bobby zmarszczył brwi.

Spojrzałam na Bobby’ego (alias Alaskańskie Ciacho), otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, po czym zdecydowałam się je zamknąć.

Dopiero co go spotkałam tego ranka i praktycznie pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam (po wypiciu kawy i zrobieniu tostów), było zmuszenie go, by pomógł mi pogrzebać przy kominku, a potem zeskrobał farbę z rowków.

Nie przeszkadzało mu to, ale wtedy poprosiłam go, żeby pomógł mi zeszlifować cały kominek (ręcznie).

To też mu nie przeszkadzało.

Potem posadziłam go w salonie ślubnym z Jet, Nancy, Blanką, Todem i Steviem.

To mu przeszkadzało.

Dowiedziałam się, że Tod i Stevie byli oficjalnie nieoficjalnymi organizatorami ślubów Rockowych Lasek, a przynajmniej Tod był (i, przy okazji, Todowi też nie podobał się pomysł przejażdżki na sianie, ale oświadczył wielkodusznie, że będzie „pracować z tym”).

Jet wybrała kolor, ale wszystkie jej druhny mogły wybrać swój styl. Od razu zdecydowałam, jaki styl chcę, ale Tod kazał mi przymierzyć siedem kolejnych sukienek, tak na wszelki wypadek. Potem kazali Nancy i Blance przymierzyć suknie dla matki panny młodej i matki pana młodego, mimo że obie Nancy i Blanca miały coś kupić w domu towarowym (Tod zmienił zdanie na ten temat i wszystkie trzy zamówiliśmy suknie tego dnia). Potem wdaliśmy się w skomplikowaną dyskusję na temat akcesoriów. Tiara, welon czy jedno i drugie? Rękawiczki, tak czy nie? Jeśli tak, pełna długość, połowa długości, tylko ręka? A jeśli w ogóle rękawiczki, bez palców czy nie?

Nie trzeba dodawać, że w tamtej chwili nie byłam ulubioną osobą Bobby’ego.

Po trzygodzinnej sesji w salonie ślubnym Nancy i Blanca rozeszły się, a Jet, Bobby, Tod, Stevie i ja wróciliśmy do Fortnum, aby zagrać w Yahtzee. Tex, Indy, Duke i Jane (kolejna z pracowników Indy, była boleśnie cichą, równie boleśnie chudą i jeszcze bardziej boleśnie nieśmiałą kobietą w nieokreślonym wieku). Kiedy przyjechaliśmy, Indy i Jet przeważnie grali w Yahtzee z Todem, Steviem i mną. Jane zniknęła na półkach z naręczem książek tylko po to, by wrócić, dostać kolejną porcję i znowu zniknąć. Tex pozostał na swoim stanowisku za ladą z espresso ze stałym strumieniem klientów, wobec których był wyjątkowo niemiły (ale, co dziwne, nie wydawało się to im przeszkadzać).

Duke grał skrzydłowego za ladą espresso lub obsługiwał ladę z książkami, gdy książka była sprzedawana. Wreszcie Shirleen przyjechała pół godziny temu i dołączyła do maratonu Yahtzee.

Ralphie zadzwonił między czwartą a piątą meczami Yahtzee, aby powiedzieć mi, że gotuje obiad dla LC i mnie następnego wieczora, a ponieważ była to jego premiera kulinarna, jeśli się nie pojawimy, wyrzeknie się nas (jego słowa).

Nie chcąc być wykluczoną, zadzwoniłam do Hectora, aby zapytać go o zaproszenie Ralphiego. Przyjął bez zastrzeżeń, nawet po tym, jak wyjaśniłam mu, że Ralphie z całą pewnością nie jest kucharzem w rodzinie. Poinformowałam go również, że spędzałam czas w Fortnum.

Pomiędzy kolejkami z podszytym imitacją aksamitu filiżanką Yahtzee (była to, poinformował mnie Tod, edycja Yahtzee „Deluxe”), zmagałam się z decyzją, który z nich był moim drugim najlepszym dniem w życiu, wczoraj czy dziś.

Przymierzanie sukien dla druhen i patrzenie na tiary i welony było zabawne, a nigdy tego nie robiłam. A skoro Tod przejął dowodzenie, a Nancy i Blanca mnie nie przerażały, spędzanie z nimi czasu było przyjemne. Fajnie było oglądać Jet z Nancy, przekomarzającą się matkę i córkę, zażyłość, sposób, w jaki dawały do zrozumienia, że są blisko. Ale to, co było prawie lepsze, to sposób, w jaki Blanca była z Jet, jak było jasne, że była już członkiem rodziny, akceptowana, kochana, a nawet czasami (zauważyłam), cenna.

Ta ostatnia część i nadzieja, którą żywiłam w głębi duszy, że to też będę mieć (pewnego dnia), zdyskryminowały wczoraj jako mój najlepszy dzień.

Zwłaszcza, kiedy pomyślałam o mojej rozmowie telefonicznej z Hektorem tego ranka.

Sama myśl o tej rozmowie telefonicznej przyprawiła mnie o gęsią skórkę, tego dobrego rodzaju.

Opuściłam gardę. Wpuściłam go. Podzieliłam się swoimi sekretami. Otworzyłam małe drzwi do małego miejsca we mnie, a on wśliznął się do środka. Stwierdziłam, że nie tylko pasuje, wydawało się, że jest mu tam wygodnie i podobało mi się to. A nawet lepiej, wydawało się, że on lubi tam być. Nie tylko trochę, bardzo. Czując to, poczułam, że zerwane krawędzie rozerwane w moim sercu, o których myślałam, że już nigdy się nie zagoją, zrastają się.

„Nie ma czasu na Vegas” - powiedziała Jet, wyrywając mnie z zamyślenia. Spojrzałam na nią, a ona wyglądała przez okno, a potem jej oczy powędrowały do mnie.

„LC jest tutaj” - dokończyła z szerokim uśmiechem. Przewróciłam oczami na użycie przez nią „LC”, odwróciłam się na swoim miejscu i wyjrzałam przez duże przednie okno, by zobaczyć, jak Hector zatrzaskuje drzwi Bronco. Fortnum stało na rogu, a on zaparkował na skrzyżowaniu naprzeciwko sklepu.

Patrzyłam, jak złapał zielone i zaczął biec przez cztery pasach Broadway.

Wyglądał dobrze biegnąc. Naturalne, chłodne, swobodne ruchy, jego ciało wykonywało polecenia i lubiłam go oglądać, tak bardzo, że poczułam, że moje serce zaczyna bić trochę szybciej, a usta zaczęły się uśmiechać.

Wtedy rozległy się strzały.

Zamarłam, usłyszałam przerażone krzyki, ale moje oczy pozostały utkwione w Hectora, gdy jego ciało szarpnęło się, pochylił się, teraz biegł, jego ręka powędrowała do tyłu dżinsów, widziałam, jak wyciąga broń.

To wszystko, co widziałam.

Zostałam podniesiona z kanapy. Zaskoczyło mnie to i wydałam cichy krzyk, nie tylko z powodu zaskoczenia, ale także dlatego, że mnie poniesiono i nie mogłam zobaczyć Hectora wokół dużego ciała Bobby’ego.

„Postaw mnie!”  - krzyknęłam, wijąc się w jego ramionach, aż mogłam zobaczyć wokół niego. Dostrzegłam Hectora, który przycupnął przed samochodem przed Fortnum. Podciągnął się lekko w górę, wyciągając ramiona przed siebie w górę, z ręką z pistoletem opartą na drugiej dłoni i strzelił raz.

Znowu straciłam go z oczu, kiedy moja pupa została umieszczona na ladzie z książkami i Bobby bez wahania położył mi rękę na piersi i pchnął mnie. Kiedy upadłam do tyłu, obracając ramionami, aby odzyskać równowagę, zauważyłam ruch w całej księgarni. Indy krzyczała na klientów, aby zostali w środku i przeszli między regały z książkami.

Potem, zanim upadłam, silne ręce sięgnęły do mojej talii i zostałam szarpnięta za drugą stronę kontuaru. Moje stopy uderzyły o podłogę, a Duke przycisnął się do mnie, aż oboje przykucnęliśmy, a wielkie ciało Duke’a w większości zakrywało moje. Słyszałam łomotanie stóp, więcej krzyków, więcej strzałów i w panice próbowałam się poderwać, ale Duke nie ustał.

„Nie ruszaj się!” - mówił.

„Hector!” - krzyknęłam w stronę podłogi (która była moim wymuszonym punktem obserwacyjnym, Duke miał głowę schowaną w dół jedną ręką) i nadal naciskałam na jego ciało.

„Spokojnie!” - powtórzył Duke, wciskając się we mnie.

„Padły strzały. Księgarnia Fortnum, Bayaud i Broadway” - usłyszałam huk Tex z drugiego końca pomieszczenia, oczywiście przez telefon, a potem głośniejszy huk - „Świrusko, nie martw się o klientów, chodź tu teraz!”

„O mój Boże” - odetchnęłam i Tex kontynuował.

„Celem jest Hector Chavez. Jest na zewnątrz z Bobby’m Zanzinskim, obaj odpowiadają ogniem.”

„O mój Boże” - odetchnęłam ponownie.

Poczułam ruch, Duke został potrącony i mogłam nieco unieść głowę. Widziałam, jak Jet wepchnęła do nas klientkę za ladę z książkami. Oboje zniżyli się, usiedli na plecach, z kolanami do góry, plecami do półek.

„Bobby wyszedł” - powiedziała Jet do Duke’a z bladą twarzą.

Spojrzałam na Duke’a i zobaczyłam, że jego usta zaciskają się podczas, gdy było słychać więcej strzałów. Moje oczy powróciły do Jet.

„To się nie dzieje” - powiedziałam jej głupio, ponieważ to… kurwa… działo się.

„Zachowaj spokój, kochanie” - Duke dotarł do mnie chrapliwy głos i spojrzałam na niego.

Ty zachowaj spokój!” - warknęłam, ponownie próbując (i bezskutecznie) na niego naciskać - „Tam jest mój chłopak!”

„On wie, co robi, i nie ma sposobu, żebyś mu pomogła” - odparł Duke.

Z bijącym sercem spojrzałam na Duke’a, wiedząc, że ma rację. Potem spojrzałam na Jet, a potem na drżącą klientkę, która skuliła się obok Jet i która wyglądała jak jeden z tych ludzi z grunge’owy zespołu rockowego, którzy potrzebowali prysznica i szamponu.

Nie mając żadnej możliwości, zrobiłam jedyną rzecz, jaką mogłam zrobić.

Powiedziałam pustą groźbę.

„Mogę tylko powiedzieć, że jeśli to Balducci, to zapoluję na niego i wyrwę mu serce gołymi rękami i użyję go jako piłki nożnej!”

Klientka Grunge spojrzała na mnie i przysunął się trochę bliżej Jet. Słyszałam syreny i zauważyłam, że nie było już strzałów.

„Strzały ustały” - powiedziałam natychmiast do Duke’a.

„Trzymaj się nisko” - odparł Duke.

„Musimy sprawdzić, czy z Hectorem i Bobby wszystko w porządku” - ciągnęłam.

„Sadie, trzymaj się nisko” - powtórzył Duke.

Chociaż naprawdę nie chciałam, pozostałam nisko i próbowałam głęboko oddychać.

To było trudne.

Moje oczy zatrzymały się na Jet. Kiwnęła mi uspokajająco głową, objęła drżącą klientkę i przyciągnęła ją do siebie. Pokiwałam głową i wciągnęłam więcej powietrza, ale nieważne, jak głębokie były wdechy, nie mogłam uzyskać wystarczającej ilości tlenu w płucach.

Czekaliśmy, jak się wydawało, cztery dni.

Cztery długie dni.

W końcu usłyszałam, jak Bobby mówi z przodu księgarni - „Tex, Duke, Shirleen, wyprowadzamy Sadie.”

Zanim zdążyłam zareagować na powrót Bobby’ego, Duke podciągnął mnie na górę i wypchnął zza lady z książkami.

Widziałam żywego Bobby’ego, bez widocznych dziur po kulach ani krwi, pozornie sprawnego jak skrzypce stojącego przy drzwiach z pistoletem w dłoni. Czarny Explorer Nightingale’a stał na chodniku tuż przed frontowymi drzwiami.

„Hector?” - zapytałam Bobby’ego.

„Czuje się dobrze” - odpowiedział Bobby.

Wciągnęłam więcej oddechu i w końcu poczułam, jak tlen uderzył w moje płuca.

Potem, jakby nie słyszała Bobby’ego, krzyknęłam w stronę lady z książkami - „Jet, on czuje się dobrze!”

„Słyszałam! Znikaj!”  - odezwał się głos Jet.

„Indy?” - krzyknęłam.

„Nic mi nie jest, idź!” - usłyszałam, jak Indy wrzeszczy zza lady z espresso.

„Tod, Stevie?” - wołałam.

„Dziewczyno, idź!” - Tod zawołał gdzieś z półek z książkami.

„Wszystko w porządku”.

Zanim mogłam zrobić cokolwiek więcej, Shirleen, Tex i Duke podeszli bliżej i wyprowadzili mnie na zewnątrz, podczas gdy Bobby trzymał pistolet w górze i rozglądał się. W ciągu kilku sekund znalazłam się za drzwiami, z tyłu Eksplorera i drzwi zostały zamknięte. Shirleen weszła od strony pasażera, Bobby za kierownicą i ruszyliśmy.

„Gdzie jest Hector?” - zapytałam, zapinając pasy.

„Z Rickym” - odparł Bobby.

Poczułam, że dziesięć ton uderzyło mnie w klatkę piersiową i całkowicie przestałam oddychać.

Na szczęście Shirleen przemówiła w moim imieniu - „Co powiedziałeś?”

„To Ricky Balducci strzelał do niego. Podjąłem ogień, Hector okrążył budynek, wszedł schodami przeciwpożarowymi i go dopadł” - odpowiedział Bobby.

Wizje Hectora dławiącego życie z Ricky'ego (lub gorzej) wypełniły moją głowę. Znowu zaczęłam oddychać (bardziej jak hiperwentylować) i krzyknęłam - „Wracaj! Nie możesz zostawić Hectora z Rickym, on może …”

„Rozbroił go, przykuł do drzwi i ma przy sobie broń” - przerwał mi Bobby – „Kiedy wyszedłem, zbliżali się gliniarze. Ricky musi odpowiedzieć za gwałt, podpalenie, a teraz usiłowanie zabójstwa. Jeśli Hector go zaatakuje, spieprzy to. Hector to dziki człowiek, ale nie ma mowy, żeby to spieprzył, bez względu na to, jak bardzo chce skopać tyłek Balducci.”

To miało sens i sprawiło, że przestałam hiperwentylować.

Wtedy przyszła mi do głowy inna myśl.

„Dlaczego mnie wywozisz?”

„Hector chce, żebyś była w biurze” - odpowiedział Bobby.

„Dlaczego?” - nacisnęłam.

„Nie pytałem, nie obchodzi mnie to. Chce cię tam, zabieram cię tam. Wykonuję rozkazy i ich nie kwestionuję. Zawsze” - wrócił Bobby. Zdecydowałam (ponieważ Bobby właśnie brał udział w strzelaninie), że może teraz nie czas na zadawanie więcej pytań.

Zabrał nas do biura i zaparkował w garażu podziemnym. Nie miałam czasu na emocjonalny dramat, że po raz pierwszy wróciłam do garażu, odkąd zostałam tam zgwałcona. Shirleen i Bobby wypchnęli mnie z samochodu, na górę po schodach i do biura, zanim zdążyłam mrugnąć.

Shirleen została w recepcji, ale Bobby zaprowadził mnie prosto przez drzwi do pokoi na tyłach i do pokoju monitoringu, który był wypełniony kilkoma biurkami, monitorami, sprzętem i dużym, muskularnym ciałem, jakim był Jack.

Jack odwrócił się do nas, jego oczy wykonały profesjonalny skan całego ciała, po czym przeniosły się na Bobby’ego.

„Dzwonili” - powiedział Bobby'emu.

„Kod jeden?” - zapytał Bobby.

„Tak” - odparł Jack.

Rozejrzałam się między nimi, zastanawiając się, kto to wyjaśni.

„Spadam” - powiedział Bobby, a potem wyszedł.

Drzwi zamknęły się za nim. Uznałam, że Bobby nie jest tym, który wyjaśnia.

Dlatego odwróciłam się i zapytałam Jacka - „Co to jest kod jeden?”

„Siedź. Obserwuj monitory” - odpowiedział Jack.

Siedziałam na obrotowym krześle przed rzędem monitorów, sześć w poprzek, cztery rzędy, każdy z czymś, co wyglądało jak nagrywarka DVD. Wbiłam wzrok w ekrany i powtórzyłam - „Co to jest kod jeden?”

„Rób, co mówię, kiedy mówię, bez względu na to, co widzisz na monitorach” - odpowiedział Jack.

Chociaż tak naprawdę nie była to odpowiedź, nie spierałam się. Nie podejrzewałam, że teraz nadszedł Czas na Spory. Czas na Spory będzie po tym, jak skończy się Kod Jeden i znów niewinnie zagram w Yahtzee z przyjaciółmi.

„Czy powinnam się martwić o to, co się dzieje?” - spytałam.

„Nie.”

„Jesteś pewien?”  - nacisnęłam.

„Tak.”

Naprawdę mu nie wierzyłam, ale, jak wspomniałam, nie był to Czas na Spory.

Oglądaliśmy monitory.

Następnie zapytałam - „Czego szukamy?”

„Cokolwiek.”

„Co to za cokolwiek?”

„Cokolwiek, cokolwiek.”

Czułam się źle przygotowana do roli pomocnika Jacka Monitora, ale postanowiłam przestać zadawać pytania dotyczące mojego zadania. Nie tylko nie był to Czas na Spory, ale prawdopodobnie też nie był to Czas na Pytania. Z wyjątkiem tego, że wyglądało jakby rzeczy w Fortnum wróciły do normy i grupki ludzi w sali bilardowej wykonujących zajęcia w stylu sali bilardowej, nic się nie działo.

Zdecydowałam się na inny temat - „Czy mogę zadzwonić do Hectora?”

„Nie.”

Jasna cholera.

„Czy mogę do niego zadzwonić za, powiedzmy, piętnaście minut?” - próbowałam.

„Możesz się zamknąć. Byłoby dobrze.”

Moje plecy wyprostowały się, ale oczy nie opuszczały ekranów.

„Czy właśnie powiedziałeś mi, żebym się zamknęła?”

„Widzę, że mnie nie słyszałaś”.

„Hector brał udział w strzelaninie!” - warknęłam.

„Nie pierwszy raz, prawdopodobnie nie ostatni.”

O mój.

To mnie zamknęło.

Postanowiłam o tym nie myśleć, dopóki nie będę miała, powiedzmy, sześciuset lat i po cichu oglądaliśmy ekrany.

Wtedy zobaczyłam coś w sali bilardowej.

„O mój Boże!” - krzyknęłam.

Jack stanął w pogotowiu.

„Co?”

„Spójrz na jej strój!” - wskazałam dziewczynę w sali bilardową - „Jej koszulka na ramiączkach jest obcisła i nie ma na sobie stanika. A jej spódnica jest krótsza niż ta, którą założyłam na koncert Stelli!”

Jack milczał, ale czułam, że stracił intensywność.

Przyjrzałam się bliżej, dziewczyna na ekranie pochyliła się nad stołem bilardowym i sapnęłam, gdy zobaczyłam półksiężyc - „Do jasnej cholery! Ma na sobie stringi!” - wykrzyknąłam, a potem kontynuowałam - „Jeśli ma zamiar nosić tak krótką spódnicę, naprawdę powinna nosić odpowiednią bieliznę.”

Jack milczał.

Spojrzałam na niego - „Nie sądzisz?”

Oczy Jacka pozostały na ekranach - „Myślę, że Hector jest mi winien dużo tym razem, tak myślę”.

Hmmm.

Być może Jack nie był typem mężczyzny, który dyskutował o wyborze bielizny dla kobiet, nawet po dramatycznych strzelaninach (a może kiedykolwiek).

Zdecydowałam, że to moja wskazówka, aby znów milczeć.

Trwało to mniej niż minutę.

„Dlaczego oglądamy salę bilardową?”

„Balducci są właścicielami tej sali.”

Poczułam, jak żółć wpada mi do gardła i przełknęłam ją. Myślałam, że to właściwe. Klan Zła Fitzpatricka spędzał czas w sali bilardowej w serii Veronica Mars. Nie podzieliłam się tym z Jackiem.

„Och” - to było wszystko, co powiedziałam, ale przyjrzałam się bliżej.

Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, a potem zobaczyłam, jak Bronco Hectora wjeżdża do garażu.

„Dziękuję ci Boże” - szepnęłam, patrząc, jak parkuje.

Wysiadł, ruszył w stronę drzwi prowadzących na schody, poczułam, jak moje ciało zaczyna się rozluźniać, ale potem zobaczyłam, że Hector zatrzymał się i spojrzał w stronę wjazdu do garażu.

Jack zesztywniał.

Ja zesztywniałam.

Potem zobaczyłam, jak BMW wjeżdża do garażu.

Hector ponownie wyciągnął broń z tyłu dżinsów, a ja automatycznie przykucnęłam, nie stojąc, nie siedziałam i nie byłam pewna, co zamierzam zrobić.

„Siedź” - rozkazał Jack, nie odrywając oczu od ekranu.

Usiadłam.

Gapiłam się.

BMW zatrzymało się, a Hector miał przechyloną głowę i podniesioną broń, wycelowaną w samochód.

Wstrzymałam oddech.

Marty Balducci wysiadł z BMW, a moje ciało automatycznie wróciło do mojej gotowości do ponownego przysiadu.

„Siedź!” - powtórzył Jack, tym razem głośniej i nie chciałam, naprawdę nie chciałam, ale znowu usiadłam.

Marty nie wyglądał dobrze i poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Nie widziałam tego wszystkiego wyraźnie na małym ekranie, ale wydawało się, że krwawi z wielu ran postrzałowych na klatce piersiowej. Marty trzymał się otwartych drzwi samochodu, żeby się nie przewrócić, ale widziałam, że walczył. Uniósł broń w kierunku Hectora, ale nie mógł jej wystarczająco podnieść. Widziałam, że rozmawiają (lub krzyczą) na siebie. Hector z wyciągniętymi ramionami i podniesioną bronią posuwał się wolno. Jack nacisnął przycisk na konsoli i pokój wypełnił się dzwonkiem telefonu.

Następnie na innym monitorze obserwowałam, jak Explorer wjeżdża do garażu. Patrzyłam spięta, jak samochód zaparkował pod kątem za BMW Marty’ego, a Lee i Luke wysiedli, już uzbrojeni, z podniesioną bronią i wycelowaną w Marty’ego.

„Co się dzieje?” - szepnęłam, ale Jack nie odpowiedział. Położył ręce na konsoli przed nami, blisko obu telefonów skierowanych w jego stronę oraz szeregu przycisków i pokręteł.

„Operator 112 …” - powiedział głos - „W czym mogę pomóc?”

„Potrzebuję karetki, w garażu pod Nightingale Investigations jest człowiek z wieloma ranami postrzałowymi…” - powiedział Jack do operatora, mówiąc wyraźnie, spokojnie, podając adres, swoje imię i nazwisko, numer telefonu. Kiedy Jack mówił, widziałam, jak Lee i Luke zbliżają się do Marty’ego, podobnie jak Hector, wszyscy wydawali się rozmawiać i poruszać się w zwolnionym tempie. Bez ostrzeżenia, prawdopodobnie nie mogąc już się utrzymać, Marty nagle upadł.

„Upadł” - powiedział Jack do operatora 112.

Hector i Lee zatrzymali się powoli i ruszyli do Marty’ego. Hector kopnął broń Marty’ego, wepchnął swoją do dżinsów, ukląkł i pochylił się nad Marty’m, zasłaniając nam widok. Luke pobiegł na tyły Explorera.

Coś chwyciło mój wzrok w kącie widzenia i spojrzałam na monitor znajdujący się dwa dalej w górę i w prawo, i na to, co zobaczyłam, krzyknęłam (i wskazałam na dokładkę):

„Jack! To Donny!”

Donny Balducci i dwaj mężczyźni, których nie znałam, pełzali po korytarzu, którego nie znałam.

„Potrzebujemy policji” - warknął Jack do operatora 112 - „Oddziału. Mamy trzech uzbrojonych mężczyzn w budynku, zbliżających się do biura Nightingale, pod tym samym adresem co karetka, mamy tu cywili. Jesteśmy na trzecim piętrze. Over.”

Następnie wcisnął przycisk i natychmiast nacisnął przełącznik – „Zamykamy. Zbliża się trzech uzbrojonych mężczyzn” – powiedział Jack, ale usłyszałam to przez głośnik, który wydawał się być wszędzie wokół nas. Patrzyłam, jak Shirleen podskakuje, otwiera szufladę, wyciąga broń, a potem pobiegła do drzwi biura. Zamknęła je na klucz, a ja poczułam ruchy Jacka, gdy nacisnął kolejny przycisk i pokój znów wypełnił się dzwonkiem.

„Wynoś się stamtąd, Shirleen, wynoś się, wynoś się …” - zaśpiewałam, patrząc, jak Donny i jego gang zbliżają się do drzwi biura, podczas gdy Shirleen biegła do wewnętrznych drzwi.

„Stark” - usłyszałam, jak głos Luke’a wypełnia pokój i oderwałam oczy od Donny’ego, by zobaczyć Luke’a stojącego w garażu z telefonem przy uchu.

„Donny jest w budynku, dwóch mężczyzn z nim, wszyscy uzbrojeni, na korytarzu, przed drzwiami do biura. Jesteśmy zamknięci. Karetka jest w drodze dla Marty’ego, wezwałem oddziały. Over.”

Jack mówił, ale Luke teraz się poruszał, biegnąc w kierunku schodów, Lee odrywał się od Hectora i szedł z Lukiem. Gdzieś po drodze ktoś dał Hectorowi apteczkę, ale leżała obok niego nieużywana na betonie, a Hector wykonywał RKO Marty’ego.

Potem zobaczyłam, jak Shirleen znika z recepcji.

„Status. Over” - powiedział Luke.

„Shirleen na korytarzu, Brody na zapleczu. Sadie i ja w pokoju monitoringu. Wszyscy inni na zleceniu. Over.”

„Shirleen wchodzi do Sadie, jesteś na korytarzu. Over.”

Luke i Lee zniknęli z ekranu, ponieważ wbiegli na schody. Jack nacisnął kilka przycisków i punkt widzenia na niektórych monitorach zmienił się i zobaczyłam Luke’a i Lee na schodach, przeskakujących je po dwa naraz.

Jack wstał, a kiedy odwróciłam się do niego, miał broń - „Bez względu na to, co widzisz lub co słyszysz, nie opuszczasz tego pokoju. Rozumiesz?”

Przytaknęłam.

„Powtórz” - powiedział.

„Nieważne co, nie opuszczę tego pokoju” - powiedziałam szybko.

Skinął głową, po czym wyszedł, Shirleen mijała go w drodze do wyjścia.

„Jack wezwał policję?” - zapytała Shirleen, kierując oczy bezpośrednio na monitory i zaczęła je przeglądać, siadając.

„Policja i karetka” - odpowiedziałam.

„Jasna cholera, co się stało w garażu?” - jej oczy były utkwione w Hectora, który wykonywał RKO Marty’emu.

„Marty wjechał, wysiadł z samochodu, był podziurawiony kulami. Upadł. Hector nad nim pracuje. Lee i Luke zmierzają tutaj.”

Shirleen milczała.

Potem cicho zauważyła - „Nie mają kamizelek”.

„Co?”

Spojrzała na mnie, a potem z powrotem na monitory i mruknęła - „Nic”.

Dotarło do mnie, że miała na myśli kamizelki kuloodporne.

Poczułam, jak przeszywa mnie strach, gdy patrzyłam, z otwartymi ustami, gdy Donny zrezygnował z próby wyważenia drzwi stopą, cofnął się o krok i wbił w nie kilka kul. Potem kopnął drzwi i wszyscy wpadli do środka, gdy Lee i Luke okrążyli kolejne schody.

„Dlaczego nie czekają na policję?” - krzyknęłam, znów wchodząc w przysiad i nie zamierzałam usiąść, nie ma mowy, nie wiedziałam już, jak siedzieć.

Nieproszone wizje wtargnęły mi do głowy. Zdjęcie ślubne Lee i Indy w gazecie. Luke bierze Avę w ramiona i mówi do jej ust. Obaj ze mnie żartują. Uderzyło mnie, że to byli moi przyjaciele i byli w niebezpieczeństwie.

Z mojego powodu.

Wyprostowałam się z przysiadu i wstałam.

„Dziecko, uspokój się” - powiedziała cicho Shirleen.

Wszystko naraz wydarzyło się na monitorach i w biurze.

Słyszałam kolejne strzały, te blisko, pochodzące od Donny’ego, który strzelał do wewnętrznych drzwi. Sanitariusze biegli w kierunku Hectora.

Po schodach wbiegała umundurowana policja z wyciągniętą bronią. Lee i Luke byli w holu i biegli do biur.

„Zostańcie!” - krzyknęłam, pochylając się teraz do przodu, z rękami na konsoli, drżącym ciałem, oczami wędrującymi maniakalnie od ekranu do ekranu.

Lee zatrzymał się przed drzwiami i oparł się o ścianę, po czym gwałtownie szarpiąc głową, wyjrzał przez drzwi, Luke obok niego, gdy Donny otworzył wewnętrzne drzwi.

„Jack” - odetchnęłam.

Kolejne strzały, Shirleen i ja wciągnęłyśmy powietrze, gdy Lee, a potem Luke wypadli zza drzwi do recepcji. Moje ciało drgnęło, gdy usłyszałam krzyki, strzały, blisko, bardzo blisko. Widziałam, jak Lee i Luke byli w recepcji, poruszali się i strzelali. Zauważyłam na innym ekranie, że Hector biegł po schodach, biorąc je po trzy naraz.

Bez namysłu odwróciłam się i rzuciłam do drzwi.

Zanim się zbliżyłam, Shirleen złapała mnie w silne ramiona i odciągnęła.

Było więcej strzałów, więc zamknęłam oczy, zakryłam uszy rękami i usłyszałam głos Jacka, miękki i uspokajający, dochodzący do mnie z pamięci w nocy mojego gwałtu - W porządku. W porządku. Już wszystko dobrze. Jesteś bezpieczna.

Ból strachu o Jacka przeszył moje jelita. Potem strzały i krzyki ustały.

Otworzyłam oczy i spojrzałam w lewo na monitory. Shirleen i ja wstałyśmy, jej ramiona owinęły się wokół mnie i patrzyłyśmy. Luke, policja, a teraz i Hector byli w recepcji. Luke i Hector szli naprzód, obaj wciąż uzbrojeni, z bronią wycelowaną w coś na ziemi, policja kręciła się w kółko, mówiąc do ustników na ich ramionach.

Lee zniknął.

„Czy możemy teraz wyjść? Czy możemy iść?” - zapytałam Shirleen.

„Poczekaj, mała. Zostań ze mną” - zagruchała Shirleen.

„Lee. Jack” - szepnęłam.

„Wytrzymaj.”

Straciliśmy z oczu Hectora i Luke’a, Shirleen i ja stałyśmy w milczeniu patrząc na monitory. Wydawało się dziwne i niepokojące, że w Fortnum wszystko było normalne.

Nie mieli pojęcia.

Żadnego pojęcia.

Mogły minąć sekundy, ale wydawało się, że minęły godziny, zanim drzwi się otworzyły i stanął w nich Hector. Ramiona Shirleen opadły, a ja rzuciłam się do przodu, moje ciało uderzyło w jego, a jego ramiona zamknęły się wokół mnie.

„Proszę, proszę, proszę, proszę, proszę” - westchnęłam do jego gardła.

„Jack został draśnięty, tylko nacięcie w szyję, nic mu nie jest. Miał czas, żeby założyć kamizelkę” - powiedział Hector i poczułam wibrację jego głosu na jego gardle przy moich ustach.

„Lee?”

„Lee jest w porządku. Opatruje Jacka.”

Moje ciało opadło na jego, jego ramiona zacisnęły się i raczej poczułam niż zobaczyłam, jak Shirleen przeciskała się obok nas i wychodziła z pokoju. Odchyliłam głowę do tyłu i spojrzałam na Hectora.

„Czy z tobą wszystko w porządku?”

Opuścił brodę i jego czarne oczy napotkały moje - „Tak, mamita. Wszystko ze mną w porządku.”

Moje ramiona się napięły – „Tak mi przykro. Tak bardzo, bardzo, przepraszam.”

Patrzyłam, jak jego oczy rozbłysły i mruknął - „Cállate, mi amor”.

„To moja wina” - ciągnęłam.

„Cállate” - powtórzył cicho.

Zamrugałam, a potem moje brwi złączyły się w zmieszaniu – „Co to znaczy?”

„To znaczy zamknij się.”

No więc.

„To brzmi ładniej niż zamknij się” - powiedziałam.

Jego usta drgnęły - „Tak nie jest”.

Nie miałam czasu martwić się, że Hector był niegrzeczny.

Wzięłam oddech i zapytałam - „Marty?”

Hector natychmiast odpowiedział - „Niedobrze. Powinien był zawieźć się do szpitala, a nie tutaj.”

Ciągnęłam dalej – „Donny?”

„Donny i jego chłopcy leżeli otoczeni oficerami, którzy nad nimi pracowali, kiedy tu dotarłem. Ale Luke i Lee mają spore doświadczenie z tym gównem. Nie strzelają, żeby zabić, po prostu unieszkodliwiają.”

Mogło tak być, ale nie mieli nawet czasu na wycelowanie.

Powiedziałam więc Hectorowi - „To, co się właśnie stało, było szalone, nie mieli czasu …”

Przerwał mi, mówiąc stanowczo - „Mieli czas”.

Gapiłam się na niego i zdałam sobie sprawę, że nie kłamie.

Postanowiłam znowu iść dalej - „Dlaczego to wszystko…”

Przerwałam, a potem zaczęłam ponownie - „Co się stało?”

Obniżył twarz, dotknął ustami do moich i powiedział - „Porozmawiamy o tym później. Po rozmowie z glinami i po tym jak posiedzimy w jacuzzi.”

Od razu się uśmiechnęłam. Nie mogłam nic na to poradzić, nawet po całym tym dramacie, sama myśl o siedzeniu w jacuzzi z Hectorem brzmiała świetnie.

Nie, zwłaszcza z całym tym dramatem.

I znowu to było.

Dramat. Strzelaniny. Sanitariusze. Policjanci. Strach. Panika. Sytuacje zagrażające życiu. Jack zostaje „draśnięty”.

A Hector zmiótł to wszystko obietnicami dotyczącymi jacuzzi.

Przytuliłam się bliżej, a potem mój uśmiech zniknął.

„Nie wolno mi” - powiedziałam mu.

Jego głowa podskoczyła ze zdziwienia tuż przed tym, jak wyraz jego twarzy się zmienił i wyglądał, jakby miał się roześmiać. Teraz, naprawdę, poważnie, naprawdę, nie było w tym absolutnie nic śmiesznego.

„Nie wolno ci?” - powtórzył.

„Mój tatuaż” – wyjaśniłam - „Facet od tatuażu powiedział …”

Przerwał mi ponownie – „Będzie dobrze.”

Przechyliłam głowę i zapytałam - „Jesteś pewien?”

Jedno z jego ramion opuściło mnie, a jego ręka powędrowała do mojej szyi, a potem w górę, jego palce wślizgnęły się w moje włosy. Zamiast odchylić moją głowę do tyłu, przechylił ją w dół i poczułam, jak jego usta poruszają się na czubku mojej głowy.

„Jestem pewien.”

Potem mnie tam pocałował.

Potem on i ja wyszliśmy na korytarz i przejęłam „opiekę nad Jackiem”.

*****

„Wracamy do najnowszych wiadomości o Nightingale Investigations. Kilka miesięcy temu prywatna firma śledcza zyskała lokalną sławę, strzegąc wokalistki popularnego lokalnego zespołu. Dziś po południu na Broadwayu doszło do strzelaniny pomiędzy …”

Głos prezentera został przerwany, gdy Hector nacisnął przycisk na pilocie i ekran telewizora zgasł. Uniosłam wciąż mokre włosy po wyjściu z wanny z jego klatki piersiowej i spojrzałam na niego.

„Oglądałam to” - zaprotestowałam.

Rzucił pilota na szafkę nocną, jego ciało wtuliło się w moje, a ja znalazłam się na plecach z Hectorem głównie na mnie.

„Nie chcę oglądać wiadomości” - powiedział mi, a jego oczy zbiegły się z moimi - „Chcę wygłupiać się z moją dziewczyną.”

Mój brzuch stopił się, mimo że niecałą godzinę temu „wygłupialiśmy się” w jacuzzi.

„Właśnie wygłupialiśmy się w jacuzzi” - przypomniałam mu, jakby mógł zapomnieć. Jedno było pewne, ja nie mogłam zapomnieć. Seks w jacuzzi był niesamowity.

(O Panie, miałam nadzieję, że on tego nie zapomniał).

Uśmiechnął się niegrzecznie (nie zapomniał) i jego głowa zaczęła opadać - „Nie obchodzi mnie to”.

„A jeśli powiedzieli coś o mnie w wiadomościach?”

Jego usta uderzyły w moje - „Nie obchodzi mnie to”.

„A co, jeśli coś o tobie powiedzieli?”

Ponieważ upierałam się przy mówieniu, jego usta opuściły moje usta, przesunęły się w dół mojego policzka, wzdłuż mojej szczęki do poniżej mojego ucha - „Nie obchodzi mnie to”.

„A jeśli powiedzieli coś o moim ojcu?”

Jego język dotknął skóry pod moim uchem, a potem przesunął się w dół i do przodu do mojego gardła. Zadrżałam, a potem powiedział głębszym głosem - „Nie obchodzi mnie”.

„Hector” - zawołałam, obejmując go ramionami, a jedną rękę wsuwając w jego włosy. Prawdę mówiąc, naprawdę chciałam uprawiać seks (tak, znowu, ale on właśnie nazwał mnie swoją dziewczyną i podobało mi się to, bardzo mi się to podobało i czułam, że powinnam świętować).

Ale choć to było nienawistne, musiałam wiedzieć, więc kontynuowałam - „Co się dzisiaj stało?”

Zatrzymał się i spojrzał na mnie. Wtedy jedna z jego dłoni opadła na bok mojej głowy.

Potem zrobił coś dziwnego.

Przesunął kciukiem po bliźnie na moim policzku, a jego oczy, ciepłe i intensywne, obserwowały, jak się porusza, podczas gdy wstrzymałam oddech na ten delikatny, ale dziwnie głęboki gest.

Jego spojrzenie powróciło do mojego.

„Dzisiaj jesteśmy o jeden krok bliżej do końca.”

To mnie zaskoczyło.

„Jeden krok?” - zapytałam zdezorientowana – „Ale Ricky jest w więzieniu. Marty i Donny są w szpitalu pod uzbrojoną strażą …”

Jego usta dotknęły moich i przestałam mówić, a potem powiedział - „Jeden krok, mamita. Jest jeszcze więcej do posprzątania.”

„Co trzeba posprzątać?”

Patrzył na mnie przez sekundę, potem dwie, a potem w trzeciej sekundzie kontynuował - „Chcę się tylko upewnić, że jesteś bezpieczna”.

„Ale …”

Jego kciuk przesunął się z mojego policzka do ust, skutecznie mnie uciszając.

„Jedna noc, Sadie. Jedna noc tylko ty i ja, to łóżko i twoje ciało i nic z tego gówna nie przychodzi. Na jedną noc chcę o tym zapomnieć. Czy możesz mi to dać?”

Zacisnęłam usta.

Naprawdę chciałam wiedzieć, co się stało tego dnia i dlaczego, skoro Balducci odeszli, pomyślał, że nadal musi się upewnić, że jestem bezpieczna.

Ale zdałam sobie sprawę z dwóch rzeczy naraz i uderzyły we mnie z siłą nadjeżdżającego pociągu.

Po pierwsze, nigdy o nic mnie nie prosił.

To nie była do końca prawda. Brał rzeczy i dawał rzeczy, ale nigdy nie prosił o nic poza opieką nad mną, bym mu zaufała i dała mu to, a żadna z tych rzeczy niczego mi nie odebrała, po prostu dawały.

Po drugie, wcześniej tego dnia nazwał mnie mi amor, „moja miłość”, według Jet, najdoskonalszą nazwą hiszpańskiej czułości.

Z powodu tych dwóch rzeczy skinęłam głową.

Potem patrzyłam z bliska zafascynowana, jak jego twarz stała się łagodna.

Potem jego usta zbliżyły się do moich.

Potem zapomnieliśmy o wszystkim i byliśmy tylko on, ja i nasze ciała w jego łóżku.

 

 



[1] Gra pięcioma kostkami, w której liczy się strategia i szczęście. 

3 komentarze:

  1. I znowu się piekło rozpętało... Dziękuję za kolejny rozdział ❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję❤ Co tu się wydarzyło😱 jestem w szoku. Przynajmniej źli chłopcy dostali po dupie😈😈😈 oh ale czuje ze to nie koniec kłopotów 😔 W sytuacji kiedy Sadie zaczęła gadać o stringach na miejscu Jacka pomyslalabym ze zbyt mocno uderzyła się w główkę 😂

    OdpowiedzUsuń