sobota, 20 marca 2021

5 - Krzyczący orgazm

 

ROZDZIAŁ V

Krzyczący orgazm

Sadie

 

 

„Nie doglądamy YoYo” - warknął Buddy do Ralphiego, otwierając drzwi baru dla gejów na Colfax i cofając się, bym mogła go przejść.

„Oczywiście, że doglądamy YoYo,” - warknął Ralphie, podchodząc blisko mnie, kładąc ręce na mojej talii i razem ze mną, popychając mnie, przeszedł przez drzwi.

„Nie YoYo” - odpowiedział Buddy.

„O, tak, YoYo,” odparł Ralphie.

Zaczęłam chichotać.

Kłócili się o doglądanie czarnego mopsa Bex, YoYo. Wyjeżdżała na wakacje i potrzebowała kogoś do opieki nad psem. Bex przyprowadziła ją tego dnia, żebyśmy mogli ją poznać. Buddy nie lubił psów, ale Ralphie i ja zakochaliśmy się w tym prychającym, sapiącym, malutkim, wijącym się, uroczym mopsie.

„Nie doglądamy YoYo, zaczniesz się znowu spierać na temat cholernego psa, a ja wyraziłem się jasno na ten temat około milion razy” - odpowiedział Buddy.

„Przepraszam, ale nie mogę założyć tych uroczych psich swetrów, które kupiłem online. Musimy znaleźć psa, żebym mógł ubrać go w te swetry” - wtrącił Ralphie.

„Mówiłem ci, żebyś nie kupował tych swetrów. Dlaczego ktoś miałby kupować swetry dla psa, skoro nie ma psa?” - Buddy tracił cierpliwość.

„Kocham psy. Zawsze ci powtarzam, że dom nie jest domem bez zwierzaka. W każdym razie jestem Królową Wyposażenia, ekspertem w Wszystkich Niezbędnych Akcesoriów. Potrzebuję psa. Psy to koniec wszystkiego, bądź nowy, modny dodatek” - Ralphiego nie obchodziło, że Buddy tracił cierpliwość (nigdy tego nie robił).

Byli teraz obaj za mną, pchając mnie do przodu, a ja po prostu śmiałam się.

Tak było, dopóki moje oczy nie przyzwyczaiły się do ciemnych świateł baru i zobaczyłam z przodu i pośrodku kilka stolików ustawionych razem dla wszystkich Rockowych Lasek. Wszystkich. W tym czarnowłosej pani, której nie spotkałam.

Wliczając w to Daisy. Zatrzymałam się jak martwa, a uśmiech zniknął z mojej twarzy.

Ralphie wpadł na mnie i powiedział - „Sadie, cukiereczku, ruszaj się, potrzebuję koktajlu”.

Nie ruszyłam się dalej. Stałam jak wryta w miejscu, wpatrując się w Rockowe Laski. Wtedy mnie to uderzyło. Jeszcze mnie nie widziały, więc wciąż miałam szansę uciec!

Już miałam się odwrócić, kiedy moje oczy złapały coś w poprzek baru.

Opierając się ramionami o ścianę, rozwalony siedział Lee Nightingale. Obok niego stał ktoś, kto na pierwszy przerażony rzut oka, pomyślałam, że to Hector. Wpatrując się w szoku, zdałam sobie sprawę, że nie, to był ktoś, kto wyglądał jak Hector, ale był tylko odrobinę bardziej ułożony. Jednak z jego wyglądu musiał być spokrewniony z Hektorem. Nie było mowy, żeby nie byli krewnymi.

Rockowe Laski mnie nie widziały, ale Lee i jego towarzysz zdecydowanie widzieli. Obaj spojrzeli na mnie i po chwili Lee zaczął odpychać się od ściany.

Zdecydowałam, że czas już iść.

Odwróciłam się - „Musimy iść” - powiedziałem do Buddy’ego i Ralphiego.

Obaj zatrzymali się tuż za drzwiami, spoglądali na mnie i zobaczyłam, jak zaskoczenie pojawiło się na ich twarzach.

„Iść? Dlaczego? Dopiero co tu dotarliśmy” - powiedział Ralphie.

Położyłam rękę na jego piersi i pochyliłam się - „Musimy iść. Teraz. Po prostu idź.”

Ralphie oparł się moim sugestiom, przeglądał bar, gdy Buddy zapytał mnie - „Wszystko w porządku?”

Nie, nie było w porządku. Ale nie zamierzałam tego wyjaśniać, nie teraz. Może zrobię to później, na przykład jutro lub, powiedzmy, kiedy będę mogła to wyjaśnić (co może nigdy nie być).

Wiedziałam, że w chwili, gdy Ralphie zobaczył Rockowe Laski, zrozumienie wypłynęło na jego twarz. Uśmiechnął się ponad moim ramieniem, a potem pomachał.

Złapałam go za nadgarstek i opuściłam dłoń - „Nie rób tego! Odwróć się i idź!”

„Co się dzieje?” - zapytał Buddy.

„Nie idziemy” - powiedział do mnie Ralphie, a jego głos powiedział mi, że zakopał się głęboko w swoich okopach bojowych, a kiedy Ralphie okopał się, Panna Townsend, Księżniczka Lodu, a nawet Czarodziejka z Antarktydy nigdy nie wygrałaby bitwy.

„Co się dzieje?” - powtórzył Buddy.

Nie poddałam się. Nie, właściwie nie mogłam się poddać. Stawka była zbyt wysoka.

„Idziemy” - powiedziałam do Ralphiego.

„Nie” - odparł Ralphie.

„Tak.”

„Nie”

„Idziemy!” - krzyknęłam.

„Co się dzieje!” - krzyknął Buddy.

„Sadie” - powiedział Lee Nightingale.

Spojrzałam w lewo, potem w górę i zobaczyłam stojącego tam Lee.

Niech ktoś mi powie, że Lee tam nie stał.

Ktoś inny, proszę, powiedz mi, że ten, który Musiał Być Krewnym Hectora nie stał obok niego.

To było do bani.

Puściłam nadgarstek Ralphiego i odwróciłam się do Lee.

Na szczęście nie byłam ubrana swobodnie: boso i w ogromnej bluzie. Miałam na sobie zbroję. Ołówkowa spódnica w kolorze kości słoniowej, dopasowany golf z dzianiny z jedwabiem i para fantastycznych beżowych butów Jimmy Choo z czubkami.

Moje włosy zostały mocno zebrane do tyłu, ale eksplodowały falami i lokami z klipsa na karku. Miałam grubą, ciężką, czysto złotą bransoletkę na nadgarstku i długie, szerokie złote obręcze w uszach. Poza gipsem na moim nadgarstku, to był strój Lodowej Księżniczki, który kończył wszystkie stroje Lodowej Księżniczki.

Dlatego, ponieważ nie udało mi się tego uniknąć, kiedy nadszedł czas, byłam gotowa.

„Lee” - powiedziałam, zakładając Współczynnik Chłodu sub- Zero.

Nawiasem mówiąc, Lee zignorował Współczynnik Chłodu sub- Zero, coś, co działo się ostatnio przez cały czas przez cały czas i zaczynało działać mi na nerwy.

„Jak się masz?” - zapytał Lee, jego głos nie był profesjonalny ani serdeczny, ale ciepły i szczery.

„Miałabym się dużo lepiej, gdyby ludzie przestali mnie pytać, jak się czuję” - odpowiedziałam natychmiast i lodowato - „Zostałam zgwałcona. Niestety zdarza się to każdego dnia.”

„Sadie!” - Ralphie syknął ze złością obok mnie, gdy patrzyłam, jak Lee się wzdryga. Wzdrygnął się, jakbym uderzyła go w twarz. Co, werbalnie, zrobiłam.

Byłam taką suką.

Mój żołądek ścisnął się i wiedziałam, że jeśli nie ucieknę, zacznę płakać. A to nie mogło się zdarzyć. Odwróciłam się do Ralphiego i oznajmiłam - „Potrzebuję drinka”.

Ralphie nic z tego nie rozumiał. Zmienił postawę, trzymając rękę na biodrze i powiedział - „Musisz tylko przeprosić pana Gorącego Faceta.”

Spojrzałem lodowymi sztyletami na Ralphiego, ale on się nie wycofał.

„Dobra” - oświadczyłam, poddając się, aby uciec - „Sama sobie kupię pieprzonego drinka”.

Potem, nie patrząc na Lee czy Krewnego Hectora, z wyprostowanymi plecami i wysoko uniesioną głową, podeszłam do baru.

Zatrzymałam się przy barze, mówiąc sobie, że mogę to zrobić. To był dla mnie spacer po parku. Przetrwam to i wszelkie kolejne tortury, jakie przyniosło mi życie. Mogłam to wszystko przeżyć.

Barman zapytał mnie, czego chcę, i powiedziałam mu - „Trzy cytrynowe krople. Nie, czekaj! Cztery.”

Miałam się urżnąć. Potrzebuję poważnej ilości wódki płynącej w moich żyłach, aby przetrwać tę scenę. I przebrnąć przez całą noc.

Pieprzyć ich. Pieprzyć ich wszystkich. Pieprzyć świat!

„O co chodziło?” - zapytał Buddy obok mnie, a ja spojrzałam na niego przez ramię w kierunku drzwi. Ralphie rozmawiał z Lee i Krewnym Hectora, a teraz byli z nimi Indy i Daisy.

Szlag.

Odwróciłam się do baru.

„To był Lee Nightingale” - poinformowałam Buddy’ego.

„Wiem, po tym, jak zagrałaś Wrzeszczącą Sukę z Piekła i odskoczyłaś, przedstawił się” - odparł Buddy.

Spojrzałam na Buddy’ego - „Ten Lee Nightingale, którego poprosiłam, aby mi pomógł, zanim zostałam zaatakowana.”

Twarz Buddy’ego stała się łagodna i powiedział - „Wiem, kim jest Lee Nightingale, pamiętam twoją historię, każde jej słowo, kochanie”.

Skinęłam raz głową i trzymając się blisko tej suki we mnie, powiedziałam - „No cóż, proszę bardzo”.

Buddy milczał przez sekundę, po czym powiedział mi - „Mężczyzna z nim to Eddie Chavez, brat Hectora”.

No cóż, to było po prostu świetne. Nie mógł być dalekim kuzynem, nieee, musiał być pieprzonym bratem Hectora.

„I?” - zaczęłam przycinać, spoglądając na barmana, który zaczął stawiać przede mną kieliszki.

„Sadie, to Buddy, z którym rozmawiasz. Odłóż sukę na bok.”

Na jego słowa przełknęłam. Potem wzięłam głęboki oddech i odwróciłam się do niego.

„Przepraszam” - wymamrotałam.

„Chcesz wyjść, pójdziemy” - zaproponował Buddy.

Wziąłem kroplę cytryny i pociągnąłem łyk. Potem westchnęłam.

„Zostaniemy na drinka” - Albo dwa, pomyślałam – „Wtedy pójdziemy.”

„Cokolwiek chcesz, ale Sadie?” - Spojrzałam na niego, a on znowu zaczął mówić - „On żałuje, że ci nie pomógł. Jest to na nim wypisane. Pozwalając mu myśleć, że zasługuje na to, by czuć tą skruchę, nie jesteś tym, za kogo cię brałem.”

On miał rację. Wiedziałem, że tak. Co więcej, jeśli pozwolę Lee myśleć, że jest w jakiś sposób winny za to, co mi się przydarzyło, nie byłam tylko tym, za kogo mnie Buddy brał, nie byłam tym, kim chciałam być. Nie mogłam wtedy spojrzeć Buddy’emu w oczy, bo musiałam, bo to był Buddy, szepnęłam –

„Czasami nie mogę się powstrzymać, wiesz, od bycia suką. To mechanizm obronny. Potrzebowałam go, odkąd moja mama odeszła, potrzebowałam jej, Lodowej Księżniczki, aby przejść…”

Ręka Buddy przesunęła się po moich ramionach i zbliżył się, zanim mi przerwał - „Wiem”.

Oparłam się o niego, podczas gdy barman kończył stawiać cytrynowe krople, a potem zapłaciłam za drinki. Kiedy skończyłam, Buddy odwrócił nas twarzą do sali.

Zaryzykowałam rzut oka na stół Rockowych Lasek i wiedziałam, że wiedziały, że tam byłam. Tylko oczy Shirleen były skierowane na mnie, ale moja obecność nie była już obserwowana.

Moje oczy przeniosły się na Ralphiego, który stał z Lee, Eddie, Indy i Daisy dalej od drzwi i dołączył do nich mężczyzna, którego wcześniej nie zauważyłam. Był ogromny, nie, olbrzymi, z dzikimi blond włosami i gęstą rudą brodą. Jego oczy były skierowane na mnie, gdy inni wokół niego rozmawiali. I mógłbym przysiąc, że kiedy wszyscy rozmawiali, widziałam w słabym świetle baru, że jego twarz czerwieniała.

Potem zrobiła się bardziej czerwona. Potem zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.

Potem nagle odłączył się od grupy i podszedł do mnie. Ludzie stali mu na drodze, ale rozproszyli się, widząc jego wielkie cielsko zmierzające w ich stronę. Zatrzymał się przede mną i spojrzał na moją twarz.

„Wyglądasz jak księżniczka z bajki” - huknął, tak, huknął, jego głos był tak donośny, że wypełnił hałaśliwy bar.

Ludzie zawrócili w naszą stronę. Gapiłam się na niego, nie wiedząc, co powiedzieć na tę dziwną uwagę początkową i byłam zbyt zszokowana, by nawet rozważyć wyciągnięcie Lodowej Księżniczki.

Uznałam, że „dziękuję” będzie odpowiednie, więc to właśnie powiedziałam.

„Jestem Tex” - oznajmił.

Domyśliłam się (i byłam zaskoczona tym faktem), że to barista Indy.

„Jestem Sadie” - powiedziałam mu.

„Wiem, kim ty, kurwa, jesteś. Wiem też, że jeśli nadarzy się okazja, skręcę temu sukinsynowi kark ”- odpowiedział Tex.

Tym razem domyśliłam się, że mówi o Rickym. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę prowadziła tę rozmowę, spodziewałabym się, że po jego komentarzu będę zawstydzona. Jakoś z Tex’em nie czułam się zawstydzona.

Jak dziwne to było?

Z jakiegoś powodu uśmiechnęłam się. A potem przymierzyłam Nową Sadie, żeby zobaczyć, jak na mnie pasuje.

„Robisz dobrą kawę” - powiedziałem, wstrzymując oddech i czekając na jego odpowiedź.

„Każdy może zrobić kawę” - odpowiedział Tex.

Popchnęłam Nową Sadie, chociaż z jego odpowiedzi nie byłam pewna, czy pracuje dla mnie – „Nie jak ty. Jesteś mistrzem.”

„Cóż, kochanie, myślisz, że robię dobrą kawę, dlaczego, kurwa, nie widziałem cię w księgarni?” - zapytał.

„Ja …”

„Chrzanisz” - przerwał mi, zanim jeszcze zaczęłam.

Zanim zdążyłam pomyśleć, zmrużyłam oczy - „Co masz na myśli mówiąc chrzanisz? Nawet nie słyszałeś, co mam do powiedzenia.”

„Cokolwiek to było, to będzie chrzanienie” - odparł Tex.

Wtedy usłyszałam, jak Buddy śmieje się obok mnie i postanowiłam milczeć. Naprawdę, co innego mogłam zrobić? Ten facet był szalony.

Tex odwrócił się do Buddy’ego – „Kim jesteś?” - chciał wiedzieć.

„Jestem Buddy, przyjaciel Sadie” - Buddy wyciągnął rękę.

Tex wziął ją, potrząsnął ją, a potem niebieskie oczy Tex zwróciły się do mnie, pochylił się, a potem sięgnął, złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć mnie po barze.

Tak, ciągnąć mnie po barze.

„Przepraszam!” - powiedziałam do jego pleców, próbując oderwać rękę od jego, ale nie udało mi się. Spojrzał na mnie, ale szedł dalej, gdy ludzie odskakiwali mu z drogi - „Dziś wieczorem siedzisz obok mnie”.

„Ale …”

„Ani słowa!” - huknął, prowadząc nas do stolika Rockowych Lasek.

Och, do cholery jasnej.

*****

Wieczorem stało się kilka dobrych rzeczy.

Po pierwsze, Tex umieścił mnie na krześle na końcu stołów, które znajdowało się nieco dalej od stołu (dla lepszego oglądania sceny) i przez to nie było łatwo dostępne dla Rockowych Lasek.

Po drugie, Ralphie świetnie się bawił, było jasne, że staje się jednym z Rockowych Lasek i podobało mi się, że dobrze się bawi.

Po trzecie, chociaż wszyscy uśmiechali się do mnie, gdy dano im szansę, żadna z Rockowych Lasek nie angażowała mnie w rozmowę. Nie mogły, byłam za daleko, nie wspominając o tym, że w ciągu pięciu minut od siedzenia i po tym, jak Buddy i Eddie dostarczyli cytrynowe krople, zaczęło się przedstawienie.

Po czwarte, Daisy była na drugim końcu stołu ode mnie i chociaż raz przyłapałam ją na obserwowaniu mnie, odwróciła wzrok w chwili, gdy na nią spojrzałam (to nie było dobre, a dokładniej, sprawiło, że moje serce trochę zabolało, ale było bezpieczne).

Po piąte, pokazy drag były świetne. Kochałam ich. Cały blichtr, glamour, makijaż, fantazyjne sukienki z piórami i koralikami, dodatki i wielkie włosy. To było fantastyczne. W chwili, gdy ukazała się pierwsza Drag Queen (miała na imię Burgundowa Róża i była też przezabawna) i zaśpiewała My Heart Will Go On Celine Dion całkiem zsynchronizowaną z ustami, z większą powagą divy niż nawet Queen Diva Dion mogła mieć, zostałam sparaliżowana.

*****

Ale były też złe rzeczy.

Po pierwsze, Tex pochylił się do mnie, gdy zaczęła się druga piosenka i zagrzmiał mi do ucha - „Jeśli dojdzie do strzelaniny lub czegoś innego, trzymaj się mnie”.

Po tym, jak to powiedział, zamrugałam, nie wiedząc, czy powinnam się śmiać, a potem zdałam sobie sprawę, że nie żartuje. Nie śmiałam się, ale ukradkiem przysunęłam krzesło bliżej jego.

Po drugie, Hector pojawił się podczas trzeciego Drag Queen, który śpiewał I Will Survive.

Jakbym miała szósty zmysł, spojrzałam na drzwi i złapałam go, jak wszedł.

Wyglądał dobrze, mając na sobie obcisłą bordową koszulkę z długimi rękawami, dżinsy i buty. Nadal potrzebował strzyżenia, ale gdzieś w międzyczasie się ogolił i, jeśli to możliwe, wyglądał lepiej niż kiedykolwiek. Odwróciłam wzrok, zanim mnie zobaczył, ale z szybkimi spojrzeniami obserwowałam, jak podchodzi do baru, bierze piwo, a potem staje obok Lee i Eddiego przy ścianie.

„Pracuj, kobieto!” - Tex huknął na Drag Queen, a ja podskoczyłam, odwróciłam wzrok od Hectora, na szczęście zanim przyłapał mnie na obserwowaniu go i, nie mogłam się powstrzymać, uśmiechnęłam się do Texa. Jego wielka głowa była zwrócona na Glorią Gaynor i, nie mogłam nic poradzić, szalony facet wsiadający na Drag Queen synchronizującą się ustami z Glorią Gaynor, był po prostu zabawny.

Podejrzewałam, że Eddie zadzwonił do swojego brata, ale ja z tym też mogłam sobie poradzić. Oglądałam program, piłam moje cytrynowe krople, a kiedy będzie po wszystkim, poproszę Buddy’ego i Ralphiego, żeby mnie stamtąd wyciągnęli.

Proste.

*****

Po piątej kolejce cytrynowych kropli zdałam sobie sprawę, że najwyższy czas postawić kolejkę.

Sadie-Którą-Chciałam-Być kupiłaby kolejkę. Prawda?

Oparłam się o Texa - „Idę kupić kolejkę” - powiedziałam mu, żeby ocenił jego reakcję na mój przyjazny gest.

„Budweiser” - zagrzmiał w odpowiedzi, nie odrywając wzroku od sceny i Queen, która śpiewała This Will Be (An Everlasting Love) Natalie Cole.

Spojrzałam na stół, a wokół były rozrzucone różnej wielkości kieliszki z różnokolorowym płynem. Skąd miałam wiedzieć, czego wszyscy chcą, jeśli ich nie zapytam?

Niemożliwe!

Wtedy wpadłam na pomysł i zwróciłam się do Texa - „A co dla wszystkich innych?”

Oderwał oczy od sceny, rzucił okiem na stół, spojrzał na scenę i warknął - „Szoty”.

Spojrzałam na Rockowe Laski. Wszystkie śpiewały na głos (i było to bardzo głośno) i tańczyły na krzesłach z rękami nad głowami (z wyjątkiem Ally i Avy, które obie stały przy scenie, śpiewając, tańcząc i machając banknotami dolarowymi do Queen). Oczywiście nie przeszkadzało im już to, co piły. Szoty, to było to.

Wstałam i podeszłam do baru, a kiedy barman zapytał o zamówienie, odwróciłam się do stołu, policzyłam, odwróciłam się z powrotem do barmana i powiedziałam - „Jedenaście szotów i butelka budweisera”.

„Jakie rodzaje szotów?” zapytał barman.

O nie.

Jakie szoty? Nie wiedziałam, jakiego rodzaju szoty. Nigdy nie wychodziłam z dziewczynami, które piły szoty. Jakie były rodzaje?

„Szoty alkoholu” - odpowiedziałam.

Barman zamrugał do mnie, po czym powiedział niecierpliwie - „Nie sądziłem, że chcesz kieliszki soku pomarańczowego”.

Cóż, nie musiał być złośliwy.

Ta sprawa z Nową Sadie była trudna. Księżniczka Lodu już by go zamroziła. Otrząsnęłam się z chęci zaatakowania go Lodem.

„Jaki mam wybór?” - zapytałam.

Zamrugał ponownie, po czym zaczął szybko je wymieniać - „Tequila, sambuca, Kahlua, Jägermeister, cokolwiek w tym stylu. Potem są mieszane szoty: B-52, rozmyty pępek, seks na plaży, lodzik, krzyczący orgazm, szybkie ruchanie …”

„Stop!” - krzyknęłam, podnosząc rękę, żeby podkreślić, że powinien przestać mówić, na wypadek, gdyby nie zauważył tego po moim krzyku. Następnie wskazałam na nasz stół - „To dla nich”.

Oczy barmana wyszły poza mnie, do Rockowe Laski i powiedział - „Jedenaście krzyczących orgazmów, nadchodzi”.

Uff.

W porządku, dobrze. To nie było takie trudne.

Mogłam to robić. Mogłam kupić szoty dziewczynom. Może kiedy wrócę do stołu, porozmawiam z jedną z nich, a nawet przedstawię się czarnowłosej pani.

Wtedy podszedł do mnie inny barman i wręczył mi kartkę.

„To od tej pani na końcu baru” - Wskazał na koniec baru. Spojrzałam w tamtą stronę, ale nie zauważyłem żadnej kobiety. Wokół kręciło się tylko kilku gejów.

Kiedy spojrzałam za siebie, nowego barmana nie było, a mój stary, Niecierpliwy Złośliwy Barman, postawił przede mną  Budweisera Tex'a i zaczął ustawiać puste kieliszki.

Otworzyłam kartkę i prawie zemdlałam na to, co przeczytałam.

Sadie,

Wszędzie cię szukałam, kochanie, a kiedy cię znalazłam, czekałam, żeby się zbliżyć.

To twoja matka.

Nie rób sceny, idź na tył, jakbyś szedł do łazienki, a następnie wyjdź przez tylne drzwi.

Podchodzenie do ciebie nie jest dla mnie bezpieczne. Nikt nie może mnie zobaczyć.

Ale nie mogę się doczekać, żeby cię przytulić.

Przyjdź sama i upewnij się, że nie jesteś śledzona. - Mama

Kiedy skończyłam czytać notatkę, moje serce biło jakbym przebiegła setkę. Rozejrzałam się za barem, szukając kogoś, kto mógłby być moją mamą.

Moja mama!

W barze dla gejów!

Nie obchodziło mnie, gdzie ją spotkam; Chciałam ją tylko zobaczyć.

Tu i ówdzie były kobiety, ale większość z nich siedziała przy stole Rockowych Lasek.

Wtedy pomyślałam, dlaczego, u licha, kręciłam się w kółko?

Upuściłam notatkę i bez zwłoki skierowałam się do łazienki. Ale nawet nie zawracałam sobie głowy udawaniem, że zamierzam z niej skorzystać. Poszłam prosto do końca korytarza, pchnęłam tylne drzwi wyjściowe i znalazłam się na zewnątrz.

Drzwi zamknęły się za mną i rozejrzałam się. Przytłumiona latarnia uliczna oświetlała wilgotną uliczkę. Było tam kilka śmietników, kilka skrzyń ułożonych w stosy, kilka starych beczek, ale nie było mamy.

Odeszłam dalej od drzwi. – „Mama?” – zawołałam.

Wtedy poczułam za sobą ruch, zacząłem się obracać, ale już mnie złapał. Zaczęłam krzyczeć, ale dłoń przesunęła się po moich ustach i zostałam wciągnięty w jego ciało, z ręką na ustach, drugą ręką wokół mojej talii.

„Słodka, słodka Sadie” - Usłyszałem nucenie w moim uchu i na jego słowa zaczęłam drżeć. Znałam ten głos. To nie był Ricky Balducci. To był jego brat Harvey. Szedł naprzód, zabierając mnie ze sobą, przez cały czas rozmawiając w swoim Zwariowanym Przyśpiewem Balducci - „Słodka Sadie, taka głupia, taka bardzo głupia”.

Spróbowałam się uwolnić, odwróciłam głowę i wydałam z jego dłoni dźwięki tak głośne, jak tylko mogłam.

„Zapewniła sobie ochronę, załatwiła sobie chłopców, którzy myślą, że mogą się pieprzyć z Balducci. Czy Ricky niczego cię nie nauczył?” - powiedział Harvey do mojego ucha, wciąż idąc, popychając mnie do przodu.

Moje serce biło tak mocno, że aż bolało. Wykręcałam gwałtownie głowę, jednocześnie walcząc z jego drugą ręką. Nie dałam rady; miał co najmniej 15 centymetrów i sto kilogramów więcej niż ja. Niech ktoś mi powie, że to się nie dzieje. 

Nie znowu.

„Nie popełnię tego samego błędu co Ricky. Kiedy z tobą skończę, a ty nadal będziesz żyła, odwołasz chłopców i będziesz trzymała swoją pieprzoną buzię na kłódkę w sprawie Ricky’ego”

Nie. Wydawało się, że to się powtórzy. 

Chyba że mogłabym to powstrzymać.

Otworzyłam usta i wgryzłam się w jego dłoń tak mocno, że poczułam, jak jego krew wypełnia moje usta. W tym samym czasie podniosłam but od Jimmy’ego Choo i uderzyłam szpilką w jego stopę i natychmiast wykonałam gigantyczny wysiłek, aby się uwolnić.

Harvey wrzasnął z bólu, puścił mnie i ruszyłam, wypluwając jego krew na bok.

„Ty, kurwa, suko!” - krzyczał z wściekłości i błyskawicznie dogonił mnie, obejmując mnie ramieniem w talii, podciągnął mnie do góry i dookoła, a następnie postawił mnie na nogach, podczas gdy ja przez cały czas szarpałam jego ramię paznokciami.

Gdy tylko stanęłam na ziemi, coś mocnego owinęło się wokół mojego nadgarstka.

Zanim zdążyłam unieść głowę, zostałam wyciągnięta z Harveya z taką siłą, że poleciałam i zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy zderzyłam się z czymś innym.

Spojrzałam w górę, żeby zobaczyć, z czym się zderzyłam, gotowa do ucieczki, i zobaczyłam Eddiego.

Nie uciekłam głównie dlatego, że to był Eddie, ale także dlatego, że jego ramię objęło moją talię, a nie w sposób Harveya, ale trzymając mnie, zanim upadłam, a on odciągnął mnie kilka kroków do tyłu, po czym się zatrzymał. Kiedy się zatrzymał, jego drugie ramię objęło mnie i przyciągnął mnie blisko swojego ciała.

Patrzyłam na niego częściowo nadal spanikowana, częściowo z taką ulgą, że mogłam płakać, że ten odcinek z Balducci miał inne zakończenie niż poprzedni. Wtedy zobaczyłam, że twarz Eddiego była przerażająco skamieniała, a jego oczy były skierowane na coś poza nami.

Popatrzyłam na to coś.

Hector przyszpilił Harveya Balducci do ceglanej ściany, trzymając tylko rękę na gardle Harveya. Lee stał dwie stopy za nim i obok niego. Harvey krztusił się i próbował oderwać rękę Hectora, bezskutecznie kopiąc nogami. Nie chodziło o kneblowanie; miał wyłupiaste oczy, purpurową twarz, życie migoczące przed oczami i krztusił się.

Stałam z łomoczącym sercem i starałam się uporządkować myśli.

Potem moje myśli się uporządkowały i zdałam sobie sprawę, że Hector dusi Harveya. Nie tylko to, ale też Eddie i Lee nie robili nic, by go powstrzymać. Ani jednej rzeczy.

Wizje Hectora w więziennym drelichu wypełniły moją głowę i nie wyglądał w połowie tak dobrze w więziennym drelichu, jak w tych dżinsach i obcisłej koszulce. Wizje te skłoniły mnie do działania i naparłam na ramiona Eddiego, ale stały się twarde.

„Stop!” - krzyknęłam.

Ani Hector, ani Lee nie spojrzeli na mnie. Walczyłam z uściskiem Eddiego, ale on trzymał mnie mocno.

„Stop, stop, stop!” - krzyknęłam.

Potem usłyszałam, że przybywa więcej ludzi, kobiece okrzyki i westchnienia, a potem biegają stopami.

„Lee, zrób coś!” - Indy była obok mnie i krzyczała na Lee.

Lee się nie poruszył; po prostu obserwował Hectora, jakby to była jakiś dziwna, nowomodna, w zaułku zabawa na świeżym powietrzu w barze dla gejów.

Mówię ci, to było dziwne.

Wtedy zobaczyłam wir ruchu i była tam Daisy. Zaatakowała Hectora z pełną głową, poruszając się z taką szybkością, że odrzuciła go na bok.

Dzięki Bogu. Mała Daisy na ratunek i bez więziennego drelichu dla Hectora.

Opadłam na Eddiego.

Zwolnione ugięcie trwało dwie sekundy, po czym wyprostowałem się i spięłam, ponieważ Daisy nie próbowała uratować Hectora przed oskarżeniem o morderstwo. Próbowała dostać się do Harveya. I dopadła go, zrobiła to.

Patrzyłam jak skamieniała, gdy na niego szła, drapiąc paznokciami, kopiąc butami i waląc pięściami. Harvey pochylił się, wciągając powietrze i jednocześnie usiłując odpędzić Daisy.

Nie udało mu się. 

Nikt też nie próbował powstrzymać Daisy. 

Nikt.

Jakimś cudem złapała go na plecy i skoczyła na nie, bijąc go po twarzy i klatce piersiowej, zupełnie wymykając się spod kontroli. Więc poza kontrolą słyszałam, jak jęczy i histerycznie jednocześnie płacze:

„Ty…” – Cios - „Zostaw…” - Kolejny cios - „Sadie…” - Pazur w twarz – „W spokoju.”

Potem nachyliła się do jego twarzy i zakończyła piskliwym głosikiem - „Zostaw ją w spokoju!”

Wreszcie wyrwałam się z Eddiego i podbiegłam do Daisy, chwytając ją od tyłu za uniesiony nadgarstek, a drugą ręką obejmowałam jej talię. Walczyła ze mną i szarpałyśmy się, kiedy ją odciągałam.

„Daisy, to ja” - szepnęłam jej do ucha, mocno trzymając - „Sadie. Jestem w porządku. Ze mną wszystko w porządku.”

Daisy odwróciła się do mnie, wyrywając się z mojego uścisku, gdy zauważyłam, że Eddie porusza się wokół nas i poczułam ruch za nami, gdy Hector, Lee i Eddie, do których wkrótce dołączył zbliżający się Tex i Buddy, zaczęli zajmować się Harveyem.

„Nie jesteś w porządku!” - Daisy wrzasnęła mi w twarz - „I nie czujesz się dobrze!”

„Daisy …” - zaczęłam.

„Nie możesz tego zrobić sama!” - wciąż krzyczała, łzy spływały jej po twarzy - „Wiem to, wiem to. Nie możesz tego zrobić sama” - położyła ręce na twarzy i płakała za nimi, mamrocząc powtarzając - „Nie możesz tego zrobić sama”.

Ostrożnie zbliżyłam się, a potem, czując się dziwnie, otoczyłam Daisy ramionami tak, jak Buddy lub Ralphie obejmowali mnie ramionami.

„Nie jestem sama” - szepnęłam do jej pochylonej głowy.

Podniosła na mnie mokre oczy, były jasne i migotały – „Cholerna racja” - warknęła.

Nie mogłam nic na to poradzić, jej pełne nastawienia zachowanie „cholernie racja” ze łzami spływającymi po jej twarzy z jakiegoś powodu wydało mi się zabawne.

„Potrzebujesz krzyczącego orgazmu” - powiedziałam jej autorytatywnie, jakbym w ogóle wiedziała, czym on jest.

Zamrugała – „Co?” - zapytała.

„Szoty, które kupowałam wszystkim, zanim tu wyszłam. Powinny być już gotowe.”

Patrzyła na mnie, jakbym była walnięta, po czym powoli skinęła głową - „Cóż, skarbie, muszę przyznać, masz rację. Przydałby mi się teraz krzyczący orgazm.”

„Zabierzmy cię do środka” - powiedziałam, obejmując ją ramieniem i prowadząc w kierunku tylnych drzwi. Spojrzałam i zobaczyłam wszystkie Rockowe Laski i Ralphiego stojących przy drzwiach i wszyscy mnie obserwowali. Może pewnego dnia będę mogła poradzić sobie z nimi wszystkimi naraz, ale właśnie, kiedy wtedy zostałam (ponownie!) zaatakowana przez Balducci, a Daisy nie była w formie, nie miałam siły na nic poza tym, czym był krzyczący orgazm.

Więc odwróciłam się od nich i szłam prosto w kierunku tylnego wejścia, podczas gdy mówiłam - „Może zamówimy też jeden z tych seksów na plaży”.

*****

Wszyscy (czyli każda z Rockowych Lasek, Ralphie i ja) mieliśmy krzyczące orgazmy, potem uprawialiśmy seks na plaży, a potem próbowaliśmy rozmytych pępków.

Hector, Lee i Eddie nie dołączyli do nas na naszym Festiwalu Szotów, ale Buddy i Tex wrócili, twarze napięte i zastygli, i wyglądali, jakby stali na straży.

Bez żartów, stali na straży.

Rozejrzałam się, próbowałam znaleźć barmana, który dał mi notatkę, ale nigdzie go nie było. Indy zniknęła, kiedy z jakiegoś powodu Diva Wieczoru Drag Queen, Burgundowa Róża (z Indy u jej boku), podeszła prosto do mnie i przyciągnęła mnie w mocnym uścisku.

Stałam sztywno zszokowana tym nowym niespodziewanym obrotem wydarzeń, ale ona nie wydawała się mieć nic przeciwko. W rzeczywistości, kiedy skończyła mnie przytulać, dała mi ogromny, głośny pocałunek w policzek, po czym odchyliła się do tyłu i zaczęła kciukiem ścierać szminkę.

„Jestem Tod” - powiedziała męskim głosem, wciąż przesuwając kciukiem po moim policzku.

„Cześć, Tod” - powiedziałam, nie mając nic więcej do powiedzenia, na przykład - „Co do cholery robisz?” - lub jak Lodowa Księżniczka - „Jak śmiesz mnie dotykać?”

„Domyślnie jestem Rockową Laską” - powiedział Burgundowa Róża / Tod.

„Och” - odpowiedziałam głupio. Cóż, to to wyjaśniało.

„Jestem sąsiadem Indy” - ciągnął i przestał pocierać mój policzek.

Na szczęście to był mój dobry policzek, ale jednak.

„W porządku.” - Nadal nie wiedziałam, co powiedzieć.

„Jaki masz rozmiar buta?” - zapytał bez powodu.

Gapiłam się na niego, po czym pomyślałam, że najlepiej będzie odpowiedzieć. – „Sześć i pół.”

„Cholera” - mruknął - „mógłbym popracować w tych butach” - Wciąż się gapiłam, a on wyjaśniał, machając ręką na Rockowe Laski - „Wszystkie dziewczyny mają wspólne buty; wszyscy mamy ten sam rozmiar.”

„Och” - powtórzyłam, trochę oszołomiona, że mógłby pożyczyć moje buty. Oczywiście nie przeszkadzało mi to, tylko że nigdy nie miałam dziewczyny (ani chłopaka geja), która chciałaby pożyczyć moje buty. Z jakiegoś powodu myśl, że chciałby pożyczyć moje buty, sprawiła, że topnieje dziwnie zimno, które czułam, odkąd Harvey mnie złapał.

„No cóż, mogę je podziwiać z daleka. Nie tak, jakbym nie miał ton z tym doświadczenia”- podzielił się Tod, po czym odwrócił głowę w stronę sceny i wymamrotał - „ Cholera, muszę już iść, piosenka dobiega końca.” - Ponownie pocałował mnie w policzek, jeszcze raz przesunął kciukiem po szminkę, którą tam umieścił, i odszedł.

Gapiłam się na plecy jego ozdobionej koralikami sukni.

A teraz poważnie, jakie to było dziwne?

Wciąż się gapiłam, kiedy pojawili się Hector i Lee.

Jeszcze nie doszłam do siebie po spotkaniu z Drag Queen, kiedy Hector wziął mocno moją rękę w swoją i bez słowa do mnie ani nikogo innego, wyprowadził mnie przez frontowe drzwi przez parking, prosto do swojego Bronco.

Nie broniłam się. Moja noc była zbyt dziwna, żeby się z tym zmagać. Nie miałam tego w sobie. Chciałam tylko pozwolić, by reszta nocy dobiegła końca. Uznałam, że tak będzie najlepiej.

Veronica Mars byłaby miałaby mądrą uwagę do przekazania, ale nie udało mi się jeszcze dotrzeć do wersji mojej nowej siebie w Mądrej Sadie. Nie umiałam nawet porządnie zamówić szotów. Nie byłam w stanie wygłosić sprytnej uwagi.

Zatrzymał mnie u boku swojego Bronco, ciągnąc mnie za dłoń, a potem zbliżył się. Szybko rozejrzałam się po parkingu, ale nie było śladu Eddiego ani Harveya.

„Gdzie jest Harvey?” - zapytałam, spoglądając wszędzie byle nie patrzeć na Hectora.

„Mamita, spójrz na mnie”.

Unikałam jego wzroku i zaczęłam mówić - „Prawdopodobnie powinnam…”

Kiedy znów się odezwał, jego głos odchodził od łagodności.

„Sadie, do cholery, spójrz na mnie.”

Spojrzałam na niego. Uniósł rękę, którą wciąż trzymał moją, podszedł bliżej i przycisnął nasze splecione dłonie jego do gorącej twardej klatki piersiowej.

O mój.

„Jak chcesz, żeby przyjaciele byli z tobą, dobrze, ale teraz jedziemy na komisariat i wnosisz oskarżenie przeciwko Ricky’emu i Harveyowi Balducci”.

O nie, nie wniosę.

Próbowałam się cofnąć, ale ręka Hectora zacisnęła się. Nie bolało, ale wysłało wiadomość, wiadomość, którą odczytałam i wysłuchałam z zupełnie nieznanych powodów, a może z powodów, których nie chciałam znać.

„Marty i Donny Balducci nie zbliżą się do ciebie, masz na to moje słowo” - ciągnął Hector.

Nie mogąc się wycofać, po prostu pokręciłam głową. Drugie ramię Hectora przesunęło się wzdłuż mojej talii i zbliżył mnie do swojego ciała. Tak blisko, nasze ciała pasły się od bioder do talii po brzuch. Cały mój umysł skupił się na pasącym do mnie ciele.

„Sadie, proszę cię, żebyś była mądra.”

„Jestem mądra” - odpowiedziałam, wciąż myśląc o niczym innym, jak tylko o moim ciele i jego ciele pasącym się do mnie.

„Powiedz mi, co masz w głowie” - zachęcił cicho.

Miałam w głowie to, że wciąż myślałam o jego ciele dotykającym mojego ciała, o tym, jak mi się to podobało i bałam się tego, a oba te uczucia wirowały i były wzburzone i sprawiały, że byłam szaloną mieszanką przestraszenia, zagubienia i podekscytowania.

„Chcę, żebyś mnie puścił” - szepnęłam, z oczami na jego gardle.

„Przepraszam?” - zapytał.

Odchyliłam głowę, żeby na niego spojrzeć – „Proszę” - powiedziałam tak cicho, że ledwo to słyszałam – „Pozwól mi odejść.”

Bez wahania jego dłoń puściła moją, jego ramię opuściło moją talię. Zrobiłam krok do tyłu, ale nie był gotowy, by pozwolić mi odejść całkowicie. Jego ręka powędrowała do boku mojej szyi, aby zatrzymać dalszy odwrót, ale jego ciało nie było już blisko, a mój niewyraźny mózg stał się ostrzejszy.

Spojrzałam na niego i powiedziałam szczerze - „Nie mogę sobie z tym teraz poradzić”.

Hector wpatrywał się we mnie przez sekundę i nie miałam pojęcia, co zobaczył, ale na szczęście cokolwiek to było, sprawiło, że skinął głową. Jego dłoń czule ścisnęła mnie za szyję.

Tak, to prawda, czule.

„Zbierzemy zeznania innych” - powiedział mi – „Eddie wezwał radiowóz, zabrali Harveya. Rano możesz przyjść i wnieść oskarżenie.”

Skinęłam głową, chociaż nie zamierzałam wnosić oskarżenia ani rano, ani w żadnym innym dowolnym czasie. 

Najwyraźniej bracia Balducci nie zostawili mnie w spokoju, czekając, aż rozegram swoją kartę, ale nie mogłam teraz myśleć, co to oznacza. Pomyślę o tym później, kiedy ręka Hectora nie będzie na mojej szyi, nie będę przeżywała ostatniego Ataku Braci Balducci i nie będę miała pięciu cytrynowych kropli i trzech kieliszków szotów krążących po moim organizmie.

Poczułam, jak jego ręka rozluźnia się, jakby zamierzał puścić i szybko, zanim straciłam odwagę, zapytałam - „Czy będziesz miał kłopoty?”

Przerwałam, a potem kontynuowałam – „Za dławienie go?”

Głowa Hectora drgnęła lekko na moje pytanie, jakby go zaskoczyło, a jego oczy zwęziły się. Gapił się na mnie ponownie przez czas, który wydawało mi się bardzo długie, po czym jego twarz się rozjaśniła i, mogę przysiąc, walczył z uśmiechem.

„A więc to jest w twojej głowie” - mruknął, jakby mówił do siebie i jakby to, co myślał, że było w mojej głowie, bardzo mu się podobało. Nie miałam zamiaru myśleć o zadowolonym Hektorze aż do później.

„Więc?” - podpowiedziałam wolniej i tym razem trochę bardziej zirytowana.

Patrzyłam, jak nadal walczył z uśmiechem, gdy odpowiadał - „Myślę, że mogłem uciec się do użycia siły, kiedy złapałem Harveya Balducci w trakcie próby porwania”

Westchnęłam cicho, ale z ulgą. Cóż, przynajmniej to była dobra wiadomość.

Potem zapytałam - „Czy Daisy będzie miała kłopoty za to, że go zaatakowała?”

Potrząsnął głową - „Jeśli chodzi o któregokolwiek ze świadków, to stwierdzą, że Daisy Sloan przyszła po prostu na ratunek i być może jej paznokcie trochę się ześlizgnęły.”

Moje oczy zaokrągliły się, gdy powtórzyłam, niedowierzanie kapało z moich słów na jego oszałamiające oszustwa - „Daisy była na ratunek, a jej paznokcie… trochę się ześlizgnęły?”

To właśnie wtedy Hector przestał walczyć z uśmiechem i uwolnił go. Gapiłam się. Jego uśmieszek był prawie tak dobry jak uśmiech. Kto by pomyślał, że to możliwe? Potem, zanim mogłam odpowiedzieć na własne pytanie, pochylił głowę. Potem, poważnie, bez żartów, jego usta dotknęły moich w ledwo widocznym pocałunku.

Potem, kiedy szybko mrugałam i próbowałam sobie przypomnieć, jak oddychać, podniósł głowę i powiedział - „Czas, żebyś wróciła do domu”.

Wszystko, o czym mogłam myśleć, to; miał rację. Czas wracać do domu. Jutro pomyślę o tym wszystkim. Dziś wieczorem skończyłam.

Całkiem skończyłam.

„Czas, bym wróciła do domu” - zgodziłam się.

Jego uśmieszek zmienił się w oślepiający, biały uśmiech, ponownie pochylił się, ale tym razem tylko po to, by pocałować mnie w czubek głowy. Wziął moją dłoń w swoją i zaprowadził mnie z powrotem do baru.


 

7 komentarzy:

  1. Jesteś wspaniała, doceniam ogromną pracę i jestem niezmiernie wdzięczna. Gorąco pozdrawiam i czekam na więcej 😁👍

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie też tak myślę 😋kawał dobrej ROBOTY DZIEKUJEMY !!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jesteś najlepsza! Naprawdę dziękuję za twoją pracę !

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyno świetna robota. Dziękuję. A ta chyba będzie najlepsza z tych wszystkich książek do tej pory. Chaos też zamierzasz tłumaczyć? Tak z ciekawości pytam, bo na pewno przeczytam :* dzięki wielkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chaos mnie bardzo kusi, zwłaszcza po przeczytaniu "own the wind" (na skrzydłach wiatru)

      Usuń
    2. Nom zapowiadają się fajne historie, a w naszym kraju dostępne są jedynie dwie części. Ta, która doczepiono do serii Mężczyzna marzeń i ta, o której wspominasz. Osobiście lubię MC i chętnie przeczytam.

      Usuń
    3. Będę trzymać kciuki i czekać z niecierpliwością na części z chaosem

      Usuń