niedziela, 28 marca 2021

22 - Nauczył mnie jak robić pianki

 

ROZDZIAŁ XXII

Nauczył mnie jak robić pianki

Sadie

 

 

Było już dawno po świcie, kiedy drzwi się otworzyły, światła się zapaliły i wszedł Jerry.

Nie spałam od wielu godzin, obserwując, jak słońce rozjaśnia ciemny pokój, zaglądając przez zasłonięte zasłony w oknie.

Tym razem nie byłam przerażona.

Tym razem byłam wściekła.

Miałam to za sobą.

Za.

Sobą.

Wszystko.

Fakt, że to Jerry porwał mnie prosto z recepcji Nightingale Investigations, a nie jeden z szalonych, wrednych, pieprzonych Braci Balducci, wcale mnie nie uszczęśliwił. Było to tylko częściowo spowodowane tym, że przeszłam wszystkie gówniane, okropne traumy, które sprawiały, że moje życie było tak cholernie trudne. To także dlatego, że wiedziałam, że Hector (i wszyscy, jeśli o to chodzi), prawdopodobnie przestraszył się, że nie było mnie całą noc.

A jego przerażenie od razu mnie wkurzyło.

Szarpnęłam dłoń przykutą kajdankami do żelaznego łóżka, tak że wydała okropny brzęk i spojrzałam na niego.

„Rozkuj mnie” - warknęłam.

„Nie ma mowy. Po rozmowie z tatą zdejmę ci kajdanki” - odparł Jerry, stawiając kubek kawy i miskę płatków śniadaniowych na stoliku nocnym. Pokój, w którym byłam, był czysty, szary i nie miał żadnych rzeczy osobistych, tylko podwójne łóżko, komoda i dwie szafki nocne.

„Gdzie ja jestem?” - zażądałam, przyjmując inną taktykę.

„Bezpieczny dom twojego ojca. Federalni nigdy go nie znaleźli” - odparł Jerry, stojąc kilka stóp od łóżka, z rękami skrzyżowanymi na piersi i spoglądając na mnie.

„Gdzie to jest?”

„Rozkładasz nogi dla byłego agenta FBI, PI, Sadie" - odparł brzydkim tonem – „Nie powiem ci, gdzie jest bezpieczny dom twojego ojca.”

Postanowiłam zignorować jego niegrzeczne słowa.

„Jak mnie dostałeś?”

„Paralizator. Zemdlałaś, wyciągnąłem cię, twoje suki mnie ścigały. Oddałem strzały ostrzegawcze, one się cofnęły. Wsiadłem do samochodu, człowiek operacyjny Nightingale’a, Monty, kurwa, przyszedł po mnie, przestrzeliłem mu oponę. Zaczęłaś się budzić, dałem ci inny rodzaj zastrzyku. Środek nasenny.”

Poczułam, że wstrzymuję oddech – „Strzelałeś do nich?”

„Strzały ostrzegawcze”.

Szarpnęłam ręką za kajdanki i uklękłam.

„Przysięgam na Boga, Jerry, skrzywdziłeś którąkolwiek z nich, ja cię, kurwa, zabiję!”

Uśmiechnął się, jakby myślał, że jestem przezabawna - „Chciałbym wbić kulę w laskę Nightingale’a lub jego pieprzoną siostrę, która jest wrzodem na tyłku wszystkich, ale rozkazy taty były, by cię dopaść, żadnych dodatkowych szkód. To jest to co zrobiłem.”

Poczułam się lepiej, ale nadal splunęłam na niego - „Jesteś świnią”.

Na moje słowa jego twarz stwardniała - „Wolę raczej bądź świnią niż zdrajcą”.

Pochylił się i jego twarz zaczęła wyglądać brzydko – „Przyprawiasz mnie o mdłości. Jak pomyślę, że ten dupek trzyma na tobie ręce, jego usta na tobie, jego penis w tobie. Chryste, twój ojciec mu ufał, a Chavez pieprzył go, pieprzył nas wszystkich. Teraz pozwalasz mu się pieprzyć. Czy możesz sobie wyobrazić, jak czuje się to twój tata?”

„Mój ojciec coś czuje? Wow, Jerry, dzięki za udostępnienie. To dla mnie nowość” - odparłam sarkastycznie, zbytnio zła, by się powstrzymać.

Jego twarz wykrzywiła wściekłość – „To ja spieprzyłem w ten sposób, że pozwoliłem Balducci bawić się z tobą. Nie Seth. Zabijaj ich pojedynczo, spraw, by bolało powiedział mi. Miej oko na Sadie, jak Chavez zawiedzie w pracy, upewnij się, że jest bezpieczna mówi. Pierdolić.”

Zesztywniałam.

Upewnij się, że jest bezpieczna - powiedział.

Mój ojciec chciał mieć pewność, że jestem bezpieczna.

I jeśli dobrze zrozumiałam, zrezygnował z tego, pozwalając Hectorowi się mną zająć.

Nie mogłam tego ogarnąć i zaczęłam drżeć, ale na szczęście Jerry tego nie zauważył.

„Jedz. Zadzwonisz do ojca, on będzie mówił, będziesz, kurwa, słuchała, a potem zabiorę cię z powrotem do twojego kumpla do pieprzenia”- Jerry skończył nasze tête-à-tête i odwrócił się do wyjścia.

W desperacji, zanim mogłam się powstrzymać, wypaliłam - „Muszę zadzwonić do Hectora”.

Jerry zatrzymał się i ponownie się uśmiechnął, po czym jego oczy stały się dziwne w sposób, który mi się nie podobał.

„Podoba mi się pomysł zobaczenia, co zrobisz, żeby pogadać, Sadie. Może to sprawi, że pozwolisz mi pieprzyć te twoje wygadane usta.” - Moje serce zaczęło bić mocniej, gdy zwęziły mi się oczy, ale on nie przestawał - „Ale bardziej podoba mi się pomysł, że Chavez rozdziera Denver na strzępy, szukając ciebie.”

Potem go nie było.

Gapiłam się na drzwi, rzucając im mój Soplowy Promień Śmierci, który nie działał, nieważne jak bardzo się starałam. Potem zjadłam płatki, wypiłam kawę i czekałam.

Jerry wrócił z paralizatorem w jednej ręce i kluczami do kajdanek w drugiej.

„Łazienka. Masz minutę, a potem wchodzę” - zagroził.

Nie walczyłam i zrobiłam, o co kazał.

Musiałam tylko czekać.

Powiedział, że muszę wysłuchać mojego ojca, a dla detektywa Markera to właśnie powinnam robić. Nie udawałam, że jestem zadowolona z okoliczności, ale nie zamierzałam też zrobić nic głupiego. Jerry był podły i nie chciałam go testować. Chciałam przejść przez tę ostatnią traumę żyjąc, oddychając i iść dalej. Zauważyłam, że złe części były przeplatane dobrymi częściami. A z tych dobrych części, niektóre z nich były świetne, niektóre były zabawne i wszystkie dawały mi to ciepłe, przytulne i bezpieczne uczucie.

Jeśli tylko musiałam porozmawiać z ojcem, żeby do tego wrócić, to właśnie zrobię.

Po przerwie w łazience Jerry przykuł mnie do łóżka i znowu zniknął.

Starałam się nie myśleć o tym, że Hector rozrywa Denver na strzępy, szukając mnie, co byłam prawie pewna, że robi, albo o tym, że reszta moich przyjaciół martwiła się o mnie (znowu!). Zamiast tego zdecydowałam, na jaki kolor pomalować salon Hectora (ciemnoszary, jak jego koszulka termo, która tak mi się podobała). Wtedy zdecydowałam, że powinniśmy zainstalować wyspę taką jak mają Buddy i Ralphie w kuchni (pomyślałam, że to zadziała, jeśli byłaby trochę mniejsza).

Minęła godzinę, może dłużej, kiedy wrócił Jerry. Miał komórkę przy uchu i kiwał głową.

„Jest tutaj” - powiedział do niej, zatrzymał się przy łóżku i podał mi. Wzięłam ją i przyłożyłam do ucha.

„Sadie?” - powiedział mój ojciec.

Pomyślałam o moim coachingu od Hectora, Eddiego i Marcusa i rzuciłam do telefonu - „Porwałeś mnie”.

„Sadie …”

Przerwałam mu i przycisnęłam, rzucając Jerry’ego tuż pod autobus (tam, gdzie powinien być moim zdaniem) - „Poprosiłam o telefon, a Jerry powiedział mi, że chce pieprzyć moje wygadane usta!”

Cisza.

Albo, powinnam powiedzieć, przerażająca cisza.

Jak zwykle przeszłam dalej – „Czy w ten sposób spędzamy teraz godzinę ojca i córki, tatusiu? Za każdym razem, gdy zechcesz ze mną porozmawiać, jeden z twoich popleczników porwie mnie i zagrozi molestowaniem seksualnym, zanim ty i ja będziemy rozmawiać?”

„Zamienię  z Jerry’m słowo” - powiedział mój ojciec, brzmiał na rozgniewanego i spojrzałam na Jerry’ego, który teraz był blady.

Ha!

„Zamień dwa. Myślę, że dwa słowa z Jerry’m byłyby prawdopodobnie lepsze” - odparowałam, wpatrując się w Jerry’ego.

Wtedy właśnie przystojna twarz Jerry’ego znów wykrzywiła się w ten brzydki sposób i chociaż głęboko w środku wystraszyłam mnie na śmierć, po prostu wciąż na niego patrzyłam.

„Sadie, jest kilka rzeczy, które muszę z tobą omówić. Nie mam dużo czasu, więc musisz być cicho i słuchać.”

„Cóż, tatusiu, skoro jestem przykuta do łóżka w pokoju w domu, o którym nie wiem, do diabła, posłucham, nie mam nic lepszego do roboty. Więc strzelaj.”

Westchnął, a potem powiedział - „Muszę ci powiedzieć, gdzie są pieniądze”.

To mnie zaskoczyło. Nie miałam pojęcia, co powie, ale nie sądziłam, że to będzie to. Skarci mnie za Hectora, tak.

Pieniądze, nie.

Mój podbródek opadł i zamrugałam, patrząc na pościel.

„Jakie pieniądze?”

„Moje pieniądze, twoje pieniądze, nasze pieniądze.”

„Wiem, gdzie są moje pieniądze, Aaron się tym zajmuje.”

„Tam pieniądze twojej babci. To są nasze pieniądze. Pieniądze, które zarobiłem, pieniądze, których federalni nie dostali. Jest na twoje nazwisko na koncie na Kajmanach.”

Poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła.

Żartował.

Prawda?

„Czy potrzebujesz, żebym to dla ciebie zrobiła?” - spytałam głupio.

Co chciał z tym zrobić?

Chyba że planował ucieczkę z więzienia.

Niech ktoś mi powie, że nie planował ucieczki z więzienia!

„Nie” - odpowiedział, a ja wypuściłam cichy oddech z ulgą - „Muszę wiedzieć, że możesz się do tego dostać, jeśli zajdzie taka potrzeba”.

To też mnie zaskoczyło. Bardziej niż wcześniej. Aż do moich wnętrzności. Moje serce zsunęło się na bok, podłużnie, grożąc, że mnie udusi.

„Nie chcę twoich pieniędzy” - szepnęłam.

„Sadie, musisz się ukryć, aż Balducci …”

„Hector się mną opiekuje” - przerwałam.

„Tak widzę to. Wykonuje świetną robotę. Dlatego jesteś przykuta do łóżka” - odparł niecierpliwie mój ojciec.

O nie, nie zamierzał zwalić tego na Hectora!

„Tylko dlatego, że Jerry strzelał do Rockowych Lasek!” - krzyczałam.

„Myślisz, że jeden z chłopców Balducci nie strzeliłby do tych dziewczyn? Nie zastanawialiby się dwa razy i nie chybiliby celowo.”

Prawdopodobnie miał co do tego rację.

Oczywiście nie zamierzałam mu tego powiedzieć.

„Nawet Balducci nie byłby na tyle głupi, by wejść do biura Lee Nightingale i mnie złapać. Jerry ma przejebane. Hector jest prawdopodobnie wściekły, a Faceci Nightingale’a oszaleją.”

„Myślisz, że tego nie wiem?” - zapytał ostro - „Potrzebuję, żeby Lee Nightingale dyszał mi na kark, jak dziury w mojej głowie. Sadie, zmusiłaś mnie do działania, postawiłaś mnie w sytuacji, w której musiałem narazić jednego z moich ludzi, aby móc porozmawiać z własną cholerną córką.”

Przygotowałam się, żeby jego słowa nie wpłynęły na mnie.

„Skończyliśmy z tym?” - zapytałam brzmiąc, jakbym na pewno skończyła.

„Nie. Muszę podać nazwę banku, numery kont…”

„Myślę, że już ci powiedziałam, że nie chcę twoich pieniędzy i czuję się dobrze tam, gdzie jestem.”

Więcej ciszy, która przeciągnęła się dłużej, stała się bardziej przerażająca, gdy mój ojciec powiedział cicho, głosem, który znałam bardzo dobrze, głosem, którego używał, kiedy miał być słuchany, a ja miałam być posłuszna.

„Musimy porozmawiać o Chavezie”.

Walczyłam z uwarunkowaniami, by słuchać i być posłuszną, i powiedziałam fałszywie –„Nawijaj.”

„Nie lubię cię z nim.”

„Cóż, nie podejrzewałam, że będziesz skakać z radości, ale też mnie to nie obchodzi. Lubię go. Nauczył mnie, jak robić pianki.”

Znowu cisza, tym razem nie było to przerażające, to było coś innego.

„Pianki?” - zapytał i mogłabym przysiąc, że mój zawsze niewzruszony ojciec wydawał się zdezorientowany.

„Tak, takie słodkie, które piecze się na…”

„Wiem, co to są pianki, Sadie.”

„Cóż, nauczył mnie, jak je robić. Dowiedział się, że nigdy ich nie miałam, a zawsze chciałam je zrobić, i upewnił się, że je mam. I wyszlifowaliśmy jego podłogi. I jego matka mnie lubi. Nauczy mnie gotować.”

Straszny powrócił – „Zmusił cię, moją córkę, do szlifowania jego podłogi?”

„Poprosiłam o to. Hector chciał obejrzeć film.”

„Jezu Chryste” - mruknął mój ojciec.

W tym momencie, aby przyspieszyć wszystko i wydostać się stamtąd, przekierowałam się na Hectora i wyjaśniłam - „Wiem, że nie masz dużo czasu i nie rozumiesz tego, więc dam ci to. Widzisz, dobre życie polega na szlifowaniu podłóg, robieniu czegoś dobrego do jedzenia i śmiechu podczas zmywania naczyń. Chodzi o nałożenie błyszczyka w toalecie z koleżankami podczas występu rockowego. Chodzi o to, aby móc mówić rzeczy, które nie są mądre lub robić rzeczy, które są naprawdę głupie, a ludzie ci wybaczają. Chodzi o wzajemną opiekę. To jest dobre życie. Ralphie i Buddy, moi przyjaciele, dali mi to. Wtedy Hector pojawił się w moim życiu i uczynił je jeszcze lepszym. Mam takie życie od…”- przerwałam, policzyłam, a potem ciągnęłam - „Pięciu tygodni i pięciu dni. Lubię to. Nie poddam się. Nie pojadę na Kajmany i nie będę żyła wielkim życiem z twoich pieniędzy z narkotyków, otoczona pięknymi rzeczami, jedząc najlepsze potrawy, pijąc szampana, ale będąc całkowicie sama i całkowicie samotna. Wolałabym pomalować salon Hectora, co mogę zrobić dzisiaj, jeśli mi na to pozwoli. A teraz, czy możemy przestać rozmawiać, żeby Jerry mógł mnie zabrać do domu, a dobrzy ludzie przestali się o mnie martwić?”

Najwyraźniej nie słuchał ani słowa z tych, które wypowiedziałam.

„Moim zadaniem jest opiekować się tobą, jestem twoim ojcem” - powiedział mi.

„Cóż, jeśli to twoja praca, to cię zwalniam” - odpowiedziałam spokojnie, dumna z siebie.

Kto by pomyślał, że mam to w sobie?

Ale tak było.

A potem znowu cisza - „To nie jest skończone, Sadie”.

To była moja kolej, by westchnąć - „Nie sądziłam, że będzie. Ale czy na razie tak może być? Potrzebuję prysznica.”

Potem znowu mnie zaskoczył i zrobił to poddając się.

Mój ojciec nigdy się nie poddawał.

Nigdy!

„Daj telefon Jerry’emu” - polecił.

Uśmiechnęłam się do Jerry’ego z sacharynową słodyczą (mimo mojego zdziwienia) i wyciągnęłam słuchawkę.

„Tatuś chce z tobą porozmawiać” - powiedziałam mu.

Jerry spojrzał na mnie groźnie, wziął telefon, odwrócił się do mnie plecami i wyszedł z pokoju. Kilka minut później wrócił, trzymając zabawnie wyglądającą broń.

Gapiłam się zszokowana na pistolet.

„Gasimy” - powiedział Jerry, a ostatnią rzeczą, jaką zobaczyłam, były zbliżające się do mnie ząbki paralizatora.

*****

Ocknęłam się przypięta pasami do przedniego siedzenia BMW Jerry’ego, a on prowadził. Nie wiedziałam, jak długo tam byłam, ale zebranie się do kupy zajęło mi trochę czasu.

Doszłam do wniosku, że wystarczająco dużo rozmawiałam z Jerry’m, nie był dobrym rozmówcą, więc nawet kiedy się już pozbierałam, trzymałam buzię na kłódkę.

Po chwili Jerry niestety miał ochotę porozmawiać.

„Zatrzymam się na chwilę, jak nie oddalisz się od samochodu, rozjeżdżam cię. Spróbuj czegoś mądrego, a ja się zemszczę. Będę dla ciebie milszy niż Ricky, krew by mnie zniechęciła. Kto wie? Może nawet by ci się to spodobało.”

Poważnie.

Co za palant!

„Świnia” - wymamrotałam, łamiąc przysięgę, że nie będę z nim rozmawiać.

Szedł dalej, wyraźnie niezadowolony, że wrzuciłam go pod autobus (a może dlatego, że był świnią) - „Nie mam nic przeciwko temu, żeby ci powiedzieć, że podobałaś się wszystkim chłopcom. Chavez nie był jedynym; po prostu ukrył to lepiej niż reszta z nas. Ty, Chryste, cała twoja wyniosłość, sukowatość i oziębłość. Spędziliśmy dużo czasu rozmawiając o tym, jak byś się czuła, gdybyśmy dostali trochę ciebie, czy nasze kutasy by zamarzły czy byś w końcu się uwolniła i został dziką kocicą. Twój tata wciąż ma władzę, ale spróbuj mnie, myślę, że warto byłoby zemścić się na tobie i dowiedzieć się.”

Odwróciłam się do Jerry’ego – „Wiesz, że zostałam zgwałcona, prawda? Wiesz, że każde słowo z twoich ust sprawia, że jesteś niżej niż nisko, brudniejszy niż szlam, bardziej ponury niż szumowina? Prawda?”

Nie odpowiedział.

Widziałam, że zbliżamy się do Biur Nightingale i wiedziałam, że właśnie tam mnie wypuści.

Odpięłam pasy, położyłam dłoń na klamce drzwi i trzymałam usta na kłódkę, dopóki nie miałam wystarczająco dużo czasu, aby powiedzieć dokładnie to, co chciałam powiedzieć.

Wtedy, kiedy nadszedł właściwy czas, powiedziałam to.

„Żeby zaspokoić twoją ciekawość, Jerry, lubię to szybko, gorąco, mocno i szorstko i lubię to powolne, delikatne i słodkie. Lubię to w jakikolwiek sposób Hector chce mi to dać i daje mi tego mnóstwo. Więc możesz powiedzieć tym dupkom, że, będąc perwersyjnymi i bojącymi się mojego ojca, przegapili to, ponieważ jestem dziką kocicą. I dlatego Hector to dostaje, ponieważ nie jest ciotą i niczego się nie boi.”

A zanim się zatrzymał lub mógł powiedzieć słowo, otworzyłam drzwi, oparłam nogi o chodnik i pobiegłam.

Nie obejrzałam się za siebie. Podbiegłam prosto do budynku, na schody nie zawracając sobie głowy windą. Okrążyłam podest podczas pierwszego piętra i uderzyłam prosto w Mace’a.

Bez słowa wziął mnie za rękę i zaciągnął na trzecie piętro do holu i bezpośrednio do biur. Shirleen stała za biurkiem, z telefonem przy uchu, skierowała na mnie oczy pełne ulgi.

„Hector?” - Mace zapytał Shirleen, nie zwolnił kroku, ciągnął mnie przez recepcję.

Shirleen położyła dłoń na ustniku, kiwając głową.

„W drodze” - odpowiedziała Shirleen.

Mace wstukał kod na klawiaturze przy wewnętrznych drzwiach.

„Nic mi nie jest” - powiedziałam Shirleen.

„Dzięki Bogu, dziecko” - odpowiedziała.

Mace przeciągnął mnie przez drzwi.

„Zadzwoń do detektywa Markera” - krzyknęłam, gdy drzwi się za mną zamknęły.

Mace zaciągnął mnie prosto do biura Lee i wciągnął do środka. Tom Savage, Malcolm Nightingale i Monty siedzieli przy biurku Lee. Był na nim bałagan papierów, które wyglądały jak mapy i plany pięter. Podniosły głowy i spojrzały na mnie.

Wtedy Tom oderwał się od reszty i podszedł do mnie, mamrocząc - „Jezu Chryste”.

Zanim się zorientowałam, trzymał mnie w swoich ramionach.

„Chryste. Jezu. Jezu Chryste” - szepnął nad moją głową.

Aby piorun nie uderzył go za to, że na próżno (wielokrotnie) przyjął imię Pana, powiedziałam do jego piersi - „Nic mi nie jest. To był mój ojciec. Jeden ze swoich ludzi mnie porwał. Nie skrzywdził mnie. Mój ojciec chciał tylko porozmawiać.”

Tom odchylił się i spojrzał na mnie - „Wiemy, że to był Jerry. Daisy go rozpoznała. Po prostu nie wiedzieliśmy, co planował twój ojciec.”

Widziałam ulgę wypisaną na jego twarzy i chociaż to nieszczęśliwe okoliczności nadały mu ten wyraz, z jakiegoś powodu gdzieś w głębi mnie uszczęśliwiło. Byłam tak szczęśliwa, że objęłam ramionami jego talię, przycisnęłam policzek do jego klatki piersiowej i przytuliłam go.

Nie pamiętam, bym przytulała kogoś takiego z własnej woli (i to nie w trakcie większej awantury), odkąd moja mama została zabita.

„Nic mi nie jest” - powtórzyłam.

Odwzajemnił uścisk - „Myślę o odstawieniu meksykańskiego jedzenia, dziewczyno. Przynajmniej dopóki nie dowiemy się, że jesteś bezpieczna. Prawie dostałem ataku serca.”

Odsunęłam się i spojrzałam na niego.

„To dużo mówi, Tom lubi swoje meksykańskie jedzenie” - zawołał Monty ze swojego miejsca przy biurku.

„Nie chciałabym, żebyś zrezygnował z czegoś, co lubisz” - powiedziałam Tomowi.

Uśmiechnął się do mnie, gdy Malcolm zapytał Mace’a - „Ktoś zadzwonił do Hectora?”

„Shirleen” - odpowiedział Mace.

„Do dziewczyn?” - zapytał Tom.

„Shirleen” - powtórzył Mace.

„Przygotujcie się na inwazję Rockowych Lasek” - mruknął Monty.

Spojrzałam na Monty’ego, potem na Mace’a, wreszcie na Malcolma i Toma.

„Przepraszam, że was zmartwiłam, ja …”

Malcolm przerwał mi - „Nie słyszałem, żeby Kitty Sue, Indy czy Ally mówiły, że tańczyłaś z Jerry’m, obejmując go rękami i śmiejąc się, więc przestań przepraszać”.

Wtedy skinęłam głową, chociaż prawdopodobnie zabrzmiało to głupio, to prawda, powiedziałam do Mace’a - „Naprawdę przydałaby mi się filiżanka kawy. Czy macie aneks kuchenny?”

„Poproszę Brody’ego, żeby zrobił dzbanek” - powiedział Mace.

„Cholera, nie!” - zawołał Monty, odsuwając się od biurka - „Kawa Brody’ego jest gęstsza niż budyń. Jedna filiżanka nie pozwoli ci zasnąć przez tydzień. Ja to zrobię.”

„Dzięki, Monty” - powiedziałam do jego pleców. Nie odwrócił się, po prostu podniósł rękę, wysunął palec wskazujący i środkowy i wyszedł.

„Gówno do zrobienia” - wymamrotał Mace, złapał mnie ręką za głowę i zbliżył do siebie, pochylił się nisko (Mace był naprawdę wysoki), pocałował mnie w czoło i już go nie było.

Monty zaparzył kawę, a Shirleen, która nie sortowała akt, ale najwyraźniej podawała kawę, a przynajmniej zrobiła to właśnie powracającym ofiarom porwania, przyniosła ją z mlekiem, cukrem i kubkami.

Właśnie wypiłam swój pierwszy wzmacniający łyk (Monty robił doskonałą kawę), kiedy drzwi się otworzyły i wszedł Hector. Spojrzał na mnie, jego twarz była ciemna jak chmura burzowa.

Uśmiechnęłam się do niego.

Z jakiegoś powodu jego twarz pozostała ciemna, a jego wzrok przeniósł się do pokoju.

„Wynoście się” - powiedział wszystkim.

Mój uśmiech zgasł.

„Hector!” - warknęłam.

Nikt nie wydawał się tym urażony i wszyscy ruszyli do wyjścia. Były uśmiechy, a Monty nawet zachichotał. Nie sądziłam, że to było zabawne.

Hector był niegrzeczny!

„Nie musicie wychodzić” - powiedziałam, stawiając kubek na biurku, ale już ich nie było, drzwi zamknęły się za Tomem, tuż przed tym, jak to się stało, zobaczyłam, jak się odwrócił, a potem mrugnął, a potem zniknął z pola widzenia.

Spojrzałam na Hectora.

„To było niegrzeczne” - powiedziałam mu.

Był dwa metry ode mnie.

Potem, bez widocznego ruchu, był dokładnie przy mnie, obejmując mnie ramionami miażdżąco mocno. Przylgnęłam do niego całym ciałem do jego, jego usta mocno dotknęły moich.

Jego pocałunek zaparł mi dech w piersiach. Jedyne, co mogłam zrobić, to położyć ręce po obu stronach jego szyi i trzymać się. Oderwał usta od moich i dotknął naszych czół przez nanosekundę, po czym cofnął się odrobinkę. Jego oczy płonęły, nie z pożądania czy złości, ale z czegoś innego, co nadal sprawiało, że moje kolana słabły.

„Przerazili mnie jak gówno” - powiedział.

Na głębię czucia w jego głosie wszystkie moje narządy natychmiast przestały działać.

„Hector” - szepnęłam.

„Nie pamiętam, kiedy ostatnio się, kurwa, bałem. Kurwa, ja się nie boję. Dlatego zwykłem mieć kłopoty. Zrobiłbym wszystko, spróbowałbym wszystkiego, byłem cholernie nieustraszony. Doprowadzałem Mamá do ostateczności. Nawet pracując dla agencji pod przykrywką. Żywiłem się niebezpieczeństwem. Uwielbiałem każdą pieprzoną minutę. Nigdy nie czułem strachu. Nigdy. Do wczorajszej nocy.”

O… mój… Boże!

Czy on właśnie to powiedział?

Kontynuował - „Nie podobało mi się to, Sadie”.

Tak, właśnie to powiedział.

Moje palce zacisnęły się na jego szyi.

„Przepraszam” - powiedziałam cicho.

„To musi się skończyć” - powiedział mi i naprawdę nie podobał mi się ton jego głosu.

Nie podobało mi się to tak bardzo, że moje palce zacisnęły się jeszcze mocniej na jego szyi.

„Co to znaczy?” - zapytałam.

„To oznacza plan B.”

„Co to jest plan B?”

„Plan B oznacza, że to się kończy”.

Moje serce zaczęło się potykać (ale przynajmniej teraz biło).

„Co zamierzasz zrobić?”

„Bawiłem się z nimi, z Balducci, skłócałem ich ze sobą. Chciałem, żeby poczuli strach. Potykali się. Złościli się. Skierowałem ich uwagę od ciebie na siebie, aby implodowali. Chciałem, żeby robili głupie gówno, żebyśmy mogli ich złapać i żeby upadli. Wykroczyli poza moje oczekiwania, otruli własnego pieprzonego brata. Potem odsunęli się od ciebie, podpalili twoją galerię, a tymczasem wkroczył twój ojciec i jeśli go nie uciszymy, wszystko spieprzy.”

Utknęłam w jego wcześniejszym punkcie.

„Myślisz, że otruli Harveya?” - zapytałam.

„Trucizna nie jest w stylu Setha. Nie ma nic przeciwko bałaganowi. Lubi składać oświadczenia.”

Mówił o moim ojcu, a jego słowa sprawiły, że zrobiło mi się zimno.

Hector ciągnął dalej – „Marty ma zestaw chemiczny. Wiemy, że on oszałamia dziewczyny, które chce pieprzyć, a które nie dają mu wtedy, kiedy on chce. Lubi robić to samo przeciwnikom, ułatwia sobie wykopanie z nich gówna. Mówi się, że się tym interesuje, prowadzi badania, bawi się farmaceutykami tylko po to, by zobaczyć, co zrobią. Eddie mówi, że w zeszłym roku zginęły osoby od dwie trucizny, obaj byli wrogami Balducci.”

Gapiłam się na Hectora.

Veronica Mars była „oszołomiona”, innymi słowy, łyknęła środek uspokajający w celu gwałtu na randce, żeby stracić spójność, zanim straciła przytomność, a kiedy to zrobiła, przerażający, słaby, morderczy dzieciak z liceum miał z nią do czynienia (ale także ona zrobiła to słodkiemu byłemu chłopakowi z liceum, miał wymówkę, też był oszołomiony, to nie była dobra noc dla naszej dzielnej Veroniki).

„To obrzydliwe” - powiedziałam do Hectora.

„To Marty” - odparł Hector.

„Co to jest plan B?”

„Nie musisz wiedzieć, czym jest Plan B, ale kiedy to się dzieje, nie odchodzisz poza bliski zasięg mnie lub jednego z chłopców. Jasne?”

„Jasne” - zgodziłam się - „Ale myślę, że chcę wiedzieć, czym jest plan B”.

Potrząsnął głową.

„Hector …” - zaczęłam.

„Zgodziłaś się, że będę się tobą opiekować i ja się tobą zajmuję. To wszystko, co musisz wiedzieć.”

„Hector!”

Uścisnął mnie, jego oczy zwęziły się, a potem, oczywiście, ponieważ to było ważne, na dokładkę, potrząsnął mną.

„Sadie, proszę cię, żebyś mi zaufała.”

Zaciągnęłam usta, ugryzłam je i spojrzałam na niego. Zrobiłam to łóżko, przetestowałam to zaufanie, dałam mu o tym znać, a teraz leżałam we wspomnianym łóżku.

Jasna cholera!

Miałam tylko jeden wybór.

„Och, w porządku” - poddałam się i patrzyłam, jak jego twarz zaczyna się rozluźniać - „Ale tylko jeśli pozwolisz mi pomalować swój salon na dowolny kolor”.

Teraz jego kolej się gapić.

I robił to przez chwilę.

W końcu powiedział - „Mamita, jesteś trochę szalona”.

Może byłam.

Ale miałam też swój cel.

„Czy mogę pomalować twój salon?” - zapytałam.

Westchnął, po czym oparł czoło o moje. Tym razem je tam zatrzymał.

Wtedy to on się poddał – „Tylko nie różowy.”

„Nie zamierzam pomalować twojego salonu na różowo!” - krzyknęłam, odciągając głowę - „Nie mogę uwierzyć, że w ogóle tak pomyślałeś.”

Podczas mojego wybuchu wyraz jego twarzy rozgrzał się i z jakiegoś dziwnego powodu wymamrotał - „Wola z pieprzonej stali”.

„Co?” - zapytałam.

„Gówno ciągle do ciebie leci. Złe gówno. Gwałt, zabójstwo twojej matki, podpalenie, porwanie, a ty stoisz tutaj i chcesz pomalować mój salon. Masz wolę z pieprzonej stali.”

Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć, więc nic nie powiedziałam, ale Hector to zrobił.

„I zanim zapytasz, mi corazón, to dobrze” - powiedział mi cicho.

Mój brzuch przeszedł w tryb topnienia, a on dotknął ustami moich miękko, słodko i zdecydowanie za krótko.

Postanowiłam zmienić temat z mojej „woli ze stali” (chociaż podobało mi się, że tak o mnie myślał, to było dobre).

„Muszę z tobą porozmawiać o tym, co powiedzieli Jerry i mój ojciec.”

„Jadłaś śniadanie?”

„Jerry dał mi miskę płatków”.

Puścił mnie, odszedł, ale owinął ramię wokół mojej szyi i skierował nas do drzwi.

„Nakarmię cię, powiesz mi, a potem pojedziemy do Home Depot, kupimy ci trochę farby”.

Uśmiechnęłam się do niego.

Nie mogłam nic na to poradzić, bo to znowu było.

Przeszłam traumę.

Przeżyłam to.

Potem Hector znów uczynił życie lepszym.

Zatrzymałam nasz krok do drzwi, zapierając się, przykładając dłoń do jego brzucha i przyciskając się do jego boku. Wspięłam się na palce i tym razem ja dotknęłam ustami jego ust.

„Dzięki, kochanie” - powiedziałam cicho przy jego ustach.

Na moje słowa patrzyłam z bliska, jak jego oczy zapłonęły, przyciągnął mnie całkowicie do swojego przodu, jego usta opadły na moje i pocałował mnie tak daleko od dotyku w usta, to nie było nawet zabawne. Kiedy skończył, podniósł głowę. Oparłam się o niego, obejmując go ramionami, nie mogąc się utrzymać, a on miał ten zaborczy wyraz oczu.

„Oto jest” - szepnął.

„Kto?” - zapytałam.

„Moja Sadie”

I rzeczywiście, byłam.

Będąc tam, Sadie Hectora uśmiechnęła się.

 

 #####

Jest 29 rozdziałów i epilog. Jeszcze będzie się działo

 

8 komentarzy:

  1. Słodko. Ale ten jej ojciec jest totalnie szalony. Kocha ją tak bardzo, że aż to jest chore 🥴

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za kolejny rozdział ❤️😘

    OdpowiedzUsuń
  3. Hector i Sadie ❤️ Dziękuję ❤️

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuję !❤ Sadie jest taka zabawna 😂 juz wiem co czuje Hector XD ale co do ochrony no to się nie popisali XD ten ochroniarz raczej powinien być z nimi w pomieszczeniu a drugi na zewnątrz. Myślicie że Hector idzie na polowanie ? A ojciec Sadie sama nie wiem co o nim myśleć 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co do ochrony, to Kristen Ashley miewa takie niekonsekwencje. Kiedy Sadie wjechała na parking tamtej nocy, Jack zobaczył ją i potem było coś o kamerach na schodach. mają kamery w windzie. Jakim cudem nie zobaczyli intruza ZANIM wszedł do recepcji???

      Usuń