piątek, 26 marca 2021

17 - To było organiczne

 

ROZDZIAŁ XVII

To było organiczne

Sadie

 

 

Obudziłam się w swoim łóżku w pokoju gościnnym Ralphiego i Buddy’ego.

To było dziwne uczucie. Po pierwsze, nie spałam tam od kilku dni.

Po drugie, od razu wiedziałam, że Hector jest ze mną. Czułam jego ciepło na moich plecach, a jego ramię było owinięte wokół mojego brzucha, ze zgiętym łokieć, przedramieniem wsunięte pode mnie, dłoń z boku mojej piersi.

O mój.

Jak znalazłam się w tej kłopotliwej sytuacji?

Nie miałam czasu, żeby cofnąć noc. Było już za późno, żeby zastanowić się, jak trafiłam do łóżka z Hektorem. Nadszedł czas, by szybko się uwolnić.

Modliłam się, żeby spał i zaczęłam się przesuwać do przodu, abym uciec.

Jego ramię zacisnęło się.

„Nie śpisz” - powiedział w moją szyję.

Do diabła!

„Tak” - odpowiedziałam i zastanawiałam się, czy powinnam udawać, że śpię.

„Dobrze” - mruknął, jego ciało przycisnęło się bliżej, a potem kciuk (nie żartuję!) zaczął głaskać bok mojej piersi - „Zanim będziesz miała szansę wzmocnić swoją obronę, mamita, porozmawiamy.”

To nie było dobre.

Nie spałam pięć sekund. Ledwo mogłam pomyśleć o rozmowie z Hectorem z gorącem Hectora w moich plecach i kciukiem Hectora głaszczącym moją pierś.

Powinnam była udawać, że śpię.

Nadszedł czas, aby stworzyć plan ucieczki po przebudzeniu, abym mogła gdzieś pojechać i zebrać razem moje liczne osobowości, gdzie mogliśmy naradzić się i zdecydować, kto podejmie to ostatnie wyzwanie.

„Muszę skorzystać z łazienki” - spróbowałam.

To się nie udało.

„Za minutę” - odpowiedział stanowczo.

„Nie jestem pewna, czy chcę rozmawiać” - powiedziałam, próbując ponownie.

To też się nie udało. Marnie.

„To też jest dobre, ponieważ nie będziesz mówić.”

O nie.

Rozmowa bez mnie.

To zdecydowanie nie było dobre.

„Hector …” - zaczęłam i próbowałam się odwrócić, ale jego ramię naprężyło się, jego ciało przylgnęło do moich pleców i nie mogłam się ruszyć.

„Sadie, cicho i słuchaj” - polecił.

Po prostu nie mogłam wygrać.

Nie spałam przez około dwie minuty i miałam kolejną traumę życiową w rękach!

No cóż, niech tak będzie.

Starałam się, żeby moje ciało się odprężyło, ale psychicznie przygotowałam się na to, co miało nadejść dalej. Hector poczuł, jak napięcie mnie opuszcza i jego kciuk wrócił do głaskania (musiałam przyznać, było to super przyjemne, ale powiedziałam sobie, żebym to ignorowała, to nie zadziałało, ale przynajmniej próbowałam).

Wtedy Hector zaczął mówić.

„Wychowałem się w domu pełnym rodziny: braci, sióstr, matki, ojca. Mój tata był prokuratorem i pracował przez wiele godzin. Mamá była doradcą zawodowym w niepełnym wymiarze godzin w naszym liceum. Nie byliśmy bogaci, ale udało im się dać nam wszystko, czego potrzebowaliśmy, nawet jeśli nie mieliśmy większości gówna, jakiego chcieliśmy. Pracowali, ale byli w pobliżu. Byli dobrymi rodzicami w naszym interesie, przy nas, udzielali wskazówek, ale pozwalali nam spieprzyć na tyle, żebyśmy mogli się uczyć. Niektórzy z nas to wykorzystali, pieprzyli się, sprawiali im problemy. Nigdy nie zrezygnowali z nadziei, że w końcu postąpimy słusznie i upewniali się, że o tym wiemy.”

Dlaczego on mi to mówił?

Oczywiście w idealnym świecie chciałabym wiedzieć wszystko o życiu Hectora.

Ale to był świat daleki od doskonałego.

Zastanawiałam się, czy Hector był jednym z tych, którzy „pieprzyli się, sprawiali im problemy”?

Nie miałam okazji zapytać (nie żebym chciała), ponieważ mówił dalej.

„Nie wiem, jak dorastałaś, ale obserwowałem cię z twoim ojcem, kiedy byłem w środku, mamita, i na początku tego nie rozumiałem. Kiedy to zrobiłem, przewróciło mi się w żołądku.”

Wciągnęłam oddech i wstrzymałam go.

Nie wiedziałam, czego się spodziewałam po tej pierwszej porannej rozmowie, podczas której nie mogłam mówić, ale na pewno nie tego.

Zapomniałam lub postanowiłam nie pamiętać, ile on był w pobliżu. Ojciec trzymał go blisko, lubił go, ufał mu, powiedział mi nawet, że przygotowuje Hectora do „wielkich rzeczy”. W końcu Hector był w pobliżu bardzo często. Nie przyszło mi do głowy, co zobaczył ani nawet, że patrzył. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, że zareagowałby na to.

Nikt nie dbał o mnie ani o to, przez co przechodzę. Nie tylko podejrzewałam, że ich to nie obchodzi, ale też nikomu nie powiedziałam i schowałam się za Lodem, na wypadek gdyby ktoś się zbliżył.

Ale w jakiś sposób wyglądało na to, że Hector to wszystko przejrzał.

Co więcej, to, co powiedział, oznaczało, że mu zależało.

Nie wiedziałam, jak się przez to czułam, z wyjątkiem tej dziwnej, szczęśliwej łuny, która próbowała się przedrzeć.

Potem poczułam, jak jego usta dotykają mojej szyi i pocałował mnie tam, a powstrzymanie łuny wymagało ogromnego wysiłku woli, ponieważ całowanie mojej szyi mogło znaczyć tylko jedno, a ja nie mogłam sobie pozwolić na to, żeby w to uwierzyć. Wiara w to wystawiłaby mnie jak głupca lub gorzej, pozwoliłaby mu się zbliżyć, a to nie mogło się zdarzyć.

„To nie jest rodzina, Sadie” - powiedział cicho, najwyraźniej nieświadomy mojego wewnętrznego zamieszania – „Nie wiem, co to jest, ale na pewno to nie jest rodzina.”

Nie mając innego wyboru (poza uduszeniem się), wypuściłam oddech na słowo „Okej”.

Jego ramię ścisnęło mnie - „Nie wiem, co masz w sobie, co pomagało ci radzić sobie z tym. Nie wiem, jak sobie radziłaś, dorastając z tym. Ale myślę, że twoja matka dała ci część tego, a druga część pochodzi od ciebie, a przynajmniej od tej ciebie, którą miałem wczoraj rano.”

Na wspomnienie wczorajszego poranku, moje ciało ścisnęło się, podobnie jak jego ramię.

„Nie zamykaj się, kurwa, na mnie” - ostrzegł i brzmiał, jakby miał to na myśli.

O mój.

Zmusiłam swoje ciało do odprężenia się, było to trudne, ale zrobiłam to, żeby szybko to skończyć. Kiedy moje ciało się rozluźniło, jego ramię też.

„Teraz znasz sytuację. W tej sytuacji nie mam wielu możliwości wyboru i żaden z nich nie jest dobry. Ale podjąłem decyzję i musisz wiedzieć, co to jest.”

O mój, o mój, o mój.

Hector podjął decyzję.

Pomyślałam, że to nie wróżyło mi dobrze.

Nie myliłam się.

„Chcę ciebie” - powiedział w moją szyję, jego ręka uniosła się, by owinąć się wokół mojej piersi w tak zaborczy sposób, że znowu wstrzymałam oddech, kiedy mówił dalej - „Pragnąłem cię od dawna, dłużej niż wiesz. Zanim przyszłaś do biura swojego ojca tamtej nocy, dużo wcześniej. Tej nocy straciłem kontrolę, spieprzyłem, pozwoliłem rzeczom być tak, jak były. Powinienem  był z tobą porozmawiać. Nie zrobiłem tego. Nie sądziłem, że to bezpieczne. Po tym, jak twój ojciec upadł, powinienem był do ciebie przyjść. Nie zrobiłem tego. To był zły wybór. Przydarzyło ci się coś gównianego i poczułem, że muszę postępować ostrożnie. Nie mogłem być silny, nie po tym, co ci zrobił Ricky. Nie mogłem tego pchać, nie chciałem, żebyś myślała, że przemieszczasz się spod władzy swojego ojca pod moją. Mogłem się cofnąć, ale to oznaczałoby, że nie byłbym tam, gdzie chciałem, czyli właśnie tutaj.” - Jego palce na mojej piersi ścisnęły się i poczułam, jak mój żołądek wykonuje radosny skok. To też próbowałam zignorować (i nie udało mi się).

Mówił dalej - „Czułem, że robię postępy do wczorajszego ranka. Masz w głowie jakiś popieprzony pomysł na to, co się stało, a ja muszę zdobyć tę Sadie, więc słuchaj. To ważne. Ponieważ chcę tę dziewczynę. To wszystko dla tego robię, bo ta dziewczyna to prawdziwa ty, ta, która traci kontrolę i bierze to, czego chce, i oddaje bez zaciągania długów. I nie obchodzi jej, co mówią jej działania i co pomyślą ludzie.”

Oddychałam teraz ciężko, chcąc zablokować jego słowa, ale kiedy był tam, wokół mnie, nie mogłam. Trzymał się mnie.

„Więc podjąłem decyzję. Już się z tym nie pieprzę.”

Już się z tym nie pieprzył?

Co to miało znaczyć?

Czy wcześniej się pieprzył?

Ciągle mówił - „Chcę prawdziwą ciebie. Aby to osiągnąć, daję ci prawdziwego mnie. Nie zamierzam się powstrzymywać.”

O mój Boże!

On się powstrzymywał?

Jak mógł się powstrzymywać?

Ciągle mówił - „I założę się, że jeśli naprawdę będziesz w stanie sobie z tym poradzić, przejdziemy przez to i przejdziemy na drugą stronę”.

O nie.

Nie, nie zrobilibyśmy tego.

Nie… my… nie… nie.

Niestety nie skończył.

„Jeśli spróbujesz się zamknąć, spróbujesz mnie powstrzymać, spróbujesz odepchnąć mnie, odejść, to - uczciwe ostrzeżenie, mamita, - nie spodoba mi się to i nie pozwolę. Jak poczujesz, że to ja nakładam na ciebie władzę, mogę z tym żyć. Dowiesz się, jaka jest różnica między tym, jak traktował cię twój ojciec, a tym, jak ja cię będę traktował. Czy rozumiesz, co ci mówię?”

Co ja na miałam to powiedzieć?

„Sadie, odpowiedz mi. Muszę wiedzieć, że rozumiesz.”

„Tak” - odpowiedziałam.

Zrozumiałam i przeraziło mnie to bardziej niż cokolwiek wcześniej.

„Masz coś do powiedzenia?” - zapytał.

Pomyślałam o tym, a potem podjęłam wysiłek ochrony.

Innymi słowy, skłamałam (źle) - „Nie jestem pewna, czy coś tu jest. Chyba nie czuję do ciebie tak, jak…”

Przerwał mi – „Czujesz, co masz na sobie?”

Nie zrozumiałam pytania, potem wróciłam myślami do poprzedniej nocy i jedyne, co pamiętałam, to zasypianie na kanapie.

Moja ręka powędrowała do mojej talii i poczułam tam miękką flanelę.

Do diabła ciężkiego!

Dzień wcześniej ukradłam flanelową koszulę Hectora, włożyłam ją do torby podróżnej, gotowa zabrać ją ze sobą na Kretę jako przypomnienie, żebym nigdy więcej nie wpadła w kolejną głupią sytuację.

Teraz jakoś ją miałam na sobie.

Co oznaczało, że znalazłam się teraz w innej głupiej sytuacji!

„W jaki sposób…?” - zaczęłam, ale zatrzymałam się, gdy poruszył głową, przesunął usta po mojej szyi do tyłu mojego ucha.

„Przyniosłem cię do łóżka zeszłej nocy, poszedłem po piżamę do twojej torby, znalazłem moją koszulę. Jeśli nie myślisz o mnie tak, jak ja o tobie, dlaczego ukradłaś moją koszulę?”

Cholera jasna.

Nie mając innego wyboru, zdecydowałam się na charakterek - „Nie powinieneś był grzebać w moich rzeczach”.

„Nie powinnaś była kraść mojej koszuli” - odpowiedział.

To była prawda.

„Możesz ją odzyskać” - warknąłem.

Poczułam, jak jego ciało się porusza i straciłam ciepło, ale tylko po to, żeby mógł położyć rękę na moim brzuchu i przycisnąć mnie do pleców. Przysunął się z łokciem na poduszce, trzymając głowę w dłoni i spojrzał na mnie z uśmiechem.

Spojrzałam na niego.

„Nie chcę jej z powrotem” - powiedział.

„Już jej nie chcę” - skłamałam.

Uśmiech rozszerzył się w uśmiech, pochylił głowę i pocałował mnie delikatnie.

„Chcesz ją” - mruknął w moje usta.

Tak. Chciałam ją. Chciałam, żeby pamiętać, żeby nie być głupcem. Chciałam też jej na te czasy, kiedy będę udawała, że mogę być normalną dziewczyną z normalnym chłopakiem mającą normalny związek. Nie byłam pewna, czy flanela jest przyjęta na Krecie, ale też mnie to nie obchodziło.

Wtedy przypomniałam sobie Udawaj Sadie i co zamierzała dla mnie zrobić.

I zdałam sobie sprawę, że potrzebuję jej nawet bardziej niż myślałam, że potrzebuję.

Ponieważ zamierzała mnie uwolnić, z moim sercem strzeżonym, ale miała też zapewnić mi wspomnienia, których potrzebowałam, aby żyć sama, bez mojej mamy, bez nikogo.

„No dobrze” - ustąpiłam, wypuszczając powietrze – „Chcę jej.”

Wtedy oczy Hectora pociemniały, były ciepłe i intensywne, a ja patrzyłam, aby zapamiętać to spojrzenie, abym mógł go trzymać przy sobie przez długi, długi czas. Kiedy wpatrywałam się w jego twarz, ściągnął kołdrę do moich ud. Patrzył, jak jego palce przesunęły się do guzików koszuli i rozpiął je (tylko dwa były zapięte), po czym rozłożył ją szeroko.

Wciągnęłam oddech i zaczęłam się zakrywać, kiedy wymamrotał - „Nie”.

To było trudne, ale uspokoiłam moje ręce, a jego oczy powędrowały do mojej klatki piersiowej, podążały za jego ręką i powoli przeszły w dół mojej klatki piersiowej, między piersiami, przez przeponę i brzuch. Przez cały czas jego oczy obserwowały jego dłoń, a kiedy jego ręka spoczęła na moim brzuchu, ten brzuch się stopił.

To dlatego, że jego twarz przybrała taki wyraz, wyraz, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Był bardziej intensywny i ciepły niż normalnie, ale był też łagodny i dziwacznie jednocześnie twardy. Odniosłam wrażenie, jakby obejmował wzrokiem moją pierś. To oznaczało posiadanie.

Kiedy sobie to uświadomiłam, nie mogłam na to poradzić, moje kości stały się płynne.

„Hector …” - odetchnęłam, a jego oczy spoczęły na moich, jego palce przesunęły się po górnej krawędzi moich majtek, a jego głowa opadła.

To było to. Poddałam się, bo to był Hector, chciałam go (oczywiście miał rację), chciałam wspomnień o „nas” i nie zawiodłam się.

To było tak samo niesamowite jak wcześniej.

To była mieszanka gorącego i pilnego, ale też powolnego i słodkiego, a jedyna różnica polegała na tym, że kiedy próbowałam zrzucić koszulę, nie pozwolił mi.

Zmusił mnie do pozostania w niej, nawet gdy byliśmy gotowi, ciężko oddychając, mocno się całując, kiedy moje paznokcie drapały jego skórę, a on przewrócił się na plecy, zabierając mnie ze sobą. Szarpnął mnie za kolana, więc usiadłam na nim okrakiem, skierował się do środka i podniósł mnie, żeby mnie napełnić.

To było świetne uczucie.

Zaczęłam się ruszać, nasze oczy się spotkały, jego gorące były na mnie, a moje musiały być takie samo, ponieważ moje ciało było gorące, wszystko było gorące, więc moje oczy musiały wyglądać gorąco tak samo jak jego.

Jego ręce przesunęły się po moim ciele pod koszulą. Położyłam moją rękę na jego, a jego nadal się ruszała, zabierając moją ze sobą. Wtedy jedna z jego rąk znalazła się między moimi nogami, przesunęła się, przyciskając do mnie moje palce i manipulując nimi.

„Mój Boże” - odetchnęłam, a mrowienie wystrzeliło spomiędzy nóg w dół po udach, kiedy to się zaczęło, mrowienie narastało, zacieśniło się.

Pochyliłam się lekko do przodu, opierając wolną rękę na łóżku, dając mi większą siłę, by poruszać się szybciej i mocniej dociskać. Jego wolna ręka powędrowała do mojej szczęki, jego kciuk przesunął moją dolną wargę i pod jego dotykiem rozchyliłam usta, dotykając językiem jego kciuka, a potem złapałam go zębami, gryząc delikatnie, zanim zassałam go do ust.

W chwili, gdy to zrobiłam, jego twarz pociemniała, oczy stały się gorętsze i wszystko stało się naraz.

Doszłam twardo i pysznie, jednocześnie jego ręka opuściła moją między nogami. Złapał ramieniem moją talię i rzucił mnie na plecy i zaczął we mnie uderzać, przedłużając i intensyfikując mój orgazm, gdy wziął moje jęki w swoje usta, zanim skończyłam, jego jęki zmieszały się z moimi.

Kiedy skończyliśmy, szarpnęłam delikatnie biodrami w odpowiedzi na jego ruch, dłonie poruszałam po skórze i mięśniach jego pleców i odtworzyłam ostatnie piętnaście minut, wypalając je w moim mózgu, by nosić je ze sobą na zawsze.

„Nadal jesteś ze mną?” - zapytał szorstkim głosem.

„Tak.”

„Nie zamykaj się na mnie” - mruknął i poczułam, że ogarnia mnie poczucie winy, że w ogóle tak pomyślał, ale to była moja wina. W krótkim czasie dałam mu ku temu powód.

Przestałam poruszać rękoma i zacisnęłam ramiona.

„Okej” - powiedziałam.

Przetoczył się na bok, obracając mnie za sobą, ale trzymając moją nogę wokół jego biodra z ręką za kolanem. Potem zsunął palce delikatnie z tyłu kolana na pośladki i z powrotem i znowu, i znowu.

Wsunęłam twarz w jego gardło i zapamiętałam, co robi jego ręka.

„Chcesz porozmawiać o wczoraj?” - zapytał cicho.

„Co z tym?”

„W biurze Lee.”

Moje ciało ścisnęło się i natychmiast pokręciłam głową. Przestał głaskać moją nogę, a jego ramię objęło mnie.

„W porządku, mamita, nie musisz o tym rozmawiać”.

Zrelaksowałam się.

Następnie Udawaj Sadie zapytała - „Czy możesz wyświadczyć mi przysługę?”

To była jego kolej, by jego ciało ścisnęło się.

„Co?”

Odchyliłam głowę do tyłu, żeby na niego spojrzeć, a jego podbródek opadł, żeby jego oczy mogły na mnie spojrzeć.

Wyglądał świetnie po seksie, jego oczy wciąż były intensywne, ale wyraz jego twarzy był zadowolony. To był jego najlepszy wygląd w historii.

„Rockowe Laski wezwały Naradę Plemienną” - powiedziałam mu – „Czy wiesz co to jest?”

Potrząsnął głową, ale poczułam, jak jego ciało się rozluźnia, a usta drgnęły.

„Ja też nie, ale nakazano mi uczestniczyć. Jeśli Ralphie nie będzie zaproszony, czy mogę do ciebie zadzwonić? Zabierzesz mnie tam? Jest w południe.”

Intensywność w jego oczach przygasła i złagodniała.

„Myślę, że mogę to zrobić”.

Udawaj Sadie odprężyła się w nim i uśmiechnęła się.

Prawdziwy Hector odwzajemnił uśmiech.

Serce prawdziwej Sadie ścisnęło się tak mocno, że aż zabolało.

Potem zapamiętała również jego uśmiech.

*****

„Nie wolno ci tu być. Idź!” - zażądała Daisy, wskazując na Hectora w chwili, gdy on, YoYo i ja weszliśmy do Fortnum.

„Daisy!” - warknęłam.

„Co za uroczy pies!” - Roxie płakała.

Daisy zignorowała Roxie (i YoYo) i jej spojrzenie spoczęło na mnie.

„To jest Narada Plemienna Rockowych Lasek. Zasady Narady Plemiennej Rockowych Lasek są następujące: musisz być dziewczyną, gejem, Duke’iem lub Tex’em. Nikt inny nie może być.”

„Dlaczego Duke i Tex mogą być?” - zapytałam, pochylając się, by podnieść YoYo i przytulić ją do piersi. To niestety dało jej dostęp do mojego gardła i podbródka, które wylewnie lizała, gdy jej małe, pulchne ciało kołysało się radośnie w moich ramionach.

Daisy, wciąż ignorując YoYo, odpowiedziała - „Kto wie? Kogo to obchodzi? Tak stało. To było organiczne. Ale teraz jest to Prawo Rockowych Lasek.”

Prawo Rockowych Lasek?

Mieli centralę telefoniczną i prawo?

Do jasnej cholery!

„Czy mogę dostać kawę?” - Hector zapytał rozbawionym głosem, ramię, które zarzucił na moje ramiona, zwinęło się i przyciągnął mnie i YoYo głównie do przodu swojego ciała (to dało YoYo dodatkowy cel w postaci gardła Hectora, czego Hector wydawał się całkowicie nieświadomy).

Spojrzałam na niego, a jego twarz była pusta, ale jego oczy tańczyły, jakby uważał Daisy za zabawną, ale nie śmiał się głośno śmiać.

„Czy mogę bawić się z twoim psem?” - Roxie zawołała, a mój wzrok spoczął na niej, by się uśmiechnąć, zanim Daisy znów zaczęła mówić.

„Kawa i odejdź” - Daisy parsknęła na Hectora, po czym odwróciła się do kanap, na których wylegiwały się wszystkie Rockowe Laski plus Mace (siedziała na poręczy kanapy obok Stelli, która odwróciła się do niego plecami i opierała się o jego udo).

„Ty też” - rozkazała Daisy Mace’owi - „Wypad.”

Brwi Mace’a uniosły się, ale poza tym nie poruszył nawet mięśniami.

„Nie żartuję, Mace. Te rozmowy są głębokie. Zwykle są tam szczegółowe opisy aktywności seksualnej Gorącej Drużyny na Rockowych Laskach. Chcesz wiedzieć, jak wypadasz na tle Hectora? Nie sądzę.” - ciągnęła Daisy.

Moje oczy zrobiły się wielkie. Nie tylko z powodu tego, co powiedziała, ale także dlatego, że miała publiczność. Do tej publiczności należało nie tylko Indy, Ally, Jet, Roxie, Jules, Ava, Stella i Shirleen, ale także grupa klientów, których nigdy wcześniej w życiu nie widziałam.

Nie wspominając o tym, że mówiła Mace’owi, co ma robić. Wiedziałam, że Daisy była trochę szalona i przesadzała, ale podejrzewałam, że oto bierze życie w swoje ręce.

„Do diabła” - mruknął Hector nad głowami YoYo i moją, wyraźnie myśląc w tym samym duchu.

„Możesz to powtórzyć” - szepnęłam, wpatrując się w Daisy.

Złapał mój szept, jego oczy zeskanowały moją twarz, a jego ramię mocno mnie (i YoYo) ścisnęło. Wtedy Hector zdecydował się interweniować.

„Nie będziesz rozmawiać z Sadie o naszym życiu seksualnym” - powiedział Daisy, moje ciało napięło się, a Daisy zawirowała. Potem zmrużyła oczy.

To mogło nie być właściwe postępowanie. YoYo warknęła na Daisy lub Hectora, nie wiedziałam, która tak bardzo się kręciła, mogła szczekać na przypadkowego klienta, skąd mam wiedzieć?

„Hector …” - zaczęłam, próbując kontrolować YoYo i przebieg rozmowy.

„Nie obchodzi mnie, czy jesteś twardzielem, byłym agentem DEA, gorącym facetem” - warknęła Daisy, przerywając moją próbę załagodzenia sytuacji - „Nie możesz kontrolować Plemiennej Narady Rockowych Lasek. Plemienna Narada idzie tam, gdzie idzie. Po prostu płyniemy z nurtem.”

„Sadie miała ciężkie kilka tygodni” - przypomniał Hector Daisy.

„Myślisz, że tego nie wiem?” - odskoczyła Daisy.

„Cokolwiek to, kurwa, jest, nie będziesz pieprzyła w jej głowie. Sama dość pieprzy sobie w głowie” - ostrzegł Hector.

Oczy Daisy wyszły na wierzch, a brwi powędrowały do linii włosów.

„Nie będziemy, kurwa, pieprzyć jej w głowie!” - Daisy wrzasnęła.

„Czy możemy nie mówić kurwa tak głośno przy klientach?” - Indy złożyła prośbę.

Jet i Ava spojrzały na siebie i cicho chichotały.

„Jak wrócę, a ona się zamknie, to nie będę, kurwa, szczęśliwy.” - wycedził Hector, ignorując prośbę Indy, by uniknąć bomby k.

„Celem Narady Plemiennej, Hector, nie jest zamknięcie jej, ale uporządkowanie jej” - odrzuciła Daisy.

Nadszedł czas, aby wkroczyć, zanim Bitwa Twardziel/Południowa Diva mocniej się zaostrzy. Postawiłam YoYo, a ona natychmiast podbiegła do Roxie, która była pochylona, klaszcząc i cmokając.

„Nie sądzę, żebym musiała być uporządkowana” - wtrąciłam.

Daisy Matka Kwoka w Szale skupiła na mnie oczy i warknęła - „Shirleen powiedziała, że są problemy.”

Shirleen, popijając latte, spokojna, jak mogła być, zagrzmiała z fotela naprzeciwko Stelli – „Wydaje mi się, że wszystko się ułożyło. Dziewczyna została, jak przypuszczam, całkiem niedawno wyciupciana, znowu zgaduję, dobrze i właściwie. Następny problem!”

Zamknęłam oczy.

Niech ktoś mi powie, że Shirleen nie tylko ogłosiła całemu sklepowi, że zostałam dobrze i właściwie wyciupciana.

Ponownie otworzyłam oczy, spojrzałam na Hectora i wyszeptałam - „Proszę, powiedz mi tylko, że Shirleen nie ogłosiła właśnie całemu sklepowi, że uprawialiśmy seks.”

Hector przygryzł dolną wargę i znowu nie wiedziałam, czy powstrzymywał uśmiech, czy złość. Gdybym to ja miała wybierać, wybrałabym to drugie.

„Nienawidzę tego mówić, mamita” - powiedział, patrząc oczami na tłum, z których niektórzy ukradkiem nas obserwowali, inni usadowili się i otwarcie cieszyli się występem – „ale wygląda na to, że to zrobiła.”

„Czy one zawsze są takie?”

Teraz mogłam stwierdzić, że walczył z uśmiechem - „Jak daleko mogę stwierdzić, tak,” odpowiedział.

„Dlaczego moje życie jest takie trudne?” - wyrzuciłam z siebie, zanim zdążyłam to lepiej przemyśleć.

Patrzyłam, jak oczy Hectora stały się łagodne, a on odpowiedział - „To nie jest trudne, Sadie, to nie jest złe. Nie chcą cię skrzywdzić, po prostu się przejmują.”

Wiedziałam, że ma rację.

Ale nadal.

Wszyscy w całej kawiarni wiedzieli, że zostałam wyciupciana. Jego ręka powędrowała do mojej szyi i wsunęła się w moje włosy, jego kciuk został na linii moich włosów.

„Wygląda na to, że Narada Plemienna to klapa. Chcesz wrócić czy napić się kawy?”

„Kawa” - odpowiedziałam – „Powinnam też kupić jedną dla Ralphiego.”

„Wezmę je” - powiedział, po czym obniżył twarz i musnął ustami moje.

Potem poszedł do lady z kawą, pozostawiając mnie głęboko poruszoną (tak, nawet jego muśnięciem na moich ustach!) i chwiejącą się bez jego ciała, aby mnie wspierać.

„Usiądź, zanim upadniesz, dziecko.” - zawołała Shirleen.

Postanowiłam zrobić to, co sugerowała, zanim wywołałam jeszcze większe poruszenie i usiadłam w dużym, wygodnym fotelu wśród gromady.

„Nie mogę uwierzyć, że masz małego psa z uroczym sweterkiem!” - wykrzyknęła Ally - „Laseczko, rozumiesz co mam na myśli.”

„YoYo nie jest mój. Buddy, Ralphie i ja doglądamy jej dla przyjaciela” - powiedziałam Ally.

„To wciąż śliczny sweter” - powiedziała Roxie, pocierając całe ciało YoYo, a YoYo to uwielbiała, kręcąc się na kolanach Roxie, pokazując jej brzuch.

„Ten sweter nie jest YoYo, dokładnie, to Ralphiego” - wyjaśniłam. Wszystkie oczy skierowały się na mnie.

„Nie pytajcie, to długa historia” - ciągnęłam. Na wszystkich ustach pojawił się uśmiech.

„Wszystko w porządku?” - zapytała Jules, nie odrywając wzroku ode mnie, trzymając w ramionach swojego nowego syna Maxa.

Zaskoczyłam sama siebie, mówiąc „Nie”.

Dlaczego to powiedziałam?

Ja się nie dzieliłam.

Nigdy!

„Nie?” - zapytała cicho Ally.

„Wczoraj dostałam złe wieści” - powiedziałam ponownie.

Tak, dzieliłam się.

Tak ponownie!

Co się ze mną działo?

„Twoja mama” - powiedział cicho Indy, a ja spojrzałam na nią – „Lee mi powiedział.”

„Eddie mi powiedział” - wtrąciła się Jet.

„Hank też mi powiedział” - dodała Roxie.

„Powinnaś wiedzieć, że powiedzieli nam pozostałym” - dokończyła Ava.

Bałam się, że zaraz się hiperwentyluję.

„Nie musisz o tym mówić” - powiedziała natychmiast Jules, przyglądając mi się uważnie przez sekundę, po czym jej oczy przesunęły się na Ally, ale to Stella przemówiła swoim super fajnym, gardłowym, seksownym głosem (bez żartów, głos Stelli to były asy).

„Nie, Ally, więc odpuść.”

„Nic nie powiedziałam” - broniła się Ally.

„Powinniśmy pozwolić Sadie kontrolować, czym chce się podzielić” - odpowiedziała Jules i zdecydowałam, że bardzo ją lubię.

„Po prostu czułam się, jakbym znowu ją straciła.”

To też byłam ja!

Właśnie ze mnie wyszło. Nie mogłam już dłużej panować nad własnymi ustami, wyrzucałam z siebie prywatne myśli, chcąc nie chcąc!

„To zrozumiałe” - powiedziała mi Ava.

„Próbowała mnie chronić” - ciągnęłam, wciąż nie mogąc się powstrzymać, a oni wszyscy patrzyli na mnie.

Normalnie by mi się to nie podobało.

Normalnie czułabym się nieswojo.

Normalnie wezwałabym moją Lodową Księżniczkę.

Ale ich twarze były otwarte, a ich oczy miłe. Zamiast czuć się nieswojo, czułam się tak, jakby byli otwarci, ponieważ chcieli, żebym im to dała, aby mogli mi to odebrać. Mimo że to były złe rzeczy, naprawdę złe rzeczy. Ale w ten sposób nie musiałabym już ich trzymać w środku.

Jak dziwne to było?

Włożyłam ręce we włosy, odciągając je na tył głowy i spojrzałam na buty Mace’a.

Wtedy ręce mi opadły i szepnęłam - „Nie mogę przestać o tym myśleć. Myśląc, że umarła przerażona. Nienawidzę tego, że nigdy więcej jej nie zobaczę, ponieważ zawsze myślałam…” - Przerwałam, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam od nowa - „ Ale nienawidzę bardziej tego, że prawdopodobnie umarła przestraszona.”

Nagle ta duża, twarda, płonąca rzecz wróciła do mojej piersi i zaczęła mnie dusić. Wydałam nawet głośny dźwięk szarpiącego oddechu.

„O cholera! Znowu będę, kurwa, płakać” - oznajmiłam, po czym zasłoniłam dłońmi twarz i wybuchnęłam płaczem.

W ciągu kilku chwil poczułam, jak palce zaciskają się na moich nadgarstkach, a silne ręce wyciągają mnie z fotela. Potem oparłam się na twardym jak skała ciele, które przez sekundę myślałam, że należy do Hectora. Ale było większe niż ciało Hectora, wyższe, a ramiona, które mnie otaczały, były inne. Podniosłam głowę i byłam zszokowana, widząc Mace’a mokrymi oczami.

„Przepraszam” - szepnęłam.

Jego ręka powędrowała do czubka mojej głowy i zsunęła mi włosy z szyi. Naciskał tam, aż mój policzek dotknął jego klatki piersiowej.

„Nie przepraszaj” - jego głęboki głos zabrzmiał ponad moją głową i dudnił mi w uchu.

Moje ramiona owinęły się wokół jego talii i trzymałam go, a on trzymał mnie i płakałam cicho przy piersi mężczyzny, którego w ogóle nie znałam, z wyjątkiem jego imienia. I zrobiłam to w księgarni pełnej ludzi, niektórych znałam, większości nie.

I nie obchodziło mnie to, ani trochę, bo jak płakałam, poczułam, jak twarda, gorąca kula w mojej klatce piersiowej zaczyna się kurczyć i blaknąć, aż po chwili prawie zniknęła. Potem zostałam przesunięta, obrócona i przejął mnie Hector. Jego ramię objęło moje ramiona i położył mnie w swoim boku, zwijając mnie twarzą do siebie. Jego ręka powędrowała do mojej twarzy, jego kciuk ocierał wilgoć.

„Nic ci nie jest?” - mruknął.

„Przestań mnie o to pytać” - odpowiedziałam.

Uśmiechnął się, a jego palce zacisnęły się w pięść, jego kłykcie delikatnie przesunęły się po mojej kości policzkowej, zanim jego ręka opadła.

„Nic ci nie jest.”

Położyłam moją skroń na jego ramieniu, a potem zobaczyłam duży kubek ze spienionym mlekiem na wierzchu wepchnięty w moje pole widzenia.

„Wypij to, kobieto” - rozkazał Tex, a ja spojrzałam na niego, biorąc kubek – „Gówno. Ktoś załatwi jej chusteczki, jej makijaż się wyczerpuje.”

Ręką, którą nie trzymałam kubka podniosłam do twarzy, żeby zetrzeć tusz do rzęs.

„Nie przejmuj się. Jest wszędzie. Potrzebujesz lustra” - powiedział mi Tex z brutalną szczerością lub, powinnam powiedzieć, Tex huknął na mnie z brutalną szczerością, więc być może jedna osoba po drugiej stronie pokoju, która nie była świadkiem mojego załamania, mogła zostać włączona pokaz.

Wciąż wycierałam, Tex wciąż patrzył, Hector nadal trzymał mnie mocno przyciśniętą do swojego boku. Daisy wręczyła mi chusteczkę higieniczną, a potem Tex odezwał się (lub warknął) - „Nie znałem swojej Mamy. Myślę, że była dobrym człowiekiem, skoro robiła to, co Indy mówi, że robiła. Wiem, że gdyby była tutaj, byłaby cholernie dumna. Przeszłaś przez to, przez co przeszłaś i nadal stoisz. Wiele kobiet nie tylko by się zgięło, one złamały się, ale ty też tego nie zrobiłaś i nadal stoisz. Gdybyś była moją córką, byłbym tak cholernie dumny, krzyczałbym to z dachów. Myślę, że twoja mama też. I możesz to zabrać do pieprzonego banku.”

Potem odszedł, a ja patrzyłam w przestrzeń, w której był przez kilka sekund, oniemiała, z otwartymi ustami, pozwalając jego słowom przeniknąć do mojego mózgu. I wtedy coś innego rozrosło mi się w klatce piersiowej, to była ta dziwna, ciepła, radosna łuna, ale była tak intensywna, tak inwazyjna, tak przytłaczająca, że sprawiała, że bolesna, paląca, gorąca kula, która była tam wcześniej, wydawała się słaba.

Potem wybuchłam świeżymi łzami, tymi głośnymi i zawodzącymi.

Płynny Ruch Hectora pozbawił mnie kubka z kawą, podał ją czekającej Daisy i wziął mnie w ramiona. Wepchnęłam twarz w jego klatkę piersiową, owinęłam ramiona wokół jego talii i wrzeszczałam jak dziecko.

I nie obchodziło mnie, kto to widział.

W końcu powiedziałam do jego piersi między szlochami - „Po tym, jeśli znowu będę płakać, zastrzel mnie.”

„Nie ma mowy” - brzmiała odpowiedź Hectora (moim zdaniem nieprzydatna).

Spojrzałam na niego – „Poważnie, Hector, zastrzel mnie! Mój tusz do rzęs jest zniszczony! Zajmie mi to wiele godzin, zanim umyję oczy na tyle, by ponownie nałożyć makijaż!”

Przez moje wodniste, zatkane tuszem oczy, obserwowałam, jak jego brwi się ściągają -  „Chcesz, żebym cię zastrzelił, bo masz zniszczony tusz do rzęs?”

„Tak!” - płakałam.

Wybuchnął śmiechem.

„Nie jestem zabawna!” - zawyłam, klepiąc go po ramieniu.

Głowa Hectora opadła i pocałował mnie w drżące usta. Odsunął usta się na centymetr i powiedział - „Mi cielo, jesteś przezabawna”.

„Jasna cholera, potrzebujemy przyjęcia” - oznajmiła Ally za moimi plecami, zanim zdążyłam odpowiedzieć i odwróciłam się w ramionach Hectora.

„Imprezujecie dziś wieczorem na moim koncercie. Przyprowadźcie Sadie” - wtrąciła Stella.

„Wszyscy będziemy błyszczeć!” - krzyknęła Daisy.

„O cholera, biały człowiek rock'n'roll i błysk. Kurwa” - mruknęła Shirleen.

„Margarity przed koncertem i dziewczęta ubierają się w lofcie!” - oświadczyła Ava.

„Namówię Nicka, żeby zajął się dzieckiem” - wtrąciła się Jules.

„Przyniosę guacamole i chipsy” - zaproponowała Jet.

„Rock on!” - krzyknęła Indy.

„Masz rację, siostro” - dodała Roxie i z jakiegoś dziwnego powodu wszyscy wybuchnęły chichotem.

Hector przestał się śmiać i mruknął - „Do diabła”.

Spojrzałam na niego, już nie płacząc, i wyszeptałam (z lekkim drżeniem w głosie) - „Myślę, że mam kłopoty”.

W tym momencie Hector pochylił głowę, by na mnie spojrzeć i powoli się uśmiechnął.



6 komentarzy:

  1. Kocham Texa❤️❤️❤️

    OdpowiedzUsuń
  2. Moc Rockowych Lasek! 😍 10 punktów ode mnie dla Mace ❤️ dzięki za rozdział. Zastanawiam się czy będzie jakaś część poświęcona dla Mace?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mace'owi i Stelli poświęcona w całości jest poprzednia część - "Rozrachunek" ("Porachunki"). Możesz ją znaleźć na https://monique-romans-2.blogspot.com/

      Usuń
  3. Dziękuję a Tex doprowadził mnie do łez

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję! Jesteś wspaniała za to tłumaczenie 😂😍😍😍😍

    OdpowiedzUsuń