ROZDZIAŁ
XVII
To było
organiczne
Sadie
Obudziłam się w swoim łóżku w pokoju
gościnnym Ralphiego i Buddy’ego.
To było dziwne uczucie. Po pierwsze,
nie spałam tam od kilku dni.
Po drugie, od razu wiedziałam, że
Hector jest ze mną. Czułam jego ciepło na moich plecach, a jego ramię było
owinięte wokół mojego brzucha, ze zgiętym łokieć, przedramieniem wsunięte pode
mnie, dłoń z boku mojej piersi.
O mój.
Jak znalazłam się w tej kłopotliwej
sytuacji?
Nie miałam czasu, żeby cofnąć noc.
Było już za późno, żeby zastanowić się, jak trafiłam do łóżka z Hektorem.
Nadszedł czas, by szybko się uwolnić.
Modliłam się, żeby spał i zaczęłam
się przesuwać do przodu, abym uciec.
Jego ramię zacisnęło się.
„Nie śpisz” - powiedział w moją
szyję.
Do diabła!
„Tak” - odpowiedziałam i zastanawiałam
się, czy powinnam udawać, że śpię.
„Dobrze” - mruknął, jego ciało
przycisnęło się bliżej, a potem kciuk (nie żartuję!) zaczął głaskać bok mojej
piersi - „Zanim będziesz miała szansę wzmocnić swoją obronę, mamita,
porozmawiamy.”
To nie było dobre.
Nie spałam pięć sekund. Ledwo mogłam
pomyśleć o rozmowie z Hectorem z gorącem Hectora w moich plecach i kciukiem
Hectora głaszczącym moją pierś.
Powinnam była udawać, że śpię.
Nadszedł czas, aby stworzyć plan
ucieczki po przebudzeniu, abym mogła gdzieś pojechać i zebrać razem moje liczne
osobowości, gdzie mogliśmy naradzić się i zdecydować, kto podejmie to ostatnie
wyzwanie.
„Muszę skorzystać z łazienki” -
spróbowałam.
To się nie udało.
„Za minutę” - odpowiedział stanowczo.
„Nie jestem pewna, czy chcę
rozmawiać” - powiedziałam, próbując ponownie.
To też się nie udało. Marnie.
„To też jest dobre, ponieważ nie
będziesz mówić.”
O nie.
Rozmowa bez mnie.
To zdecydowanie nie było dobre.
„Hector …” - zaczęłam i próbowałam
się odwrócić, ale jego ramię naprężyło się, jego ciało przylgnęło do moich
pleców i nie mogłam się ruszyć.
„Sadie, cicho i słuchaj” - polecił.
Po prostu nie mogłam wygrać.
Nie spałam przez około dwie minuty i
miałam kolejną traumę życiową w rękach!
No cóż, niech tak będzie.
Starałam się, żeby moje ciało się
odprężyło, ale psychicznie przygotowałam się na to, co miało nadejść dalej. Hector
poczuł, jak napięcie mnie opuszcza i jego kciuk wrócił do głaskania (musiałam
przyznać, było to super przyjemne, ale powiedziałam sobie, żebym to ignorowała,
to nie zadziałało, ale przynajmniej próbowałam).
Wtedy Hector zaczął mówić.
„Wychowałem się w domu pełnym
rodziny: braci, sióstr, matki, ojca. Mój tata był prokuratorem i pracował przez
wiele godzin. Mamá była doradcą zawodowym w niepełnym wymiarze godzin w naszym
liceum. Nie byliśmy bogaci, ale udało im się dać nam wszystko, czego
potrzebowaliśmy, nawet jeśli nie mieliśmy większości gówna, jakiego chcieliśmy.
Pracowali, ale byli w pobliżu. Byli dobrymi rodzicami w naszym interesie, przy
nas, udzielali wskazówek, ale pozwalali nam spieprzyć na tyle, żebyśmy mogli
się uczyć. Niektórzy z nas to wykorzystali, pieprzyli się, sprawiali im
problemy. Nigdy nie zrezygnowali z nadziei, że w końcu postąpimy słusznie i
upewniali się, że o tym wiemy.”
Dlaczego on mi to mówił?
Oczywiście w idealnym świecie chciałabym
wiedzieć wszystko o życiu Hectora.
Ale to był świat daleki od doskonałego.
Zastanawiałam się, czy Hector był
jednym z tych, którzy „pieprzyli się, sprawiali im problemy”?
Nie miałam okazji zapytać (nie żebym
chciała), ponieważ mówił dalej.
„Nie wiem, jak dorastałaś, ale
obserwowałem cię z twoim ojcem, kiedy byłem w środku, mamita, i na początku
tego nie rozumiałem. Kiedy to zrobiłem, przewróciło mi się w żołądku.”
Wciągnęłam oddech i wstrzymałam go.
Nie wiedziałam, czego się spodziewałam
po tej pierwszej porannej rozmowie, podczas której nie mogłam mówić, ale na
pewno nie tego.
Zapomniałam lub postanowiłam nie
pamiętać, ile on był w pobliżu. Ojciec trzymał go blisko, lubił go, ufał mu,
powiedział mi nawet, że przygotowuje Hectora do „wielkich rzeczy”. W końcu
Hector był w pobliżu bardzo często. Nie przyszło mi do głowy, co zobaczył ani
nawet, że patrzył. Naprawdę nie przyszło mi do głowy, że zareagowałby na to.
Nikt nie dbał o mnie ani o to, przez
co przechodzę. Nie tylko podejrzewałam, że ich to nie obchodzi, ale też nikomu
nie powiedziałam i schowałam się za Lodem, na wypadek gdyby ktoś się zbliżył.
Ale w jakiś sposób wyglądało na to,
że Hector to wszystko przejrzał.
Co więcej, to, co powiedział,
oznaczało, że mu zależało.
Nie wiedziałam, jak się przez to czułam,
z wyjątkiem tej dziwnej, szczęśliwej łuny, która próbowała się przedrzeć.
Potem poczułam, jak jego usta
dotykają mojej szyi i pocałował mnie tam, a powstrzymanie łuny wymagało
ogromnego wysiłku woli, ponieważ całowanie mojej szyi mogło znaczyć tylko
jedno, a ja nie mogłam sobie pozwolić na to, żeby w to uwierzyć. Wiara w to wystawiłaby mnie jak
głupca lub gorzej, pozwoliłaby mu się zbliżyć, a to nie mogło się zdarzyć.
„To nie jest rodzina, Sadie” -
powiedział cicho, najwyraźniej nieświadomy mojego wewnętrznego zamieszania – „Nie
wiem, co to jest, ale na pewno to nie jest rodzina.”
Nie mając innego wyboru (poza
uduszeniem się), wypuściłam oddech na słowo „Okej”.
Jego ramię ścisnęło mnie - „Nie wiem,
co masz w sobie, co pomagało ci radzić sobie z tym. Nie wiem, jak sobie radziłaś,
dorastając z tym. Ale myślę, że twoja matka dała ci część tego, a druga część
pochodzi od ciebie, a przynajmniej od tej ciebie, którą miałem wczoraj rano.”
Na wspomnienie wczorajszego poranku,
moje ciało ścisnęło się, podobnie jak jego ramię.
„Nie zamykaj się, kurwa, na mnie” - ostrzegł
i brzmiał, jakby miał to na myśli.
O mój.
Zmusiłam swoje ciało do odprężenia
się, było to trudne, ale zrobiłam to, żeby szybko to skończyć. Kiedy moje ciało
się rozluźniło, jego ramię też.
„Teraz znasz sytuację. W tej sytuacji
nie mam wielu możliwości wyboru i żaden z nich nie jest dobry. Ale podjąłem
decyzję i musisz wiedzieć, co to jest.”
O mój, o mój, o mój.
Hector podjął decyzję.
Pomyślałam, że to nie wróżyło mi
dobrze.
Nie myliłam się.
„Chcę ciebie” - powiedział w moją
szyję, jego ręka uniosła się, by owinąć się wokół mojej piersi w tak zaborczy
sposób, że znowu wstrzymałam oddech, kiedy mówił dalej - „Pragnąłem cię od
dawna, dłużej niż wiesz. Zanim przyszłaś do biura swojego ojca tamtej nocy,
dużo wcześniej. Tej nocy straciłem kontrolę, spieprzyłem, pozwoliłem rzeczom być
tak, jak były. Powinienem był z tobą
porozmawiać. Nie zrobiłem tego. Nie sądziłem, że to bezpieczne. Po tym, jak
twój ojciec upadł, powinienem był do ciebie przyjść. Nie zrobiłem tego. To był
zły wybór. Przydarzyło ci się coś gównianego i poczułem, że muszę postępować
ostrożnie. Nie mogłem być silny, nie po tym, co ci zrobił Ricky. Nie mogłem
tego pchać, nie chciałem, żebyś myślała, że przemieszczasz się spod władzy
swojego ojca pod moją. Mogłem się cofnąć, ale to oznaczałoby, że nie byłbym
tam, gdzie chciałem, czyli właśnie tutaj.” - Jego palce na mojej piersi
ścisnęły się i poczułam, jak mój żołądek wykonuje radosny skok. To też próbowałam
zignorować (i nie udało mi się).
Mówił dalej - „Czułem, że robię
postępy do wczorajszego ranka. Masz w głowie jakiś popieprzony pomysł na to, co
się stało, a ja muszę zdobyć tę Sadie, więc słuchaj. To ważne. Ponieważ chcę tę
dziewczynę. To wszystko dla tego robię, bo ta dziewczyna to prawdziwa ty, ta,
która traci kontrolę i bierze to, czego chce, i oddaje bez zaciągania długów. I
nie obchodzi jej, co mówią jej działania i co pomyślą ludzie.”
Oddychałam teraz ciężko, chcąc
zablokować jego słowa, ale kiedy był tam, wokół mnie, nie mogłam. Trzymał się
mnie.
„Więc podjąłem decyzję. Już się z tym
nie pieprzę.”
Już się z tym nie pieprzył?
Co to miało znaczyć?
Czy wcześniej się pieprzył?
Ciągle mówił - „Chcę prawdziwą
ciebie. Aby to osiągnąć, daję ci prawdziwego mnie. Nie zamierzam się
powstrzymywać.”
O mój Boże!
On się powstrzymywał?
Jak mógł się powstrzymywać?
Ciągle mówił - „I założę się, że
jeśli naprawdę będziesz w stanie sobie z tym poradzić, przejdziemy przez to i
przejdziemy na drugą stronę”.
O nie.
Nie, nie zrobilibyśmy tego.
Nie… my… nie… nie.
Niestety nie skończył.
„Jeśli spróbujesz się zamknąć, spróbujesz
mnie powstrzymać, spróbujesz odepchnąć mnie, odejść, to - uczciwe ostrzeżenie,
mamita, - nie spodoba mi się to i nie pozwolę. Jak poczujesz, że to ja nakładam
na ciebie władzę, mogę z tym żyć. Dowiesz się, jaka jest różnica między tym,
jak traktował cię twój ojciec, a tym, jak ja cię będę traktował. Czy rozumiesz,
co ci mówię?”
Co ja na miałam to powiedzieć?
„Sadie, odpowiedz mi. Muszę wiedzieć,
że rozumiesz.”
„Tak” - odpowiedziałam.
Zrozumiałam i przeraziło mnie to
bardziej niż cokolwiek wcześniej.
„Masz coś do powiedzenia?” - zapytał.
Pomyślałam o tym, a potem podjęłam
wysiłek ochrony.
Innymi słowy, skłamałam (źle) - „Nie
jestem pewna, czy coś tu jest. Chyba nie czuję do ciebie tak, jak…”
Przerwał mi – „Czujesz, co masz na
sobie?”
Nie zrozumiałam pytania, potem wróciłam
myślami do poprzedniej nocy i jedyne, co pamiętałam, to zasypianie na kanapie.
Moja ręka powędrowała do mojej talii
i poczułam tam miękką flanelę.
Do diabła ciężkiego!
Dzień wcześniej ukradłam flanelową
koszulę Hectora, włożyłam ją do torby podróżnej, gotowa zabrać ją ze sobą na
Kretę jako przypomnienie, żebym nigdy więcej nie wpadła w kolejną głupią
sytuację.
Teraz jakoś ją miałam na sobie.
Co oznaczało, że znalazłam się teraz
w innej głupiej sytuacji!
„W jaki sposób…?” - zaczęłam, ale
zatrzymałam się, gdy poruszył głową, przesunął usta po mojej szyi do tyłu
mojego ucha.
„Przyniosłem cię do łóżka zeszłej
nocy, poszedłem po piżamę do twojej torby, znalazłem moją koszulę. Jeśli nie
myślisz o mnie tak, jak ja o tobie, dlaczego ukradłaś moją koszulę?”
Cholera jasna.
Nie mając innego wyboru, zdecydowałam
się na charakterek - „Nie powinieneś był grzebać w moich rzeczach”.
„Nie powinnaś była kraść mojej
koszuli” - odpowiedział.
To była prawda.
„Możesz ją odzyskać” - warknąłem.
Poczułam, jak jego ciało się porusza
i straciłam ciepło, ale tylko po to, żeby mógł położyć rękę na moim brzuchu i
przycisnąć mnie do pleców. Przysunął się z łokciem na poduszce, trzymając głowę
w dłoni i spojrzał na mnie z uśmiechem.
Spojrzałam na niego.
„Nie chcę jej z powrotem” -
powiedział.
„Już jej nie chcę” - skłamałam.
Uśmiech rozszerzył się w uśmiech,
pochylił głowę i pocałował mnie delikatnie.
„Chcesz ją” - mruknął w moje usta.
Tak. Chciałam ją. Chciałam, żeby
pamiętać, żeby nie być głupcem. Chciałam też jej na te czasy, kiedy będę udawała,
że mogę być normalną dziewczyną z normalnym chłopakiem mającą normalny związek.
Nie byłam pewna, czy flanela jest przyjęta na Krecie, ale też mnie to nie
obchodziło.
Wtedy przypomniałam sobie Udawaj
Sadie i co zamierzała dla mnie zrobić.
I zdałam sobie sprawę, że potrzebuję
jej nawet bardziej niż myślałam, że potrzebuję.
Ponieważ zamierzała mnie uwolnić, z
moim sercem strzeżonym, ale miała też zapewnić mi wspomnienia, których
potrzebowałam, aby żyć sama, bez mojej mamy, bez nikogo.
„No dobrze” - ustąpiłam, wypuszczając
powietrze – „Chcę jej.”
Wtedy oczy Hectora pociemniały, były
ciepłe i intensywne, a ja patrzyłam, aby zapamiętać to spojrzenie, abym mógł go
trzymać przy sobie przez długi, długi czas. Kiedy wpatrywałam się w jego twarz,
ściągnął kołdrę do moich ud. Patrzył, jak jego palce przesunęły się do guzików
koszuli i rozpiął je (tylko dwa były zapięte), po czym rozłożył ją szeroko.
Wciągnęłam oddech i zaczęłam się
zakrywać, kiedy wymamrotał - „Nie”.
To było trudne, ale uspokoiłam moje
ręce, a jego oczy powędrowały do mojej klatki piersiowej, podążały za jego ręką
i powoli przeszły w dół mojej klatki piersiowej, między piersiami, przez przeponę
i brzuch. Przez cały czas jego oczy obserwowały jego dłoń, a kiedy jego ręka
spoczęła na moim brzuchu, ten brzuch się stopił.
To dlatego, że jego twarz przybrała
taki wyraz, wyraz, jakiego nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Był bardziej
intensywny i ciepły niż normalnie, ale był też łagodny i dziwacznie
jednocześnie twardy. Odniosłam wrażenie, jakby obejmował wzrokiem moją pierś. To
oznaczało posiadanie.
Kiedy sobie to uświadomiłam, nie mogłam
na to poradzić, moje kości stały się płynne.
„Hector …” - odetchnęłam, a jego oczy
spoczęły na moich, jego palce przesunęły się po górnej krawędzi moich majtek, a
jego głowa opadła.
To było to. Poddałam się, bo to był
Hector, chciałam go (oczywiście miał rację), chciałam wspomnień o „nas” i nie
zawiodłam się.
To było tak samo niesamowite jak
wcześniej.
To była mieszanka gorącego i pilnego,
ale też powolnego i słodkiego, a jedyna różnica polegała na tym, że kiedy
próbowałam zrzucić koszulę, nie pozwolił mi.
Zmusił mnie do pozostania w niej,
nawet gdy byliśmy gotowi, ciężko oddychając, mocno się całując, kiedy moje
paznokcie drapały jego skórę, a on przewrócił się na plecy, zabierając mnie ze
sobą. Szarpnął mnie za kolana, więc usiadłam na nim okrakiem, skierował się do
środka i podniósł mnie, żeby mnie napełnić.
To było świetne uczucie.
Zaczęłam się ruszać, nasze oczy się
spotkały, jego gorące były na mnie, a moje musiały być takie samo, ponieważ moje
ciało było gorące, wszystko było gorące, więc moje oczy musiały wyglądać gorąco
tak samo jak jego.
Jego ręce przesunęły się po moim
ciele pod koszulą. Położyłam moją rękę na jego, a jego nadal się ruszała,
zabierając moją ze sobą. Wtedy jedna z jego rąk znalazła się między moimi
nogami, przesunęła się, przyciskając do mnie moje palce i manipulując nimi.
„Mój Boże” - odetchnęłam, a mrowienie
wystrzeliło spomiędzy nóg w dół po udach, kiedy to się zaczęło, mrowienie
narastało, zacieśniło się.
Pochyliłam się lekko do przodu,
opierając wolną rękę na łóżku, dając mi większą siłę, by poruszać się szybciej
i mocniej dociskać. Jego wolna ręka powędrowała do mojej szczęki, jego kciuk
przesunął moją dolną wargę i pod jego dotykiem rozchyliłam usta, dotykając
językiem jego kciuka, a potem złapałam go zębami, gryząc delikatnie, zanim
zassałam go do ust.
W chwili, gdy to zrobiłam, jego twarz
pociemniała, oczy stały się gorętsze i wszystko stało się naraz.
Doszłam twardo i pysznie,
jednocześnie jego ręka opuściła moją między nogami. Złapał ramieniem moją talię
i rzucił mnie na plecy i zaczął we mnie uderzać, przedłużając i intensyfikując
mój orgazm, gdy wziął moje jęki w swoje usta, zanim skończyłam, jego jęki
zmieszały się z moimi.
Kiedy skończyliśmy, szarpnęłam
delikatnie biodrami w odpowiedzi na jego ruch, dłonie poruszałam po skórze i
mięśniach jego pleców i odtworzyłam ostatnie piętnaście minut, wypalając je w
moim mózgu, by nosić je ze sobą na zawsze.
„Nadal jesteś ze mną?” - zapytał
szorstkim głosem.
„Tak.”
„Nie zamykaj się na mnie” - mruknął i
poczułam, że ogarnia mnie poczucie winy, że w ogóle tak pomyślał, ale to była
moja wina. W krótkim czasie dałam mu ku temu powód.
Przestałam poruszać rękoma i zacisnęłam
ramiona.
„Okej” - powiedziałam.
Przetoczył się na bok, obracając mnie
za sobą, ale trzymając moją nogę wokół jego biodra z ręką za kolanem. Potem zsunął
palce delikatnie z tyłu kolana na pośladki i z powrotem i znowu, i znowu.
Wsunęłam twarz w jego gardło i
zapamiętałam, co robi jego ręka.
„Chcesz porozmawiać o wczoraj?” -
zapytał cicho.
„Co z tym?”
„W biurze Lee.”
Moje ciało ścisnęło się i natychmiast
pokręciłam głową. Przestał głaskać moją nogę, a jego ramię objęło mnie.
„W porządku, mamita, nie musisz o tym
rozmawiać”.
Zrelaksowałam się.
Następnie Udawaj Sadie zapytała -
„Czy możesz wyświadczyć mi przysługę?”
To była jego kolej, by jego ciało
ścisnęło się.
„Co?”
Odchyliłam głowę do tyłu, żeby na
niego spojrzeć, a jego podbródek opadł, żeby jego oczy mogły na mnie spojrzeć.
Wyglądał świetnie po seksie, jego oczy
wciąż były intensywne, ale wyraz jego twarzy był zadowolony. To był jego
najlepszy wygląd w historii.
„Rockowe Laski wezwały Naradę
Plemienną” - powiedziałam mu – „Czy wiesz co to jest?”
Potrząsnął głową, ale poczułam, jak
jego ciało się rozluźnia, a usta drgnęły.
„Ja też nie, ale nakazano mi
uczestniczyć. Jeśli Ralphie nie będzie zaproszony, czy mogę do ciebie
zadzwonić? Zabierzesz mnie tam? Jest w południe.”
Intensywność w jego oczach przygasła
i złagodniała.
„Myślę, że mogę to zrobić”.
Udawaj Sadie odprężyła się w nim i
uśmiechnęła się.
Prawdziwy Hector odwzajemnił uśmiech.
Serce prawdziwej Sadie ścisnęło się
tak mocno, że aż zabolało.
Potem zapamiętała również jego
uśmiech.
*****
„Nie wolno ci tu być. Idź!” -
zażądała Daisy, wskazując na Hectora w chwili, gdy on, YoYo i ja weszliśmy do
Fortnum.
„Daisy!” - warknęłam.
„Co za uroczy pies!” - Roxie płakała.
Daisy zignorowała Roxie (i YoYo) i
jej spojrzenie spoczęło na mnie.
„To jest Narada Plemienna Rockowych
Lasek. Zasady Narady Plemiennej Rockowych Lasek są następujące: musisz być
dziewczyną, gejem, Duke’iem lub Tex’em. Nikt inny nie może być.”
„Dlaczego Duke i Tex mogą być?” - zapytałam,
pochylając się, by podnieść YoYo i przytulić ją do piersi. To niestety dało jej
dostęp do mojego gardła i podbródka, które wylewnie lizała, gdy jej małe,
pulchne ciało kołysało się radośnie w moich ramionach.
Daisy, wciąż ignorując YoYo,
odpowiedziała - „Kto wie? Kogo to obchodzi? Tak stało. To było organiczne. Ale
teraz jest to Prawo Rockowych Lasek.”
Prawo Rockowych Lasek?
Mieli centralę telefoniczną i prawo?
Do jasnej cholery!
„Czy mogę dostać kawę?” - Hector
zapytał rozbawionym głosem, ramię, które zarzucił na moje ramiona, zwinęło się
i przyciągnął mnie i YoYo głównie do przodu swojego ciała (to dało YoYo
dodatkowy cel w postaci gardła Hectora, czego Hector wydawał się całkowicie
nieświadomy).
Spojrzałam na niego, a jego twarz
była pusta, ale jego oczy tańczyły, jakby uważał Daisy za zabawną, ale nie
śmiał się głośno śmiać.
„Czy mogę bawić się z twoim psem?” - Roxie
zawołała, a mój wzrok spoczął na niej, by się uśmiechnąć, zanim Daisy znów
zaczęła mówić.
„Kawa i odejdź” - Daisy parsknęła na
Hectora, po czym odwróciła się do kanap, na których wylegiwały się wszystkie
Rockowe Laski plus Mace (siedziała na poręczy kanapy obok Stelli, która
odwróciła się do niego plecami i opierała się o jego udo).
„Ty też” - rozkazała Daisy Mace’owi -
„Wypad.”
Brwi Mace’a uniosły się, ale poza tym
nie poruszył nawet mięśniami.
„Nie żartuję, Mace. Te rozmowy są głębokie.
Zwykle są tam szczegółowe opisy aktywności seksualnej Gorącej Drużyny na Rockowych
Laskach. Chcesz wiedzieć, jak wypadasz na tle Hectora? Nie sądzę.” - ciągnęła
Daisy.
Moje oczy zrobiły się wielkie. Nie
tylko z powodu tego, co powiedziała, ale także dlatego, że miała publiczność.
Do tej publiczności należało nie tylko Indy, Ally, Jet, Roxie, Jules, Ava,
Stella i Shirleen, ale także grupa klientów, których nigdy wcześniej w życiu
nie widziałam.
Nie wspominając o tym, że mówiła
Mace’owi, co ma robić. Wiedziałam, że Daisy była trochę szalona i przesadzała,
ale podejrzewałam, że oto bierze życie w swoje ręce.
„Do diabła” - mruknął Hector nad
głowami YoYo i moją, wyraźnie myśląc w tym samym duchu.
„Możesz to powtórzyć” - szepnęłam,
wpatrując się w Daisy.
Złapał mój szept, jego oczy zeskanowały
moją twarz, a jego ramię mocno mnie (i YoYo) ścisnęło. Wtedy Hector zdecydował
się interweniować.
„Nie będziesz rozmawiać z Sadie o
naszym życiu seksualnym” - powiedział Daisy, moje ciało napięło się, a Daisy
zawirowała. Potem zmrużyła oczy.
To mogło nie być właściwe
postępowanie. YoYo warknęła na Daisy lub Hectora, nie wiedziałam, która tak
bardzo się kręciła, mogła szczekać na przypadkowego klienta, skąd mam wiedzieć?
„Hector …” - zaczęłam, próbując
kontrolować YoYo i przebieg rozmowy.
„Nie obchodzi mnie, czy jesteś twardzielem,
byłym agentem DEA, gorącym facetem” - warknęła Daisy, przerywając moją próbę załagodzenia
sytuacji - „Nie możesz kontrolować Plemiennej Narady Rockowych Lasek. Plemienna
Narada idzie tam, gdzie idzie. Po prostu płyniemy z nurtem.”
„Sadie miała ciężkie kilka tygodni” -
przypomniał Hector Daisy.
„Myślisz, że tego nie wiem?” -
odskoczyła Daisy.
„Cokolwiek to, kurwa, jest, nie
będziesz pieprzyła w jej głowie. Sama dość pieprzy sobie w głowie” - ostrzegł
Hector.
Oczy Daisy wyszły na wierzch, a brwi
powędrowały do linii włosów.
„Nie będziemy, kurwa, pieprzyć jej w głowie!”
- Daisy wrzasnęła.
„Czy możemy nie mówić kurwa tak głośno przy klientach?” - Indy
złożyła prośbę.
Jet i Ava spojrzały na siebie i cicho
chichotały.
„Jak wrócę, a ona się zamknie, to nie
będę, kurwa, szczęśliwy.” - wycedził Hector, ignorując prośbę Indy, by uniknąć
bomby k.
„Celem Narady Plemiennej, Hector, nie
jest zamknięcie jej, ale uporządkowanie jej” - odrzuciła Daisy.
Nadszedł czas, aby wkroczyć, zanim
Bitwa Twardziel/Południowa Diva mocniej się zaostrzy. Postawiłam YoYo, a ona
natychmiast podbiegła do Roxie, która była pochylona, klaszcząc i cmokając.
„Nie sądzę, żebym musiała być uporządkowana”
- wtrąciłam.
Daisy Matka Kwoka w Szale skupiła na
mnie oczy i warknęła - „Shirleen powiedziała, że są problemy.”
Shirleen, popijając latte, spokojna,
jak mogła być, zagrzmiała z fotela naprzeciwko Stelli – „Wydaje mi się, że
wszystko się ułożyło. Dziewczyna została, jak przypuszczam, całkiem niedawno wyciupciana,
znowu zgaduję, dobrze i właściwie. Następny problem!”
Zamknęłam oczy.
Niech ktoś mi powie, że Shirleen nie
tylko ogłosiła całemu sklepowi, że zostałam dobrze
i właściwie wyciupciana.
Ponownie otworzyłam oczy, spojrzałam
na Hectora i wyszeptałam - „Proszę, powiedz mi tylko, że Shirleen nie ogłosiła
właśnie całemu sklepowi, że uprawialiśmy seks.”
Hector przygryzł dolną wargę i znowu
nie wiedziałam, czy powstrzymywał uśmiech, czy złość. Gdybym to ja miała wybierać,
wybrałabym to drugie.
„Nienawidzę tego mówić, mamita” -
powiedział, patrząc oczami na tłum, z których niektórzy ukradkiem nas
obserwowali, inni usadowili się i otwarcie cieszyli się występem – „ale wygląda
na to, że to zrobiła.”
„Czy one zawsze są takie?”
Teraz mogłam stwierdzić, że walczył z
uśmiechem - „Jak daleko mogę stwierdzić, tak,” odpowiedział.
„Dlaczego moje życie jest takie
trudne?” - wyrzuciłam z siebie, zanim zdążyłam to lepiej przemyśleć.
Patrzyłam, jak oczy Hectora stały się
łagodne, a on odpowiedział - „To nie jest trudne, Sadie, to nie jest złe. Nie
chcą cię skrzywdzić, po prostu się przejmują.”
Wiedziałam, że ma rację.
Ale nadal.
Wszyscy w całej kawiarni wiedzieli,
że zostałam wyciupciana. Jego ręka powędrowała do mojej szyi i wsunęła się w
moje włosy, jego kciuk został na linii moich włosów.
„Wygląda na to, że Narada Plemienna
to klapa. Chcesz wrócić czy napić się kawy?”
„Kawa” - odpowiedziałam – „Powinnam
też kupić jedną dla Ralphiego.”
„Wezmę je” - powiedział, po czym obniżył
twarz i musnął ustami moje.
Potem poszedł do lady z kawą,
pozostawiając mnie głęboko poruszoną (tak, nawet jego muśnięciem na moich
ustach!) i chwiejącą się bez jego ciała, aby mnie wspierać.
„Usiądź, zanim upadniesz, dziecko.” -
zawołała Shirleen.
Postanowiłam zrobić to, co
sugerowała, zanim wywołałam jeszcze większe poruszenie i usiadłam w dużym,
wygodnym fotelu wśród gromady.
„Nie mogę uwierzyć, że masz małego
psa z uroczym sweterkiem!” - wykrzyknęła Ally - „Laseczko, rozumiesz co mam na
myśli.”
„YoYo nie jest mój. Buddy, Ralphie i
ja doglądamy jej dla przyjaciela” - powiedziałam Ally.
„To wciąż śliczny sweter” -
powiedziała Roxie, pocierając całe ciało YoYo, a YoYo to uwielbiała, kręcąc się
na kolanach Roxie, pokazując jej brzuch.
„Ten sweter nie jest YoYo, dokładnie,
to Ralphiego” - wyjaśniłam. Wszystkie oczy skierowały się na mnie.
„Nie pytajcie, to długa historia” - ciągnęłam.
Na wszystkich ustach pojawił się uśmiech.
„Wszystko w porządku?” - zapytała
Jules, nie odrywając wzroku ode mnie, trzymając w ramionach swojego nowego syna
Maxa.
Zaskoczyłam sama siebie, mówiąc „Nie”.
Dlaczego to powiedziałam?
Ja się nie dzieliłam.
Nigdy!
„Nie?” - zapytała cicho Ally.
„Wczoraj dostałam złe wieści” -
powiedziałam ponownie.
Tak, dzieliłam się.
Tak ponownie!
Co się ze mną działo?
„Twoja mama” - powiedział cicho Indy,
a ja spojrzałam na nią – „Lee mi powiedział.”
„Eddie mi powiedział” - wtrąciła się
Jet.
„Hank też mi powiedział” - dodała
Roxie.
„Powinnaś wiedzieć, że powiedzieli
nam pozostałym” - dokończyła Ava.
Bałam się, że zaraz się
hiperwentyluję.
„Nie musisz o tym mówić” - powiedziała
natychmiast Jules, przyglądając mi się uważnie przez sekundę, po czym jej oczy
przesunęły się na Ally, ale to Stella przemówiła swoim super fajnym, gardłowym,
seksownym głosem (bez żartów, głos Stelli to były asy).
„Nie, Ally, więc odpuść.”
„Nic nie powiedziałam” - broniła się
Ally.
„Powinniśmy pozwolić Sadie
kontrolować, czym chce się podzielić” - odpowiedziała Jules i zdecydowałam, że
bardzo ją lubię.
„Po prostu czułam się, jakbym znowu
ją straciła.”
To też byłam ja!
Właśnie ze mnie wyszło. Nie mogłam
już dłużej panować nad własnymi ustami, wyrzucałam z siebie prywatne myśli,
chcąc nie chcąc!
„To zrozumiałe” - powiedziała mi Ava.
„Próbowała mnie chronić” - ciągnęłam,
wciąż nie mogąc się powstrzymać, a oni wszyscy patrzyli na mnie.
Normalnie by mi się to nie podobało.
Normalnie czułabym się nieswojo.
Normalnie wezwałabym moją Lodową
Księżniczkę.
Ale ich twarze były otwarte, a ich
oczy miłe. Zamiast czuć się nieswojo, czułam się tak, jakby byli otwarci,
ponieważ chcieli, żebym im to dała, aby mogli mi to odebrać. Mimo że to były
złe rzeczy, naprawdę złe rzeczy. Ale
w ten sposób nie musiałabym już ich trzymać w środku.
Jak dziwne to było?
Włożyłam ręce we włosy, odciągając je
na tył głowy i spojrzałam na buty Mace’a.
Wtedy ręce mi opadły i szepnęłam - „Nie
mogę przestać o tym myśleć. Myśląc, że umarła przerażona. Nienawidzę tego, że
nigdy więcej jej nie zobaczę, ponieważ zawsze myślałam…” - Przerwałam, wzięłam
głęboki oddech i zaczęłam od nowa - „ Ale nienawidzę bardziej tego, że prawdopodobnie
umarła przestraszona.”
Nagle ta duża, twarda, płonąca rzecz
wróciła do mojej piersi i zaczęła mnie dusić. Wydałam nawet głośny dźwięk
szarpiącego oddechu.
„O cholera! Znowu będę, kurwa, płakać”
- oznajmiłam, po czym zasłoniłam dłońmi twarz i wybuchnęłam płaczem.
W ciągu kilku chwil poczułam, jak
palce zaciskają się na moich nadgarstkach, a silne ręce wyciągają mnie z fotela.
Potem oparłam się na twardym jak skała ciele, które przez sekundę myślałam, że
należy do Hectora. Ale było większe niż ciało Hectora, wyższe, a ramiona, które
mnie otaczały, były inne. Podniosłam głowę i byłam zszokowana, widząc Mace’a
mokrymi oczami.
„Przepraszam” - szepnęłam.
Jego ręka powędrowała do czubka mojej
głowy i zsunęła mi włosy z szyi. Naciskał tam, aż mój policzek dotknął jego
klatki piersiowej.
„Nie przepraszaj” - jego głęboki głos
zabrzmiał ponad moją głową i dudnił mi w uchu.
Moje ramiona owinęły się wokół jego
talii i trzymałam go, a on trzymał mnie i płakałam cicho przy piersi mężczyzny,
którego w ogóle nie znałam, z wyjątkiem jego imienia. I zrobiłam to w księgarni
pełnej ludzi, niektórych znałam, większości nie.
I nie obchodziło mnie to, ani trochę,
bo jak płakałam, poczułam, jak twarda, gorąca kula w mojej klatce piersiowej
zaczyna się kurczyć i blaknąć, aż po chwili prawie zniknęła. Potem zostałam
przesunięta, obrócona i przejął mnie Hector. Jego ramię objęło moje ramiona i
położył mnie w swoim boku, zwijając mnie twarzą do siebie. Jego ręka
powędrowała do mojej twarzy, jego kciuk ocierał wilgoć.
„Nic ci nie jest?” - mruknął.
„Przestań mnie o to pytać” -
odpowiedziałam.
Uśmiechnął się, a jego palce
zacisnęły się w pięść, jego kłykcie delikatnie przesunęły się po mojej kości
policzkowej, zanim jego ręka opadła.
„Nic ci nie jest.”
Położyłam moją skroń na jego
ramieniu, a potem zobaczyłam duży kubek ze spienionym mlekiem na wierzchu
wepchnięty w moje pole widzenia.
„Wypij to, kobieto” - rozkazał Tex, a
ja spojrzałam na niego, biorąc kubek – „Gówno. Ktoś załatwi jej chusteczki, jej
makijaż się wyczerpuje.”
Ręką, którą nie trzymałam kubka podniosłam
do twarzy, żeby zetrzeć tusz do rzęs.
„Nie przejmuj się. Jest wszędzie.
Potrzebujesz lustra” - powiedział mi Tex z brutalną szczerością lub, powinnam
powiedzieć, Tex huknął na mnie z brutalną szczerością, więc być może jedna
osoba po drugiej stronie pokoju, która nie była świadkiem mojego załamania, mogła
zostać włączona pokaz.
Wciąż wycierałam, Tex wciąż patrzył,
Hector nadal trzymał mnie mocno przyciśniętą do swojego boku. Daisy wręczyła mi
chusteczkę higieniczną, a potem Tex odezwał się (lub warknął) - „Nie znałem
swojej Mamy. Myślę, że była dobrym człowiekiem, skoro robiła to, co Indy mówi,
że robiła. Wiem, że gdyby była tutaj, byłaby cholernie dumna. Przeszłaś przez
to, przez co przeszłaś i nadal stoisz. Wiele kobiet nie tylko by się zgięło,
one złamały się, ale ty też tego nie zrobiłaś i nadal stoisz. Gdybyś była moją
córką, byłbym tak cholernie dumny, krzyczałbym to z dachów. Myślę, że twoja
mama też. I możesz to zabrać do pieprzonego banku.”
Potem odszedł, a ja patrzyłam w
przestrzeń, w której był przez kilka sekund, oniemiała, z otwartymi ustami,
pozwalając jego słowom przeniknąć do mojego mózgu. I wtedy coś innego rozrosło
mi się w klatce piersiowej, to była ta dziwna, ciepła, radosna łuna, ale była
tak intensywna, tak inwazyjna, tak przytłaczająca, że sprawiała, że bolesna,
paląca, gorąca kula, która była tam wcześniej, wydawała się słaba.
Potem wybuchłam świeżymi łzami, tymi
głośnymi i zawodzącymi.
Płynny Ruch Hectora pozbawił mnie kubka
z kawą, podał ją czekającej Daisy i wziął mnie w ramiona. Wepchnęłam twarz w
jego klatkę piersiową, owinęłam ramiona wokół jego talii i wrzeszczałam jak
dziecko.
I nie obchodziło mnie, kto to
widział.
W końcu powiedziałam do jego piersi
między szlochami - „Po tym, jeśli znowu będę płakać, zastrzel mnie.”
„Nie ma mowy” - brzmiała odpowiedź
Hectora (moim zdaniem nieprzydatna).
Spojrzałam na niego – „Poważnie,
Hector, zastrzel mnie! Mój tusz do rzęs jest zniszczony! Zajmie mi to wiele
godzin, zanim umyję oczy na tyle, by ponownie nałożyć makijaż!”
Przez moje wodniste, zatkane tuszem
oczy, obserwowałam, jak jego brwi się ściągają - „Chcesz, żebym cię zastrzelił, bo masz
zniszczony tusz do rzęs?”
„Tak!” - płakałam.
Wybuchnął śmiechem.
„Nie jestem zabawna!” - zawyłam,
klepiąc go po ramieniu.
Głowa Hectora opadła i pocałował mnie
w drżące usta. Odsunął usta się na centymetr i powiedział - „Mi cielo, jesteś
przezabawna”.
„Jasna cholera, potrzebujemy
przyjęcia” - oznajmiła Ally za moimi plecami, zanim zdążyłam odpowiedzieć i
odwróciłam się w ramionach Hectora.
„Imprezujecie dziś wieczorem na moim
koncercie. Przyprowadźcie Sadie” - wtrąciła Stella.
„Wszyscy będziemy błyszczeć!” - krzyknęła
Daisy.
„O cholera, biały człowiek rock'n'roll
i błysk. Kurwa” - mruknęła Shirleen.
„Margarity przed koncertem i
dziewczęta ubierają się w lofcie!” - oświadczyła Ava.
„Namówię Nicka, żeby zajął się
dzieckiem” - wtrąciła się Jules.
„Przyniosę guacamole i chipsy” -
zaproponowała Jet.
„Rock on!” - krzyknęła Indy.
„Masz rację, siostro” - dodała Roxie
i z jakiegoś dziwnego powodu wszyscy wybuchnęły chichotem.
Hector przestał się śmiać i mruknął -
„Do diabła”.
Spojrzałam na niego, już nie płacząc,
i wyszeptałam (z lekkim drżeniem w głosie) - „Myślę, że mam kłopoty”.
W tym momencie Hector pochylił głowę,
by na mnie spojrzeć i powoli się uśmiechnął.
Kocham Texa❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję 😘❤️
OdpowiedzUsuńMoc Rockowych Lasek! 😍 10 punktów ode mnie dla Mace ❤️ dzięki za rozdział. Zastanawiam się czy będzie jakaś część poświęcona dla Mace?
OdpowiedzUsuńMace'owi i Stelli poświęcona w całości jest poprzednia część - "Rozrachunek" ("Porachunki"). Możesz ją znaleźć na https://monique-romans-2.blogspot.com/
UsuńDziękuję a Tex doprowadził mnie do łez
OdpowiedzUsuńDziękuję! Jesteś wspaniała za to tłumaczenie 😂😍😍😍😍
OdpowiedzUsuń